Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 21 listopada 2018, 13:50

autor: Michał Mańka

Najczęściej mainstream, od święta dobre indie. PC-towy beton z dodatkiem konsoli.

Recenzja gry Battlefield 5 – świetne multi i słaba kampania

Battlefield w końcu zdecydował się wrócić do realiów II wojny światowej, ale sposób, w jaki DICE zaprezentowało temat na trailerach, nie wszystkim odpowiadał. Przekonajmy się, czy wizja proponowana przez Electronic Arts przypadnie graczom do gustu.

Recenzja powstała na bazie wersji PC. Dotyczy również wersji PS4, XONE

Pamiętacie ten czas kilka lat temu, kiedy masa graczy zaczęła narzekać, że nie dostajemy już wojennych strzelanek i wszyscy odjeżdżają w bliższą lub dalszą przyszłość, zamiast skupić się na świetnym – choć przerażającym jednocześnie – materiale źródłowym, jaki oferuje historia? Od tego czasu EA wydało Battlefielda 1, Activision wypuściło na rynek Call of Duty: WWII, a poza tym zagrać mogliśmy chociażby w takie tytuły jak Battalion 1944 czy Post Scriptum. Do tego dochodzi teraz Battlefield V, który już pierwszym trailerem zraził do siebie wielu graczy.

Deweloperzy z DICE nie poddali się jednak i ciężko pracowali, słuchając opinii wszystkich zainteresowanych w trakcie zamkniętych testów alfa czy otwartej bety. I wreszcie dostarczają produkt, który zapowiada się na grę-usługę na dłuższy czas. Czy Szwedom uda się zatrzeć zła wrażenie, jakie pozostawił po sobie Battlefront 2?

Recenzja gry Battlefield 5  – świetne multi i słaba kampania - ilustracja #1
Walka powietrzna niezmiennie sprawia frajdę.

AKTUALIZACJA Z OCENĄ

Po około pięćdziesięciu godzinach spędzonych z Battlefieldem V (w tym około 20 na evencie recenzenckim) jestem w końcu gotowy na ogłoszenie finalnego werdyktu. Na samym początku, po pojawieniu się tego tytułu w programie Origin Access Premier, w grze dało się dostrzec jeszcze pewne niedoróbki, które naprawił patch Day 0. Łatka ta wyeliminowała największe przedpremierowe bolączki i rozgrywka stała się dzięki temu znacznie bardziej płynna – nieprzerywana okazjonalnymi błędami utrudniającymi wczuwanie się w klimat pola walki.

Na 8/10, które widzicie przy tej recenzji, składają się dwa elementy: kampania single player oraz główna atrakcja Battlefielda, czyli moduł multiplayer. Należy jednak pamiętać, że tryb dla jednego gracza to tylko dodatek do tej produkcji, która stawia przede wszystkim na rozgrywki sieciowe. Dlatego właśnie, pomimo słabych Wojennych Opowieści, zdecydowałem się na uznanie BF-a V za grę bardzo dobrą.

To naprawdę porządny shooter dla wielu graczy, który rozbudowuje sprawdzoną formułę i sprawia sporo frajdy, mimo drobnych niedomagań. Nie jest to strzelanka dla każdego i osoby, które spodziewały się militarnej gry taktycznej, pozostaną zawiedzione, a luźne podejście do realiów historycznych będących pretekstem do zaserwowania zabójczej piaskownicy, jaką jest najnowsze dzieło DICE, może okazać się dla wielu nie do przyjęcia. Jeśli jednak o mnie chodzi, Battlefield V jest właśnie tym, czego oczekiwałem, i mam nadzieję, że kolejne elementy wprowadzane w ramach Tides of War dodadzą dziesiątki godzin do mojego licznika na Originie.

Zbędny singiel

Nie interesuje Cię kampania single player? Tryby sieciowe opisujemy, począwszy od drugiej strony recenzji.

