Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Marvel's Avengers Recenzja gry

Recenzja gry 8 września 2020, 15:08

autor: Adam Zechenter

Redaktor. Historyk. Miłośnik strategii, gier sieciowych i dobrej literatury.

Recenzja Marvel's Avengers – hej, ta gra nie jest zła!

Marvel's Avengers to gra usługa, która ma przyjemną kampanią fabularną i obiecujący end game. A że będzie długo wspierana, to jest nadzieja, że twórcy poprawią jej wady i z dobrej zrobią grę świetną.

Recenzja powstała na bazie wersji PS4. Dotyczy również wersji XONE

Pamiętacie jeszcze pierwszy pancerz Iron Mana, który Tony Stark zmajstrował, siedząc w niewoli w Afganistanie? Jeśli nie, to przypominam, że Mark 1 był toporny, powolny i wyglądał jak średniowieczna zbroja, ale jeśli chodzi o sianie spustoszenia, radził sobie całkiem nieźle. No i takie właśnie jest Marvel’s Avengers. To niezła gra, która ma potencjał, żeby wskoczyć na zupełnie inny poziom.

Spotkacie tutaj ukochane postacie z tego przepastnego uniwersum, kampania fabularna okaże się niezwykle filmowa i nie zabraknie w niej świetnych momentów, a zbieranie nowych przedmiotów i okładanie po łbach niemilców sprawi Wam sporo frajdy – ale widać, że to dopiero początek drogi. Niemało błędów, trochę „drewna” czy problemy z optymalizacją psują ogólne dobre wrażenie. Nic to jednak, bo za rok Marvel’s Avengers może stać się świetną grą. Wymaga po prostu dokręcenia kilku śrubek i usunięcia paru wad.

Recenzja gry Marvel’s Avengers – supergra to nie jest, ale i tak jest fajnie - ilustracja #1
Kamala naprawdę uwielbia Avengers.

Fajny film z tej gry

PLUSY:
  1. przyjemna komiksowo-filmowa kampania fabularna;
  2. zabawne dialogi i masa smaczków dla fanów Marvela;
  3. Kamala Khan (Ms. Marvel) jest super!
  4. sporo niezłych momentów;
  5. całkiem fajny system walki;
  6. rozbudowany endgame, dzięki któremu jest co robić.
MINUSY:
  1. momentami gra wygląda brzydko, a i tak klatkuje na PS4;
  2. bywa też „drewniana” – ociężały interfejs czy długie loadingi drażnią;
  3. sporo błędów.

Hitchcock wielkim reżyserem był. Jeśli więc twierdził, że film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie ma tylko rosnąć, to wiedział, o czym mówi. Twórcy Marvel’s Avengers mocno wzięli sobie do serca pierwszą część tej słynnej porady. Huczne otwarcie nowej siedziby Mścicieli w San Francisco ma uświetnić start Chimery, nowego lotniskowca Avengers, napędzanego tajemniczymi kryształami terrigenu. W niejasnych okolicznościach dochodzi do eksplozji reaktora na statku. Część miasta zostaje zniszczona, giną dziesiątki tysięcy ludzi, a pod wpływem tajemniczej mgły setki innych zyskują moce specjalne, których często nie potrafią kontrolować. Na efekty nie trzeba długo czekać. Avengerzy zostają rozwiązani, superbohaterstwo wyklęte i zakazane, a za porządkowanie świata bierze się organizacja A.I.M.

Czy napięcie później rośnie, zgodnie z dalszą częścią porady Hitchcocka? Nie, ale w tym przypadku trudno uznać to za wadę. Opowieść w grze, niczym w typowym filmie z MCU, jest jak smaczny burger. Lekka, przyjemna i strawna. Co prawda szybko o niej zapomnicie, ale póki trwa – bawi. Nikt chyba nie liczył tutaj na fabularny majstersztyk w stylu The Last of Us czy Red Dead Redemption?

Właściwa akcja ma miejsce pięć lat po wydarzeniach z tragicznego A-Day. Nietrudno się pewnie domyślić, że naszym zdaniem jest zebranie ekipy superbohaterów, zdemaskowanie A.I.M. i przeszkodzenie tej organizacji w realizacji diabolicznych zamiarów. Mnie kampania cały czas kojarzyła się z filmami z MCU – i z komiksami tego wydawcy. Dużo dobrze wyreżyserowanych cutscenek, kilka niezłych momentów, zabawne dialogi i ewidentne wzorowanie postaci na ich filmowych odpowiednikach wyszły grze zdecydowanie na plus. Nie zobaczymy tu co prawda twarzy znanych z ekranu, ale nie można przecież mieć wszystkiego.

Recenzja gry Marvel’s Avengers – supergra to nie jest, ale i tak jest fajnie - ilustracja #2
Otwieranie skrzynek to ważna część gry.

15 godzin kampanii, a co potem?

