Electronic Arts mierzy się z kolejnymi zarzutami ze strony pracowników, którzy krytykują sposób zarządzania firmą i przeprowadzania zwolnień. Anonimowi deweloperzy mówią też o rosnącym zachwycie kierownictwa możliwościami AI.
Wiele wskazuje na to, że Electronic Arts daleko jest do miana bezpiecznej przystani dla deweloperów. Po zamknięciu BioWare oraz znaczącej redukcji etatów część byłych i obecnych pracowników skrytykowała wydawcę serii EA Sports FC za jego bezduszność. W artykule przygotowanym przez serwis Vertical Slice anonimowi twórcy zarzucają amerykańskiej firmie utrzymywanie zwolnień w tajemnicy, chciwość czy przesadną fascynację sztuczną inteligencją.
Jednym z głównych zarzutów kierowanych pod adresem EA jest sposób, w jaki przedsiębiorstwo rozstaje się z pracownikami. Według informatorów bardzo często dochodzi do sytuacji, w której nawet menedżerowie nie wiedzą, kto dokładnie pożegnał się ze stanowiskiem – bywa, że zdradza to dopiero aktualizacja profilu w serwisie LinkedIn. Choć jest to tłumaczone dbaniem o prywatność, rozmówcy upatrują w tym raczej chęci odizolowania zwolnionych osób.
Nawet nie zadałem sobie trudu, żeby sprawdzić [wewnętrzne stanowiska – dop. red.], bo nie chcę już pracować w tym miejscu.
Zgodnie z artykułem redukcja etatów ciągnie się tygodniami, wprowadzając nieustanny zamęt w zespołach. Moralne wątpliwości budzi również sposób, w jaki przedstawiciele EA rzekomo informują o zwolnieniach. Według części osób rozmowa odbywała się na platformie Zoom, uczestnicy spotkania byli niewidoczni, a czat wyłączony. Co prawda niektórym pracownikom zaproponowano możliwość przejścia na inne stanowiska, ale często wiązało się to ze zmianą miejsca lub trybu pracy.
Problem stanowią również osoby na wysokim szczeblu – według rozmówców kadra kierownicza nie potrafi zadbać o relacje z podopiecznymi ani nie orientuje się wystarczająco dobrze w branży. Wiąże się to z narzucaniem realizacji celów opartych na panujących trendach oraz stosowaniem bezpiecznych schematów zamiast poszukiwania nowych rozwiązań. Według rozmówców polityka ta stała się jedną z przyczyn upadku BioWare.
Zostajesz zwolniony, bo jesteś tylko numerem na liście. Nigdy nie ma zrozumienia dla tego, nad czym faktycznie pracujesz.
Nietrafione decyzje maskowane są m.in. ogromnymi sukcesami kolejnych odsłon EA Sports FC czy Battlefielda. Tytuły te mają również potwierdzać brak chęci podejmowania jakiegokolwiek ryzyka oraz nastawienie wyłącznie na zarabianie pieniędzy. Z drugiej strony przedsiębiorstwo redukuje kadrę zespołu Full Circle, oficjalnie utrzymując, że rozwijana przez niego marka Skate nadal ma potencjał.
Kolejnym zarzutem skierowanym przeciwko EA jest kwestia stosowania generatywnej sztucznej inteligencji. Choć używanie AI nie jest wymogiem, pracownicy mówią o wielkiej fascynacji w firmie możliwościami oferowanymi przez takie modele jak Claude i wywoływanej przez to presji. Według nich nie stoi za tym przyszłość, a jedynie chęć dalszego tworzenia gier przy maksymalnie zredukowanej kadrze.
To zimne, martwe miejsce, które powoli popada w ruinę, podczas gdy władze przywłaszczają sobie każdy grosz, a reszta z nas musi martwić się o to, jak wyżywić swoje rodziny.
Wśród rozmówców panuje przekonanie, że widmo zwolnień nadal jest realne. To z kolei stawia pod znakiem zapytania przyszłość kolejnych zespołów znajdujących się pod rządami EA, w tym studiów Full Circle, Maxis, Motive, Respawn czy Ripple Effect.
Warto przypomnieć, że wszystko to dzieje się po przejęciu firmy przez saudyjski Fundusz Inwestycji Publicznych (PIF) oraz grupy inwestycyjne Silver Lake i Affinity Partners w transakcji wartej 55 miliardów dolarów – operacji, która obarczyła wydawcę aż 20 miliardami dolarów długu.

Autor: Krzysztof Kałuziński
W GRYOnline.pl związany z Newsroomem. Nie boi się podejmowania różnych tematów, choć preferuje wiadomości o niezależnych produkcjach w stylu Disco Elysium. W dzieciństwie pisał opowiadania fantasy, katował Pegasusa, a potem peceta. Pasję przekuł w zawód redaktora portalu dla graczy prowadzonego z przyjacielem, jak również copywritera oraz doradcy w sklepie z konsolami. Nie przepada za remake'ami i growymi tasiemcami. Od dziecka chciał napisać powieść, choć zdecydowanie lepiej tworzy mu się bohaterów niż fabułę. Pewnie dlatego tak pokochał RPGi (papierowe i wirtualne). Wychowały go lata 90., do których chętnie by się przeniósł. Uwielbia filmy Tarantino, za sprawą Mad Maksa i pierwszego Fallouta zatracił się w postapo, a Berserk przekonał go do dark fantasy. Dziś próbuje sił w e-commerce i marketingu, jednocześnie wspierając Newsroom w weekendy, dzięki czemu wciąż może kultywować dawne pasje.