PLUSY:
  1. zróżnicowane mapy do różnego rodzaju potyczek;
  2. poprawiony system strzelania;
  3. konieczność bliższej współpracy z innymi graczami (reanimacja kolegów z zespołu!);
  4. Wielkie Operacje to świetnie zrealizowany tryb;
  5. zmiana behemotów z „jedynki” na bonusy zdobywane oddzielnie przez każdy z zespołów to dobry kierunek;
  6. świetna oprawa audiowizualna;
  7. bohaterowie w kampanii mówią w swoich rodzimych językach;
  8. rezygnacja z modelu premium.
MINUSY:
  1. mało angażująca kampania w singlu...
  2. ...z nietrafionym pomysłem na gameplay...
  3. ...której równie dobrze mogłoby nie być;
  4. nie do końca przemyślana Ostateczna Rozgrywka.

Battlefield V otrzymał kampanię zrealizowaną w ten sam sposób co w Battlefieldzie 1 sprzed dwóch lat. Jest to antologia kilku opowieści osadzonych na frontach II wojny światowej. W przypadku BF-a V mówimy o trzech rozdziałach dostępnych w dniu premiery, każdy z osobnym bohaterem i własnym klimatem, a także o dodatkowej opowiastce, która pojawi się w grudniowej aktualizacji. Na ten moment poznać możemy historię dość ambitnego, choć nieporadnego chłopaka, Williama Bridgera, który wspólnie ze swoim dowódcą bierze udział w misji na afrykańskim froncie. Oprócz tego wcielamy się w młodziutką Solveig, której zadaniem jest niedopuszczenie do zdobycia przez nazistów ciężkiej wody z jednej z norweskich fabryk. Poznajemy również losy Deme, członka grupy nazywanej Tirailleur. Więcej o samej otoczce fabularnej kampanii przeczytacie w zapowiedzi napisanej przez DM-a, więc pozwolę sobie przejść dalej.

Choć konwencja opowieści została utrzymana, zmienił się gameplay. Deweloperzy z DICE zdecydowali się na oddanie do naszej dyspozycji w większości otwartych poziomów z zadaniami, które możemy wykonywać w dowolnej kolejności i w dowolny sposób. Całość kojarzy się z serią Sniper Elite, tyle że zrealizowaną na trochę mniejszą skalę niż jej ostatnia odsłona. Z jednej strony brzmi to jak krok w dobrym kierunku, z drugiej nie istnieje żadna zachęta do próbowania różnych podejść i wracania do raz już ukończonego etapu.

Gra nie nagradza za załatwienie sprawy po cichu, nie dostajemy też odznaki twardziela za wyrżnięcie wszystkich wrogów na mapie, bez zwracania uwagi na alarmy i ciężarówki z posiłkami. Wygląda to tak, że najpierw może i próbujemy przejść poziom, skradając się niczym drugowojenny ninja, ale kiedy tylko wrogowie nas wykryją, nie chce nam się wracać do poprzedniego checkpointu i po prostu lecimy dalej – tym razem już z pełną mocą dostępnego wyposażenia.

Recenzja gry Battlefield 5  – świetne multi i słaba kampania - ilustracja #2
W prologu przez chwilę gramy po stronie niemieckiej, ale dopiero grudniowa kampania The Last Tiger da nam pełną opowieść po tej stronie barykady.

W rezultacie finał pierwszej minikampanii byłem w stanie zobaczyć po około 40 minutach strzelania. Pozostałe dwie są trochę dłuższe, ale ukończenie oferowanych aktualnie opowieści to wciąż jedynie około 4 godzin zabawy – o ile nie zamierzacie zaliczyć wszystkich wyzwań, jakie rzuca nam gra, by zdobyć trzy unikatowe sztuki broni białej. Ja sam poddałem się jednak bardzo szybko przy próbie pozyskania tych gadżetów – zebranie wszystkich listów oraz sprostanie niektórym wyzwaniom wydało mi się zbyt nienaturalne, bym chciał się tym zająć. Kampania proponuje również cztery poziomy trudności, jednak nasz wybór wpływa nie tyle na stopień skomplikowania rozgrywki, co na jej uciążliwość. No ale jeśli chcecie grać na najwyższym dostępnym poziomie, to jest to dobry sposób na sztuczne wydłużenie czasu zabawy.

