marcinho01

marcinho01 ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

24.07.2025 16:54
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Prawda jest taka, że wszyscy tęsknimy i potrzebujemy gry, która klimatem zbliży się do tego z Fallout 1 i 2... oj tego nam potrzeba.

13.07.2025 21:56
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

A ja sobie właśnie w zeszłym tygodniu ogrywałem ponownie Project IGI, a tu proszę- dziś świeży artykuł widzę :) Dzisiaj bardzo żałuję, że nie można tej gry zakupić na jakiejś platformie. Jako, że moja płytkowa wersja już dawno nie działa na nowych systemach operacyjnych, wersja pobrana z neta jako tako hula, choć ma jedną ogromną wadę- brak muzyki. Jednakże, poradziłem sobie z tym problemem, włączając w tle soundtrack do tej gry. Świetna, klimatyczna muzyka przygrywająca cicho w tle podczas każdej misji stanowi ogromną zaletę produktu, a granie bez niej to takie granie "na sucho"...

Co zaś do samej gry- wyżej wspomnane wady, czyli brak save w trakcie misji i kulejące, nierówne SI wrogów sprawiają, że naprawdę zaprawieni w boju gracze poradzą sobie w IGI. Reszta zaś wymięknie, jeśli nie znajdzie w sobie pokładów cierpliwości. W 2001 roku gra robiła wrażenie- otwarte przestrzenie, realizm pola walki, dynamicznośc, skradanie się, taktyka, filmowy polot. Dziś raczej patrz się na to wszystko z uśmieszkiem politowania, bo pomimo że IGI miał wszystko, aby odnieść wielki sukces, okazał się co najwyżej średniakiem, który jednakże zebrał całkiem pokaźne grono fanów. Jak mówił klasyk, czegoś zabrakło...

Ja osobiście jestem wielkim fanem drugiej części, którą ukończyłem kilka razy, i tam w przeciwieństwie do oryginału, rzeczywiście była swoboda działań (a nie jedna zaplanowana tak naprawdę przez twórców droga do celu...), pojawił się save w trakcie misji, pojawił się większy realizm (można było nosić przy sobie to, co rzeczywiście człowiek jest w stanie nosić, a więc nóż, broń krótką, broń długą, kilka granatów, ewentualnie jakaś apteczka), poprawione SI wrogów (choć tutaj z celnościa to przegięcie w drugą stronę). W drugiej części poprawiono wszystko to, co cierpiało w oryginale.

Jednocześnie bardzo żałuję, że wspomniany już Origins niestety został chyba pogrzebany, zatem kontynuacja serii to jeden wielki znak zapytania...

08.07.2025 19:44
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Pierwowzór to zdecydowanie najlepsza w historii gra o Robocopie, w uniwersum filmowej trylogii. Czekam na dodatek, bo daje więcej tego, co dobre, plus dodatkowe smaczki i elementy, które pewnie równie dobrze urozmaicą rozgrywkę.

06.07.2025 20:29
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Po latach postanowiłem odświeżyć sobie pierwszego Project IGI. I na własnej skórze przekonałem się, jak działa nostalgia. Kilkanaście lat temu przemknąłem przez grę w ciągu paru podejść, gra wessała mnie klimatem i tematyką, a także teoretycznie swoim taktycznym podejściem do wykonania każdej misji. I choć poziom trudności był mega wysoki, ukończenie gry w całości dawało satysfakcję.

Dziś jednakże to podejście legło w gruzach. Project IGI co prawda wciąż wciąga tematyką i klimatem, jednakże jest to gra toporna, z bardzo słabym i nierównym AI przeciwników (co w wielu miejscach mega irytuje), jest tak naprawdę bardzo liniowa, gdyż pozorna swoboda działań zostaje sprowadzona do przebnięcia przez level przez z góry ustalony przez twórców sposób, mając do wyboru może w paru miejscach inną alternatywę. I być może powyższe wady dałoby się gdzieś tam zamieść pod dywan i mniej cierpliwi gracze mogliby ją ukończyć, lecz brak save w trakcie misji sprawia, że wielu odbiło się od tytułu już po kilku misjach. Także ja odpadłem na misji 6 przy obecnym podejściu... Niestety, rozgrywka sprowadza się do faktu, że każdej misji trzeba się nauczyć na pamięć, nauczyć reakcji wrogów, tolerować ich respawn z baraków, a także mieć czujne oko i szybki cyngiel.

Jednakże to nie jest tak, że Project IGI to gra słaba. Owszem, inaczej odbierałem ją grając 3 lata po premierze, a inaczej 25 lat po premierze. Wtedy świat taktycznych strzelanek wyglądał inaczej, pierwszy IGI był jednym z lepszych w swoim mikrogatunku, miałem też zwyczajnie w świecie więcej czasu na cierpliwe ogrywanie każdej z misji i tolerowania niedociągnięć. Dziś mam mniej czasu niż wtedy (dorosłość...), na rynku jest zdecydowanie więcej takich strzelanek, lepszych, bardziej dopracowanych. I inaczej patrzę na wady, które w 2000 roku były jeszcze normą, ale dziś są niedopuszczalne (chodzi przede wszystkim o brak save w trakcie misji i toporne, nierówne AI wrogów). Te 2 elementy sprawiły, że wielu graczy zapewne szybko odbiło się od produkcji zarówno po premierze, jak i później. Część "2" wyeliminowała problem save, a AI wrogów została bardziej dopracowana i stanowi ona dziś duże wyzwanie, jednakże w granicach rozsądku.

Jest jednak coś, przez co zapamiętam Project IGI. To przeze wszystkim świetna, przygrywająca w trakcie każdej misji ścieżka muzyczna, bardzo klimatyczna, mega pasująca do tematyki. Drugi element to klimat misji- pomimo pozornej swobody działań i taktyczności wciąż ma "to coś", co pozwala graczowi poczuć się jak komandos, od którego zależą losy wielu ludzi.

05.07.2025 23:40
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Crysis ograny do końca, po raz pierwszy! W końcu i ja, wierny fan gier FPS, postanowiłem ograć pełnoletni już tytuł, kultowy wręcz dla całej historii gier komputerowych, a gatunku FPS w szczególności. Dlaczego dopiero teraz? Dobre pytanie... Crysis jakoś mnie ominął. W 2007 roku miałem 15 lat i co prawda niezłego kompa, ale oczywiście Crysisa nie udźwignął. Z resztą, w momencie premiery zwracano uwagę na kosmiczne wtedy wymagania sprzętowe, które paliły współczesne pecety. Pamiętam, jak pierwszy Far Cry palił mi kompa w momencie premiery, lecz jakoś 2 lata później byłem w stanie zagrać na średnich detalach. Ale Crysis wskoczył parę półek wyżej niż wspomniane dzieło...

Marketingowo Crysis był zapowiadany jako nieoficjalny sequel Far Cry, ale jak się okazało, obie serie poszły swoimi ścieżkami, natomiast pierwszego FC i Crysis łączył producent- firma Crytec. Pamiętam, jak pisma papierowe (tak, wtedy jeszcze jako takiego szybkiego i powszechnego interentu jak dziś nie było) rozpisywały się o dużych oczekiwaniach w stosunku do Crysisa, mając na uwadze ogromny sukces Far Cry, który w 2004 roku zmiótł konkurencję w postaci Half- Life 2 i Doom'a 3. Nadzieje były ogromne- Crysis zadebiutował w 2007 roku, no i oczywiście spełnił nadzieje graczy,bo gra odniosła sukces. Po latach postanowiłem sam się przekonać, o co tyle "szumu"- odpaliłem zatem Crysisa :)

Jakież wielkie było moje zdziwienie, że ta gra ma przecież już 18 lat, a na najwyższych detalach wygląda po prostu zjawiskowo. Z resztą, niedawno czytałem artykuł na GOLu, w którym twórcy gry chcięli stworzyć dzieło, które przez bardzo długi czas nie zestarzeje się graficznie. Oj tak, ten cel został zdecydowanie zrealizowany. Nie wyobrażam sobie mojego opadu szczęki w 2007 roku, gdybym mógł odpalić wtedy Crysisa na moim kompie na chociażby średnich detalach, podczas gdy 18 lat po premierze gra autentycznie jest prześliczna. Powiem więcej- jeszcze parę lat upłynie, zanim growi dziennikarze zaczną pisać "grafika w Crysis dziś już mocno się zestarzała".

Ok, warstwa wizualna to jedno, ale na miano gry kultowej Crysis nie zasłużył tylko przez ponadczasową grafikę. Drugim, nie mniej ważnym elementem, jest oczywiście sama rozgrywka. Crysis to FPS, w którym wcielamy się w amerykańskiego żołnierza sił specjalnych. Czas- rok 2020, miejsce- archipelag wysp na Filipinach, pora roku- lato. Mamy zatem do czynienia z akcją osadzoną w nieodległej przyszłości (liczac od 2007 roku), no i jest to widoczne po dwóch elementach: mianowicie sytucja geopolitycznej, gdzie na niniejszych wyspach stacjonują wojska Korei Północnej (to w nimi będziemy się ostrzeliwać), oraz po tzw. nanokombinezonie naszego wojaka, który stanowi znak rozpoznawczy całej serii gier. Niniejszy strój zapewnia graczowi większą ochronę przez wrażymi pociskami i regenerację zdrowia, a w zależności od potrzeb także nadludzką siłę (np. wysoki skok lub ultraszybki bieg) oraz niewidzialność. Te 3 elementy pancerza są mega istotne w kontekście całej rozgrywki, o czym za chwilę. Kończąc kontekst fabularny, gracz zostaje pod osłoną nocy zrzucony wraz z innymi komandosami na wyspy filipińskie celem odbicia amerykańskich archeologów z rąk wrażych Koreańczyków, jednakże wraz z postępami w grze "coś poszło nie tak", i nasz wojak odkrywa, że na wyspie jest znacznie większe zagrożenie niż uzbrojeni Koreańczycy z północy, zagrożenie dosłownie nie z tego świata. Podsumowując, fabuła jest dobra, jest zachowana logiczna ciągłość wydarzeń, chce się grać dalej dla poznawania dalszych losów i odkrywania tajemnic.

Jak wygląda sama rozgrywka? Bardzo dobrze. Ogółem do wykonania jest 11 misji, a większość z nich jest rozbudowana i podzielona na etapy. Ukończenie Crysis zajęło mi ok. 11-12h, co na FPS jest dobrą liczbą. Rozgrywka od samego początku wywołała u mnie opad szczęki. Grafika to jedno, ale na dzień dobry skok ze spadochronu pod osłoną nocy- to był sztos. I od samego początku gry czuć tutaj swobodę działania, czuć ogrom map, czuć kilka ścieżek realizacji celów. Można iść metodą "na Rambo", ale to szybko kończy się śmiercią. Trzeba w wielu miejscach kombinować, jak przemknąć się niewidocznie koło posterunku, rozważyć na podstawie obserwacji z daleka, czy zaatakować po cichu, czy można frontalnie wejść do bazy. Możliwości jest naprawdę dużo i właśnie ten fakt sprawia tu ogromną radochę- swoboda działania. Świat w rzeczywistości jest "półotwarty", bo mamy tutaj sztuczne ograniczniki ruchu w postaci np. wrażych okrętów, które po przekroczeniu magicznej linii skryptowej uśmiercają gracza, jednakże ani na chwilę tego nie odczujemy koncentrując się na wykonywaniu misji. Wspomniany już nanokombinezon stanowi wspaniały element, dzięki któremu nieraz zakradniemy się do bazy po cichu używając trybu niewidzialności, nieraz także uciekniemy wrażym żołnierzom podczas ostrzału. W grze wykorzystujemy oczywiście wszelkie dostępne pojazdy, a więc np. wozy z CKM, pokierujemy też w jednej misji czołgiem, a w innej samolotem odrzutowym, co stanowi miłe urozmaicenie. Szukanie możliwości dotarcia do danego celu misji stanowi wyznacznik gry- jest tutaj mnóstwo swobody, gracz ma naprawdę wiele opcji do wyboru, w zależności od umiejętności, potrzeb, a także ilości posiadanej aktualnie amunicji. Warto także wspomnieć o wymagającym AI przeciwników, którzy są czujni, alarmują się nawzajem, szukają nas, inteligenie ubezpieczają i ogólnie są podejrzliwi, gdy zaobserwują niepokojące zdarzenia. I to na średnim poziomie trudności... drugim na 4 możliwe...

Akcja umiejscowiona na Filipinach w gorące lato to krajobrazy przypominające te z Far Cry, choć graficznie tutaj jest nieco więcej szarości niż w pierwszym dziele Crytec. Jednakże nie zmienia to bardzo dobrego odbioru gry, bo ostrzeliwanie się w takich warunkach pogodowych i krajobrazowych jest po prostu dobre i przyjemne (o zgrozo, o ile można w ogóle powiedzieć, że "ostrzeliwanie się" jest dobre, hehe).

Skoro mowa o ostrzeliwaniu się- czym postrzelamy? Twórcy oczywiście nie zawiedli- mamy tu do wyboru pokaźny arsenał, w którym czuć nutę przyszłej technologii. Koreańczycy z północy nie będą walili do nas z poczciwego AK47, o nie... oni mają już jego mega zmodyfikowaną wersję, ulepszoną o granatnik, tłumik, miernik laserowy... Tutaj terroryści z kałachem to przeszłość. Każda z pukawek może być doposażona właśnie o niniejsze gadżety, a gracz ma możliwość wyboru, czy z nich skorzystać czy nie. Zatem w grze użyjemy wspomnianego kałacha na stedydach, pistoletu, snajperki, granatników, miniguna, strzelby- niby arsenał standardowy, jednakże wygląd każdej z tych pukawek, odczucie wyższej technologii sprawia, że odbiór i feeling ich użycia sprawiają autentyczną radochę.

W tym miejscu muszę wspomnieć o dwóch misjach, które zdecydodwanie na długo zapadły mi w pamięci. Misja nr 3, gdzie najpierw trzeba było przedostać się w rejon wykopalisk (a było to dosyć wymagające), by następnie pod osłoną nocy dotrzeć do mega oddalonego miejsca ewakuacji, oczywiście po drodze napotykając wielu wrażych żołnierzy. Można było próbować ich omijać, można było z nimi wszystkimi walczyć, można też było ukraść samochód i jak najszybciej się transportować, modląc się w duchu, aby nasz pojazd nie został zniszczony przez Koreańczyków. A gdy już jakimś cudem dotarliści do punktu zbiórki, na miejscu okazało się, że musimy walczyć z żołnierzami mającymi podobne kombinezony do naszego, a więc była to walka z niewidzialnym wrogiem. Klimat tej misji wymiatał! Kolejna misja była jeczcze lepsza- misja nr 4, w której miała miejsce otwarta wojna pomiędzy wojskami USA- North Korea. Totalne pole bitwy pod osłoną nocy, konieczność zniszczenia dział przeciwlotniczych dla zrobienia miejsca do nalotu Amerykanów- coś fantastycznego. Non stop akcja, trzeba się uważnie rozglądać, bo parę serii od niwidocznego żołnierza i po nas... Klimat, po raz kolejny- sztos.

Jak już wspomniałem, mamy tu do ogrania 11 misji, w której większość z nich trzyma bardzo wysoki poziom. Jednakże od misji nr 8 gra robi się krótka, liniowa i mocno średnia. Fabularnie to od pojawiania się w akcji kosmitów (ciekawe nawiązanie- fani Far Cry też narzekali, że rozgrywka poziomem zjechała w dół od momentu pojawienia się potworów...). Te 4 ostatnie misje wykonałem w jeden wieczór, więc stanowiły one zdecydowanie mniejsze wyzwanie niż poprzednie. To w zasadzie jedyny minus gry, bo innych związanych z samą rozgrywką czy technikaliami nie zobaczyłem.

Podsumowując, Crysis to bardzo dobra produkcja, już kultowa, stanowiąca kolejny po Far Cry kamień milowy gier FPS. Nawet dziś, 18 lat po premierze, gra się świetnie, a 4 ostatnie misje odbiegające poziomem od poprzednich tylko w małym stopniu wpływają na końcową ocenę. I co najważniejsze, minie jeszcze mnóstwo czasu, zanim technicznie gra się zestarzeje. Jej ponadczasowość czuć nie tylko pod tym względem, ale także pod względem samej rozgrywki. Gorąco polecam!!! :)

post wyedytowany przez marcinho01 2025-07-05 23:52:59
02.07.2025 17:58
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Ze Steama zniknał, na wersja GOG mnie negatywnie zaskoczyła. Mianowicie, mam na kompie grę już co najmniej rok (jak nie dłużej), no i ostatnio grałem chyba dobre pół roku temu. Nie było żadnego problemu z uruchamianiem. Dosłownie wczoraj postanowiłem ponownie uruchomić Crysis, bo tam zostały mi ostatnie 4 misje do skończenia gry. Jakieś było moje zdziwienie, gdy non stop wywalało mnie na czarny ekran i do pulpitu podczas prób uruchamiania gry!!! Kurde, o co chodzi??? Manewr usunięcia gry i ponownej instalacji nie zdał egzaminu. Wskazówki na stronie GOG też nie działały. Porady w internecie- dopiero któraś okazała się skuteczna i dokończyłem Crysis... A mam Win11, śmigała gra jeszcze pół roku temu bez żadnego problemu, a wczoraj lipa...

29.06.2025 21:35
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Widzę, że dział Retro Gaming obecnie koncentruje się na soulsach- po Rune, Die by the Sword i niniejszym Blade of Darkness proponuję jeszcze zrobić materiał o Enclave w celu uzupełnienia artykułów :)

29.06.2025 19:41
marcinho01
marcinho01
58

No ja mam właśnie wersję z KŚGry, razem na płytce była legendarna "polska FIFA", czyli Era Futbolu 2002 :) Popraw mnie, jeśli się mylę :)

29.06.2025 11:07
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

STASIS to przygodówka click'n'point obserwowana z rzutu izometrycznego. Nie ukończyłem tytułu w całości, ba, nie ukończyłem jej nawet w połowie, bo najzwyczajniej w świecie to nie mój gatunek gier, no i niespecjalnie mi podeszła. Jednakże nie oznacza to, że nie warto sięgnąć po ten tytuł. Wręcz przeciwnie, warto! Dlaczego? STASIS ma mega klimat opuszczonego statku kosmicznego, na którym "coś poszło nie tak", a główny bohater niespecjalnie wszystko pamięta (przypomina System Shock, co?). No i tutaj przemierzamy korytarze niniejszego okrętu w poszukiwaniu wskazówek, co tutaj się wydarzyło.

Na plus zdecydowanie klimat- ta grobowa cisza przerywana przez odgłosy okrętu kosmicznego, dodatkowo od czasu do czasu jakieś tajemnicze dźwięki sprawiają, że survival horror tutaj ma swoje miejsce. Poza tym, jak wspomniałem już- dźwięki, cicha muzyka od czasu do czasu, dobre dialogi. Sensem, co oczywiste w przygodówkach, są zagadki- a więc coś nieoczywistego trzeba użyć, aby otworzyć drzwi, zakręcić zawór czy przejść po toksycznej substancji. Ja zmęczyłem się grą, gdyż praktycznie od samego początku musiałem posiłkować się poradnikiem, przez co odpadała radość z grania, jednakże wierzę, że fani gier przygodowych znajdą w STASIS kupę radochy i satysfakcji, bo są bardziej zaprawieni w boju, jeśli chodzi o elementy gier przygodowych.

Podsumowując, mi osobiście STASIS nie podeszło, jednakże subiektywnie mówiąc to dobra produkcja, w której fani przygodówek się odnajdą. Reszta graczy też się odnajdzie, jednak musi znaleźć w sobie duże pokłady cierpliwości, by nabrać nieco wprawy w mechanikach gier przygodowych w ogóle.

29.06.2025 10:52
marcinho01
1
odpowiedz
marcinho01
58

Platformówki to oczywiście gatunek obecnie na wymarciu, lecz w latach 90., w czasach gdzie PC w domu był luksusem, a dominował bazarowy Pegasus, rzesze graczy wychowało się na niniejszej konsoli i właśnie na grach platformowych. Powrót Duka w 2002 w niniejszym spin-offie, niejako przystanek ku Duke Nukem Forever, był bardzo sprytnym zabiegiem marketingowym twórców. Ta gra dała wiernym fanom Księcia, jak i fanom ogólnie gier FPS, nadzieję na pojawienie się Forever w niedalekiej przyszłości jako gra wywracająca gatunek gier akcji. Premiera Duke Nukem Forever w 2011 roku, lata świetle od pierwszych zapowiedzi, po rewolucjach na rynku FPS w postaci serii Far Cry, Crysis czy Call of Duty sprawiło, że tytuł przepadł bez echa. Jednakże dobrze, że w 2002 roku wyszedł Duke Nukem: Manhattan Project, bo ja osobiście pamiętam ninejszą gierkę jako bardzo dobrą, prostą, jednocześnie wciągającą i mega naładowana akcją i dynamiką. Powrót do przeszłości w postaci nostalgii do pegazusowych platformówek był tutaj mega obecny.

29.06.2025 08:50
marcinho01
marcinho01
58

Nie jestem fanem przygodówek, ale klimatem zapachniało mi tu grą System Shock, tylko że wiadomo, inna perspektywa, inny rodzaj akcji... Ale samotność na kompleksie badawczym, gdzie doszło do zdecydowanie złych wydarzeń- oj tak, ten klimat jest podobny :)

08.06.2025 11:39
marcinho01
marcinho01
58

Bo dziś są inne czasy. Tego typu gierki ma się w kieszeni, tzn. na telefonie, dostępne w dowolnej zasadzie chwili. Wtedy, żeby zagrać w Tanki, to się podłączało Pegazusa do tv, joysticki, i posiadówka... Miało to swój klimat, co dziś określamy mianem nostalgii...

28.05.2025 22:02
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Niedawno w dziele retro gaming na GOL pojawił się artykuł wspomnieniowy o niniejszej produkcji, dlatego też postanowiłem sięgnąć po nią i sprawdzić, jak tam radzą sobie Wikingowie z przełomu tysiącleci.

Rune to gra akcji z widokiem TPP, w której wcielamy się w bohatera o imieniu Ragnar. Jesteśmy Wikingiem, mieszkańcem jednej z wyróżnionych przez boga Odina wiosek, gdzie znajdują się magiczne, tytułowe runy mające potężną moc. Musimy ich strzec za wszelką cenę. Niestety coś poszło nie tak- wioska została zaatakowana przez jednego z niedawnych sprzymierzeńców, my ledwo uchodzimy z życiem, a naszym zadaniem jest przedrzeć się przez mroczne lokacje skandynawskich krajobrazów, dokonać zemsty, uratować bliskich i resztę naszej wioski wraz z tytułową magiczną Runą. To tyle, jeśli chodzi o fabułę. Nie jest ona jakoś specjalnie wymyślna, w grze natrafiamy na krótkie przerywniki filmowe na silniku gry opowiadające o kolejnych wydarzeniach. Fabuła gry utrzymana w mrocznym kontekście świata Wikingów jest ok, ale bez fajerwerków.

Ragnarem mamy do pokonania łącznie ok. 25 lokacji, co wystarcza na mniej więcej 5-6h intensywnej rozgrywki. To dobra ilość czasu, jak na tan gatunek. Przy tym lokacje nie są jakoś specjalnie zagmatwane czy skomplikowane- częściej skupiamy się na odnajdywaniu jakichś ukrytych przejść, uskoków, dźwigni do pociągnięcia w celu otworzenia drzwi, mamy też oczywiście walkę ze złymi goblinami czy złowieszczymi żołnierzami w końcowych etapach gry.

Rune, pomimo 25 lat na karku, pomimo koszmarnej już dziś grafiki (która nie ma prawa się obronić dziś ze względu na wiek oczywiście), pomimo kiepskich technikaliów w postaci dźwięków (bardzo dobrze wypadają jedynie dialogi, cała reszta jest co najwyżej średnia), to gra w którą gra się zadziwiająco dobrze. Jak już wspomniałem, przemierzamy lokacje- od jaskiń i podziemi, poprzez goblinie miasteczko i zamek, kończąc na wiosce Wikingów. Nie są to poziomy przesadnie długie, jednakże trudność w ich pokonywaniu tkwi w pewnym pomyślunku, gdzie dalej iść lub gdzie znaleźć przejście (skakanie i szukanie czegokolwiek w ciemnych zakamarkach się kłania). Jednakże lokacje i poziomy są puste, surowe, co z jednej strony może i pasuje do klimatu gry, jednakże dziś wygląda to ubogo. W ogóle cała sceneria i otoczka gry jest ciemna, co uznaje za wadę, bo być może chodziło twórcom o mroczny klimat świata Wikingów, jednakże nawet na ustawionej na maxa jasności wiele razy miałem problem z wypatrzeniem ukrytego w ciemności przełącznika, przejście czy przeciwnika. Sytuacja nieco poprawia się w końcowych etapach gry, gdzie wychodzimy z podziemnych i jaskiniowych lokacji na powierzchnię- tam jednak pada deszcz, śnieg i jest jesienna "szarówa" (jak to w Skandynawi zazwyczaj).

Ragnar to młody człowiek, który w swojej wędrówce musi udowodnić, że stał się męzczyzną. W walce z wrażymi potworami może posługiwać się różnymi mieczami, obuchami, toporami, jednakże nic nie stoi na przeszkodzie, aby złapał odrąbaną kończynę wroga i rzucił nią w kierunku kolejnego. Podczas walki napełnią się pasek szału- im bardziej intensywna walka, tym pasek "eksplduje" i Ragnar zadaje zdecydowanie większe obrażenia. Zbieramy także tytułowe runy, dzięki którym możemy uruchomić specjalne zdolności naszego wojaka. Jednakże walka w Rune to kiepsko skonstruowany element- przeciwnicy często zachowują się głupio i stoją jak zaczarowani, a w starciu wystarczy tańczyć dookoła, aby nas nie dosięgli. Przewagę zyskują, gdy jest ich więcej. Dodatkowo, brak na naszym interfejsie informacji, która broń zadaje większe obrażenia, można się tylko domyślać po wielkości oręża... Tak samo z tarczami- ich używanie w zasadzie jest umowne.

To, co dobrze funkcjonuje w Rune, to klimat. Przemierzanie lokacji jest przyjemne, surowość krajobrazów, ciemność (choć, jak już wspomniałem, to także wada), mroczna muzyka przygrywająca od czasu do czasu, nie ma tutaj non stop nawalanki, ale ten element jest tu umiejętnie dozowany. Skupiamy się na szukaniu przejść, dźwigni, rozwiązywaniu mikro zagadek. Dodatkowo, nasz wojak uzdrawia się poprzez jedzenie tego, co znajdzie pod ręką, na czele z... jaszczurkami. Tak, Bear Grylls mógłby się uczyć... :) Taki smaczek, ale robi robotę.

Podsumowując, Rune to zapomniany dziś klasyczek, któremu brakuje jakiegoś większego odświeżenia, aby mógł trafić w gusta dzisiejszych graczy. Dziś można traktować ten tytuł jako ciekawostkę historyczną, ale ja dodatkowo nieźle się bawiłem. Spędziłem parę wieczorów w mrocznym świecie Wikingów i ten klimat mi przypadł do gustu. I pomimo kiepsko skonstruowanej walki, i pomimo zbytniej ciemnicy, i pomimo już leciwych technikaliów z grafiką na czele, Rune ma "to coś", co pozwoliło mi ukończyć grę z małą satysfakcją :)

PS: Nie sugerujcie się opisowi na GOL, że Rune jest podobny do Gothica. Wspólny element to tylko widok TPP- cała reszta to zupełnie inne klimatu i gatunki growe.

27.05.2025 19:51
marcinho01
marcinho01
58

Na GOGu w dniu premiery też nie miałem aktualizacji, że już posiadam niniejsze wersje, ale następnego dnia już wszystko się dograło :)

23.05.2025 17:37
marcinho01
1
odpowiedz
1 odpowiedź
marcinho01
58

Nigdy nie grałem w żadną z gier z uniwersum, nie jestem także fanem gier strategicznych, ale po obejrzeniu zwiastunu, gdzie mamy porównanie oryginalnej gry i remasteru zadam pytanie- czy to nie jest zwyczajny skok na kasę? Graficznie obie gry, jak widzę, niewiele mają się różnić, dodatkowo pewnie znajdzie się parę usprawnień technicznych względem oryginału, no i tyle. Czy nie lepiej klepać sobie orygnalne gry niż wydawać kasę na Definitive Edition?

19.05.2025 19:04
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Premiera nowego Dooma: The Dark Ages właśnie trwa, a ja nadrabiam kolejne części tej fenomenalnej, legendarej serii gier FPS. Po świetnych klasykach Doom 1 i 2 z lat 90., przyszła pora na Doom 3 z 2003 roku wraz z dodatkiem Ressurection of Evil, które nieco zmieniły koncepcję z niezobowiązującej sieczki na survival horror i atmosferę klaustrofobii. Następnie znowu przyszło graczom długo czekać na nowego Dooma, bo aż 13 lat- w 2016 roku wyszła kolejna, czwarta już odsłona legendarnej strzelaniny zatytuowana po prostu Doom.

Gra stanowi swoisty reboot serii, tzn. rozgrywką zdecydowanie bliżej mu do klasycznych odsłon z lat 90. niż do klimatu horroru z Dooma 3. Odpalając ten tytuł miałem nadzieję na "kolejny, liniowy FPS" w uniwersum Doom, ale pozytywnie się zaskoczyłem. Oczywiście, w grze wciąż chodzi o eliminację wrażych potworów, których jest całe mnóstwo, ale cała rozgrywka została nieco przemodelowana.

Nowy Doom znowu zabiera nas na Marsa, gdzie znowu "coś poszło nie tak" i musimy oczywiście posprzątać cały bajzel za pomocą arsenału pukawek i umiejętności gracza. Fabuła, jak to w całej serii Doom, jakaś tam jest, i stanowi pretekst do zwierdzania kolejnych lokacji. Nie ma się co w nią tutaj wgłębiać, z resztą poznajemy ją w trakcie gry za pomocą różnych znajdziek, notatek, animacji, konwersacji, a wszystko jest ładnie podsumowane w panelu funkcji (o nim za chwilę, bo to duża nowość). Warto przy tej okazji wspomnieć, że Doom jest całkowicie spolonizowany, więc ze zrozumieniem bogatych notatek na temat lokacji, potworów czy wydarzeń nie ma najmniejszego problemu. Samą jakość polonizacji oceniam bardzo dobrze, choć niektórzy narzekają na dubbing- ale jak wspomniałem, to kwestia gustu.

Rozgrywka w nowym Doomie to hołd dla Doom 1 i 2. Zapomnijmy tu o przeładowywaniu broni jak w części 3, zapomnijmy tu o klimacie survival horroru i potworach wyskakujących z cienia, zapomnijmy o klaustrofobicznych korytarzach bazy na Marsie- tutaj mamy po prostu określoną ilosć naboi bez konieczności przeładowywania broni, mamy masę potworów wyskakujących po przekroczniu jakiegoś skryptu, których trzeba się pozbyć aby osiągnąć checkpoint z autosave, i przede wszystkim mamy otwartą powierzchnię Marsa czy innych mega zniszczonych baz, po których się poruszamy (a nie tylko obserwujemy wielki potencjał, jak w trójce). Doom bardzo mocno otworzył się w rozgrywce na wartką, szybką akcję, gdzie znaczenie ma szybki cyngiel, sprawne poruszanie się po mapie oraz błyskawiczna ocena sytuacji. Widać tu zupełnie nową koncepcję strzelaniny- wierni fani Dooma, którzy nie wierzyli, że kolejna odsłona może zaoferować coś więcej niż tylko standardową strzelankę w świetnej oprawie graficznej, pozytywnie się zaskoczyli.

Doom z 2016 postawił z jednej strony na powrót do koncepcji z Doom 1 i 2, a więc brak przeładowywania broni i naprawdę totalna rozwałka, a z drugiej strony na fajne nowości z tzw. panelu funkcji uruchamianego za pomocą przycisku TAB. Niniejszy panel jest bardzo ważny, bo to tam mamy wszelki wgląd do mapy obszaru, wszelkich danych o konkretnych obecnie przemierzanych lokacjach, fabule, potworach, a także z tego panelu ulepszamy nasz pancerz, zdrowie lub dostępną ilość amunicji (za pomocą tzw. żetonów pretorskich, które znajdujemy podczas rozgrywki), także mamy wgląd do naszego arsenału i tam też możemy go ulepszać za pomocą punktów ulepszeń otrzymywanych wraz z postępami w grze. Może to wszystko brzmi skomplikowanie, ale faktycznie wygląda prosto i przejrzyście- ulepszenia broni mają realny wpływ na jej działanie, a ulepszenia pancerza także oddziałują realnie na przebieg walk. Ten panel funkcji to nowość, która fajnie komponuje się z klasyczną formułą wszechobecnej strzelanki i masakry.

Misji w nowym Doomie jest 16, łącznie z kilkoma bossami pomiędzy etapami. Nowością jest tu konstrukcja map- tym razem to nie liniowe korytarze bazy, lecz duże, nieliniowe obszary, świetnie zaprojektowane, na których jest co robić. Oprócz standardowego posuwania rozgrywki do przodu poprzez eksterminację kolejnych fal przeciwników, mamy tu do znalezienia sekrety w postaci maskotek Doomguya czy też ukrytych pokojów z zaopatrzeniem- i tu pod tym względem kolejny ukłon w stronę Doom 1 i 2. Znajdujemy też, a jakże, karty dostępu o różnych kolorach, co również zaimponuje wiernym fanom. Również na każdej mapie znajdziemy sekret w postaci dostępu do klasycznych poziomów z Doom 1 i 2, które możemy ograć w oddzielnym trybie (oczywiście, jesli odkryjemy ten sekret w głównej kampanii).

Czym postrzelamy w Doom z 2016 roku? Nowości tutaj nie będzie, twórcy postawili raczej na sprawdzoną klasykę, w której na szczęście nie ominęli klasycznej dwururki. Poza tym mamy pistolet, strzelbę, karabin maszynowy, a kończymy oczywiście na BFG. Nowością jest już wspomniany fakt możliwości ulepszenia każdej z broni, dzięki czemu eskterminacja wrogów wejdzie na wyższy level. Lista wrażych potworów także stawia na klasykę, jednakże znajdzie się kilka nowości. Całość rozgrywki jest zaimplemenowana w świetnej oprawie graficznej, która nawet dziś, w 2025 roku, broni się rewelacyjnie. Muzyka to majstersztyk, jak na serię Doom przystało. Ścieżka dźwiękowa odpowiednio dostosowuje się do wydarzeń na ekranie, wywołuje szybsze i wolniejsze bicie serca, i co najważniejsze- ani razu nie odczułem, że coś się powtarza lub nudzi. Dźwięki- super sprawa, nie ma się do czego przyczepić. Bronie brzmią rewelacyjnie, otoczenie i potwory także.

Jak się gra w Doom? Bardzo dobrze. Powyższe opisane przeze mnie klasyczne elementy połączone z nowościami świetnie się komponują. Sama rozgrywka przyprawia już nie o gęsią skórkę jak w Doom 3, lecz o szybkie bicie serca i szybkie eliminowanie potworów. Bronie mają dobry feeling, gracz czerpie radochę z ich korzystania. Walka w wrogami wymaga niekiedy taktyki i pomyślunku, bo często jest ich naprawdę wielu, wyskakują z wielu miejsc, trzeba się cały czas poruszać, skakać, używać innych rodzajów broni, korzystać z dostępnych teleportów... słowem- walka nabrała dynamicznej formuły, dotąd niewidzianej w serii. Świetną robotę robią tzw. finishery- kiedy wróg jest "na wykończeniu", jego postać podświetla się, a gracz ma możliwość podejść do niego i wykończyć- wtedy mamy świetną, mega krwawą animację zabicia potwora. Warto z tej opcji korzystać, gdyż dzięki temu uzdrawiamy się lub uzupełniamy naszą amunicję. Gra jest bardzo brutalna, ma mnóstwo poziomów gdzie krew leje się strumieniami, nie wspominając oczywiście o wrażych potworach ginących z naszej ręki. Warto dodać, że wszystkie te elementy rozgrywki bardzo dobrze się ze sobą komponują, rozgrywka nie nuży, gracz musi być wciąż gotowy do ataku, a przy okazji ma możliwość eksploatacji bogatych, urozmaiconych map.

Doom ma kilka wad. W grze jest możliwość wykonywania mini- challange, za które otrzymujemy punkty do ulepszeń broni, pancerza, a także implementujemy runy. Jednakże ja miałem problem z wykonywaniem wyzwań run, były one moim zdaniem mało czytelne. Wiele nowości w porównaniu do klasycznych odsłon to z jednej strony plus, jednakże trzeba chwilę poświęcić na ich ogarnięcie w panelu funkcji, co może przestraszyć niektórych graczy nastawionych tylko na strzelaninę. No i w zasadzie to tyle, bo technicznie gra śmiga aż miło, a innych błędów mających negatywny wpływ na rozgrywkę nie dopatrzyłem się.

Podsumowując- Doom z 2016 roku to kawał dobrej strzelaniny. Twórcy wymyślili koło na nowo, dając wiernym fanom serii garść klasyki połączonej z nowoczesnymi elementami rozwojowymi postaci. Technicznie Doom broni się nawet 9 lat po premierze, wciąż bardzo dobrze się w niego gra, rozgrywka wciąga, nie ma momentów znużenia, a na mapach jest wciąż coś do zrobienia. Klasyczne poziomy trudności, eksploatacje map w poszukiwaniu znajdziek oraz orgywanie klasycznych poziomów sprawiają, że przejście Doom jeden raz to zdecydowanie za mało, aby poznać jego wszelkie zagadnienia. Pozycja obowiązkowa dla fanów serii, dla fanów FPSów, a także dla tych, którzy w poprzednie odsłony serii jeszcze nie mięli okazji zagrać.

post wyedytowany przez marcinho01 2025-05-19 19:19:32
14.05.2025 17:53
marcinho01
1
odpowiedz
marcinho01
58

Lata 2000., ten silnik graficzny, ten specyficzny styl gier tworzonych w tamtym czasie czuć w niniejszej produkcji. Nie da się tego opisać słowami, po prostu tamta epoka gier ma swoje specyficzne wyczucie gamingu. Jako gracz, który wychował się na produkcjach z tamtego okresu, japa mi się cieszy na tę myśl. A swoją drogą, namówiliście i niniejszym artykułem zachęciliście do wypróbowania Rune- kilka etapów za mną i jestem naprawdę zajarany tą grą. Chodzi przede wszystkim o klimat świata Wikingów, mroczny, specyficzny, tajemniczy i brutalny. Nie jestem fanem tego typu produkcji, ale ta jak narazie daje mi mnóstwo frajdy :)

13.04.2025 14:08
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Miałem, grałem, ale nie wciągnęła mnie- gatunek gier nie dla mnie :)

06.04.2025 12:05
marcinho01
1
odpowiedz
marcinho01
58

Świetny dodatek do Dungeon Siege, który fabularnie rozgrywa się po wydarzeniach z oryginału, jednakże od gracza nie wymaga się konieczności znajomości fabuły podstawki.

Legend of Aranna zawiera wszystko to, co najlepsze z Dungeon Siege, a więc niezwykle wciągającą rozgrywkę, budowanie drużyny i przemierzanie kolejnych krain. Poprawiono zdecydowanie aspekt fabularny, który kulał z orginale. Fabuła jest zdecydowanie lepsza, lepiej wyeksponowana, cutscenki pomiędzy etapami w grze stanowią jej kamienie milowe, a księgi znajdywane podczas wyprawy są dobrym jej uzupełnieniem. Nowością jest mapa świata, dzięki której mamy teraz graficzne wyobrażenie o świecie gry, który przemierzamy. Lokacje zostały także lepiej zaprojektowane niż w orginale- tam gracze mogli nieco narzekać na monotonię, zaś tutaj mapy są rozbudowane, zaś krajobrazy zróżnicowane. Mamy także oczywiście nową paletę potworów, różnych znajdziek, ekwipunku, itd. Nowością są także tzn. zestawy, a więc kilka elementów ekwipunku (np. oręża lub magii), które znalezione i noszone jednocześnie przez postać dodają jej ekstra ulepszenia i znacznie podnoszą statystyki. Jeszcze jednym dobry usprawnieniem jest fakt, że noszony ekwipunek nie jest tutaj zależny tylko od współczynnika siły, teraz także postacie rozwijające swoją zręczność lub magię znajdą dobre pancerze i uzbrojenie, które zależą właśnie od tych charakterystyk. Zatem- sama rozgrywka wyszła grze na zdecydowany plus w porównaniu do orginalnej gry.

Technicznie podrasowano nieco grafikę, warstwa muzyczno- dźwiękowa niezmiennie pozostała na wysokim poziomie, przez co gierka ma fajny, dobry klimat. Niestety, ucierpiała AI naszych bohaterów, bo zachowują się oni gorzej niż w orginalnym Dungeon Siege, co jest nieco zaskoczeniem biorąc pod uwagę fakt, że to ten sam silnik. Postacie często zacinają się podczas walk, są chaotyczni, nie wszyscy wykonują wykonują wydany rozkaz ataku, naszych wojaków często trzeba kontrolować podczas walk.

Podsumowując, Dungeon Siege: Legend of Aranna to bardzo dobry dodatek, który usprawnił niemalże wszystkie elementy z orginału, poprawił fabułę, grafikę, zaś rozgrywkę pozostawił tak samo dobrą i wciągającą. Może i jest nieco krótsza od DS (26h vs. 38h w orginale w moim przypadku), ale i tak wystarcza na długo. Tak się kiedyś robiło dodatki, to była dobra epoka w historii gier :) Polecam :)

post wyedytowany przez marcinho01 2025-04-06 12:06:55
06.04.2025 11:37
marcinho01
2
marcinho01
58

No to konfrontuję Twoje argumenty :)
1. "Gra nie ma fabuły"- owszem, ma fabułę, jednakże stanowi ona pretest do przemierzania kolejnych krain i map, i jest słabo wyeksponowana- to fakt.
2. "Rozwój postaci jest mocno marginalny"- nie dokładnie rozumiem, co masz na myśli, bo wg mnie rozwój postaci opiera się na kilku prostych współczynnikach podnoszonych wraz z praktyką, co jest logiczne i nie komplikuje to zbytnio rozgrywki.
3. "Drop z przeciwników praktycznie bezużyteczny"- jest sporo ekwipunku wyskakujących z wrogów, większość oczywiście idzie na sprzedaż, ale miskstury, czary, lepszy oręż, zbroje i tarcze- to wszystko damy naszym wojakom i zupgradujemy ich ekwipunek.
4. "Lokacje są ekstremalnie wydłużone przez co gra wieje nudą i męczącą monotonią"- sama gra jest długa, ale rozgrywka jest mega wciągająca, przyjemna, mapy zmieniają się od pół, łąk, poprzez podziemia, lochy, bagna, trzeba je przemierzyć i pokonać hordy wrogów, ale to mega wciąga, niczym w Diablo 2.
5. "Po drodze nie ma nic, żadnych NPC, wiosek"- to nie RPG z otwartym światem, napotkamy po drodze kilku NPC z questami dla nas, ale faktycznie jest ich niewiele, ale w żaden sposób nie psuje to rozgrywki.
6. "Chcesz wrócić do miasta?"- a po co masz wracać do miasta? Nie ma takiej potrzeby, bo jak wykonasz questa to nie musisz się wracac do osoby, która Ci go zleciła. Jeśli masz na myśli handel to co jakiś etap gry napotykasz handlarza, u którego sprzedasz zbędny balast i uzupełnisz ekwipunek. Żadne portale nie są tu potrzebne.
7. "Nawet muzyka jest niezauważalna"- oj i tutaj się mylisz, bo akurat ścieżka dźwiękowa i muzyczna jest bardzo dobra, muzyka lekko przygrywa w tle, jest klimatyczna i świetnie pasuje do uniwersum.
8. "Od takiego Diablo 1 to odstaje pod każdym względem"- napewno odstaje klimatem, bo Diablo 1 pokonał i swojego nieśmiertelnego następcę Diablo 2 pod tym względem. Natomiast inne mechaniki- w Diablo 1 przemierzamy w pojedynkę kolejne piętra podziemi wyglądających podobnie, pokonujemy hordy wrogów, zbieramy ekwipunek i go sprzedajemy w jednym jedynym mieście. W Dungeon Siege mamy drużynę, co już wyróżnia tytuł, poza tym mechaniki podobne, ale gra jest mniej liniowa.

