Ostatnie chwile The Elder Scrolls Online można by opisać słowami “tak dobrze żarło i zdechło”. Gracze mają obawy, czy tytuł będzie w stanie wykaraskać się po tak dotkliwych restrukturyzacjach.
Obecnie trwają chyba największe zwolnienia w branży gier wideo od lat. Problem, z jakim spotkały się największe studia growe, są między innymi pokłosiem “wielkiego resetu” Xboxa. Gigant z Redmond nie bierze jeńców, a głowy spadają z każdej możliwej strony. Wśród poszkodowanych znajdziemy Blizzarda, Obsidian czy nawet ZeniMax, które właśnie przechodzi fundamentalną przebudowę. Co ciekawe, dla tych ostatnich są to kolejne zmiany w bardzo krótkim czasie, a los rozwijanej przez lata gry Matta Firora wisi zdaniem fanów na włosku.
Chodzi oczywiście o The Elder Scrolls Online, które zadebiutowało w 2014 roku i przez cały ten czas było wspierane licznymi dodatkami rozbudowującymi historie oraz dostępne lokacje. W zeszłym roku jednak studio dotknęły znaczące zwolnienia ze strony Microsoftu, a nawet skasowano obiecujący Projekt Blackbird, w którym nadzieję pokładali wszyscy pracownicy studia, a nawet sam Phil Spencer.
Po zeszłorocznym kryzysie, chcąc utrzymać się na powierzchni, studio zarządziło zmiany w systemach płatności, a także implementowanej zawartości, co gracze przyjęli z otwartymi ramionami i szerokim uśmiechem na twarzy. Teraz jednak ten sam uśmiech zniknął i zastąpił go grymas bólu i rozpaczy, bowiem studio straciło aż połowę swoich dotychczasowych pracowników z zespołu ESO, o czym poinformowała Katherine Souza - deweloperka z ZeniMax.
ESO straciło dziś połowę swojego zespołu. Jeśli kiedykolwiek cieszyła was ta gra, to dajcie znać tym ludziom. Ich ciężka praca i kreatywne zaangażowanie pomogły stworzyć coś, co przyniosło radość milionom osób. Nie zasłużyli na to, by bezceremonialnie wyrzucono ich z pracy z powodu braku wartości dla akcjonariuszy.
[...] Na mnie to nie miało wpływu, ale jestem bardzo niepewna swojej przyszłości. Nasz zespół jest teraz tak mały, że nie wiem, co jeszcze możemy sensownie zrobić.
Wszystko odbija się głośnym echem wśród zaangażowanej w tytuł społeczności graczy. Tak samo jak i deweloperzy, których akurat nie zwolniono, tak i gracze nie wyobrażają sobie przyszłości, w której wspomniane MMORPG miałoby rację bytu.
Wszystko zmierzało w tak dobrym kierunku. Tymczasem twórcy donoszą, że zwolniono połowę zespołu. W tej sytuacji nie widzę przyszłości dla gry ani szans na realizację zapowiadanych zmian. Obawiam się, że Microsoft chce wygasić ESO i po prostu „doić” tytuł, dopóki ten przynosi zyski.
I chyba najsmutniejsza jest właśnie ta puenta płynąca z cytowanej wypowiedzi. Bo przecież mówimy o tytule, który ciągle jest w stanie przyciągnąć przed ekrany nawet 20 tysięcy graczy w jednym momencie jedynie na Steamie. I to nawet 12 lat po jego premierze!
Wychodzi jednak na to, że finalnie nie ma znaczenia, czy produkcja bazuje na uwielbianym uniwersum, czy ma wieloletnią tradycję, i czy konkretne plany ochoczo przyjmowane są przez najbardziej zaangażowaną społeczność. Ostatecznie gra tylko produkt, który można zgasić i wyrzucić kiedy się żywnie podoba, nie licząc się z tysiącami czerpiących z niego radość graczy. Aż chce się żyć.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
GRYOnline
Gracze
Steam
OpenCritic

Autor: Jonasz Gulczyński
Kulturoznawca, który urodził się z padem od PSX-a w ręku. Z GRYOnline.pl współpracuje od października 2024 roku, gdzie głównie zajmuje się nowinkami z branży gier z apetytem na bardziej skomplikowane publikacje. Swoje najmłodsze lata spędzał w Górniczej Dolinie, a obecnie nie stroni od strategii turowych wszelkiej maści. Miłośnik prozy Lovecrafta, a także twórczości Quentina Tarantino i Roberta Eggersa. Prywatnie również fan uniwersum Warhammer Fantasy, w którym spędził niezliczoną liczbę godzin zarówno jako gracz, jak i mistrz gry w papierowym wydaniu.