Google ogłosiło współpracę z aktorem, którego pół internetu zna jako największego growego nerda Hollywood. W listopadzie Cavill ma zbudować grę na nowym Googlebooku. Co to będzie za produkcja? Tego nie wie jeszcze nikt.
Wiadomość ta pojawiła się wczoraj na oficjalnym blogu Google’a. Firma poinformowała, że Henry Cavill testuje od pewnego czasu Googlebooka (nową kategorię laptopów koncernu) i że w listopadzie „razem z Google" zbuduje na nim grę wideo. W materiałach promocyjnych artysta pracuje na HP Googlebooku 14, a Google przedstawia go jako „aktora, producenta i entuzjastę technologii" mającego pasję do gier i fantasy. Przy okazji koncern wylicza, czym chce się pochwalić: synchronizacją z telefonem, dyktowaniem tekstu przez narzędzie Rambler i Antigravity, czyli swoją platformą do programowania z pomocą agentów AI.
Sam Cavill wypowiada się w tonie, który każdy rozpozna z dowolnej innej kampanii marketingowej. Mówi, że zaciekawiło go to, „co robią z Googlebookiem i wszystkimi tymi nowymi, zintegrowanymi narzędziami", więc poprosił o możliwość sprawdzenia sprzętu przed premierą i uważa, że może to być „początek czegoś naprawdę wyjątkowego". Postępy mają relacjonować konto Androida na Instagramie i specjalna strona kampanii.
I tu zaczyna się właściwa treść tej zapowiedzi, czyli jej brak. Nie podano:
Mówiąc wprost: to nie jest zapowiedź gry, tylko kampanii reklamowej, w której będzie ona rekwizytem. Co samo w sobie nie musi być złe. Pytanie tylko, co faktycznie powstanie.
Dla porządku, bo sprzęt nie trafił jeszcze nawet do sklepów – Googlebooka Google zapowiedziało 12 maja jako następcę Chromebooków. System ten jest zbudowany na technologii Androida z pulpitowymi fundamentami zapożyczonymi z ChromeOS-a, a całość firma reklamuje głęboką integracją z Google Gemini. Ma to być sprzęt z wyższej półki, a nie tani laptop do szkoły.
Przedsprzedaż ruszyła 21 września; do sklepów w USA Googlebook trafi 4 października, a dzień później pojawi się w elektromarketach w Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Francji, Niemczech i Australii. Pięć modeli od Acera, ASUS-a, Della, HP i Lenovo kosztuje od 899 do 1299 dolarów, a HP, na którym pracuje Cavill, należy do trzech najdroższych. Urządzenie ma charakteryzować się procesorem Intel Core Ultra trzeciej generacji albo Snapdragon X Elite, ekranem o rozdzielczości do 2.8K (w większości modeli typu OLED), jednostkami NPU o mocy ponad 45 TOPS, a producent obiecuje do dziesięciu lat aktualizacji. Nakład pierwszych partii wyczerpał się w ciągu kilku dni od startu przedsprzedaży.
Wybór twarzy omawianego projektu z marketingowego punktu widzenia wydaje się bezbłędny, bo growe CV Cavilla jest prawdziwe i nikt mu go nie dorobił na potrzeby kampanii. W Warhammera gra on od dziesiątego roku życia, a podczas lockdownu publicznie wrócił do malowania figurek. Ten świat „wyłazi z niego” zresztą na każdym kroku, nawet przy grillu. W lipcu Cavill pochwalił się na Instagramie nową wędzarnią, a fani od razu wypatrzyli na niej symbol Adeptus Custodes, czyli osobistej gwardii Imperatora i jego ulubionej armii. Pod koniec wywiadu w czasie WitcherConu wskazał żyrandol w dekoracji serialu i wyznał, że na planie przez cały czas przygryzał język, bo nikt poza nim nie złapałby skojarzenia z Blackstone Fortress. Do tego dochodzi legendarna historia o tym, jak omal nie przegapił telefonu w sprawie roli Supermana, bo akurat uczestniczył w rajdzie w World of Warcraft, a także fakt, iż postać aktora trafiła do jednego z dodatków do Total War: Warhammer II. No i Wiedźmin 3, którego, jak sam mówił, ukończył kilka razy.
Od grudnia 2022 roku Henry Cavill jest też zaangażowany w adaptację Warhammera 40,000 dla Amazona, w której ma zagrać i którą współprodukuje, a po długiej ciszy wokół projektu w lipcu przyszły wreszcie konkrety: Amazon zaangażował Mike’a Flanagana, twórcę Nawiedzonego domu na wzgórzu i Doktora Sna, który ma przejść do pisania scenariusza. Trudno więc o kogoś, kogo growa społeczność darzyłaby większą sympatią.
Jest jednak jeden materiał, który w kontekście dzisiejszej zapowiedzi trzeba przypomnieć koniecznie. W lipcu 2020 roku Cavill wrzucił na Instagram nagranie, na którym składa własny komputer do grania, i to nie byle jaki jak na 2020 rok, bo z Ryzenem 9 3900X, GeForce’em RTX 2080 Ti na pokładzie. Filmik opatrzył podpisem, który do dziś krąży po sieci: „Ten rodzaj materiału nie jest dla każdego… zalecana jest ostrożność przy oglądaniu. Możecie zobaczyć wiele części, których wcześniej nie widzieliście".
Nagranie obiegło wtedy cały internet i zrobiło z aktora nieoficjalnego patrona pecetowców, bo nie było w nim ani grama pozy. Cavill montował podzespoły powoli, ostrożnie, dokładnie tak, jak robi to ktoś, kto naprawdę boi się ułamać pin w procesorze. To wtedy przestał być „aktorem, który podobno gra" i stał się jednym z nas.
Czy i tym razem znany artysta podbije Internet i serca graczy/nerdów? Zobaczmy. Jeśli faktycznie usiądzie i zrobi choćby prostego, ale wciągającego „indyczka”, to pewnie tak. Jeżeli zaś Google uraczy nas korporacyjną sesją zdjęciową z produktem, gdzie rola aktora ograniczy się do wpisania kilku poleceń do Gemini i pochwalenia się wynikiem, to… No cóż. Pożyjemy, zobaczymy.
Więcej:Bateria w telefonie znika za szybko? AI od Google'a wyjaśni dlaczego
2

Autor: Przemysław Bartula
W 2000 roku dołączył do ekipy tworzącej serwis GRYOnline.pl i realizuje się w nim po dziś dzień. Zaczął od napisania kilku recenzji, a potem płynnie poszły newsy, wpisy encyklopedyczne i cała masa innych aktywności. Na przestrzeni 20 lat uczestniczył w tworzeniu niemal wszystkich działów i projektów firmy; przez lata piastował stanowisko szefa encyklopedii gier i szefa newsroomu, a ostatecznie trafił do zarządu firmy GRY-OnLine S.A. Obecnie jest dużo bardziej zaangażowany w aktywności zarządcze aniżeli redaktorskie. Posiada dyplom technika elektrotechnika i inżyniera budownictwa wodnego.