Wrogowie strzelali przez ściany, a ja nie miałem celownika. Tak wyglądała moja trudna przygoda z Project I.G.I
Jedna z najlepszych gier tego typu. I nie, wrogowie nie strzelali przez ściany.
Oczywiście, że nie. Stwierdzenie „strzelali przez ściany” mija się z prawdą. Pociski wroga przebijały tylko te przeszkody, które mogły penetrować (np. drewniane drzwi), ściany budynków natomiast były „niezniszczalną” zaporą. Nadawało to realizmu rozgrywce.
* W War Thunder pociski wystrzelone z czołgu także penetrują niektóre drewniane chatki, co pozwala zniszczyć czołg delikwenta, który za taką przeszkodą się schował (na ogół ten błąd powtarzają gracze bez wyobraźni).
Użyty tutaj skrót myślowy nie jest adekwatny do opisywanej sytuacji, co prowadzi do błędnych wniosków. Autor użył uproszczonego schematu myślowego, który nie pasuje do konkretnego kontekstu gdyż sformułowanie „wrogowie strzelali przez ściany” użyte w opisie gry przedstawia ją w pejoratywnym sensie, ba - nie oddaje zamiarów autorów gry, którzy zaprojektowali już wtedy model penetracji drewnianych przeszkód pociskami w taki sposób, w jaki ma to miejsce realnie.
Zastosowanie opartego na faktach kryterium falsyfikowalności przerasta twoje zdolności wnikliwego rozumowania, a tym samym zrozumienia mojej wypowiedzi. Leć na tenora po kolejnego animowanego mema skoro krytyczne myślenie jest dla ciebie jedynie „szukaniem dziury w całym”.
Jak ja nie rozumiałem tej gry jako 11 latek! pamiętam te wspinanie się po tej wieży na 4 screenie. To chyba pierwsza misja? podchodziłem do tego tyle razy.. ale nie znając angislkiego i nie mając wtedy za bardzo cierpliwości.. odpadałem na tym kilka razy :D tak jak Fallout 2, którego nie potrafiłem zrozumieć po angielsku jako 10 latek XD tutoriala nie mogłem skończyć bo nie wiedziałem o co im tam chodzi w dialogach
oj ja też miewałem problemy z powodu angielskiego jedynego dostępnego w grze i braku dobrej znajomości języka.
Najlepiej zapamiętałem problem wynikły z tego powodu w takiej grze co zwie się bloodrayne. Widziałem informację o jakimś miejscu, że są jakieś "door", ale totalnie nie wiedziałem o co chodziło. To się błąkałem po mapce próbując jakoś grę popchnąć do przodu i aż w pewnym momencie zobaczyłem na bagnie w dość specyficznym miejscu budynek z drzwiami. Wtedy pomyślałem, że może da się do tych drzwi dotrzeć i otworzyć je. To był strzał w dziesiątkę, który pozwolił mi pójść dalej.
I wiesz co w tym było najśmieszniejsze? To, że o wielu kłopotliwych słówkach później dowiadywałem się za tydzień bądź miesiąc w szkole. Czasem nawet nieraz też dowiadywałem się o nowych słówkach jeszcze przed zetknięciem się z nimi w grach. Pamiętam jak zszokowało mnie znaczenie "door", które wszystko zmieniało, a niestety zdążyłem z 2 godziny stracić xD.
A ten tutorial to był akurat dość ważny w tym bloodrayne, które jakiś czas temu znowu ograłem, bo tam była instrukcja, by zrobić jakieś kombo, co odblokowywało przejście. A ja jak idiota myślałem, że po cholerę mi tutorial (bo przecież ogarniam sterowania w grach no i kiedyś już grałem w bloodrayne, więc nie chciałem się cackać się i poznawać jak ruszać postacią czy skakać) jak mogę od razu zacząć grę i potem męczyłem się z pewną przeszkodą na drodze. Aż sobie odpaliłem tutoriala i tam takie coś było już na starcie xD.
fajne czasy to były :D angielski czytalem jak polski, człowiek łączył obrazki z napisami. ja w sumie jeszcze grałem wcześniej w AoE I i Red Alerty nie znając angielskiego i nie mając lekcji z tego jeszcze. Człowiek uczył się angielskiego od języka wojny :D
Zróbcie proszę artykuł o drugiej (lepszej moim zdaniem) częsci.
Dlaczego druga część była lepsza? Pytam z ciekawości, bo nigdy nie grałem w drugą część, a może warto byłoby ją sobie sprawdzić :)
Była mniej hardcorowa i bardziej przystępna dla nowych graczy. Poza tym lepsza grafika i interfejs.
