Decyzje twórców o dostępności płatnych modyfikacji mogą budzić kontrowersje. Z jednej strony to zaprzeczenie definicji modów, z drugiej to odcięcie możliwości gratyfikacji człowieka za ciężką pracę. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Nie da się ukryć, że dzięki pracy modderów gry zyskują na zawartości i dłużej są w stanie podtrzymać swoją świeżość. No bo weźmy na warsztat takiego Skyrima w jednej z tysięcy wydanych przez Bethesdę edycji, powiedzmy - tej “wyjątkowo” specjalnej. Chociaż tytuł oryginalnie wyszedł 15 lat temu, nadal cieszy się popularnością na poziomie kilkudziesięciu tysięcy aktywnych graczy w jednym momencie, a wspomniana edycja poszczycić się może ponad 130 tysiącami modów na samej platformie Nexus Mods. Nieźle, nie?
Śmiem twierdzić, że przyczyny takiego obrotu spraw można dopatrywać się chociażby w dostępności modyfikacji oraz faktu, że są one w stanie zmienić, dodać czy podrasować absolutnie każdy element gry. Z takiego samego założenia wyszedł również jeden użytkownik Reddita, który swoją wypowiedzią zabrał głos w sprawie nowopowstałego symulatora życia we wczesnym dostępie, czyli Paralives, wydanego niedawno przez Paralives Studio.
Jego wpis jest dość obszerny, dlatego pokrótce postaram się go wam streścić. Zanim jednak do tego przejdę, musicie wiedzieć dlaczego w ogóle rzeczony post powstał. Otóż jak się ostatnio okazało, decyzje twórców gry w sprawie dostępności płatnych modyfikacji mogą doprowadzić do powtórzenia się bulwersującej fanów praktyk z The Sims 4, czyli sytuacji, w której moderzy mogliby umieszczać swoje prace w sieci nie tylko za dramo, ale i za paywallem. Według autora wpisu, stoi to w opozycji do założeń samej sceny moderskiej.
W wypowiedzi użytkownika TurklerRS, wybrzmiewa więc obawa i jawny sprzeciw wobec praktyk, w jego opinii, antyspołecznościowych, prokonsumpcyjnych oraz działających na zasadach subskrypcji, a nie prawie do własności produktu. Swoim wpisem stawia jasną granicę wobec spieniężania modyfikacji, co w jego uznaniu powinni zrobić także twórcy gry, by nie dawać przyzwolenia na tego typu praktyki. Na „sprzedawanie” modów nie pozwala zresztą większość studiów.
Ale zaraz, dlaczego chęć gratyfikacji za swoją pracę miałaby być od razu patologią? Według TurkleraRS, sam proces modowania oparty jest na fundamencie dzielenia się kodem, assetami i wiedzą. Gdy tylko pojawia się wątek finansowy, twórcy stają się dla siebie konkurencją, a nie współpracownikami, w efekcie czego dużo mniej chętnie dzielą się swoim dorobkiem, przez co powstaje znacznie mniej otwartych projektów.
Brak przepływu wiedzy między moderami zwiększa więc próg wejścia w to zajęcie, lecz nie jest to jedyna bariera, która powstaje podczas monetyzacji takich projektów. Trzeba przecież wspomnieć o barierach finansowych, które mogą powstawać wskutek ustalenia cen przez pryzmat Europy Zachodniej czy Stanów Zjednoczonych, wobec których waluta tzw. krajów trzeciego świata traci swoją siłę nabywczą. To niejako tworzy na scenie moderskiej strefę wykluczenia dla biedniejszych rejonów świata, czy poszczególnych jednostek bliżej jego “centrum”.

Co ciekawe, sam sprzeciw wobec płatnych modów znajduje również swoje argumenty w teorii, w myśl której ludzkość niejako pozbawiana ma być prawa własności na rzecz wiecznego związania finansowego z firmami poprzez abonamenty i subskrypcje. To swoją drogą poruszane jest również w sprawie inicjatywy Stop Killing Games, która odnotowała ostatnio ważne zwycięstwo.
I nawet jeśli deweloperzy Paralives nie pochwalili wprost takich praktyk, to dali ciche przyzwolenie na udostępnianie modyfikacji również poza Steam Workshopem, np. za pośrednictwem Patreona. Z jednej strony warto takie sprawy nagłaśniać, bowiem to ciche przyzwolenie może w pewnym momencie doprowadzić do normalizacji praktyk, według autora, szkodliwych.
Z drugiej jednak strony trudno obwiniać twórców za oddanie decyzyjności zaangażowanym fanom, którzy mając swój rozum mogą zdecydować, co do nich przemawia. Bo o ile wydaje mi się, nie powinniśmy obrażać się na moderów chcących coś mieć za swoją pracę, to myślę również, że wszystko zależne jest od początkowego punktu wyjścia i samej definicji sceny moderskiej i jej spuścizny.
No bo spójrzmy na wspomnianego wyżej Skyrima raz jeszcze. Przecież nie moglibyśmy mówić o dorobku Bethesdy w pełnej krasie, pomijając jednocześnie wątek monetyzacji. Część udostępnianych do gry modyfikacji jest ukryta za drobną opłatą, lecz ich znakomita większość i tak pozostaje darmowa, a twórcy finalnie nie narzucają nam jak powinniśmy postępować.
W końcu nie można pominąć aspektu chęci nagrodzenia drugiego człowieka za jego ciężką pracę, której wcale nie musiał wykonywać. To pewnego rodzaju ograniczenie narzuca nam sposób myślenia o wspólnotowości, którą przecież nie każdy musi odczuwać w ten sam sposób czy traktować ją z jakimkolwiek entuzjazmem.
I wiem, że cały temat można by skwitować stwierdzeniem, że jeśli komuś się taki obrót spraw nie podoba, to przecież nie musi takich modów kupować albo w ogóle w dany tytuł nie grać. W ten sposób jednak problemu o naturze jakże światopoglądowej i politycznej nie da się rozwiązać lub wypracować jakiegokolwiek porozumienia.
Jestem ciekaw, z której strony wy widzicie całe to zagadnienie i jaki macie stosunek do przytaczanych słów modera z Reddita. Być może macie już na gotowe rozwiązanie na ten palący problem? Sekcja komentarzy pozostaje do waszej dyspozycji.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Steam

Autor: Jonasz Gulczyński
Kulturoznawca, który urodził się z padem od PSX-a w ręku. Z GRYOnline.pl współpracuje od października 2024 roku, gdzie głównie zajmuje się nowinkami z branży gier z apetytem na bardziej skomplikowane publikacje. Swoje najmłodsze lata spędzał w Górniczej Dolinie, a obecnie nie stroni od strategii turowych wszelkiej maści. Miłośnik prozy Lovecrafta, a także twórczości Quentina Tarantino i Roberta Eggersa. Prywatnie również fan uniwersum Warhammer Fantasy, w którym spędził niezliczoną liczbę godzin zarówno jako gracz, jak i mistrz gry w papierowym wydaniu.