Zawodzi brak zróżnicowania w rozgrywce, o które aż się proszą te quasi-otwarte mapy. Gra sprowadza całą kampanię do pokazania na starcie cut-scenki, przedstawienia celów misji, a potem idziemy GDZIEŚ, wysadzamy albo zabieramy COŚ i przechodzimy do następnego celu misji, który zazwyczaj każe nam iść GDZIEŚ i wysadzić COŚ. Pojawiają się wprawdzie mocniejsze momenty – jak śpiewanie w Afryce czy walka z wyziębieniem w Norwegii. Większość etapów sprawia jednak wrażenie zrobionych na jedno kopyto. Przedstawione historie okazują się zbyt krótkie, byśmy mogli związać się emocjonalnie z bohaterami, przez co motywacje protagonistów są nam zupełnie obojętne i cała idea „drobnych, osobistych opowieści z wojną w tle” idzie w łeb.

Recenzja gry Battlefield 5  – świetne multi i słaba kampania - ilustracja #4
Po odblokowaniu wszystkich opcji zmiany wyglądu dostępnych w grze mogliśmy się wykazać.

CZAS NA „BOSSA”

Recenzja gry Battlefield 5  – świetne multi i słaba kampania - ilustracja #5

W trakcie kampanii spotykamy w lokacjach przede wszystkim zwykłych przeciwników, ale co jakiś czas natrafiamy też na lepsze jednostki, które oznaczone są specjalnymi symbolami. Jest to przykładowo opancerzony wróg z miotaczem ognia. Niestety, jego jedyną rolą wydaje się wkurzanie gracza, bo pokonanie takiej jednostki wymaga zużycia dużej ilości amunicji i narobienia hałasu. Problem w tym, że nie czujemy, iż walczymy z elitarną jednostką, a bardziej z gąbką, która musi wchłonąć odpowiednią liczbę obrażeń. Obecności tego typu wyzwania nie można również tłumaczyć chęcią zaserwowania w grze czegoś trudniejszego do pokonania – mamy przecież czołgi czy wozy opancerzone, które w roli „bossów” sprawdziłyby się znacznie lepiej.

Proszę pana, to nie działa

Jestem zaskoczony tym, jak bardzo kampanie są niedopracowane. Choć same lokacje wyglądają dobrze i gra działa raczej płynnie, drobne elementy mocno negatywnie wpływają na to, jak odbieram Battlefielda V w singlu. Przykładowo, kiedy poruszamy się w trakcie dialogu w norweskiej fabryce i idziemy za uratowaną osobą, animacje NPC wyglądają jak puszczone w zwolnionym tempie, rwąc się przy tym niemiłosiernie. Innym razem, po zjeździe na nartach ze stoku, mój środek transportu po prostu wyparował bez żadnej animacji i poczułem się kompletnie wybity z immersji, a podobnych sytuacji było więcej. DICE jest zbyt dużym studiem, by pozwalać sobie na takie niechlujstwo.

Jeden z deweloperów wyznał, że zadaniem kampanii singlowej jest zapoznanie graczy z mechanikami, jakie rządzą multiplayerem. I w pewnym sensie udało się to osiągnąć poprzez wprowadzenie otwartych map – mamy okazję polatać samolotem, poskradać się, wypróbować masę broni, skorzystać z dział rozstawionych na mapie i co tam sobie jeszcze wymyślimy. Problem w tym, że dokładnie to samo oferuje kilkuminutowy prolog, który prezentuje zupełne podstawy. Jeśli ktoś tworzy kampanię dla jednego gracza tylko po to, by stała się ona długim tutorialem, to coś jest zdecydowanie nie tak i popełniono tu błąd na etapie koncepcyjnym.

