Sony miało wydać ogromną fortunę na sieciowe The Last of Us, które przez długi czas było głównym projektem Naughty Dog.
Sony miało wydać setki milionów dolarów na niedoszły sieciowy spin-off The Last of Us.
Concord na stałe zapisał się w historii gier, co do tego nie ma wątpliwości. Na nieszczęście (i ku zgubie) jego twórców, zrobił to jako jedna z największych i najszybszych porażek w historii gier. Tytuł, który przetrwał na rynku niecałe 2 tygodnie, miał kosztować wydawcę sporo ponad 200 milionów dolarów, być może nawet 400 mln dol., jeśli wierzyć niepewnym źródłom.
Niestety, Concord to tylko część wielkiej ofensywy gier-usług Sony, która ostatecznie spaliła na panewce. Jedną z bardziej nieodżałowanych strat (jeśli wręcz nie największą) było The Last of Us: Factions, które wcale nie było pobocznym projektem dla studia Naughty Dog. Przynajmniej tak twierdzi Jason Schreier z agencji Bloomberg w swoim nowym materiale opublikowanym w serwisie YouTube.
Znany informator omówił klęskę wspomnianej inicjatywy gier-jak-usług Sony i odniósł się do pewnego mitu. Otóż gracze powszechnie mieli postrzegać Factions jako klasyczny spin-off: projekt tworzony na uboczu przez garstkę deweloperów, podczas gdy studio skupia się na większym projekcie. Tymczasem Schreier stawia sprawę jasno: to nad sieciowym The Last of Us pracował większy zespół, a dopiero po skasowaniu tego projektu większość pracowników Naughty Dog dołączyła do grupy pracującej nad Intergalactic: The Heretic Prophet, co ma tłumaczyć, dlaczego od 6 lat studio nie wydało nowej gry:
Wydaje mi się, że panuje powszechne przekonanie, że The Last of Us Online było po prostu czymś w rodzaju projektu pobocznego, podczas gdy większość osób pracowała nad Intergalactic. Nie, jest dokładnie odwrotnie. Intergalactic nie miało większości personelu aż do momentu anulowania projektu The Last of Us Online. Dopiero wtedy większość pracowników studia przeszła do pracy nad „Intergalactic”.
Wiele osób w studiu – powiedziałbym, że większość – pracowało albo nad The Last of Us Online, albo nad remasterami i remake’ami, które powstawały w latach 2020., i właśnie dlatego od 2020 roku nie widzieliśmy od nich żadnej zupełnie nowej gry.
Informacje Schreiera faktycznie wyjaśniają dziwny brak aktywności ND w epoce PlayStation 5. Od premiery PS5 studio wydało tylko remastery The Last of Us, ku zrozumiałemu rozczarowaniu i irytacji fanów. Gracze nie mogli zrozumieć, jakim cudem jeden z kluczowych deweloperów PlayStation nie wydał ani jednej zupełnie nowej gry na obecną konsolę. A gdy już coś zapowiedzieli, to po ponad 1,5 roku twórcy nadal nie pokazali prawie nic z Intergalactic, które pozostawało wielkim nieobecnym na kolejnych pokazach Sony.
Jeśli jednak prace nad Intergalactic na poważnie ruszyły dopiero po anulowaniu Factions, na które – jak twierdzi Schreier – SIE miało wydać „setki milionów dolarów”, to brak wieści o „heretyckim” projekcie wydaje się zrozumiały. Projekt porzucono pod koniec 2023 roku, po czym na zapowiedź Intergalactic przyszło graczom czekać niemal pełny rok – jak na jedyny „nextgenowy” (czy raczej już „currentgenowy”) tytuł z katalogu Naughty Dog. Oznaczałoby to też, że studio musi pracować na pełnych obrotach, by zdążyć z premierą przed (najpóźniej: jednocześnie) z premierą następnej generacji konsol.
Oczywiście należy podkreślić, że to nieoficjalne informacje, a choć Schreier rzadko się myli, zawsze lepiej ostrożnie podchodzić nawet do jego doniesień. Tak czy owak, trzeba dziennikarzowi przyznać rację: ofensywa gier-usług Sony nie mogłaby wypaść gorzej, mimo pewnych sukcesów.

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).