Historię z Marvel’s Avengers da się poznać w jakieś piętnaście godzin; dostępne później misje stają się jednak coraz mniej fabularyzowane i coraz bardziej generyczne. Endgame, jak to endgame, skupia się nie na opowiadaniu historii, tylko na rozwijaniu postaci i kolekcjonowaniu coraz lepszych łupów. Fani tradycyjnego singlowego grania nie będą zachwyceni tym, że Marvel’s Avengers to gra-usługa, bo to widać, słychać i czuć niemal od samego początku. Sklepik z mikropłatnościami, dużo różnych surowców czy walut, które zbieramy prawie od pierwszych momentów przygody, mogą zniechęcać. Niepotrzebnie, bo fabułę da się zaliczyć, kompletnie ignorując looterowy charakter gry.

Po poznaniu całej opowieści będziecie już wiedzieli, na czym polega endgame’owy grind, i podejmiecie wtedy decyzję, czy warto się w to pakować. Moim zdaniem warto – tyle że ja po prostu diablo lubię wszelakie diabloklony i bawię się w nich zazwyczaj diabelnie dobrze. Niemniej nawet mnie przytłoczyły na początku wszystkie te cyferki, waluty czy inne pierdółki typowe dla gier-usług. Czujcie się więc ostrzeżeni.

Recenzja gry Marvel’s Avengers – supergra to nie jest, ale i tak jest fajnie - ilustracja #3
Chciałbym, żeby więcej pomieszczeń było takich ładnych, jak ta fabryka.

PĘTLA GRY, CZYLI JAK SIĘ W TO GRA

Marvel’s Avengers to gra akcji w stylu Diablo czy Destiny, w której przejmujemy kontrolę nad jednym z sześciu dostępnych superbohaterów. Od wspomnianych tytułów odróżnia ją system walki, zaczerpnięty z brawlerów.

Po kilku początkowych godzinach ujawnia się typowy schemat rozgrywki. Za pomocą specjalnego ekranu wybieramy misje do wypełnienia. Fabularne czy nie, wszystkie one odbywają się w zamkniętych lokacjach, a naszym zadaniem jest osiągnąć wyznaczony cel (np. zabić konkretnych wrogów czy zniszczyć wskazane reaktory). Czasem na takich mapach dostępne są dodatkowe atrakcje – np. rozwiązanie prostej zagadki fizycznej otwiera pomieszczenie ze skrzynią z łupami. Po zakończeniu misji otrzymujemy nagrody (surowce, komiksy czy przedmioty) i możemy odpalać następną. Poza niektórymi questami fabularnymi wszystkie da się zaliczać z maksymalnie trzema znajomymi. Jeśli gramy sami, wtedy innymi postaciami całkiem sprawnie kieruje sztuczna inteligencja. To od nas też zależy, w którego z superbohaterów się wcielimy.

Rozgrywka kręci się wokół rozwoju postaci. Każdą z nich levelujemy osobno, odblokowując dodatkowe ataki, kombosy czy wzmocnienia. W trakcie zabawy zbieramy także łupy – a te wzorem looter shooterów czy hack’n’slashy mają swoją moc i kolor (unikalny, legenda, egzotyk itd.). Dobierając ekwipunek i zestaw umiejętności, tworzymy build bohatera, który może skupiać się na konkretnych odpornościach (przydatnych, jeśli np. w danej misji dominują przeciwnicy z mrożącymi atakami), sile ataku czy wspieraniu towarzyszy. Początkowo nie ma to większego znaczenia, ale z czasem musimy zacząć zwracać uwagę na różne szczegóły, bo po prostu zadania stają się coraz trudniejsze.

Już w trakcie kampanii na mapie wojennej pojawiają się dodatkowe misje, których możemy się podejmować. To właśnie one są trzonem endgame’u – i trzeba przyznać, że okazują się naprawdę w porządku.

TWOIM ZDANIEM

Którego z Avengersów lubisz najbardziej?

42,6%
Iron Mana
26%
Thora
18,9%
Kapitana Amerykę
12,5%
Hulka
Zobacz inne ankiety
Recenzja Ghost of Tsushima – wspaniałe pożegnanie PS4
Recenzja Ghost of Tsushima – wspaniałe pożegnanie PS4

Recenzja gry

Ghost of Tsushima to pożegnanie Sony z Play Station 4 w naprawdę wielkim stylu. Tę przygodową grę akcji przesycono orientalnym klimatem i wypełniono interesującą zawartością.

Recenzja The Last of Us 2 – gry, która podpali świat
Recenzja The Last of Us 2 – gry, która podpali świat

Recenzja gry

Na The Last of Us: Part II czekaliśmy jak na zbawienie. I wiecie co? To murowany kandydat do tytułu gry roku 2020 – i nawet Cyberpunkowi 2077 będzie ciężko przebić nowe dzieło Naughty Dog.

Recenzja gry Valorant – świetny zlepek sprawdzonych pomysłów
Recenzja gry Valorant – świetny zlepek sprawdzonych pomysłów

Recenzja gry

Riot Games zebrało pomysły już dawno obecne na rynku i stworzył strzelankę niczym Frankenstein swojego potwora. Wyszło im jednak trochę lepiej.