REALIA OKIEM MIŁOŚNIKA MILIATARIÓW

Recenzja gry Battlefield 5  – świetne multi i słaba kampania - ilustracja #6

Ciężko w przypadku Battlefielda V mówić o zgodności z realiami historycznymi, bo ten aspekt DICE potraktowało po macoszemu. Ot, jeżdżą jakieś czołgi z okresu 1939–1945, strzelają do siebie jacyś żołnierze, a sens tego wszystkiego jest mało istotny. Już prolog pokazuje science fiction: naszym oczom ukazuje się pędzący niemiecki tygrys i napis „Libia 1941 – szturm na Tobruk”. A za chwilę czołg dostaje się pod ostrzał amerykańskiej wyrzutni T34 Calliope.

Fabuła najwyraźniej zakłada, że zarówno siły Osi, jak i aliantów odkryły sposób na podróżowanie w czasie i Amerykanie, nie czekając na Pearl Harbor, wysłali wyrzutnie rakietowe z końcówki wojny i masę shermanów na pomoc Brytyjczykom w Libii. Niemcy oczywiście nie mogli pozostać dłużni, dysponując tą samą technologią, i przyspieszyli o grubo rok chrzest bojowy tygrysów w Afryce (pierwsze pojawiły się w Tunezji pod koniec 1942 roku).

Recenzja gry Battlefield 5  – świetne multi i słaba kampania - ilustracja #7

Inna kwestia to prezentowanie przestarzałego sprzętu w późniejszym okresie wojny. W Battlefieldzie V zobaczycie brytyjskie bombowce Bristol Blenheim Mk I, dokonujące dziennych nalotów w ogromnych formacjach w 1943 roku. Zastanawiające zjawisko, biorąc pod uwagę, że wariant ten był już wtedy wycofany ze służby, a Bomber Command skupiało się na nocnych nalotach. II wojna światowa w nowym BF-ie to dość dziwny zlepek losowych rzeczy „z epoki”, co w kontekście poważnego tonu kampanii dla pojedynczego gracza wypada raczej komicznie.

Autor ramki: Adam „T_bone” Kusiak

Recenzja gry Battlefield 5  – świetne multi i słaba kampania - ilustracja #8
A jeszcze przed chwilą było tu tak sielankowo...
Recenzja gry Battlefield 5  – świetne multi i słaba kampania - ilustracja #9

OSTATNI TYGRYS

Na początku grudnia EA udostępni kolejny rozdział Opowieści Wojennych. Przedstawi on losy załogi pewnego tygrysa za liniami wroga. Interesujący jest tu fakt, że będzie to jedna z niewielu okazji do poznania historii ze strony niemieckiej. Tylko... czy w Battlefieldzie 1 nie mieliśmy już misji skupiającej się właśnie na załodze czołgu?

To wszystko, co opisałem powyżej, składa się na dość negatywny obraz singla i trudno mi znaleźć argumenty na obronę kampanii. Jeśli liczyliście na wciągającą opowieść w stylu starych CoD-ów czy naprawdę ciekawą historię w grze multi na miarę tej z Titanfalla 2, to w Battlefieldzie V tego nie znajdziecie. To nie jest dobra zabawa, a całości bliżej raczej do poziomu Battlefronta II, który w singlu również mnie nie zachwycił. Na plus z czystym sercem mogę zaliczyć jedynie fakt, że bohaterowie każdej z kampanii mówią w swoich rodzimych językach, więc poza wszechobecnym angielskim nasłuchamy się jeszcze norweskiego czy francuskiego. Na szczęście najnowsza produkcja DICE to gra multiplayerowa i tu Szwedzi pokazali, że militarne shootery dla wielu graczy potrafią robić jak mało kto.

