1666: Amsterdam już za kilkanaście dni trafi do wczesnego dostępu. Branżowi dziennikarze mieli okazję sprawdzić nową grę twórcy serii Assassin’s Creed i choć dostrzegli w niej spory potencjał, nie zabrakło również powodów do obaw.
Premiera gry akcji 1666: Amsterdam zbliża się wielkimi krokami. Nowa produkcja Patrice’a Désiletsa, czyli twórcy stojącego u podstaw serii Assassin’s Creed, 25 sierpnia zadebiutuje we wczesnym dostępie na Steamie. Na niespełna trzy tygodnie przed tym wydarzeniem przedstawiciele branżowych mediów mieli okazję spędzić z grą nieco czasu, a także zobaczyć bardziej zaawansowane fragmenty podczas prezentacji prowadzonej przez deweloperów z Panache Digital Games.
Pierwsze wrażenia sugerują, że 1666: Amsterdam może okazać się produkcją równie interesującą, co nierówną. Dziennikarze zgodnie chwalą klimat XVII-wiecznego Amsterdamu, interesujące pomysły związane z eksploracją oraz sporą swobodę w docieraniu do celów. Jednocześnie wersja demonstracyjna miała wyraźne problemy techniczne, a niektóre elementy rozgrywki – przede wszystkim walka – pozostawiły po sobie mieszane odczucia.
Główną bohaterką 1666: Amsterdam będzie Noa – wiedźma pełniąca funkcję swego rodzaju „windykatorki” diabła. Jej zadaniem ma być odnajdywanie tzw. Pierwotnych (Originals), czyli ludzi, którzy 333 lata wcześniej zawarli pakt z siłami piekielnymi. Zanim się z nimi rozprawi, przyjdzie jej ustalić ich tożsamość, miejsce pobytu oraz zdobyć dowody na zawarcie umowy.
Dużą rolę odegra przy tym eksploracja. Twórcy przekonują, że wszystkie budynki znajdujące się w dostępnych dzielnicach Amsterdamu da się odwiedzić. W dostaniu się do nich pomoże m.in. koci towarzysz Noa, Aaron. Bohaterka będzie mogła przejąć nad nim kontrolę, by przeciskać się przez okna, poruszać po dachach i otwierać niedostępne wcześniej przejścia.
To jednak nie wszystkie dostępne rozwiązanie. Do celu dostaniemy się także dzięki magii, sprytowi lub bardziej bezpośrednimi metodami. Noa potrafi również ukryć swój wiedźmowy wygląd, aby swobodniej poruszać się wśród mieszkańców. Zbyt ostentacyjne korzystanie z mocy zwiększy natomiast poziom podejrzliwości i może ściągnąć na nią łowców czarownic.

Jedną z większych niespodzianek dla dziennikarzy okazały się elementy roguelite’owe. Podczas eksploracji Noa będzie znajdowała szkatułki oferujące wybór jednej z trzech losowych zdolności. Mogą one zapewnić nowe ataki i czary, stworzyć tarczę z roślin, przywołać stado kruków czy ułatwić przemieszczanie się po mieście. Jedna pozwoli nawet wzbić się ponad dachy Amsterdamu.
Jest jednak pewien haczyk. Śmierć podczas polowania na Pierwotnego ma oznaczać utratę zdobytych w danym podejściu umiejętności. Przy kolejnej próbie zawartość szkatułek zostanie zaś wylosowana ponownie. Całe polowanie na konkretny cel ma więc przypominać zamkniętą przygodę typu roguelite, obejmującą śledztwo, przygotowania i finałowe starcie.
To właśnie system walki wzbudził najwięcej zastrzeżeń. Podstawową bronią Noa będzie miotła, a początkowo jej możliwości ograniczą się głównie do prostych ataków i uników. Z czasem repertuar bohaterki rozszerzy się o czary, pozwalające chociażby zamieniać przeciwników w kamień czy unosić ich w powietrzu, ale zdaniem części dziennikarzy fundament systemu pozostaje trochę zbyt prosty.
Pojawiły się również zastrzeżenia dotyczące konstrukcji samych starć. Niektóre potyczki mają charakter kolejnych fal przeciwników, a gracz pozostaje zamknięty w danym obszarze aż do rozprawienia się z napastnikami lub zastraszenia ich na tyle, by uciekli. W połączeniu z atakami nadchodzącymi z różnych stron i relatywnie ograniczonym zestawem podstawowych ruchów potrafi to ponoć prowadzić do mało czytelnych sytuacji.
Nie obyło się też bez problemów technicznych. Jeden z dziennikarzy nie mógł nawet stoczyć finałowej walki, ponieważ boss zaciął się podczas transformacji i zwyczajnie odszedł. Zwrócono również uwagę na spadki płynności oraz ogólną surowość obecnej wersji. To może budzić pewne obawy, zwłaszcza że do premiery we wczesnym dostępie pozostało niewiele czasu.

Désilets nie ukrywa jednak, że gra wciąż intensywnie się zmienia. Jak zdradził, Panache Digital Games potrafi przygotowywać od 15 do 20 buildów dziennie, a dewiza zespołu brzmi obecnie: „postęp ważniejszy niż perfekcja”. Early access ma pozwolić nie tylko dalej rozwijać produkcję przy udziale społeczności, ale również zapewnić pieniądze potrzebne do jej ukończenia. Studio nie ma bowiem obecnie wydawcy.
Na premierę we wczesnym dostępie 1666: Amsterdam zaoferuje około 15 godzin rozgrywki. Panache Digital Games zakłada, że early access potrwa około roku. W tym czasie produkcja ma otrzymywać regularne, duże aktualizacje, które będą otwierały kolejne dzielnice Amsterdamu, rozwijały historię oraz dodawały nowych Pierwotnych do odnalezienia. Równolegle deweloperzy zamierzają poprawiać optymalizację i usuwać błędy, wykorzystując do tego opinie społeczności.
Jeśli natomiast nie chcecie czekać do 25 sierpnia, 1666: Amsterdam możecie sprawdzić już teraz. Na Steamie od jakiegoś czasu dostępna jest wersja demonstracyjna gry, pozwalająca samemu przekonać się, co po latach, które upłynęły m.in. na sporze z Ubisoftem, przygotował „ojciec” serii Assassin’s Creed.

Autor: Kamil Kleszyk
Na łamach GRYOnline.pl ima się różnorodnych tematyk. Możecie się zatem spodziewać od niego zarówno newsa o symulatorze rolnictwa, jak i tekstu o wpływie procesu Johnnego Deppa na przyszłość Piratów z Karaibów. Introwertyk z powołania. Od dziecka czuł bliższy związek z humanizmem niż naukami ścisłymi. Gdy po latach nauki przyszedł czas stagnacji, wolał nazywać to „szukaniem życiowego celu”. W końcu postanowił zawalczyć o lepszą przyszłość, co zaprowadziło go do miejsca, w którym jest dzisiaj.