W sieci pojawił się kontrowersyjny wpis jednego gracza, który dość mocno obwinia CD Projekt za komercyjną porażkę Wojny Krwi. Internauta pomija jednak jeden, znaczący fakt.
Swego czasu sporo mówiło się o wiedźmińskim Gwincie. Niby zwykła minigierka, ale potencjał był w niej taki, że szybko zdominowała rodzimą memosferę, a obrazki z Geraltem, który zamiast szukać Ciri grał w karty z wieśniakami stały się czymś powszechnym. Mało tego, chwilę po premierze Dzikiego Gonu doczekaliśmy się przecież osobnej produkcji w wersji cyfrowej, a także wydania fizycznego przy premierach obu dodatków do Wiedźmina 3 oraz w formie osobnej gry karcianej. Najważniejsza z perspektywy całego tematu jest jednak osobna gra z uniwersum Wiedźmina, która bez Gwinta nie mogłaby nawet powstać.
Co ciekawe, to fizycznie karty i minigierka w Dzikim Gonie stanowią dziś niejako relikt przeszłości, bowiem cyfrowy, samodzielny Gwint został przekształcony przez deweloperów z CD Projektu, tak, by lepiej radzić sobie na arenie gier karcianych. Jakoś w 2018 roku, kiedy tytuł oficjalnie wyszedł z bety, a towarzyszyła temu wydarzeniu premiera Wojny Krwi, Gwint przypominał już pierwowzór jedynie z ogólnego zamysłu.
Sama Wojna Krwi o podtytule Wiedźmińskie opowieści, stanowiła połączenie nowych mechanik zaimplementowanych do karcianki z niebagatelną historią o Meve, królowej Lyrii i Rivii, która musiała stawić czoła największej ze zdrad podczas ekspansji Nilfgaardu na Królestwa Północy. Tytuł oferował więc system eksploracji z widokiem z góry, podczas której mogliśmy natrafić na oddziały wrogich armii, bandy maruderów czy czyhające w gęstwinie potwory. Wtedy też rozpoczynała się potyczka z napotkanymi niemilcami w formie dobrze wszystkim znanego karcianego pojedynku.
Na przestrzeni rozgrywki przychodziło nam również podejmować liczne decyzje, które nie dość, że rzutowały na zbierane zasoby czy panujące w armii morale, to także zmieniały bieg ogólnych, ważnych dla świata gry wydarzeń. Co oczywiste, tytuł, choć cieszący się popularnością wśród fanów uniwersum Andrzeja Sapkowskiego oraz entuzjastów gier karcianych – nie odniósł tak wielkiego sukcesu na rynku gier wideo, jak sam Wiedźmin 3. W sieci pojawiają się jednak zarzuty idące o krok dalej, które sugerują, że gra nie trafiła nawet do wszystkich fanów Dzikiego Gonu.
Przyczyny takiego obrotu spraw jeden z graczy o pseudonimie Job_17, dopatruje się nie w ogólnej niszy karcianek, lecz w sposobie zarządzania i promowania tytułu przez CD Projekt. W jego ostatnim poście przeczytać możemy, że tytuł w jego opinii jest świetny, lecz za brak większego rozgłosu obwinia samo studio.
Scenariusz tej gry nie ma sobie równych, a dubbing stoi na światowym poziomie. CDPR nie dało jej jednak żadnych szans na sukces. Niemal jej nie promowali i traktowali ją jak niechciane dziecko – do tego stopnia, że wielu fanów Wiedźmina (jeśli nie większość) nawet nie wie o jej istnieniu.
I jasne, można zrzucać na karb deweloperów ciężar promowania tak niedużej (w porównaniu do takiego Cyberpunka 2077) produkcji i oczekiwać, że marketingowcy staną na rzęsach, żeby karcianka stała się światowym bestsellerem. Pytanie tylko, czy same wymagania nie są przypadkiem niemożliwe do osiągnięcia? Z odpowiedzią na zawarte w jego wpisie zarzuty przychodzą inni gracze, którzy punktują jego wypowiedź.
Nie ma znaczenia, jak dobrze napisana jest fabuła czy jak wypada dubbing i cała reszta. To niszowy gatunek, a gra była skazana na bycie tytułem dla zagorzałych fanów Wiedźmina, Gwinta czy cyfrowych karcianek. Popularność tej produkcji jest ściśle powiązana z obecną kondycją Gwinta.
- Dh0ione
To karcianka dla jednego gracza, więc nigdy nie miała szansy stać się wielkim hitem; sam fakt, że w ogóle powstała, to cud.
Bo choć Gwint przeszedł dość burzliwą drogę, a ilości zmian wprowadzanych do gry na przestrzeni czasu trudno by zliczyć, to i tak był przez chwilę ważną rzeczą w społeczności fanów Wiedźmina. Tak samo zresztą jak Wojna Krwi, o której w bardziej ogólnym karciankowym środowisku też się przecież mówiło. Niemniej jednak tytuł trafił początkowo jedynie na GOG-a, więc jego wielka premiera mogła umknąć mniej uważnym graczom, a w konsekwencji źle wpłynąć na jej popularność.
Gry karciane to i tak nisza, a wydanie tego tytułu na wyłączność w serwisie GOG było ogromną wpadką marketingową.
Tak było. I jestem tego przykładem. Szanuję launcher GOG-a i ich ideę wspierania twórców... Mimo to niemal nie korzystałem z tego programu i nigdy nie kupiłem gry na tej platformie. Nie było z nim nic złego – po prostu z niego nie korzystałem.
Trudno jednak wymagać od deweloperów pracujących nad tak wielkimi tytułami, że będą wypompowywać równowartość zasobów marketingowych największych erpegów akcji w karciankę na 30 godzin. A może właśnie powinniśmy oczekiwać od studiów głównego nurtu, że będą jeszcze bardziej promować takie niszowe dzieła, zwłaszcza, że wychodzą spod ich skrzydeł? Dajcie znać co myślicie o całej sprawie w komentarzu!
GRYOnline
Gracze
Steam
OpenCritic
GRYOnline
Gracze
Steam

Autor: Jonasz Gulczyński
Kulturoznawca, który urodził się z padem od PSX-a w ręku. Z GRYOnline.pl współpracuje od października 2024 roku, gdzie głównie zajmuje się nowinkami z branży gier z apetytem na bardziej skomplikowane publikacje. Swoje najmłodsze lata spędzał w Górniczej Dolinie, a obecnie nie stroni od strategii turowych wszelkiej maści. Miłośnik prozy Lovecrafta, a także twórczości Quentina Tarantino i Roberta Eggersa. Prywatnie również fan uniwersum Warhammer Fantasy, w którym spędził niezliczoną liczbę godzin zarówno jako gracz, jak i mistrz gry w papierowym wydaniu.