„Indyczy” rodowód Clair Obscur: Expedition 33 jest wątpliwy, ale twórcy zapewniają, że w duchu to faktycznie gra niezależna.
Clair Obscur: Expedition 33 może nie być „indykiem” z definicji, ale twórcy zapewniają, że w sercu to niewątpliwie gra niezależna.
Nominacje debiutanckiego dzieła studia Sandfall Interactive do kolejnych nagród dla „najlepszej gry niezależnej” wzbudziły równie wielką konsternację, co swego czasu podobne wyróżnienia dla Baldur’s Gate 3. Nie chodziło nawet o sprawę AI. Nikt nie wątpił, że francuski zespół jest niewielki i pozbawiony większych zasobów finansowych. Tyle że, czy faktycznie można uznać za „niezależny” projekt opublikowany ze wsparciem wydawcy?
Wątpliwości miał nawet reżyser Guillaume Broche, który w wywiadzie przyznał, że wolałby przekazać statuetkę TGA 2025 mniejszemu zespołowi. Z kolei Nicholas Maxson-Francombe, dyrektor artystyczny Clair Obscur, przyznał, że Sandfall Interactive jest mocno wspierane przez firmę Kepler Interactive, zwłaszcza w porównaniu z faktycznymi „indykami”, ale „w sercu” twórcy czują się „niezależni”.
Czujemy się jak niezależna firma, ale otrzymujemy ogromne wsparcie od Keplera, znacznie większe niż inne niezależne gry. Wydaje się, że inne gry zasługują na to bardziej, zwłaszcza że jesteśmy nominowani w tak wielu kategoriach. Jednak w głębi serca jesteśmy niezależni.
Takie spojrzenie bynajmniej nie jest zupełnym paradoksem. W ostatnich latach definicja „gry niezależnej” mocno się zatarła, przynajmniej w dyskusjach graczy. Część z nich ma bowiem tendencję do uważania za „indyki” gier tworzonych przez zespół „niezależny” w takim sensie, że ma on pełną kontrolę nad procesem produkcji.
Innymi słowy: dla tych osób studio „indie” to takie, które pozostaje względnie niewielkie i pracuje nad swoją grą samodzielnie, bez ingerencji ze strony wydawcy w proces twórczy. W efekcie indyk jest grą nieskrępowaną decyzjami „ludzi w garniturach”, inwestorów i ogólnie osób, które – zdaniem graczy – powinny mieć jak najmniej do powiedzenia w sprawach projektu.
Osobiście taka definicja wydaje mi się mało zasadna – a wielu graczy E33 niespecjalnie przejmuje się tym dyskursem. Dla nich liczy się to, że gra im się spodobała i jest czymś, co nie miałoby szans na powstanie, gdyby pracownicy Sandfall Interactive pozostali pod banderą Ubisoftu czy innego giganta branży gier.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
GRYOnline
Gracze
Steam
OpenCritic
1

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).