Yves Guillemot próbował wytłumaczyć, dlaczego mianowanie jego syna na współprezesa studia odpowiadającego m.in. za Assassin's Creed nie jest nepotyzmem.
Ubisoft to „firma rodzinna”, a przynajmniej tak stwierdził prezes Yves Guillemot po oskarżeniach o nepotyzm.
W ostatnich tygodniach mimochodem wspominaliśmy o przekazaniu pieczy nad Vantage Studios w ręce Charliego Guillemota, syna prezesa francuskiego wydawcy. Ta decyzja spotkała się z niechęcią ze strony pracowników firmy, z których jeden został zwolniony (aczkolwiek chyba nie tylko z tego powodu).
Nowy szef nie ma niemal żadnego CV w branży gier, poza zespołem Unagi Games, który ma stawiać na web3 i AI. Zawsze to jakiś początek, ale to chyba niewystarczające doświadczenie dla kogoś, kto ma zarządzać oddziałem odpowiedzialnym za kluczowe marki Ubisoftu, w tym Assassin’s Creed.
Tak, prócz Guillemota nad Vantage Studios czuwa również Christophe Derennes, który ma znacznie bogatszy dorobek (karierę rozpoczął w 1997 roku Ubisoft Montreal). Jednakże najwyraźniej ani to, ani oświadczenie Charliego Guillemota nie przekonały pracowników i graczy. Stąd też wypowiedź jego ojca, który w wywiadzie dla redakcji Variety bronił swojej decyzji.
Yves Guillemot stwierdził, że „Ubisoft po prostu był założony jako rodzinna firma”.
Ubisoft powstał jako firma rodzinna, a nasze silne dziedzictwo pomaga nam patrzeć w daleką przyszłość, by stawiać na zrównoważony rozwój, kreatywne ambicje i ciągłość zamiast krótkoterminowych cykli. Ta perspektywa kieruje naszymi decyzjami i pomaga nam budować marki, zespoły i strategie, które przetrwają dziesiątki lat.
Jestem głęboko przekonany, że Christophe Derennes i Charlie są odpowiednimi liderami jako współprezesi Vantage Studios. Wnoszą oni uzupełniające się mocne strony i doświadczenie, które sprawiają, że doskonale nadają się do tej roli. Ich nominacja została oparta na ich umiejętnościach, osiągnięciach i dopasowaniu do stanowiska.
Guillemot oczywiście ma rację co do narodzin Ubisoftu, który założył wraz ze swoimi czterema braćmi w 1986 roku. Co jednak chyba nie zdziwi, to że gracze jakoś nie dali się przekonać, że sytuacja sprzed 40 lat jest dowodem na brak nepotyzmu w kontekście powierzeni kluczowego oddziałowi synowi prezesa.
Przeciwnie: tłumaczenia Yvesa Guillemota jedynie utwierdziły tych fanów w przekonaniu, że nie powinni wierzyć słowom szefa Ubisoftu. Do tego wzmianka o „ciągłości” i „silnym dziedzictwie” gwarantującym przyszłość marek spółki wybrzmiewa głucho w kontekście obecnej sytuacji Francuzów, którzy dopiero co zwolnili tysiące osób i skasowali 6 projektów, szykują kolejne „restrukturyzacje”, a do tego w ostatnich latach nie mogli się pochwalić żadnymi sukcesem na miarę czołowego wydawcy, z jakiego niegdyś uznawano Ubisoft. Do tego akcje Ubisoftu od dłuższego czasu kosztują ok. 4 euro za sztukę.
Co jednak ciekawe, to że Charlie Guillemot był członkiem zespołu mającego odpowiadać za rewitalizację kluczowych marek Ubisoftu (via LinkedIn / GamesRadar), co może być „doświadczeniem”, o którym wspomina jego ojciec. Niemniej współprezes Vantage Studio będzie musiał się mocno postarać, by gracze zapomnieli o oskarżeniach o faworyzowanie rodziny przez Yvesa Guillemota. A przynajmniej by nie powtarzali tych oskarżeń zbyt często.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).