Mam wrażenie, że nie pograłeś za długo w Dungeon Siege albo najzwyczajniej w świecie gra Ci nie siadła, co jest normalne, bo nie każda gra przypadnie do gustu. Fakt, że tytuł ma wysokie oceny, nie jest przypadkowy. Diablo 1 i 2 siadły mi mega, nie mogłem oderwać się od kompa, podobnie miałem w przypadku Dungeon Siege- gra mnie porwała i tyle :)

23.03.2025 11:18
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Kingpin: Life of Crime to jedna z tych FPSowych pozycji, które czekały na mnie, jako fana gier FPS (a zwłaszcza tych z przełomu wieków), w kolejce do nadrobienia. Uwielbiam drugiego Quake, uwielbiam pierwszego Soldier of Fortune, a Kingpin właśnie korzystał z silnika tychże dwóch tytułów. Pamiętam, jak za dzieciaka miałem na swoim kompie ten tytuł, ale szybko się od niego odbiłem, bo był zbyt trudny i za bardzo nie wiedziałem, co robić na pierwszym etapie. Po latach, właśnie niedawno, postanowiłem porządnie wziąć się za Kingpina...

... i niestety się rozczarowałem. Po zapoznaniu się z kilkoma materiałami na temat tej gry, nie ma ona tragicznych ocen, a nawet jest dziś wspominana jako "mały klasyk" gier FPS przełomu wieków. Cóż, może odbiór tytułu w 1999 roku był nieco inny niż dziś. Wtedy był to naprawdę solidny tytuł, dziś będę go wspominał jako niezwykle brutalny, absurdalnie trudny i jeszcze bardziej irytujący- do tego stopnia, że w połowie gry postanowiłem się nie męczyć dalej z tą produkcją.

Kingpin: Life of Crime to gra FPS osadzona w czasach współczesnych, której akcja koncentruje się wokół tytułowego życia przestępczego. Wcielamy się jako gracz w rolę zbója, który prowadzi prywatną zemstę na swoim byłym pracodawcy, który jest szefem grupy przestępczej. Fabuła nie należy do najważniejszych aspektów tej produkcji- ot, jakaś tam jest i stanowi pretekst do rozwałki. Kingpin jest wspominany po latach ze względu na poruszany aspekt typowego, brudnego życia przestępcy, walczącego z członkami innego gangu, chcący przeprowadzić swoją prywatną krucjatę. No i to się akurat twórcom udało, bo przemierzane lokacje, przeklinjący na każdym kroku wrogowie, cutscenki z bohaterami używającymi niecenzuralnych słów, a także niezwykła jak na tamte czasy brutalność pozwalająca wykrwawiać się przeciwnikom i odcinać im kończyny sprawiały, że ciężki klimat brutalności i przestępczości czuć w powietrzu. Z resztą, Kingpin był produktem przeznaczonym wyłącznie dla dorosłych, co tylko wpłynęło na rosnąca jego sprzedaż. No i na tym w zasadzie kończą się plusy tej gry, bo rozgrywka to już inna sprawa.

Ukończyłem Kingpina w połowie, a to i tak zaszedłem daleko, bo testowałem swoją cierpliwość do granic i starczyło mi jej tylko na 50% gry. Dlaczego? Po pierwsze- poziom trudności. Pomijając pierwszą lokację, gdzie tak naprawdę cudem trzeba zdobyć pukawkę, żeby pokonać kilku pierwszych wrogów, to są oni dodatkowo mega odporni na ołów, nie wspominając o tych delikwentach w późniejszym etapie gry. Wpakowanie połowy shotguna, żeby uśmiercić typa, albo całego magazynku tommy gunna, nie jest zbyt realistyczne, zwłaszcza że headshoty na nic się nie zdają (np. w takim SoF1, gry na tym samym silniku, takowa mechanika istniała i sprawiała radochę). I dodam, że grałem na najłatwiejszym poziomie trudności (na 5 możliwych). Druga sprawa- lokacje. Są one monotonne, podtrzymane kolorystycznie w szarych odcieniach, co owszem ma budować przestępczy brudny klimat, ale przmierzanie w kółko podobnie wyglądających miejsc, dodatkowo irytując się niesamowicie twardymi wrogami, zakrawa w pewnym momencie o żart i zniesmaczenie. Trzecia rzecz- interkacje i świat gry. O ile na plus grze służy, że nie jest to typowy FPS, gdzie strzelamy do wszystkiego, co się rusza (co w 1999 roku nie było takie oczywiste), to poziom interakcji jest pełny bugów i niedopracowany. Przykładem są sytuacje, gdzie w barach musimy parę razy pod rząd "zagadać" do osoby, aby uzyskać pewne informacje bądź przedmioty, aby ruszyć grę dalej (jeśli zagadamy tylko raz, to będziemy błąkać się z irytacją po obszarze, aby pchnąc grę do przodu). We wspomianych barach możemy za kasę wynająć innych bandytów do pomocy, jednakże ich zachowania w trakcie wędrówki są słabe i mocno irytujące. O ile AI wrogów jest spoko, tzn. starają się pod ostrzałem uciekać i znajdywać kryjówki, o tyle AI naszych kompanów to przeciwstawny biegun, niestety... Dodatkowo w grze możemy zbierać kasę od poległych wrogów, która umożliwia m.in. wstęp to wspomnianych barów, ale dowiedziałem się o tym dopiero gdy musiałem się do takowego baru dostać, a nie wspominając już o tym, że w żaden sposób gra nie podpowiedziała, za pomocą jakich kombinacji klawiszy należy wykonać takową czynność... ech... dopiero wgląd w manual (nigdy tego nie robiłem w żadnej grze!) mi pomógł... Poziom mojej irytacji już wołał o pomstę do nieba...

Pora na technikalia. W 1999 roku grafika ochodziła "podobno" za fotorealityczną. Grając w to dziś, trudno mi w to uwierzyć na słowo, ale byłem dzieciakiem, który wówczas nawet nie miał komputera PC, a swoje pierwsze kroki gamingowe wykonywał na Pegazusie, więc się nie odniosę do tego stwierdzenia. Dziś trzeba wyraźnie zaznaczyć, że grafika jest mega słaba, brzydka, w żaden sposób nie przetrwała próby czasu. Postacie to grube pasibrzuchy, którzy non stop używają wulgaryzmów, a ich poziom zaprojektowania i animacje wywołują dziś uśmieszek politowania... Muzycznie też jest nieciekawie- w tle przygrywa kilka powtarzających się kawałków, które co prawda pasują do tego na serio potraktowanego świata przestępczego, ale w pewnym momencie zaczynają nużyć i irytować. Dźwięki też prezentują kiepską jakość.

Jako, że Kingpin to gra FPS, to mamy tu do dyspozycji kilka pukawek, poczynając od zwykłej rurki, poprzez pstolet i shotgun, kończąc na miotaczu ognia i bazuce. Jednakże wybór jest dosyć ubogi, nie ma efektu wow. Dodatkowo ma się wrażenie, że pukawki nie mają odpowiedniej mocy, bo ile można wpakować kul w jednego oprycha... Taki Soldier of Fortune wydany rok później prezentował się pod tym względem zdecydowanie lepiej- pukawek było więcej, miały moc i czuło się radochę z ich używania. W Kingpinie nie ma tej frajdy, a wręcz często gracz czuje frustrację. Miłym dodatkiem jest element ekonomiczny, czyli lombard, w którym można zakupić za kasę m.in. broń, amunicję, apteczki i pancerz.

Podsumowując, Kingpin: Life of Crime to FPS, który dziś jest już raczej tylko ciekawostką historyczną niż grywalnym, dobrym tytułem. Poruszana tematyka traktująca na poważnie gangi i przestępczość oraz wysoki poziom przemocy i brutalności sprawiły, że gdzieś tam na stałe zapisał się w histori gier FPS, jednakże cała reszta jest po prostu słaba. Mechaniki gry wołają o pomoc, zbyt wytrzymali wrogowie irytują, interakcje również, a najważniejszy element, czyli czerpanie radochy ze strzelanin, został przyćmiony przez wyżej wspomniany poziom trudności. Moja ocena to 5/10, a więc słabo. Męczyłem się grając w ten tytuł, testowałem swoją cierpliwość, ale w pewnym momencie stwierdziłem, że gra już mnie niczym nowym nie zaskoczy, a zirtować owszem, może :)

22.03.2025 09:36
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Nie grałem, ale ogrywam właśnie orginał, poprzeglądałem gameplaye w necie i się wypowiem :) Graficznie- uważam, że sprawę załatwi mod do orginału, nie potrzeba kupować tej części, bo to zwyka strata kasy. Widać, że gra to 1 do 1 odświeżony orginał, i to bez efektu "wow", bo ma się wrażenie, że to wciąż ten stary silnik gtaficzny sprzed 26 lat, tylko tekstury zostały poprawione, zaś cała reszta pozostała nienaruszona. Mechaniki gry- trochę dodano elementów "interakcyjnych", cała reszta bez zmian. Zatem, moim skromnym zdaniem, nie warto wydawać kasy na Reloaded, wystarczy stara wersja np. z GOG, mod graficzny i klasyczek można ogrywać :)

22.03.2025 00:01
marcinho01
marcinho01
58

Na trailerze musi się dziać, musi być akcja i jak najwięcej tego, co najlepsze na pierwszy rzut oka. Poczekajmy do pełnej wersji, myślę że wspomniane klimatyczne miejscówki się pojawią :)

21.03.2025 23:54
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Widać mocno inspirację Doomem. Tak czy siak, niespodziewanie będzie w tym roku pojedynek Doom: Dark Ages vs. nowy Painkiller :) No ciekawe, czy po latach przerwy ten "polski Doom" wciąż będzie miał to coś :)

17.03.2025 20:24
marcinho01
1
marcinho01
58

Dajmy jej szansę. Myślę, że gra nie zawiedzie weteranów, a wprowadzenie tego trybu nie zakłóci rozgrywki i nie zepsuje zabawy. Cierpliwości!!! :)

17.03.2025 20:13
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Jakiś czas temu ta gra była za darmo na Steam, a więc po polsku "darmo to uczciwa cena" i dodałem sobie do biblioteki, by ograć w dowolnym momencie. Zagrałem, ukończyłem... i mam mieszane uczucia.

Dark Sector przenosi gracza do czasów współczesnych, do wschodniej części Europy, gdzie pozostałości po świetnych czasach byłego ZSRR są już mocno widoczne. Zostajemy wplątani z pewien spisek, który korzeniami sięga czasów zimnej wojny, tajnych eskperymentów wojskowych i biologicznych, celem oczywiście walki ze "zgniłym Zachodem". Ogólnie rzecz ujmując, wbrew recenzji autora GOL, fabuła jest jednym z mocniejszych aspektów gry- jest mroczna, cały czas pozostawia pierwiastek niedopowiedzenia, chce się grać dalej aby popchnąć ją do przodu, no i przedstawiona jest za pomocą ciekawych cutscenek na silniku gry. Spoko, mi to się bardzo podobało. Jedynym minusem może być fakt, że fabuła tak naprawdę zamyka się tylko na wydarzeniach w grze- nie ma historii, co było wcześniej, albo co było później, i skąd w ogóle wziął się główny bohater, który umiejętnościami mógł chociaż powalczyć z legendarnym Samem Fisherem (oczywiście przegrałby hehe).

Już po pierwszym kontakcie z grą widać, że to konwersja z konsol. Jednakże- całkiem udana. Może nieco przeszkadzał mi widok nieco z lewej strony za plecami bohatera (nie jest to klasyczne TPP), ale przywykłem. Pierwsze spojrzenie na akcję i miałem nadzieję na nowego Splinter Cella, ale bohater nie miał ani pukawki z tłumikiem, ani specjalistycznego sprzętu, a jego umiejętności poruszania się wykluczały skradanie się i kucanie- szybko więc Dark Sector wyrzucił mi z głowy ten pomysł :) I jak się okazało, mamy tu do czynienia z niemalże typowym shoterem TPP.

Na samym początku naprawde pomyślałem sobie, że gra będzie craapem. Ani to Sam Fisher, ani po cichu nie można likwidować wrogów, fabularnie nasz bohater szybko został zainfekowany wirusem, który zmutował jego rękę dodając "fantastyczną" broń a'la shuriken, i w rezultacie mógł tylko przez kilka sekund korzystać w broni pozozstawonych przez przeciwników- dramat. A wrogowie byli wszędzie. Jednakże dałem grę szansę i to była dobra decyzja. Jak się okazało- likwidowanie wrogów za pomocą ostrza okazywało się całkiem dobre, w drugiej dłoni zaś nasz heros mógł dzierżyć jakiś pistolet na stałe. Dodatkowo zaistniał tu aspekt ekonomiczny, mianowicie mogliśmy w wybranych miejscach schodzić kanałami do "black market" i tam zakupować broń za pieniądze, które znaleźliśmy podczas eksploracji, i tę broń już mogliśmy dzierżyć "na stałe" (zagadka, czarnorynkowa ok, a od wrogów passee...?). Arsenał nie jest tutaj jakoś pokaźny, ot- pistolet, uzi, AK, strzelba, i chyba wszystko. Istniała także możliwość modyfikacji naszej broni poprzez np. zwiększenie ilości nabojów w magazynku lub też zwiększenie dokładności- to akurat miłe.

Podczas rozgrywki czuć klimat wschodniej Europy, takiego postkomunizmu- sceneria jest szara, ciemna, krajobrazy to zazwyczaj opuszczone już dawno lokacje, zapuszczone, zabrudzone, widoczne są ślady regularnych walk i leje po wybuchach. Dodatkowo klimat ten zgłębia bardzo dobra muzyka przygrywająca w tle- to jest majstersztyk. Sama rozgrywka jest bardzo dobra- wymiana ognia z przeciwnikiem wymaga dobrych umiejętności celowania, chowania się za winklem, prowadzenie ostrzału zza osłon, i ogólnie ten schemat sprawdza się bardzo dobrze. Jednakże w grze walczymy nie tylko z ludźmi, ale też z różnymi fantastycznymi stworami będącymi wynikiem tajnych eksperymentów biologicznych prowadzonych na tym obszarze. Przypomina mi to nieco pierwszy Far Cry, kiedy do akcji wkroczyły właśnie również potwory. I tutaj pojawia się bardzo mocna wada produkcji- bossowie.

Powiem tak- gdybym grał w Dark Sector w okolicy premiery, odbiłbym się bardzo szybko. Tylko dzięki temu, że produkt ograłem niedawno, a w necie są dostępne "walkthrought" (co w okolicach premiery nie było takie oczywiste), miałem możliwośc spojrzenia, jak przejść dany obszar lub bossa. Dodam, że kamera prezentuje w 100% obraz realny tego, co dzieje się na ekranie- nie ma pasków zdrowia, wskaźników, kompletnie nic. Zatem, jak walczymy z bossem, to nie wiemy, czy dana taktyka zdaje egzamin, i z pomocą przychodziły właśnie filmiki z neta. Takich momentów, gdzie gracz napewno utknie, jest sporo, i nic tak nie psuje wrażenia naprawdę niezłej zabawy, jak konieczność jej częstego przerywania w celu spojrzenia do solucji, bo pokonanie danego obszaru (są zagadki, czasem cięższe) lub bossa wymaga pomyślunku i... CIERPLIWOŚCI. Psuje to odbiór gry, zwłaszcza jak już się rozkręci, jak już załapie się mechaniki, jak już gracz wczuje się w ten mroczny klimat, fabułę, jak walki zaczynają być satysfakcjonujące... przychodzi mniejszy bądź większy boss i tylko naprawdę CIERPLIWI nie zajrzą do internetu, jak go pokonać.

Technikalia- tutaj Dark Sector wypada całkiem dobrze. Graficznie widać, że to konwersja z konsol, jednakże nawet dziś gra się dobrze i nie odstrasza. Szarawa, brudna stylistyka połączona z dobrą grą świateł i cieni może nie robią efektu wow, ale jak na 2009 rok jest znośnie. Muzyka, jak już wspomniałem, jest bardzo dobra i klimatyczna. Dźwięki brzmią tak jak należy- zarówno pukawek, jak i naszych wrogów wzajemnie się ostrzegających, także mrocznych stworów wydających przeraźliwe nieraz wołania. Dobrze zaimpemntowany jest system "szmacianej lalki", a więc wrogowie padają martwi w "naturalny" sposób. Cieszy, że dobrze działa tu tzw. headshot, bo przeciwnicy potrafią być naprawdę wytrzymali, ale strzał w głowę lub dekapitacja za pomocą shurikena skutecznie neutralizują wroga. Smaczku dodają tu tzn. finishery- są efektowne, dają radochę podczas ich wykonywania.

Podsumowując, Dark Sector to produkt, który nie odniósł sukcesu na konsolach, i chyba z tego względu trafił po roku czasu na PC celem ratowania tytułu- takie mam wrażenie. Sukcesu nie odniósł. Powiem tak- gdyby nie wiele irytujących sytuacji związanych z bossami, gdzie nie ma wskazówek, jak ich ugryźć i czy w ogóle dana taktyka zdaje egzamin, grę ukończyłbym z rumieńcami na twarzy. Niezła fabuła, spoko bohater (coś pomiędzy Samem Fisherem a Colem Sullivanem- od obu słabszych), dobre technikalia, klimat trafiający w moje gusta, fajne walki... i znowu muszę zerknąć do poradnika, bo pojawił się boss/mamy zagadkowy fragment i człowiek się umęczy i napoci i odbije od tytułu, gdy nie pokona tej przeszkody. Długość gry, jak na ten gatunek, też wydaje się dobra- przeszedłem ją w jeden intensywny weekend. Gatunkowo, świat widział lepsze tytuły niż ten. Ja osobiście cieszę się, że dałem szansę Dark Sector, bo summa summaru bawiłem się nieźle poza wspomnianymi fragmentami.

Moja ocena to 7/10. Mocno zastanawiałem się nad 6/10, ale ukończenie gry dało mi satysfakcję, nieźle się bawiłem (wycinając oczywiście irytujące fragmenty), stąd też oczko wyżej :)

post wyedytowany przez marcinho01 2025-03-17 20:22:04
17.03.2025 18:40
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Jak świętujemy to świętujemy... ZA GOMEZA! :)

16.03.2025 10:07
marcinho01
marcinho01
58

Nie, napewno nie było takiego trybu w poprzednich grach z serii.

16.03.2025 10:06
marcinho01
1
marcinho01
58

Zgodzę się z Tobą :) Dodam tylko, że część druga jest łatwiejsza niż jedynka, gdzie naprawdę trzeba się nagłówkować, te mapy były dosyć spore i kombinowania było. Dwójka nieco ułatwia sprawę, przez co trafiłą zarówno do weteranów jedynki, jak i reszty graczy. Trójka zaś stała się bardziej liniowa, bo mapy są małe, ciasne, poziom trudności jest tu duży, ale odbiór gry też inny, bo już takowej swobody działania jak w poprzedniczkach nie było. I mam przez to wrażenie, że misje da się przejść tylko w jeden, z góry ustalony przez twórców sposób.

15.03.2025 11:52
marcinho01
odpowiedz
1 odpowiedź
marcinho01
58

Panie Peon, narzekasz. Od ostatniej orginalnej gry z serii (a więc Commandos 3: Kierunek Berlin, Commandos: Strike Force nie liczę, bo to FPS, remaserów częsci 2 i 3 też nie liczę) mineło ponad 20 lat. W tym czasie na świat przyszło pokolenie, które nie miało styczności z oryginałami przełomu lat 90. i 00. Wspomniany tryb dowodzenia ma nieco ułatwić rozgrywkę i zgodzę się, że w porównaniu do oryginałów to pewne ułatwienie rozgrywki, ale świat poszedł do przodu i potrzeba nieco dostosować się do wymagań nowszych gier i nowszych graczy, którzy są przyzwyczajeni do "trzymania za rączkę i pokazania palcem, gdzie, co i jak zrobić". Inaczej gracze odbiją się od tematu bardzo szybko ze względu na duży poziom trudności, bo Commandosi zawsze byli wymagający. A wspomniany tryb ma nieco ułatwić rozgrywkę, absolutnie nie wpłynie on na negatywny odbiór tytułu.

Co do przebrań- tak naprawdę tylko Szpieg miał możliwość przebierania się za wroga bez obaw o wykrycie. Reszta w mundurze niemieckim od razu była odstrzeliwana.

Co do grafiki- mi się podoba. Jest ładna, widać nowoczesność, kwestia optymalizacji i szczegółów końcowych pozozstaje niespodzianką na moment premiery, ale jestem dobrej myśli.

12.03.2025 22:00
marcinho01
2
odpowiedz
marcinho01
58

A ja tak sobie, "ni z gruchy, ni z pietruchy", postanowiłem sięgnąć po niemal 23 latach od premiery, właśnie po Dungeon Siege. No, może nie tak bez kompletnego powodu, bo zainspirował mnie ograny niedawno Diablo 1 (po raz pierwszy w życiu oczywiście!) i nabrałem ochoty na dobrego, klasycznego hack'n'slasha (a Diablo 2 był ograny jeszcze wcześniej). Myślę, myślę, patrzę na swoją kolejkcę płytkową i... jest! "Kolekcja Klasyki, najchętniej kupowane gry komputerowe w Polsce. Polecam i pozdrawiam. Piotr Fronczewski". Piękne, twarde opakowanie z Dungeon Siege w środku, razem z dodatkiem. Zakupione ze 20 lat wcześniej, raz może uruchomione, chwilę pograne i odłożone "na później". I to "później" właśnie nadeszło...

Nie spodziewałem się tak dobrej gry, naprawdę. Dungeon Siege mnie do siebie zachęcił, połaskotał i ostatecznie wciągnął mnie bez opamiętania na długie godziny- licznik gry zatrzymał się na 35h, a biorąc pod uwagę load'y w niektórych momentach można śmiało 38h porządnej rozgrywki zapisać na koncie. Mamy więc już pierwszy, duży plus- długość rozgrywki. I może powiniem napisać o tym pod koniec tekstu, ale jestem zachwycony, jak mocno mnie wciągnęła, ile godzin jej poświęciłem, ale co najważniejsze- mam poczucie przeżytej naprawdę świetnej przygody.

Dungeon Siege to gra nieco już zapomniana przez świat, ale to bardo solidna produckja, która z powodzeniem mogła rywalizować z Diablo 2 o miano najlepszego hack'n'slasha wszechczasów. O co tu w ogóle chodzi? Na czym polega jej fenomen (lub jego brak), dlaczego jest tak solidna?

Fabularnie nie ma tu fajerwerków- mamy fantastyczną krainę, która została najechana przez złowrogą armię fantastycznych stworzeń, kraj został niemal doszczętnie zniszczony, a resztki współobywateli bronią się w nielicznych osadach, gdzie jako tako próbują ułożyć sobie życie i wyjść spod jarzma najeźdźców. I tutaj do akcji wkracza gracz- początkowo zwykły farmer, który po prostu broni swojej skromnej chatki i pól, by przmierzyć drogę do najbliższej osady i tam stopniowo pokonywać kolejne przeszkody, wypełniać kolejne zadania zlecone przez postaci, a także (a może przede wszystkim) stworzyć drużynę, aby ostatecznie ocalić kraj przed zagładą. Fabularnie gra jest prosta, nie ma tu czegoś "wow", stanowi preketst do najważniejszej cześci, a więc eksploracji i walki.

Dungeon Siege to typowy przedstawiciel gatunku hack'n'slash i RPG. Przygodę zaczynamy od stworzenia bohatera, którym ruszamy do boju, by potem w trakcie przygody móc spotykać na swojej drodze i rekrutować do swojej drużyny nowych wojaków. Każda z postaci jest zdefiniowana za pomocą bardzo prostego systemu, gdzie mamy 3 współczynniki (siła, zręczność i inteligencja) i zależne od nich 4 umiejętności (walka wręcz, walka dystansowa, magia bojowa i magia natury). Ten miks wpływa na liczbę punktów życia bohatera, ilość many oraz oczywiście na to, jak mocnej broni lub zaklęcia może używać. A wszystkie te elementy rozwijamy, podobnie jak w życiu, poprzez praktykę, a więc walcząc orężem zwiększamy poziom swojej siły, strzelając z łuków czy kusz zwiększamy zreczność, a używając magii "pikujemy" inteligencję. Ot, i cała filozofia- bez levelowania postaci, po prostu naturalny rozwój. Do mnie do trafiło. Zwłaszcza, że wcale nie musimy tu "pilnować" każdego bohatera odnośnie rozwoju, gdyż gra pokazuje nam komunikaty, kto co w danej chwili rozwinął, a ma to ogromne znaczenie przez większość czasu gry, gdy mamy pokaźną drużynę i jest ferwor walki.

W Dungeon Siege duże znaczenie ma utworzenie drużyny, czyli element, którego nie było w drugim Diablo (nie nie, ci "pomagierzy" służące jako mięso armatnie się nie liczą). Ekipa może liczyć maksymalnie 8 członków, ich rekrutacja odbywa się naturalnie, czyli po prostu spotykamy te postacie na swojej drodze, i są oni różnie umotywowani (oczywiście trzeba zapłacić za ich usługi). Fajne jest to, że możemy wynająć także do swojej drużyny zwierzę juczne, które możemy obciążyć zbieranym po drodze ekwipunkiem, aby sprzedać je podczas najbliższej wizyty u handlarza. Co ważne, śmierć któregokolwiek bohatera (nawet tego początkowego, nie jest to jakoś "boss" ekipy) nie oznacza końca gry- postać po prostu ginie i możemy kontynuować grę dalej- być może napotkamy dalej inną postać, którą zrekrutujemy do zespołu. Na plus zaliczyć trzeba także zachowania członków zespołu, którzy bez problemów wykonują zadaną komendę ataku, zaś wół (jeśli jest w ekipie) w tym czasie instynktowanie oddala się od strefy walk. W trakcie rozgrywki możemy zrobić pauzę, podczas której możemy naszym postaciom wydać rozkazy, a także uzdrowić czy uzupełnić manę. Całości możemy nadać formację, w której będą się poruszać, a także podstawowe zachowania w trakcie intensywnnych starć (czyli np. tylko obrona pozycji czy atakowania najbliższego wroga). Brzmi to skomplikowanie, ale jest to zrobione w sposób bardzo instynktowny i prosty, dzięki czemu element drużynowy jako całość stanowi bardzo mocny plus tej produkcji.

Rozgrywka w Dungeon Siege polega na przemierzaniu kolejnych, bardzo ładnie zaprojektowanych poziomów. Poziomy te nie są jakieś skomplikowane, można rzec że są liniowe, ale ich eksploracja daje poczucie satysfakcji. Lokacje są zróżnicowane- od pięknych łąk i polan, poprzez podziemia, lochy i bagna, kończąc na "mieście" goblinów i zamku królewskim. Podczas wędrówki eliminujemy masę przeróżnych stworów, których wytrzymałość i spryt rosną wraz postępem w grze. Zbierany ekwipunek możemy sprzedać u napotkanych handlarzy, a nowe oręż dać naszym wojakom, aby siali większy postrach w boju. Elementów ekwipunku jest cała masa- od mieczy, toporów, zbroi, poprzez zaklęcia, mikstury i inne- słowem, jest tego bardzo dużo. Podczas starć napawdę dużo dzieje się na ekranie, i właśnie kolejne przemierzanie terenów, eksterminacja wrogów sprawiają, że ta gra wciąga. Całość okraszona jest, jak na tamte czasy, bardzo dobrą oprawą graficzną z pełnym 3D (dziś już grafika oczywiście mocno się zestarzała, ale możliwość przybliżenia dowolnej postaci, aby obejrzeć jej aktualny pancerz i uzbrojenie, do dziś robi wrażenie), bardzo dobrą oprawą dźwiękową i świetną oprawą muzyczną, za którą odpowiada twórca ścieżki dźwiękowej do Morrowinda- i to niech bedzie najlepsza wizytówka tego elementu.

Jeśli chodzi o wady, w Dungeon Siege czasami szwankuje praca kamery, zwłaszcza w zamkniętych lokacjach, gdzie jakby "sufit" zdaje się być niżej. Fabularnie mogłoby być lepiej- świat gry aż prosi się o jakieś większe wzmianki i historie niż tylko o tym, co się dzieje w samej grze. Kilka ksiąg, które można zakupić w grze i przeczytać w kilka minut, to zdecydowanie za mało. Też interkacje z innymi postaciami w grze mogłyby być bardziej rozbudowane- gra jest liniowa, zadania "poboczne" zlecone przez postaci w zasadzie wypełniają się same wraz z eksploracją w grze, takowych innych zadań pobocznych jest bardzo mało, a szkoda.

Podsumowując, Dungeon Siege to naprawdę świetna gra RPG/h'n's, po krótą warto sięgnąć nawet dziś. Być może nie ma ona marketingowego elementu, którym może się wyróżniać (jak np. postać Diablo czy pancerz wspomagany w Falloucie), ale chyba ta produkcja taka jest- robi "swoją robotę" dobrze, po cichu, solidnie. Fani Diablo będą wniebowzięci, cała reszta odnajdzie się w prostym systemie technikaliów, a przemierzany świat da poczucie satysfakcji i porządnej przygody. Gra ma klimat, który wciąga, który zachęca do dalszej wędrówki, do rozwijania postaci i dbania o drużynę, aby ostatecznie ta mogła rozprawiać się z coraz liczniejszym i mocniejszym wrogiem. Świetna produkcja, solidna,, mocno dziś zapomniana, ale warta odkrycia i zagłębienia się :)

post wyedytowany przez marcinho01 2025-03-12 22:07:02
10.03.2025 20:45
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Akurat w Heli Heroes nie grałem, ale swojego czasu ogrywałem właśnie strategie tego studia, tj. Earth 2150 i World War III. Typowe RTSy. Aż dziw bierze, jak szeroki wachlarz umiejętności miało studio, przechodząc do produkcji różnych gatunkowo gier. I warto podkreślić, że absolutnie nie były one gniotami, a nawet zaskakiwały jak na tamte czasy swoją solidnością. Heli Heroes przypomina mi bardzo inną grę tego typu, czyli AirStrike 3D. Czasem właśnie potrzeba takich prostych, nieskomplikowanych gier, gdzie znaczenie ma dobry refleks i efektywne wybuchy :)

post wyedytowany przez marcinho01 2025-03-10 20:46:15
08.03.2025 13:06
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Oryginał był świetny. Pozycja obowiązkowa dla fanów filmowej trylogii. Liczę, że dodatek wniesie nową, dobrą historię oraz dobry gameplay :) Oby poziomem nie odstawał od oryginału, to będzie hicior :)

02.03.2025 10:02
marcinho01
marcinho01
58

Seria Hitman (Codename 47 to raczej już ciekawostka historyczna, ale od części drugiej Silent Asassin warto grać), seria Thief, FPSowa skradanka Project IGI 2? To mi przychodzi do głowy na obecną chwilę :)

02.03.2025 09:16
marcinho01
2
odpowiedz
1 odpowiedź
marcinho01
58

Mam do dziś na płytce i działa na Win11, więc na obecna chwilę ja osobiście mam zachowanego tego już klasyka. Bo pamiętam, jak ogrywałem Gorky Zero w okolicach premiery, naprawdę dobrze się bawiłem, a ta otoczka tajnych laboratoriów na Ukrainie i całe tło polityczne fabuły naprawdę do mnie trafiało, po prostu lubię takie klimaty. Sama rozgrywka, jak wspomniał autor tekstu, była nieskomplikowana, przystosowana zarówno dla amatora skradanek, po wyjadaczy gatunku (chociaż wtedy takowych produkcji nie było zbyt wiele). Warto wrócić do tej giery, mam nadzieję że GOG zrobi robotę i uratuje ją od zapomnienia. Kolejna część, a więc Gorky 02, też była bardzo dobra, i też warta odrębnego tekstu i uratowania w postaci cyfrowej dystrybucji.

02.03.2025 09:12
marcinho01
marcinho01
58

A powiem więcej... Chrome to polski Far Cry! I co mi zrobisz? :)

16.02.2025 18:49
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Ustosunkowując się do mojego poprzedniego komentarza wyżej- udało mi się przebrąć przez glitcha, który mnie zblokował w 10 levelu, i finalnie ukończyłem Serious Sam 2. Wystawiam mu ocenę finalną 6,5. Dlaczego taka? Czy niska, czy za wysoka?

Na wstępie powiem, że jeśli podobały Ci się poprzednie części, a więc The First i The Second Encouter, to spokojnie możesz odpalić pełnoprawny sequel. Tutaj także uświadczysz totalną rozwałkę, podczas której nie trzeba zbytnio myślec, a jedynie naciskać na spust i szybko poruszać się po mapie. 42 levele ukończyłem w 2 intensywne popołudnia, a więc nieźle, jeśli chodzi o długość gry. Jest to także wymagająca produkcja- na normalu miałem duże problemy już w połowie gry, więc przeszedłem na easy i ukończyłem grę już tak "na spokojnie"

Spornym elementem do oceny jest grafika- jest bardzo ładna, nawet dziś broni się bardzo dobrze, jednak mi osobiście nie przypadła do gustu w tej grze- jest zbyt bajkowa, zbyt cukierkowa jak na Poważnego Sama. Oprawa muzyczna i dźwiękowa- należy powiedzieć, że jest- i tyle, bo w zasadzie żadna muzyka nie zapadła mi w pamięci, no i raczej te elementy nie potrafiły stworzyć jakiegoś swoistego klimatu dla gry. Ten natomiast stworzyły cutscenki pomiędzy misjami, gdzie widzimy specyficzny humor produkcji w postaci zabawnych (choć nie zawsze) dialogów, karykaturalnych sytuacji czy niskiego IQ głównego bohatera. Jednym ten humor może się podobać, inni zdobędą się na uśmieszek politowania dla tego elementu- ja należałem raczej do tej drugiej grupy odbiorców. Jeszcze odnośnie cutscenek- są one po każdej misji, wprowadzają gracza do kolejnej, niejako wydłużają przez to rozgrywkę, ale moim zdaniem są zbyt długie i wolałbym nieco inny klimat wprowadzania do kolejnych zadań- być może kwestia gustu.

Na plus nalezy zaliczyć zróżnicowane lokacje (6 lub 7 różnych środowisk), urozmaiconych przeciwników, dużo pukawek dających satysfakcję z ich używania (minigun i dwururka królują!), a także mozliwość używania na kilku poziomach pojazdów oraz działek stacjonarnych, czego w poprzednich częściach nie uświadczyliśmy. Dodatkowo, co wprowadził patch wydany 16 lat po premierze (!!!), mamy możliwość posługiwania się dwoja rodzajami broni naraz, co daje podwójną siłę ognia, ale także ogranicza konieczność szybkiego przełączania pomiędzy pukawkami.

Serious Sam 2 ma jednak nieco inny klimat niż poprzednie części, moim zdaniem gorszy. Eliminowanie hord przeciwników wciąż daje radochę, jednakże zauważalnie mniejszą niż poprzednio. Widać bardzo silne uskryptowanie produkcji, przez co moje odczucia podczas starć z wrogami były odmienne- za jednym razem starcie z falą przeciwników było mega fajne i intensywne, innym razem czekałem na przeciwników "na siłę", aby pokończył się skrypt i popchnął grę do przodu. I tych drugich sytuacji niestety nie było mało... Poza tym, gra kilka razy mi zglitchowała, przez co musiałem uzyć kodów, by przejść do następnego levelu. Ale co się człowiek nawkurzał...

Podsumowując, Serious Sam 2 zasługuje na 6,5/10. Nie jest to wybitna gra. Ot, prosta strzelanina z "jakąś tam" fabułą, próbująca na każdym kroku przemycić specyficzny humor całej otoczki fabularnej i growej (nie każdy przyjmie to z autentycznym śmiechem). Jednakże silne skrypty potrafią utrudnić rozgrywkę. No i intensywność starć- nieraz jest ok, ale czasami te starcia dłużą się bardzo, przeciwnicy wyskakują "na siłę" wciąż i wciąż, a gracz się zastanawia, kiedy gra dalej popchnie się do przodu... Jeśli jesteś fanem poprzednich Samów, masz trochę cierpliwości i 2 wolne popołudnia, to zagraj i przekonaj się, czy Serious Sam 2 zasługuje na ocenę wyższą niż 6,5 :)

post wyedytowany przez marcinho01 2025-02-16 18:49:20
16.02.2025 16:51
marcinho01
odpowiedz
1 odpowiedź
marcinho01
58

Czekam z necierpliwością, chociaż nie przeszedłem oryginalnego SS2 w całości, bo był zwyczajnie w świecie za trudny i brak polskiej wersji językowej też nie ułatwiał roboty. Może muszę na spokojnie podejść do tematu drugi raz.

Ale jestem za to fanem SS1- zarówno oryginału, jak i remake :) Epickie gry i tyle. Zwłaszcza oryginał, bo zastanawia mnie, jak twórcy w 1994 r. stworzyli tak złożoną grę, gdzie futuryzm i SI są na porządku dziennym, a w latach 90. to wszystko dopiero raczkowało, żeby nie powiedzieć, że nikt nie słyszał o takich rzeczach. Zatem czekam na odświeżoną wersję SS2, i mam cichą nadzieję na jakieś spolszczonko, jak nie oficjalne, to od fanów :)

06.02.2025 19:35
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Drugi pełnoprawny Serious Sam (nie mylić z The Second Encouter!) zalazł mi za skórę. Naprawdę uwielbiam dwie pierwsze części, dają nawet dziś sporo radochy, i zakupiłem sobie na Steam dwójeczkę, żeby ograć i wydać werdykt. I cóż, w levelu 10 (na 42 możliwych) gra tak mi zgliczowała, że w żaden sposób, nawet używając kodów, nie dało się posunąć rozgrywki do przodu- mianowicie, pewne jedne drzwi nie chciały się otworzyć po eliminacji kolejnej fali przeciwników... :( szukałem rozwiązania problemu, niestety filmiki na youtube pokazują, że zrobiłem wszystko, co powinienem, aby odblokować dalszy skrypt gry...

Cóż mogę napisać po ukończeniu tych 10 poziomów, a więc niecałych 25% gry? Że Sarious Sam 2 to dobra gra, niezobowiązująca strzelanka na wieczorny relax po robocie, jednakże różniąca się od poprzedniczek przede wszystkim aż za bardzo cukierkową grafiką. Żeby nie było- grafika jest bardzo ładna i nawet dziś, po prawie 20 latach prezentuje się ładnie, jednakże chyba nie za bardzo pasuje do rozgrywki. Nie buduje klimatu, który miał miejsce w poprzedniczkach. Sama eksterminacja wrogów też nieco straciła na tempie- niby kosimy hordy wrogów, ale jest to bardziej statyczne niż w poprzednich Samach, gdzie naprawdę akcja była szalenie szybka. Tutaj czuć także silne uskryptowanie rozgrywki- jak nie wybijesz dosłownie wszystkich wrogów z danej fali (a jeden jakiś się gdzieś zgliczuje, ukryje) to panie, nie przejdziesz dalej... Oprawa muzyczna i dźwiękowa też pozostaje najwyżej "taka sobie"- nie ma efektu "wow", lepiej było to zrobione w poprzednich częściach. Na plus napewno należy zaliczyć długość gry (42 poziomy), różnorodność lokacji, wiele pukawek oraz to, że gra jest wymagająca- na normalu stanowi nie lada wyzwanie. Żółtodziobom polecałbym zaczynanie rozgrywki na easy...

Podsumowując moją może nie w pełni zasłuzoną opinię (wszakże tylko 25% gry ukończyłem- dalej glicz nie pozwolił mi grać dalej), Serious Sam 2 to niezobowiązująca strzelanka, która po latach jest wciąż dobra, jednakże gorsza od dwóch poprzednich części. Twórcy zaimplementowali nową szatę graficzną, która nie każdemu może się spodobać ze względu na średnio pasujący do uniwersum bajkowy klimat (wręcz cukierkowy). Oby wam się gra nie gliczowała- wtedy polecam zagrać :)

02.02.2025 18:47
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Max Payne 2 ograny ponownie po kilkunastu latach. I ponownie bawiłem się przednio, choć nieco inaczej odbieram tę grę po latach.

Kontynuacja przygód policjanta Maxa Payne, który stracił rodzinę i dokonał prywatnej zemsty na oprawcach wyrzynając w pień pokaźną armię ulicznych gangsterów, mafiosów oraz najemników, to bardzo dobra kontynuacja. Na pierwszy rzut oka rzuca się oprawa graficzna i animacje postaci, które zostały znacznie poprawione w porównaniu do pierwszej części, i aż dziw bierze, że dwójka wyszła tylko 2 lata po premierze Max Payne 1- graficznie obie gry dzieli przepaść. Dość powiedzieć, że na rok 2025 Max Payne 2 prezentuje się całkiem dobrze, nie odstrasza, a smaczku dodaje ulepszone względem "1" środowisko gry- tutaj zastosowany efekt "szmacianej lalki" na ciałach oponentów robi robotę, a lokacje pełne są różnych przedmiotów, które możemy przesuwać (np. kartony czy inne mniejsze obiekty). Dodatkowo, jeśli podpalimy jakąś beczkę lub kanister z benzyną, te wybuchają w efektowny sposób, demolując wokół wszystkie obiekty znajdujące się w pobliżu. To nowość w porównaniu do "1", gdzie lokacje były zaprojektowane "na sztywno", a o jakiejkolwiek interakcji z otoczeniem nie było mowy.

