Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

The Last of Us: Part II Remastered Recenzja gry

Źródło fot. Sony Interactive Entertainment
i
Recenzja gry 16 stycznia 2024, 16:03

Recenzja The Last of Us: Part 2 Remastered - remaster, o który nikt nie pytał

„The Last of Us: Part 2 raz jeszcze poproszę”, czyli Sony kolejny raz serwuje przygodę Ellie. Czy jest jednak sens do tego wracać? Zastanawiamy się nad tym, przyglądając przy okazji zjawisku remasterowania gier i zasadności ostatnich działań Naughty Dog.

Recenzja powstała na bazie wersji PS5.

Stwierdziliśmy, że nie ma sensu raz jeszcze opisywać The Last of Us: Part 2, gdyż jest to nadal ta sama przygoda co kilka lat temu. Jeśli postanowiliście, że to właśnie odświeżona wersja tego tytułu będzie Waszym pierwszym z nim kontaktem, zapraszam do przeczytania naszej recenzji pierwowzoru, w której redakcja serwisu GRYOnline.pl uznała, iż jest to pozycja wybitna i zasługująca na najwyższą z możliwych ocen. Tutaj natomiast zajmiemy się samą kwestią remasterowania.

To nie jest recenzja techniczna!

Po szczegółowe informacje na temat tego, jak The Last of Us: Part 2 działa i wygląda, zapraszamy na serwis Futurebeat.pl, gdzie czeka na Was artykuł Znajdź różnicę. Recenzja techniczna The Last of Us: Part 2 Remastered.

Jeszcze w czasach poprzedniej generacji remastery kojarzyły się z prostymi portami – zazwyczaj sprzedawanymi w tzw. „edycjach kompletnych” ze wszystkimi ewentualnymi dodatkami. Takie odświeżenia sprowadzały się głównie do podbicia rozdzielczości i poprawienia framerate’u, czasem twórcy grzebali też w assetach – z różnym skutkiem estetycznym (patrzę na was, paskudnie wykonane twarze z kolekcji Final Fantasy X/X-2 HD). Takiego rodzaju porty stanowiły głównie odpowiedź na brak wstecznej kompatybilności, a czasem badano w ten sposób zainteresowanie daną marką. Była to także dobra metoda archiwizacji, pozwalająca bez problemu zapoznać się z trudno dostępną klasyką na współczesnym sprzęcie.

Od paru lat trochę zmienił się zarówno trend, jak i podejście wydawców. Od jakiegoś czasu można zauważyć, że producenci wkładają więcej pracy w odświeżanie dawnych gier, a samo słowo „remaster” potrafi być zamiennie stosowane w odniesieniu do pełnoprawnych remake’ów. Wystarczy wymienić takie gry jak Crash Bandicoot N. Sane Trilogy, Spyro Reignited Trilogy, Metroid Prime Remastered, Diablo II: Resurrected czy Tony Hawk's Pro Skater 1 + 2 – każda z nich powstała od zera, z wykorzystaniem zupełnie nowych assetów i silników graficznych, a mimo to wydawcy określają je mianem wersji „remastered”.

Same „rimejki” również częściej pojawiają się na rynku. Sony w ostatnich latach przygotowało w końcu gruntownie odświeżoną edycję kultowego Shadow of the Colossus, przywołało zza grobu groteskowego MediEvila i pozwoliło na nowo zanurzyć się w świecie legendarnego Demon’s Souls. W zeszłym roku EA wypuściło remake oryginalnego Dead Space’a, a odświeżony Resident Evil 4 walczył o największe nagrody branżowe. Być może jeszcze w tym roku zagramy w remaki takich pozycji jak Silent Hill 2 oraz Metal Gear Solid 3: Delta – jest tego wszystkiego na pęczki. Nostalgia i sentyment wydają się bezpieczniejszą inwestycją, niż nowe marki, a chętnych, by poznać klasyki, nie brakuje. Jest popyt, to i mamy podaż.