Niektóre misje w IGI 1 były niesamowicie trudne i wymagały wielokrotnego podejścia co irytowało część graczy.
IGI 2 jest zdecydowanie warte ogrania.
Niektóre misje w IGI 1 były niesamowicie trudne i wymagały wielokrotnego podejścia co irytowało część graczy.
Czyli ciebie i kogo jeszcze?
Misje nie były specjalnie trudne, wystarczyło ich wykonanie dobrze (z rozumem) zaplanować i nie spieszyć się. Jedynym utrudnieniem był (początkowo) brak save game’a, co miało sens, podobne rozwiązanie przyjęto w Hidden & Dangerous pierwszym, ale drugi patch do tej gry wprowadził możliwość zapisu (jednego) podczas trwania misji.
Dwójka była dużo gorsza niestety. Miała być też część trzecia, ale widzę, że projekt ten przepadł.
Grę też można znaleźć na wielu różnych stronach od abandonware typu archive.org itd. Nierzadko z polską wersją.
"by się zapłakali o poziom trudności."
Wiesz, są ludzie, którzy lubią siadać na gwoździach, ale większość z nas preferuje jednak miękki fotel. A brak zapisu to żadna trudność, tylko zwyczajna upierdliwość i nieszanowanie czasu gracza.
To było dobre jak człowiek miał 12 lat, poza szkołą żadnych zmartwień i obowiązków i był bez kasy, więc jedną grę katował miesiącami.
To było dobre jak człowiek miał 12 lat, poza szkołą żadnych zmartwień i obowiązków i był bez kasy, więc jedną grę katował miesiącami.
Takie osoby muszą podbijać swoje ego w internecie bo w życiu nic nie osiągneli bo potrafią przejść misję bez zapisu xD
Nie rozumiem fenomenu tej gry, jej toporność jest legendarna, może paradoksalnie właśnie w tym tkwi jej siła.
W niczym nie była toporna, jeden z najlepszych tytułów tego typu jaki w ogóle powstał. Fantastyczna gra.
To że gość tak napisał, nie znaczy jeszcze, że tak było. Żadnych z wymienionych przez autora artykułu kłopotów nie spotkałem w grze, a grałem w okolicach premiery. Pierwszy raz słyszę też żeby ta gra miała kłopot z sound blasterem (może gosc mial przedpotopowego SB, do którego nie miał sterowników), tak samo z GPU, gdy się miało dobrą kartę, to gra działała idealnie.
O rzekomych problemach tej gry dowiedziałem sie z publikowanego tu artykułu, jednak z żadnym z nich się nie spotkałem osobiście.
Problemy ze sterownikami ta gra miała dość specyficzne. Sam również ogrywałem to w 2002 roku na GF 2 MX400 i kolega, który mi grę pożyczył(oryginał akurat) też nie miał celownika, więc polecił zrobić kropkę flamastrem na monitorze. Jako, że były to szklane kineskopy to szkody się nie robiło. Spojrzenie w lunetę Dragunova i można było kropkę zrobić.
Jednak nie rozwiązywało to problemów bo nie było też widać ikon interakcji z otoczeniem jak drabina czy drzwi. Serio myślałem, że tak ma być. Najgorsze jednak były losowe crashe gry. Gry która nie ma zapisu podczas misji.
Okazało się, że rozwiązaniem jest wgranie starych sterowników. Takich z 2000/2001 roku. Wtedy było wszystko normalnie i dało radę grać.
Ograłem rok temu 1 i 2kę ponownie. Jedynki można się nauczyć na pamięć, dwójka jest jednak trudniejsza nawet pomimo zapisów.
O problem z interfejsem to klasyczny problem w starych grach. Ja miałem podobny problem z gothiciem, tylko że zamiast niewidocznych ikon interakcji miałem obcięty cały górny paseczek ekranu. Chociaż co prawda bezpośrednio to nie był problem z interfejsem, ale w wyniku tego nie było widać życia przeciwników, cen podczas handlu itd. Tu akurat bardzo szybko zorientowałem się i dało się szybko naprawić modami.
2 trudniejsza? Kurde to ja mam dokładnie na odwrót i taką dwójkę przeszedłem bez problemu dzięki możliwości zapisu, a jedynkę na którą poświęciłem z 2x więcej czasu przeszedłem chyba w 3/4 jakoś, dokładnie nie pamiętam, ale toporność gry, brak zapisu, spawn enemy i bugi sprawiły, że odpuściłem już ostatnie misje powtarzane z 30 raz. Do tego byłem dość mlody chyba jak w nią grałem. I tak 1 trzeba na pamięć było się uczyć, żeby się nie wywalić głupio na którymś etapie misji. Trochę bzdura, bo niby swoboda realizacji,a tak naprawdę trzeba to było robić "jedyną słuszną drogą " z racji tego, że gra prawie niewybaczala błędów.