Fabularnie Max Payne nie odstaje od części "1"- historia stanowi pełną zwrotów akcji i intryg przygodę, która odgrywa się podczas największej (chyba) ulewy stulecia (w "1" była to śnieżyca). Jest to kolejna opowieść pełna "starych znajomych" i stanowiąca znaczące uzupełnienie przygód z części pierwszej. Wszystko okraszone mrocznym klimatem noir, z dodatkiem romantyczności w postaci tajemniczej Mony Sax.

Rozgrywka to najważniejszy aspekt gry, który prezentuje się bardzo dobrze. Moim zdaniem, nieco gorzej niż w "1", ale nieznacznie. Wciąż mamy tu biegającego z pokaźnym arsenałem broni Maxa, który przmierza różne lokacje (magazyny, klub Ragnarock, budowa) celem rozwikłania swojej zagadki. Fajnym urozmaiceniem jest możliwość wcielenia się z Monę Sax w kilku etapach, i twórcy wtedy bardzo dobrze powiązali to fabularnie. Zmieniono nieco formułę bullet time, który sprawia, że jest wciąż dobrze, jednakże o wiele łatwiej tutaj wycinać w pień wrogów. W Max Payne 1 było, moim zdaniem, ciężej walczyć z przeciwnikami. Uzupełniająca całość oprawa muzyczna i dźwiękowa stanowi bardzo dobre tło do toczącej się na ekranie akcji.

Nowością w porównaniu do Max Payne 1 jest nieco mniejsza liniowość, gdyż w kilku miejscach mamy możliwość rozglądania się po pobocznych pokojach, mamy możliwość interakcji z policjantami na posterunku, z innymi napotkanymi cywilami (w "1" w ogóle ich nie było przecież!). Nie jest to oczywiście RPG z mozliwością wykonywania zadań pobocznych, ale w stosunku do liniowego Max Payne 1 to trochę przełom :)

Podsumowując, Max Payne 2 to bardzo dobra gra akcji, z dobrą historią w mrocznym klimacie, z elementem romansu, w intrygującymi bohaterami. Jedyna chyba wadą jest to, że gra jest krótka- można ją ukończyć w kilka godzin. Gracz dobrze już wsiąkł w historię, a tu koniec... Można się pobawić, jak w części "1", w innych trybach gry (2 nowe), co wydłuża rozgrywkę. I, o dziwo, Max Payne 2 działa mi na Win11 bez problemu z płytki zakupionej "x" lat temu, beż koniecznosci instalowania łatek czy "fixmodów". Po prostu zainstalowałem i gra- miłe :) Po latach warto zagrać w tę piekielnie dobrą grę akcji!

Pytanie jednak najważniejsze- czy Max Payne 2 jest lepszy niż Max Payne 1? Technicznie "2" powala na kolana "1", fabularnie obie gry prezentują solidny poziom, długością też nie różnią się zbytnio, ale elementem decydującym jest tu klimat. I ten wypada lepiej na korzyść "1", choć to moje subiektywne odczucie. Nie wiem dokładnie, o co tutaj chodzi, ale te bandziory z "1", poczynając od zwykłych uliczniaków po garniturowców, których likwidujemy w efektowny sposób na ulicach NY, podziemnych garażach czy wieżowcu megakorporacji, jakoś lepiej mi odpowiadają niż "cleanerzy" i komandosi w części "2" likwidowani na budowie czy w magayznach. Klimat gry to subiektywne odczucie, dlatego nie trzeba się sugerować moją opinią :)

02.02.2025 11:18
marcinho01
marcinho01
58

Aj marudzisz :) Właśnie wczoraj ograłem ponownie po kilkunastu latach pierwszego Maxa i nie przejmowałem się takimi problemami, bawiłem się po prostu świetnie :) Teraz czekamy na remake, bo sporo czasu minęło od premiery Max Payne 1, a technikalia niemiłosiernie się zestarzały, co młodszych graczy chcących sięgnąć po tę klasykę może odrzucić na dzień dobry.

01.02.2025 15:51
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

W Max Payne'a się nie gra, Max Payne'a się ogląda. Wróciłem do tej gierki po kilkunastu latach, przy okazji zapowiedzianego remake'u, aby sprawdzić, czy nadal "ma to coś". I okazało się... że ma!!! I to duuuuuużo dobrego...

Pomimo ćwierćwiecza na karku Max Payne to niezwykle dynamiczna gra akcji, a którą gra się po prostu dobrze. Gra się przede wszystkim dla genialnej historii opowiedzianej za pomocą komiksu, która jest genialnie mroczna, gęsta, niebezpieczna... A do tego pełne spolszczenie z Radkiem Pazurą w roli tytułowego bohatera robią kapitalną robotę niczym spolonizowany Gothic- teksty bohaterów zostaną z nami, graczami, na zawsze. Fabuła, bullet time, muzyka, udźwiękowienie, genialny klimat zbudowany wokół głownego bohatera i miasta Nowy Jork podczas "największej śnieżycy stulecia"... ojej, jakie to jest wciąż grywalne!!! I zestarzała się tylko grafika, i animacja postaci jest tragiczna (ale już w dniu premiery była, więc to już stara śpiewka)- cała reszta na plus.

Max Payne wciąż ma "to coś". Wciągnął mnie ponownie na parę wieczorów, opowiedzial genialną historię, a ja mam ochotę na część 2 i 3. I tak zrobię. Trylogia będzie moja :)

27.01.2025 17:48
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Zgodzę się z kolegą powyżej, który napisał, że niniejszy dodatek to pozycja obowiązkowa dla tych, którym oryginalny trzeci Doom nie wystarczył :) Lub, jak w moim przypadku, dla tych co trochę odpoczęli od klaustrofobicznego klimatu ciemnych korytarzy bazy na Marsie, i ponownie nabrali ochoty na walkę z tytułowym "zmartwychwstałym złem" :)

Doom 3: Resurrection of Evil to bardzo dobry, pierwszy i jedyny (a szkoda!) oficjalny dodatek do gry Doom 3. Ujmując w dużym skrócie, zawiera więcej tego samego co w oryginale, plus parę smaczków. A zatem, fabularnie znowu musimy wrócić na stację badawczą na Marsie, do wykopalisk, bo to tam znowu "coś się zadziało złego", by ostatecznie znowu dotrzeć do Piekła i tam rozprawić się z ostatnim mocarnym bossem :) Fabuła, umówmy się, jakaś tam jest, poznajemy ją niczym w "trójce" za pomocą audiologów i cutscenek. Przemierzamy naszym Doomguy'em kolejne korytarze labolatoriów, gdzie jest ciasno, ciemno, strasznie, a w tym wszystkim walimy do potworów utrudniającym nam dotarcie do wskazanego celu.

Rozgrywka, jak to w Doom'ie, jest liniowa, ale to akurat wyszło grze na plus, z resztą taki jej charakter. W grze dodano kilka nowych potworów, a także wprowadzono kilku bossów, których pokonanie wymaga nieco odmiennego podejścia niż tylko bezmyślne strzelanie. Twórcy dodali nowe narzędzia eksterminacji: tzw. grabber (umożliwia chwytanie przedmiotów i przesunięcie je w inne miejsce, przydaje się kilkukrotnie) oraz klasyczną DWURURKĘ znaną z Doom 2, która robi kapitalną robotę (choć nie czuć tak jej mocy, jak w części 2). Nowością są tzw. artefakty, które otrzymujemy po pokonaniu bossa, a dzięki nim możemy włączyć bullet time i w ciężkich starciach (najczęściej właśnie z bossami) zyskać przewagę.

Graficznie twórcy nieco podrasowali wygląd gry w porwównaniu do podstawki, a dziś pomimo 20 lat na karku to powiem, że grało mi się bardzo przyjemnie. Być może sprawę "ułatwia" fakt, że Doom 3 wraz z dodatkiem to gra, gdzie akcja toczy się w ciemnościach, a scenerie są ciemne lub w szarych odcieniach, i tu da się dużo rzeczy ukryć, jeśli chodzi o wygląd i odbiór gry po latach. Muzycznie i dźwiękowo nie ma się do czego przyczepić- wszystko jest zrobione bardzo dobrze, przemierzanie korytarzy bazy na Marsie tworzy niezwykły klimat survival horroru, i to wciąga, oj... mega wciaga :)

Podsumowując, Doom 3: Resurrection of Evil to bardzo dobry dodatek do Doom 3, który wprowadza kilka nowości, jeśli chodzi o ryzgrywkę, i pozostawia to co najlepsze, czyli klimat survival horroru, ciasne korytarze, klaustrofobiczny klimat, ciemności i potwory wyskakujące z najmniej oczekiwanych miejsc. Żałuję jednak, że gra jest stosunkowo krótka- mi ukończenie jej zajęło 3,5-4h. Ok, ktoś powie, że to "tylko" dodatek do oryginalnego Dooma, który swoją drogą był dość długą grą, jednakże mi było mało, bo dobrze się wciągnąłem w grę, a tu już zmierzałem do Piekła i ostatniego bossa. Jednakże, warto zagrać w niniejszy tytuł!!! :)

25.01.2025 14:32
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Gameplayowo wygląda to naprawdę nieźle. To powrót do dawnych strzelanek pierwszoosobowych, klasyki gatunku, gdzie taktyka i otwarty świat są fikcją, a liczy się sieczka, i do tego brutalna, niezmącona zbędnym przeładowywaniem broni czy oszczędzaniem amunicji (bo tej napewno będzie pod dostatkiem). Kłania się Doom 1 i 2, to napewno odskocznia od Doom 3 (tam klimat survival horroru i ciasnych korytarzy do dziś przyprawia o ciarki...), a do Doom z 2016 i Doom Eternal nie porównam, bo nie grałem :)

21.01.2025 19:13
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Nie ocenię tej gry w sposób merytoryczny, gdyż, po pierwsze- nie jestem fanem gier strategicznych, a po drugie- kojarzę ją gdy grałem za dzieciaka, może w 2005 roku, a więc dawno dawno temu. Jednakże zadałem sobie trud, aby ją znaleźć i napisać co nieco o niej, bo jakoś niedawno w czeluściach przeszłości odgruzowałem "taką fajną grę strategiczną, która wciągnęła mnie na długie godziny i chyba nawet przeszedłem ją w połowie, i to grając u kumpla na kompie". RIM wspominam bardzo dobrze, to jedna z naprawdę niewielu gier strategicznych, które wciagnęły mnie na dłużej i najzwyczajniej w świecie mi się podobała, bo miała m.in. polski dubbing. Wciągnęła mnie może dlatego, że posiada system turowy, który w moim przypadku idzie przełknąć. Chętnie odświeżyłbym sobie pamięć, gdyby RIM było dostępne gdzieś w dystrybucji cyfrowej, a więc byłaby pewność, że pójdzie na nowych systemach operacyjnych... Tymczasem pozostaje nostalgia i dobre wspomnienia :)

19.01.2025 20:29
marcinho01
1
odpowiedz
marcinho01
58

A, bo zapomniałem wspomnieć o jednej ważnej rzeczy. Może i DIablo II jest lepsze od "jedynki" pod niemal każdym względem- graficznym, wszystkie koncepty z "1" zostały rozwinięte, jest więcej potworów, przedmiotów, poziomów, zróżnicowane miasta, itd., ale "dwójka" pod jednym elementem nie może równać się z pierwowzorem- chodzi o KLIMAT. Diablo 1 ma tak gęsty, mroczny, przeraźliwy klimat, że można go kroić nożem, gra jest świetnie umelodowiona i udźwiękowiona, co bardzo dobrze buduje wyżej wspomniane uczucie. Dodatkowo schodzenie na coraz to niższe poziomy lochów, by ostatecznie w Piekle rozprawić się z finałowym bosem i jego świtą, wywołuje grozę i poczucie wszechobecnego zagrożenia. To zdecydowanie bardziej mroczna gra niż Diablo 2- uczucie demonicznego zagrożenia towarzyszy nam praktycznie od samego początku rozgrywki.

post wyedytowany przez marcinho01 2025-01-19 20:30:53
19.01.2025 19:20
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Bardzo dobry dodatek do Diablo 1. Twórcy oddali graczom 3 nowe klasy postaci, a także nowy wątek fabularny i łącznie 8 nowych poziomów. Dziś możnaby rzec, że ubogo, ale prawie 3 dekady temu to było "coś dobrego". Dodatek wydłuża rozgrywkę, dodaje nowego bossa, i oczywiście jako całość jest wpleciony w historię z głównej gry. Polecam, zwłaszcza że dodatek jest razem z postawką dostępny chociażby na GOG za nieduże pieniądze, dzięki czemu możemy poznać tę klasykę :)

19.01.2025 19:14
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Kolejna growa zaległość została nadrobiona, a więc klasyczny Diablo 1 został ograny i ukończony. No, może nie do końca "klasyczny", bo ukończyłem grę z GOG w wersji Hellfire, a ta wprowadza kilka unowocześnień dla prawie 30letniego tytułu, dzięki którym da się w to dziś zagrać i nie odbić się od archaiczności pewnych rozwiązań sprzed 3-ech dekad. Tak czy inaczej- Diablo 1 to gra przełomowa w historii komputerowej rozgrywki.

Założenie tej gry jest bardzo proste i właśnie dlatego osiągnęła ona ogromny sukces. Mianowicie, fabuła koncentruje się na tytułowym "Diablo", który ze swoimi złymi mocami nawiedził spokojną wioskę Tristam. Wcielając się w jedną z 3-ech dostępnych klas postaci (wojownik, czarodziej i łotrzyca- każdy z nich różni się początkowymi statystykami) musimy przemierzyć podziemne lochy wioski, aby ostatecznie rozprawić się ze złem. To oczywiście w wielkim skrócie, ale nie fabułą tutaj gracz żyje, bo stanowi ona pretekst do hack'n'slashowej eksterminacji przeróżnych stworów, zaczynając od zombich i szkieletów, kończąc na liszach, rycerzach nocy i tytułowym Diablo. Co jakiś czas pokonujemy pomniejszych bosów jako ukończenie zadań zleconych przez postaci w grze. Rozwałka, a więc to, co w grze najważniejsze, jest bardzo dobra, daje autentyczną radochę, czasem trzeba pokombinować i zakupić lepszą broń, gdy już mamy za mocnych wrogów. No i przemierzanie co prawda niezbyt dużych lokacji stanowiących kolejne piętra podziemi Tristam daje satysfakcję i przyjemność- pokonujemy kolejne zastępy wrogów, znajdujemy jakieś ciekawe przedmioty. Proste jak nie wiem co- i sprawia dużo radości nawet dziś, blisko 30 lat po premierze!

Parę lat temu ograłem Diablo 2 z dodatkiem Pan Zniszczenia i uważam, z resztą jak większość graczy, że sequel jest zdecydowanie lepszy niż podstawka. Ale to nie znaczy, że "jedynka" ma się czego wstydzić. W 1996 r. twórcy Diablo stworzyli produkt, gdzie zapoczątkowali mnóstwo fajnych pomysłów- poczynając na rozwoju postaci, poprzez ilość potworów, postaci NPC, ilość znajdywanych przedmiotów, itd. Diablo 2 wszystkie te pomysły rozwinął do potęgi i dodał kilka kolejnych, dzięki czemu dziś ta gra ma rzeszę wiernych fanów. Ale należy pamiętać o Diablo 1, które dziś może wydawać się śmiesznie małą grą w porównaniu do sequela, ale to ona dała początek całej serii. I nawet dziś gra się w to bardzo dobrze. Polecam!!!

18.01.2025 15:30
marcinho01
1
odpowiedz
marcinho01
58

Ja od czasu do czasu ogrywam Delta Force 1 i 2. Od kiedy ukończyłem wszystkie gry z cyklu to stwierdzam, że klimat pixelozy i taktycznego FPSa najbardziej mne wciąga właśnie w powyższych dwóch odsłonach.

16.01.2025 17:25
marcinho01
2
odpowiedz
3 odpowiedzi
marcinho01
58

Zastanawia mnie brak serii Diablo... Czyżby został skalsyfikowany jako "nie-RPG"?

15.01.2025 19:45
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Najczęściej wybieram NORMAL. Tłumaczę sobie to tym, że nie jestem amatorem jeśli chodzi o gry, a i stanowi to "średnie" wyzwanie, którego ukończenie da satysfakcję. Do większości gier nie wrócę, a ukończenie ich na tym NORMAL daje radochę.

14.01.2025 18:42
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Ten "uczuć", gdy dopiero co polizałeś oryginalnego Oblivona sprzed 19 lat, a tu już wychodzi odświeżenie... :)

14.01.2025 18:03
marcinho01
marcinho01
58

A ja właśnie utknąłem w dwójce, bo respawn przeciwników w którymś momencie był przegięciem i zabrakło mi amunicji. Poza tym, możliwość zapisania misji istnieje tylko 1 lub 2 razy na misję- dotyczy to zarówno częsci pierwszej, jak i drugiej. A jedynkę ukończyłem ze 2 razy z bananem na buzi i z satysfakcją :) Dorwanie Saddama w jego twierdzy w ostatniej misji było po prostu dobre :)

12.01.2025 19:03
marcinho01
1
odpowiedz
1 odpowiedź
marcinho01
58

Swego czasu świetna gierka. Bardzo dobrze się przy niej bawiłem. Dawała bardzo dużo satysfakcji z bycia jednocześnie członkiem 4-osobowego zespołu i jego dowódcą; dodatkowo w każdej chwili można było wcielić się w rolę dowolnego wojaka. A temat operacji Pustynna Burza nie był i do tej pory nie jest popularny wśród gier komputerowych. Conflict: Desert Storm zmienił nieco optykę w tej przestrzeni.

Frajdę dawało tutaj parę elementów. Pierwszym były konkretne, treściwe odprawy przed każdą misją, w którym dowództwo opisywało cele do wykonania wraz ze sposobem ewakuacji z miejsca akcji. Warto wspomnieć, że gra byłą w pełni spolonizowana i ta polonizacja stała na przyzwoitym jak na tamte czasy poziomie. Drugim elementem było przyjemne wcielanie się w żołnierza zespołu. Każdy z wojaków miał inną specjalizację, ale nie oznaczało to, że karabiner był "lebiegą" w posługiwaniu się snajperką, a strzelec nie umiał podłożyć ładunków wybuchowych- po prostu zajmowało mu to więcej czasu, niż specjalsowi z tego obszaru. Dodatkowo nieskomplikowany system wydawania rozkazów naszym wojakom wraz z niezłym AI robił robotę. Trzecim elementem była akcja- działając za liniami wroga atakowaliśmy wrażliwe obiekty, i pomimo liniowości misji, jakoś czuło się fajny klmat operacji specjalnych.

11.01.2025 17:05
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Jestem fanem Max Payne'a! Nie grałem tylko w trójkę, jednakże 1 i 2 ograne chyba łącznie z 15 razy. Oj kawał dobrej gry akcji! Oby remake sprostał wyzwaniu :)

11.01.2025 12:28
marcinho01
2
odpowiedz
marcinho01
58

To samo dzieje się teraz na GOGu!!! Masakra jakaś, przecież na letnich wyprzedażach dało się nabyć pojedynczą grę za 5zł... Ale nadchodzi przecież Gothic Remake, więc to "woda na młyn" i stąd te podwyżki.

05.01.2025 16:15
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Ze 20 lat temu ogrywałem niniejszą produkcję i jako, że nie jestem fanem strategii czasu rzeczywistego to stwierdzam, że dobrze grało mi się w World War III. Nasi rodacy odpowiedzialni za tę produkcją stworzyli typowego, aczkolwiek solidnego RTSa, w którym przedstawili wizję trzeciej wojny światowej rozgrywającej się pomiędzy trzema stronami: coś na wzór koalicji państw zachodnich (na czele z USA), koalicji państw azjatyckich (na czele z Rosją i Chinami) oraz koalicji państw arabskich. Tematem przewodnim to oczywiście tytułowe czarne złoto, o których dostęp walczą zwaśnione strony. Podsumowując, jako nie-fan RTS, World War III to dobra produkcja od polskiego studia, która jest przedstawicielem klasycznych strategii czasu rzeczywistego.

post wyedytowany przez marcinho01 2025-01-05 16:15:43
31.12.2024 21:58
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

No i właśnie dziś, wraz z końcem roku 2024, ograłem w pełni Quake 4. Dzięki temu, jako fan serii, ograłem wszystkie główne częsci singleplayerowych przygód kosmicznego marine na wrażych planetach. Jak to porównać do Q1, Q2 i, może przede wszystkim, do Dooma 3?

Quake 4 fabularnie stanowi kontynuację przygód bohatera z drugiej częsci gry. Nie wdając się w szczegóły, fabuła w Q4 jest, ale bez fajerwerków, po prostu stanowi pretekst do rozwałki, o którą chodzi w serii Quake lub w jakimkolwiek innym klasycznym FPSie. Tak, bo własnie Quake 4 jest typowym FPSem, gdzie chodzi o strzelanie do wrażych potworaków, i żeby dobrze się przy tym bawić. Czy ta sztuka udała się autorom gry?

TAK- to jest odpowiedź na to pytanie. Quake 4 dostarcza graczowi rozrywki na ok. 25 różnych poziomach, których ukończenie zajmie graczowi 8-10h. Jest to długość bardzo akceptowalna, jeśli chodzi o FPS. Akcja jest dynamiczna, arsenał broni bardzo róznorodny (poczynając od pistoletu i karabinu maszynowego, kończąc na wyrzutni rakiet i odpowiednika BFG z Dooma, czyli DMW) i należy odpowiednio zarządzać arsenałem na wybranych żołnierzy wroga. W Quake 4 fajnie się gra- nieco zestarzała się już warstwa graficzna, ale dźwiękowo i muzycznie nie ma się do czego przyczepić. Jednakże w porównaniu do Q1, Q2 i Doom 3, czwarty Quake wypada za podium... Ale żeby nie było- tragedii nie ma, ale 4. miejsce pod tym względem musi zająć...

Inne aspekty? Quake 4 to "typowy FPS". Solidny, dobry, ale niczym nie zaskakuje. Dużo zapożycza z wydanego rok wcześniej Dooma 3- próbuje naśladować klimat horroru, apteczki ładowania życia, podobny arsenał, kosmiczni wrogowie na obcej planecie... Ale niestety Q4 o lata świetlne ustępuje trzeciemu Doom'owi. W odróżnieniu do poprzednich części Quake oraz wspomnianego Doom'a tutaj dużo misji wykonujemy razem z kompanami z oddziału- i są oni bardzo pomocni. Dobrze wykonują swoją robotę, a na dodatek regenerują nasze zdrowie oraz pancerz. W Q4 pokierujemy także w kilku misjach pojazdami uzbrojonymi w karabiny czy wyrzutnnie rakiet- to też miła odmiana w porównaniu do Q1, Q2 i Doom 3.

Podsumowując- na podium singlowych Quake część czwarta zajmuje 3 miejsce. Na pierwszym w moim prywatnym rankingu jest Quake 2, na drugim Quake 1. Dlaczego taka kolejność? Do Q2 wracam co jakiś czas, ta gra ma "to coś", jakiś klimatyczny wabik surowego klimatu, który porywa. I nie widać, żeby był spacjalnie uskryptowany. Q1- fanem tej części nie jestem, ale mimo wszystko trzeba oddać hołd orginałowi ze względu na długość gry, zróżnicowane poziomy i również surowy klimat. Czwarta cześć Quake jest dobra, ale do bólu uskryptowana, filmowa, graficznie oczywiście lepsza niż poprzednicy, ale brakuje klimatu definiującego serię. Q1 i Q2 miały swoje światy, klimaty które wciągały. Doom 3 to majster jesli chodzi o survival horror i mikroprzestzenie. Quake 4 nie potrafi znaleźć swojej niszy- niby ma wszystko, tzn. nienajgorszą grafikę, spoko ścieżkę muzyczno- dźwiękową, pokaźny arsenał pukawek, nowości typu kierowanie pojazdami, ale mimo to wszystko jest polane nijakim sosem i wyszedł typowy, aczkolwiek wciąż solidny FPS. Dla fanów serii pozycja obowiązkowa, reszta może poprzestać na nieśmiertelnym Q2.

#BEDE GRAŁ W GRE :)

post wyedytowany przez marcinho01 2024-12-31 22:01:11
31.12.2024 18:55
marcinho01
marcinho01
58

Modów nie ogrywałem. Dziś graficznie już kuleje, ale jak na 2005 rok powiedzmy, że jest nieźle. Jeśli chodzi o gameplay- standardowy FPS. Nic nadzwyczajnego, po prostu kontynuacja Q2, a czy godna? Solidna gra, ot tak powiem, ale bez efektu "wow". Pozycja obowiązkowa dla fanów serii, reszta może zagrać, lecz nie musi :)

31.12.2024 18:46
marcinho01
marcinho01
58

To powiem inaczej- Twoja ocena sprzed lat jest adekwatna nawet i dziś :) Ograłem Q4 po raz pierwszy praktycznie przed chwilą jest to typowy FPS osadzony w uniwersum Quake. Niczym praktycznie się nie wyróżnia. Warto zagrać, poznać ostatnią jak do tej pory część serii (single oczywiście), ale ja raczej ponownie do niej nie wrócę.

31.12.2024 18:41
marcinho01
marcinho01
58

Zakończenie Q4 daje nadzieję na Q5, ale kontynuacji ni widu, ni słychu... mówię o pełnoprawnej odsłonie z trybem single, bo oczywiście cześci Quake stworzone dla trybu multi należy inaczej oceniać.

31.12.2024 18:24
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Wniosek z tego taki, że jeśli gra jest "generalnie" dobra, to bugi i błędy można wybaczyć, można przymknąć na nie oko, nawet gry się wkurzamy że "tak nie powinno być, taki błąd nie powinien być w grze". W przypadku prostych gier akcji to by wkurzało, ale wobec ogromu Stalkera 2 to takowe błędy trzeba tolerować, choć wiadomo, że nie powinno ich być, że liczba patchy wydanych zaraz po premierze sugeruje, że twórcy wypuścili na rynek nie do końca wypolerowany produkt.

08.12.2024 12:04
marcinho01
1
odpowiedz
1 odpowiedź
marcinho01
58

Jestem wiernym fanem całej serii Delta Force i cieszę się, że przy okazji premiery reebota powstał ninijeszy artykuł. Ograłem po kilka razy wszystkie części (poza ostatnią, czyli Xtreme 2), a szczególnie lubuję się w 1 i 2 oraz właśnie w Black Hawk Down. Niniejszy tytuł był niejako "rewolucją", jeśli chodzi o podejście do rozgrywki w dotychczasowych grach z serii. Tutaj taktyka i systematyczna eliminacja wroga szła do lamusa- ulice Mogadiszu wymagały od żołnierzy US Army zręcznego pociągania za cyngiel oraz dynamiczności w walkach ulicznych. Misji było dużo (już nie pamiętam dokładnie ile), ale ostatnie traktujące z operacji IRENE to naprawdę sztos i majstersztyk dla fanów filmu oraz książki (tak, też ją przeczytałem i jestem nią zachwycony).

Lubię co jakiś czas wrócić do tej produkcji, nie tylko dlatego że jestem fanem serii Delta Force oraz filmu i książki "Helikopter w ogniu", ale z bardzo prostego powodu- ta gra jest mega dobra, nawet pomimo upływu czasu gra się rewelacyjnie, zapewnia doskonałe, filmowe emocje. Dodatek Team Sabre już tak nie porywał jak oryginał, ale to typowy "mission pack" stworzony na potrzeby przedłużenia życia serii.

PS: A! Taka samochwałka- mam z GOG wszystkie części DF, które były tam dostępne, również BHD z dodatkiem Team Sabre. W czerwcu tego roku z GOG zniknęły tak naprawdę z dnia na dzień wszystkie odsłony serii, to samo miało stać się na Steam, ale widzę, że Delta Force jest tam dostępna, jednakże jesli chodzi o niniejszą część BHD, to tylko dodatek Team Sabre hula, który wymaga podstawki do działania (gdzie tu logika?).

post wyedytowany przez marcinho01 2024-12-08 12:18:02
24.11.2024 13:32
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Jestem szczęśliwym posiadaczem Unreal 1 i 2 oraz Unreal Tournament z wersji GOG zanim gry zostały skasowane z platformy. I pomimo, że UT jest stworzony do rozgrywek sieciowych, ja bawiłem się przednio grając w singlu z botami. Akcja jest mega gęsta, szybka, dynamiczna, no po prostu DZIEJE SIĘ :)

22.11.2024 19:24
marcinho01
marcinho01
58

Nie. Quake 2 lepszy zdecydowanie. Graficznie i dźwiękowo jest oczywiście Q2 gorszy od "czwóreczki", ale Q4 to "tylko" shooter. Quake 2 miało jakoś ten klimat grozy, tutaj jest on tylko momentami.

17.11.2024 10:53
marcinho01
marcinho01
58

Panie Styropian333, mam wybór i oczywiście każdy Stalker jest lepszy od Codename, ale dziś niniejszy produkt to taka ciekawostka, którą wygrzebali redaktorzy GOL. Nie miałem pojęcia, że gra pochodzi ze stajni GCS- skojarzyłem dopiero po przeczytaniu artykułu.

17.11.2024 10:49
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Spearhead to pierwszy dodatek do legendarnego dziś Medal of Honor, wypuszczony na rynek niecały rok po premierze podstawki. Jest to typowy, mega solidny dodatek, który zawiera wszystko to, czego zabrakło w podstawce i przez to wzbogaca zawartość uniwersum.

W Spearhead mamy przed sobą 9 misji na 3 frontach II wojny światowej: Normandia, Belgia oraz Berlin. Ilość może nie poraża, ale jak na dodatek jest to liczba bardzo w porządku. Lecz tutaj nie ilość misji, a jakość ma znaczenie. W pamięci zapadła mi misji 1, w której podczas D-Day w Normandii skakaliśmy na wrogim terenie ze spadochronu, także misja w Belgii, gdzie twórcy wyraźnie zainspirowali się wydarzeniami opisanymi w książce "Kompania Braci" S. Ambrose.

Dodatek ma wszystko to, co powinien mieć dodatek- lepsze udźwiękowienie, ciut lepsza grafika, nowe bronie, większa intensywność starć. Tutaj, w odróżnieniu od oryginału, więcej czasu działamy w oddziale, a więc wrażenie, że wygrywamy wojnę w pojedynkę, jest mniejsze. Widać, że seria zmierzała w swoim całkoształcie do Call of Duty pod względem akcji i rozgrywki.

Spearhead to dobry dodatek do Medal of Honor, który daje nową jakosć do serii. Polecam z całego serca !!! :)

post wyedytowany przez marcinho01 2024-11-17 10:50:14
17.11.2024 10:37
marcinho01
odpowiedz
2 odpowiedzi
marcinho01
58

Pamiętam Codename. Trafił w moje gusta. Rzeczywiście można nazwać go protoplastą Stalkera. Ten surowy, otwarty świat, który nie wybaczał błędów na polu walki, taktyka, skradanie się, wybieranie odpowiedniej drogi do celu. W tamtych czasach "czacha dymiła" od myślenia i kombinowania. Akcja w stylu "Rambo" kończyła się szybko ekranem załadowania gry. Grafika w tamtych czasach może i była dobra, ale dziś strasznie się zestarzała. Ja osobiście utknąłem na 5 lub 6 misji. Poziom trudności jest tu solidny, gra nie prowadziła gracza za rączkę z punktu A do B- wolna wola gracza i pomyślunek miał tu kluczowe znaczenie. Polecam wrócić do tej produkcji, bo warto :)

13.11.2024 22:55
marcinho01
marcinho01
58

A wg mnie zapada w pamięć pierwsza misja, gdy zeskakujemy ze spadochronu na wrogim terenie, a wszędzie wokoło strzelają działa przeciwlotnicze, jest pełno Niemców, a nasz zespół jest totalnie rozproszony. Oj tak, tam się działo :)

13.11.2024 22:28
marcinho01
marcinho01
58

Kolego damianyk, 1:0- dodatek Spearhead ograny :) Mega mega fajny, nawet nie narzekam na długość, bo "tylko" 3 kampanie, ale mają wszystko to, czego nie miał oryginał, a już pamiętam, że zaimplementował pierwszy Call of Duty. A więc drugowojenne strzelanki szły w kierunku wykształcenia się Call of Duty.

post wyedytowany przez marcinho01 2024-11-13 22:29:08
11.11.2024 14:56
marcinho01
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
marcinho01
58

Właśnie po raz drugi ukończyłem MoH, tym razem na poziomie normal. Podtrzymuje swoje zdanie sprzed kilku lat, że jest to wciąż bardzo grywalna pozycja traktująca o II wojnie światowej, a jej wkład w rozwój gier FPS o takowej tematyce jest wręcz nie do przecenienia.

Po latach gra się bardzo dobrze. Minusem, który dostrzegłem, jest nierówne AI wrogów- na otwartych przestrzeniach potrafią skosić naszego wojaka z niewyobrażalnej odległości mając CKM, zaś w pomieszczeniach często pchają się pod nasz karabin. Fakt, że akcja jest bardzo intensywna i nie ma za bardzo czasu na zastanawianie się, jak strzelać, ale mimo wszystko poziom AI jest nierówny. To, z czego niniejsza produkcja zostanie zapamiętana, to oczywiście lądowanie na plaży Omaha widziane oczami naszego żołnierza- dziś ze względów graficznych być może nie jest to już tak spektakularne, ale ogólnie rzecz ujmując twórcy w swoim czasie wykonali kawał dobrej roboty, a "Szeregowiec Ryan" jest tutaj wzorem. Można narzekać na długość gry- łącznie 6 misji, których ukończenie nie jest specjalnie wymagające pod warunkiem przebrnięcia przez kilka etapów, gdzie wrogowie mają nadludzką celność i nie musimy non stop wczytywać gry.

Dziś Medal of Honor to nieca zapomniana seria, bo Call of Duty skutecznie wygryzł ją z miana najlepszych gier FPS o drugiej wojnie światowej, jednakże "jedynka" wraz z dodatkami to pozycje obowiązkowe dla fanów drugowojennych strzelanek. Warto wspomnieć, że przez minione ćwierćwiecze doczekaliśmy się tylko kilku serii gier, które dobrze traktują o niniejszych realiach- opisywane MoH, wspomniane CoD, sieciowe Battlefield, można wyróżnić też Wolfenstein'y oraz nieco zapomniane już 3 części Brothers in Arms. Jak na 25 lat gamingu, nie jest to dużo serii, ale tak naprawdę jest w czym wybierać.

Medal of Honor: Allied Assault dał początek temu wszystkiemu.

post wyedytowany przez marcinho01 2024-11-11 15:03:17
10.11.2024 11:29
marcinho01
1
odpowiedz
marcinho01
58

Nie ma takiej drugiej gry RPG. Stylistyka, klimat, świat- Arcanum jest pod tym względem jedyny w swoim rodzaju. I przy tym marketingowo nie okazała się hitem, niczym pierwszy System Shock swojego czasu, i dopiero po latach dostrzegamy kunszt takich produkcji. Gra wielka, bogata w różne postaci, klasy, miasta, znajdźki... Oj, jest tu co robić :)

Podchodziłem do produkcji kilkakrotnie, jednakże ze względu na brak czasu porzucałem grę gdzieś w połowie. Zakupiłem tę grę lata temu w GameStar, w twardym opakowaniu, z patchem i wersją PL, zatem jestem szczęśliwcem- to mój taki Złoty Gral w kolekcji :) Są głosy, czy przydałby się remake... osobiście jestem za takim rozwiązaniem, ale trzeba to zrobić z klasą godną oryginału- bylejakość nie wchodzi w grę.

09.11.2024 22:26
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Właśnie ukończyłem klasycznego SS po raz drugi w życiu. Zrobiłem to tak naprawdę świeżo po ukończeniu System Shock Remake, żeby porównać sobie obydwie gry.

Na wstępie powiem tak: wspaniale było wrócić na Cytadelę w klasycznym System Shock. Jest to gra genialna pod każdym względem, grafika mi nie przeszkadza bo oczywiście nie miała prawa przetrwać próby czasu, ale brakowało mi tej oprawy muzycznej z pierwszego SS. W Remake jest to oprawa mroczna, mniej dynamiczna, bardziej nowoczesna i pasująca do mrocznego klimatu.

SS Remake ma bardziej rozbudowane poziomy pod względem wielkości niż SS1- to główna różnica, którą zauważyłem. Ale grywalność pierwszego SS, pod warunkiem zaakceptowania topornego interfejsu, jest wciąż na wysokim poziomie. Oj wspaniała gra, wspaniała... Remake lepszy pod względami graficzno- dźwiękowo- technicznymi, co oczywiste, ale o klasyku należy pamiętać! :)

09.11.2024 20:53
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Wiecie co? Mam taką ciekawostkę...

Właśnie ogrywam po raz 2 w życiu SS: EE (wersja GOG) i mam pewne różnice w porwnaniu do ogrania tej wersji w 2021 roku. Mianowicie dwie rzeczy:
1. Za pierwszy razem musiałem ręcznie wpisać kod do Reaktora na podstawie 6 cyfr z poprzednich poziomów Cytadeli (a więc jak ich nie zapamiętałem lub nie zapisałem, jazda na dół). Ogrywam teraz grę i jak już mam teoretycznie wszystkie cyfry to udaje się do Reaktora i wystarczy kliknąć w panel, aby kod został zaakceptowany.
2. Podczas ogrywania w 2021 r. miałem quest z zepsutym przekaźnikiem potrzebnym do wystrzelenia gaju beta. Gram obecnie i tego questa po prostu nie ma- wystrzelam gaj beta bez żadnych komplikacji; dalej gra fabularnie normalnie gna do przodu.

Czy ktoś spotkał się z podobną sytuacją?

09.11.2024 13:42
marcinho01
1
odpowiedz
marcinho01
58

O ile początek jest w porządku, tzn. Doom, Quake, Unreal i HL, to już później się to nieco rozjeżdża. Wg mnie, zamiast Call of Duty należałoby wspomnieć o Medal of Honor, które utorowało ścieżkę nowej serii gier o II wojnie światowej. No i brak pierwszego Far Cry to, moim zdaniem, duże pominięcie. W czasach, gdy każdy czekał na Dooma 3 i Half-Life 2, producenci Crytec wydali grę, która pozamiatała konkurencję.

post wyedytowany przez marcinho01 2024-11-09 13:43:14
03.11.2024 14:49
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Nie zagrałem w tę część Disciples (jeszcze!), ale zamierzam ją wypróbować, gdyż jako dzieciak zakupiłem w jakimś czasopiśmie pierwszą część pod tytułem Apostołowie: Święte Ziemie (a więc DIsciples: Sacred Lands). Gra wciągnęła mnie na długie godziny i stanowiła bardzo dobrą alternatywę dla HoM&M. Graficznie dziś gierka kuleje, ale wciąż ma "to coś". Dwójeczka Apostołów to moje wyzwanie na tą jesień :)

30.10.2024 22:48
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

W roku 1994 świat ujrzała gra o tajemniczym tytule System Shock. W momencie premiery nie był to tytuł wybitny- rynek gier był pochłonięty dynamiczną akcją Dooma 1 i 2, w związku z tym czekał na kolejne tego typu rewolucje w świecie elektronicznej rozrywki. System Shock "zgadzał się" z Doomem tylko pod jednym względem- widoku FPP i eksterminacji wrogów. SS oferował o wiele więcej niż Doom, ale odkrycie wartości tamtej produkcji wymagało od gracza wyjątkowo dużo cierpliwości, a przecież sięgnął po Dooma i wsiąknął w niego od pierwszego napotkanego potwora.

Należy stwierdzić, że System Shock wydany w 1994 r. był mega niedoceniony w momencie premiery. Niniejszy remake wydany 29 lat po premierze oryginału stanowi, wg mnie, flagowy przykład tego, jak należy odświeżać klasyki. Umówmy się- pierwszy SS to już ciekawostka historyczna, archaizm, nawet w wersji Enhanced Edition jest mocno podstarzały pod kątem mechaniki i interfejsu, przez co tylko naprawdę cierpliwi gracze wezmą się ten tytuł, reszta zaś ominie temat szerokim łukiem lub zrezygnuje już po pierwszych minutach gry. I tutaj wyłania się niniejszy System Shock Remake, który chce zachęcić weteranów oryginału do powrotu na stację Cytadela, a nowych graczy przyciągnąć do ekranu, aby poznać legendarnego protaginistę w historii elektronicznej rozgrywki- sztuczną inteligencję SHODAN.

Czym jej w ogóle System Shock? W dużym skrócie- grą akcji z widokiem FPP z elementami RPG, w klimacie horroru/immersive sim. Fabuła jest osadzona w przyszłości roku 2072, kiedy to nasz bohater, jako haker, próbuje wykraść tajne dane międzygalaktycznej korporacji, jednakże zostaje przyłapany na gorącym uczynku. Otrzymuje mimo to szansę na rehabilitację, jeśli tylko usunie bariery etyczne SI SHODAN na stacji badawczej na Jowiszu. Gdy tak się staje, haker otrzymuje w zamian wszczepy, na których mu zależało, ale musi przejść okres 6- miesięcznej hibernacji, aby się zaimplementowały. Po przebudzeniu okazuje się, że stacja badawcza została przejęta przez SHODAN, a jej personel to krwiożercze bestie i zabójcze roboty, które chcą zabić naszego bohatera. Walka o przetrwanie właśnie się zaczyna...

System Shock Remake to produkcja przeniesiona fabułą i lokacjami niemalże w stosunku 1:1 w porównaniu do oryginału. Taki zabieg wyszedł grze na dobre, gdyż fabuła to jeden z najmocniejszych punktów tytułu, a poziomy zawarte w oryginale były bardzo rozbudowane, więc i tutaj jest co eksplorować. To także niejako hołd oddany produkcji z 1994 roku. Hołd ten został oddany także w dwóch innych elementach- grafika (zalatuje pikselozą lat 90., jednakże robi to w tak dobrym smaku, że jest jak najbardziej na plus) i poziom trudności rozgrywki (od 1 do 3, elementy: walka, cyberprzestrzeń, zagadki i wskazówki). Remake to eksploracja kolejnych poziomów stacji badawczej Cytadela w celu unieszkodliwienia SHODAN i całej armii, którą sobie tutaj "wyhodował". Kolorowa, wynikająca z ograniczeń technologicznych roku 1994 stylizacja poziomów została zastąpiona ciemną, szarą i mroczną kolorystyką, która w połączeniu z cichą muzyką przygrywającą w tle tworzy niezwykły, unikalny klimat horroru, niepewności gracza, ciagłego napięcia i niepokoju. Dodajmy do tego czające się tu i tam zombiaki, śmiertelne maszyny i roboty ochronne oraz biologiczne hybrydy, a także konieczność oszczędzania amunicji, gdyż jest jej w grze po prostu mało- efekt wszechobecnego zagrożenia gwarantowany. System Shock Remake, podobnie jak oryginał, wciągnął mnie swoim gęstym, przytłaczającym klimatem w stopniu, że po prostu musiałem ukończyć grę.

