Odtwarzacz, przy którym całe pokolenie układało playlisty na nocne granie, szykuje powrót - i to nie jako „odkurzony stary odtwarzacz z GitHuba", tylko jako pełnoprawna aplikacja muzyczna. Skórki mają zostać. Reszta ma być nowa.
Ten tekst ma swój początek na naszym forum. Całkiem niedawno użytkownik Sieqiera założył wątek o programach, które kiedyś były popularne, a dziś praktycznie nie istnieją - i Winampa wymienił na samym początku listy, przed ALLPlayerem, Nero Burning ROM, Daemon Tools i eMule. Najdłuższa dyskusja w całym temacie rozwinęła się właśnie pod krótkim, żałobnym wpisem „Winamp" z płaczącą emotką. Jedni wspominali, jak w czasach Neostrady słuchali przez niego internetowych stacji radiowych, inni przyznawali, że wciąż mają go zainstalowanego i niczego więcej nie potrzebują. Tak się składa, że w samym środku wakacji, 29 lipca, Winamp zapowiedział swój powrót.
Winamp Group, belgijska firma, do której od 2014 roku należy marka Winamp, podpisała umowę z Deezerem - francuskim serwisem streamingowym, jednym z konkurentów Spotify. Na jej mocy Deezer będzie napędzał własną, płatną usługę muzyczną Winampa, wbudowaną w nową wersję odtwarzacza: dostarczy do niej technologię strumieniowania i licencjonowany katalog muzyki. Całość będzie jednak działać pod szyldem Winampa. Winamp Group odpowiada za markę, aplikację i kontakt z użytkownikami, a Deezer pracuje w tle jako silnik. Premiera zapowiedziana jest na pierwszą połowę 2027 roku, ceny na razie nie podano. Co ważne, stary odtwarzacz nie znika - ma działać obok nowej aplikacji i po jej premierze również dostać dostęp do abonamentu.
W jednym programie mają się znaleźć:
Alexandre Saboundjian, szef Winamp Group, zapowiada to tak:
„Winamp zawsze polegał na dawaniu użytkownikom swobody w słuchaniu muzyki po swojemu. Dwadzieścia pięć lat temu zmieniliśmy sposób, w jaki ludzie słuchali muzyki cyfrowej, i wierzymy, że nadszedł czas, by znów rzucić wyzwanie temu, jak się dziś słucha".
Firma twierdzi przy tym, że jej stary, darmowy odtwarzacz ma wciąż ponad 40 milionów aktywnych użytkowników (pozdrowienia dla sabaru i katai-iwa). To dane samego Winampa, ale nawet jeśli są podkoloryzowane, mówią coś o tym, jak trudno się z tym programem rozstać.
Winamp powstał w 1997 roku w Nullsofcie - firmie Justina Frankela i Dmitrija Bołdyriewa. Nazwa to zbitka „Windows" i „AMP", od silnika odtwarzania MP3. Pierwsza wersja wyszła 21 kwietnia 1997 roku, do połowy 1998 miała ponad trzy miliony pobrań, w 2000 roku program przebił 25 milionów zarejestrowanych użytkowników, a rok później 60 milionów. Do historii przeszedł plik demonstracyjny z okrzykiem „Winamp, it really whips the llama’s ass" - stąd lama, która na stałe została maskotką.
Dla wielu z nas to był pierwszy program, który dało się przerobić. Skórki wymieniane jak tapety, wizualizacje odpalane na pełen ekran, equalizer podkręcany na ślepo, playlisty składane pod konkretną sesję w sieciówce. Winamp był tłem dla pierwszych LAN-party i nocnych maratonów w Counter-Strike’a równie mocno jak sama gra.
Potem poszło gorzej. W 1999 roku AOL kupiło Nullsofta za 80 milionów dolarów w akcjach, w 2002 wyszedł nieudany Winamp 3, rok później naprawiła to piątka, a 20 listopada 2013 roku AOL ogłosiło, że miesiąc później zamknie serwis - do czego ostatecznie nie doszło. Markę odkupił w 2014 roku belgijski Radionomy - i to ta firma, dziś - po zmianie nazwy - działająca jako Winamp Group, stoi za obecnym powrotem.
Powiedzmy sobie szczerze: obiecanki o powrocie Winampa słyszeliśmy już wcześniej. W 2018 roku zapowiadano streamingową wersję na rok 2019 i nic z tego nie wyszło, między innymi dlatego, że Winamp nie miał ani licencji na muzykę, ani własnej infrastruktury streamingowej. Tym razem akurat ten problem jest rozwiązany. Katalog muzyki wchodzi do pakietu od pierwszego dnia. Gorzej, że dwa lata temu ta sama firma wrzuciła kod źródłowy Winampa na GitHuba i po niespełna miesiącu musiała go skasować, bo znalazło się w nim mnóstwo cudzego kodu. Rekomendacji to nie buduje.
Nie ma też co ukrywać, że Deezer jest w tej lidze płotką - ma niespełna dziewięć milionów abonentów (z czego tylko 5,8 miliona płaci mu bezpośrednio, reszta trafia przez partnerów), podczas gdy Spotify i Apple Music liczą swoich w setkach milionów. Z drugiej strony to nie katalog będzie tu argumentem, tylko sam pomysł: jedna aplikacja, która traktuje moje własne pliki i streaming jako równorzędne źródła. Brzmi banalnie, a tak naprawdę nikt tego dziś porządnie nie robi. Większość ludzi z kolekcją MP3, FLAC-ów i rzeczy, których nie ma w żadnym serwisie, żongluje dwoma programami naraz.
Czy to wystarczy, żeby ktoś w 2027 roku dopisał sobie kolejny abonament do listy? Zobaczmy.
Więcej:NASA odkryła nowy krater na Księżycu o średnicy 222 metrów. Powstał praktycznie na naszych oczach

Autor: Przemysław Bartula
W 2000 roku dołączył do ekipy tworzącej serwis GRYOnline.pl i realizuje się w nim po dziś dzień. Zaczął od napisania kilku recenzji, a potem płynnie poszły newsy, wpisy encyklopedyczne i cała masa innych aktywności. Na przestrzeni 20 lat uczestniczył w tworzeniu niemal wszystkich działów i projektów firmy; przez lata piastował stanowisko szefa encyklopedii gier i szefa newsroomu, a ostatecznie trafił do zarządu firmy GRY-OnLine S.A. Obecnie jest dużo bardziej zaangażowany w aktywności zarządcze aniżeli redaktorskie. Posiada dyplom technika elektrotechnika i inżyniera budownictwa wodnego.