Dwójka ma bardzo słaby balans, choć nieco inny niż jedynka. Zachęca by przejść grę po cichu przez ranking misji a pomimo tego jest to prawie awykonalne w większości misji. Przeciwnicy są bardzo wyczuleni Jest sporo różnic w obu i pomimo, że w 1ce powtarza się całe misje to lepiej się je przechodzi wykonując dany schemat, dwójka jest dużo bardziej chaotyczna i często kończy się ostrą wymianą ognia, co psuje efekt tajnych operacji.
Podsumowując większość misji da się przejść w 1ce po cichu niż w 2ce, choć obie mają typowe misje w stylu 'Rambo'. Mają masę wad, które wykluczają często całkowicie ciche podejście.
A ja do dzisiaj idę próbując dojść do końca mapy, tyle lat minęło i nadal nie widać końca. Dobre na jakąś karę w piekle, dojść do końca mapy w IGI.
Nigdy przesadnie nie lubiłem gier FPS, ale to był jeden z niewielu wyjątków. Nie szło mi za dobrze, ale bawiłem się wyśmienicie. Miło wiedzieć po latach, że lamiłem z powodu wysokiego poziomu trudności
Gra świetna. Jeden z moich top FPSów. Ukończyłem ją 3 razy. Fakt gra trudna przez brak save podczas misji i po kilku kulach jest się trupem ale do przejścia. W dobie internetu łatwo znaleźć rozwiązanie z brakiem celownika itp.
Obie części bardzo dziurawe, nie zbalansowane.
Dziś, aby je odpalić, trzeba się nagimnastykować, na szczęście są fixy, poprawki, które poprawiają to co twórca się nie chciało.
IGI: Origins to raczej poszło już do kosza.
Pamiętam, że grałem w demo i fakt, że pociski przechodził przez drewno rozsadzał mi mózg. Gra wydawała się spoko jak na tamte czasy, taki trochę Delta Force.
Ja z tym połączeniem Soundblastera i GeForca 4 MX440 nie miałem problemów. Dopiero jak wyszedł The Movies to nie mogłem gry uruchomić przez brak Shaderów.
Też z MX440 nie miewałem większych problemów. Dopiero SC Pandora Tomorrow mnie zrobił na szaro, bo demo (pamiętna misja w pociągu) działało na nim bez jakichkolwiek problemów, a pełna wersja na dzień dobry powitała mnie komunikatem "bez szaderów nie pograsz, frajerze!"
W tamtych czasach, gdy gry bywały raczej korytarzowe, te otwarte przestrzenie robiły wielkie wrażenie (nawet jeśli były dość puste). Do tego przestrzeliwanie różnych materiałów - w końcu pocisk zachowywał się jak pocisk, a nie groch rzucany o ścianę!
Z minusów to przede wszystkim brak zapisów. Nie, to nie jest trudność gry w dobrym tego słowa znaczeniu, tylko zwyczajna upierdliwość: gra zalicza crasha - jedziesz od początku, zginiesz na ostatnim przeciwniku - jedziesz od początku, wyłączyli prąd - jedziesz od początku, prawdziwe życie upomina się o twoją uwagę i zmusza do wyłączenia gry bez dotarcia do końca misji, jedziesz od początku. W dodatku nieskończeni wrogowie. Wszedłeś do baraku i wystrzelałeś wszystkich żołnierzy w środku? Nie bój nic! Jak tylko ktoś uruchomi alarm, z tego oczyszczonego baraczku zaraz wyskoczy na ciebie cała banda.
Gra była bardzo fajna, ale nie wiem, czy dziś bym do niej wrócił, przede wszystkim ze względu na te sejwy.
W dwójkę grało mi się lepiej: pozbyto się nieskończonej ilości przeciwników i w końcu dało się zapisywać grę w trakcie misji (żeby nie było za łatwo,wprowadzili fajny patent, że zapis trwał kilka sekund i w jego trakcie można było zginąć od celnej serii, jeśli się głupio stało na widoku, a w dodatku liczba zapisów była ograniczona, więc trzeba było je sobie odpowiednio rozłożyć w czasie).