Żeby nie było tak kolorowo, teraz nieco dziedźciu. Przeniesienie 1:1 formuły rozgrywki z oryginału do remake okazało się dobrym posunięciem, ale pozostały "stare" błędy, które odrzucą graczy. Największym z nich jest brak wskazówek, co zrobić dalej i gdzie się udać. Niczym w 1994 roku, także i teraz wszystkiego musimy się dowiedzieć z audiologów i notatek znalezionych na stacji, i to też czytając między wierszami. Efekt jest taki, że kilka godzin możemy kręcić się bez celu, co niezwykle irytuje. I nawet jak ukończyłem parę lat temu oryginalną grę, tutaj też miałem problem z posunięciem akcji do przodu i musiałem sięgnąć po poradnik... Druga sprawa- wprowadzono tutaj ekwipunek, który niestety jest mały i nieźle trzeba kombinować, aby zabrać naprawdę potrzebne pukawki i przedmioty, a nie daj Boże żeby zgubić kluczowe dla fabuły rzeczy (gra nie podpowiada tego niestety...). Słowem- przechodzenie gry, posuwanie jej do przodu jest niemalże tak samo toporne, jak 29 lat temu. To zdecydowanie błąd twórców, gdyż najnowsze pokolenie graczy może się odbić od SS Remake...

Piszę niniejszą opinię jako gracz, który ukończył oryginalnego SS (w 2021 r., wersja Enhanced Edition). Gra mega mnie wciągnęła i oceniłem ją jako absolutny hit 10/10 (a kocham odkrywać po latach takie perełki!) Ta informacja jest ważna, gdyż Remake inaczej oceni ktoś taki jak ja, a inaczej ktoś kto pierwszy raz ever zasiądzie do System Shock i tej historii. Ja oceniam Remake 10/10- być może ocena lekko przesadzona, ale summa summarum produkt wciągnął mnie na parę intensywnych wieczorów, a jak byłem w pracy to myślałem, gdzie muszę teraz iść i co wykonać, lub skąd wziąć amunicję, albo jak pokonać tego czy innego stwora- tak więc SS Remake mnie pochłonął i mimo swoich toporności wynikających z wierności oryginałowi nie odpuściłem tytułu, dopóki nie unicestwiłem SHODAN. Nowi gracze, którzy do tej pory w ogóle nie mięli do czynienia z SS, mogą odjąć od mojej oceny 2 oczka, a więc myślę, że "8" powinna wskoczyć.

Podsumowując, System Shock Remake to flagowy przykład tego, jak powinno odświeżać się klasyki. Wierni fani serii powrócą na Cytadelę i będą wniebiwzięci tym, że gra zachowała ducha oryginału w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nowi gracze także wciągną się w tę historię i akcję, i jeśli tylko nie zrażą się brakiem wskazówek, znaczników, itp. i jakoś przebrną dalej, to też odkryją bardzo dobry produkt.

27.10.2024 21:25
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Za dzieciaka zakupiłem w CD- Action, ale nigdy nie miałem okazji przetestować. Niedawno zainstalowałem, chwilę pograłem i dodałem do kolejki listy "gierek do ogrania", bo najzwyczajniej w świecie zabrakło mi na nią czasu. Idzie jesień, wieczory długie, oj znajdzie się czas na ogranie tej szalonej strzelanki :)

21.10.2024 21:19
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Aj szkoda... zapowiadało się fantastycznie. Klasyczna, legendarna falloutowa "jedyneczka" miała wielkie szanse na pełne odświeżenie i demko pokazywało, że idzie wszystko w dobrą stronę. Mam nadzieję, że ktoś to kiedyś dokończy...

09.10.2024 21:46
marcinho01
marcinho01
58

Grać i nie gadać!!! :)

post wyedytowany przez marcinho01 2024-10-09 21:46:59
08.10.2024 22:06
marcinho01
2
odpowiedz
marcinho01
58

Robocop to jedna z wielkich ikon filmów sci-fi przełomu lat 80. i 90. poprzedniego stulecia. Postać niezwykle wyrazista i oryginalna po dziś dzień, gdyż nie ma drugiej takowej "persony" (czyżby to dobre słowo w tym przypadku?). Na podstawie klasycznych trzech części filmów twórcy gier stworzyli mnóstwo platformówek, w które jako dzieciak ogrywaliśmy na popularnym swego czasu Pegazusie. Jedne były lepsze, drugie gorsze, ale liczyła się zabawa. Jednakże w XXI wieku była tylko jedna próba potraktowania "na poważnie" uniwersum filmowego i zastosowania go w grze komputerowej. Tym przykładem był tytuł "Robocop" z 2003 roku i tak naprawdę na tej wspomince możemy zakończyć rozpisywanie się o tej próbie, bo powiedzieć, że była "nieudana", to lekkie niedopowiedzenie.

Aż dziw bierze, że przez 20 lat nawet nie próbowano stworzyć poważnej gry komputerowej traktującej o Superglinie, aby wykorzystać potencjał uniwersum klasycznych filmów z lat 80. i 90. Trudno stwierdzić, z czego wynikała ta niechęc twórców... może był to wynik słabej popularności Robo w growej popkulturze XXI wieku? Albo z braku pomysłu na dobry produkt, aby nie było to typowy FPS i w zasadzie na tym by mogła gra się skończyć? Możliwe. Robocop z 2003 roku był absolutnym niewypałem, typowym FPSem, brzydkim graficznie i dźwiękowo, który tylko udawał, że wykorzystuje uniwersum filmowe.

Na szczęście nasi rodacy z firmy Teyon podjęli się tego niełatwego wyzwania. Zadanie mieli piekielnie trudne. Musieli, po pierwsze, przypomnieć młodszemu pokoleniu, kim był Robocop i o co chodziło w filmach. Po drugie, stworzyć rozgrywkę w taki sposób, aby gracz nie poczuł nudy po godzinie gry. Po trzecie, nie mógł zawieźć fanów filmowej postaci (którym jestem skromny ja) i wcisnąć graczom tzw. kaszany na "odwal się". Musięli zrobić coś, czego do tej pory growy Robocop nie robił- wyjść poza schemat niezniszczalnej maszyny odpornej na pociski.

RoboCop: Rogue City wszystkie 3 powyższe wyzwania wziął na klatę i dzielnie się z nimi rozprawił. Ninijeszy produkt stoi solidnie i graficznie, i dźwiękowo, i pod względem szeroko pojętej grywalności, kończąc (a może zaczynając?) na bardzo dobrej fabule i wszędzie puszczając oczko do wiernych fanów filmowej trylogii. Fabuła jest zlokalizowana pomiędzy filmową częścią 2 i 3, więc ja czułem się, jakbym obejrzał film "Robocop 2,5"- i był to bardzo dobry film, w klimacie klasycznej trylogii. Fabuła oscyluje wokół nowego bandziora w Detroit, który pojawił się w mieście wraz ze swoimi pomagierami, i przemuje władzę w i tak już mocno poturbowanym przez los mieście. Oczywiście, w tle jest prywatna korporacja OCP, dla której liczy się tylko "money money money", jest Policja Detroit, która walczy na ulicach z przestępcami, są politycy, którzy walczą w wyborach na burmistrza miasta, i są fajne zwroty akcji w fabule, których nie zdradzę. Słowem- fabularnie jest bardzo dobrze, a dla mnie jako fana Robocopa wręcz fantastycznie, bo niejako "obejrzałem" nowy film pt. Robocop 2,5- coś nowego od 1993 roku (filmowego Robo z 2014 r. nie liczę- to odrębna historia, która nie istnieje w niniejszej grze).

Interesująca fabuła to element, króty determinuje działania gracza wcielającego się w Superglinę. Rozgrywka w większości to oczywiście strzelanie do wrażych bandytów, najemników, a także i maszyn, lecz te epizody są przeplatane wizytami Robo na komisariacie Policji i w śródmieściu Detroit, gdzie będąc kilkakrotnie wykonujemy typową policyjną robotę, tzn, znajdujemy tzw. "dowody zbrodni" i wykonujemy questy poboczne. Tak, questy! Kilkakrotna wizyta w mieście i na komisariacie to okazja do zwiedzenia tego mikroświata i wykonania kilku zadań zleconych przez mieszkańców lub policjantów. A te są różnorodne- od rozwiązania sprawy zabójstwa pewnej kobiety, po uratowanie kota z płonącego mieszkania. Za wykonanie zadań otrzymujemy punkty doświadczenia, które przekładają się na rozwój postaci. Tak, rozwój postaci, jak w RPG! Kilka cech determinuje naszego bohatera, wpływ których widać w jego poczynaniach- od doskonałej odporności na pociski, kończąc na dodatkowych opcjach dialogowych z NPC. Słowem- miłe dodatki, ja się nie nudziłem :)

A co z akcją? Sama fabuła jest bardzo dynamiczna i przedstawiona w licznych animacjach i dialogach, ale jesli chodzi o to, do czego Robo został powołany, to powiem tak- świetnie się strzela :) Wizyta naszego bohatera w mrocznych lokacjach znanych z filmów (np. stara odlewnia czy siedziba OCP) wiąże się z walką z przestępcami za pomocą nie tylko filmowego, kultowego pistolero Robo, ale ten potrafi też podnosić broń wroga (a tego w filmach nie było!). A tej broni jest całkime sporo- od pistoletu, uzi, po AK47, bazookę, snajperkę i karabinek Cobra (taaaaak!!! to ukłon dla maniaków filmu). Po prostu przyjemnie się walczy, nie ma się do czego przyczepić- element FPS jest w 100% dobry.

Najlepsze w Robocop: Rogue City jest to, że twórcy nie poszli na łatwiznę w stylu "robimy FPS, damy elementy RPG, dialogi, jakieś questy poboczne i będzie hit". O nie, tyle by nie wystarczyło na Robocopa. Twórcy poszli 2 lub nawet 3 kroki dalej i całość okraszyli autentycznością niemal wszystkich filmowych postaci- wygląd Robo jest autentyczny, głos podkłada filmowy Peter Weller, partnerka Lewis jest autentyczna, sierżant Reed jest autentyczny (no może poza głosem), pozostali policjanci wystepujący w filmie też są autentyczni. ED-209 autentyczny, świetnie zaprojektowany, te japońskie prototypu też dobrze wyglądają jak z filmu, Kain to majstersztyk. Spotykamy naprawdę wiele znajomych twarzy z filmowej trylogii- oj robi to robotę!!! Posterunek Metro West- jak filmowy. Miasto Detroit- jego mroczny klimat, bandytyzm, brud jest wiernie odwzorowany w grze. Budowa Delta City i siedziba OCP- czuć ten brudny klimat przestępczości i anarchii. Dla mnie naprawdę sztos! Dodatkowo wszystko jest zrealizowane w przepięknej oprawie graficznej. Muzyka, a jakże, także bardzo dobra, a wielu miejsach filmowa. Gra "puszcza oko" do fanów filmów w wielu miejscach- właśnie posterunek policji, budowa Delta City, firma MagnaVolt której logo widnieje na okręgu miasta, auto SUX 6000 które "króluje" w filmie, plakaty z Dinozaurem, krem jako filtr słoneczny (nie pamiętam nazwy)- gra wiernie ciśnie klimatem filmowym w gracza.

Czy nowy Robocop ma wady? Ma, oczywiście, że tak. Można przyczepić sie do nieco sztywnych animacji postaci w kilku miejscach. Długość gry też trochę kuleje- gdyby nie wstawki animacyjne (a jest ich naprawdę sporo!), samą rozgrywkę można ukończyć w 4-5 h. Mikroświat pozostawia wrażenie nie do końca wykorzystanego, gdyż niestety pomimo wielu budynków, drzwi, postaci, można wchodzić w interakcje tylko z tymi, na które pozwala gra (ale w sumie to nie Morrowind, ludzie!). No i wykonując zadanie gra prowadzi gracza za rączkę poprzez wskaźniki na mapie- niby ma to być ułatwienie, ale gra aż za bardzo pokazuje "jak chłop krowie na rowie", dokąd ma się udać.

Podsumowując- Robocop: Rogue City to najlepszy w historii gier komputerowych tytuł, który traktuje o przygodach filmowego Supergliny. Aż dziw bierze, że tak późno zabrano się "na poważnie" do tego uniwersum, ale lepiej późno, niż wcale- tym bardziej, że za dzieło odpowiadają Polacy :) Bawiłem sie swietnie ogrywając niniejszy tytuł- nie czułem monotonii, elementy RPG i rozwoju broni podstawowej traktuje bardzo w porządku, wczułem się w historię i w mroczny, brudny klimat miasta. Jako fan filmów wystawiam ocenę 9,5 , lecz jeśli ktoś nie jest fanem fimowej trylogii to może "oczko" odjąc od tej oceny. Ale wszystkim polecam z czystym sercem!!!

post wyedytowany przez marcinho01 2024-10-08 22:17:49
15.09.2024 17:19
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Drugi Doom, legendarny Hell on Earth, to wg mnie sequel idealny. Wydany rok po premierze pierwszej części, która niewątpliwie zrewolucjonizowała rynek elektronicznej rozrywki w ogóle, a gatunkowi gier FPS nadała nowy kierunek rozwoju. Pierwszego Dooma ograłem po raz pierwszy w życiu w 2021 roku i jestem nawet dziś zachwycony tą produkcją, wracam sobie do niej od czasu do czasu. Oceniłem jedynkę 10/10- absolutny hit trzyma się nawet dziś.

W drugą część postanowiłem zagrać niedawno i sprawdzić, dlaczego wielu graczy i fachowców uznaje drugiego Dooma lepszego niż pierwszy. Po ukończeniu gry stwierdzam, że technicznie oba tytuły niczym się od siebie nie różnią. Doom 2: Hell of Earth to "jeszcze więcej Dooma"- więcej potworów, więcej poziomów, więcej broni (legendarna, epicka dwururka!!!), więcej muzyki, więcej gęstego klimatu, więcej rozwałki. Fabuła, jak to w tej serii, szczątkowa- nie musiałoby jej być. Akcja tym razem toczy się nie w bazie na Marsie, lecz na Ziemi, gdzie bestie dokonały inwazji, lecz ostatecznie znowu musimy wrócić do piekielnych otchłani, aby unicestwić zło. Graficznie i muzycznie Doom 2 niczym nie różni się od pierwowzoru- graficznie to oczywiście pikseloza, ale muzycznie i dźwiękowo to wciąż mastersztyk, nawet po 30 latach!!!

Oceniam grę, tak jak część pierwszą, na ocenę 10/10. Pomimo, że tytuł wprowadza niewiele nowości, jednakże te, które zostały wprowadzone, odmieniają oblicze Dooma. Przede wszystkim nowa strzelba dwururka, która daje autentycznego kopa i robi znaczącą różnicę podczas starć w bliskim kontakcie. Nowe potwory- jest ich kilka, są wymagający, ale stracia z nimi są satysfakcjonujące. Intensywność starć- tutaj wg mnie jest większa. Doom 2 jest też grą dłuższą od "jedynki", poziomy są bardziej rozbudowane, nieco bardziej zawiłe, ale to wyszło grze na plus. No i "ziemskie" lokacje jakoś bardziej mi odpowiadają w porównaniu do kosmicznej stacji na Marsie w Doom 1. To wszystko okraszone świetną, dynamiczną ścieżką muzyczną sprawia, że w Doom 2 gra się świetnie, a jak z nienacka wyskakują potwory to gracz potrafi "dygnąć" przed monitorem. Tak, nawet 30 lat po premierze! Jeśli taki efekt wywułuje wciąż to gra, to jest warta oceny 10/10. Polecam!!!

01.09.2024 16:07
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Oryginalny Doom z 1993 roku to majstersztyk 10/10, koniec i kropka. Nawet dziś jest to produkt niesamowicie grywalny i wciągający. The Ultimate Doom wprowadza przede wszystkim nową, składającą się z 9 etapów kampanię. Jak oceniam niniejszą kampanię? Bardzo dobra. Technicznie niczym nie różni się od klasycznego Dooma- te same bronie, potwory, grafika. Jednakże te 9 poziomów robi robotę! Przede wszystkim widać tu znacznie podniesiony poziom trudności w porównaniu do podstawki. Levele są świetnie zaprojektowane, przeciwników jest całe mnóstwo, trup ściele się gęsto- i o to chodzi :) Bardzo dobry dodatek, jednak trochę za krótki- można go ukończyć w 2 godzinki. Ale fajny add-on do klasycznego Dooma :)

01.09.2024 12:08
marcinho01
2
marcinho01
58

Bardzo dobra ocena. Rzeczowa, kompleksowa, fajnie się czyta :) Właśnie ograłem pierwszego Dooma po raz 2. w życiu (pierwszy raz- jakieś 3 lata temu) i to jest naprawdę taka giera, że wciąga. Wszystkim. Klimat, pukawki, rozwałka... fabuła jest szczątkowa, może jej w ogóle tu nie być :) Tu liczy się przyjemność eksterminacji wrogów, zsyłanie ich tam skąd przyszli, czyli do piekła. Przyjemność tę mogę porównać z graniem w Diablo 2- sieka jest relaksyjąca, wciągająca :) Pierwszy Doom to żywa legenda, do której można wracać i cały czas zaskoczy nas swoją ponadczasowością.

01.09.2024 11:49
marcinho01
1
odpowiedz
marcinho01
58

Moja przygoda w ogóle z grami komputerowymi rozpoczęła się od drugiej części SoF. To była moja druga albo trzecia gra ever, którą posiadałem i w którą zagrałem. Była to długa gra, klikadziesiąt poziomów trzymających w napięciu, fajne realistyczne pukawki, dobra fabuła, liczni wrogowie, miedzynarodowy terroryzm w tle- ta mieszaknka okraszona postacią najemnika Mullinsa dawała naprawdę duża dawkę rozrywki.

Parą lat później w CD- Action była pełna wersja pierwszego Soldier of Fortune. Gra wciąż dobra, prosta, nieskomplikowana, dająca masę frajdy, i jak słusznie zaznaczył autor tekstu, niezbyt przełomowa jak na tamte czasy, ale wyróżniająca się bardzo wysokim poziomem brutalności. I tak zostało do dziś. Graficznie to już dziadek, ale muzycznie i fabularnie jako tako się broni. Eliminacja wrogów daje frajdę i nawet dziś warto odświeżyć sobie przygody Jonha Mullinsa. SoF to pozycja do oczyszczenia sobie głowy po ciężkim dniu w pracy, na 2-3 wieczory. Ale, co chyba najważniejsze, to KLASYK w historii gier FPS.

08.08.2024 20:14
marcinho01
odpowiedz
1 odpowiedź
marcinho01
58

Niedawno ograłem ponownie Fallout 1. Klimat z filmiku pokazowego pozostaje zachowany niczym z "jedyneczki". Oj czekam z niecierpliwością na ten projekt!!!

15.06.2024 09:55
marcinho01
marcinho01
58

Ja też...

15.06.2024 09:54
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Na pierwszy rzut oka na powtórki było tak, jak piszesz. Ale wystaczy przyjrzeć się bliżej sytuacji- najpierw był atak jedną nogą na nogę Niemca, chwilę później drugą nogą Szkot wybił piłkę i tą nogą jeszcze drugi raz zaatakował Niemca. Ewidentnie rzut karny i czerwień- brutalny faul w polu karnym- to cud, że wyszedł z tego bez szwanku...

15.06.2024 09:54
marcinho01
marcinho01
58

Na pierwszy rzut oka na powtórki było tak, jak piszesz. Ale wystaczy przyjrzeć się bliżej sytuacji- najpierw był atak jedną nogą na nogę Niemca, chwilę później drugą nogą Szkot wybił piłkę i tą nogą jeszcze drugi raz zaatakował Niemca. Ewidentnie rzut karny i czerwień- brutalny faul w polu karnym- to cud, że wyszedł z tego bez szwanku...

05.06.2024 22:22
marcinho01
marcinho01
58

Hahaha mam i ja z Prime Gaming :)

17.04.2024 20:51
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Samaritan

Aż tak nie bieżąco z rynkiem gier nie jestem, wiele tytułów wspomnianych powyżej jest dla mnie nowa i tylko o kilku w nich słyszałem- dzięki w takim razie za poszerzenie wiedzy. Jednakże w czasach premiery Robin Hooda tytułów z kategorii real time tactics było niewiele, obecnie jest ich sporo (co mi uświadomiłeś), a w 2004 roku prym wiedli oczywiście Commandosi (z niezbyt dobrze przyjętą częścią trzecią).

15.04.2024 21:35
marcinho01
odpowiedz
1 odpowiedź
marcinho01
58

Świetna gra, mega niedoceniana w czasie swojej premiery, stosunkowo kiepski marketing sprawił, że dopiero po latach odkrywamy takie perełki. Nawiązania do kultowego Commandosa nasuwają się od razu z jednego prostego powodu- w tamtym czasie Commandos był gatunkiem samym w sobie, zaś Robin Hood był dopiero trzecią tego typu grą (po Commandosach oraz Desperados). Dziś tego typu produkcji jest więcej, jednakże "comandosopodobny" gatunek gier jest, moim zdaniem, bardzo specyficzny, i naprawdę trzeba mieć na niego pomysł i dobre wykonanie, aby nie zaginął wśród tłumu. Tak poległ swego czasu tytuł Korea: Zapomniany konflikt, który miał ciekawy pomysł i nieoczywiste czasy wojny koreańskiej, ale kiepskie wykonanie zaprzepaściło trud pracy twórców. Dziś możemy pogrywać w bardzo dobre Shadow Tactics oraz rodzime War Mongrels. Czekamy na powrót komandosów w Commandos: Origins, a być może jakiś remasterek Robin Hooda by się przydał? :)

15.04.2024 21:24
marcinho01
marcinho01
58

Z daleka wygląda jak forteca z ostatniej misji w Commandos 1 :)

25.03.2024 21:28
marcinho01
1
marcinho01
58

Panie rastablasta :) 14 lat to jednak rzeczywiście szmat czasu :) Na początku lat 00' może i wyszło parę ładnych graficznie gierek, ale Far Cry powodował opad szczęki pod tym względem. Tego do tej pory nie było w historii gier komputerowych. Grafika to jedno, ale połączenie jej ze swobodą działania, jaką oferował Far Cry- to był majstersztyk. Nie wiem, do czego można to porównać. Może to rewelacyjnego Unreala z 1998 roku, kiedy to w dziedzinie FPSów "królowały" Quake 1 i 2 oraz (może trochę wcześniej) Doom 1 i 2. Unreal ukazał się w 1998 roku, miał piękną grafikę, a jeszcze lepszy klimat i gameplay- tak jak Far Cry.

25.03.2024 21:07
marcinho01
2
odpowiedz
marcinho01
58

A ja się pochwalę, że mam oryginalną pudełkową wersję, działającą na Win11 :) Giera ekstra, cała trylogia (1, Pandora Tomorrow i Chaos Theory) to kamienie milowe skradanek.

24.03.2024 13:59
marcinho01
2
marcinho01
58

Witaj w klubie "grałem tylko z FC1" :) Pamiętam, że to był przełom. Demo cięło się niesamowicie na moim PC, nie dało się grać normalnie. Dopiero 2 lata później ograłem FC1 i wgniótł mnie w fotel- grafika, muzyka, ogromna przestrzeń... Coś fantastycznego. Do dziś, moim zdaniem, pierwszy Far Cry wygląda fantastycznie- odpalam go sobie od czasu do czasu i nigdy mi się nie nudzi :)

24.03.2024 13:53
marcinho01
marcinho01
58

Dużo graczy ma takie samo zdanie...

16.03.2024 09:45
marcinho01
marcinho01
58

A gdzie kolego teraz dostaniesz grywalnego Colina 2.0? Pytam się na poważnie, bo ja miałem na płytce, ale już dziś niestety na Win11 (w moim przypadku) nie działa...

09.03.2024 07:50
marcinho01
1
odpowiedz
marcinho01
58

Być może spamuję nieco temat, gdyż jako jedyny narazie wypowiadam się na temat gry, ale jako wierny fan serii muszę :) Po kilku zwiastunach mam mieszane uczucia. Wydaje się, że gra będzie "kipieć" akcją podczas intensywnych starć na polach bitew. Zobaczymy, co z liniowością akcji, czy twórcy wymyślą jakieś alternatywne ścieżki do ukończenia misji. Niejedna gra FPS na zwiastunach wydawała się petardą, a później klops, bo "coś tu nie gra". Tak więc- do premiery, wtedy zobaczymy. Narazie wydaje mi się, że rewolucji nie będzie...

04.03.2024 14:56
marcinho01
2
odpowiedz
1 odpowiedź
marcinho01
58

Czekam czekam z niecierpliwością!!! :) Poczciwego Colina 2 nie mogę już nigdzie dostać, a pograłoby się... Ale ta produkcja ma duże szansę na przypomnienie nostalgii tej serii, a w szczególności "dwójeczki" :)

29.02.2024 18:45
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Cieszy mnie fakt, że poczciwe Fallout 1 i 2 wciąż są gdzieś tam w czubie, że Gothic 1 i 2 nie wypadły z "20", że świetne i niedoceniane Arcanum nadal zachwyca i stanowi kamień milowy gier RPG. Klasyczki klasyczki... są mega wciągające za każdym razem :)

24.02.2024 20:50
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Ostatnia gra z serii Delta Force to Xtreme 2 sprzed 15 lat. Reanimacja popularnej na przełomie wieków taktycznej strzelanki jest zadaniem wymagającym. Porównując współczesne pole walki z końca lat 90. (Delta Force 1 i 2) do dzisiejszego mamy tu naprawdę ogrom różnic. Ciekawe, czy twórcy pokuszą się do powrotu do korzeni serii, a więc nastawią rozgrywkę na taktykę i podejście przeciwnika, czy też nastawią się na pełnię akcji na nowoczesnym polu bitwy. Tak czy inaczej, jako wierny fan serii, trzymam kciuki i w zasadzie nie mogę się doczekać nowego Delta Force :)

23.02.2024 22:22
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Jprld... to nie Rainbow Six, tylko jakaś, jak to mówił klasyk, "popierdółka". Oczekuje wskrzeszenia serii w sposób nawiązujący do powrotu do korzeni, a nie kolorowanego "czegoś", aby poszerzyć grono odbiorców serii... Serio?

11.02.2024 22:56
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Ograłem tytuł po naprawdę wielu latach, ostatni raz przeszedłem Freedom Fighters jakoś rok po premierze, a więc w 2004 roku- jakieś 20 lat temu :) Jak dziś prezentuje się produkt? Bardzo solidnie. Intrygująca fabuła, w której to sowieci wygrali zimnowojenną konfrontację i dziś (właśnie dziś!) dokonują inwazji na USA celem "wyzwolenia narodu i przywrócenia pokoju" (brzmi znajomo? niestety tak...) jest tłem do świetnej rozgrywki. Jako zwykły obywatel USA, którego taki nagły zwrot akcji zastał w pracy, dołączamy do bardzo skromnego ruchu oporu wobec najeźdźców i wykonujemy coraz wazniejsze misje na terenie Nowego Jorku celem wyzwolenia miasta spod okupacji.

Akcję obserwujemy z perspektywy TPP. Freedom Fighters to bardzo dynamiczna rozgrywka, w której wymiana ognia z przeciwnikiem (oczywiście znacznie liczniejszym niż tym, którym dyspnuje ruch oporu) jest na porządku dziennym. Wykonujemy kolejne misje na terenie Nowego Jorku, gdzie zazwyczaj mamy coś wysadzić w powietrze, czasem uwolnić więźniów, a napewno zawsze celem nr 1 jest przejęcie ważnego budynku użyteczności publicznej. Podczas rozgrywki mamy tylko quick save w wyznaczonych miejscach (jak na ruch oporu przystało, są to studzienki kanalizacyjne prowadzące do podziemi), dlatego nie zawsze atak w stylu Rambo zda egzamin. Takie rozwiązanie nieco wydłuża czas potrzebny na ukończenie gry i choć w niektórych momentach jest irytujący, to pokonanie tej trudności sprawia satysfakcję.

Wraz z postępem w grze rośnie nasza charyzma, dzięki czemu do możemy tworzyć oddział składający się z max. 12 żołnierzy. Można im wydawać proste rozkazy, ale ja ukończyłę grę bez takiej potrzeby- wystaczyło mi, aby po prostu podążali za mną i mądrze się zachowywali, tzn. ostrzeliwali pozycje wroga, chowali się za przeszkodami, itd. Nie zdarzyło się, aby ginęli w głupi sposób- sztuczna inteligencja naszych wojaków jest tu na naprawdę dobrym poziomie. A co z SI wrogów? Cóż, najgorzej nie jest, ale jak to Rosjanie- nadrabiali ilością żołnierzy. Dodatkowo możemy leczyć naszych wojaków na polu bitwy, dzięki czemu tanio skóry nie sprzedadzą.

W grze czuć klimat wojny. Przemierzając kolejne ulice Nowego Jorku widać zniszczenia wojenne, fortyfikacje sowietów, plakaty propagandowe, a gdzieś pomiędzy znajdują się żołnierze ruchu oporu, którzy bronią swoich pozycji, a także możemy ich zwerbować do swojego oddziału. Strzelanina jest na porządku dziennym- Rosjanie są wszędzie i jest ich dużo. Akcja nieraz jest gęsta, szybka, dynamiczna, pełna granatów, koktajli mołotowa, gęsta od pocisków. Podczas wizyt w bazie czuć, że ruch oporu naprawdę działa w konspiracji- spotykają się gdzieś w kanałach. W tle przygrywa świetna muzyka pasująca do akcji dziejącej się na ekranie. Słowem- klimat jest bardzo dobry, a dodatkowo gra się równie przyjemnie.

Grafika dziś prezentuje się słabo, ale do gry mającej 21 lat na karku nie ma się co czepiać. W dniu premiery grafika naprawdę robiłą wrażenie. Muzyka jest świetna i jest to jeden z największych plusów w grze. Dźwięki i dialogi są również bardzo dobre. Minusem są respawnujący się w niektórych miejscach przeciwnicy. No i czas gry także jest krótki- ukończyłem ją w 2 intensywniejsze wieczory. Trochę mało... Też liczba broni nie jest impunująca- Mamy tradycyjnego AK47, RPG7, strzelbę, snajperkę, 2 rodzaje pistoletów, granat, koktajl mołotowa i to chyba na tyle. Trochę znów mało, ale za to korzystanie z każdej z tych pukawek sprawia radochę :)

Uważam, że warto odświeżyć sobie Freedom Fighters, a ci, którzy nie grali w tę grę powinni spróbować swoich sił walcząc w ruchu oporu przeciwko wrogiemu najeźdźcy. Polecam :)

30.01.2024 19:55
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Kiedyś to się robiło dodatki do gier- po premierze Wolfensteina 3D cztery miesiące później ukazał się dodatek Spear of Destiny :D Czego możemy się tu spodziewać? W porównaniu do pradziada FPSów, czyli oryginalnego Wolfa 3D- więcej tego samego. I dobrze, jak na tamte czasy wystarczyło, bo sam Wolf 3D był rewelacyjny i rewolucyjny zarazem. A dodatek oferuje nowe poziomy na długie godziny zabawy. Trzeba go traktować jako przedłużenie oryginału. Z resztą- bardzo dobre. Polecam- klasyk FPSów :)

28.01.2024 19:21
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Szczerze przyznam się, że Alien Breed: Impact to pierwszy tego typu shooter, który w całości ograłem i przeszedłem. Daję grze ocenę 8, bo bawiłem się naprawdę świetnie, pomimo swoich ograniczeń lub też posiadaniu większego potencjału niż ten, który został tutaj przedstawiony.

Od razu mówię- nigdy nie grałem w Alien Breed z lat 90. Niniejszy produkt to pierwsza część serii, z którą mam do czynienia, jednocześnie pierwsza gra ever z tego gatunku, którą ograłem- tak więc nie mam żadnych uprzedzeń i porównań. I podobała mi się ta gra :) Naprawdę bawiłem się świetnie przemierzając zagmatwane korytarze statku kosmicznego zaatakowanego przez obcych. Wcielenie się w rolę komandosa, którym sterujemy patrząc na niego nieco z góry, i eksterminując masę obcych kreatur, sprawia radochę. Jest jakaś tam fabuła przedstawiona w postaci komiksu, która stanowi pretekst do dalszej eksploracji statku i strzelania do obcych, ale nie fabuła jest w takich grach najważniejsza. Generalnie mamy 5 poziomów do ukończenia, każdy z nich zajął mi ok. 1h, co nie jest jakimś tam rekordem długości, ale na 2 wieczory wystarcza. Dzięki temu Alien Breed: Impact można potraktować jako naprawdę świetny odstresawiacz po ciężkim dniu w pracy. Mamy do dyspozycji może i niedużo rodzajów broni, bo tylko 5, ale używanie każdej z nich sprawia autentyczną radochę, czuć moc i potęgę.

Fajny jest w tej grze klimat. Tworzy go mrok statku kosmicznego, na którym ciągle coś wybucha, ciągle skądś wyskakują grupy obcych, muzyczka w tle fajnie przygrywa, pasując do akcji na ekranie. Generalnie jest atmosfera ciągłego zagrożenia, przez co można się pokusić i klimat rodem z survival horroru. Nie wiem, czy ktoś przedtem użył podobnego porównania, ale Alien Breed: Impact to hybryda Dooma 3 i System Shock, gdyby niniejszy produkt byłby zrealizowany z widoku FPP. Doom 3- mamy obce kreatury wyskakujące co i rusz z różnych miejsc statku, a System Shock- musimy dotrzeć do pewnego komputera lub systemu i go uruchomić, aby pchnąć akcję do przodu. W oby tych produkcjach (Doom 3 i System Shock) gęsta atmosfera grozy na statku kosmicznym wisi w powietrzu. Graficznie Alien Breed prezentuje się bardzo ładnie, nie ma się do czego przyczepić jak na 14 lat na karku.

Ogólne oceny gry prezentują się średnio (średnia 6,9 na GOL), ja daję wyższą, bo 8. Dlaczego? Bo dobrze się bawiłem po prostu. Ukończyłem grę, mam chęć sięgnąć po "dwójkę", ale też po inne produkcje z gatunku "alien shooterów". Wobec powyższego należy stwierdzić, że gra nie jest bez wad. Do jednych z nich należy zaliczyć długość- ok. 5h rozgrywki- mogłoby być lepiej. Ilość arsenału i gatunków obcych też mogłaby być zwiększona. Liniowość- gra prowadzi nas od punktu A do punktu B, potem do C... itd. Nie ma tu miejsca na samodzielną eksploatację statku kosmicznego, na nieco bardziej otwarte przestrzenie do zwiedzania. Dlatego też potencjał, moim zdaniem, nie został wykorzystany, bo napewno drzemie większy. Ale przymykając oko na niniejsze niedociągnięcia grając w Alien Breed: Impact można naprawdę dobrze się bawić :)

30.12.2023 23:31
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Po 15 latach (!!!) ponownie wróciłem na stację badawczą na Marsie pod jurysdykcją potężnej korporacji UAC. Moją pierwszą przygodę z Doom 3 pamiętam dosyć mgliście, napewno sprzęt z kartą graficzną GeForce 2 (chyba...) i 256MB RAM nie pozwalał mi cieszyć się rozgrywką tak, jak dziś. Uruchomiłem trzecią część gry z BFG Edition. I powiem tyle- nie zawiodłem się.

Któż na świecie nie zna serii Doom lub nie słyszał o niej? Chyba nie ma takiej osoby. Trójeczka to oczywiście przeskok cywilizacyjno- graficzny w stosunku do Doom 1 i 2 wydanych we wczesnych latach 90. ubiegłego stulecia. I w 2004, jak pisałem we wcześniejszym moim komentarzu, wypadł najbladziej spośród FPSów tamtego roku, czyli Half- Life 2 i nieoczekiwanie Far Cry, który pozamiatał konkurencję. Doom 3, w stosunku do wyżej wspomnianych tytułów, oferował najbardziej ubogą rozgrywkę. Ale ale...!!!

Trzeci Doom jest grą bardzo dobrą. I mimo, że jest to typowy do bólu FPS, to jest po prostu świetny. Wielu graczy może odstraszyć klaustrofobiczny klimat i układ poziomów przemierzanych przez gracza w stacji badawczej na Marsie, jednakże ta klaustrofobia, ten mrok, świetne udźwiękowienie, świetna muzyka, robią w tej grze mega klimat survival horroru. Atmosfera jest mega gęsta, mega mroczna, gracz ma się bać i produkt spełnia swoją rolę w tym zakresie. Ponadto graficznie nawet dziś Doom 3 prezentuje się bardzo dobrze, po prawie 20 latach od premiery!

Odświeżając niedawno grę postanowiłem bardziej wczuć się w klimat "zła na Marsie". Robią go dodatkowo audiologi i zapiski znajdywane przy ciałach martwych pracowników stacji UAC. Poprzez czytanie maili i zapisków można poznać dodatkowo, jak funkcjonowała stacja i jak toczyły się wydarzenia, które doprowadziły do katastrofy. Powiem wam, naprawdę warto poczytać w międzyczasie :) Ale można też zignorować wszystkie zapiski i przeć do przodu z pokaźnym arsenałem giwer- gra jest liniowa, a trochę szkoda, bo np. powierzchnia Marsa, pokazana niestety rzadko, miała tu potencjał. Tak naprawdę warte odnotowania są ostatnie poziomy w grze, tzn. Jaskinie i oczywiście Piekło, które jest kapitalnie zaprojektowane i zewsząd czuć "ZŁO". Używanie pukawek jest bardzo satysfakcjonujące (shotgun i BFG!!!), ilość przeróżnych złowrogich kreatur również jest wystarczająca.

W wersji BFG Edition ukończyłem mini kampanię Lost Mission. Zawiera 8 poziomów, w tym również świetnie zaprojektowane Piekło, i opowiada fabularnie alternatywną historię z podstawki w stylu "co by było, gdyby ktoś przeżył z grupy ratunkowej". Fajnie się gra, dodatek starcza na ok 2- 2,5h. Ale gra się bardzo dobrze i przyjemnie. Lost Mission także robi potężnie dobry klimat survival horroru :)

Podsumowując, Doom 3 po prawie 20 latach po premierze to bardzo dobry horror. Klasyczny do bólu, uskryptowany FPS, ale tak dobrze straszący, tak dobrze zagęszczający klimat, że warto odświeżyć go sobie tak, jak zrobiłem to ja. I polecam grać w słuchawkach, najlepiej w godzinach wieczornych... Nie dziękujcie :)

post wyedytowany przez marcinho01 2023-12-30 23:33:41
10.12.2023 12:32
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Kolejny tytuł wywołujący pełnie nostalgii. Ale nie chcę jej oceniać pod względem wspomnień, gdy ogrywałem tytuł jako dzieciak. Grając nawet dziś w Gothica 2 należy stwierdzić, że nadal jest to tytuł wybitny i basta. Ktoś powie: "ale dopiero Noc Kruka to było coś!". Owszem, zgodzę się. Dodatek Noc Kruka jest wybitny i tylko pokazuje, jak świetnie rozwijała się seria począwszy od pierwszej części. Gothic 1 był świetny, nie zaryzykuję stwierdzenia, że druga część jest lepsza, ale jest napewno większa (Górnicza Dolina + Khorinis, czyli dwa obszary), graficznie bardziej dopracowana, ma więcej postaci, questów, bogatszy świat. Fabularnie nie odstępuje poziomem od jedynki. A klimat? Jednak chyba Gothic 1 miał lepszy. Być może jest to subiektywne odczucie, ale jakoś tak pierwszy Gothic był bardziej klimatyczny. Co to znaczy? Chyba całe to poczucie zamkniętego (w barierze), ale jednocześnie otwartego świata wywoływało to uczucie. Ale... wracając do Gothic 2 :) Po latach czuć ten niezwykle bogaty świat, pomimo że nieduży, ale niezwykle bogaty w różne jaskinie, stwory, znajdźki, skarby... fajnie znów powrócić do Górniczej Doliny, zobaczyć jak się zmieniła i jednocześnie zobaczyć stare miejsca. Ach... i nie można się od tej gry tak po prostu oderwać. To naprawdę Przygoda. Gothic 2 to kawał porządnego RPG. I basta :)

09.12.2023 09:04
marcinho01
1
odpowiedz
1 odpowiedź
marcinho01
58

Lata temu ogrywałem oryginalnego Gothica 2- świetnie się bawiłem, czas spędzony z grą nazwę prawdziwą przygodą. Wstyd się przyznać, ale dopiero niedawno postanowiłem wrócić do Khorinis, ale nie tylko po to, by zabić smoki w Górniczej Dolinie, ale też odwiedzić Jarkendar- krainę dotąd mi nieznaną, a zachwalaną przez wielu graczy. Słowem: odpaliłem Gothic 2 z dodatkiem Noc Kruka.

Do tej pory byłem przekonany, że dodatek zawiera tylko jeden odrębny świat, w którym trzeba "coś tam" wykonać, że ten świat w ogóle nie współistnieje z tym przedstawionym w oryginale. Myliłem się, choć też nie tak do końca. Owszem, dodatek Noc Kruka to w ogromnej większości nowa kraina i nowa historia, ale świetnie współistnieje z Khorinis i Górniczą Doliną. Przykładem są chociażby kamienne tablice, których przecież nie ma w oryginale, a są porozmieszczane w świecie gry i na początku w ogóle nie wiemy, czym są i po co- tego dowiadujemy się stosownie później. Poza tymi nowościami w "starym świecie" istnieją odnośniki wielu postaci do świata Jarkendaru, sprytnie wplecione w główna fabułę, głównie odnoszących się do zaginionych obywateli miasta (o czym traktuje odrębny quest w grze). No i taki np. kapitan Greg, którego spotykamy praktycznie na samym początku przygody, obok farmy Lobarta, również daje nam kilka questów i jest ważnym elementem krainy Jarkendaru.

Co mnie też najbardziej zdziwiło to znacznie wyższy niż w podstawce poziom trudności- ten jakby się skaluje wraz z rozwojem postaci, potwory są silniejsze, orków bije jak szalony i z łatwością dopiero pod koniec 5 rozdziału. Jest to spowodowane tym, że od któregoś levelu danych atrybutów nie uczymy się na zasadzie znanej w oryginale, a więc np. "+5 siły za 5 pkt nauki", lecz "+5 siły za 10,15,20... pkt nauki". Przez to trzeba w sposób bardziej przemyślany wykorzystywać punkty nauki, jednakże z drugiej strony mamy więcej okazji do ich zdobycia w grze- mamy kamienne tablice (jeśli wyuczymy się prastarych języków budowniczych) oraz nowy świat- Jarkendar.