Sony, ale to ty dzwonisz

Jak w tym trendzie odnajduje się Naughty Dog? Studio to w 2022 roku opracowało remake swojego flagowego The Last of Us. O ile w tamtym przypadku sytuacja była jeszcze w miarę uzasadniona chęcią przygotowania wydania na PC i gry, która byłaby spójna graficznie z wypuszczonym dwa lata wcześniej sequelem, tak w przypadku The Last of Us: Part 2 Remastered trudno kupić jakiekolwiek tłumaczenia. To przygoda na tyle świeża, że nie może być mowy o jakimś sentymencie czy nostalgii względem tej części. Co więcej, w internecie nadal wspomina się o niej głównie w kontekście złośliwej krytyki wywołanej kontrowersyjnymi decyzjami scenarzystów. Sam dyskurs jest zresztą na tyle żywy, że nie sposób zatęsknić za tą marką, a w obliczu kolejnego „niepotrzebnego” remastera łatwo zrozumieć argumenty punktujące przesyt konsumowaniem kolejny raz tego samego kotleta. The Last of Us: Part 2 nie wymaga archiwizacji i od lat nie tylko dostępne jest na PS5, ale i można je uruchomić w wyższej jakości niż oryginał z poprzedniej generacji.

The Last of Us: Part II Remastered, Sony Interactive Entertainment, 2024.

Czemu więc Sony i Naughty Dog zdecydowały się na taki krok? W moich oczach to po prostu zimna kalkulacja oraz decyzja czysto biznesowa i najlepsza odpowiedź to: „bo im się to opłaca”. Taki remaster nie wymaga raczej wielkiego nakładu pracy, a być może sprzeda się dobrze na fali zainteresowania wywołanego przez zeszłoroczną adaptację serialową – zwłaszcza że drugi sezon już powstaje. Na spotkaniach inwestorskich Sony kilkakrotnie opowiadało o synergii między grami a filmami i serialami tej firmy, więc taka polityka nie powinna dziwić – te produkty wzajemnie się napędzają.

Inna kwestia, że sieciowy moduł wieloosobowy (a raczej samodzielna gra-usługa) został skasowany, więc sprzedawanie The Last of Us: Part 2 kolejny raz to całkiem sensowna próba odzyskania chociaż części wtopionych pieniędzy. A na końcu mamy też potrzebę zapchania kalendarza premier. Sony przyzwyczaiło swoich fanów do drogich, filmowych i imponujących blockbusterów, które pod względem kosztów produkcji potrafią osiągać astronomiczne kwoty nawet 300 mln dolarów. Realizowanie takich projektów to często co najmniej 5 lat wytężonej pracy obciążonej gigantycznym ryzykiem. Trzeba więc ubezpieczać się czymś innym – w przypadku PlayStation są to nie tylko umowy z zewnętrznymi deweloperami, ale i właśnie wznowienia pokroju The Last of Us: Part 2.

Jaka panierka do tego kotleta, wariacie?

Oryginalne The Last of Us: Part 2 wyszło w 2020 roku i mimo upływu kilku lat nie zdążyło się zestarzeć wizualnie. Produkcja Naughty Dog wyciskała absolutnie wszystko z PS4 i w oczach wielu była istnym cudem technologicznym. Dlatego to nadal imponująca graficznie i szczegółowo wykonana gra – zwłaszcza po wyłączeniu filmowego ziarna i zainstalowaniu darmowej aktualizacji dla PS5, która pozwala wybrać tryb 60 FPS-ów oraz zwiększa rozdzielczość renderowania obrazu.

Nie jest więc zaskoczeniem, że odświeżone wydanie przygotowane natywnie na PS5 oferuje raczej poprawki natury mocno kosmetycznej. Osobiście nie potrafię wskazać zauważalnych różnic bez bezpośredniego zestawienia obu wersji – wtedy obraz rzeczywiście okazuje się bardziej klarowny i można dojść do wniosku, że nieco zmieniono oświetlenie w niektórych scenach. To jednak nadal rzeczy, które naprawdę trudno wyłapać – szczególnie w ruchu, podczas faktycznej rozgrywki. Nie może tu być zatem mowy o nowej jakości, co więcej – sporadycznie doświadczyłem irytującego szarpania obrazu przy podnoszeniu przedmiotów (zwłaszcza w nowym trybie „Bez powrotu”); mam nadzieję, że zostanie to wyeliminowane w łatce premierowej.