Recenzja gry Battlefield 5  – świetne multi i słaba kampania - ilustracja #10

DRUGA OPINIA – MICHAŁ, JESTEŚ ZBYT ŁAGODNY

Słaby single player nie jest wielkim zaskoczeniem, bo kampanie fabularne nigdy nie były mocnym punktem serii. Tym razem jednak czułem się zwyczajnie zażenowany tym, co zaprezentowano. Już fabularne założenia Wojennych Opowieści były zupełnie dziwaczne (po co brytyjskim siłom specjalnym kryminalista o wątpliwych kwalifikacjach?), a realizacja gorsza niż chociażby w pierwszym Call of Duty. Tam było czuć, że bierzemy udział w wojnie. Jeżdżąc w Norwegii na nartach i strzelając samotnie do legionów Wehrmachtu, miałem wrażenie uczestnictwa w filmie akcji klasy B.

Marcin Strzyżewski

TWOIM ZDANIEM

W jakich klimatach powinien być utrzymany kolejny Battlefield?

Korea/Wietnam
46,5%
Fikcyjny konflikt NATO i ZSRR
23,6%
Konflikt w czasach współczesnych
14,7%
II wojna światowa
5,2%
Wojna w przyszłości
4,9%
Tego czego bym chciał(a) nie ma na liście
3,6%
I wojna światowa
1,5%
Zobacz inne ankiety
Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

WildCamel Ekspert 23 listopada 2018

(PC) Bałem się o Battlefielda 5 i faktycznie klimatu II wojny światowej jest tutaj tyle, co kot napłakał. Nie leveluje się tak fajnie, jak w „trójce”, za szybko się ginie i zabija wrogów, a map na starcie jest trochę za mało. Ostatecznie jednak nie to aż tak wielkiego znaczenia, bo BF5 to świetna strzelanka, w którą po prostu chce się grać. Nie jest co prawda idealnie, ale jest bardzo dobrze. Klimatu z „jedynki” (wielkie operacje!) mi szkoda, ale strzelanie jest pierwszorzędne. I to na razie mi wystarcza.

8.0

Marcinkrk87 Ekspert 22 listopada 2018

(PC) Mam do twórców tej gry wiele pytań. Po co się wygłupialiście z tą kampanią? Czemu zabraliście mi moje ulubione operacje z BF1? Czemu map jest tylko osiem? Czemu tryb BR zadebiutuje po premierze? Ostatecznie jednak to jest po prostu chwilowo najlepsza sieciowa gra wojenna na rynku. "Battlefieldowe momenty" to tylko marketingowe hasełko, ale coś w nim jest. Te rozpaczliwe miejskie walki, wspólne szturmy, rzucanie się pod ostrzał, by reanimować kolegę, zachodzenie tygrysa z panzerfaustem. BFV nie jest idealny, ale teraz to po prostu ta gra, w którą chcę grać.

8.0
Recenzja gry Oddworld: Stranger's Wrath HD – Dziki Zachód, jakiego nie widzieliście
Recenzja gry Oddworld: Stranger's Wrath HD – Dziki Zachód, jakiego nie widzieliście

Recenzja gry

Mimo piętnastu lat na karku, Stranger's Wrath wciąż trzyma się nieźle, głównie dzięki nietuzinkowym mechanikom strzelania i ciekawie wykreowanemu światu. Ale port na Switcha mógł być lepszy.

Recenzja gry Darksiders Genesis – wygląda jak Diablo, a to wciąż Darksiders
Recenzja gry Darksiders Genesis – wygląda jak Diablo, a to wciąż Darksiders

Recenzja gry

Czy po trzech częściach serii jest jakiś sens w wydawaniu prequela, który w dodatku jest spin-offem i to izometrycznym? Wbrew pozorom, zdecydowanie tak. Szkoda tylko, że ta część nie wyszła jako pierwsza, bo mogłoby to pomóc całej marce.

Recenzja gry Sniper: Ghost Warrior Contracts – snajper trafia za czwartym razem
Recenzja gry Sniper: Ghost Warrior Contracts – snajper trafia za czwartym razem

Recenzja gry

Sniper: Ghost Warrior Contracts to w zasadzie Hitman, który zamiast przebrań, ma tylko karabin snajperski. I generalnie takie połączenie całkiem nieźle działa.