Filmomaniak.pl Newsroom Filmy Seriale Obsada Netflix HBO Amazon TvFilmy

Filmy i seriale

Filmy i seriale 13 grudnia 2020, 09:30

autor: Marek Jura

Niedawno wieczny student, teraz jeszcze wieczniejszy fan RPG. Próbuje być Kingiem, ale nie potrafi.

Filmy, które kochaliśmy, ale Internet kazał je znienawidzić

Są takie filmy, które kochałem miłością ślepą. I pewnie uwielbiałbym je nadal, gdyby nie Internet. Kiedy raz youtuberzy i blogerzy pokazali ich wady, nie potrafiłem już spojrzeć na nie tak samo jak wcześniej. Też tak macie?

Jeżeli tak, ten artykuł z pewnością Was zainteresuje. A jeżeli nie… możecie zobaczyć, jak działa mechanizm odczarowania legendy. Większość z tych filmów widzieliśmy jako dzieci, rzadziej nastolatkowie. Ciężko było wtedy o ich obiektywną ocenę. Tyle że wydawały nam się one rewelacyjnie również na tle innych produkcji z tamtych lat. Kiedy natomiast raz znana postać sceny blogerskiej czy youtube’owej (a czasami specjalista z „The New Yorkera” czy innego „Independent”) pokazała nam wszystkie wady, ciężko było już spojrzeć na film inaczej.

Mam jednak wrażenie, że te produkcje, którymi zachwycaliśmy się przed epoką internetowych krytyków, oceniamy znacznie surowiej niż te, których istnienie wówczas ledwo zauważano. A szkoda, bo duża część z nich nie zasługuje na aż tak szeroko zakrojone obśmianie – nawet jeżeli mają one wady, którym dziś ciężko nam już zaprzeczać.

Ciekawym zjawiskiem jest w krytyce XXI wieku zjawisko masowego obniżania ocen w wielkich serwisach (takich jak MetaCritic czy Rotten Tomatoes) po premierze viralowego filmiku obnażającego wady kultowych dzieł bądź też zaliczającego je do niechlubnego grona guilty pleasure. Chociaż nie przyznajemy się do tego, często wręcz wstydzimy się oglądania tego rodzaju „wstydliwych przyjemności”.

Sam łapię się na tym, że nawet w artykułach dla GOL-a tłumaczę się z sympatii do filmu, któremu jeszcze nie tak dawno miłość wyznawali najbardziej surowi krytycy. Na to zjawisko nie jest odporny niemal nikt z nas, ale na każdego działa ono w innym stopniu. To zresztą temat na znacznie bardziej obszerne analizy psychologiczne, które zresztą powstały. A ich autorzy wyjaśnili to zjawisko znacznie lepiej niż ja (co bardziej dociekliwych odsyłam do dostępnych również w Internecie prac Doroty Kubickiej, Michała Brola i innych).

Niezależnie od przyczyn tego zjawiska fakt jest jeden – duża część filmów uznawanych w latach 90. czy na początku XXI wieku niemal za arcydzieła, dziś oceniana jest co najwyżej przeciętnie. Co ciekawe, niektóre z nich znacznie bardziej doceniane są w anglojęzycznej części Internetu (na przykład Avatar), inne z kolei w polskiej. Można to pewnie wytłumaczyć popularnością innych sieciowych osobowości w naszym kraju i za granicą. Ale dość już teoretyzowania – czas na solidną porcję filmów, które kochaliśmy, ale Internet kazał nam je znienawidzić!

Kosmiczny mecz (Space Jam)

  1. Co to za film: Zwariowany miks filmu aktorskiego i animacji o koszykarskim meczu gwiazd
  2. Reżyser: Joe Pytka
  3. Rok produkcji: 1996
  4. Ocena na MetaCritic: 59/6.9
  5. Ocena na Rotten Tomatoes: 43% / 63%
  6. Gdzie obejrzeć: iTunes Store, Rakuten

Kosmiczny mecz był oceniany bardzo wysoko do czasu pojawienia się krytycznej opinii w programie internetowym Nostalgia Critic. Michael Jordan zbierał za występ same gratulacje, a producenci cieszyli się ze świetnych wyników w box office. Oczywiście każdy zdawał sobie sprawę, że to tylko komedia, ale połączenie konwencji Looney Tunes z żywymi aktorami doceniali nawet niezwykle uznani krytycy. Sam Roger Ebert pisał, że to „szczęśliwe małżeństwo idei – trzy filmy za cenę jednego”. I ciężko było się z nim nie zgodzić. Aż pojawił się materiał Nostalgia Critic

Sam film nie jest może efektowny wizualnie, kiedy patrzymy nań z perspektywy roku 2020, ale w 1996 prezentował się naprawdę olśniewająco. Kreskówkowe postacie wcale nie sprawiały wrażenia wstawianych na siłę. Twórcom udało się stworzyć pomiędzy nimi a żywymi ludźmi prawdziwą chemię. Królik Bugs i Michael Jordan stworzyli ekranowy duet nieporównywalny z wcześniejszymi próbami połączenia animacji i filmu aktorskiego.

Popularność Kosmicznego meczu wynikała poza jakością estetyczną z trzech czynników. Po pierwsze: powoli zmierzający wówczas do końca kariery Michael Jordan miał w USA status legendy porównywalnej dziś do Cristiano Ronaldo czy Leo Messiego w Europie i Ameryce Południowej. Po drugie: Looney Tunes było czymś więcej niż kreskówką – już wiele lat wcześniej stało się symbolem przemian, które dokonały się w amerykańskim społeczeństwie. Choć ciężko w to uwierzyć, „Zwariowane melodie” mają już 91 lat. A więc już w momencie premiery istnieli fani, którzy mieli nie tylko 10 lat, ale także 40 czy 70! I wreszcie po trzecie: film miał świetną kampanię marketingową. Między innymi ze względu na lokowanie produktu. I to między innymi do tego przyczepił się Nostalgia Critic. Zupełnie tak, jakbyśmy na większości kanałów na YouTubie, które znamy i cenimy, nigdy nie mogliśmy zobaczyć czegoś podobnego…

TWOIM ZDANIEM

Co w horrorach przeraża Cię najbardziej?

Coś innego
62,6%
Demony (w tym diabeł)
19,3%
Duchy
10,6%
Mordercy
4,7%
Kosmici
2,9%
Zobacz inne ankiety