Komentarze twórców pozwalają lepiej zrozumieć niektóre decyzje projektowe.The Last of Us: Part II Remastered, Sony Interactive Entertainment, 2024.

Trzeba więc patrzeć na zawartość. W zakładce z dodatkami znajdziemy trzy niedokończone poziomy, które nie trafiły do pełnej wersji gry lub zostały zmienione. Ciekawsze od nich są jednak komentarze twórców, którzy tłumaczą cały proces produkcji i dzielą się zakulisowymi ciekawostkami dotyczącymi motywów fabularnych, świata i postaci z The Last of Us. To dobry bonus wprowadzający trochę dodatkowego kontekstu do sposobu kreowania poszczególnych wątków historii. Nie nastawiajcie się jednak na długi czas rozgrywki – ukończenie tego wszystkiego wraz z wysłuchaniem każdego komentarza zajmie Wam maksymalnie 30 minut. Niemniej to nadal miły akcent, który najbardziej spodoba się największym fanom tego uniwersum – mnie najmocniej przypadł do gustu poziom, w którym musimy pokonać dzika.

Następna nowość to swobodna gra na gitarze. Podejrzewam, że 95% graczy nie wypróbuje tej opcji w ogóle lub sprawdzi raz z ciekawości i nigdy do tego nie wróci. Pozostałe 5% faktycznie wykorzysta tę funkcję do nagrania coverów znanych kawałków, by pochwalić się nimi w mediach społecznościowych. Miły bonus, ale w moich oczach to ot, taka malutka ciekawostka.

Joel zażywa chwili jakże potrzebnego relaksu.The Last of Us: Part II Remastered, Sony Interactive Entertainment, 2024.

Droga faktycznie bez powrotu?

Prawdziwą gwiazdą zremasterowanego The Last of Us: Part 2 okazuje się więc zupełnie nowy moduł „Bez powrotu”. To nic innego jak klasyczny tryb hordy z elementami roguelike’a, który założeniami przypomina bardzo podobny wariant rozgrywki z wydanego w 2008 roku Gears of War 2.

Wybieramy postać, wskakujemy na arenę i walczymy z falami przeciwników. Pomiędzy etapami idziemy do kryjówki i kupujemy ulepszenia. Jeśli spotka nas brutalna śmierć, wszystko zaczynamy od nowa, choć z pewnymi modyfikacjami, np. z innym rozlokowaniem przeciwników. I to w zasadzie tyle – nie ma się nad czym przesadnie rozwodzić.

W trybie Bez powrotu odblokowujemy m.in. nowe postacie.The Last of Us: Part II Remastered, Sony Interactive Entertainment, 2024.

Jak się to sprawdza w akcji? Uwielbiam tryby hord, wiec mnie ten dodatek się spodobał. Zwłaszcza na poziomach trudności stanowiących większe wyzwanie, kiedy rozgrywka robi się niezwykle stresująca i trzeba faktycznie się natrudzić, walcząc z grupą wrogów. Projekt map uważam za przeciętny – nie jest zły, ale też nie wyróżnia się niczym specjalnym. Dodam, że jestem osobą, której walka z oryginalnego The Last of Us: Part 2 bardzo się podobała – uwielbiam w tej grze świetnie wyglądające animacje, dobre odczucia ze strzelania i wyczuwalny ciężar przeciwników. Rozgrywka więc w pełni trafiła w mój gust.

Tyle że w tym wypadku nie czułem zbyt dużej motywacji, aby po tych paru godzinach nadal kontynuować zabawę. Dostepne modyfikatory i różnice pomiędzy postaciami faktycznie wpływają na przebieg rozgrywki, ale nie są to aż tak ogromne zmiany. Do tego brak implementacji trybu kooperacyjnego to w moich oczach gigantycznie zmarnowany potencjał. Zwłaszcza że zdarza się, iż podczas starć towarzyszy nam kompan sterowany przez AI, i myślę, że twórcy potrafiliby dobrze zbalansować całość, biorąc pod uwagę duet graczy. No szkoda, że ten tryb nie jest aż tak rozbudowany, jak próbują wmówić zapowiedzi.