Kluczowy element dodatku Noc Kruka to Jarkendar, czyli Zapomniana Kraina Budowniczych. Wejście do niego również jest sprytnie i fajnie wplecione w świecie Khorinis. Mamy tu oczywiście nową fabułę, związaną z jednym z "szych" starego obozu- Krukiem. Kraina jest po prostu świetnie zaprojektowana. To jest mieszanka totalnie wielu różnych elementów- prastare budowle, obóz piratów, ukryte skarby, pustynna dolina, orkowie, a z drugiej strony obóz bandytów na bagnie. Dochodzą do tego również nowe stwory, mocniejsze niż w Khorinis. Tutaj wykonujemy zadania dla Magów Wody, piratów oraz też i bandytów. Ich ilość jest spora i zapewnia zabawę na długie godziny. Ale co najważniejsze- fabuła tego dodatku jest świetna, klimatyczna, mroczna. Muzyka przygrywająca w krainie również jest bardzo dobra. W obozie bandytów spotkamy wielu starych znajomych ze starego obozu, których nie ma w oryginale- jest to totalny ukłon w stronę fanów serii. Poza tym nawiązania do bagna z obozu z "jedynki" oraz niewolnicy pracujący w kopalni same narzucają wiele analogii z pierwszej części gry.

Co mnie urzekało zawsze w serii Gothic to swoboda i otwarty świat. Dodatek Noc Kruka nic w tej materii nie zmienił- i dobrze! Czuć wolność i swobodę w całym świecie gry. Ciekawostką jest, że znamy wiele gier, które mają o wiele większy świat niż Gothic 2, nawet z dodatkiem Noc Kruka. Chociażby 20- letni już Morrowind- jego wielkość zawstydza po dziś dzień wiele nowszych RPGów. O wiele skromniejszy pod tym względem Gothic 2 nadrabia chyba tym, że jego świat skrywa wiele ciekawostek, których też nie odkryjemy "na raz", bo mamy wciąż zbyt słabą postać, by pokonać stwory strzegące dróg w leśnych terenach Khorinis. I tym się broni świat Gothica 2- obszar nie jest duży, ale czuć swobodę, wolność, świat jest bogaty w postaci, zagadki, przedmioty, itd. To takie przeciwieństwo świata Morrowind, gdzie jest wiele pustych obszarów pomiędzy miastami, gdzie tylko sporadycznie spotkamy postaci dające jakiegoś questa.

Podsumowując Gothic 2 z dodatkiem Noc Kruka należy stwierdzić, że oryginalna część gry jest fantastyczna, ale dopiero dodatek sprawił, że został uwolniony w pełni potencjał sequela. Czy gra ma wady? Owszem, ma, te same cały czas, czyli ogólnie mówiąc "drewno" oraz liczne glicze postaci. Jednakże całościowo to w ogóle nie przeszkadza. Wszystkie elementy dodatku na czele z nową krainą Jarkendar oraz nową, fantastyczną fabułą sprawiają, że jest to tytuł wybitny, na wiele godzin, wciągający. Kolejny raz przeżyłem wielką Przygodę. Tak- przez wielkie "P".

post wyedytowany przez marcinho01 2023-12-09 09:08:11
16.11.2023 21:43
marcinho01
1
odpowiedz
marcinho01
58

Demko ograne. Czekam na jakąś fajną promocję na GOG, żeby zakupić pełniaczka :D Jak oceniam demo? Fantastyczne. Ale powiem jedno- gdybym nie grał i nie ukończył przed dwoma laty pierwszego, oryginalnego System Shocka, to bym się zraził do remake. Oryginał z 1994 r. ograny przeze mnie w 2021 r. wywarł na mnie ogromny podziw dla świetności produkcji, dla jej nieszablonowości, dla jej złożoności. Klimat, atmosfera grozy, fabuła, wielozadaniowość w tej grze i oczywiście Shodan, a także przez wielu krytykowana muzyka wciągnęły mnie na parę dobrych wieczorów. Pomimo, że w 1994 r. w tej produkcji nikt nie prowadził gracza za rączkę, co zrobić dalej, gdzie dalej iść itd. Tutaj trzeba było myśleć logicznie, wczytywać się w elementy fabularne i konsekwentnie przeczesywać ogromne poziomy Cytadeli. Z demkiem remake jest podobnie, tyle że graficznie wszystko śmiga i hula :D Najnowszy SS także nie poprowadzi gracza za rączkę, nie wskaże co dalej, co nie jest normą w dzisiejszych produkcjach. I to chyba się wielu graczom nie podoba :D Ale poza tym, moim zdaniem, jest wszystko ulepszone. I bardziej mroczne. immersive sim/ survival horror? System Shock Remake znajduje się na pograniczu tych określeń. Polecam! Ja czekam żeby zakupić pełną wersję :)

08.10.2023 13:38
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Panie Wiedźmin, może nie to że "uprościli" trójkę, ale to jest zupełnie inny klimat, inna rozgrywka. W 1 i 2 mamy do dyspozycji po 4-6 ludzi, chyba tylko w dwóch czy trzech misjach zarządzamy dwójką ludzi, a misji w ramach samotnego wilka nie ma tam w ogóle. Oznaczało to, że każde zadanie trzeba było dokładnie przeanalizować i docierać do celu wykorzystując w umiejętny sposób zdolności każdego z wojaka. Trójka, po pierwsze, zmniejszyła ilość misji do wykonania, a po drugie często korzystamy tylko z dwóch lub nawet jednego komandosa. Poza tym, bardziej postawiono tu na akcję i filmowy klimat, przez co taktyki i kombinatoryki znanych z poprzednich części nie za dużo tu uświadczymy.

08.10.2023 12:05
marcinho01
marcinho01
58

O tak dokładnie! Uwielbiam tam wracać od czasu do czasu. Nie jest to jakaś tam ogromna przestrzeń, można wręcz dziś powiedzieć że mała, ale niezwykle klimatyczna i pełna różnych niespodzianek i zakamarków. Za to kochamy Gothica :)

08.10.2023 11:25
marcinho01
odpowiedz
1 odpowiedź
marcinho01
58

Zwiastun daje nadzieję na powrót serii do korzeni, do części 1 i 2, tak uwielbianych przez fanów. Są w nim starzy znajomi, a więc Zielony Beret, Szpieg, Saper, Snajper, Nurek i chyba Złodziej (?). Graficznie wygląda narazie fantastycznie. Trzymam kciuki za produkcję!!! :)

15.09.2023 21:05
marcinho01
3
marcinho01
58

Słucham??? Najgorsza część Delta Force? Ile masz lat? Urodziłeś się wczoraj? Zobacz sobie rok produkcji chłopcze. 1998- 25 lat temu. 25 LAT!!! Jeśli oczekujesz od gry z 1998 roku grafiki rodem z ostatniego Far Cry to zapomnij w ogóle o wydawaniu opinii o tej grze. Delta Force to klasyk klasyków. Doceń to. Nawet dziś gra się świetnie. I nie jestem jakimś "dziadkiem" komputerowym- ogrywałem pierwszego DF jak dostałem go w CD- Action w 2004 roku jako pełniaczka jako nastolatek. Nie musisz lubić tego typu gier, jednakże musisz wiedzieć, że pierwszy Delta Force wyznaczył kierunek całej reszcie taktycznych, dynamicznych FPSów. Pomimo całej masy bolączek, jakie miał, ale pokazał niesamowicie otwarty świat, dzięki czemu wcielenie się w komandosa US Army miało smaczek. A ginąłeś od jednego strzału ukrytego snajpera lub przypadkowej serii terrorysty z AK-47. Chłopie, gdzie tak ginąłeś w 1998??? Nie ma żadnego paska życia. Liczy się tylko ty i twoja taktyka. O apteczkach zapomnij. Podsumowując- przemyśl następną nieprzemyślaną opinię, którą chcesz wystawić grze.

03.09.2023 15:09
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Apeluję, abyśmy dali tej grze szansę na spokojne ukończenie i dopiero po jej wydaniu i porządnym ograniu wysuniemy wnioski i ją ocenimy. Większość z nas przez pryzmat nostalgii ocenia Gothic Remake, a umówmy się, że screeny czy nawet krótkie filmiki prezentowane przez twórców nie oddają całościowo tego, co finalnie gra nam zaoferuje. Ja także należę do pokolenia graczy, których Gothic 1 z 2001 roku wciągnął i wessał chyba na zawsze, tak że ogrywam ten tytuł od czasu do czasu i nie nudzi mi się. Uwielbiam ten klimat "jedynki", tę swobodę, nawet graficzne "drewno" jakby pasuje do całości, tworzy swoistą niepowtarzalną atmosferę, do której nawet rewelacyjna i o wiele większa część druga nie zbliżyła się. Jestem przekonany, że Gothic Remake będzie gorzej odbierany niż oryginał, głównie przez nostalgię, jednakże dostaniemy solidny produkt, przy którym będziemy się dobrze bawić. I to pomimo, że nie przebije klimatu Górniczej Doliny z "jedynki".

05.07.2023 19:13
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

To zacytuję fragment swojego komentarza HoM&M4 na GOL, który wywołał małą dyskusję na forum:

"Wystarczy dać jej szansę i po prostu dostosować się do nowych zasad. I Heroes 4 wciągnie na maxa! Podsumowując, gdyby HoM&M4 był oddzielną, zupełnie "nieherosową" grą, przyjąłby się bardzo dobrze. Ale że jest kolejną częścią po fenomenalnej części trzeciej, to ciężar odpowiedzialności był tu za duży. Jednakże Heroes 4 to bardzo dobra gra i kropka!!!"

Heroes 3 był idealny, oczekiwania wobec Heroes 4 wygórowane- ta gra mogła okazać się albo gniotem- kopią Heroes 3, albo produktem mającym swoją tożsamość. Na szczęście okazała się tym drugim :D

16.03.2023 20:17
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Nieco dłuższy trailer z rozgrywki wlał we mnie sporą dawkę optymizmu. Z tego krótkiego filmiku czuć klimat anarchii, bezprawia i mrocznego miasta. Czuć też, że twórcy chcą, żeby to nie był zwykły FPS, chcą produkt urozmaicić. Niech te elementy idą w dobrym kierunku. Trzymam kciuki, bo na obecną chwilę Robocop daje nadzieję na kawał dobrej rozgrywki na PC.

07.03.2023 19:33
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Proste pytanie. Gdzie jest Diablo 2? Ja wiem, hack''n''slash to bardziej niż RPG, ale elementów RPG ma to więcej niż np. Deus Ex, a w ogóle nie jest ujęta w zestawieniu. Myślę, że pomimo 23 lat na karku staruszek zasługuje na pierwszą "setkę" w zestawieniu. Dlaczego? Bo nawet dziś cholernie wciąga, jestem żywym na to przykładem :D

28.01.2023 22:11
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Dodatek do Diablo 2 to bardzo dobry produkt. Pan Zniszczenia oferuje nam poszerzenie rozgrywki i jeden dodatkowy akt, w którym musimy zmierzyć się z siłami zła wrogiego Baala atakującymi miasto Harrogath. Fabularnie, podobnie jak w podstawce i grach hack''n''slash, po prostu jest i stanowi pretekst do tego, co najfajniejsze, czyli ROZWAŁKI :D

Lord of Destruction oferuje nam "więcej tego samego", co w podstawce, lecz w tym przypadku jest to tylko pozytyw. Oferuje nam nie tylko satysfakcjonującą rozwałkę, ale też masę nowych rzeczy. Mowa o nowych potworach, nowych przedmiotach, nowych możliwościach łączenia ich i ulepszania, także 2óch nowych klasach postaci do wyboru. Ponownie wyobraźnia twórców zagrała na medal, gdyż wyżej wspomnianych jest mnóstwo i naprawdę są oni wszyscy fajnie zaprojektowani. Podobnie jest ze światem, który przemierzamy. Krajobraz bitewny pod Harrogath robi wrażenie, podobnie jak lodowe lokacje i szczyt góry Arreat.

Pod względem technologicznym zaszło wiele zmian, przede wszystkim pod kątem urozmaicenia rozgrywki, jednakże nie miałem o tych zmianach pojęcia, gdyż moja przygoda z Diablo 2 była od razu z dodatkiem, a więc wszelkie zmiany były już zaimplementowane od Obozowiska Łotrzyc. O zmianach dowiedziałem się czytając recenzję i powiem tak- są to zmiany bardzo istotnie, w sposób pozytywny zmieniające rozgrywkę. Graficznie nie ma zmian z porównaniu do D2, lecz muzyka jest, moim skromnym zdaniem, lepsza niż w podstawce.

Generalnie całość jako dodatek prezentuje się solidnie i do dziś Diablo 2: Pan Zniszczenia to jeden z klasyków gier RPG/h''n''s. Całość ukończyłem w kilka wieczorów, jednakże możliwość zagrania inną postacią oraz podwyższenia poziomu trudności po ukończeniu gry na normal sprawia, że w Diablo 2 można zagrywać się naprawdę na dłuuuugo. I wiele osób zapewne od czasu do czasu powraca do całości D2 właśnie po to, by posiekać przeciwników, zdobyć poziom, zabić bossa, znaleźć ciekawe przedmioty i mieć z tego wszystkiego autentyczną radochę. A o to właśnie chodzi w grach komputerowych :D

post wyedytowany przez marcinho01 2023-01-28 22:32:55
20.01.2023 12:41
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Mamy rok 2023 i dopiero jakiś czas temu zainstalowałem Diablo 2 po raz pierwszy w życiu. Tyle o tej grze się słyszało, jeszcze więcej napisało, ta gra wyznaczyła kierunek rozwoju gier RPG i hack'n'slash (nie licząc pierwszego Diablo), a ja dopiero dziś ją ukończyłem (chociaż to niedopowiedzenie, ale o tym za chwilę).

Jestem fanem gier RGP pokroju Gothic, Morrowind, Fallout, natomiast hack'n'slash jakoś nigdy za specjalnie do gustu mi nie przypadał. Wolałem powolniejszą akcję, wczucie się w fabułę, badanie zakamarków map, słowem- spokojniejszą eksplorację świata, bez pośpiechu. No ale to się zmieniło dziś po ukończeniu Diablo 2. Ta gra dziś, 23 lata po premierze, ma niesamowitą grywalność. Nie wyobrażam sobie, jakie wrażenie musiała robić w momencie premiery.

Czym jest Diablo 2? Bardzo dobrą grą RPG i hack'n'slash. Do wyboru mamy kilka gotowych klas postaci, które różnią się od siebie ścieżkami rozwoju oraz umiejętnościami. Fabuła opowiada o powrocie piekielnych sił zła, które miały zostać pokonane w pierwszej części gry. Szczerze mówiąc, nie wnikałem jakoś specjalnie w fabułę gry, które generalnie jest w porządku, jest przedstawiona w postaci cut-scenek pomiędzy aktami, a także dialogów ważniejszych postaci. Generalnie, stanowi ona pretekst do tego, co w tej grze najprzyjemniejsze, czyli eksploracji świata.

Przemierzanie świata Diablo 2 dla wykonania kolejnych questów jest niezwykle przyjemne i interesujące. Odprężające jest likwidowanie hord przeróżnej masy potworów, zbieranie przedmiotów, ich łączenie w celu wygenerowania jeszcze lepszych parametrów danej rzeczy, a co za tym wszystkim idzie- rozwój postaci poprzez podwyższanie parametrów i nabywanie nowych umiejętności. Naprawdę hołd należy się twórcom za wyobraźnię, którą mieli podczas projektowania przeciwników. Są oni bardzo różnorodni, "diabelni", "nieumarli" latający, strzelający, do wyboru do koloru. Ich nazwy także są oryginalne (rzygacz, diablik, pan jadu). Podczas przemierzania bardzo dużych obszarów zbieramy przedmioty- bronie, zbroje, tarcze, klejnoty, itd. Ich ilość i różnorodność jest wręcz niesamowita i tutaj też brawa dla twórców. Lokacje są bardzo zróżnicowane- od Obozowiska Łotrzyc, gdzie wokół mamy tereny podmokłe, poprzez Luth Golen jako tereny pustynne, do Kurast, mrocznego i opanowanego przez moce zła miasta, kończąc na Sanktuarium Chaosu przypominającego prawdziwe piekło. Podczas eksploatacji świata przygrywa nam cicho w tle muzyczka, która może i nie wpada jakoś za specjalnie w pamięć, ale robi klimat. Biorąc te wszystkie elementy jako całość wyłania nam się niemal idealna gra RPG, którą można przechodzić wiele razy, różnymi klasami postaci, przez co będzie wymagane nieco inne podejście do gry. Oczywiście nie sposób zebrać absolutnie wszystkich przedmiotów w grze, ale ich odnajdywanie jest naprawdę fascynujące, gdyż możemy odnaleźć naprawdę fajne perełki. Uzupełniając technikalia, grafika tej gry w 2000 roku musiała robić wrażenie. Jest to widok kamerki z rzutu izometrycznego w niepełnym 3D, który dziś jest oczywiście przestarzały, ale szczerze, mi absolutnie nie przeszkadzało to. Wręcz przeciwnie- świat wygląda bardzo ładnie. Twórcy wykreowali ponadczasowy produkt, stworzyli tak świetny świat gry, polali go tak niesamowitym mrocznym klimatem, że grafika nie jest w stanie odstraszyć po niemal dwóch dekadach.

A czy Diablo 2 ma wady? Patrząc na to z perspektywy 2023 roku to raczej nie wady, a po prostu nieco inna technologia. Chodzi o brak możliwości zapisu gry w dowolnym momencie. Owszem, możemy wyjść z gry w dowolnym momencie, ale tylko osiągnięcie punktu nawigacyjnego na mapie gwarantuje nam, że rozpoczynając kolejną partię nie będziemy musieli na piechotę przemierzać rozległych obszarów, aby dojść w to samo miejsce co ostatnio. Zatem gra wymusza na nas zakończenia jakiegoś mikroetapu, aby zrobić postęp. Dodatkowo, gdy zginiemy, to musimy wrócić w to samo miejsce, aby zebrać swoje "zwłoki" i tym samym odzyskać ekwipunek i parametry. To tez wydłuża nieco sztucznie długość gry, ale cholernie wciąga, choć często też, zwłaszcza podczas walki z bossami, irytuje. No i nie mamy tu czegoś w rodzaju "oczyszczenia mapy z potworów", bo gdy na danym fragmencie zabijemy wszystkie potwory, to podczas następnej partii w grze te stworzenia się respawnują. Ma to jednak swoje plusy- można na nowo przemierzać mapę w poszukiwaniu magicznych przedmiotów i dla zdobywania doświadczenia. Słowem- gra się może nigdy nie kończyć :) W grze brakuje natomiast tzn. questów pobocznych, które mogłyby nam powierzać jakieś inne postaci w świecie gry. Dzięki temu mogłaby być bardziej rozbudowana, ale odnośnie rozbudowy świata Diablo 2 nie ma co narzekać.

Podsumowując- Diablo 2 w 2023 roku to gra wciąż cholernie dobra, wciągająca, niesamowicie odstresowująca, stanowiąca za każdym razem wyzwanie. Już wiem, czemu portale branżowe wystawiały jej najwyższe oceny i do dziś wspominają niesamowity produkt. Oprócz tego, pokochali go gracze na całym świecie. Nie dziwię się już, dlaczego, bo też pokochałem tę grę. Ocena 10/10 w pełni zasłużona.

03.01.2023 19:39
marcinho01
marcinho01
58

No z tym Gothic 2 to masz czego żałować kolego. Gierki w czasopismach naprawdę potrafiły być prawdziwymi klasykami. Ja do dziś mam, jak wspomniałem powyżej, Delta Force 1 i 2, a także nieśmiertelnego Morrowinda z dodatkami z Click!. Z innych klasyków to Commandos 1 i 2 z CD-Action, Deus Ex również z CDA, Operation Flashpoint... Ach wspominać można :D Dziś wszystko to niby jest dostępne za grosze w wersjach na GOG czy Steam, ale na te wersje nie popatrzysz sobie, jak prezentują się na półeczce...

03.01.2023 18:48
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Świetny i nostalgiczny dla wielu graczy materiał! Między innymi i dla mnie :D Gry z gazetek na przełomie lat 90/2000 to główne źródło komputerowej rozgrywki, dostępne za niewielką cenę, a i gazetki się czytało. Pamiętam jak dziś, mój pierwszy ever tytuł z gazetki to MDK. Bodajże z pisma Gry Komputerowe, ale głowy nie dam sobie uciąć. Potem były Apostołowie 1, jeszcze wtedy nie znałem Herosa 3 :D A potem leciało. Mam do dziś stare płyty w domu, które nie tak dawno instalowałem i przekonywałem się, co dziś chodzi na nowych systemach operacyjnych. Okazuje się, że całkiem sporo tytułów jest wciąż grywalnych.

Ale do meritum. Moje tytuły z gazetek, które ukształtowały mój growy światopogląd, i które od czasu do czasu odpalam :D
1. Delta Force 1- CD-Action
2. Delta Force 2- Click!
3. Arcanum- Gamestar
4. Fallout 1 i 2- Click!
5. Shadow Company- Left for Dead - Play (Commandos w wersji współczesnej)
6. Mobile Forces- CD-Action (Counter Strike w wersji dla ubogich, ale jak wciągał!!!)
7. Rainbow Six- Rogue Spear - CD- Action

To tak z grubsza :D

17.11.2022 20:42
marcinho01
5
marcinho01
58

No cóż, skoro za dużo czytania dla Ciebie to w ogóle nie powinieneś w to grać, a jak już zagrałeś i stwierdziłeś, że ta gra to "czytanka" to po co taki głupi komentarz? Odbiłeś się od gry po paru minutach, bo zaskoczyły Cię teksty, które trzeba czytać? W grze RPG? No cóż, równie dobrze możesz w taki sposób opisać Dooma lub innego FPSa, który jest nudny i szarobury, bo tylko zabijanie i przemoc na ekranie. Twój komentarz to żal i rozpacz. Nie trzeba być ekspertem w branży gier, aby pisać komentarze na ich temat odnośnie subiektywnych przeżyć z grą, ale pisanie komentarza o grze, negatywnego bądź pozytywnego, na podstawie tylko jednego elementu (a każda gra składa się z naprawdę wielu elementów, które tworzą całość- dla przypomnienia) powinno być zabronione.

12.11.2022 19:50
marcinho01
2
odpowiedz
1 odpowiedź
marcinho01
58

Ogrywam ponownie pierwszego Far Cry. To moje trzecie podejście do gry. Tym razem skupiłem się na zaprojektowanych poziomach. I tak- levele w zamkniętych pomieszczeniach są liniowe i tutaj istnieje jedna jedyna droga do wykonania misji, oczywiście usłana wrogimi komandosami i różnego typu monstrum. Jednakże levele otwarte są świetne pod względem kilku możliwych ścieżek do wykonania zadania, a także pod względem wizualnym. Oczywiście, tutaj postanowiłem sprawdzić, czy mogę sobie przepłynąć do jakiegoś oddalonego od nas archipelagu. No niestety, nie można- sztuczne ograniczenie pola gry w postaci wrażego śmigłowca zamyka nam drogę do eksploatacji. Jednakże absolutnie nie czuć tych ograniczeń podczas normalnej rozgrywki. Poza tym, można narzekać, że niepotrzebnie w fabule Far Cry pojawiają się potwory, że można by inaczej rozegrać fabułę, umieszczając tylko ludzi jako przeciwników. Ale te potwory i poszczególna konstrukcja leveli robią robotę- w połączeniu z kapitalną muzyką w tle tworzą klimat horroru, miejscami przypominającym trzeciego Dooma. Ja jestem absolutnie fanem takich klimatów, gdzie nagle ciśnienie może skoczyć do tego wywołującego wylew, gdy jakiś trigen wskoczy na ciebie podczas powolnej i cichej eksploracji pomieszczeń. Ach!!!!! Klimat horroru i taktycznej otwartej strzelaniny nawet dziś jest cholernie dobry i godny powracania do niego niemal 20 lat po premierze.

15.10.2022 11:42
marcinho01
marcinho01
58

Gunplayem... hehe :D W przypadku SoF to dobre pojęcie zamiast "gameplay" :D

27.09.2022 20:19
marcinho01
2
odpowiedz
marcinho01
58

Gameplay świetny. Od razu wróciły wspomnienia z części drugiej i nocnych misji (było ich kilka, w tym pierwsza). Oby trójeczka była równie realistyczna co "2" i oby znalazła ten swój klimacik, jakie miały zarówno "1", jak i "2". Gra bez klimatu to kiepska gra, zwłaszcza FPS.

31.08.2022 09:18
marcinho01
marcinho01
58

Commandos BEL i BtCoD niech pozostaną w klasycznej postaci, ulegające modyfikacjom tylko ze strony moderów. Niech nikt nie rusza tego, co jest święte. Commandos 2 ruszyli i kicha, podejrzewam że podobnie będzie z niniejszym Commandos 3 (choć w tym przypadku to najsłabsza odsłona serii).

28.08.2022 09:25
marcinho01
4
odpowiedz
marcinho01
58

Gra już za chwilę ma swoją premierę, ale jako wierny fan serii Commandos nie pokuszę się o zagranie w niniejszą produkcję. Patrząc na to, co zrobiono z Commandos 2 Remaster absolutnie nie ma potrzeby sięgania po Commandos 3 w wersji odświeżonej. Z resztą "trójka" to najsłabsza odsłona serii (nie liczę Strike Force, która jest grą FPS) i równie dobrze można zagrać w starą wersję z 2003 roku, zamiast wydawać kasę na Remaster.

17.07.2022 18:05
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Myślę, że lista gier, których brakuje w niniejszym artykule, jest długa i każdy mógłby wpisać swój nostalgiczny tytuł. Dobrym produktem z tej listy był tytuł Apostołowie: Święte Ziemie. Pierwsza część popularnych dziś Disciples, już dziś nieco zapomniana, ale gdzieś tam się pogrywało, coś było w tej grze magicznego. Była to dobra alternatywa dla serii Heroes of M&M.

08.05.2022 11:39
marcinho01
2
odpowiedz
marcinho01
58

Deus Ex mógłby być pierwszym System Shock, gdyby ten wyszedł parę lat później, gdy bardziej popularne były rozwałki pokroju Doom czy Quake. A tak historię System Shock 1 bardziej zapamiętujemy jako "jedynka" genialnego sequelu, a to tytuł po prostu niedoceniony, aczkolwiek wybitny, nawet dziś w 2022 roku, choć premiera miała miejsce w 1994. Dlaczego piszę o tym w kontekście Deus Ex? Bo niniejszy tytuł stanowił istną rewolucję w historii komputerowej rozgrywki, lecz w przeciwieństwie do pierwszego SS został dostrzeżony i niezwykle wysoko oceniony przez branżę i samych graczy.

Deus Ex to hybryda RPG i gry akcji okraszona niezwykle ciężkim klimatem cyberpunku, postapo i wszelkiego zła na tym świecie. Akcja przenosi nas do przyszłości około 2050 roku (nie jestem pewien tego rocznika...), gdzie wcielamy się w skórę (a może cyberskórę) agenta JC Dentona, członka międzynarodowej korporacji do spraw walki z terroryzmem przy ONZ. Naszym zadaniem jest, być może "jak zwykle", uratowanie świata przed terrorystami. Lecz, aby nie zdradzać więcej szczegółów, podsumuję fabułę jednym zdaniem- jest po prostu genialna, pełna zwrotów akcji, międzynarodowych spisków, a na dzisiejsze czasy po-covidowe, połączona z globalną epidemią wirusa. I rozwija historię stopniowo, przez cały czas rozgrywki.

Samą rozgrywkę obserwujemy z perspektywy FPP. Wrażenie napewno zrobi na graczach misja nr 1, gdzie musimy odbić Statuę Wolności (tak!!!) z rąk terrorystów. A jak gracze będą poznawać fabułę do końca, to odwiedzą słynną Strefę 51. I zobaczą na własne oczy, co tam się dzieje... I zwiedzą też kilka innych ciekawych miejsc, tj. wspomniany już Nowy Jork, Honk Kong czy Paryż. Generalnie akcja rozgrywa się na przestrzeni 12 misji toczących się w ciekawych zakątkach globu, przez co nie można narzekać na brak urozmaicenia. I na pewno na to, że gra jest krótka, bo przeszedłem ją niedawno po raz drugi w swojej historii poświęcając jej ok. 50-60h.

Ok, fabuła fabułą- jest genialna. Długość długością- jest dobra. Ale jak się w to gra? I to jest w całym produkcie najważniejsze. Gra się w Deus Ex FENOMENALNIE. Jest to gra akcji połączona z RPG, ale ten system rozwoju postaci jest o tyle nieskomplikowany, że absolutnie nie odrzuci fanów typowych FPSów. Zbierając punkty doświadczenia poprzez postęp w grze, poprzez odkrywanie różnych zakamarków na mapie, możemy je zamieniać na rozwój kilku umiejętności, tj. broń ciężka, broń maszynowa, włamywanie, leczenie czy komputery. Im wyższy poziom rozwoju danej cechy, tym łatwiej np. celujemy z broni maszynowej, potrzebujemy mniej wytrychów do otwierania zamkniętych drzwi, potrzebujemy mniej multitoolsów do łamania zamków cyfrowych, a także możemy hakować bankomaty i inne systemy komputerowe. Wybór umiejętności, które chcemy szlifować, jest naprawdę kluczowy dla samej rozgrywki, bo np. gdy nie opanujemy umiejętności włamywania i łamania zamków cyfrowych, pozostaje nam przedzieranie się wszędzie za pomocą ciężkiej amunicji i niełatwych walk.

I właśnie tutaj wychodzi na światło dzienne fakt, że każde zadanie w Deus Ex da się ukończyć co najmniej na 2 sposoby. Mało tego, sama konstrukcja poziomów powoduje, że mamy również co najmniej dwie ścieżki dotarcia do danych lokacji. Możemy iść drogą "oficjalną", gdzie wszędzie są otwarte drzwi, ale korytarze pełne systemów zabezpieczeń oraz strażników, a możemy zabawić się w "Splinter Cell" i przekradać się systemami wentylacji, otwierać zamki, łamać zamki cyfrowe, po cichu eliminując pojedynczych strażników. Ponadto projekcja map jest tak świetnie wykonana, że warto przeszukiwać ukryte zakamarki, aby dostać punkty doświadczenia i aby znaleźć przydatne wyposażenie dla naszego bohatera. Tam też możemy znajdować dane logowania do systemów bezpieczeństwa, aby dzięki temu wyłączać kamery monitoringu, automatyczne działka czy też otwierać drzwi do innych korytarzy. W całej tej eksploatacji otoczenia czuć całkowitą swobodę pozbawioną jakiejkolwiek liniowości.

Gra się w Duex Ex FENOMENALNIE z jeszcze jednego powodu. Otóż jest nim KLIMAT. Od początku do końca rozgrywki czuć atmosferę nanotechnologii, która, według uznania naszego bohatera, może ulepszać lub pogarszać świat. Czuć też wywołany z tego powodu globalny kryzys, który dodatkowo potęguje pandemia i walka o wpływy wielkich korporacji transnarodowych. A w nawiązaniu do wspomnianego przeze mnie System Shock 1 także nie zabraknie Sztucznej Inteligencji, która w jakiś sposób może być doskonalsza niż ludzki rozum... Podczas wykonywania zadań i eksploatowania świata zwiedzimy lokacje, w których czuć perspektywę końca świata, widać zniszczenie i śmierć, a w innych z kolei widać rozwój technologiczny, gdzie ocena moralna tego procesu nie jest jednoznaczna. Na swojej drodze napotkamy przeciwników w postaci ludzi (najczęściej), ale nie rzadko będą to roboty bojowe (których watro za wszelką cenę unikać) oraz ulepszeni komandosi. Cyberpunk czuć w samym naszym bohaterze, który jest hybrydą człowieka i nanowszczepów. Te drugie możemy znajdować podczas misji i implementować je za pomocą robotów medycznych. Dzięki nanowszczepom możemy np. lepiej widzieć w nocy, być bardziej odporni na porażenia energetyczne, szybciej się leczyć czy być po prostu zabójczy w walce bronią białą. Jak nic- czuć wpływ technologii na "ulepszenie" człowieka. Możemy także ulepszać broń, którą eliminujemy naszych wrogów, a to dzięki znajdowanym modyfikatorom, które sprawiają, że nasza pukawka ma np. tłumik, zwiększoną celność, zwiększony zasięg czy powiększony magazynek. Odnośnie samej broni, tutaj mamy dość pokaźny zestaw- pistolet, wersja z tłumikiem, kusza, nóż, snajperka (nieoceniona przez całą grę!!!), shotgun, karabin maszynowy, wyrzutnia rakiet, kilka rodzajów granatów (w tym EMP, które eliminują elektroniczne mechy).

Jak wyglądają technikalia gry? Grafika ma już swoje 22 lata i się postarzała. Jednakże muzyka- toż to prawdziwy majstersztyk po dziś dzień. Ścieżka muzyczna jest po prostu genialna, pełna atmosfery cyberpunku i trzeba ją po prostu usłyszeć i poczuć samemu. Dopełnia genialny KLIMAT gry. Dźwięki- w porządku. Dialogi, których w grze jest całkiem sporo- bardzo dobrze zaprojektowane i udźwiękowione. Jedyne, na co można narzekać, to słaba sztuczna inteligencja przeciwników. W wielu miejscach zachowują się oni idiotycznie, a nierzadko ich celność jest za wysoka.

Podsumowując, Deus Ex to gra, która jako hybryda gry akcji i RPG polana cyberpunkowym klimatem stanowi kamień milowy w rozwoju elektronicznej rozgrywki. Pozycja obowiązkowa dla każdego, bez wyjątku! :D

05.03.2022 21:57
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Pierwszy Deus Ex wywołuje u mnie ciary... życzę powodzenia i czekam z niecierpliwością!!! :D

26.02.2022 20:44
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Nie da się w kilku słowach opowiedzieć o geniuszu OPF. Należy stwierdzić, że jest to doskonały, nawet dziś, symulator żołnierza na polu walki. Ma wszystko to, czego wymaga prawdziwe pole walki w wirtualnym świecie- możliwość kierowania samolotami, pojazdami, czołgami śmigłowcami, bardzo dobre dowodzenie i zarządzanie oddziałem, świetny klimat zimnowojennej konfrontacji z ZSRR, taktyka i nieograniczone możliwości podejścia przeciwnika, bardzo dobra fabuła. Czego chcieć więcej? Dziś jedynie grafika się zestarzała. I animacja postaci jest drewniana. Ale kto by się tym przejmował, gdy gra ma tyle zalet?

Dziś, podczas otwartej wojny w Europie, podczas konfliktu na Ukrainie, grając w OPF można zobaczyć, jak wygląda pole walki i ogólna atmosfera starć z rosyjskim najeźdźcą. W oddali rosyjscy żołnierze z AK, PPK i wyrzutniami RPG7. Mają do dyspozycji czołgi T72 i T80, w powietrzu szaleją niebezpieczne Mi24 i Mi17. To naprawdę robi robotę, akurat na dzisiejsze niespokojne czasy niestety scenariusz fabularny z OPF staje się rzeczywistością...

24.02.2022 12:52
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Gun Metal to gra z gatunku, którego zdecydowanie nie preferuję, jednakże ze względu na "wielkiego mecha" i wizję rozwałki postanowiłem dać temu produktowi szansę. I nie zawiodłem się.

Fabularnie miejsce i czas akcji to odległa przyszłość gdzieś na Ziemii, która broni się przed zdominowaniem przez przybyszów Obcych. Ostatnia nadzieja ludzkości to wielki, uzbrojony po zęby robot, który w mgnieniu oka zamienia się w równie mocno uzbrojony samolot odrzutowy, co daje mu zdecydowaną przewagę w powietrzu nad przeciwnikiem. Do przejścia mamy 14 misji, których środowisko rozgrywania jest bardzo zróżnicowane, i wyszło to grze na plus. Walczymy w terenach górzystych, warunkach zimy, a także na pustyniach i rozległych równinach.

Akcję obserwujemy z perspektywy trzeciej osoby (TPP). To, czym przyciąga Gun Metal, to tempo rozgrywki. Podczas 14 misji gracz będzie musiał m.in. bronić przyjacielskich baz, przypuszczać ataki na wrogie jednostki, osłaniać konwoje z zaopatrzeniem, a także likwidować strategiczne głowice nuklearne wroga. W praktyce będziemy strzelać do wszystkiego, co rusza się w terenie i jest oznaczone na mapie jako "wróg". Tempo rozgrywki jest bardzo dynamiczne, podczas akcji przygrywa świetna dopasowująca się do naszych zmagań muzyka, co i rusz zmieniamy postać z mecha na samolot i na odwrót, dopasowując się do potrzeb bitewnych, toczymy szybkie walki w powietrzu z przeważającymi siłami wroga, na ziemi także rozgrywka toczy się dynamicznie. Słowem, jest naprawdę bardzo fajnie i serducho diametralnie przyspiesza podczas zabawy. Dodatkowo grafika robi świetną robotę, nawet dziś gra prezentuje się okazale. A tak na marginesie, świat Gun Metal jest naprawdę fajnie zaprojektowany, drzemie w nim potencjał na produkcję sandboxów, twórcy mogliby kiedyś odgrzebać ten projekt i wydobyć z niego dobre strony.

Podsumowując, Gun Metal to typowa zręcznościówka, w której mile i z przyspieszonym tętnem spędzimy czas. Jedyne, co uderza w produkt, to tak naprawdę brak możliwości zapisu stanu gry podczas misji, ale te z kolei są stosunkowo krótkie, trwają od kilku do max 10 minut, co wymusza grę metodą prób i błędów. Lecz przez to co niektórzy gracze mogą odejść od Gun Metal w środku zabawy. Inne minusy? Potencjał świata mógłby zostać bardziej wykorzystany, ale to być może zobaczymy kiedy indziej, w innym projekcie. Fabuła jest błacha, stanowiąca lichy kontekst do demolki, ale kto by się tym przejmował, gdy walka na ziemi i w powietrzu jest bardzo dobra i sprawia zwyczajną radochę? :D

29.01.2022 21:13
marcinho01
marcinho01
58

Dzień dobry kolego! Widzę, że jest tu tak jak ja zapalony fan tej gry. Kilkukrotnie przechodziłem tę grę, i za każdym razem można była każdą misję rozegrać w inny sposób. Majster po prostu. I na tym polega piękno tej odsłony :D

29.01.2022 20:36
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Delta Force: Black Hawk Down- Team Sabre to typowy pakiet misji dołączonych do podstawowej wersji gry Helikopter w Ogniu. Składa się na niego łącznie 11 misji rozgrywanych w dwóch kampaniach- w Kolumbii i w Iranie.

Jak prezentuje się poziom rozgrywki? Mówiąc krótko- bardzo przeciętnie. Obie kampanie są do bólu standardowe pod kątem fabuły. W Kolumbii oczywiście wpadamy na trop kartelu narkotykowego, by po kilku misjach niszczenia zaopatrzenia i towaru dorwać reszcie bossa w ostatniej misji. Kampania irańska to walka z rebeliantami na polach naftowych. Porównując obie kampanie do podstawki BHD, nie ma tu ani spektakularnych zwrotów akcji, ani jakiegoś większego polotu. Męczą wydłużające na siłę kwestie dialogowe z kompanami, gdzie często my sami jako gracze wiemy, co mamy robić, ale jakiś gość będzie mówił ci 1,5 minuty briefing.

Poziom trudności to kolejna bolączka gry. Na misję mamy niesamowicie mało save, przez co gra zmusza nas do zapamiętywania pozycji wrogów na mapie i kilkukrotnego przechodzenia danych etapów. Niekiedy ukończenie misji jest naprawdę bardzo trudne, bo musimy być niesamowicie szybcy i niejako "domyśleć się", czego wymaga od nas gra, aby nie zawalić poziomu. Jeśli BHD udało wam się zakończyć w 3 dłuższe wieczory (a miał on 16 poziomów) i czuliście autentyczną satysfakcję z rozgrywki, o tyle 11 poziomów z Drużyny Szabla zajmie wam więcej czasu, jeśli oczywiście nie stracicie cierpliwości przez nierówny i sztucznie nakręcony przez autorów poziom trudności.

W pamięci nie zapadła mi absolutnie żadna z misji. Wypełniamy bardzo standardowe zadania typu uwolnić zakładników albo znaleźć i zniszczyć. Inteligencja wrogów, to już znak flagowy serii, jest bardzo kiepska, żeby nie powiedzieć, że debilna.

Na plus można zaliczyć oprawę graficzną, która pomimo braku wielu zmian w porównaniu do podstawki, nadal się broni. Oczywiście ścieżka dźwiękowa i muzyczna to sztandarowe plusy tej odsłony.

Podsumowując, Team Sabre jako dodatek do bardzo dobrego Helikoptera w Ogniu serii Delta Force to bardzo średnia pozycja. Obowiązkowa tylko dla fanów serii, reszta może sobie odpuścić.

28.01.2022 23:09
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Patrząc na niniejszą odsłonę Delta Force, ta zdecydowanie wyróżnia się filmowym klimatem akcji. Nie tylko porównując poprzednie odsłony serii, które stawiały na taktykę, ale także na inne gry akcji. Podczas 16stu misji wykonywanych w Somalii mamy do czynienia z mega dynamiczną akcją, strzelaniną niczym na dzikim zachodzie, świetną muzyką dostosowującą się do akcji podczas misji (gra jest uskryptowana, ale nie rzuca się na szczęście to za bardzo w oczy). Uwielbiam wracać do Mogadiszu, by walczyć z Somalijczykami podczas nieudanej po stronie US Army operacji o kryptonimie Irene.
I wiecie co? Delta Force od zawsze cierpiało na debilne AI wrogów. W tej odsłonie można to niejako usprawiedliwić tym, że Somalijczycy byli naprawdę amatorami w posługiwaniu się bronią palną. Częściej ogłuszały ich wystrzały pola walki niż celowali, by skutecznie ustrzelić wojaka Delta Force.
Podsumowując, BHD w odsłonie Delta Force do kawał porządnej strzelaniny, która ma klimat, wartką akcję, świetną muzykę i udźwiękowienie. Żal nie zagrać :D

01.01.2022 13:12
marcinho01
marcinho01
58

Łącznie 40 misji. O ile pierwszą kampanię można ukończyć w stosunkowo niedługim czasie, o tyle każda kolejna zwiększa poziom trudności, a kampania zimowa (a więc ostatnia) to naprawdę wyzwanie, nawet dla weterana strzelanek, począwszy od jej pierwszej misji. Ogółem, misje w DF różnią się swoją złożonością i długością- kilka można zakończyć w parę minut bez większego przemęczania się, inne zaś to horror dla komandosa, gdyż tam giniemy od pocisku wystrzelonego przez "niewidzialnego" wrażego żołnierza, często pod koniec misji w trakcie odwrotu, po kilku już próbach wykonania zadania. Więc łatwo nie jest, brak save zwłaszcza w ostatniej kampanii daje o sobie znać, ale za to satysfakcja po ukończeniu gry jest duża.

