W sieci pojawiła się wypowiedź twórcy Wardogs, który nie obawia się odpływu graczy z jego najnowszej produkcji po starcie wczesnego dostępu. Wynik, który udało się osiągnąć jest zdecydowanie większy od planowanej bazy aktywnej społeczności.
Do rozpoczęcia wczesnego dostępu wyczekiwanej przez wielu strzelanki sieciowej Wardogs pozostały już tylko 2 dni. Jeśli jednak należycie do grona tych szczęśliwców, którym przyszło zagrać w nią podczas jednego z ostatnich beta-testów, to zapewne już wiecie, czego się po niej spodziewać. Wygenerowana liczba podczas ostatniego tego typu wydarzenia może robić wrażenie, bo przecież mowa o stu tysiącach graczy aktywnych w jednym momencie. I co ciekawe, liczba potrzebna do utrzymania tytułu przy życiu na Steamie jest zdecydowanie mniejsza.
A przynajmniej tak wynika z opublikowanej niedawno wypowiedzi Joego Brammera, czyli prezesa studia Bulkhead. Twórca Wardogs zamieścił bowiem odpowiedź pod filmem TimTheTatMana – amerykańskiego streamera – w której, przyznając mu rację, stwierdził, że w nadchodzących miesiącach Wardogs będzie tracić na liczbach.
Wardogs będzie tracić graczy przez kolejne miesiące, gdy szum wokół niej opadnie. To wcale jednak nie znaczy, że jest to zła gra ani nawet problem. Planujemy celować w 5000 aktywnych graczy jednocześnie. Pozwoli to utrzymać solidną bazę graczy, a my będziemy kontynuować prace nad wersją 1.0 gry... a potem znów rozkwitnie :) I w ten sposób cykl się powtórzy :)
Jego wypowiedź sugeruje, że jest świadomy mechanizmów i zachowań graczy, którzy najpierw tłumnie rzucają się na jakiś tytuł, by niedługo po jego premierze lub starcie wczesnego dostępu sukcesywnie od niego odpływać. Nie oznacza to jednak, że gra jest spisana na straty jeszcze przed jej pojawieniem się na rynku.
Jak sam twierdzi w przytoczonym wcześniej wpisie, celem studia jest uzyskanie stałej bazy kilku tysięcy graczy bawiących się regularnie, tak aby w ciągu dnia osiągać liczbę od 3 do 5 tysięcy aktywnych osób. To pozwoliłoby rozwijać tytuł, a deweloper jest pewny, że gdy ogłosi pełnoprawną premierę, to gracze znów tłumnie napłyną do Wardogs.
I jakby nie patrzeć, jest w tym sporo sensu. Nie ma co załamywać rąk i ogłaszać śmierci gry sieciowej tylko dlatego, że ta na przestrzeni kilku miesięcy straciłaby jakąś, nawet lwią, część graczy. Wiadomo – im nas więcej, tym szybciej wysyłany jest feedback i rozwiązywane są problemy danej gry, a każda wydana złotówka potencjalnie utrzyma tytuł na rynku nieco dłużej. No i w końcu, jeśli tytuł nastawiony jest na interakcję z innymi, to ci inni gracze stanowią fundament zabawy i muszą w grze po prostu być.
Trzeba jednak realnie liczyć siły na zamiary, a studio Bulkhead zdaje się robić to całkiem sprawnie. Bo przecież tak małe studio nie byłoby w stanie zadowolić wszystkich zaimplementowanymi zmianami, a i tempo poprawiania błędów i wprowadzania poprawek mogłoby nie satysfakcjonować tak wielkiej grupy odbiorców. Poza tym – od 3 do 5 tysięcy aktywnych graczy w peaku codziennie to wcale nie tak mało, biorąc pod uwagę niszowość tytułu w samych ramach gatunku.
Wardogs mimo wszystko chyba wcale nie stara się być konkurentem dla Battlefielda, a raczej stanowić pomost między jego przystępnością a jeszcze większą taktycznością milisimów, z Armą na czele. I choć początek Wardogs zaliczyło naprawdę świetny, to jestem ciekaw, czy jego deweloperzy zdołają utrzymać planowe 5 tysięcy graczy do premiery. Być może jednak tytuł okaże się zbyt niszowy lub pokraczny do tego czasu.
Więcej:Nowy fenomen strzelanek wraca z ostatnią betą. WARDOGS pozwoli zagrać za darmo także bez preorderu

Autor: Jonasz Gulczyński
Kulturoznawca, który urodził się z padem od PSX-a w ręku. Z GRYOnline.pl współpracuje od października 2024 roku, gdzie głównie zajmuje się nowinkami z branży gier z apetytem na bardziej skomplikowane publikacje. Swoje najmłodsze lata spędzał w Górniczej Dolinie, a obecnie nie stroni od strategii turowych wszelkiej maści. Miłośnik prozy Lovecrafta, a także twórczości Quentina Tarantino i Roberta Eggersa. Prywatnie również fan uniwersum Warhammer Fantasy, w którym spędził niezliczoną liczbę godzin zarówno jako gracz, jak i mistrz gry w papierowym wydaniu.