Na minus, że gra miała mniej wciągającą fabułę i klimat od jedynki, przeciwnicy byli niemożliwie celni (doskonale wbiła mi się w pamięć misja z wysadzeniem mostu, gdzie leżałem w krzakach po jednej stronie rzeki, prowadząc pojedynczy ogień z m16 do ledwie widocznych kropek na drugim brzegu, a oni kosili mnie celnymi seriami z mac10, co jest czystym absurdem), przeciwnicy nigdy nie musieli przeładowywać broni (gra jest skonstruowana tak, że nie przeżyjesz całego magazynka z jakiejkolwiek broni, a jeśli wróg prowadzi nie całkiem celny ostrzał z większego dystansu, to i tak raczej nie zauważysz czy zmienia magazynki, ale kiedyś się bawiłem trainerem z nieśmiertelnością i zwróciłem na to uwagę), a zaalarmowani przeciwnicy, nie mogąc znaleźć gracza, biegali jak kot z pęcherzem, zamiast się przyczaić, i padali od kolejnych kul z karabinu wyborowego (tym sposobem w misjach w fabryce i świątyni dało się bez większego trudu wystrzelać wszystkich).
Uwielbiałem tą grę. Była gdzieś cd-action czy innej gazetce dorzucona.
I o ile pamiętam całą po angielsku więc nic nie rozumiałem. Nawet nie wiedziałem że to gra taktyczna i całą zrobiłem na rambo
A ja sobie właśnie w zeszłym tygodniu ogrywałem ponownie Project IGI, a tu proszę- dziś świeży artykuł widzę :) Dzisiaj bardzo żałuję, że nie można tej gry zakupić na jakiejś platformie. Jako, że moja płytkowa wersja już dawno nie działa na nowych systemach operacyjnych, wersja pobrana z neta jako tako hula, choć ma jedną ogromną wadę- brak muzyki. Jednakże, poradziłem sobie z tym problemem, włączając w tle soundtrack do tej gry. Świetna, klimatyczna muzyka przygrywająca cicho w tle podczas każdej misji stanowi ogromną zaletę produktu, a granie bez niej to takie granie "na sucho"...
Co zaś do samej gry- wyżej wspomnane wady, czyli brak save w trakcie misji i kulejące, nierówne SI wrogów sprawiają, że naprawdę zaprawieni w boju gracze poradzą sobie w IGI. Reszta zaś wymięknie, jeśli nie znajdzie w sobie pokładów cierpliwości. W 2001 roku gra robiła wrażenie- otwarte przestrzenie, realizm pola walki, dynamicznośc, skradanie się, taktyka, filmowy polot. Dziś raczej patrz się na to wszystko z uśmieszkiem politowania, bo pomimo że IGI miał wszystko, aby odnieść wielki sukces, okazał się co najwyżej średniakiem, który jednakże zebrał całkiem pokaźne grono fanów. Jak mówił klasyk, czegoś zabrakło...
Ja osobiście jestem wielkim fanem drugiej części, którą ukończyłem kilka razy, i tam w przeciwieństwie do oryginału, rzeczywiście była swoboda działań (a nie jedna zaplanowana tak naprawdę przez twórców droga do celu...), pojawił się save w trakcie misji, pojawił się większy realizm (można było nosić przy sobie to, co rzeczywiście człowiek jest w stanie nosić, a więc nóż, broń krótką, broń długą, kilka granatów, ewentualnie jakaś apteczka), poprawione SI wrogów (choć tutaj z celnościa to przegięcie w drugą stronę). W drugiej części poprawiono wszystko to, co cierpiało w oryginale.
Jednocześnie bardzo żałuję, że wspomniany już Origins niestety został chyba pogrzebany, zatem kontynuacja serii to jeden wielki znak zapytania...
Jak dla mnie jedynka byla fantastyczna i niczego jej nie brakowalo. No, moze ostatnich szlifow, kilku poprawek i pakietu dodatkowych misji. Byla zbyt specyficzna by mogla zadowolic szerokie grono odbiorcow. Wiekszosc po prostu wymiekala. Nic tak nie podnosi adrenaliny jak wysoka smiertelnosc i brak zapisu stanu gry :]
Wiek chyba minął od kiedy grałem w tą grę. Bardzo dobra pozycja. Jednak żadnego z opisanych tu problemów nie doświadczyłem. Celownik się nie wyświetlał w pirackiej wersji 1.0, wiem gdyż sam grałem w wersje ze stadionu, gra mi się tak spodobała że kupiłem wersje pudełkową i ta nie miała już żadnych problemów.
nie wiem skad te zachwyty. gra byla koszmarna. brak zapisywania stanu gry, kosmicznie wysoki poziom trudnosci i non stop odradzający sie wrogowie atakujący z tyłu, gdzie przed chwila wszystko wyczyscilem.
ukonczylem pierwszych 6 misji. potem skonczylem reszte na kodach i sie dziwilem jak ktos jest w stanie tą gre ukonczyc normalnie. tam na misjach byly setki wrogów, co chwila sie odradzajacych!!