26.12.2021 19:47
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

I po raz kolejny powróciłem do pierwszej odsłony Delta Force. Co mogę jeszcze napisać nowego, na świeżo po ograniu tytułu? Jest wciąż grywalny, wymaga cierpliwości, wymaga taktyki i odpowiedniego podejścia do misji. Czasem zdarza się, że rekomendowane uzbrojenie nie jest wystarczająco wymagające do osiągnięcia celów misji, bo np. musimy zniszczyć kilka pojazdów wroga, a w uzbrojeniu rekomendowanym mamy snajperkę i 2 pociski wyrzutni rakiet. A pojazdów jest 5, więc na jeszcze jeden wystarczą granaty, a na pozostałe nie mamy już odpowiedniego uzbrojenia. Ale po to możemy dowolnie zmieniać uzbrojenie naszego wojaka. Odnośnie uzbrojenia, jest ono stosunkowo ubogie w wyborze i w większości nieprzydatne, bo tak naprawdę nigdy w grze nie użyłem min claymore, lasera do namierzania celów czy M60. Większość zadań to uzbrojenie typu M16/snajperka Barrett + LAW/dodatkowa amunicja. W zestawieniu jest jeszcze MP5 SD oraz snajperka M21, które na siłę gdzieś tam wpletli twórcy do wyboru przez gracza.

Chciałbym wrócić jeszcze do grywalności tytułu. Kurczę, to jest tytuł sprzed 22 lat, ale on ma swój klimat. Pomimo graficznej pikselozy, pomimo bardzo drewnianego SI wrogów i naszych kompanów, frajdę dają misje kampanii wykonywanych w różnych, najbardziej zapalnych pod kątem terroryzmu miejscach globu. Poziom trudności rośnie wraz z kolejną kampanią w grze, a rozgrywkę wydłuża brak save w trakcie misji. Moim zdaniem, to dobre rozwiązanie, bo tak naprawdę misje nie są długie. Do dziś wrażenie robią otwarte przestrzenie, bazy terrorystów na pustkowiach, fajnie skonstruowane pory dnia i nocy. Kilka misji zostaje w pamięci na długo, np. szturm na willę bosa narkotykowego, zdobycie lotniska, czy też większość zadań w kampanii zimowej w północnej Rosji. Apropo misji, twórcy mogliby każdą z nich kończyć dotarciem wojaka do punktu ewakuacji, gdyż wiele z nich kończy się sukcesem po wypełnieniu celu misji, w środku trwającej strzelaniny. Dotarcie do extraction point, które znajduje się zazwyczaj ok. 200m od terenu akcji, również stanowi wyzwanie i należałoby po prostu to przetrwać.

Podsumowując, Delta Force to klasyka taktycznych strzelanin, jeden z protoplastów gatunku, który dziś daje radę, jest grywalny, wciąga, wymaga zaangażowania wraz z postępem w grze. Według mnie, tylko część druga serii Delta Force dotrzymała fasonu jedynce, pozostałe gry z serii, nie licząc Black Hawk Down z dodatkiem Team Sabre, były gorsze od niniejszej gry.

17.12.2021 22:20
marcinho01
marcinho01
58

Panie Wiedźmin, zgodzę się z tym, co mówisz o 2 misji w Kolumbii. Z tego co pamiętam, nie była ona jakaś specjalnie spektakularna, a do tego była długa i trudna do przejścia, co napewno wielu graczy odstraszyło. Kamczatka to epicka misja, nie pamiętam takiej drugiej w innych FPSach. Co do pozostałych, mi osobiście podobała się misja na lotnisku w Szwajcarii.

23.11.2021 18:17
marcinho01
odpowiedz
1 odpowiedź
marcinho01
58

Właśnie ukończyłem pierwszego Gothica, chyba po raz 3 w życiu. Pierwszy raz ogrywałem ten tytuł, oczywiście, w dzieciństwie, miałem może 13-14 lat. Pamiętam, że jak tylko zainstalowałem tę grę (pożyczyłem od kolegi) to dosłownie zniknąłem na 4-5 godzin. Nie było mnie. Ta gra wciągnęła mnie na maksa i pozostawiła trwały ślad w moich wspomnieniach.

Niedawno zakupiłem na GOG wszystkie odsłony Gothica z okazji 20lecia pierwszej części. No i po latach postanowiłem odświeżyć klasyka. Wspomnienia wróciły, Gothic ponownie wciągnął mnie na dobrych kilka godzin. Trudno nie patrzeć na ten produkt przez pryzmat nostalgii, ale ta gra właśnie taka jest- wyszła, gdy większość dorosłych już graczy testowała różne gatunki gier, a Gothic był i jest cholernie dobrym RPGiem.

O tej grze napisano już chyba wszystko, co możliwe, więc skupię się na moich odczuciach po odpaleniu gry 20 lat po premierze. Na pierwszy rzut oka- grafika. Dziś oczywiście jest porażką, jest nazywana swoistym "drewnem", podobnie jak animacja postaci, jak konwersacje w grze. Ale dziwnie dobrze pasuje do tej gry. Tworzy nieodłączny, jedyny, niepowtarzalny klimat. Takie brudne średniowiecze, połączone z fantasy, można też stwierdzić że z akcją rozgrywającą się gdzieś w naszych rejonach geograficznych. Świetna fabuła, możliwość wyboru trzech frakcji, żyjące swoim życiem miasta- obozy. Połowa sukcesu tej produkcji to pełna polonizacja, dzięki której Bezio, Diego, Milten, Lester, Lee i inni na zawsze pozostali w sercach graczy.

Gothic ma też swoje wady, to oczywiste. Ma strasznie archaiczny system walki, system handlu, jest w wielu miejscach zwyczajnie zabugowany, zwłaszcza w ostatniej lokacji w grze. Ale ma KLIMAT. nie da się go zmierzyć liczbami, jakimiś statystykami, itd. KLIMAT to coś, co się czuje, co porywa gracza od początku i nie odpuszcza do samego końca. Za to kochamy Gothica, wybaczając mu jego drewno i inne bugi.

26.10.2021 19:34
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Kurcze, myślałem że temat na połączenie WWII i zombie/ubersoldatów/innych kreatur jest zarezerwowany dla serii Wolfenstein...

24.10.2021 18:43
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Revenant chodzi co jakiś czas na GOGu za śmieszną kwotę ok. 5zł. Kiedyś zakupiłem przy okazji promocji, kompletnie nie znając wcześniej tej gry, ale przed zakupem co nieco poczytałem i obejrzałem screeny i wydaje się ok. Zwłaszcza za tę cenę. Dziś pierwszy dzień, gdy w to gram. Narazie prezentuje się ok, choć graficznie to rzeczywiście słabizna i nie przetrwała próby czasu. Zobaczymy, co będzie dalej. Summa summarum, za śmieszną kwotę ok. 5zł na promocji na GOG warto mieć tę grę w swojej bibliotece.

24.10.2021 17:31
marcinho01
marcinho01
58

Panie Wiedźmin, jestem pod wrażeniem niniejszych informacji oraz filmiku w linku. To naprawdę odrębna gra! I w dodatku mega mega szybka i piekielnie grywalna. Dzięki za poradę! Jak tylko zakupię Doom 2 (tak, jeszcze nie ograłem tego produktu, jest przede mną to wyzwanie, ale to jeden z ostatnich starszych gier FPS zaliczanych do kanonów gatunku, których nie ograłem) to ściągnę moda i zacznę Wolfa 3D na nowo :D

24.10.2021 12:44
marcinho01
odpowiedz
5 odpowiedzi
marcinho01
58

Wolfenstein 3D to pradziad współczesnych FPSów. To kamień milowy w rozwoju komputerowej rozrywki. Prawdziwy fan gier FPS napewno musi znać ten tytuł, inaczej nie może mówić o sobie, że jest fanem gatunku.

Wolf 3D z dzisiejszej perspektywy jest nadal mocno grywalną produkcją. Tą grywalność zawdzięcza swojej prostocie. Sterując głównym bohaterem przemierzamy lochy zamku Wolfensteina napotykając po drodze różnej maści przeciwników, których musimy oczywiście wyeliminować, zbieramy różne skarby, broń, amunicję, apteczki, znajdując ukryte korytarze, wreszcie znajdując klucze, aby za ich pomocą otworzyć zamknięte drzwi i przechodzić do kolejnego levelu. Te wszystkie elementy, o których wspomniałem wyżej, nadały schemat tworzenia kolejnych gier FPS. Do dziś w grach akcji zbieramy broń, apteczki, jakieś bonusy czy alternatywne drogi dotarcie do celu. A to wszystko zapoczątkował właśnie Wolf 3D.

Wartość historyczna niniejszej produkcji jest oczywiście nie do przecenienia, ale chciałbym chwilę pochylić się nad tym, jak produkt prezentuje się dziś, lekko 30 lat po swojej premierze. Pomimo "3D" w nazwie, grafika nie była w pełni trójwymiarowa, ale był to pewien początek kształtowania modelu w kilku wymiarach. Do dyspozycji w grze mamy łącznie bodajże 4 rodzaje broni (nóż, pistolet, karabin i minigun), więc nie za wiele, ale 30 lat temu to była rewolucja. Najważniejsze jednak, że korzystanie z tych pukawek sprawia radochę. Przemierzanie nieraz skomplikowanych korytarzy zamku Wolfensteina ma swoisty klimat- na drodze napotykamy różnych przeciwników- od psów, po żołnierzy, SSmanów, do istot nadprzyrodzonych (czytaj- uzbrojonych zombie). W każdym levelu towarzyszy nam dziś już archaiczna, ale wciąż dobra muzyka, pasująca do tego, co dzieje się na ekranie. Mamy do wyboru aż 4 poziomy trudności, z czego już trzeci stanowi nie lada wyzwanie dla wyjadaczy, a należy wspomnieć, że amunicji jest tu stosunkowo niewiele, więc strzelanie do każdego wroga na oślep jest bardzo ryzykowne.

Gra jest długa. W podstawowej wersji gry mamy 6 epizodów, który ma po ok. 8-9 poziomów, a na końcu ostatniego musimy walczyć z bossem, którego pokonanie jest bardziej wymagające. Każdy level jest dobrze zaprojektowany, niektóre z nich są prostsze, inne zaś bardziej skomplikowane i można nieraz się w nich zgubić. A minimapy tu nie mamy, wszystko bazuje na zapamiętywaniu przez gracza przejść, drzwi, itd. Może to odstraszać wielu młodszych graczy, którzy są przyzwyczajeni do prowadzenia ich przez twórców za rączkę. Tutaj, jak się zgubisz w lochach, nikt nie przyjdzie Ci z pomocą.

Podsumowując, Wolfenstein 3D to gra historyczna, kamień milowy w rozwoju gier FPS, pradziad gatunku. Obecnie stanowi ciekawostkę historyczną. Ale ta, o dziwo, prezentuje się bardzo dobrze, bo produkt wciąż jest grywalny, jest trudny w ukończeniu, jest długi, a przy okazji na każdym kroku widać archaizmy w rozwiązaniach technologicznych, dzięki czemu naprawdę możemy dotknąć historię. Lubię od czasu do czasu wracać do niego, ukończyć parę leveli, odmóżdżyć się po ciężkim dniu, bo gra się w to przyjemnie i nie trzeba za dużo myśleć (no, może tylko po to, żeby się nie zgubić). Polecam nawet dziś Wolfa 3D :D

23.10.2021 19:19
marcinho01
marcinho01
58

Możnaby rzec, że "szczęście" mają Ci, którzy nie grali w pierwszego Unreala, a zaczęli od dwójeczki. Jako odrębny tytuł Unreal 2 to kawał solidnej strzelanki z ciekawą historią, wciąż dobrą grafiką oraz ciekawymi niektórymi lokacjami, które zapadają w pamięć. No i próba stworzenia klimatu survival horroru, która w wielu momentach się udała. Jest to produkt zupełnie inny niż poprzednik i takim go trzeba realnie oceniać.

22.10.2021 22:45
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Byłem strasznie ciekawy, o co tyle szumu z Unrealem 2. Został zjechany w branży po swojej premierze, a ja postanowiłem go sam sprawdzić i przekonać się, dlaczego i czy słusznie było go krytykować.

Trochę historii... Pierwszy Unreal to prawdziwa legenda wśród komputerowej rozrywki, kamień milowy w rozwoju gatunku FPS. Koniec i kropka. Dodatek Return to Na Pali to typowy mission pack, który wciąż trzyma poziom "jedynki". Nic dziwnego, że zapowiedź Unreal 2 rozbudzała nadzieje graczy. No i w końcu w roku 2003 ukazał się drugi Nierealny.

Powiem wprost- gracze i fachowcy w branży zjechali ten produkt, bo to nie jest pierwszy Unreal. I faktycznie, Unreal 2 ma niewiele wspólnego z pierwowzorem. Nierealny 1 to przede wszystkim wspaniały, mroczny, tajemniczy klimat, który wprost wylewa się z monitora podczas przemierzania przez graczy kolejnych poziomów. "Dwójka" niestety pozostała w tym polu daleko w tyle i to już na starcie odrzuciło to wielu fanów poprzedniczki. Z Unreala 2 pozostał "tylko" typowy, aczkolwiek solidny FPS.

Historia "dwójki" opowiada o byłym marines, który wraz ze swoim statkiem kosmicznym i załogą znalazł się pośrodku konfliktu i wielkiej międzygalaktycznej intrygi, i musi jakoś tu wszystko poukładać i zaprowadzić porządek. Ogółem, fabuła jest dobra, zgrabnie przedstawiona za pomocą cut scenek w przerywnikach pomiędzy misjami oraz poprzez rozmowy z załogą na statku, a zakończenie tej historii jest szczególnie interesujące. Także fabuła na plus.

Mechanika gry- tutaj wielkiej filozofii nie ma. Unreal 2 to typowy FPS, choć fani "jedynki" będą zawiedzeni, gdyż tam akcja była naprawdę gęsta i intensywna, zaś tutaj intensywność jest zdecydowanie mniejsza. Twórcy bardziej skupili się na stopniowaniu napięcia, na fabularnym wyjaśnianiu historii, akcja poszła niejako na drugi plan, co wyszło grze niestety na złe. Widać uskryptowienie poziomów, co oczywiście w "jedynce" też miało miejsce, ale nie było widoczne aż tak bardzo. Fajnie natomiast rozwiązano kilka misji, w których mamy do dyspozycji drużynę- jej członkom możemy wydawać proste rozkazy (zazwyczaj obrony jakiegoś punktu), możemy rozmieszczać pola siłowe i działka obronne w celu przygotowania do obrony. Fajnie to wygląda, frajdę sprawia że mamy tu wpływ na ogół sytuacji. Przemierzając levele mamy, wraz z postępem w grze, dostęp do kolejnych broni, których ilość jest pokaźna, graficznie prezentują się okazale, i przede wszystkim korzystanie z nich jest przyjemne i sprawia radochę. Mamy klasyki w stylu machineguna czy shootguna, ale też oryginały jak granatnik na różne rodzaje granatów (frag, EMP, smoke...), miotacz ognia czy broń obcych (w sumie najmniej z niej korzystałem).

Grafika- tutaj "dwójka" rozwala swojego protoplastę na łopatki, gdyż widać przeskok technologiczny. Nawet grając w to dziś grafika prezentuje się naprawdę ładnie, a efektów ognia nie oglądałem ładniejszych w żadnej innej grze. Majstersztyk!!! Muzyka i udźwiękowienie- tutaj pokuszę się o stwierdzenie, że co najmniej dorównuje swoim wysokim poziomem pierwszej części, jeśli nie przewyższa. Naprawdę dobrze przemierza się lokacje słuchając świetnych dźwięków i zróżnicowanej, pełnej dynamiki muzyki.

Klimat... no i psikus. Unreal 2 nie ma startu do "jedynki". Złożyło się na to kilka elementów. Po pierwsze- fabułę poznajemy podczas cut scenek, briefingów przed misjami, generalnie przerywników filmowych jest, moim zdaniem, za dużo. To psuje intensywność rozgrywki, jest mniej dynamiczna. Po drugie- krótkie poziomy. Owszem, całościowo gra jest dosyć długa (o tym za chwilę), lecz poszczególne poziomy są dosyć krótkie, co wpływa na obniżenie intensywności akcji. Po trzecie- przeciwnicy. Teraz będą nimi głównie ludzie, zaś znani z Unreala Skjaarowie i spółka pokażą się w nielicznych epizodach. Poza tym, ilość naboi, które trzeba wpakować w przeciwników, jest zdecydowanie za duża, przez co po raz kolejny spada intensywność starć. Po czwarte- lokacje. Nasze misje będą toczyć się głównie w zamkniętych obszarach, bardzo mało zwiedzimy otwartych lokacji, a napewno nie zwiedzimy tych lokacji znanych ze świata pierwszego Unreala (ale zaznaczam- graficznie wszystkie poziomy prezentują się bardzo ładnie).

Jednakże przy klimacie muszę na chwilę się zatrzymać i stwierdzić, że owszem, to nie jest pierwsza część, ale przynajmniej dwie lokacje zostaną w mojej pamięci na długo, bo są oryginalne. Ich przemierzanie budzi grozę, przeciwnicy są naprawdę nierealni, a ogół sytuacji buduje klimat survival horroru, nawet lepszy niż ten w Doom 3. Także tutaj nie jest tak do końca źle.

Na jak długo starcza nam Unreal 2? Sztucznie wydłużają grę cut scenki po każdej misji, etapy na pokładzie Atlantis, briefingi, dialogi. Widać, że twórcy naprawdę solidnie popracowali nad historią tej gry i chcieli ją przekazać bardzo dokładnie. Ja ukończyłem grę w 5-6 wieczorów. Jest krótsza niż część 1, ale taka długość to, moim zdaniem, odpowiednia dawka godzinowa.

Jak podsumować Unreal 2? To jest trudne zadanie. Jest to trudne jak w przypadku czwartej części Heroes of Might and Magic- ciężki jest los następnej części niemal idealnej gry. Summa summarum, jako odrębny produkt gra prezentuje się całkiem solidnie i jest to naprawdę kawałek dobrej strzelanki. Tylko tyle i aż tyle, bo potencjał gra miała zdecydowanie większy. Technicznie nie ma się do czego przyczepić, ale pierwszy Unreal po prostu porwał gracza do swojego świata. Sequel nie udźwignął presji, przez co stał się typowym, acz solidnym FPSem.

14.10.2021 18:54
marcinho01
1
odpowiedz
1 odpowiedź
marcinho01
58

A pamiętam "jedynkę"... Miałem pełniaka w jakimś czasopiśmie. Pod nazwą Apostołowie: Święte Ziemie. Giera bajeczna wtedy :D Heroes 3 mógł czuć się zagrożony.

10.10.2021 17:30
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Return to Na Pali to typowy mission pack do pierwszego Unreala. Niniejszy produkt to kilkanaście nowych misji i kontynuacja fabularna "jedynki". Ogółem nie wprowadzono tu wielu nowości- jak to w przypadku mission pack dodano kilka nowych giwer, kilka nowych rodzajów przeciwników i w zasadzie zaserwowano dobrą fabułę.

W dodatek gra się bardzo przyjemnie. Poziomem jakości nie odstaje od wspaniałego i niedoścignionego do dziś w wielu aspektach Unreal 1. Wspaniale wraca się do Na Pali, wspaniale likwiduje się tu wrogów, poziomy po raz kolejny są świetnie zaprojektowane, a co na plus to fakt, że jest zdecydowanie więcej niż w "jedynce" otwartych przestrzeni. Pomimo, że to typowy FPS, to nie ma się tu wrażenia liniowości w dotarciu do kolejnych poziomów- można wybrać przynajmniej dwie drogi do osiągnięcia celów. Po raz kolejny AI wrogów stoi na bardzo dobrym poziomie. To, co tworzy niesamowity klimat, to ścieżka dźwiękowa, która jest po prostu wspaniała, dynamiczna, pasuje do akcji na ekranie... to trzeba po prostu poczuć. Jedyne, co dolega dodatkowi to brak większych nowinek. Można by się też przyczepić do długości gry, bo całą ukończyłem w około 6h, ale to mission pack, a nie druga część gry.

Wielu użytkowników przyznaje, że Unreal: RtNP jest bardziej obfita w wymiany ognia niż "1", lecz ja się z tym stwierdzeniem nie zgodzę, gdyż jest wiele poziomów (zwłaszcza tych na otwartej przestrzeni), gdzie przemierzamy ląd i sporadycznie strzelamy, często na odległość.

Podsumowując, wspaniały Unreal 1 ma dodatek (tak, właśnie tak, ma, i to całkiem udany, lecz mało popularny), który stoi na bardzo przyzwoitym poziomie i którego wciąż warto ograć. Akcja jest intensywna, lokacje bardzo dobrze zaprojektowane, i w ogóle posiada wszystkie zalety oryginału. Polecam!!!

post wyedytowany przez marcinho01 2021-10-10 17:41:14
29.08.2021 11:12
marcinho01
marcinho01
58

Popieram kolegę. Dodam od siebie, że twórcy muszą znaleźć "to coś", co będzie naprawdę oryginalne w tej produkcji. Coś, co zachwyci graczy oraz fanów filmów. Moim zdaniem, to powinno być przede wszystkim odejście od typowego arcadowego FPS na rzecz bardziej wymagających zadań w tym zakresie. Robocop to naprawdę niewdzięczny temat dla twórców gier, trudno z powodzeniem zrobić porządny tytuł.

21.08.2021 21:07
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Jak remaster się prezentuje w stosunku do oryginału? Warto zaopatrzyć się w tę pozycję czy oryginalny klasyk śmigający na nowszych systemach operacyjnych wystarczy? Jestem tak naprawdę kilka miesięcy po ukończeniu Quake wraz z dodatkami, dlatego chciałbym znać opinię, czy remaster wnosi coś sensownie nowego do rozgrywki (poza oczywiście odświeżoną szatą graficzną, którą widać od razu)?

post wyedytowany przez marcinho01 2021-08-21 21:08:12
17.08.2021 17:53
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Uzupełniając moją powyższą opinię na temat gry chcę powiedzieć, że pomimo wysokiego poziomu trudności, po ukończeniu wszystkich 12 misji czuję trochę niedosyt, że twórcy nie pokusili się o zaprojektowanie jeszcze kilku misji. Bo gra ma naprawdę spory potencjał i chciałoby się,aby zadania były nieco dłuższe. Szkoda też, że nie powstanie druga część gry. Dziś przypomina mi ona serię Sniper: Ghost Warrior- tutaj też większą część rozgrywki spędzamy mając do dyspozycji karabin snajperski, lecz nic nie stoi na przeszkodzie, aby wziąć do ręki AK47 lub CKM i przedzierać się przez wietnamską dżunglę.

post wyedytowany przez marcinho01 2021-08-17 17:54:26
15.08.2021 22:41
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Line of Sight: Vietnam jest produkcją, która nie jest dość znana w swoim gatunku gier akcji/FPS. A szkoda, bo tytuł zasługuje na dłuższą chwilę, aby mu się przyjrzeć.

Trudno powiedzieć, czemu w roku 2003 LoF:V przeszedł praktycznie bez echa, a jego oceny nie były szczególnie wysokie. Owszem, w tym czasie mięliśmy naprawdę spory wysyp FPSów i gier akcji, ale ta wyróżniała się teatrem działań: chodzi oczywiście i Wietnam.

W grze wcielamy się w jednego z amerykańskich żołnierzy, który stacjonuje w Wietnamie i ma do wykonania parę zadań na tyłach wroga. Ogólnie rzecz biorąc, gra ma "jakąś tam" fabułę, która jest opowiadana w krótkich briefingach przed misjami przez lektora; łączą one historię w całość, która prezentuje się całkiem spójnie jak na FPS. Samych misji do wykonania jest w grze 12- niby niedużo, ale są one wymagające i w większości ciekawe. Chociażby dwie ostatnie misje, w których przedzieramy się w tunelach Vietcongu, by powrócić do znajdującej się pod ostrzałem amerykańskiej bazy.

Teatrem naszych działań jest przede wszystkim dżungla. Zazwyczaj mamy do dyspozycji 2-óch komandosów, każdy z nich posiada ekwipunek, który można modyfikować w trakcie rozgrywki (np. zabierając broń martwym wrogom); w każdego z nich można się wcielić w dowolnym momencie, można też wydawać proste rozkazy. To, co irytuje, to zachowanie kompana podczas większości zadań- niestety, nie dostrzega strzelaniny w pobliżu, często nie pomaga w wymianach ognia. Za to SI przeciwników to druga strona medalu- Wietnamczycy doskonale orientują się na swoim terenie i w dżungli widzą nas zdecydowanie lepiej niż my ich. Irytują snajperzy, których w grze jest całe mnóstwo- widzą nas praktycznie od razu z bardzo daleka i strzelają bardzo celnie (ale za celnie). Sprowadza to gracza do bardzo częstego systemu save/load, co wychodzi rozgrywce na minus.

Co do samej rozgrywki, prezentuje się ona całkiem solidnie, pomimo irytujących wad opisanych powyżej. Podczas grania w LoS:V wiem, dlaczego Amerykanie przegrali tę wojnę. Teren jest niewdzięczny do prowadzenia wymian ognia, krzaczasty i trawiasty, są rzeki, trzeba uważać na zastawione przez wroga pułapki wybuchowe. Tę wojnę trudno było wygrać. Wykonując kolejne misje autentycznie wczułem się w klimat Wietnamu, gdzie wróg czaił się na mnie w zaroślach, snajperzy strzelali, mój kompan osłaniał tyły, sprawdzałem moją pozycję na mapie (można się zgubić!). Klimat budowały udźwiękowienie (szelesty krzaków, odgłosy zaalarmowanych wrogów, szum deszczu, bardzo dobre dźwięki broni) oraz muzyka, która wraz z akcją na ekranie zmieniała się. Owszem, w każdej misji mięliśmy określone cele do zrealizowania, ale mapy były dosyć spore, byśmy to sami zdecydowali, którą drogą pójdziemy. Tak więc postawiono tu na swobodę działań, co wyszło grze na plus.

Bardzo dużym plusem jest realizm pola walki- w grze często skradamy się, robimy krótkie wymiany ognia, a giniemy po kilku strzałach. Mamy ograniczone miejsce w ekwipunku. Nasze zadanie zawsze kończyć się musi dotarciem całej drużyny do punktu ewakuacyjnego. Zadania, które wykonujemy, polegają na m.in. dotarcia do rozbitego helikoptera celem uratowania rannych, wyeliminowanie wrogich posterunków, zniszczenie dział przeciwlotniczych, uwolnienie zakładnika. Paleta jest dosyć zróżnicowana. Mamy też szeroki wachlarz broni- od klasycznych AK47 i M16, poprzez snajperki M6 i SVD, kończąc na LAW80, RPG7. Co ważne, używanie każdej z nich daje dużą frajdę.

Podsumowując, warto zagrać w Line of Sight: Vietnam.To gra mało popularna, ale bardzo dobra i klimatyczna, która w sposób realny oddaje skalę trudności walk Amerykanów w Wietnamie. Pomimo swoich wad związanych z inteligencją NPC, jest to fajny FPS, po który warto sięgnąć.

25.07.2021 12:03
marcinho01
marcinho01
58

Wcześniej bullet time był w filmie Matrix.To była nowinka tego typu. Max Payne wprowadził to po raz pierwszy w komputerowej rozgrywce. I zrobił to kapitalnie, do dziś lepszego nie znam :D

13.07.2021 16:18
marcinho01
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
marcinho01
58

Aż dziw bierze, że na licencji Robocopa powstały same gnioty (nie liczę platformówek na Pegazusa). Ostatni Robocop, chyba z 2003 r., to kompletne nieporozumienie i gniot. Liczę, że twórcy obecnej produkcji stworzą grę, której fani Supergliny nie będą się wstydzić. Osobiście uwielbiam wszystkie filmy z serii, wg mnie najlepsza i najbardziej mroczna to oczywiście część pierwsza.

11.07.2021 12:46
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Czekam na więcej wieści o nowych Komandosach!!! Ostatni, klasyczni, pojawili się w 2003 roku. Liczę na wielki powrót serii. Obecnie War Mongrels zapowiada się smakowicie. Co do najnowszych Komandosów, trzeba czekać na więcej informacji. Niestety... Ale czekamy!!!

11.07.2021 12:16
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Niniejszy gameplay napawa mnie optymizmem. Jest naprawdę klimatyczny, mroczny, trzyma fason, porównując do oryginału oczywiście muzyka inna, ale tworząca wspaniałą atmosferę survival horroru, takiej trochę też izolacji. Ten System Shock musi się udać, remaster musi zebrać pochlebne opinie. Koniec i kropka!!! :D

11.07.2021 12:10
marcinho01
marcinho01
58

Panowie, w takim razie ściągać System Shock Enhanced Edition z GOG za grosze i zagrywać się w oryginał!!! Działa na najnowszych systemach bez problemu. Fakt, czuć w mechanice gry toporność i starość, ale po kilku minutach jej opanowania klimat tej gry po prostu wgniecie w fotel. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam z czystym sumieniem!!!

11.07.2021 12:03
marcinho01
marcinho01
58

Panie Seep, IGI 2 to również moja gra dzieciństwa, jedna z pierwszych :D Ukończyłem ją ze 3 razy na kilka sposobów. Jedynka tak mnie nie wciągnęła. Liczę, że trójka po ponad dekadzie będzie przynajmniej solidną skradanką taktyczną. Bo czekanie na gniota tyle lat jakoś zapewne i Ciebie, i mnie nie urządza :D

20.06.2021 16:24
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Przed tym spotkaniem 80 % społeczeństwa nie zastanawiało się, czy damy radę wyciągnąć jakikolwiek punkt w meczu z hiszpańskim potentatem, tylko ile bramek wbiją nam rywale. Nasi postawili się Hiszpanii i urwali punkt w Sevilli. Niesamowita historia. Rywal piekielnie silny, mistrz świata i podwójny Europy z ostatnich 13 lat, grali u siebie, ze teoretycznie słabą i rozbitą psychicznie po porażce w pierwszym meczu Polską. A Polacy się postawili w tym arcyważnym meczu hiszpańskiej plejadzie gwiazd. U nas błysnął Lewandowski, który pokazał, że jak tylko znajdzie chwilę czasu, troszkę miejsca i otrzyma dobre podanie, to jest w stanie strzelić gola każdej ekipie świata. Brawo nasi!!!

Ok, można narzekać na styl, ale umówmy się- w tym meczu graliśmy inaczej niż ze Słowacją, nastawieni na koncentrację w obronie, kolektyw i kontry z udziałem wielu polskich piłkarzy. I tak się urywa punkty wielkim. Tak grali Grecy na EURO 2004, które wygrali. Kto na nich wtedy postawił, jest obecnie milionerem :D

16.06.2021 21:52
marcinho01
marcinho01
58

Nie rozumiem Twojego podejścia. Przeszkadza Ci fabuła? Bo jest zbyt naciągana? To na miejsce wojaków możesz wsadzić jakichś amerykańskich lub brytyjskich więźniów/szpiegów/komandosów (ale oni już byli, pamiętaj, twórcy chcą zrobić inne podejście do tematu). Ale, moim zdaniem, ich dialogi nie obfitowałyby w brutalne przedstawienie rzeczywistości nazistowskich Niemiec. Tylko dezerterzy Niemcy mogą opowiedzieć o wojnie wprost, bez ogródek.

Ale ale, odbiegając od fabuły, rozkoszuj się rozgrywką i czekaj na grę. Commandosów daaaaawno nie było na rynku, War Mongrels to doskonała okazja na dobrą strategię i niezłą wojenkę. Nie ma się co zniechęcać naciąganą fabułą i bohaterami- osobiście uważam, że w historii były takie przypadki, że Niemcy uciekali z Wermahtu widząc, jakie rozkazy wydają ich przełożeni...

16.06.2021 21:43
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Gameplay świetny, klimatyczny, naprawdę czuć mroczny i brutalny klimat II wojny światowej i zbrodni Niemców. Mam tylko dwie prośby. Pierwsza- mam wrażenie, że komandosi zbyt łatwi podbiegają do żołnierzy w celu ich zamordowania nożem; SI wrogów musi zostać poprawione, wtedy oczywiście poziom trudności również wywinduje w górę. Druga prośba- niech będzie w każdej misji kilka sposobów na wykonanie misji, niech nie pachnie tu liniowością; niech nie będzie to Commandos 3 (duża liniowość misji), tylko 1 lub 2- ma być wybór opcji.

16.06.2021 19:17
marcinho01
1
odpowiedz
1 odpowiedź
marcinho01
58

Droga, którą podąża seria Rainbow Six, już dawno obrała zły kierunek... Niestety, z poważnej gry akcji traktującej o współczesnych problemach światowego terroryzmu, a w samej rozgrywce poruszająca obszary realizmu akcji antyterrorystycznych, stawała się coraz bardziej przeciętną grą akcji. I do dziś, taki "kwiatek" o zombich... Porażka i tyle. Tej serii potrzebny jest gruntowny powrót do korzeni. Ostatnia poważna odsłona Tęczy Sześć to Raven Shield. Kolejne to już równia pochyła...

03.06.2021 15:43
marcinho01
2
odpowiedz
1 odpowiedź
marcinho01
58

Moje pierwsze zderzenie z Unreal miało miejsce w czasopiśmie CD- Action, we wczesnych latach 2- tysięcznych, kiedy to natknąłem się na podsumowanie ocenionych na ocenę 10 na 10 gier w wyżej wymienionym magazynie. Wtedy tylko poczytałem chwilę o tej grze wraz z uzasadnieniem redakcji, że takowa ocena nie była przypadkowa (a w zestawieniu kilka błędnie przyznanych takowych ocen się pojawiło). Potem recenzja Unreal 2 również w CD- Action i "wielkie rozczarowanie" niniejszą produkcją. Nie mogłem za wiele w praktyce o tym wiedzieć. Po latach, właściwie niedawno, postanowiłem sprawdzić "Nierealnego".

W prestiżowym na tamte czasy polskim magazynie o grach ocena 10 na 10 była elitarna. I rzeczywiście Unreal na taką zasługiwał, gdyż grając w to dziś, produkt wspaniale się broni, kładąc na łopatki wiele nowszych tytułów z gier akcji. Ja osobiście daję jej 9.5, choć przez większą część gry uważałem, że "dycha" jest na wyciągnięcie ręki. Ale pojawiło się kilka niuansów, które nieco zepsuły zabawę, o czym za chwilę.

Unreal to typowy FPS, którego akcja dzieje się w dość odległej przyszłości. Gracz wciela się w rolę ocalałego członka załogi statku kosmicznego. Niniejszy okręt rozbił się na nieznanej planecie i w zasadzie zaczynamy walkę o przetrwanie i powrót na Ziemię. Bo planeta, niestety, do przyjaznych nie należy. Jak się okazuje, dochodzi tu do okupacji jednej rasy obcych przez inną, a my, jako marines, znaleźliśmy się pośrodku tego całego zamieszania. Fabuła nie jest jakoś spektakularnie pokazana, większość wątków o obecnej sytuacji dowiadujemy się z wiadomości odnajdywanych przy zwłokach innych marine lub przy jakichś polach i obiektach. Przypomina mi to trochę pierwszy System Shock, gdzie było to fajne rozwiązanie. Słowem, fabuła w Unreal jest w porządku, stanowi pretekst do działań gracza, ale to w końcu nie ona jest najważniejsza :D

A co urzekło miliony graczy w Unreal? AKCJA oraz KLIMAT. Strzelamy tu do wielu wrażych obcych stworów, które chcą nam zrobić krzywdę, wykorzystujemy przy tym pokaźną ilość broni (od pistoletu poprzez minigun, snajperkę i bazookę, oczywiście są to mega futurystyczne bronie); pokonujemy dużą ilość bardzo fajnie zaprojektowanych lokacji- od wnętrza bazy, licznych korytarzy, po otwarte przestrzenie planety (szkoda, że tych ostatnich w grze jest niedużo- one niezwykle urzekają swoim wyglądem). Przy tym, jak już wspomniałem, poznajemy fabułę poprzez czytanie wiadomości z różnych czytników oraz przedmiotów. Tej "rozwałce" towarzyszy bardzo klimatyczna muzyka, zdecydowanie jedna z lepszych ścieżek dźwiękowych w grach komputerowych, w które miałem okazję grać. Nie umiem tego dokładnie opisać słowami- trzeba to poczuć na własnej skórze. Kolejny plus to długość rozgrywki. Unreal ma około 38 leveli, których ukończenie zajęło mi 2 intensywne dni (myślę, że godzinowo wyjdzie ich koło 24). Więc do najłatwiejszych nie należy.

W 2021 roku to wszystko wciąż robi bardzo dobre wrażenie, ale w dniu premiery w 1998 roku to musiał być autentyczny szok technologiczno- rozwojowy w historii gier. I taki właśnie był Unreal- przełomowy. W erze Doom i Quake, to właśnie Unreal pojawił się znikąd i pozamiatał konkurencję. Choć gdybanie o wyższości Unreala nad wyżej wymienionych tytułami nie ma sensu, gdyż wszystkie to gry wyjątkowe i basta.

Unreal ma kilka wad. Mianowicie, nie mam zastrzeżeń co do genialności zaprojektowania poziomów, ale niektóre z nich stanowią istną łamigłówkę, których bym nie pokonał bez wglądu do poradnika. Chodzi o szczegóły, w wielu miejscach chciałem pchnąć akcję do przodu, ale kręciłem się w kółko, by znaleźć jakiś ukryty zakamarek lub dźwignię. Gdybym chciał się doczepić, to rodzajów wrogów jest niedużo, twórcy mogliby bardziej pokombinować w tym aspekcie.

Podsumowując- Unreal to rewolucja w świecie gier. Dziś produkt prezentuje się wciąż solidnie, i graficznie, i muzycznie (przede wszystkim!!!), i dźwiękowo, i pod względem mecahniki gry. Można się przyczepić do kilku rzeczy, ale summa summarum to pozycja klasyczna w kategorii gier FPS. Ja już mam ją ograną i zostanie w mojej pamięci na długo zapamiętana. Oczywiście pozytywnie :D

09.05.2021 22:26
marcinho01
2
odpowiedz
marcinho01
58

Jestem świeżo po ukończeniu całości gry. Poprzednie próby podchodzenia do tematu kończyły się na misji 14, gdzie nie miałem pojęcia, jak zniszczyć 4 działa na wyspie i z niej uciec. Jakiś czas temu postanowiłem porządnie wziąć się za ukończenie Komandosów.

Gra wspaniała, świetna, to już pisałem poprzednio. To, co mnie urzekło, to końcowych 6-7 misji, gdzie- na serio- przez pierwsze 10 minut nie potrafiłem zrobić ani jednego ruchu żołnierzem, gdyż nieprzemyślany kończył się alarmem lub śmiercią. Po prostu obserwowałem ruchy żołnierzy, analizowałem trasy patroli i zasięg wzroku. Dodatkowo moi żołdacy mięli zawsze zbyt ubogi ekwipunek (saper za mało bomb, snajper za mało naboi, widocznie brakowało Zielonego Bereta w dwóch zadaniach). Ten poziom trudności sprawiał, że nieraz miałem ochotę porzucić próbę, jednak mapy, lokacje, klimat operacji sprawiał, że chciało się grać, myśleć, analizować i działać skutecznie Komandosami. Po ukończeniu gry mam niezwykle ogromną satysfakcję. A ostatnia misja to po prostu majster- opada kopara, gdy się spojrzy na ilość wrogów na mapie, w ogromnej fortecy, i jak są ustawieni. Ostatecznie wybiłem wszystkich w pień, ale stanowiło to ogromne wyzwanie.

Rzuciło mi się w oczy kilka minusów. Nasi wrogowie czasami głupio olewają zabitych kompanów (dotyczy tych obsługujących działa). Trochę głupie jest to, że tylko Nurek potrafi pływać (co powinien umieć robić każdy żołdak), tylko Kierowca potrafi obsługiwać ckm-y (a Zielony Beret nie), tylko Beret i Szpieg potrafią chować ciała wrogów. Chciałoby się, aby każdy z ludzi posiadał te podstawowe umiejętności. Ale wtedy gra byłaby łatwiejsza, a twórcom chodziło o zróżnicowanie dostępnych Komandosów, aby każdy wyróżniał się czymś innym i dzięki temu aby możliwe było ich wzajemne uzupełnianie się podczas wykonywania zadań.

I powiem tak- wyszło to w grze bardzo dobrze. W każdej misji lwią część roboty odwala Zielony Beret, ale w decydujących momentach do gry wchodzi Snajper, który eliminuje niewygodnych wrogów na pozycjach snajperskich, Saper, który wysadza newralgiczne obiekty, Szpieg, który odwraca uwagę wrogów i umożliwia reszcie grupy przemykanie dalej, Nurek, który transportuje drogą morską resztę ekipy, a także Kierowca (najmniej w grze doceniany), który przejmuje kontrolę nad pojazdami w celu, zazwyczaj, wycofania się z mapy i ukończenia misji (dotyczy to także czołgów- wtedy robi totalną jatkę!). Ludzie doskonale się uzupełniają. To jest w tej grze piękne. Tylko grając zespołowo da się ukończyć zadanie.

Piękne jest w tej grze to, że przed każdym zadaniem mamy krótki briefing, który pokazuje nam sytuację na mapie- naszych ludzi, konkretne cele misji oraz, co ważne, sposób ewakuacji z miejsca. Jest podawanych też kilka wskazówek, które mogą ułatwić wykonanie misji. I tyle. To, w jaki sposób podejdziemy do zrealizowania zadania, zależy tylko i wyłącznie od naszego myślenia i naszej taktyki. Absolutnie nic nie ogranicza działań gracza. Swoboda to niekwestionowany plus Commandosów, który po dziś dzień stanowi ich znak rozpoznawczy.

post wyedytowany przez marcinho01 2021-05-09 22:35:31
29.04.2021 17:37
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Jestem pod wrażeniem niniejszego gameplay'a. Jest na co czekać. Kawał porządnej strategii się szykuje. Porównania do Commandos nasuwają się same, ale już po samym filmiku czuć ciężki klimat II wojny światowej- w sensie mroczny, ukazujący nieco inną stronę tego konfliktu niż było to ukazane w Commandos. Tam jesteśmy brytyjsko- amerykańskimi herosami, którzy po cichu, na tyłach wroga wygrywają wojnę. War Mongrers to okrucieństwa wojny przejawiające się w głównych bohaterach (niemieccy dezerterzy- tego jeszcze nie było), masowych egzekucjach, dużych zniszczeniach otoczenia, w którym znajduje się gracz. Oby mechanika rozgrywki szła tym tropem. Mocno kibicuję!!!

