Hytale nie tylko powstało z martwych po rozstaniu z Riot Games, ale też zawstydza platformy dystrybucji polityką zwrotów, która daje graczom dwa razy więcej czasu na decyzję niż Steam.
Brak obecności na Steamie, EGS i GOG-u zazwyczaj jest wadą (graczom w takich wypadkach od razu zapala się czerwona lampka), ale w przypadku sandboksowego Hytale okazało się to niemałym błogosławieństwem dla konsumentów. Hypixel Studios, sprzedając grę poprzez oficjalną stronę i korzystając z własnego launchera, wprowadziło politykę zwrotów, o której na platformie Valve można tylko pomarzyć.
Podczas gdy standardem rynkowym jest możliwość zwrotu gry przed upływem 2 godzin rozgrywki, twórcy Hytale oferują aż 4 godziny (przy zachowaniu 14-dniowego okna od zakupu). To ukłon w stronę fanów gatunku sandbox – w tak rozległych grach dwie godziny często nie wystarczają nawet na wyjście z samouczka.
Sytuacja z Hytale jest bezprecedensowa. Zaledwie kilka miesięcy temu Riot Games zamknęło projekt, uznając go za nieudany. Założyciele odkupili jednak prawa do gry i w ekspresowym tempie doprowadzili do debiutu we wczesnym dostępie. Decyzja była strzałem w dziesiątkę – gracze złożyli ponad milion preorderów, gra przyciągnęła na Twitchu ponad 420 tysięcy widzów w szczytowym momencie, a Riot publicznie pogratulował twórcom sukcesu, „przybijając żółwika” na platformie X.
Społeczność również nie próżnuje. W niespełna 24 godziny od debiutu powstały narzędzia (takie jak SchematicImporter), które pozwalają przenosić budowle z Minecrafta, którym inspirowana jest produkcja Hypixel Studios, bezpośrednio do Hytale. Choć wymaga to kilku technicznych kroków, gracze nie muszą zaczynać budowania swoich imperiów od zera.
Więcej informacji o debiucie Hytale w EA znajdziecie w naszej wczorajszej wiadomości.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google

Autor: Piotr Doroń
Z wykształcenia dziennikarz i politolog. W GRYOnline.pl od 2004 roku. Zaczynał od zapowiedzi i recenzji, by po roku dołączyć do Newsroomu i już tam pozostać. Obecnie szef tego działu, gdzie zarządza zespołem złożonym zarówno ze specjalistów w swoim fachu, jak i ambitnych żółtodziobów, chętnych do nauki oraz pracy na najwyższych obrotach. Były redaktor niezapomnianego emu@dreams, gdzie zagnała go fascynacja emulacją i konsolami, a także recenzent magazynu GB More. Miłośnik informacji, gier (długo by wymieniać ulubione gatunki), Internetu, dobrej książki sci-fi i fantasy, nie pogardzi również dopieszczonym serialem lub filmem. Mąż, ojciec trójki dzieci, esteta, zwolennik umiaru w życiu prywatnym.