Powrót bez fajerwerków

No to dla kogo, cholera, powstał ten remaster The Last of Us: Part 2? Nie wiem – uważam, że opcja płatnego upgrade’u dla posiadaczy wersji PS4 to świetna sprawa, a dołączone dodatki jak najbardziej warte są wydania około 40–50 zł, zwłaszcza jeśli jesteście fanami marki i łakniecie nowego contentu z tego uniwersum. Płacenie pełnej ceny to kwestia totalnie subiektywna i nie czuję się upoważniony, by to krytykować. Faktem jest, że trudno obronić ten remaster – włożoną w niego „parę” oraz zasoby można było zapewne przeznaczyć na coś dużo bardziej ekscytującego. Niemniej to w dalszym ciągu w oczach sporej grupy graczy prawdziwie wielkie dzieło i niezależnie od wybranej przez Was wersji warto tego wszystkiego doświadczyć na własnej skórze – najlepiej na świeżo i bez jakichkolwiek uprzedzeń nabytych za sprawą internetowych opinii.

Ocena: po co?/10

The Last of Us: Part II Remastered, Sony Interactive Entertainment, 2024.

Sebastian Kasparek | GRYOnline.pl

Sebastian Kasparek

Sebastian Kasparek

W GRYOnline najlepiej czuje się w dziale publicystyki, a czasem zajmuje się również recenzjami. Fan kultury wszelakiej, który sięga po dzieła zarówno z górnej, jak i z najniższej półki. Najbardziej lubi zanurzać się w grach niszowych i w produkcjach ciężkich do jednoznacznego zdefiniowania. Docenia analityczne i krytyczne podejście przy obcowaniu z tworami kultury. Preferuje gry unikalne, dziwne, szalone wizualnie i odważnie poruszające ciekawsze zagadnienia narracyjne. Uzależniony od produkcji wysokooktanowych, bijatyk, wielkich robotów i klimatów arcade. Miłośnik studia Grasshopper Manufacture. Lubi nadrabiać zapomniane „hidden gemy” sprzed lat, zwłaszcza z Japonii. Ciekawy gier i ludzi stojących za nimi. Silnie uzależniony od kina. Psychofan Madsa Mikkelsena i Takashiego Kitano. Kocha również mangi Inio Asano i estetykę Tsutomu Niheia. Na forum pisze pod ksywką Junkie.

więcej

TWOIM ZDANIEM

Zagrasz w The Last of Us: Part 2 Remastered?

Tak, skorzystam z płatnej aktualizacji mojej wersji na PS4.
19,4%
Tak, kupię nową wersję na PS5.
3,1%
Tak, ale tylko jeśli wyjdzie kiedyś na PC.
27,5%
Nie.
49,9%
Zobacz inne ankiety
Recenzja gry Pacific Drive - to najdziwniejszy, najbardziej wciągający survival od dawna
Recenzja gry Pacific Drive - to najdziwniejszy, najbardziej wciągający survival od dawna

Recenzja gry

Pacific Drive udowadnia, że w oklepanym gatunku survivali jest jeszcze miejsce na nowe, świeże doświadczenia, nawet gdy składają się na nie znane pomysły. W żadnej innej grze nie poczujecie tak silnej więzi ze swoim samochodem – starym kombi!

Recenzja gry Skull and Bones - ocean płytki jak kałuża
Recenzja gry Skull and Bones - ocean płytki jak kałuża

Recenzja gry

Skull and Bones jest, niestety, kolejną „typową grą Ubisoftu”. Wizja pirackiej przygody nie spełnia się z wielu względów – zdecydowanie największym minusem tej produkcji okazuje się jej płytkość. Gra trafiła na mieliznę, którą sama stworzyła.

Recenzja gry Suicide Squad: Kill The Justice League. Ekipa Harley Quinn walczy głównie z nudą
Recenzja gry Suicide Squad: Kill The Justice League. Ekipa Harley Quinn walczy głównie z nudą

Recenzja gry

Legion Samobójców: Śmierć Lidze Sprawiedliwości to pozycja, której tytuł czyta się dłużej, niż wymienia rodzaje misji i aktywności, jakie są dostępne w pierwszym sezonie tej nowej gry-usługi, która byłaby o wiele lepsza bez tej usługi i bez tego lootu.