27.04.2021 18:53
marcinho01
odpowiedz
1 odpowiedź
marcinho01
58

Jestem bardzo ciekawy tej gry. Mam nadzieję, że będzie to spadkobierca kultowych Commandosów pod względem sposobu rozgrywki i dobrych rozwiązań w tej kwestii. Ale przede wszystkim bardzo interesujący jest wątek ukazania brutalnego oblicza II wojny światowej od strony państw i narodów, które najmocniej odczuły je skutki- i materialne, i ludzkie. Tego brakowało w Komandosach, ale tych gier nie robili Polacy, tylko Hiszpanie, którzy mają na ten konflikt inne spojrzenie i inne doświadczenia z nim związane.

post wyedytowany przez marcinho01 2021-04-27 18:53:42
25.04.2021 12:48
marcinho01
1
marcinho01
58

Ja ogólnie mam wrażenie, że młodsi gracze nie doceniają takich produkcji jak SoF 1 i 2, gdzie, mimo prostoty rozgrywki (to jest przecież typowy FPS, nie oszukujmy się, że musimy tu jakoś specjalnie myśleć o taktyce), gra wymaga od nas nieco zaangażowania, przez co rosnący poziom trudności odstrasza tych graczy, przyzwyczajonych do rozgrywki pełnej akcji i gdzie system wiele rzeczy podpowiada. Tu masz giwerę i wrogów, i to jak ich zastrzelisz, zależy od Ciebie. A w Sof2 wielkiej filozofii tu nie ma :D

25.04.2021 12:37
marcinho01
marcinho01
58

Myślę, że Fallout 2 przypadnie ci do gustu bardziej niż "jedynka". Pierwsza odsłona była, owszem, swoistą rewolucją, ale dopiero "dwójka" pokazała, jak ogromny potencjał drzemie w tym, co pokazał Fallout 1. Podziel się opinią po ograniu dwójeczki :D

25.04.2021 12:31
marcinho01
2
odpowiedz
marcinho01
58

Gdy słyszę o Arcanum, to od razu mam na ciele gęsią skórkę. Dlaczego? Bo to gra wybitna, które, wedle mojej oceny, zasługuje na "dychę". I oczywiście młodsi pokoleniowo gracze w ogóle mogą tytułu nie kojarzyć, jednakże muszą go niezwłocznie nadrobić. Chociaż, przyznam się szczerze, nawet ja po kilku próbach podejścia do tytułu nigdy nie ukończyłem go w całości...

Jest rok 2001, ma miejsce premiera Arcanum, gry RPG z widokiem izometrycznym i otwartym światem. Na rynku na dobre hulają fenomenalne Fallouty, Baldurs Gate'y czy Planescape Torment. Konkurencja ogromna, nikomu nieznany tytuł Arcanum: Przypowieść o Maszynach i Magyi (!!!) podpowiada graczowi, że w świecie będzie można rozwijać się w dwóch różnych kierunkach, dowolnie. I okazało się, że Arcanum, w chwili premiery mocno niedoceniony, stanowi jeden z fundamentów rozwoju gier RPG w historii komputerowej rozrywki.

Co oferuje gra? Przede wszystkim WOLNOŚĆ WYBORU, i to dosłownie. Wcielając się w rolę jednego z ocalałych pasażerów zestrzelonego Zeppelina musimy dostarczyć tajemniczy przedmiot od innego ocalałego pasażera, który niestety umiera. Dostajemy tylko pierwszy kontakt w grze... a potem droga wolna. Niczym w Morrowind, tylko tu widok mamy izometryczny. To, gdzie się udamy, zależy tylko od nas samych. Oczywiście, na początku tworzymy postać- a tu możliwości jest naprawdę mnóstwo, poczynając od kilku klasy postaci, poprzez dodawanie współczynników i wybieraniu umiejętności. System ten wzorowany jest na Fallout.

W trakcie naszej przygody zwiedzimy niezwykły świat, który, moim zdaniem, jest wciąż oryginalny i niepowtarzalny. Wiele naprawdę rozbudowanych i świetnie zaprojektowanych miast, miasteczek, wiosk, osad, innych pomniejszych lokacji, labiryntów i jaskiń... Do tego ogrom postaci, z którymi możemy nawiązać kontakt, wykonywać dla nich ogrom przeróżnych zadań, zdobywać doświadczenie, awansować, ulepszać postać, kupować wszelaki ekwipunek, broń, pancerze, mikstury... Wszystko dzieje się w świecie, gdzie tytułowe Magyija i Maszyny wprost rywalizują ze sobą o prymat. Świat tak zróżnicowany, gdzie w zgodzie lub nie żyją razem ludzie wraz z krasnoludami, niziołkami, barbarzyńcami, ogrami... To wszystko okraszone jest świetną ścieżką dźwiękową, moim zdaniem do dziś oryginalną i niepowtarzalną.

Czy wszystko w tej grze jest na plus? Oczywiście, że nie. Przyznam szczerze, że ciężko jest tu rozwinąć postać w jednym określonym (tytułowe kierunki, czyli magia lub technologia)- mnogość drzewek rozwoju powala i może stanowić problem, żeby się w nim połapać. Niektóre zachowania postaci też wydają się głupie. Graficznie gra dziś nie powala, ale od produktu, który ma na karku 20 lat, nie można oczekiwać cudu. Chociaż, mi grafika tu nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie- komponuje tu swoisty klimat.

Podsumowując, Arcanum to fundament rozwoju gier RPG, niedoceniony w momencie premiery. Jego piękno polega na tym, że oferuje ogrom wolność, rozwoju postaci, ogrom lokacji, ekwipunku... Naprawdę można się pogubić w mnogości rzeczy, które oferuje produkt, ale to też jest jej plus. I to ogromny. Polecam wszystkim fanom RPG. Moja ocena 10/10. A to ogromne wyróżnienie, bo na GOLu z ok. 120 gier w swojej kolekcji taką ocenę uzyskało tylko 5 tytułów- obok Arcanum także Fallout 2, Morrowind, Far Cry oraz Doom. Towarzystwo zacne, sami przyznacie :D

post wyedytowany przez marcinho01 2021-04-25 12:35:18
18.04.2021 13:57
marcinho01
marcinho01
58

Oj Rychu, jak ja się cieszę że są na świecie tacy wyjadacze klasyków jak ja i Ty, którzy po całej epoce w obszarze gier komputerowych potrafią docenić stare wiekowo perełki :D

18.04.2021 13:06
marcinho01
odpowiedz
5 odpowiedzi
marcinho01
58

Grałem za dzieciaka w oryginał, miałem pełną wersję z CD-Action. Ogólnie gierka mnie nie wciągnęła, albo nie dałem jej szansy. Spróbuję niedługo ją odpalić. Co do remastera... oglądając trailer miałem nadzieję, że grafika pochodzi z oryginlanej wersji gry. Wydaje się, że brak podrasowania oprawy graficznej gry wydanej 22 lata temu dziś jest absolutnie niewybaczalne. Pod tym względem będzie duży hejt na remastera... Tak mi się wydaje, bo innych elementów nie ocenię, gdyż w oryginał grałem dawno temu i niezbyt długo. Pora nadrobić zaległości :D

17.04.2021 13:00
marcinho01
marcinho01
58

No to polecam serię ArmA :D To nieoficjalne kolejne części Operation Flashpoint, w bardzo dobrej oprawie graficznej (jeżeli takie "odświeżenie" miałeś na myśli).

17.04.2021 12:54
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Czyżby legendarni Komandosi mięli wrócić w wielkim stylu? Od ostatniej odsłony minęło 18 lat (nie liczę FPSa Strike Force oraz Commandos 2 remaster). Kawał czasu, epoka wręcz. Co nie zmienia faktu, że pomimo sporej przerwy na rynku brakuje gier pokroju Commandos. Liczę na powrót serii w wielkim stylu, jednocześnie na powrót do korzeni gatunku. Gatunku, którego wprost nie można zdefiniować, bo ani to klasyczny RTS, ani czysta gra akcji. To hybryda, "gra pokroju Commandos". O, tak się powinno mówić :D

13.04.2021 18:17
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Ja osobiście NIGDY nie grałem w żadnego z Diablo (wiem, wstyd... ale wszystko do nadrobienia), ale wielkim wyjadaczem części 2 jest... moja żona :D Oklepuje tę grę co jakiś czas, wszelkie poziomy trudności oraz lokalizacje są jej bardzo dobrze znane. Wręcz uwielbia tę grę. Pokazuję jej zwiastuny Diablo 2 Resurrected... "nie, to nie to Dialbo...". Cóż... Sądzę, że jest wiele takich osób jak moja żona, że Diablo 2 w nowej szacie graficznej i z kilkoma technicznymi ulepszeniami to jednak za mało, by wciągnąć się na nowo w wersję odświeżoną. Diablo 2 Resurrected to produkt przeznaczony dla młodszych graczy, którzy gdzieś tam o Diablo 2 słyszeli w kategoriach legendy, ale żeby nie odstraszyły ich technikalia oryginału postanowiono wyposażyć go w najnowszą szatę graficzną. Czy wciągną się na dobre? Odpowiedź poznamy za jakiś czas. A fani Diablo 2 original powrócą, przynajmniej na chwilę, do dobrze znanego im świata.

18.03.2021 20:28
marcinho01
4
marcinho01
58

To nie graj i nie obrażaj klasyki komputerowej rozrywki!!!

18.03.2021 20:27
marcinho01
odpowiedz
1 odpowiedź
marcinho01
58

Gothic Remake nadchodzi... To może być totalna klapa, która popełni grzech śmiertelny używając w tytule słowa "Gothic"... Świat już widział takie akcje.

22.02.2021 17:31
marcinho01
marcinho01
58

Ja tak samo :D

21.02.2021 21:03
marcinho01
1
odpowiedz
marcinho01
58

"XIII" to niezwykle oryginalna gra z gatunki FPS, która swoją oryginalność zawdzięcza dwóm aspektom- grafice oraz elementom skradankowym.

Mimo, że gra kończy w tym roku 18 lat (!!!) to graficznie absolutnie wymiata i ani trochę się nie zestarzała. Z racji tego, że historię oparto na komiksie, sama grafika jest komiksowa- każdy bohater, każdy element otoczenia, każda broń, dużo efektów (np. chodzenie wroga za ścianą pokazuje graczowi komiksowy napis "tap tap tap", a wrzaski ginącego przeciwnika napis "aaaaghh")- niby niedużo, ale to wszystko tworzy niesamowity klimat rozgrywki. Po latach grę "XIII" każdy szanujący się gracz skojarzy jako "komiksowy FPS". Ale nie samą grafiką człowiek żyje.

Drugi fantastyczny element to skradankowość. XIII to, wg mnie, połączenie Project IGI 2 i Splinter Cell, gdzie w wielu zadaniach będziemy musieli bezszelestnie eliminować wrogów i przenikać niezauważenie do przodu, także chować ciała w niedostępne dla innych miejsca, aby nie wszcząć alarmu.

Inne elementy też zostały dopracowane. Fabuła- bardzo dobra. Pachnie grubą intrygą szpiegowską, wrobieniem bohatera w morderstwo prezydenta USA, w tle jest tajemnicza sekta planująca wielką operację mającą na celu siłowe przejęcie władzy w USA. Historia opowiedziana jest w sposób świetny, utrzymany w konwencji komiksu, nie tylko za pomocą obrazków, ale również animacji. Generalnie, chce się grać dalej, aby poznawać rozwinięcie i zakończenie owej historii.

Muzyka- również bardzo dobra. Tu również twórcy dołożyli wszelkich starań, aby gracz czuł się jak James Bond- muzyka jest intensywna, dynamiczna, zmienia się w zależności od akcji w grze.

Jak się w to gra? Bardzo dobrze. Tutaj trzeba myśleć, często przemykać wokół wrogów, bezszelestnie ich eliminować (gdyż alarm często kończy misję), ale też są zadania, gdzie z karabinem w ręku będziemy wymieniać serie z przeciwnikami. Do dyspozycji gracza twórcy oddali fajne pukawki- mamy tu takie klasyki jak pistolet, Uzi, AK47 czy M16, ale również snajperkę Dragunov czy cichą kuszę snajperską (bardzo fajna rzecz!!!). Gra oferuje sporą ilość misji, dzięki czemu ten cały klimat rozgrywki i opowiadana historia wystarcza graczowi na kilka solidnych godzin.

Wymieniam dużo zalet, ale są tu również i wady. Samych bugów programowo- graficznych się nie dopatrzyłem, ale w oczy rzuca się liniowość- gracz musi przejść tę grę dokładnie w taki sposób, w jaki zaplanowali twórcy. Przez to też gra jest uskryptowana. Na szczęście te rzeczy nie rzucają się tak bardzo w oczy, gdyż wszystkie wyżej opisane elementy przyćmiewają tę niedoskonałość. Poza tym, to w końcu FPS, a nie RPG.

Podsumowując, "XIII" to świetny FPS. Połączenie Projekt IGI 2 (widok z pierwszej osoby, skradanie się), Splinter Cell (cicha eliminacja i chowanie ciał) z bardzo dobrym klimatem szpiegowskim, a wszystko to połączone w oryginalnej komiksowej szacie graficznej. W 2003 roku nie było takiej gry, później również nie przypominam sobie podobnego tytułu. Oryginał po dziś dzień. Warto zagrać, to już klasyka i kawał solidnej porcji rozrywki!!!

post wyedytowany przez marcinho01 2021-02-21 21:06:09
21.02.2021 20:27
marcinho01
marcinho01
58

Popieram w całości wypowiedź kolegi wyżej!!!

20.02.2021 18:11
marcinho01
odpowiedz
1 odpowiedź
marcinho01
58

Kiepsko to widzę... Twórcy mają 2 diablo trudne zadania:
1. Nie spieprzyć remasteru, w ogólnym sensie!!!
2. Zachować klimat i grywalność oryginalnego Diablo II- i to zadanie będzie najtrudniejsze.
Obserwując historię ostatnio remasterowanych klasycznych gier, wróżę Diablo II niepowodzenie. Obym się mylił.

20.02.2021 18:05
marcinho01
marcinho01
58

Oby nie! Jakbyś nie zauważył trendu- remastery, remake, itd. to dno i gwarant porażki produktu!!! Kultowych gier się nie odświeża i koniec!!! Zobacz, co zrobili z remasterami jak Crysis, Commandos 2 czy XIII... Skandal, za który twórcy jeszcze biorą pieniądze. Uważam, że jeśli ktoś chce zagrać w grę z lat 2000 czy starszych to po prostu ją sobie ściągnie lub zakupi za grosze- remastery wielkich tytułów niestety nie są dobrym pomysłem.

20.02.2021 17:57
marcinho01
odpowiedz
1 odpowiedź
marcinho01
58

Nie grałem w Commandos 2 Remaster, ale czytając artykuły i opinie użytkowników zastanawiam się, dlaczego twórcy gier kaleczą rynek remasterami? To jest jakaś moda, której nie rozumiem. Czy to brak oryginalnego pomysłu na grę sprawia, że rynek jest wylewany remasterami? Umówmy się, większość z nich to kiszki- omawiany Commandos 2, ale też i XIII czy Crysis. Boję się, jak zespują Diablo II. Jak coś jest kultowe i świetne, to nie próbujmy tego ulepszać "na siłę" tworząc remaster 15 lat po premierze. To tak, jakby Adam Małysz po 10 latach od zakończenia kariery w chwale, jako zwycięzca, wznowił karierę. I najprawdopodobniej ten nasz narodowy bohater już by nim nie był, gdyż ledwo zapewne kwalifikowałby się do 2. serii. To samo jest z większością remasterów. Commandos 2 to kultowa gra i koniec, remaster zepsuł ten wizerunek, ale na szczęście ta próba odświeżenia Ludzi Odwagi pójdzie zaraz w zapomnienie.

17.02.2021 19:10
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

No cóż... Gra mało znana, stąd też niewielka ilość świeżych wpisów i niska ocena użytkowników oraz recenzentów. Poniekąd podzielam ten osąd. Po latach posiadania tej gry na płytce z Click! (pełna wersja obok nieśmiertelnego Morrowinda Złota Edycja) postanowiłem ją zainstalować i popykać. Niestety, rozczarowałem się. To jest gra z typu tych, które mają niezłą grafikę i pomysł na grę, ale wykonanie to kwestia drugorzędna. Od razu zastrzegam, że nie jestem fanem gier o tematyce gangsterskiej, ale szczerze myślałem, że Escape from Paradise City da mi przyjemność w rozgrywce. Gdzieś tam luźne nawiązania jako gangsterskiego Commandos pokusiły mnie :D Zderzenie z rzeczywistością było bolesne, gdyż naprawdę chciałem przebrnąć trochę dalej w tej grze, ale skala trudności i jej nierealizm sprawił, że uciekłem od niej. Po pierwsze, gra nie jest uproszczona- rzeczy w niej nadźganych jest co nie miara i ciężko się połapać, o co chodzi i kiedy czego użyć. Strzelaniny są nierealistyczne i po prostu nudne. Przejmowanie dzielnic poprzez zabicie bossa to duże uproszczenie. Gra odpycha. Nawet przy niezłej grafice i dobrej muzyce. Gra się w to topornie i bez funu. Ok, na pewno są gracze, którzy ukończyli grę, ale mnie osobiście ona odrzuciła swoim nierealizmem i zbyt dużym skomplikowaniem jak na tematykę gangsterską. Można było prościej i lepiej zrobić wiele rzeczy, twórcy niestety przekombinowali.

14.02.2021 21:50
marcinho01
marcinho01
58

Z "tego" Clicka, w którym mówisz, nieśmiertelny jest The Elder Scrolls III: Morrowind Złota Edycja :D Wiem, bo też posiadam :D

14.02.2021 21:45
marcinho01
marcinho01
58

No właśnie, a ocena kiepska. Nie wiem czemu. Za klimat snajperski i jako tako dobry mechanizm rozgrywki należy się wyższa ocena niż 6,5.

14.02.2021 21:40
marcinho01
marcinho01
58

Tylko czemu tak mało znana? I była przed pierwszym Quake, i wbijała w fotel swoim klimatem i modelem rozgrywki...

14.02.2021 21:36
marcinho01
1
odpowiedz
marcinho01
58

Moja osobista opinia- Quake II jest lepszy niż "jedynka". I mimo, że tylko rok dzieli oba tytuły, to naprawdę według mnie obie gry dzieli przepaść. Przede wszystkim technologiczna, gdzie grafika w Quake II jest dziś znośna, zaś "jedynka" to pikseloza. Do Quake II wrócę z chęcią, "jedynkę" przeszedłem i nie mam jakichś dobrych wspomnień. Ok ok, wiem że pierwszy Quake niejako wyznaczył kierunek rozwoju FPS, był prekursorem, ale wiem też, że taki Terminator: Future Shock z 1995 r. po prostu wbijał w fotel rozgrywką, klimatem i ogólnie był to tytuł grywalny niesamowicie, i też FPS. Więc schemat już istniał.

14.02.2021 20:32
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Hmmm... Dodatek numer 2 do Quake 1. Czyli "więcej tego samego". O ile Scourge of Armagon jeszcze jako tako trzymał poziom i mi się podobał, o tyle omawiany produkt to już tylko klasyczny mission pack. Oczywiście, SoA to też był mission pack z kilkoma mechanicznymi dodatkami, ale kolejny produkt to tylko i wyłącznie kolejne poziomy, bez większych nowości. Ok, kilka nowych pukawek, nowe poziomy (znów klaustrofobiczne, bez jakichkolwiek nowinek i efektu wow), kilka nowych stworów do wysłania na tamten świat... i tyle. Do zaliczenia i nie wracania z powrotem.

post wyedytowany przez marcinho01 2021-02-14 20:33:09
14.02.2021 20:26
marcinho01
marcinho01
58

Miałem to samo przy ogrywaniu Quake z dodatkami. Nie da się ich przejść na raz. Poziomy są zbyt podobne do siebie, z czasem nużą. Potrzeba przerw w graniu, aby na spokojnie wszystkie ograć.

14.02.2021 20:23
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Nigdy nie byłem fanem sieciowych strzelanin, głównie ze względu na brak dostępu do neta w czasach, gdy byłem młodszym graczem i miałem więcej czasu na gry niż obecnie :D Ale jako fan strzelanin FPS musiałem ograć pierwszy Unreal Tournament, chociażby w singlu :D Powiem tak- bardziej szalonej strzelaniny nigdy nie widziałem :D I szaleństwo polega tu na tym, że ta gra jest naprawdę "Unreal". Gra oferuje 5 trybów rozgrywki wieloosobowej (m.in. death match, ctf i hold the point; oczywiście też w wersji single z botami, gdzie poziom trudności i oczekiwane wyniki do ukończenia levelu rosną wraz z postępami w grze), bardzo dużo urozmaiconych lokacji, wiele bardzo ciekawych i nieszablonowych broni oraz, przede wszystkim, szalone tempo rozgrywki :D Akcja jest tu bardzo intensywna, trzeba mieć szybki refleks i oczy dookoła głowy, często współpracować w drużynie. Naprawdę szkoda, że ja osobiście nie miałem możliwości poznać potencjału gry multiplayer, ale mogę sobie tylko wyobrazić, jak ogromny on był. Podczas grania naprawdę rośnie ciśnienie, pociski latają dookoła, są wybuchy granatów, akcja jest naprawdę gęsta. Klasyka komputerowych gier online, nawet w singlu godny polecenia !!! :D

14.02.2021 16:26
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Jestem pozytywnie zaskoczony niniejszym dodatkiem do Quake 1. Po ukończeniu podstawki, która niezupełnie przypadła mi do gustu, postanowiłem zabrać się za dodatek. Ten mi się spodobał i ukończyłem go, mając pozytywne wrażenia. Czym wyróżnia się Scourge of Armagon? W zasadzie niczym istotnym nie różni się od podstawowej wersji- dodano kilka nowych broni, kilku nowych przeciwników, utrzymano wciąż dobrze zaprojektowane poziomy i zrównoważony poziom trudności, z czym pierwszy Quake miał kłopoty. Zmniejszono ilość "średniowiecznych" poziomów, gdzie w podstawce była ich przeważająca większość, co mi do gustu nie przypadło. Grywalność oceniam na bardzo dobrą- trzeba mieć oczy dookoła głowy, dbać o poziom amunicji, dobierać broń na konkretnych przeciwników. Solidny shooter, który oceniam przynajmniej o oczko wyżej niż Quake 1. Polecam :D

20.01.2021 16:39
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Po przejściu całego Morrowinda najpierw powędrowałem na wyspę Solhstein w dodatku Bloodmoon. Po pierwszych kilkunastu minutach spędzonych na wyspie szczęka mi opadła- ta kraina jest po prostu świetna. Wątek fabularny i poboczne- super zaprojektowane. Bloodmoon jako "polarna wersja" Morrowinda zrobił na mnie piorunujące wrażenie, poczynając od zimowej aury. Tribunal nie zaskoczył mnie tak pozytywnie. Owszem, to dobry dodatek, ale jak dla mnie to "wciąż Morrowind", praktycznie nic nowego tu nie spotkałem. Zabawę psuje trochę brak mapy. Ogólnie Tribunal mnie nie wciągnął, jednakże wiem, że są fani tego dodatku i oceniają go niemal tak wysoko jak podstawkę.

09.01.2021 13:33
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Dodatek do Morrowinda pt. Bloodmoon to nic innego, jak nowa duża lokalizacja, na której mamy do odegrania wątek główny, wątek poboczny oraz kilkanaście pomniejszych questów. Wyspa Solstein, bo o niej mowa, to kraina mrozu i lodu, którą Cesarstwo chce skolonizować, ale miejscowa ludność i surowy klimat wyspy sprawiają, że trudno to osiągnąć. Kraina przypomina kraje nordyckie- zima, mróz, zamiecie śnieżne, niedźwiedzie polarne, Nordowie, niewiele osad na wyspie, absulutnie przepiękna zimowa sceneria. To wszystko gra na plus tej produkcji, tworzy swój uniwersalny klimat, pomimo że to "tylko dodatek" do Morrowinda. Apropo, plusem jest fakt, że możemy zagrywać się w ten dodatek bez konieczności tworzenia postaci od nowa- możemy dostać się na Solstein postacią rozwiniętą w podstawce. I dobrze, bo Solstein to okropne miejsce dla zwykłego wyjadacza- wrogich istot niezwykle mocnych jest tam mnóstwo na każdym kroku, przez co trzeba dobrze umieć walczyć. Tak jak w Morrowindzie, możemy przemierzyć wyspę wzdłuż i wszerz, bez przeszkód zwiedzać jaskinie, natrafiać na postaci, wykonywać dla nich questy. Wątek główny tego dodatku jest, moim zdaniem, nieco za krótki, ale ciekawy. Oscyluje wokół tytułowego Krwawego Księżyca, który zapowiada szereg "złych" wydarzeń na Solstein, a my oczywiście musimy temu zaradzić. Podsumowując, Bloodmoon to niezwykle fajny dodatek to fenomenalnego Morrowinda. Bez rozdrabniania się stwierdzam, że uniwersalny zimowy klimat wyspy oraz jej zaprojektowanie pod kątem niebezpieczeństw i napotykanych postaci sprawia, że jest to bardzo solidny produkt. Polecam!!! :D

02.01.2021 17:03
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

GOL traktuję jako niezwykle wiarygodne źródło wiedzy o grach w sensie encyklopedycznym (opisy, recenzje, oceny). Dodatkowo także bazuję na GOLu jako źródle wiedzy o aktualnościach związanych z branżą gier. Regularnie korzystam z serwisu od jakichś 5 lat. Pamiętam, jak jako małolat na początku lat 2000 namawiałem rodziców do kupowania mi CD-Action, Komputer Świat Gry czy też Click!. Przede wszystkim dla "pełniaków", których w swojej kolekcji mam naprawdę sporo :D Ale też stąd czerpałem wiedzę o grach. Dziś, gdy jestem już dorosłym facetem, wciąż mam zajawkę do gier, lecz w zmieniającym się świecie nie korzystam już z papierowych pism, lecz właśnie z Gry-Online, gdzie znajdę to, czego akurat potrzebuję. Szybko, sprawnie i trafnie. Bardzo się cieszę, że serwis wciąż funkcjonuje i ma się dobrze, że wciąż się rozwija i stanowi naprawdę solidną bazę wiedzy dla graczy o grach. Powodzenia i życzę kolejnych przynajmniej 20 lat!!! :D

02.01.2021 16:25
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Jestem na świeżo po ukończeniu, po raz pierwszy w życiu, głównego wątku fabularnego. I nie rozczarowałem się ani trochę, gdyż zadania prowadzące mnie do zakończenia gry były interesujące, wymagające i wymuszające odwiedzanie oryginalnych lokacji. Samo wnętrze Upiornej Bariery i Czerwona Góra to taki survival horror, ale więcej nie zdradzę :D Ogólnie sądzę, że spędzając naprawdę wiele wieczorów z Morrowind ukończyłem jakieś 80- 85% zadań w grze, wliczając w to osiągnięcie najwyższych rang w wielu organizacjach oraz wykonując naprawdę ogrom zadań pobocznych niezwiązanych z główną fabułą i przynależnością do organizacji. Obecnie jestem na etapie zwiedzania Morrowind, gdyż ten nie został przeze mnie zbadany w 100% :D Uwielbiam ten świat, wciąż ma dla mnie coś do ukazania, wciąż znajdę jakiś nowy quest lub interesującą lokację.

25.09.2020 22:40
marcinho01
marcinho01
58

Ja osobiście zgadzam się z Twoją opinią. Doom 1 i Quake 2 lepsze, przyjemnie leje się krew w pierwszym SoF. Nie wiem czy to kwestia gustu czy czegoś innego, ale klimaty średniowiecznych zamków i jakichś tam mutantów jakoś do mnie nie przemawiają. Ukończyłem Quake 1 i nie mam ochoty do niego wracać. Odwrotnie niż do Doom 1, SoF czy Quake 2. "Coś" przyciąga do tych tytułów, coś czego nie ma w Quake 1.

post wyedytowany przez marcinho01 2020-09-25 22:41:05
13.09.2020 16:03
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

I cyberprzestrzeń, i system rozczłonkowienia ciał robi wrażenie. Jak pamiętam w pierwszym System Shock, cyberprzestrzeń była dla mnie udręką i odwiedzałem ją w zasadzie tylko dlatego, kiedy musiałem. A tak to omijałem z daleka, bo była ciężka w graniu. Oby w remake'u uprościli ten system. Ale myślę, że 26 lat później spokojnie da się to ogarnąć :D

12.08.2020 16:50
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Typowy, normalny, zwykły FPS roku 2005 z akcją osadzoną gdzieś w dalszej przyszłości. Powiem tak. Kilka razy podchodziłem do tej gry, ale nigdy jej nie ukończyłem. Jest wymagająca, poziom trudności ma całkiem przyzwoity, ale z drugiej strony wciąga. Pomimo swojego uskryptowania i liniowości gra się w Pariah całkiem nieźle. Być może przypadła mi do gustu, gdyż lubię klimaty futuryzmu, nowoczesnych broni i zaawansowanych technologii, a tego w grze nie brakuje. Graficznie również uważam, że broni się do dziś. Muzyka i dźwięki również dobre. Solidny FPSiak, w którym jednakże nie ma nic odkrywczego, czego gracze nie widzieli do daty premiery. Mimo to szkoda, że nie pociągnięto tematu na sequel.

09.08.2020 21:11
marcinho01
1
odpowiedz
3 odpowiedzi
marcinho01
58

Kolejna gra legenda, w którą postanowiłem w końcu zagrać i ukończyć, aby móc pełnoprawnie się o niej wypowiedzieć. Otóż, pierwszy Doom z 1993 r. to po prostu petarda i ten produkt naprawdę jest kultowy. Quake 2, w którego też zagrałem stosunkowo niedawno, zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Quake 1, którego ukończyłem w dniu dzisiejszym... no cóż... nie zrobił na mnie takiego wrażenia, jak wcześniej wspomniane tytuły.

O pierwszym Quake napisano już chyba wszystko. W ogóle cała seria jest uważana za kultową, może poza częścią ostatnią, numer 4, wydaną w 2005 roku (swoją drogą, ciekawe czy ktoś pokusi się o kontynuację serii...). "Jedynka" to część nieco zapomniana już, w końcu stuknęło jej prawie ćwierćwiecze! Jednakże postanowiłem na własne oczy sprawdzić, jak ten produkt sprawuje się dziś, czy przetrwał próbę czasu, no i dlaczego w czasach wydania był rewolucją, która wytyczyła kierunek rozwoju gier FPS.

Tak naprawdę Quake, moim zdaniem, pod względem rozgrywki nie był niczym rewolucyjnym, bo podobną mechanikę widzieliśmy w dwóch poprzednich Doomach. Ot, typowy FPS, w którym eksterminujemy wszystko, co napotkamy na naszej drodze, zbieramy amunicję, pancerze, nowe bronie, zbieramy klucze do otwarcia kolejnych drzwi, by dotrzeć do końcowych wrót prowadzących do kolejnego levelu. Można powiedzieć, że banał, bo podobny schemat był w Doomach. Przy czym należy stwierdzić, że rozgrywka jest bardzo przyjemna i emocjonująca, co też było oczywiście w Doomach- broni używa się przyjemnie, czuć ich moc, różnorakie stwory stanowią swoiste wyzwanie, poziomy są świetnie zaprojektowane (ale nie za trudne, by gracz nie pogubił się zbytnio).

Rewolucję stanowiła grafika. Otóż, podobno, pierwszy raz zastosowano pełne 3D. Hmmm... byłbym w stanie w to uwierzyć, gdybym nie zagrał w grę, o której zupełnie zapomniano w tej kwestii. Terminator: Future Shock, gra absolutnie rewolucyjna graficznie i pod względem elementów rozgrywki, właśnie on pierwszy zastosował pełne 3D. Quake 1, chyba raczej wskutek zabiegów marketingowych, jest okrzykiwany jako pierwszy w tej kwestii. A o Terminatorze zupełnie już zapomniano... Ogólnie- graficznie jest przyjemnie, ale gra wyraźnie się zestarzała i nie przetrwała próby czasu. Dźwiękowo także, moim zdaniem, jest słabo. Muzyki nie ma w grze w ogóle, przez co nawet nie startuje do Dooma czy wspomnianego Terminatora.

Potraktujmy jednak Quake 1 jako odrębny byt, bez porównań do innych produkcji. Jest to bardzo dobry FPS, którego akcja osadzona jest... hmmm... fabularnie to nie wiadomo nawet, gdzie, jak i kiedy. Quake 1, podobnie jak Doom, nie ma fabuły jako takiej. Błąd? Raczej nie, po prostu tak funkcjonowały FPSy w tamtych czasach. Chociaż, widząc Terminatora: Future Shock z 1995 roku... Ok, fabuły "nie ma". Ale lokacje są średniowieczne, sceneria tak samo. Eliminujemy różne stwory, i chyba musimy je strącić do piekła. Ot, tyle fabularnie... Gra się przyjemnie, rozgrywka wciąga.

Podsumowując, Quake 1 jako odrębny byt FPS roku 1996 prezentuje się dziś już leciwie. Graficznie nie przetrwał próby czasu, ale mechaniki rozgrywki może pozazdrościć mu niejeden współczesny produkt. Inne technikalia też prezentują się dziś średnio. Podobno graficznie była to rewolucja, ale cholera, ten Terminator... :D Jako "kolega" Dooma 1 i 2 oraz poprzednik Quake 2 to zdecydowanie najsłabsza gra spośród ich wszystkich. Jednakże warto na własne oczy zobaczyć, czym jest ten produkt.

04.08.2020 17:30
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Tak jest Panowie, każdy lubi co innego, a taki Gothic i Morrowind to dwa wielkie RPG, ale różne :D Ale żeby nie było- Gothic 1 i 2 również mnie wciągnęły, są to również klasyki gatunku, gry świetne. Tylko, że Gothic to nie Morrowind i odwrotnie :D Każdy znajduje coś, co lubi bardziej :D

03.08.2020 20:42
marcinho01
marcinho01
58

Ani trochę nie zraziły mnie wyżej wymienione cechy otoczenia w Morrowind. Wręcz przeciwnie- to one mnie wciągnęły. Świat gry jest ogromny, można robić co się chce, nikt nie narzuca tu graczowi kolejnego targetu, nikt nie prowadzi gracza za rączkę. Poczucie takiego ogromnego, "zwykłego" świata, tworzy, moim skromnym zdaniem, niebotyczny klimat całej rozgrywki.

26.07.2020 20:47
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Incoming Forces to produkt, który ewidentnie miał potencjał, ale nie został wykorzystany. Potencjał był w m.in. toczonych walkach, ogromnych przestrzeniach i fabule. Jednakże wszystko zostało spłaszczone i wyszedł produkt przeciętny, który na dodatek graficznie nie przetrwał próby czasu, bo gra najzwyczajniej w świecie jest brzydka. Ciekawostką jest to, że wcielamy się w rolę obcych, a nie ludzi, i to ludzie są tymi "złymi". Bitwy ziemne są monotonne, powietrzne się jeszcze obronią, ale misje oprócz nazw nie różnią się od siebie w zasadzie niczym- zawsze musimy dotrzeć do punktu A, wyeliminować wrogów, potem punkt B, wyeliminować wrogów... I tak w kółko. Potencjał był, moim zdaniem został zmarnowany.

17.07.2020 17:39
marcinho01
marcinho01
58

To hejter. Na forum wypowiada się negatywnie niemalże o każdej dobrej grze. Powinno się zablokować jego konto, bo to już nie pierwsza wypowiedź jegomościa, która kłuje w oczy.

12.07.2020 20:13
marcinho01
marcinho01
58

A ja naoglądałem się gameplayów, tytułów że SGW3 to snajperski Far Cry i naprawdę też się nakręciłem na trójkę, bo uwielbiam otwarte światy, swobodę działań, nieliniowość. Jednak, ze względu na słabego PC i już ograniczoną ilość czasu wolnego, raczej nie zagram już w SGW3. Powiem tak: jeśli SGW3 spodobał Ci się, to jedynka też Ci się spodoba, ale tak naprawdę wiele poza typowym FPS (oczywiście w wersji skradankowo- snajperskiej) nie ma do zaoferowania. Ale zobacz, od czego zaczęła się seria :D

12.07.2020 13:55
marcinho01
odpowiedz
2 odpowiedzi
marcinho01
58

Jestem właśnie świeżo po ukończeniu Sniper: Ghost Warrior i muszę na początku stwierdzić, że nie wiem czemu, gra jest na GOL dosyć nisko oceniona, moim zdaniem zdecydowanie za nisko. Ok, są lepsze gry, nie wątpię, ale moja ocena 8,5 w stosunku do 6,5 na stronie to dosyć duża różnica.

Jak celnie zaznaczył recenzent w swoim artykule, do 2010 roku na próżno było szukać gier ściśle o tematyce snajperskiej, która byłaby solidnie wykonana. Uważam, że Sniper: Ghost Warrior jest jedną z tych pozycji, które wyznaczyły kierunek takowych gier.

Fabuła gry koncentruje się wokół południowoamerykańskiego watażki, który "przeszkadza" ziomkom z Zachodu, i należy go wyeliminować. Podczas kolejnych misji poznajemy kolejne wątki fabuły, która obfituje nieoczekiwane zwroty akcji, wątki broni nuklearnej czy inne pomniejsze perełki. Summa summarum, fabuła jest całkiem spójna i ciekawie się rozwija, no i oczywiście jest pretekstem do eksterminacji wrogów.

Powiem szczerze, że nie posiadam zbyt imponującego PC, przez co grając w Sniper musiałem zniżyć detale do minimum, aby grało się znośnie. Więc uważam, że gry do 2010 roku to niestety szczyt moich możliwości growych (albo stety- jest wiele starszych tytułów, które muszę nadrobić). Mimo to graficznie gra prezentuje się przepięknie! Sceneria dżungli o różnych porach dnia i nocy, wśród zachodzącego słońca, podczas deszczu to po prostu coś pięknego i nie ma się do czego przyczepić. Animacja postaci również stoi na dobrym poziomie. To, co uczyniono z muzyką, to też majstersztyk- muzyka przygrywająca w trakcie misji pasuje do snajperskiego klimatu gry i ani na chwilę nie potrafi zapomnieć graczowi, że wokół niego czai się wróg.

W Sniper: Ghost Warrior grało mi się rewelacyjnie; jest to FPS, w którym elementy skradankowe są na porządku dziennym- często musimy przekradać się koło wroga, w krzakach, często wywołanie alarmu skutkuje przerwaniem misji. Jednym z moich ulubionych FPSów w historii jest IGI2: Covert Strike i przyznam, że klimatycznie i skradankowo Sniper bardzo przypomina właśnie IGI2 (oprócz istotnego elementu swobody działań, o czym za chwilę).

Co oferuje Sniper: Ghost Warrior? Napewno 16 misji kampanii, co składa się na ok. 6 h zabawy. Misje są dobrze skonstruowane, lokacje bajeczne, dobrze zaprojektowane, obfitują w filmowe wręcz rozwiązania i sceny akcji. Jak już wspomniałem, główną bronią jest w grze karabin snajperski i eliminacja wrogów z daleka, ale jest w grze kilka etapów, w których wcielamy się w rolę komandosa oddziału szturmowego i gra zamienia się w typowy FPS. Jednak dobrze, że tych etapów jest niewiele, gdyż strzelanie z karabinu maszynowego jest utrapieniem... Snajperka jest zdecydowanie lepsza :D Podczas misji musimy np. zapewnić wsparcie oddziału szturmowemu, oznaczyć cele do eliminacji, wysadzić plantacje marihuany czy też wyeliminować VIPa.

Misje są ciekawie skonstruowane i niekiedy wręcz filmowe, ale gra się całkiem fajnie i gra potrafi wciągnąć. Jednak to sprawia, że gra jest liniowa, prowadzi gracza za rączkę i musimy ją przejść tak, jak zażyczyli sobie tego twórcy. Nie inaczej, nie ma tu swobody wybrania innej ścieżki wykonania zadania. A świat wokół sprawie wrażenie tak bogatego, tak otwartego, że chciałoby się zboczyć z trasy i pójść w dżunglę- niestety, to jest niemożliwe... Szkoda. Podobno w Sniper: Ghost Warrior 3 jest taka możliwość i produkt ma otwarty świat.

Podsumowując- Sniper: Ghost Warrior to kawał dobrej snajperskiej strzelanki. Ciekawa fabuła, świetne lokacje, grafika, muzyka, skradankowy snajperski klimat sprawiają, że gracze lubiący klimaty współczesnych konfliktów znajdą tu coś dla siebie. Ogólne wrażenie psują liniowość i zamknięty świat, którego potencjał aż kipi od możliwości, których niestety twórcy nie udostępnili.

A... bym zapomniał... Rozczarowałem się ostatnią misją... Wydawałoby się, że poziom trudności tutaj wystrzeli, ale ogólnie ostatnia misja nie dość, że pozostawia niedosyt (możnaby jeszcze zagrać ewakuację z obszaru działań, co stanowiłoby wyzwanie), to jeszcze należy do najprostszych w całej grze.

post wyedytowany przez marcinho01 2020-07-12 14:00:22
12.07.2020 13:29
marcinho01
marcinho01
58

Ale grunt to dobra zabawa, prawda? :D

12.07.2020 13:27
marcinho01
marcinho01
58

Uważam, że większość tych "błędów", o których mówisz, da się spokojnie przeoczyć i naprawdę skupić się rozgrywce, która sama w sobie jest naprawdę klimatyczna i wciągająca.

10.07.2020 22:59
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Dobra, fajna zręcznościowa gra wojenna przypominająca swoim widokiem i trybem rozgrywki dawne gry na Pegazusa. Pograłem kilka godzin i fajnie się bawiłem. Polecam, warto :D

10.07.2020 22:52
marcinho01
marcinho01
58

Kolego, tak się składa że akurat i ja jestem świeżo po ukończeniu System Shock z 1994 r. i uważam osobiście, że ta gra to fenomen. Operation Flashpoint to również fenomen, ale w odróżnieniu od System Shock to zupełnie inny gatunek, a więc obie gry absolutnie nie muszą Ci przypadać do gustu jednocześnie :D Nie da się ująć, dlaczego nie pojmujesz fenomenu OF, po prostu gra Ci nie leży, to nie Twój klimat, nie Twój gatunek. Masz do tego prawo kolego :D

10.07.2020 11:02
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Kurcze, myślałem że niniejszy artykuł będzie bardziej rozbudowany i poparty kilkoma przykładami gier 10/10, w których będzie rzetelna argumentacja takich ocen i czym one się różnią np. od gier z oceną 7/10 czy poniżej 5/10...

A odnosząc się do kwestii merytorycznie- pragnę zaznaczyć, że trudno jest nadać danej grze ocenę 10/10, to zależy od subiektywnego spojrzenia gracza. Dam przykład.

Far Cry, rok 2004, ocena w CDA 10/10 (czytałem wtedy na bieżąco pisma komputerowe) i po zagraniu w tę grę w pełni zgadzam się z oceną. Gra, jakiej jeszcze nie było, niby typowy FPS, ale ta swoboda działań, rewelacyjna oprawa graficzna, super udźwiękowienie, nawet dziś gra się fantastycznie. Czym różni się od Dooma 3 wydanego w tym samym roku, któremu dałem ocenę 7,5? To też FPS, ale liniowy, w pewnym momencie monotonny i nie dający swobody działań, choć graficznie i dźwiękowo na równie wysokim poziomie. No i nie sprostał wymaganiom poprzednich części.

Oczywiście, ktoś inny mógłby dać oceny odwrotne, tzn. Doom 3 10/10, a Far Cry 7,5/10... i ma do tego prawo, bo w Doom 3 grało mu się lepiej niż w Far Cry, albo w ogóle nie grał w Far Cry, a Doom 3 pozostawił u niego świetne wspomnienia i dobrze się bawił. Oczywiście, te 2 tytuły daję tylko jako przykład, bo możemy wstawić tu dowolnie inne.

09.07.2020 10:27
marcinho01
2
odpowiedz
7 odpowiedzi
marcinho01
58

Kolejna gra z kategorii WIELKICH (i nie chodzi tu o rozmiar mapy :D ). Morrowind, trzecia część cyklu The Elder Scrolls, po mega ciężkich początkach, wciągnęła mnie na naprawdę wiele wiele godzin. Na wstępie przyznam, że poprzednie części, a więc Arena i Daggerfall spaliły u mnie już na starcie, gdyż odpalałem je dosłownie parę miesięcy temu, i graficznie i dźwiękowo, i wiele bugów w obu grach spowodowało, że nie dałem im szans. W Morrowind zagrywałem się wiele lat temu, ale pozostawiła ta gra u mnie wspaniałe wspomnienia.

Bez mrugnięcia okiem dałem tej grze ocenę 10/10. Przyznaję taką ocenę niewielu grom, tylko tym wybitnym, które wyznaczyły na nowo kierunki rozwoju. Takimi produkcjami w grach akcji są Far Cry czy wcześniej Doom z 1993r. (w oba tytuły nawet dziś gra się świetnie), w grach strategicznych nieśmiertelna trzecia część Heroes of Might and Magic, w grach "commandosopodobnych" tylko Commandos 1, a w grach RPG, obok Morrowind, także Fallout 2 i Arcanum. A więc, w mojej prywatnej ocenie i zapewne w ocenie wueli graczy, Morrowind znajduje się w doborowym towarzystwie.

Czym urzekł mnie Morrowind? RPG z widoku FPP/TPP jest tak rozbudowany, że po utworzeniu postaci (w arcyciekawy sposób, polecam sprawdzić) i otrzymaniu kontaktu w sąsiednim mieście gracz orientuje się, że nie musi "liniowo" iść do tego wskazanego miasta. Może pójść tam, gdzie mu się podoba, i robić to, co mu się podoba. Dosłownie... Można kraść, rozmawiać z innymi postaciami w lokacjach, można zwiedzać świat i różne jaskinie, można przyjmować zadania poboczne i przez wiele wiele godzin nie wiedzieć o wątku głównym gry, można zapisywać się do różnych organizacji i awansować w ich strukturach, jednocześnie podwyższając swoją reputację u jednych, a psując sobie u innych ludzi. W tym samym czasie rozwijamy swoją postać, zbieramy różne przedmioty, zbroje... Ogromny świat Morrowind i realna możliwość jego eksploatowania sprawiają, że jest to gra wspaniała i niemal idealna. Oczywiście, wielu graczy tak duży świat i swoboda mogą wręcz odstraszyć.

Graficznie gra się nieco postarzała, ale nie na tyle, by odrzucać. Muzycznie... mmm... majstersztyk i nic więcej nie będę dodawał. Minusy? Jakieś drobne bugi w zachowaniach NPC, ale nie odnotowałem większych. Morrowind to pozycja obowiązkowa!!!

09.07.2020 10:11
marcinho01
marcinho01
58

Nie ulepszajmy czegoś, co jest idealne. Bo takim ideałem jest Fallout 2 właśnie z taką grafiką, z takimi dźwiękami, z takim klimatem, z takim światem. Uważam, że remastery wielkich tytułów niestety po wydaniu zostają sprowadzane do parteru, gdyż pokolenie nowych graczy może i przełknie nowoczesną szatę graficzną, ale pozostałe, bardziej już archaiczne mechanizmy przeniesione do remastera, mogą okazać się za trudne. Fallout 2 bez remastera, w obecnej formie- tylko to zapewni tej grze obecną chwałę.

09.07.2020 10:04
marcinho01
marcinho01
58

Na horyzoncie jest Crysis Remaster :D A niestety, Far Cry oznaczone kolejnymi numerkami to już nie oryginał Far Cry. Dobre wrażenie można zrobić podobno tylko jeden raz :D

08.07.2020 14:28
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Doom część trzecia, na którą fani czekali całą dekadę. Była wyczekiwana, wymodlona i w ogóle spodziewano się fajerwerków na miarę Doom 1 i 2. No i czy warto było tyle czekać? Odpowiedź nie jest jednoznaczna.

Trzeba wspomnieć o tym, że rok 2004 był rokiem bogactwa wśród FPSów. W tym roku wyszedł rewelacyjny Half- Life 2, nieoczekiwanie wyszedł także jeden z najlepszych FPSów w historii komputerowej rozgrywki... i nie był nim Doom 3, lecz Far Cry. Premiery wyżej wspomnianych tytułów sprawiły, że Doom 3, pomimo wielkiej pompy i wielkiej marki, po prostu wyszedł na rynek i został sprowadzony do parteru, z automatu był porównywany z HL2 i FC, gdzie prezentował się zdecydowanie gorzej. A jak Doom 3 prezentuje się "neutralnie", jako kontynuacja doskonałej serii?

Jest to produkt solidny. W grze wcielamy się w rolę żołnierza marines na bazie na Marsie, w której znowu "coś poszło nie tak". Akcja gry sprowadza się w głównej mierze, co nie jest zaskoczeniem, do eksterminowania wszelkiej maści potworów, które staną nam na drodze. Co różni 1 i 2 część od 3 to wątek fabularny, który jest zdecydowanie bardziej rozbudowany i poznajemy fabułę za pomocą np. komputerów na bazie kosmicznej czy zapisków PDA od martwych już członków personelu bazy. Generalnie, fabuła jest, bo w 1 i 2 było o nią ciężko.

Doom 3 przyciąga gracza mega mega mrocznym klimatem, grą świateł i cieni, intensywnością akcji, strachem. Niejednokrotnie grając autentycznie bałem się tej atmosfery grozy, która panuje na Marsie. Większość miejsc jest ciemna, nagle wyłaniają się stwory znane z poprzednich części, ale też jest kilka nowych, równie mocno straszących. Gra jest mocno uskryptowana i nieco liniowa, gdyż przemierzamy tu korytarze bazy, przez co klaustrofobia i groza są tu wręcz namacalne- i o to chodzi!!! :D To jest zdecydowanie na plus.

Doom 3 oferuje długą rozgrywkę, ma wiele poziomów na wiele godzin, ale twórcy mogliby nam zafundować większą różnorodność lokacji, gdyż w większości są to korytarze bazy. Ogromnym plusem za to jest arsenał pukawek, które mamy do dyspozycji. Oprócz klasyków w stylu pistoletu i strzelby mamy kilka karabinów oraz też BFP9000. Chyba (nie pamiętam) zabrakło piły mechanicznej...

Technikalia- w dniu premiery Doom 3 miał czarującą, najnowocześniejszą grafikę, która nawet dziś broni się doskonale. Dźwiękowo nie ma się do czego przyczepić.

Podsumowując, Doom 3 to produkt dobry, solidny, ale zdania wsród fanów serii są podzielone. Napewno gra nie zachęca do ukończenia jej wiele razy, gdyż jest liniowa i niezbyt lokacyjnie urozmaicona, ale klimat horroru i grozy po prostu wgniata w fotel. Warto zagrać nawet dziś- ja polecam :D

08.07.2020 13:00
marcinho01
marcinho01
58

Rzeczywiście, nawet dziś, po tylu latach od premiery IGI2, dziś mało jest tego typu gier. Kiedyś było ich więcej. Nie wiem czy porównywać można IGI2 do Far Cry, ale chyba nie... chodzi o klimat wojskowości, którego w Far Cry nie ma. Jest nisza na rynku. Hitman stał się marką i gatunkiem sam w sobie, seria Commandos również (nie liczę oczywiście Strike Force), wydawało by się że mega taktycznych FPSów w stylu IGI2 będzie mnóstwo, ale nie mogę jakoś skojarzyć podobnego tytułu. Może Operation Flashpoint, ale to już zupełnie symulator żołnierza :D

08.07.2020 12:56
marcinho01
1
marcinho01
58

Wsparcie z helikopterów zaobserwowałem może 2 dwóch misjach, ale zazwyczaj jest to wyreżyserowane albo po prostu został wszczęty alarm (napewno misja 3 w górach- tam po wszczęciu alarmu przybywały posiłki, ale jeśli udało Ci się po cichu wykonać zadanie, posiłki nie przylatywały). Poza tym brak apteczek to dla mnie osobiście plus, bo to ukłon w stronę realizmu pola walki (tak samo jak ograniczenie ekwipunku: pistolet, nóż, granaty i jedna broń długa- nic więcej nie jesteś w stanie wziąć, to jest realistyczne). Gra poszła w stronę taktycznej strzelanki, a nie w stronę Unreal Tournament :D A ogromnym minusem gry- i tu się zgodzę z kolegą- jest zbytnia celność wrogów, którzy ze zwykłego AK47 potrafią Cię skosić z dużej odległości, z takiej, z której miałbym problem trafić wroga ze snajperki.

08.07.2020 12:50
marcinho01
marcinho01
58

Oj tak... respawnujący się wrogowie i brak savów, szczególnie w ostatnich poziomach... Krew człowieka zalewała. Ale potem duża satysfakcja z przejścia gry.

08.07.2020 12:46
marcinho01
1
odpowiedz
marcinho01
58

Gra dzieciństwa. Ale odpalana tak wiele razy, tak wiele razy ją przeszedłem, i to we wszystkich możliwych trybach, że naprawdę znam ją na pamięć, pomimo upływu lat. Odpalam ją sobie od czasu do czasu i za każdym razem świetnie się bawię. Gra trafiła z premierą, gdyż rok 2001 to era filmów Matrix, które na zawsze zrewolucjonizowały filmy akcji i wprowadziły bullet time, jakże charakterystyczne elementy serii Max Payne.

Na dzień dobry z produktem urzeka nas fabuła, która, bez zdradzania szczegółów, jest mroczna, ma nieoczekiwane zwroty akcji, jest przedstawiana w formie komiksów (btw: spolszczenie gry jest absolutnie genialne) i wkręca gracza w brudną intrygę. Akcja gry, gdzie kierujemy tytułowym Maxem Payne, jest obserwowana z perspektywy TPP. Akcja jest wartka, gęsta, pełna strzelanin, użycia bullet time i w ogóle jest mega mega efektowna. Muzycznie- majstersztyk: każdy poziom ma swoją oprawę muzyczną, a muzyka pasuje do danego etapu gry. Imponujący jest też arsenał broni: korzystamy z m.in. klasycznej beretty, uzi, karabinku M4, granatnika, strzelby. Zabrakło tu chyba AK47, ale jest on już w dwójce. Każda z tych pukawek ma moc, czuć radochę z ich korzystania.

Max Payne wciągał i wciąga dalej. Watro odpalić go 19 lat po premierze. Jedynie grafika nie przetrwała próby czasu, gdyż są to tekstury o niskiej rozdzielczości. Przy tym twarze wrogów wyglądają komicznie. Jednakże wszystko inne w tej grze jest kapitalne: bullet time, fabuła, mroczny klimat, wartka akcja. Można grać! :D

08.07.2020 12:23
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Przenieść legendarne GTA 2 z rzutu izometrycznego w pełne 3D? W początkach XXI wieku to był eksperyment, który w przypadku trzeciej części GTA udał się i na zawsze zrewolucjonizował rozwój gier. GTA 3 miał wszystko to, czego pragnęli gracze na początku XXI wieku... i jeszcze więcej! Ogromne miasto, ogrom zadań, świetne sterowanie pojazdami, wojny gangów, swoboda działań, klimat gangsterki... cud, miód i orzeszki!!! Gra, w którą nawet dziś pocina się wyśmienicie, można się w nią bawić bez końca. Potem było Vice City, San Andreas i GTA już stale rozwijała się ścieżką wytoczoną przez GTA 3. Warto do niej wrócić!!!

07.07.2020 18:51
marcinho01
marcinho01
58

No to zapraszam do klasyków Terminator: Future Shock i Terminator: Skynet. Gdzieś w czeluściach internetu znajdziesz do ściągnięcia. Świetne, mega ciężkie klimatycznie FPSy w uniwersum Terminatora. Polecam, szkoda jednocześnie, że to jedne z niewielu szczerze dobrych gier w tym uniwersum.

07.07.2020 18:20
marcinho01
marcinho01
58

I Hidden and Dangerous :D

07.07.2020 16:43
marcinho01
odpowiedz
1 odpowiedź
marcinho01
58

Zakupiłem tę grę na GOG.com za naprawdę grosze i powiem tak... Chciałem dać jej szanse, bo wydaje się to być całkiem niezła zręcznościówka/ gra akcji, lecz niestety sterowanie za pomocą myszy, a w zasadzie brak możliwości inwersji powoduje, że nie mogę dać tej grze szansy. Choć zapowiada się fajnie. No cóż... Szkoda.

06.07.2020 22:02
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Szalona gra :D oczywiście pozytywnie szalona :D szalone wyścigi, szalone postaci, dużo się dzieje na trasie :D Trudno ją traktować poważnie, ale swojego czasu sprawiała dużo radochy i uśmiechu :D

06.07.2020 21:53
marcinho01
marcinho01
58

Panie _Luke_, Skynet to niestety powinien być dodatek do Future Shock, gdyż jest mega krótki i w zasadzie żadnych nowości nie wprowadza... szkoda. Mimo wszystko, uniwersum Terminatora cierpi na posuchę pomimo swoich już lat na karku, a więc i Future Shock, i Skynet to propozycje obowiązkowe dla fanów :D To dwie godne polecenia propozycje FPS z prawdziwego zdarzenia, w które z chęcią gra się dziś.

06.07.2020 21:49
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Daję tej grze naciągane 7/10. Dlaczego?

7/10, czyli wysoko dlatego, że pomimo upływu naprawdę wielu lat od premiery Skynet i wydanego rok wcześniej Future Shock jest to wciąż jedna z niewielu bardzo dobrych gier osadzonych w uniwersum Terminatora.
Naciągane 7/10 dlatego, że po rewelacyjnym Future Shock, który wciągnął mnie na maxa na wiele wiele godzin, Skynet zaoferował mi 2 niezbyt intensywne popołudnia rozgrywki... i przeszedłem grę w całości. Wyzwaniem dla mnie była tylko ostatnia misja, gdzie trzeba było się nieźle napocić i nagłówkować, jak osiągnąć cele misji. Pozostałe zadania były liniowe i niezbyt wymagające, poprzedni Future Shock oferował pod tym kątem większą swobodę pod kątem wyboru ścieżki dojścia do celu. Poza tym, Skynet nie wprowadził absolutnie żadnych nowości pod kątem broni, przeciwników czy grafiki w stosunku do FS.

Nie wprowadził też nowości pod kątem ciężkiego klimatu Terminatora, co akurat jest plusem. Fabularnie gra jest bardziej dopracowana i poprawnie zrobiona. Ale krótka!!! Mimo to uważam, że fani gier w uniwersum Terminatora powinni odpalać Future Shock i właśnie Skynet.

06.07.2020 20:11
marcinho01
1
odpowiedz
1 odpowiedź
marcinho01
58

Counter Strike: Condition Zero to jedyny do tej pory CS, w który grałem, i to w dodatku tylko w trybie single :D Jest to, moim skromnym zdaniem, bardzo dobra gra. Świetnie bawiłem się w trybie kampanii dla jednego gracza, gdzie wcielając się w rolę żołnierza kilku elitarnych jednostek specjalnych świata wykonywaliśmy zadania w przeróżnych zakątkach świata i w przeróżnym środowisku. Były to typowe zadania dla tego typu gier, a więc zabić cel, znaleźć i zniszczyć obiekt czy też uwolnić zakładników- ich wykonywania sprowadzało się do beztroskiego strzelania do wrogich żołnierzy. Tryb kampanii single był jednak przy tym nieco liniowy, ale grało się w niego całkiem nieźle. Tryb multi dla jednego gracza oferuje to, co mamy w pełnej wersji multi z żywymi graczami, a więc death match, team deatch match czy defusing bomb. Oceniam CS: CZ jako grę solidną, dobrą, przy której bawiłem się bardzo dobrze.

24.06.2020 16:51
marcinho01
1
odpowiedz
marcinho01
58

Chyba klasyk wśród kultowej serii NFS. BTW, jedna z pierwszych moich gier na PC ever :D Więc sentyment mam do niej wielki. Ale oceniając na świeżo, po uruchomieniu jej ponownie stwierdzam, że to gra solidna, sprawia frajdę i tylko graficznie się zestarzała. Polecam!

24.06.2020 16:48
marcinho01
1
odpowiedz
marcinho01
58

Absolutnie nie jestem fanem tego typu gier, ale po starszych klasykach typu Colin McRae czy Rally Championship skusiłem się na spędzenie paru ładnych godzin w SRS. W tamtych czasach konkurencja dla bezkonkurencyjnego Need For Speed- i powiem szczerze, że bardzo fajnie i przyjemnie mi się grało. Wyścigi sprawiały radochę! Bo chyba o to generalnie chodzi, prawda? :D

13.06.2020 18:11
marcinho01
marcinho01
58

To taki Terminator wśród gier komputerowych... Sequel lepszy od pierwowzoru :D Ale zarówno Terminator 1, jak i Fallout 1 to produkcje wybitne i nie ma co tu dyskutować :D

13.06.2020 15:13
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

I już mam... I już czeka na swoją kolej... Hitman: Codename 47 ukończone, Hitman 2: Sillent Assisin ukończone, Hitman: Contracts w trakcie grania, Hitman: Blood Money w bibliotece, Hitman: Absolution w bibliotece... Ach!!! :D

13.06.2020 15:07
marcinho01
marcinho01
58

Ja też kupiłem ją jako małolat, była w miesięczniku Komputer Świat Gry (?). Ale sam już nie pamiętam. Dokładnie tak jak Ciebie, mnie też urzekł system zniszczeń i to, że ta gra była naprawdę realistyczna, przez co trudna, ale grało się w nią bardzo dobrze :D

13.06.2020 15:02
marcinho01
1
odpowiedz
marcinho01
58

Swoją obszerną opinię na temat System Shock umieściłem w artykule o grze z 1994 r., a więc oryginalnej wersji. Enhanced Edition to ukłon w stronę takich graczy jak ja, a więc urodzonych w epoce poruszania się w grach za pomocą myszki i klawiatury. Oryginał z 1994 r. nie oferował tych możliwości, gdyż najzwyczajniej w świecie to nie było standardem. A biorąc pod uwagę złożoność pierwszego SS i poziom trudności tej gry, tylko wielcy maniacy przeszli ją od początku do końca w latach 90. Ja nie wyobrażam sobie granie w tę grę tylko i wyłącznie korzystając z klawiatury. Enhanced Edition wprowadza wiele ułatwień związanych z połączeniem obsługi interfejsu gry za pomocą myszki. Dzięki temu ukończyłem System Shock i poznałem się na geniuszu tejże gry. Polecam!!!

13.06.2020 11:52
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Pierwszy Red Faction z 2001 r. gdzieś tam wpisał się w kanon "solidnych" strzelanek FPP. Może nie była to produkcja rewolucyjna (choć fabularnie tam wybuchła rewolucja), ale dawała graczom całkiem sporo rozrywki, i to nawet niekrótkiej. Po drugiej części spodziewałem się dużo więcej. Niestety, rozczarowałem się.

Dlaczego? Pierwsze: grafika. Cóż z tego, że gra wyszła 2 lata po "jedynce"- grafika jest tu brzydka, jakby przeniesiona żywcem z wersji konsolowej; brzydka jest też animacja postaci. Po drugie: akcja. Ok, fajnie, że ma ona bardziej filmowy charakter niż w "1", ale widać tu znów zapożyczenie arcade z konsol; poza tym irytujące jest, gdy trafisz w głowę, a przeciwnik nie pada... coś tu szwankuje. Po trzecie: fabuła. RF1 prezentuje fajną wersję wybuchu rebelii w kopalni, druga zaś opowiada wymyśloną historię państwa Wspólnota rządzonego twardą ręką dyktatora- i mamy go obalić; nic w tej faule specjalnego się nie dzieje poza tym. Po czwarte: ukryte skrypty. Może w FPS to norma, ale są one nieprzemyślane i naprawdę, kiedy wymiana ognia powinna się już zakończyć, twórcy "na siłę" dali jeszcze kilku przeciwników, których trzeba załatwić. Widać i czuć takie sztuczne przedłużanie rozgrywki (już nie wspomnę o liniowości, ale w RF1 też taka była). Po piąte: bossowie. W grze jest ich kilki, i są oni cholernie mocni i posiadają bardzo pokaźny arsenał, przez co walka ogranicza się do walenia w nich ołowiem i unikanie ich strzałów- to sztucznie przedłuża rozgrywkę (o czym pisał jeden z kolegów wyżej w komentarzach). Po szóste: brak savów w trakcje misji; przez co rozgrywka jest dodatkowo sztucznie wydłużana i sprawia, że dany poziom trzeba przejść do końca za jednym zamachem.

Czy gra ma plusy? Ma :D Muzyka w trakcie misji- fajna, dynamiczna, komponuje się w akcję na ekranie. Lokacje- widać zniszczone miasta, zgliszcza, czuć taki klimat rebelii i chaosu, który zapanował w państwie. Lepsza interakcja z otoczeniem- w wielu miejscach trzeba granatnikiem wyburzyć jakąś ścianę, aby dostać się dalej (to polepszenie w porównaniu do "1", gdzie tam niszczenie elementów lokacji było niejako dodatkiem). No, ale niestety to za mało, by ocenić grę pozytywnie...

Czy polecam Red Faction 2? Jedynkę zdecydowanie tak, drugą część już nie. Ja przebrnąłem przez nią tylko dzięki temu, że grałem w jedynkę. Gdybym sięgnął po nią w pierwszej kolejności, nie dałbym jej większych szans.

post wyedytowany przez marcinho01 2020-06-13 11:57:28
13.06.2020 11:34
marcinho01
marcinho01
58

Zgadzam się całkowicie z powyższą opinią. Bossowie są mega trudni, ale twórcy dali im "tylko" najlepszą broń i mega dużą ilość HP- nie wysilili się, aby walki z nimi były ciekawe.

11.06.2020 12:01
marcinho01
2
odpowiedz
marcinho01
58

System Shock 1... kolejny starszy tytuł, który postanowiłem nadrobić już jako dojrzały i samodzielny finansowo gracz. Nie wiem od czego zacząć pisanie mojej opinii o tej grze, więc może zacznę od stwierdzenia, że jest to tytuł GENIALNY, WYBITNY, który włazi w czachę i długo długo nie wyjdzie. Jest to jedna z tych gier, które jak Cię wciągną to musisz ją skończyć- i nie ma że boli :D

Po pierwsze zastanawiam się nad geniuszem twórców, którzy w 1994 r., w erze raczkującego internetu i niezbyt rozwiniętej sieci dostępu do komputerów osobistych (nie mówię o Polsce, gdzie to było na jeszcze gorszym etapie), stworzyli grę, gdzie sztuczna inteligencja, klimat science fiction, technologia, a także w ogóle klimat przyszłości są na porządku dziennym i jako całość prezentują mroczną historię opowiedzianą w sposób genialny (tego słowa będę używał dużo razy...).

Może na początek trochę historii gier. W 1993 r. wyszedł Doom, który wyznaczył na następne dekady kierunek rozwoju FPSów. Jest to, także dziś, fantastyczny FPS, do którego wraca się od czasu do czasu. Generalnie schemat rozgrywki był banalnie prosty- masz parę broni, masz hordę potworów, masz do znalezienia parę kluczy dostępu i Twoim zadaniem jest dostać się do następnego levelu. System Shock, który wyszedł tylko rok później, jest podobny do Dooma tylko w aspekcie widoku FPP i strzelania do rozmaitych potworów. Jest o wiele bogatszy od Dooma, jest bardzo angażujący, bardziej złożony, w ogóle można stwierdzić, że to nie jest FPS (to bardziej FPP survival horror, ogólnie ciężko jednoznacznie zdefiniować gatunkowo System Shock). W 1993 r. świat poznał fantastycznego Dooma, a rok później wyszedł System Shock, który nie porwał graczy, gdyż był chyba... zbyt złożony. Ale za to dziś, po wielu latach, można poznać się na tym geniuszu złożoności.

To teraz przechodzimy do sedna. Fabuła System Shock przenosi gracza do odległej przyszłości roku ok. 2072 (choć nie jestem pewien), gdzie jako skazany za przestępstwa haker odbywamy hibernację na stacji badawczej Cytadela. Po półrocznym śnie okazuje się, że stacja została opanowana przez sztuczną inteligencję SHODAN, załoga została zamordowana, a my walczymy o przetrwanie. To na początek. Kolejne wątki fabularne poznajemy przemierzając genialnie zaprojektowane poziomy Cytadeli poprzez np. zbieranie dysków z nagraniami nieżyjących już naukowców i członków załogi, a także poprzez komunikaty od samego SHODAN.

Rozgrywka odbywa się, jak już wspomniałem, na stacji Cytadela, gdzie walczymy za pomocą różnych broni przyszłości z robotami, potworami, zbieramy przy tym ekwipunek w postaci apteczek, baterii, ładunków wybuchowych, kart dostępu, sond, różnych wspomagaczy tj. latarka, kompas, namierzacz celów, kamerka tylna, itd. Jest tego duża ilość. Poziomy są zaprojektowane po prostu GENIALNIE, poznajemy też fabułę, szczątkowo dostajemy informacje, co należy zrobić dalej i gdzie się udać. Zdobywamy też różne kody dostępu, rozwiązujemy zagadki logiczne, które zapewniają nam dostęp np. do regeneracji zdrowia czy uruchomienie mostka, by fabułę popchnąć dalej do przodu. Przy tym wszystkim klimat gry jest... a jakże: GENIALNY :D Muzyka w trakcie gry to miód dla uszu, i radzę samemu się o tym przekonać. W trakcie zwiedzania stacji napotykamy zniszczone pomieszczenia, zabitych ludzi nabitych na pale, widać efekty wszechobecnej masakry, w wielu miejscach jest ciemno i czai się tam nienaturalny stwór robot albo jakiś biologiczny eksperyment- a to buduje klimat horroru. Coś GENIALNEGO!!!

Przyznacie sami, że SS jest grą bardziej złożoną niż Doom... mówiąc delikatnie. I przy tym nie ujmując geniuszowi Dooma- SS to po prostu inna gra.

System Shock to gra... cholernie trudna :D Nowością w 1994 r. było dopasowanie poziomu trudności nie za pomocą "easy, normal, hard", lecz poziom ten wyznaczały 4 elementy w skali od 0 do 3: misje, cyberprzestrzeń, puzzle oraz walka. Ustawienie wszystkiego na 0 oznacza symulator chodzenia, ustawienie wszystkiego na 3 oznacza walkę w każdym korytarzu z wymagającym wrogiem, ciężkie znalezienie ekwipunku oraz praktycznie brak wskazówek, co robić dalej.

Przy tym wszystkim zapomniałem w ogóle wspomnieć o grafice. Szczerze? To są kwadraty i pikseloza, ale kompletnie nie przeszkadza to w tej grze. Trudno się dziwić- toż to rok 1994, taka grafika była szczytem możliwości technologicznych. Uważam, że graficznie gra nie wytrzymała próby czasu, ale grafika to może 5% wartości tej gry... 95% jest GENIALNA :D

Pytanie, czy System Shock ma wady? Tak, oczywiście, że ma. Uważam, że największą jest tutaj brak większego ułatwienia dla gracza, co zrobić dalej i gdzie się udać, bo ja osobiście utknąłem kilka razy w trakcie gry nie wiedząc, co zrobić dalej, aby fabularnie popchnąć grę do przodu. I tylko korzystając w poradnika z wersji GOG wyszedłem z potrzasku. O ile ostatnie poziomy gry po typowy FPS, o tyle początkowe są zagadkowe, wymagające kręcenia się po stacji i znajdywania różnych potrzebnych elementów. Sterowanie też jest toporne, ale w wersji GOG dało się je ogarnąć znośnie- nie wyobrażam sobie granie w SS w 1994 r. opierając sterowanie tylko na klawiaturze...

Podsumowując, System Shock to futurystyczny survival horror z widokiem FPP, który (po opanowaniu topornego sterowania i kilku innych elementów bogatego interfejsu podczas gry) zachwyca złożonością, klimatem, fabułą, rozgrywką i w ogóle wszystkim, czym się da. Tytuł przełomowy, choć w momencie premiery niedoceniony. Druga część zyskała większą sławę, lecz ja osobiście jeszcze w nią nie grałem. POLECAM, GRA GENIALNA :D

06.05.2020 22:17
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Właśnie jestem po debiucie z System Shock 1 z 1994 i cholera jasna, ta gra mnie wgniotła w krzesło!!! Wymiata!!! Czekam na remaster!

30.04.2020 18:19
marcinho01
marcinho01
58

Panie WolfDale... Cytat powinien brzmieć następująco: "Natomiast, i tu się z tobą zgodzę, Morrowind ma swoich przeciwników ze względu na mega otwarty świat (chociaż to też zaleta) i że tu nikt Cię za rączkę nie poprowadzi, jak samemu się nie wgłębisz w temat. Gothic, z tego co pamiętam, był pod tym kątem bardziej liniowy." Tu był sens ujęty :D Być może mój błąd w konstrukcji zdania :D

29.04.2020 20:47
marcinho01
marcinho01
58

Odpal i działaj, tylko ostrożnie i po kolei, nie na hurra, a zobaczysz piękno tej gry :D Ona swoim bogactwem zachwyca, ale jednocześnie przytłacza, jak się nim zachłyśniesz.

29.04.2020 20:44
marcinho01
marcinho01
58

Oj kolego... Nie dałeś tej grze szansy. Ona się charakteryzuje tym, że naprawdę dziesiątki godzin możesz wykonywać różne questy, zwiedzać lokacje, zbierać doświadczenie, itd. absolutnie nie dotykając głównego wątku fabularnego!!! I to jest piękne w tej grze! Natomiast, i tu się z tobą zgodzę, Morrowind ma swoich przeciwników ze względu na mega otwarty świat (chociaż to też zaleta) i że tu nikt Cię za rączkę nie poprowadzi, jak samemu się nie wgłębisz w temat. Gothic, z tego co pamiętam, był pod tym kątem bardziej liniowy. Tutaj świat jest brutalny i niebezpieczny, więc jak np. na początku przygody uzbrojony w nędzny miecz wejdziesz do pierwszej lepszej jaskini to zostaniesz zabity. Początek gry jest meeega trudny, i finansowo, i fabularnie, i ogólnie, ale jak się przebrnie przez niego to Morrowind pokazuje swoje piękno! Daj tej grze szansę kolego!!! :D

post wyedytowany przez marcinho01 2020-04-29 20:45:36
29.04.2020 20:21
marcinho01
marcinho01
58

Oooo tak, dobrze powiedziane :D Realizm całego pola walki (no... może nie w pełni, ale taki umowny), czyli oszczędzaj broń, amunicję, nie idź na Rambo, unikaj starć z wrogiem, apteczek tu nie uświadczysz za dużo... takich gier dziś nie robią... Ale dopiero "dwójka" to była naprawdę realistyczna: tylko 1 broń długa i 1 krótka, mało amunicji, mało apteczek (grając natknąłem się może na 2 w trakcie całej gry), system savów oszczędny (0, 3 lub 5), a starć z wrogiem to naprawdę unikaj jak ognia, bo są cholernie czujni i celni.

29.04.2020 20:12
marcinho01
marcinho01
58

Dzięki za propozycje kolego. Nie słyszałem o tych grach nigdy, ale z tego co widać to klimaty zimnowojenne stanowią popularne tło dla produkcji "hitmanopodobnych" :D Chętnie zapoznam się z przedstawionymi przez Ciebie grami :D

23.04.2020 20:17
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Po zdecydowanym liderze rajdówek, czyli Colin McRae Rally 2, ta gra była inna. M1 BRC to gra zdecydowanie bardziej realistyczna pod każdym względem, a przez to także bardziej wymagająca. W Colinie 2 radochę sprawiało ukończenie kilku rajdów w przeciągu kilkudziesięciu minut, w międzyczasie naprawiło się kilka części i dalej się "jechało". M1 BRC stawia na realizm przez duże R- zdecydowanie dłuższe i wymagające rajdy są tu na porządku dziennym, przez co fani rajdówek będą musieli uzbroić się w cierpliwość albo najzwyczajniej w świecie odpuszczą sobie ten tytuł. Jednak nie warto odpuszczać, gdyż ta gra naprawdę oferuje sporo radochy i satysfakcji, gdy poświęcimy jej troszkę więcej uwagi niż CMR 2. Polecam!

22.04.2020 21:49
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Być może trochę spamuje tu ostatnio odnośnie Future Shock, ale co tam :D Niedużo tu komentarzy, więc można :D Właśnie ukończyłem grę. Powiem tak... Gra wspaniała, a przynajmniej bardzo dobra. Niesamowicie długa i też trudna, posiadająca kilka poziomów sterując pojazdem latającym i samochodem, jednocześnie kierując działkiem laserowym z wyrzutnią rakiet, aby dostać się do kolejnego celu. Oczywiście, po drodze mając hordy wrogich maszyn... A ostatni level to majstersztyk, to trzeba zobaczyć po prostu (i przy okazji się w nim nie zgubić...). Powiem tak... Chciałbym remake tej gry, naprawdę zasługuje na to, aby stworzyć Future Shock remaster... Te wszystkie minusy i minusiki gry naprawdę są nieważne, gdyż nie są uciążliwe, a gra została stworzona 25 lat temu i dziś jest ona po prostu genialna. Ta muzyka, ten klimat Terminatora, który czuć na każdym kroku... Majster!!!

19.04.2020 20:22
marcinho01
odpowiedz
2 odpowiedzi
marcinho01
58

Jako wierny fan gatunku FPS przyznam się szczerze i bez bicia, że absolutnie nie słyszałem o tym tytule jeszcze tydzień temu! Ale wysoka ocena tej gry w serwisie oraz jednocześnie niewielka ilość komentarzy (dokładnie: 1) wzmogły mogą ciekawość. Ściągnąłem i uruchomiłem Terminator: Future Shock. I gra już na dzień dobry wciągnęła mnie na kilka dobrych godzin!!!

Ale uporządkowując fakty... Gra to typowy (no... może nie koniecznie, ale zaraz to wyjaśnię) FPS osadzonym w uniwersum filmów Terminator (1 i 2). Wcielamy się tu w rolę żołnierza ruchu oporu, gdzie w przyszłości roku 2015 (ale wydanie gry ma miejsce w 1995, przypominam) walczymy z maszynami, które opanowały świat, ale ostatecznie odnieść zwycięstwo ludzkości. To ogółem. Klimat Terminatora czuć od samego początku. Już w menu głównym mamy muzykę rodem z pierwszych części filmów, a także animację tytułowego terminatora z wielkim karabinem laserowym. Fabuła gry jest niby banalna, ale wciąga, gdyż sytuacja w walce ludzkości z maszynami zmienia się dynamicznie i właśnie ona determinuje działania gracza; dzięki temu najpierw walczymy na pustkowiach, potem nieśmiało wkraczamy do baz Skynetu, by ostatecznie walczyć o jego wyłącznie w centrali. Gra oferuje 17 misji. Ogólnie przed każdą misją mamy briefing, gdzie omawiana jest sytuacja i mamy określone cele misji. Następnie gracz jest wrzucony na mapę i ma absolutną swobodę w tym, jak cele misji zrealizuje. I to jest piękne!!! Mapy, po których porusza się gracz, są duże (nawet zbyt duże, bo bez opcji mapy często gubimy się na niej- taki minus gry, ale wynikający bardziej z innowacyjności tego typu map w latach 90, niż faktycznym przeoczeniu). Środowisko to najczęściej wyniszczone wojną miasta opanowane przez różnego rodzaju maszyny, patrolujące samoloty, terminatorów... pełno tu spalonych aut, pełno śmierci, pełno przygnębiających obrazków znanych z filmów, przez co klimat zagłady świata daje się odczuć w stopniu wręcz namacalnym. Maszyny eliminujemy za pomocą pokaźnego arsenału broni, nie tylko tych współczesnych (m.in. M16 czy Browning), ale też i przyszłości (m.in. karabin i pistolet plazmowy). Każda z tych broni ma moc i ją czuć, a dźwięki przez nie wydawane brzmią przyjemnie i realistycznie (Browning brzmi identycznie jak w filmie). Od strony graficznej gra zestarzała się, ale w 1995 r. stanowiła przełom technologiczny, którego nie były w stanie udźwignąć współczesne komputery. Bardzo żałuję, że na GO nie ma screenów z gry, mam nadzieję że redakcja wstawi je do artykułu. Ogólnie- bardzo dobre 3D, wielopoziomowe (nie tak jak Doom). Mogę zaryzykować z pełną świadomością stwierdzenie, że pod kątem map i wykonywania celów misji Terminator przypomina idealnego i przełomowego dla gatunku FPS Far Cry!!! Z tą różnicą, że w Terminator wykonujemy misje tylko w nocy (dlaczego? nie wiem...) i otoczenie jest... mniej bajkowe. Poza tym, niemal otwarty świat ograniczony tylko obszarami silnie napromieniowanymi sprawiają, że czuć swobodę w działaniu. Niektóre misje wykonujemy sterując samochodem lub samolotem z bronią pokładową, co wyszło bardzo dobrze w grze.

Podsumowując, Terminator: Future Shock to gra świetna i nie wiedzieć czemu (czyżby brak pieniędzy?) nie wpisała się do kamieni milowych rozwoju FPS (choć, wg mnie, faktycznie takim jest!), bo zginęła w gąszczu Dooma i Quake. Gra zdecydowanie wyprzedzała swoją epokę nie tylko graficznie, ale przede wszystkim pod kątem rozgrywki, która jest nieliniowa i całkowicie swobodna (w przeciwieństwie do Doom czy Quake). Fabuła gra tu zdecydowanie większą rolę niż w przypadku tych dwóch wspomnianych tytułów. Minusy gry? Brak mapy jako takiej do orientacji w terenie (lokacje są duże, często można się zgubić). Także brak możliwości odpalenia przedmisyjnego briefingu w trakcie wykonywania zadania, przez co briefing należy dokładnie zapamiętać, aby znać cele misji oraz cenne wskazówki. I jest kilka innych irytujących błędów, ale generalnie jakoś można je przejść.

Polecam tę grę!!! Ostrzegam- jest długa i wymagająca, a poziom trudności także nie należy do najłatwiejszych.

19.04.2020 19:39
marcinho01
marcinho01
58

O nie... MoH udaje II wojnę? Chyba nie grałeś w tę grę... I porównujesz MoH do RtCW? Niedorzeczne!

16.04.2020 18:17
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Typowa pierwszoosobowa strzelanina drugowojenna, która próbuje dorosnać chociażby do pięt MoH czy CoD... Ta gra jest prosta, monotonna, liniowa, uskryptowana, nieatrakcyjna, brzydka graficznie, krótka i absolutnie w żadnym momencie nie porywająca...

16.04.2020 17:42
marcinho01
marcinho01
58

I to jest to o czym mówię kilka komentarzy poniżej: H4 umarł nie dlatego, że był słaby, kiepski, gniot, niegrywalny, ale dlatego, że znalazł się w cieniu ideału poprzedniej części. Jako oddzielna gra H4 to bardzo solidna dawka rozgrywki strategicznej. I najlepiej obrazuje to powyższy komentarz użytkownika "świeżego", który rozpoczął granie od czwórki, nie mając zielonego pojęcia o trójce :D

16.04.2020 17:29
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Mam nieodparte wrażenie, że to będzie "z dużej chmury mały deszcz", jak to mawiają... Remastery głośnych tytułów z przeszłości okazują się co najwyżej akceptowalne...

15.04.2020 18:18
marcinho01
odpowiedz
10 odpowiedzi
marcinho01
58

Po fenomenalnej częsci "3", do której ogromna rzesza graczy wraca po latach, nieco na uboczu stoi część "4" popularnego Herosa. Wielu fanów serii poczuło rozczarowanie, kiedy gra ujrzała światło dzienne. Nie dziwię się- Heros 3 postawił sobie poprzeczkę horredalnie wysoko. Opinie, że "to nie Heros" były na dzień dobry po premierze. Ale hola hola, dajmy jej szansę!!! Jak wygląda nowy produkt? Bardzo dobrze. Trzeba to powiedzieć wprost. Jeśli ktoś oczekiwał po czwórce czegoś w stylu H3, to może po prostu czekał na pakiet nowych scenariuszy do H3? No nie, autorzy tworząc H4 nie chcieli tworzyć dodatkowych misji do H3- poszli nieco innym śladem, który nie do końca spodobał się fanom serii. Ja osobiście uważam, że tworząc coś nowego trzeba wprowadzać nowe rozwiązania i nieco ewoluować rozgrywkę. Ta w H4 zdecydowanie różni się od poprzednika, ale, mówię z całą stanowczością, jest bardzo dobra. Wystarczy dać jej szansę i po prostu dostosować się do nowych zasad. I Heroes 4 wciągnie na maxa! Podsumowując, gdyby HoM&M4 był oddzielną, zupełnie "nieherosową" grą, przyjąłby się bardzo dobrze. Ale że jest kolejną częścią po fenomenalnej części trzeciej, to ciężar odpowiedzialności być tu za duży. Jednakże Heroes 4 to bardzo dobra gra i kropka!!! :D

15.04.2020 18:10
marcinho01
odpowiedz
marcinho01
58

Popularny "Heros"... No kto nie grał w tę grę? Kto nie zarywał przy niej dni i nocy? Kto nie mówił "poczekaj, dokończę turę"? Heroes 3 to gra, o której napisało się i powiedziało wszystko... a mimo to wciąż zachwyca, po dziś dzień swoją prostotą i jednocześnie stopniem skomplikowania. Turówka, na której wychowało się pokolenie, a podejrzewam że za kilkanaście lat wychowa się kolejne, bo kolejne części HoM&M nie były już takim fenomenem, jakim była część trzecia. Gra, którą można mieć na kompie zawsze, bez konieczności jej usuwania. Można w nią zagrać bez konieczności wchodzenia w opowiadaną historię. Można w nią zagrać po dniu w pracy, po dniu w szkole, po każdym czasie, dla relaksu, uspokojenia, ale jednocześnie po to, by przeżyć coś fantastycznego po raz kolejny. I tak już od 21 lat... I to nie koniec grania w tę fantastyczną i ponadczasową grę. Klasyk klasyków!!!

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl