nie mam obecnego peceta :-)
btw. łatwiej by mi było szukać tej przejściówki gdybym wiedział jak się nazywają te 2 typy wtyczek. Ktoś się orientuje?
Cześć. Wiadomo, że takich danych nie podaje się publicznie w internecie, ale Twoja zdolność kredytowa przy prowadzeniu działalności zależy od tego, od jakiego czasu prowadzisz tę działalność, na jakim poziomie są dochody, ile masz wkładu własnego i jaka jest kwota kredytu.
Popytaj, najlepiej mailowo, w kilku bankach o ich wymagania do kredytu mieszkaniowego w przypadku dochodu z działalności (polityka kredytowa banku jasno określa np. ile czasu musisz prowadzić działalność żeby bank mógł Ci udzielić kredytu).
Jeśli obawiasz się o swoją zdolność kredytową, to dobrze by było podjąć jakieś działania na rzecz jej poprawy. Weź coś taniego na kilka rat i spłać wszystko w terminie - albo weź sobie kartę kredytową z małym limitem, korzystaj z niej przy zakupach jednocześnie odkładając sobie wydane nią kwoty - i spłacaj tuż po otrzymaniu wyciągu. Koszty praktycznie żadne, a dodatkowe punkty w BIKu mogą okazać się nieocenione nie tylko przy podejmowaniu przez bank decyzji o przyznaniu (bądź nie) kredytu, ale także przy określaniu poziomu jego kosztów (im lepsza historia kredytowa, tym mniejsze ryzyko dla banku i lepsze warunki dla Ciebie)

Cześć. Potrzebuje odpalić starego peceta, żeby zgrać z dysku jakieś starocie. Niestety, padła mi karta graficzna i ostała się jedynie ta wbudowana. Niestety, wtyczki od monitora i karty nie współgrają ze sobą. Ze względu na to, że jestem w tych kwestiach totalnym laikiem, proszę o pomoc w ustaleniu jakiej przejściówki powinienem szukać, na zdjęciu wtyczka od monitora z lewej, od karty z prawej.
Chociaż pracuję dla innego banku, nie mogę nie polecić usług ING Banku Śląskiego. Konto otwierałem ponad dekadę temu, będąc nastolatkiem - i teraz posiadając konto pracownicze w mega fajnej ofercie w swoim banku, nie zrezygnowałem z usług ING, ba, wynagrodzenie nadal pobieram na ten rachunek (Konto Direct).
Ok, jeżeli komuś chce się bawić w moneybacki, premie, itp. - nie będzie to produkt idealny. Ale czytając listę wymagań autorki wątku - myślę, że byłabyś zadowolona
- darmowe otwarcie/prowadzenie rachunku
- opłata za kartę 7 zł, - brak opłaty jeśli dokonasz transakcji bezgotówkowych na min. 200 zł w miesiącu - imho, jeżeli robisz sporo zakupów przez internet, nie będzie to problemem aby opłaty uniknąć, szczególnie że w większości sklepów internetowych można płacić kartą
- [edit] darmowe wypłaty z wszystkich bankomatów w kraju
- bankowość internetowa, która przez 10 lat nie działała mi może ze 2 razy - i za każdym razem wiedziałem o tym wcześniej, bo były to planowe prace konserwacyjne
- mobilna aplikacja, która ma fajne funkcjonalności, np. widget wyświetlający stan rachunku bez konieczności logowania (tzn. logujesz się raz, ustalasz kwotę graniczną, np. 2000 zł, po wyjściu z aplikacji i uruchomieniu widgetu, widzisz pasek pokazujący ilościowo jaką część z tej kwoty granicznej (która nie jest wyświetlona) masz na rachunku), czyli jak czekasz na wypłatę, nie trzeba się co 10 minut logować ;)
- fajny poziom obsługi - ING jest w czołówkach wszelkiego rodzaju plebiscytów jeżeli chodzi o jakość usług i obsługi, tj. jakość usług jest taka, że nie musisz non-stop latać do oddziału/dzwonić do call center, ale jak już czegoś potrzebujesz, to jesteś obsługiwany sprawnie
- mnóstwo rzeczy da się załatwić przez internet/telefon. Otwarcie konta oszczędnościowego - wystarczy parę kliknięć. Aplikacja o kartę kredytową - wystarczy telefon. Ułatwia to życie, szczególnie jak nie masz oddziału koło domu
- smart saver - polecam osobom takim jak ja, czyli mającym problem z oszczędzaniem a jednocześnie wydającym sporo płacąc kartą. Konto oszczędnościowe które jest zasilane z konta głównego po zaksięgowaniu płatności kartą - sama wybierasz, czy kwota transakcji ma być zaokrąglona do 5 czy do 10 zł (czyli. np. płacisz 12,90 zł za fajki, po zaksięgowaniu system przenosi Ci na konto oszczędnościowe 2,10zł lub 7,10zł) albo czy ma być przelewany określony procent transakcji. Ja w miesiąc uzbierałem, nawet nie będąc tego świadomym, 120 zł.
Ogólnie rzecz biorąc - polecam.
[edit]
Stra Moldas - hehe, nie wiem czemu ale zakodowałem sobie że autor to facet, sorry Megera, już zmieniłem :-) dzięki za czujność. btw. może komuś innemu się przyda rekomendacja
Może niedługo doczekamy się czasów kiedy lektor nie będzie psuł przyjemności oglądania a filmy w tv będą w wersji orginalnej + napisy...
Mirencjum - > Po raz kolejny zapytam: co w takim razie proponujesz?
Zakażmy zatrudniać na umowy zlecenie, o dzieło i agencyjne i wprowadźmy obowiązek zatrudniania na umowę o pracę (najlepiej od razu na czas nieokreślony) ?
Nakażmy bankom udzielać niskooprocentowanych kredytów wszystkim, bez względu na ratingi ryzyka kredytowego?
Ok, brzmi fajnie, ale odpowiedz mi kto za to zapłaci? Bo chłopski rozum podpowiada, że żeby jednemu dać, trzeba drugiemu zabrać, nie? Czekam na Twoje propozycje.
Raziel - > otóż nie. Ja po prostu wyśmiewam właśnie teorie zamachu, bo właśnie spora część społeczeństwa oraz tzw. ekspertów ideologicznych otwarcie mówi o "zamachu smoleńskim". I czasem czuję się źle wyśmiewając tych ludzi, dla których kwestia smoleńska stała się tak bardzo ideologiczna, że wręcz religijna - uważam, że wszystkim tym ludziom którzy stracili bliskich w tej katastrofie powinno się zapewnić wsparcie psychologiczne i nie mówię tego złośliwie, ale z troską. Z drugiej jednak strony jestem (i nie tylko ja, ale inna, także spora część społeczeństwa) poważnie zmęczony ciągłym nadawaniem tej sprawie charakteru politycznego i przez pewne środowiska używane do walki politycznej - a co gorsza, stawiania tej sprawy ponad sprawami, które dla tego kraju i ludzi w nim mieszkających mają fundamentalne znaczenie. Tak więc szkoda mi ludzi którzy "czekają na prawdę" - ja czekam na zmiany gospodarcze w tym kraju od których zależy moja przyszłość i jako aktywny wyborca tego wymagam od moich polityków - a nie ciągłego rozpamiętywania i obarczania innych winą, tylko po, by politycznie coś ugrać.
I nie imputuj mi proszę, że mnie 'nastawiono', bo taki argument jest wręcz śmieszny i niestety nadużywany przez bliską Tobie linię ideologiczną. Czasem odnoszę wrażenie, że po prawej stronie to sami depozytariusze prawdy, bo gdzie tylko wyrazisz inny pogląd niż ich, to zaraz słyszysz, że jesteś sterowany przez kłamliwą Wybiórczą, itp.. Gratuluję samopoczucia i mniemania o sobie.
Raziel - > jaki "ochronny" i jak to po co? Wiadomo że to przeca ruscy Tupolewa zestrzelili bombo próżniowo, niedługo pewnie i sam Jarosław wyruszy drogą lotniczą odwiedzić miejsce zamachu na życie brata i wtedy się okaże po ruskim rakiety. Ja proponuję powołanie komisji śledczej z Macierewiczem na czele który zbada okoliczności planowanego zamachu.
Tak jeszcze mi się przypomniało w temacie wiejskich wesel -
http://www.youtube.com/watch?v=1mvc0CiL9bk&feature=results_video&playnext=1&list=PL37C937877860301F
Naprawdę polecam obejrzenie, typowa młoda para z wichury i tradycyjne, polskie wesele + powiew świeżości w postaci własnego teledysku zamiast tradycyjnej "kasety. Obejrzeć najlepiej do końca, bo do końca trzyma "poziom".
Jak to ujął mój znajomy - granica żenady została przesunięta o jeszcze troszkę w stronę nieskończoności :D
[edit] Koleżka w fioletowej koszuli jest moim tanecznym idolem :)
Mutant z Krainy OZ - > hehe, typowo ;) pójście na wesele w wieku np. 17 lat z rodzicami to wyjątkowo słaba opcja ;)
Bullzeye_NEO - > przykład: wesele mojego brata. Chłopak wyjątkowo gardzi biesiadą i zabawami typu pompowanie balona dupą, więc umawiając się z DJem jasno zaznaczył. Żadnych hitów typu "teściowo, teściowo, ty stary rowerze" i żadnych wiejskich zabaw. Krótko i na temat. Wiadomo, że zorganizujesz wesele, nie wiem, z muzyką klasyczną, to raczej goście się nie będą bawić, ale skoro Ty jesteś organizatorem wesela, to Ty wyznaczasz zasady. A z drugiej strony - o 2 w nocy to już naprawdę nie ma dla mnie znaczenia co grają, bylebym miał się z kim bawić ;))))
_MaZZeo - > czytając Twoje posty od wielu lat zawsze się zastanawiam, czy jest temat w którym byś nie narzekał? Bo mam wrażenie, że jakby ktoś stworzył wątek "Rozdaję po 100zł każdemu" to Ty byś odpowiedział, że słabo, bo nie 150zł i w ogóle wiocha, obciach i Ciebie to nie jara. Ogarnij się chłopie i ciesz się życiem, bo inaczej na starość zmarszczek dostaniesz od tego ciągłego krzywienia się na wszystko :D
Tandetna muzyka, wieś tańczy i śpiewa, tania wódka i tanie żarcie, itp.
Czyli jak rozumiem dobrym weselem byłoby dla was takie, gdzie z głośników sączy się delikatny smooth-jazz, goście zabawiają się rozmowami na tematy kulturalne, w kieliszkach Cabernet Sauvignon koniecznie z jakiegoś legendarnego rocznika - no i catering z Atelier Amaro? :D
Nie chcę nikomu narzucać gustów, ale wydaje mi się że część z was naprawdę dawno nie była na weselu albo chadza na wesela jeno do rodziny w świętokrzyskiem. Naprawdę, większość ludzi już dawno zrezygnowała z chamskiej biesiady granej na okrągło - wiadomo, zawsze jakiś znany numer poleci; co do zabaw, to na wszystkich weselach na ktorych ostatnimi czasy byłem poziom tych zabaw był naprawdę ok. A jeśli chodzi o alkohol i jedzenie - tania i ciepła wódka? Współczuję rodziny/znajomych. Nigdy się nie spotkałem.
ZgReDeK - > nie jestem rzecznikiem Lutza, ale chyba chodzi mu o to, że ~600 zł to "trochę" mało jak na marynarkę szytą na miarę. Jeżeli do tego dodasz fakt, że Deton szuka czegoś do dżinsów i t-shirta, to chyba sam przyznasz że Twoja propozycja brzmi trochę śmiesznie, nie? :)
Mirencjum - > mam do Ciebie pytanie. Od dłuższego czasu regularnie czytuję wątki zakładane przez Ciebie i zazwyczaj wyglądają one podobnie: link do artykułu z serwisu informacyjnego traktującego o problemach społeczno-gospodarczych najczęściej najbiedniejszych warstw społeczeństwa. Do tego parę cytatów lub pytań. Pomimo tego, że problemy naświetlane przez Ciebie są zazwyczaj społecznie ważne, to brakuje mi jednej rzeczy. Co proponujesz w zamian? Może nie abstrahujmy i skupmy się na tym wątku. Zakładasz wątek, potem odpowiadasz na parę zaczepek i przytaczasz jeszcze parę faktów. A gdzie Twoja propozycja rozwiązania problemu?
Niezbyt komfortowo się czuję pouczając kogoś sporo starszego ode mnie w kwestii dobrych manier, ale to co uprawiasz na tym forum, to najłagodniej mówiąc krytykanctwo. Krytykanctwo pozbawione jakiejkolwiek konstruktywności, za to naładowane rozgoryczeniem i wiecznym narzekaniem. Wiesz, do Twoich poglądów zdołałem się już przyzwyczaić (choć nadal potrafisz zadziwić radykalizmem), ale do stylu w jakim je przedstawiasz - nigdy chyba nie zdołam.
Dlatego nie dziw się, że Twoja ksywka przy tytule wątku na stronie głównej jest dla forumowych piesków niczym ten dzwonek i wywołuje nawałnicę mniej lub bardziej śmiesznych żartów zawierających obowiązkowo takie słowa jak "krawaciarz" czy "komuch", a teraz jeszcze pojawiają się głosy o banowaniu. Ja tam nie chcę żeby Cię banowano, bo regulaminu nie łamiesz, ale uświadom sobie, że to forum dyskusyjne, więc z założenia się tu dyskutuje, a Ty co najwyżej siejesz ferment. Albo trollujesz i masz przy tym gruby ubaw - jeżeli tak jest, to gratuluję, osiągnąłeś poziom krajowej czołówki w trollingu - jeśli nie, to po prostu zacznij dyskutować na poziomie, Mirek.
No tak, ale wolę być w plecy tą dyszkę różnicy, bo w kwietniu cena rośnie z 40 do 50 zł, niż całą kwotę jeśli okaże się że pracodawca już mi zaplanował czas na 15 kwietnia ;)
btw. też słyszałem dużo pozytywnych opinii, choćby cena jest fajna - w porównaniu do np. Silesia Eco Run, gdzie biegniesz trzy pętle po parku, a płacisz tyle co za półmaraton przez całe miasto. Jedynym minusem jest to, że w tym roku ze względu na roboty drogowe jest delikatnie zmieniona trasa, więc nie będzie atestu, czyli gdybyś huknął rekord Polski, to niestety nie będzie on uznany :)))
Baterię zmieniłem miesiąc temu, ale jest to bateria kupiona na Allegro, więc może tu jest problem, bo oprócz pulsu ponad 200 czasem w ogóle nie pokazuje pomiaru.
A na Dąbrowę się zapisałem, już dawno zresztą, ale jeszcze nie zapłaciłem. I chyba się wstrzymam do deadline'u (czyli do 6 kwietnia), bo od 2 kwietnia zaczynam nową pracę i boję się, że mi mogą wyskoczyć z jakimś weekendowym szkoleniem, itd. Mam nadzieję oczywiście że pobiegnę, chociaż cudów nie oczekuję. 1:50 to chyba maksimum moich możliwości na ten moment. A Ty biegniesz?
Mój pulsometr coś świruje ostatnio. Wczoraj i dzisiaj biegłem tą samą pętlę i różnych dziwnych miejscach o płaskim profilu pulsometr nagle zaczął mi pokazywać tętno ~230. Dla porównania - biegnąc tym samym tempem pod górkę mam ~170, a na ostatnich 300 metrach kiedy biegnę na powiedzmy 80% możliwości - tętno dobija do 185. Cholera, już kiedyś coś takiego miałem, myślałem że może to coś z sercem, ale ostatnio robiłem ekg i wyniki miałem wręcz idealne. Jak myślicie, to wina pulsometru? Btw. gdzieś ostatnio czytałem opinię lekarza, który trochę naśmiewał się z biegaczy biorących wynik pulsometru za jedyną wskazówkę treningową, podając przy tym ok. 10 czynników (oprócz intensywności biegu) które mogą mieć wpływ na tętno, czyli np. warunki pogodowe, zjedzone posiłki w ciągu dnia, słuchana muzyka czy choćby ładne dziewczyny spacerujące po parku ;)
Co do biegania po parkach - ja sobie chwalę. Wiadomo, gdybym miał pod ręką las albo pola, to biegałbym tam, ale tylko ze względu na brak wiatru (las) i miękką nawierzchnię. Ludzie w parkach mi nie przeszkadzają, chociaż nie powiem ostatnio miałem pewien dylemat - wybrałem się pobiegać w wyjątkowo ładne, niedzielne popołudnie, więc ludzi w parku multum i o dziwo - wszyscy chodzą grzecznie białą częścią chodnika zostawiając ścieżkę rowerową pustą, więc chcąc nie chcąc - wyprzedzając musiałem wbiegać na ścieżkę rowerową - i tu zacząłem się zastanawiać, czy rowerzyści byliby bardzo obrażeni, gdybym tak sobie zamiast tego ciągłego omijania spacerowiczów, zaczął biec ścieżką rowerową cały czas, oczywiście grzecznie po prawej stronie :) Taki sam dylemat miałem kiedyś jadąc na rolkach - jechać zatłoczoną ścieżką dla pieszych z obawą że zrobię sobie i komuś krzywdę, czy o wiele mniej uczęszczaną ścieżką rowerową, oczywiście ze świadomością że jestem tam gościem.
btw. dodałem do imienia i nazwiska na Endomondo trzy litery ksywki, więc mam nadzieję, że teraz nikt nie będzie miał problemów z odgadnięciem 'który to jest gofer' ;))
vit123 - > dłużnik Ci się nie śmieje w twarz, tylko stara cieszyć się życiem, pomimo piekła, jakie mu krawaciarze Twojego pokroju zgotowali. Jak Cię stać żeby pożyczać, to znaczy że masz za dużo, jak on musi pożyczać, to znaczy że ma za mało, więc jak Ci nie oddaje, to znaczy że sprawiedliwie. Każdy przecież powinien mieć tyle samo!
Snakepit - > a dlaczego wywołuje to u Ciebie agresję? Bo ktoś nie ma nadwagi od wiecznego siedzenia przed monitorem i może założyć coś, czego krój nie przypomina worka na kartofle. Zawsze mnie zadziwia poziom hejtingu na tym forum jeżeli tylko powstanie wątek o ubraniach/modzie męskiej. Przykładowo - pamiętam kilka wątków o 1) torbach na ramię 2) płaszczach z Zary 3) jasnych garniturach etc. etc. - i w każdym z takich wątków musi się znaleźć "prawdziwy mężczyzna" który napisze że to dla pedałków, maminsynków, kobiet, etc. Wprowadziłbym taką zasadę - hejtujesz coś takiego na internecie? Wrzuć zdjęcie ze swoją 'stylówką'. I pewnie okazałoby się, że właśnie ci forumow "prawdziwi mężczyźni" to goście, którzy np. noszą w zimie kurtkę narciarską, plecak i treki do garnituru, gorącym latem ten garnitur oczywiście jest czarny, bo inny jest pedalski, krawat do połowy brzucha, krótka rękaw do tego krawata i zapięta marynarka jak siedzi. A na codzień np. koszula, oczywiście rozmiar większa, bo slim fit to pedalstwo - i nie włożona do spodni, bo to też pedalstwo i poza tym gruby brzuch by było widać. Spodnie - bufiaste szarawary, bo cokolwiek lepiej skrojonego i węższego, to dla maminsynków (skąd btw. bierze się tok rozumowania: wąskie spodnie = maminsynek????)
Rozumiem to, że starsze, bardziej doświadczone jednostki czują odpowiedzialność za jednostki młode i tym legitymizują swoje prawo do decydowania o tym, co dla młodych jest lepsze, ale moim zdaniem gdzieś tym starszym umknęło, że np. uczniowie liceów to już nie takie dzieci i mają już (może nie wszyscy, ale część) jakiś plan na własne życie, niekoniecznie wg wzoru narzucanego przez starszych.
Rozumiem także, że mając w pamięci doświadczenia z ograniczeniem dostępu do prawdziwej historii narodu, starsze pokolenia są szczególnie wyczulone na próby ingerowania w proces nauczania historii, ale moim zdaniem część z nich, w szczególności polityków, utraciło (bądź nigdy go nie miało) kontakt z rzeczywistością.
Przy całej mojej sympatii i szacunku do historii, uznaniu dla jej roli, uważam że ranga jaką jej nauczaniu przypisują prawicowi politycy oraz bogoojczyźniane tony w jakich jest obecnie nauczana, są grubo przesadzone. Nawet najlepsza znajomość historii nie zapewni młodemu pokoleniu życia na dobrym poziomie materialnym, czyli tego, co najtrudniej jest dziś młodym osiągnąć. Wiem, że to zabrzmi bezdusznie dla tych, dla których miłość do ojczyzny jest na pierwszym miejscu, ale mnie i mojemu pokoleniu ta miłość której prawica chce nauczać na lekcjach historii, nie kupi mieszkania, nie znajdzie pracy na uczciwą umowę i za uczciwe pieniądze, etc.
Więc zanim dziadki zaczną kolejną wojnę o to, co jest najważniejsze dla młodych, niech może zapytają ich o zdanie. Ale pewnie tego nie zrobią, bo mogłoby się okazać, że młodzi ludzie nie chcą godzinami wysłuchiwać i zaczytywać się w historiach o bohaterstwie i męczeństwie przodków, ale wolą nauczyć się jak założyć działalność gospodarczą, jak korzystać z usług bankowych, jak rozliczyć się z fiskusem, jak dostać dotację z UE, jak napisać dobre CV i list motywacyjny. W moim liceum te sprawy były traktowane po łebkach lub w ogóle ich nie było i gdyby nie fakt, że uczyłem się tego wszystkiego poza szkołą, to dziś pewnie byłbym na wiele gorszej pozycji. Natomiast wiedza historyczna, której tak wiele przekazano mi w trakcie liceum...cóż, przydaje się jak oglądam Milionerów.
Ale przecież jak się ma poselską dietkę albo etat profesora i czas wolny spędza się nie na poszukiwaniu lepszej roboty albo próbach desperackiego wiązania końca z końcem i pójścia "na swoje" jeszcze przed 30,- lecz na czytaniu gazetki i dywagacjach "co jest lepsze dla innych", to świat wygląda inaczej.
[9] i znowu się zaczyna ofensywa "prawdziwych mężczyzn". Spodnie od garnituru też masz poszerzane u dołu?
michalek - > myślę, że za 30-40zł sprzedawcy zgodzą się puścić te spodenki, bo w pierwszym przypadku to są naprawdę krótkie szorty, czyli model niezbyt popularny, a w drugim przypadku spodenki mają skazę, więc też sprzedawca nie ma co szaleć. Natomiast jeżeli chodzi o to, czy są to spodenki lekko za kolano czy do połowy golenia, polecam wzięcie miarki krawieckiej, zmierz sobie nogę, porównaj z wymiarem podanym na aukcji i wszystko będziesz wiedział.
el.kocyk - > ja nie biegałem, ale odradzam bieganie w tym samym dniu. Donacja krwi to strata kilku tysięcy kalorii, daj organizmowi chociaż z dzień by odpocząć :))
a jak już jesteśmy w tematach okołomedycznych, to tylko się pożalę, że obdzwoniłem poradnie rehabilitacyjne w okolicy w związku ze skierowaniem jakie dostałem od ortopedy i wszędzie słyszę, że mam dzwonić pod koniec czerwca, bo dopiero wtedy będą wolne terminy na drugie półrocze :/
Kłosiu - > jak widziałem w parku dziecko obierające banana ze skórki, to poważnie myślałem czy by mu go nie zabrać, ale podejrzewam że nawet jakbym to zrobił, to nie miałbym siły uciekać albo bronić się przed tatusiem dzieciaka ;)
Ten sezon jest dla mnie pechowy. Najpierw biodro, już wam pisałem wcześniej - jestem już po zdjęciach i 2 wizytach u ortopedy, zdiagnozowane zostało zmniejszenie przestrzeni międzykręgowej w kręgosłupie lędźwiowym, co skutkuje bólem od kręgosłupa po biodro, a czasem nawet udo i niżej :( No cóż, biorę leki które pomagają, mam skierowanie na rehabilitację, jakoś to będzie.
Natomiast w sobotę miałem najgorszy trening wszechczasów. Wybrałem się długie wybieganie sobotnim przedpołudniem, planowana trasa przez piękny park, potem dookoła jeziorka, itp. - biegnę pierwszy kilometr, widzę billboard Decathlona i myślę sobie - hej, reklamują koszulkę w której właśnie biegnę - i nagle leżę na chodniku. Potknąłem się o nierówną płytkę chodnikową, już drugi raz w tym sezonie zresztą. Za pierwszym razem nic mi się nie stało, tym razem huknąłem kolanami o beton. Malutkie kamyczki zostały pod skórą dłoni, łokieć obtarty, kolana krwawią - pomyślałem, ok, mam wodę, przemyję sobie te kolana i biegnę dalej, co też zrobiłem. Mijani po drodze ludzie trochę się dziwnie patrzyli na krwawiącego biegacza, ale nie zwracałem na to większej uwagi :) I ok. 18 kilometra zaczął się problem. Ogólnie zrobiłem błąd, jakbym poszedł biegać pierwszy raz w życiu, mianowicie zjadłem omlet z tuńczykiem na śniadanie o 8:30, potem nie jadłem nic, a biegać poszedłem przed 12. I po 1:40 muzykę w słuchawkach zaczęło zagłuszać ciągłe burczenie brzucha. Panowie, miałem w swojej "karierze" wiele momentów, kiedy nie chciało mi się już biec, ale jakoś się motywowałem żeby dokończyć trening, lecz tym razem było inaczej. To już nie była kwestia motywacji - jeżeli ktoś z was się kiedykolwiek zastanawiał jak się "czuje" samochód któremu skończyła się benzyna - polecam powtórzyć mój wyczyn. 2 godziny biegu na zegarku, walczę sam ze sobą już dobrych parę minut - i w końcu się poddałem. Usiadłem na ławce w parku i autentycznie nie miałem siły, żeby ruszyć ręką, a do domu daleko, ba, nawet jeszcze nie byłem w swoim mieście tylko w Dąbrowie Górniczej, a telefonu wyjątkowo nie zabrałem ze sobą. Po 10 minutach zebrałem się do walki, przetruchtałem ze 2 kilometry (tempo na oko ~7min/km, tętno - 160-170), zrobiłem kolejną 10minutową przerwę, przedostatni kilometr przetruchtałem, a ostatni przeszedłem, choć lepiej by pasowało określenie "dowlokłem się". Nigdy chyba się jeszcze tak nie cieszyłem z powrotu do domu, zjadłem dwie ogromne pełnoziarniste bułki z masłem orzechowym/dżemem/miodem i wypiłem na raz cały izotonik - i dopiero wtedy poczułem się nie jak zwłoki, tylko jak głodny człowiek. Prysznic, obiad i spać. NIGDY WIĘCEJ!!!!
Oczywiście kiedy "rozgrzanie mięśni" oraz hormony przeszły, przypomniało o sobie kolano. Niby mogę chodzić, nawet raz podbiegłem na autobus, ale wystarczy że siedząc krzywo postawię nogę - i od razu jest ból. Cholera, zastanawiam się teraz czy jest sens startować w półmaratonie 15 kwietnia, bo na początku przygotowań (w styczniu) planowałem sobie ~1:40, teraz nie wiem czy ~1:55 jest dla mnie realne, bo to już druga przerwa w treningach, poza tym nie wiem kiedy to kolano przestanie boleć, a start już za 3 tygodnie... Sport to zdrowie!! :(
Ktoś skrytykował porównywanie Polski z krajami zachodnimi, więc może ja opiszę jak to wygląda za wschodnią granicą. Mieszkałem parę miesięcy we Lwowie, gdzie kultura picia jest zbliżona do naszej, a nawet bym powiedział - że pije się więcej. Obowiązuje zakaz sprzedaży alkoholu po 22. W praktyce wygląda to tak - wiadomo, że trafiają się sklepikarze który zakaz respektują. Natomiast w 90% przypadków gdy próbowałem kupić alkohol po 22 nie spotykałem żadnych problemów. Pytałem znajomych Ukraińców - jak to możliwe? Odpowiedź jest prosta - zysk ze sprzedaży jest tak duży, że taniej jest dać ewentualnej kontroli w łapę. Do tego szybka selekcja wprawnej ekspedientki - skoro klient jest już mocno wstawiony albo np. jest obcokrajowcem to zapewne nie jest ewentualnym kontrolerem, więc można sprzedać - podejrzewam że problem można mieć jak się wygląda jak stereotypowy pan władza :)
Druga sprawa jest taka, że merostwo Lwowa planuje (mogę być nieaktualny, prawdopodobnie planowało) wprowadzić całkowity zakaz sprzedaży alkoholu wysokoprocentowego na terenie miasta. Co z entuzjazmem przyjęły duże sklepy typu Metro (tamtejsze Makro) znajdujące się tuż poza rogatkami miasta oraz mali producenci samogonu, jakich można znaleźć niemal w każdym bloku, a na wsiach - w co trzeciej chałupie jest aparat do destylacji.
Wniosek jest taki - pomimo pierwszego zakazu wszyscy piją jak pili, drugi, ewentualny zakaz też raczej niczego nie zmieni, poza tym, że uczciwi sklepikarze stracą klientów, polscy turyści będą robić zapasy w Medyce zamiast na Prospekcie Swobody, a mafia, bimbrownicy i markety pozamiejskie przyrobią extra groszy. No ale przecież władza wie, co dla nas najlepsze!
Mnie ostatnio oburzył jeden motyw związany z wodomierzami. Mieszkam w bloku, w którym jest podwójny system wodomierzy, tj. wodomierz w każdym mieszkaniu + wodomierz zbiorczy na cały blok. Od jakiegoś czasu zaczęła mnie interesować pojawiająca się w rachunkach nieduża, ale z miesiąca na miesiąc większa dopłata wynikająca z różnicy pomiędzy moim odczytem wodomierza a stanem wodomierza zbiorczego podzielonego przez liczbę mieszkań.
Rozmawiałem z gościem, który odpowiada za serwisowanie, itp.- i wyszło z tej rozmowy, że jak sobie w domu odkręcę kran tak, żeby tylko kapał, to indywidualny wodomierz w mieszkaniu tego nie wyłapie, natomiast stan wodomierza zbiorczego oczywiście wzrośnie. Efekt tego jest taki, że paru sukinsynów w bloku "kapie" sobie przez noc całe wanny, a koszt tej "oszczędności" jest dzielony równo między wszystkich. Dopłata niby mała, ale 1) z każdym miesiącem rośnie 2) ludzka pazerność nie zna granic, niestety...
Siema, widzę że wątek ostatnio rzadko uczęszczany, może mi się uda go ożywić :)
Moja dziewczyna robi badania do pracy magisterskiej i byłaby wam wszystkim bardzo wdzięczna, gdybyście mogli wypełnić kwestionariusz ankiety (panowie ojcowie) lub gdybyście mogły go podesłać swoim mężom/partnerom (panie matki). Oczywiście jakby ktoś był na tyle miły i rozkolportował wśród znajomych tatusiów - było by ekstra :)
http://www.ankietka.pl/ankieta/79654/zmiany-w-roli-ojca-postawy-mlodych-ojcow-wobec-ojcostwa.html
Oczywiście jeżeli ktoś sobie życzy, jak tylko będą wyniki badań, możemy je wam przesłać na maila. Z góry dzięki!
Gdzieś widziałem wyniki badań przeprowadzonych w restauracjach, które dowodzą, że w Europie przeciętna średnica talerza w restauracji jest o parę cm mniejsza niż w USA, tyczy się to również restauracji sieciowych - a co za tym idzie - większe są też serwowane porcje. Moim zdaniem wynika to po pierwsze z kwestii marketingowych,- w Stanach fast-foodowych sieciówek jest mnóstwo, ciężko tu o walkę na jakość, bo targetowy klient nie bardzo wymagający - poszli więc do walki na ilość. I tak w Polsce w McD najmniejszy napój to 0,25 lub 0,33 ml, w USA - 0,5.
Druga sprawa to imho czynnik kulturowy. Amerykanie nie od dziś mają lekkiego hopla na punkcie wielkości, spójrzcie chociaż na przemysł samochodowy. Przez lata Japończycy i Europejczycy preferowali raczej mniejsze auta, podczas gdy w Stanach standardem był wielki krążownik szos czy jak teraz SUV. Podobnie jest z jedzeniem, wielkość naprawdę ma dla nich znaczenie.
Lubie second-handy. Szczególnie jeśli chodzi o 1) podstawowe, klasyczne ubrania, np. ostatnio potrzebowałem czarny kardigan - rundka po sieciówkach, pff - zwykły, czarny rozpinany sweter - od 60 zł wzwyż. Wizyta w sh,- niemalże identyczny, bardzo dobry stan, 18 zł, dziękuję, dobranoc. 2) kosmiczne ciuchy jakich nie trafisz w żadnym innym sklepie. Ok, jeżeli ktoś się ubiera wg manekina z House albo Zary, to ten argument go nie przekona, ale ja np. rok temu trafiłem w sh genialną koszulę w czerwono-niebiesko-białą kratkę, z bardzo porządnego materiału i do tego z mankietem na spinki - za 8 zł.
Oczywiście bez przesady, nie jestem hipsterem żeby się ubierać tylko w second handach, nigdy bym tam też nie kupił bielizny czy butów, ale generalnie lubię te sklepy i cała ten hype że to wstyd tam kupować zalatuje mi typową gadką nowych dorobkiewiczów, co to już po 10 zł by się nie schylili na ulicy i nie odklejają hologramów z czapek.
[18] Śmiejcie się, śmiejcie. Ale ubogim rodziną nie jest do śmiechu.
[20] Dobrze w takim razie, że jestem bogaty rodziną, bo mam mamę, tatę i siostrę.
Hahahaha, Katane you made my day :D
Nie wytrzymałem i wyłączyłem po minucie. Nie mogę słuchać tej baby, narracja jakby czytała wstrząsający artykuł z Faktu.
jaro1980 - > Twoja wypowiedź o ortopedach nie nastroiła mnie zbyt optymistycznie, więc muszę przyznać, że jestem mile zaskoczony po wizycie u lekarza. Muszę zrobić RTG zarówno biodra jak i kręgosłupa, ale jego zdaniem na 90% to kręgosłup jest winny tego, że mnie boli. Spytałem go czy mogę w takim razie biegać i pływać, czy może zrobić sobie przerwę - i tu mnie zaskoczył. "Oczywiście że pan może, jak tylko pana w danym momencie nie boli, to oczywiście, tylko bez forsowania się, krótkie trasy. A pływanie to nawet panu pomoże, bo jeżeli to kręgosłup, to pływaniem pan tylko wzmacnia mięśnie, co odciąża pracę kręgosłupa". Tak więc dziś uczciwie przyznam, że pogoda przerosła moje chęci, ale jutro jak tylko przestanie padać deszcz ze śniegiem wybieram się biegać, choćby 3km tempem 7min/km - muszę, bo nie wytrzymam :))
snopek9 - > niech zgadnę - bluza była bawełniana? :) Jeśli tak, to z koszulką wszystko jest w porządku. Bo ten materiał działa w ten sposób, że przyspiesza parowanie potu - jeżeli więc pot nie miał gdzie wyparować, to wrócił na koszulkę...
A zmieniając temat - jestem na siebie tak wściekły, że nawet nie wiem jak to opisać. Tydzień temu poszedłem biegać mimo bólu w biodrze (który prawdę mówiąc pojawiał się i znikał od dłuższego czasu) - i to nie jakieś kilka, ale ponad 21 kilometrów, bo myślałem, że przejdzie "w trasie". Dwa dni prawie nie mogłem chodzić, pomagał trochę Naproxen, w każdym razie - minął tydzień bez treningów, przez cały czas w różnym natężeniu towarzyszy mi ból od części lędźwiowej kręgosłupa przez lewe biodro, pośladek i kość udową - i to taki, że utykam, a jak na próbę chcę przetruchtać 10 metrów, to po 2 krokach mi się odechciewa z bólu. Idę w poniedziałek do ortopedy, mam nadzieję, że to tylko jakieś nadwyrężenie i tydzień, dwa odpoczynku wystarczą. Bo jak nie, to mój półmaraton w połowie kwietnia stanie pod znakiem zapytania i to k***a na własne życzenie :((((
Ciężko jest ocenić obiektywie która sieć jest najlepsza, bo praktycznie każda z sieci ma dobrą ofertę - a która będzie najlepsza dla Ciebie, zależy od tego czy więcej dzwonisz czy smsujesz. Ja na przykład mam Orange One na kartę, wykupuję sobie pakiet 3 numerów (nie pamiętam ile tam jest minut, w każdym razie dużo, mnie wystarcza, kosztuje 6 zł), a od kiedy usunęli rzecz która mnie najbardziej wkurzała, czyli to, że np. doładowanie 25 zł było ważne 25 dni (teraz po wysłaniu darmowego smsa masz konto ważne rok) - jestem bardzo zadowolony i nie zamierzam w najbliższym czasie nic zmieniać. Minuta za 29 gr, sms 15 gr - więc naprawdę nie jest źle :)
osaa12 - > jeżeli chodzi o bardziej casualowe koszule, to polecam Reserved i Topsecret (ten drugi ma nawet niezły outlet online). No i możesz sprawdzić www.answear.com , podejrzewam że ceny Cię mogą zamurować, ale też jest outlet i można coś fajnego wyhaczyć :)
To czy coś jest na miejscu lub nie, zależy chyba od miejsca i kontekstu, nie? :)
Jeżeli jesteś uczniem gimnazjum, to koszula Wólczanki do jeansów w "dzień powszedni" będzie wyglądać co najmniej paradnie, ale jeżeli chcesz ją założyć do pracy, do porządnych jeansów - jak najbardziej.
Koszule wyglądają na spoko, zresztą Wólczanka jest w miarę na czasie jeśli chodzi o modę męską, weźmy choćby taliowanie. Tanie koszule z targu, w jakich wujkowie przychodzą na wesela (w opcji krótki rękaw do krawata rzecz jasna), nie są taliowane tylko proste,- czyli wczesne lata 90 i magiczny trick, który grubych pogrubia, a chudych jeszcze bardziej wyszczupla. W przypadku tych koszul jest o tyle fajnie, że nawet jeśli nie masz sylwetki typu odwrócony trójkąt (ale też nie masz ogromnego brzucha), to powinny korzystnie modelować sylwetkę i ze względu na zwężenie ku dołowi -dobrze leżeć przy włożeniu do spodni. Drogo nie jest, więc na Twoim miejscu bym brał:)
Na Twoim miejscu nie przejmowałbym się czy kasa wróci czy nie. Pomogłeś człowiekowi, o którym myślałeś że jest w potrzebie, chociaż mogłeś się odwrócić na pięcie - "puściłeś w świat" dobry uczynek, mam nadzieję, że on kiedyś do Ciebie wróci jak Ty będziesz potrzebował pomocy.
rvc - > skoro wiesz, czego się spodziewasz, to po co ten wątek? Każdy dobrze wie, że mądra dyskusja to tu nie wyniknie, ale w sumie rozumiem - niektórych bawi trollowanie innych online. Pozdrawiam.
http://www.decathlon.com.pl/PL/ekiden-50-199918271/
Chyba powinienem zostać ambasadorem tej marki :) ja w swoich przebiegłem ponad 600 km i nadal świetnie się trzymają. Moja subiektywna opinia jest taka, że nie ma lepszych butów na początek :) Nawet jeżeli po 10 treningach stwierdzisz, że bieganie nie jest dla Ciebie, to zostaniesz z parą naprawdę wygodnych butów i świadomością, że 65zł to naprawdę nieduże pieniądze. Buty są na uniwersalnym profilu, mają dobrą amortyzację i są bardzo lekkie. Więc jeżeli wkręcisz się w bieganie, to kilkaset kilometrów (średnia żywotność butów do biegania) zrobisz w parę miesięcy i wtedy kupisz sobie lepsze buty.
Natomiast co do samego kupowania butów - przez internet, to możesz kupić ew. taki sam model jaki już masz w domu. Kupowanie butów biegowych powinno być poprzedzone konsultacją z wykwalifikowanym sprzedawcą, badaniem stopy, techniki biegu, itp. Ale - przy pierwszych butach IMHO możesz to sobie odpuścić, bo technika biegu Ci się jeszcze zmieni, a buty np. w Sklepie Biegacza to wydatek już rzędu ok. 300zł. Dlatego polecam choćby te Eikideny 50 - ale nie przez internet. Idź do sklepu wieczorem, kiedy stopa jest największa, w skarpetkach w jakich będziesz zazwyczaj biegał - i but musi być lekko luźny w palcach, inaczej będziesz miał problemy ze schodzącymi paznokciami.
btw. napięcie mięśni i ścięgien po treningu jest normalne, dlatego nie zapominaj o kilku ćwiczeniach rozciągających po biegu.
el.kocyk - > racja, ale przy krótszych biegach (przynajmniej u mnie) włącza się element rywalizacji i jakoś udaje mi się wykrzesać trochę sił na to, żeby jeszcze kogoś wyprzedzać na finiszu. Co do długich biegów to nie chcę się wypowiadać, bo w kwietniu będę debiutował w półmaratonie, ale np. mój znajomy opowiadał, że swojego pierwszego maratonu prawdopodobnie by nie ukończył, gdyby nie inny, poznany na trasie biegacz, który tak jak on przeliczył się i "odpadł" z grupy pacemakera. Ukończyli bieg we dwóch, nawzajem się motywując i nie pozwalając sobie się poddać na krytycznych kilometrach. Wiem, że takie coś się nie dzieje co bieg; ja sam tu nie chcę klepać bajek bo nie jestem super doświadczonym zawodnikiem, ale z własnego doświadczenia wiem, że wiele razy bym odpuścił (czy to zwalniając, czy w ogóle schodząc) gdyby nie to, że biegłem właśnie w zawodach/przygotowywałem się do zawodów.
Scortch - > co do żywienia, mam dwie wiadomości :) Jedna jest taka, że niestety będziesz musiał się zapoznać z terminami typu biało, węglowodany, tłuszcze, itp. i ich rolą przy wysiłku fizycznym. Druga jest natomiast taka, że jest to stosunkowo łatwy do ogarnięcia temat, szczególnie, że mnóstwo jest w necie artykułów traktujących o tym temacie napisanych przystępnym językiem. Do tego dodaj lekturę tabelki zawartości B,W i T oraz kaloryczności przed włożeniem produktu do koszyka w sklepie :)
http://bieganie.pl/index.php?cat=27
http://runners-world.pl/dieta/index.php
A propos zawodów - wiadomo, nic na siłę, ale... Na początku przygody z bieganiem masz mnóstwo motywacji, która potem gdzieś znika, szczególnie gdy zimno jest i śniegu po kolana. Jak masz cel który możesz zrealizować na treningu, zawsze masz wymówkę, że zrobisz ten trening za tydzień. Zawodów natomiast nikt nie przeniesie dlatego, że Tobie się nie chciało. Wiesz, chyba nikt normalny nie zaczyna biegać z myślą o zawodach, ale wbrew pozorom to jest całkiem fajna sprawa. Ja na przykład długi czas nie mogłem zmobilizować brata do regularnego biegania - aż w końcu nakłoniłem go do wzięcia udziału w biegu na 4,5 km w raczej piknikowej atmosferze. Zajął miejsce w ostatniej dziesiątce, ale zmotywowany jest jak nigdy :) Zapisując się na bieg masz 1) realny, określony w czasie cel 2) dodatkową motywację do treningu 3) okazję do poznania fajnych ludzi na trasie biegu lub przed/po nim 4) okazję do zobaczenia jak wygląda profesjonalna rozgrzewka e) najważniejsze - i tu każdy kto biegł w zawodach mi przyzna rację - nigdy nie zrobisz takiego czasu w pojedynku Ty-stoper, jak mógłbyś zrobić na zawodach. To już nie chodzi o wolontariuszy czy izotoniki na trasie, ale o pacemakerów i innych biegaczy, którzy będą Cię gonić lub Ci uciekać motywując do jeszcze większego wysiłku - co zaowocuje jeszcze lepszym czasem :)
Z całym szacunkiem do pana Wałęsy - ale chyba jego najbliżsi powinni pomyśleć o tzw "interwencji" w kwestii jego uzależnienia od internetu i wręcz obsesyjnego przymusu robienia sobie fotki w każdym miejscu i natychmiastowym publikowaniu jej na blipie.
Skutki takich decyzji można zaobserwować na przykładzie obecnej sytuacji prawnej dotyczącej posiadania marihuany.
- spożycie zamiast maleć - rośnie
- państwo zamiast zarabiać - traci na walce z nielegalną dystrybucją i fundowaniu pobytu w więzieniu drobnym dilerkom
- jakość sprzedawanego nielegalnie towaru pozostawia mnóstwo do życzenia, nie wspominając o tym, że nierzadko stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia
- już sam proces zakupu w nielegalnym źródle wymusza kontakt nabywcy z elementem kryminalnym
el.kocyk - > generalnie przyjmuje się, że zapasy glikogenu gromadzone przez organizm przy normalnej diecie, wystarczają na ok. 2 godziny biegu średniej intensywności. Wiadomo że nie jest to jakimś prawem obowiązującym wszystkie organizmy. Więc wcale mnie nie dziwi, że nie potrzebujesz jedzenie przy dłuższych biegach, bo po to się robi wybiegania, żeby nauczyć organizm rozsądniej gospodarować energią. Też przez jakiś czas nie jadłem nic podczas biegów, ale z racji tego że moje trasy obfitują w podbiegi - kończąc 1,5 godzinny trening czuję się jakbym tydzień nie jadł :) Dlatego też na dłuższe wybiegania zabieram ze sobą jakieś węgle,- żelki energetyczne albo choćby trochę cukru (mam w kryształach, więc jest poręcznie). Czasem w ogóle z tego nie korzystam, czasem mam wrażenie, że ratuje mi to życie :) Kwestia indywidualna, wiele takich w bieganiu.
[edit]
Tak sobie teraz doczytałem co piszesz o Tabacie - kiedyś mnie korciło, żeby spróbować tego treningu, ale znajomy sprinter mnie skutecznie z tego "wyleczył". Opowiedział mi jak ich klubowy trener postanowił wprowadzić protokół Tabaty do ich treningu. Nie muszę chyba dodawać, że pod okiem trenera nie ma biegania na pół gwizdka. Efekt był taki, że na mecie stało wiaderko, z którego większość (mistrzowie Polski juniorów, itp.) skorzystała - i ogólnie nie mieli już więcej ochoty na bieganie :) Co nie zmienia faktu, że skuteczniejsze to niż zwykłe interwały :)
Jakbyś się uparł, to odpowiedzi na wszystkie pytania znajdziesz albo w tym wątku, albo w poprzednich częściach, ale co mi tam ;)
1. Przy odpowiednim odżywianiu (czyli mała dawka węglowodanów zaraz po wysiłku, zbilansowany posiłek białkowo-węglowodanowy ok. godziny po treningu) Twoja masa zacznie się zmieniać,- w zależności od intensywności treningów będziesz tracił lub przybierał na wadze: generalnie będziesz tracić tkankę tłuszczową i zyskiwać więcej mięśni (które są cięższe niż tłuszcz, stąd może się zdarzyć, że wszyscy będą Ci mówić że schudłeś, a tak naprawdę przytyjesz)
2. Oczywiście, że bieganie wyrabia sylwetkę, trzeba jednak pamiętać o tym, żeby biegać w dobrych butach (dobrych nie oznacza drogich) i dbać o prawidłową postawę w trakcie biegu. Przy dużym wysiłku, szczególnie na podbiegach mamy tendencję do garbienia się, co poza tym, że jest ogólnie niekorzystne dla sylwetki, skraca też krok, zmniejszając ergonomię biegu, czyli musisz włożyć więcej wysiłku w przebiegnięcie danego dystansu niż biegacz z wyprostowanymi plecami. Gdzieś czytałem wywiad z fizjoterapeutą, który wyliczył, że lekkie tylko zgarbienie powoduje skrócenie kroku o 2cm, co w przypadku maratonu daje ponad 6 minut różnicy, a to już robi wrażenie. Tak więc plecy proste, a ręce mają Ci pomagać w biegu, a nie przeszkadzać, więc unikaj typowego dla początkujących biegaczy biegania na tzw. "boksera" - tak jakbyś trzymał gardę.
3. Zależy co rozumiesz przez "miał sens". Z Twojej wypowiedzi wynika, że kolega chce zrzucić masę a Ty nie jesteś otyły ani nic podobnego, więc ciężko mi określić co tak naprawdę chcesz osiągnąć. Przy zrzucaniu tkanki tłuszczowej kluczowe wydają się dwa elementy. Po pierwsze - biegając każdy trening tą samą intensywnością, przyzwyczajasz organizm do tego samego wysiłku,- krótko mówiąc - dostosowujesz się. Skutkiem czego spalanie kalorii staje się za każdym razem mniejsze. Druga sprawa - naukowcy wciąż nie mogą się pogodzić w kwestii - jaki trening spala tłuszcz najlepiej? Stara szkoła mówi o tym, że spalanie zaczyna się po pół godziny spokojnego treningu na niskiej intensywności, nowa szkoła dowodzi, że biegi interwałowe, czyli ze zmienną intensywnością są skuteczniejsze. Dlatego też najlepszym rozwiązaniem wydaje mi się wprowadzenie różnych typów treningu do swojego tygodniowego planu. Sporo planów treningowych zakłada 3 podstawowe typy treningów: -interwały, czyli naprzemienne bieganie na największej intensywności i truchtem, -biegi tempowe, czyli zakładające zmianę tempa w trakcie dłuższego biegu, albo naprzemiennie, albo z narastającą intensywnością, -wybiegania, czyli długie biegi na niskiej intensywności. Stosując wszystkie z tych treningów poprawisz swoją wydolność, szybkość, siłę biegową - a przy okazji zamienisz trochę tłuszczu na mięśnie.
4. Zapomnij o energy-drinkach. Twoim energy-drinkiem może być niesłodzona kawa z mlekiem, bo pobudza zarówno Ciebie, jak i Twój układ trawienny (dlatego nie polecam przed długimi biegami). Jeśli chodzi o picie - podczas biegu Twój organizm się nagrzewa, reakcją na to jest pocenie - czyli tracisz wodę. Godzinna przebieżka latem to utrata 1-1,5 litra wody. Dlatego biegając musisz pamiętać o nawadnianiu się. Pij przed biegiem (nie za dużo, szklanka wystarczy, więcej i tak nie przyswoisz od razu i tylko będzie Ci chlupać w brzuchu), w trakcie biegu (szczególnie jeśli biegasz długo i gdy jest ciepło) i po biegu, mniej więcej szklankę na pół godziny. Najlepsza jest woda niegazowana lub napoje izotoniczne, które mają lepsze (czyli takie jak Twoje płyny ustrojowe) stężenie osmotyczne, przez co szybciej się wchłaniają i "nawadniają lepiej niż woda" :) Co do jedzenia - pisałem już o jedzeniu po. Jeśli chodzi o jedzenie przed, to z pełnym brzuchem ciężko się biega, więc nie polecam dań o dużej zawartości błonnika, raczej lekkostrawne rzeczy i to na 2-2,5 godziny przed biegiem, właściwie sam do tego dojdziesz, bo to kwestia indywidualna. Jeśli planujesz dłuższy bieg, to na pół godziny przed wypij szklankę soku albo zjedz banana. Nie biegaj jak duża część odchudzających się desperatów - na pusty żołądek, bo może się to skończyć źle, np. omdleniem. Jedzenie w trakcie biegu jest potrzebne jeżeli trening ma 1,5-2h lub jest bardzo intensywny, przy krótszych treningach spokojnie dasz radę bez tego.
I tak na koniec - kilka rad ode mnie: -nie biegaj codziennie. Biegając codziennie szybciej się zniechęcisz/przetrenujesz/złapiesz kontuzję. Rób sobie przerwy, daj organizmowi odpocząć, a jeżeli Cię "nosi", to nie zapominaj, że są też inne sposoby: pływanie, rower, siłownia, itp. - daj innym mięśniom popracować. -Wyznacz sobie cel, dzięki niemu łatwiej się zmotywować do wyjścia na trening, jak pada czy jest -18 stopni. Np. start w zawodach na 5km, swobodne przebiegnięcie 15km, nieprzerwany bieg przez godzinę, etc. - zapisuj swoje czasy na tych samych dystansach, zobaczysz wtedy jak duży progres robisz. -rozgrzewaj się przed każdym treningiem!!!!
Mam nadzieję, że choć trochę Ci pomogłem, jakbyś miał jeszcze jakieś pytania, wal śmiało :))
Na początku chciałem zaznaczyć, że filmu nie widziałem, widziałem tylko zwiastun, który nakreślił mi linię fabuły tegoż dzieła. Czyli - Polakom i Ukraińcom żyło się dobrze, potem Ukraińcy zaczęli zabijać Polaków - i tu mamy relacje świadków + inscenizacje.
Pozwólcie, że się powstrzymam od rzucania opiniami, bo historyk ze mnie żaden, ale chciałem o coś zapytać, bo temat zachodniej Ukrainy dotyka mnie osobiście. Z jednej strony moja babcia przeszła przez całe to piekło okołowojennych Kresów, z drugiej strony sam mieszkałem parę miesięcy na Zachodniej Ukrainie i miałem okazję usłyszeć historie "z drugiej strony barykady" - na temat stosunków polsko-ukraińskich w tamtych czasach.
Dlaczego w naszym kraju historii nie da się (przynajmniej próbować) pokazywać obiektywnie? Dlaczego nadal lepiej jest popełnić pracę złą i nieprawdziwą, ale kontrowersyjną?
I najważniejsze - dlaczego w naszym kraju niektórzy nadal nie mogą zaakceptować faktu, że w ubiegłym stuleciu Polacy byli nie tylko ofiarami, ale też sprawcami ogromnych krzywd dla innych narodów?
xanat0s - > pracowałem prawie rok w przychodni, więc widziałem to na własne oczy. Zapisywaliśmy lekarzom ok 30% więcej pacjentów niż byli w stanie przyjąć, bo i tak nigdy wszyscy nie przychodzili. I nie pomagało rozdawanie karteczek z napisanym jak byk terminem wizyty oraz informacją, że w razie niemożności przyjścia na wizytę, fajnie by było gdyby pacjent o tym poinformował.
Co do drugiej kwestii - czyli rejestrowania się na to samo skierowanie u kilku lekarzy - był jakiś rok temu pomysł żeby to ukrócić wprowadzając system wykluczający rejestrację w systemie tego samego kodu skierowania - ale jak każdy dobry i racjonalny pomysł został oprotestowany przez stowarzyszenia pacjentów, dla których to oczywiście zamach na wolność i rząd powinien się zająć skróceniem terminów a nie odbieraniem im swobody do decydowania gdzie się leczyć.
I najbardziej szkoda w tej walce systemu z zawodowymi pacjentami oraz krętaczami - zwykłych ludzi, takich jak autor wątku, którym czasem zdarzy się pójść do lekarza i są w ciężkim szoku słysząc o terminach na 2013.
A teraz tak szczerze - ilu z was lub z waszych bliskich zapisało się na wizytę u specjalisty i na nią nie przyszło? Albo na jedno skierowanie zapisało się w kilku przychodniach, bo a nuż skądś zadzwonią że można wcześniej? Ok, nie chcę bronić tego systemu, bo jest on chory i wie o tym każdy kto miał z nim doświadczenia, ale wina nie leży tylko po jednej stronie.
A jak się do was przystawia brzydka dziewczyna, to jest w ogóle jakaś gadka z waszej strony, czy od razu bomba w ryj? Haha, nie wiem co niektórzy z was widzą tak wymagającego zbierania szczęki z podłogi tudzież wywołującego agresję w byciu podrywanym przez geja. Ale w sumie w jakiś sposób wpisuje się to w teorię, że najwięcej agresji (werbalnej lub niewerbalnej) w stronę homoseksualistów kierują ci, którzy są najmniej pewni własnej orientacji :D
el.kocyk - > też miałem parę tygodni temu taki bieg, planowałem jakieś 12-15, wyszło 23,5km :))
pooh_5 - > nie sądzę, żebyś się miał przeziębić przy takich mrozach, do przeziębienia potrzeba wirusów, a o te przy -20 ciężko :) Ja osobiście nie polecam biegania z zasłoniętą twarzą, bo czymkolwiek bym nie zakrył ust, to coś staje się po jakimś czasie mokre i niekomfortowe. Więc moja propozycja jest taka - zrób sobie nie za długi i nie za intensywny trening (rzeczywiście mrozy to kiepska aura do robienia interwałów czy 3godzinnych wybiegań). Jeżeli mówisz że masz problemy z gardłem ale jednocześnie silną chęć pobiegać, to wydaje mi się że tempo umożliwiające swobodną rozmowę będzie wskazane.
[edit]
Aha, zapomniałbym. Jutro otwieram sezon startowy pół-crossem na 4,5km. Plan - zmieścić się w 20 minutach :)
.:|MP3|.: - > "Po wprowadzeniu kary śmierci odrazu spadła by liczba morderstw"
Stawiając tezę powinieneś przynajmniej podeprzeć się jakimś faktem, a nie brać wszystko na chłopski rozum, nasz zdroworozsądkowy socjologu. Polecam zatem lekturę raportów badań przeprowadzanych w Stanach Zjednoczonych i dotyczących korelacji pomiędzy obowiązywaniem ustawy przewidującej karę śmierci a poziomem przestępstw zagrożonych tą karą.
"Przecież morderca który robi to z premedytacją dobrze wie co go później czeka"
Tu też Cię odsyłam do książek. Bo powiedz mi - skąd wiesz, że choćby w tym przypadku zabójstwo było przeprowadzone z premedytacją? W większości przypadków zbrodnie kwalifikujące się wg prawa amerykańskiego na karę śmierci są popełniane przez osoby będące pod wpływem jakichś środków odurzających, osoby niepoczytalne lub osoby o zaburzeniach osobowości, które są przerażająco metodyczne w swoich zbrodniach, ale długofalowe myślenie kategoriami przyczyna-skutek to ostatnie, co można im zarzucić.
.:|MP3|.: - > Jaki ma związek? Taki, że mówiąc A, powinno się mieć odwagę powiedzieć B. Ale dziwnym trafem w naszym kręgu kulturowym ci którzy mówią najwięcej o ochronie życia poczętego, najgłośniej krzyczą o przywróceniu kary śmierci.
To jest właśnie nasza katolicka Polska. Najpierw krzyczą, że aborcja to wykonane z zimną krwią morderstwo i że nie mamy prawa przerywać życia raz poczętego, a potem że chwasty trzeba wyrywać. Na pytanie o homoseksualizm - wyzywają od zboczeńców i ręki by nie podali - a w tematach jak ten zawsze pojawiają się coraz to bardziej wymyślne więzienno-gejowskie fantazje... To jest smutne.
Dzisiejszy trening poskutkował dla mnie jednym wnioskiem - i nie, nie będzie to związane z zimą - otóż dziś dobitnie się przekonałem, że muszę popracować nad techniką, a dokładnie - nad wysokością kroku. Typowo, od początku roku przebiegłem ponad 140km po śniegu i lodzie - i nic, a teraz na zwykłym chodniku po prostu się potknąłem o wystający kawałek betonu i poleciałem jak długi do przodu. Grube rękawiczki (do wyrzucenia) uratowały moje dłonie przed masakrą, na szczęście kolanom się nic nie stało, ale wiem już że nad tym moim cholernym "szuraniem" muszę popracować i zacząć podnosić wyżej nogi biegnąc...
EnX - > mógłbyś przybliżyć którymi ulicami się poruszała?
Btw. boli mnie ten cały festiwal nienawiści który się rozpętał dzisiaj. Wejdźcie sobie na profil tej dziewczyny na NK, pod każdym zdjęciem ma po kilkaset komentarzy pełnych wyzwisk. Nie chcę jej bronić, ale w tej sprawie tak naprawdę nie wiadomo do końca co się stało, a już pełno jest jebanych sędziów moralności, którzy "wiedzieli od początku że tak będzie" i są pierwsi do rzucania kamieni. Primo - poczekajmy do wyjaśnienia całej sprawy. Secundo - zanim nazwiesz kogoś szmatą i zażądasz wyroku śmierci - przemyśl jeden z drugim w jakim stanie musi być rodzic po stracie dziecka - a co dopiero po nieumyślnym spowodowaniu jego śmierci. Szok, strach, przerażenie, utrata kontroli nad sobą, brak racjonalnego myślenia. Nie chcę jej usprawiedliwiać, ale przynajmniej staram się zrozumieć.
Wczoraj planowałem zrobić 6-7km w spokojnym tempie, a wyszło mi średnie tempo 5:05, przez ten mróz cholerny. Nie wiem co mnie podkusiło żeby zaoszczędzić te kilkadziesiąt złotych i kupić getry bez windstopera, muszę chyba się przeprosić z ciepłymi dresami.
Btw. znalazłem rozwiązanie mojego odwiecznego problemu, czyli interwałów. Problem jest taki, że łatwiej mi się zmotywować do 2 godzinnego wybiegania po którym zdycham, niż do 15 minutowych interwałów. I w końcu znalazłem złoty środek - piłka nożna. Pojechałem z kumplami na halę i obiecałem sobie, że po każdej ofensywnej akcji robię sprintem powrót do obrony. Następnego dnia miałem problemy z chodzeniem, nawet nie wiedziałem że mam mięśnie w takich miejscach, a tu takie zakwasy, że nie mogłem siedząc złączyć nóg :))) Ok, 2 godziny po latach niegrania w piłkę to przesada, ale widzę nadzieję na przyszłość - bo tak jak pisałem, bieganie interwałów to dla mnie dramat, a przy graniu w gałę na hali trening w strefach przemian beztlenowych jest wręcz przyjemnością :)
Nie mam pojęcia jak jest teraz, bo to zresztą zależy od oddziału NFZ, tego ilu jest urologów w Twoim mieście, itp., aczkolwiek kiedyś pracowałem w przychodni i terminy do urologa były na ogół najodleglejsze (do pół roku).
Ale - skoro pytasz o darmową wizytę to pewnie nie chcesz słyszeć o wydawaniu grubej kasy na wizyty w prywatnych gabinetach - z tego co pamiętam to wielu pacjentów w mojej przychodni robiło tak: dowiadywali się w rejestracji, że termin na NFZ jest za pół roku, więc z racji tego, że to był NZOZ (czyli prywatna przychodnia świadcząca głównie leczenie na ubezpieczenie, czyli "darmowe" - większość przychodni tak działa) - płacili za wizytę prywatną (wtedy to było ok.30zł), byli przyjmowani w tym samym lub następnym dniu, a lekarzowi mówili że sprawa była pilna, dlatego są prywatnie,- następny raz chcą na ubezpieczenie. I gdyby to był prywatny gabinet, lekarz by się nie zgodził, ale tu on z tych 30zł miał może 20-30%, więc żadnej różnicy mu to nie robiło, wypisywał oprócz recept zalecenie, że kontrola ma być na wtedy i wtedy - i panie w rejestracji nie miały nic do gadania. To taka forma legalnej korupcji, wiem, ale co zrobić...
Zapewne - jak sugeruje nazwa - złoto. Złote wykończenia, obudowę, nie wiem - doczytaj sobie w specyfikacjach
Boli mnie wasze myślenie. Po pierwsze - w administracji państwowej zatrudnianie po znajomości to nepotyzm - i to jest karane. Natomiast w biznesie zjawisko pracy z polecenia jest najnormalniejszym w świecie sposobem na zaoszczędzenie w procesie rekrutacyjnym.
Przykład - otwiera się u Ciebie w mieście duża hala produkcyjna należąca do koncernu posiadającego już zakłady w innym mieście Polski. Początkową kadrę stanowią importowani z drugiego zakładu (a co za tym idzie - za dużo opłacani) specjaliści - najczęściej bez znajomości w Twoim regionie.
Zaczynają procesy rekrutacyjne na wszystkie stanowiska - od produkcji przez doświadczonych specjalistów po dyrektorów poszczególnych działów. I teraz ważna sprawa - wąsko wyspecjalizowanego specjalistę cholernie trudno jest znaleźć, bo duża część z nich nie szuka aktywnie pracy, przez co trudno do nich dotrzeć - to samo z kadrą zarządzającą - co do pracowników produkcji - jeżeli wymagamy od nich jakichkolwiek kwalifikacji, proces rekrutacji będzie długi i kosztowny - bo kandydaci często kłamią (np. w kwestii rozumienia rysunku technicznego) i faktyczny stan ich umiejętności weryfikuje często dopiero kierownik w 2-3 etapie rekrutacji
I teraz co jest łatwiejsze i tańsze? Miliony ogłoszeń, których ceny w dobrych serwisach zaczynają się od kilkuset zł za jedno, może agencje head huntingowe, które życzą sobie np. 1-3 pensje zatrudnianego specjalisty?
Czy może łatwiej jest ogłosić wśród już zatrudnionych, że za każde polecenie w przypadku którego pracownik się sprawdzi, np. 2000 zł premii? Za wiele mniejsze pieniądze pracownicy zrobią część roboty za dział HR - i tu trzeba zauważyć jeszcze to, jakie kręgi znajomości owi pracownicy mają. Koledzy/koleżanki ze studiów, z poprzednich zakładów pracy, z organizacji studenckich/pozarządowych, etc.. Robią cholernie drogi direct search praktycznie za grosze. A do tego nie muszę chyba dodawać, o ile bardziej zadowolony jest pracownik, gdy osoba z jego polecenia dostaje fajną pracę.
Tak więc nie rozumiem skąd tyle agresji w niektórych w stosunku do rekrutacji z polecenia. Jak wam tak źle w waszych pracach, to przypomnijcie się starym znajomym, rozpuście wici że szukacie nowych wyzwań, a nuż się ktoś odezwie. Chyba że robota "po znajomości" to dla was ujma na honorze...
blood - > na początek zacznij od 3 razy w tygodniu, żeby się nie przemęczyć i nie zniechęcić. Co do oddychania, to myślę że przy pierwszych biegach powinieneś trzymać takie tempo, żeby móc oddychać spokojnie i być w stanie biec i rozmawiać jednocześnie - czyli truchcik :) Ja przy spokojnych biegach robię pełny wdech i wydech przy 8 krokach. Jeżeli chodzi o przegrodę nosową - sam mam krzywą i biegam bez żadnych problemów.
[edit]
Teraz odświeżyłem i zobaczyłem, że biegasz żeby zrobić redukcję - proponuję, żebyś w momencie gdy dojdziesz do 30 minut ciągłego biegu,- zaczął zmieniać formułę tygodniowych treningów, czyli np. wtorek - bieg z narastającym tempem, czwartek - interwały, czyli na przemian sprint i trucht, sobota/niedziela - wolny ale za to dłuższy bieg. W ten sposób nie przyzwyczaisz organizmu do jednego rodzaju wysiłku, co zaowocuje większą redukcją tkanki tłuszczowej.
btw. ja w ten weekend zaszalałem. Moje najdłuższe wybiegania do tej pory były lekko ponad 15km (i w około 1:30h), a w tą niedzielę wybrałem się na małą biegową wycieczkę w tempie ponad 6min/km - i jakoś mi tak wyszło ponad 23,5 kilometra :) W żałosnym czasie co prawda, ale biegło mi się super, w końcu się wyrwałem z blokowiska i pooddychałem trochę w lesie i nad jeziorem. Z ciekawostek - po drodze doświadczyłem deszczu, śniegu, deszczu ze śniegiem i gradu, buty miałem przemoczone po 2 km, ale i tak było super :) Poza tym cały czas mam świadomość, że jednak jak się zimę uczciwie przepracuje ślizgając się na tym błocie, to na wiosnę 1:40 w półmaratonie będzie leciutko zrobić :)))
Poszetkę sobie daruj, chyba że chcesz osiągnąć efekt zblazowanego czterdziestolatka wracającego z wyścigów konnych - wtedy jak najbardziej, dodaj do tego fular i wszystko w temacie.
[edit]
HUtH - > excuse moi, późno jest :)
Choć zgadzam się z tym, co pisze Pan P., to i tak uważam, że na imprezie typu studniówka koleżka wyglądający nieco bufoniasto przez te spinki, itp. i tak będzie wyglądał sto razy lepiej, niż jego koledzy w koszulach na krótki rękaw, w krawatach z Bartem Simpsonem, bez marynarek, itp.
Lateralus - > jeżeli fundusze nie są ogromnym problemem, pójdź do dobrego sklepu z koszulami/garniturami, jak np. Wólczanka, Vistula, Próchnik czy Bytom - i zapytaj sprzedawcę. Jak tylko masz możliwość, to odwiedź kilka tych sklepów, jest spora szansa, że w którymś z nich trafisz na rzeczowego sprzedawcę, który pomoże Ci ogarnąć temat.
Moim zdaniem każdy facet powinien posiadać w szafie dobrą, białą koszulę (tak jak kobieta "małą czarną") - a sprawa mankietów jest drugorzędna. Ja np. mam jedną koszulę z podwójnym mankietem, którą mogę zapiąć zarówno na spinki, jak i na guziki. Dobry sprzedawca powinien pomóc Ci dobrać rozmiar koszuli (naprawdę dobry zrobi to nawet bez mierzenia Cię metrem krawieckim :) - fajnie by było, jakbyś nie miał brzucha, koszule taliowane (tailor fit) są teraz w modzie - a co więcej - naprawdę fajnie wyglądają, szczególnie facetach pozbawionych balastu z przodu; jak chcesz kontrastu to zaobserwuj wujków na weselach w za dużych, nietaliowanych koszulach ;)) Odpuść sobie allegro, koszulę musisz przymierzyć. Nie wolno przymierzać w Auchanach i innych Realach; prawdziwy sklep z koszulami nie mógłby sobie na to pozwolić, to już jest wyższy poziom usług.
I na koniec - nie słuchaj, proszę, pieprzenia, że dopasowanie krawata do sukienki partnerki jest niemodne. Nie jest.
sajes - > bardziej niż temperatury powinieneś się bać śniegu/lodu.
Jeżeli chodzi o bieganie w niskich temperaturach, to nie powinieneś przesadzać z grubością ubioru, generalnie zasada jest taka, że zaraz po wyjściu na dwór ma być Ci lekko zimno. Po 200-300 metrach truchtu będzie już ok. Druga zasada - chroń "końcówki" czyli dłonie i głowę. Ja nawet przy mrozie biegam w takiej bluzie:
http://www.decathlon.com.pl/PL/bluza-isolate-essential-190827273/#
pod nią tylko koszulka biegowa. Plus szalik, czapka, rękawiczki, getry (i ewentualnie dodatkowe krótkie getry żeby nie przeziębić strategicznych części ciała ;)) . Jedyne na co narzekam, to fakt ze nie dorobilem sie jeszcze czapki i rekawiczek z oddychajacych materialow, na buffkę o której mówi el.kocyk też się czaję od dłuższego czasu http://sklepbuff.pl/
el.kocyk - > też ostatnio widziałem buffy w Decathlonie, z tym że na dziale narciarskim i były one z polaru, co średnio mi odpowiada. Z czego wykonany jest ten twój?
Ambitne plany :)
Game Over - > jestem pod wrażeniem progresu jaki zrobiłeś, w okolicach wakacji jeszcze mieliśmy szanse w tych rywalizacjach, ale teraz wyprzedzenie Cię jest dla mnie daleko, daleko :) No ale w sumie czemu tu się dziwić, popatrzyłem na Twoje statystyki,- kiedy Ty we wrześniu, październiku i listopadzie zrobiłeś ~580km, ja miałem trzy miesiące niekończącej się imprezy na Ukrainie, gdzie naiwnie zabrałem buty i cały outfit, ale szczerze - nawet raz mi nie przeszła przez głowę poważna myśl, żeby pójść biegać.
Ale teraz wróciłem, mam czas, mam motywację, mam formę - będą wyniki :) Nie nastawiam się na wyprzedzanie kogokolwiek w rywalizacjach, szczególnie że nie biegam z GPSem, ale byłoby fajnie gdybym do końca lutego brał udział we wszystkich (brakuje mi 20, półmaratonu i 25)
el.kocyk - > to trochę zazdroszczę pogody, bo u w Polszy śnieg pada niemal nieprzerwanie od wczoraj. Na szczęście jest mróz i nie jest zbyt ślisko, po świeżym śniegu generalnie biega się nienajgorzej, bo jest fajna amortyzacja, gorzej jest z błotem pośniegowym, tu każdy krok męczy jak dwa w normalnych warunkach. No i dzisiaj cieszyłem się jak nigdy spotykając innych biegaczy w parku - widać nie jestem jedynym świrem który w niedzielne przedpołudnie robi sobie 15km wybieganie przy naprawdę mocno padającym śniegu :))
Witam po kilkumiesięcznej przerwie :)
Ogólnie to wracam do formy po odpoczynku od biegania, aż jestem zaskoczony swoją formą :) Plan na najbliższe miesiące to przygotowania do półmaratonu (połowa kwietnia, Dąbrowa Górnicza), chciałbym pobiec tak na 1:45 . A u was jakie plany na wiosnę? Jakieś konkretne biegi, czy po prostu rekreacja?
btw.
biegacie przy tych warunkach które mamy za oknem? Ja wczoraj wyciągnąłem brata na stadion,- na płaskiej bieżni jeszcze da się biegać, ale w piątek autentycznie się bałem. W trakcie biegu temperatura spadła poniżej zera i cały roztopiony śnieg zaczął zamarzać, musiałem bardzo skrócić krok, żeby nie zrobić gdzieś szpagatu, skróciłem trening z 10 do 8km, a czułem się jak po 15, bo każdy krok, każde wybicie z śliskiej nawierzchni to jest jednak spory wysiłek...
KANTAR1 - > nadal chyba nie zrozumiałeś o co chodzi. Radykalne diety są nieskuteczne właśnie z powodu jojo. Zapytaj kogoś, kto właśnie się głodzi, co mu się marzy podczas jedzenia liścia sałaty na kolację - odpowie Ci zapewne, że coś z czekoladą albo ociekające tłuszczem. I kiedy koniec diety nadchodzi, następny posiłek to najczęściej coś koło 1000kcal - i powrót do starych nawyków.
I denerwuje mnie lansowanie poglądu, szczególnie w mediach - że bez aktywności ruchowej można fajnie schudnąć. Ok, można, ale najczęściej tracąc nie tłuszcz a mięśnie i mocno nadwyrężając zdrowie. Idąc tym tokiem myślenia mógłbym tu głosić nowy sposób na schudnięcie - bieganie w temperaturze 30 C. W godzinę tracisz 1,5 - 2kg. Spoko?
KANTAR1 - > w jednym się zgodzę. Wagę gubi się poprzez ujemny bilans kalorii, czyli gdy dostarczasz organizmowi mniej kalorii niż on zużywa.
Ale dalej jest już gorzej. Wiesz, ja też kiedyś byłem młody i głupi i wierzyłem w diety. Ten czas przypadł na okres popularności diety kopenhaskiej (poszperaj w necie, w skrócie - dieta 600kcal). Ok, nie powiem, straciłem 11kg w 13 dni. Ale wyglądałem jak potwór i dobrze, że wpadłem na ten genialny pomysł w wakacje, kiedy nie musiałem ani chodzić do szkoły ani do pracy.
Ogólnie to sobie sam zaprzeczyłeś i potwierdziłeś tezę, że jakakolwiek dieta którą stosujesz tylko okresowo, jest skuteczna także tylko okresowo. I ok, jak masz wesele, to możesz sobie coś takiego zapodać, żeby wyglądać ładnie na zdjęciach które będziesz potem oglądał całe życie. Ale na dłuższą metę stosując jakieś cud-diety, albo co gorsza - radykalnie ograniczając jedzenie nie mając o tym większego pojęcia, możesz sobie tylko zrobić krzywdę. Niedobory białka, awitaminoza wywołana np. całkowitym odstawieniem tłuszczy (znam jeden przypadek, gdzie skończyło się interwencją lekarza i zdziwieniem - jak to poważny niedobór witaminy A? Przecież codziennie jadłam marchewkę!), osłabienie układu immunologicznego, anemia, itp.
A wystarczy kilka razy w tygodniu trochę aktywności typu basen/rower/bieganie, w zimie jakieś narty czy łyżwy - do tego zbilansowane i zróżnicowane jedzenie - i życie wygląda inaczej...
Jak ju rozmawiamy o dietach dla sportowców, to polecam lekturę tego artykułu :)
http://www.sfd.pl/Dieta_Michaela_Phelpsa__12_000_kcal_!!!-t428596.html
"Ilu prokuratorów popełniło samobójstwo za rządów Platformy Obywatelskiej?"
- pyta Zbigniew Ziobro

Diety cud, że też ktoś jeszcze w to wierzy... Ok, przechodząc na radykalną zmianę fundujesz swojemu organizmowi spory szok, co oczywiście kończy się spadkiem wagi. Tylko tak jak już zostało powiedziane - gorzej jest z utrzymaniem tej wagi oraz z utrzymaniem dobrego stanu zdrowia.
Ogólnie rzecz biorąc to uwielbiam gadki dukanowców o ich wspaniałym stanie zdrowia, samopoczuciu, itp. Każda super dieta miała swój moment, czy to kapuściana, czy optymalna czy kopenhaska - i zawsze były tabuny wręcz wyznawców tych diet, którzy nachwalić się nie mogli. Tylko że efekty zdrowotne przychodzą często po kilku, kilkunastu latach. Nawet sam Dukan mówi, że jego dieta wymaga sporej wiedzy i doedukowania się przed jej rozpoczęciem, najlepiej byłoby wcześniej skonsultować się z lekarzem - a teraz powiedzcie mi, ile z 4 milionów Polaków którzy wg badań odchudzali się z Dukanem, zadało sobie trud żeby chociaż przeczytać tę jego książeczkę, choćby rozdział o zagrożeniach?
Umówmy się - intensywne, uderzeniowe diety powinny być stosowane tylko i wyłącznie 1) w przypadkach dużej nadwagi/otyłości 2) w ograniczonym czasie 3) pod opieką lekarza. A jak komuś się zachciewa zrzucenie 5-10kg, wejście w jeansy sprzed lat czy co tam jeszcze - żadnych drastycznych posunięć, tylko: ograniczenie (nie mylić z eliminacją) niezdrowego żarcia, solidna edukacja na temat żywienia i najważniejsze: ruch, ruch i jeszcze raz ruch - >
Nie chcę tu uderzać w idealistyczne tony, ale moim zdaniem wszyscy obecni tu "prześmiewcy" w gruncie rzeczy śmieją się z samych siebie. Bo to, że w dzisiejszych czasach by przebić się z społecznie ważnym przekazem przez zalew gówna w mediach trzeba "pokazać cycki" - to jest wina odbiorców tych mediów.
I naprawdę nie mogę pojąć, w jaki sposób śmieszną może wydawać się sytuacja, gdy w kraju naszych sąsiadów za wyrażenie swojego zdania zostaje się wywiezionym do lasu. Jedyne wytłumaczenie jakie mi przychodzi do głowy, to uproszczenia jakie forumowe półmózgi stosują - hasło 'feministki' - i już receptory się wyłączają na dalszą część komunikatu, od razu można wyśmiać. Tak samo na widok nagich piersi. Trochę to przypomina lekcje biologii z podstawówki, no ale w sumie czego się spodziewać po tym forum...
Witam ze Lwowa :)
Widzę że panowie dalej się ogarniacie z bieganiem, ja niestety na kilkumiesięcznej emigracji za wschodnią granicą nie mogę się zmotywować, niby wziąłem buty i cały outfit ze sobą, ale ani nie mam z kim, ani nie mam czasu, ani nie mam gdzie za bardzo biegać. Hehe, zdaję sobie sprawę, że gdybym bardzo się postarał, to każda z tych przeszkód jest do pokonania, ale mam tu tyle rzeczy do roboty i tylu ludzi do poznania, że bieganie zeszło na dalszy plan. Ale wierzę że od stycznia będzie wielki comeback :) A wam tymczasem życzę powodzenia, jak najlepszych czasów i zero kontuzji obowiązkowo!
Przedstawiłem mu obydwie opcje: taxi i bus. Wybrał bus. Kazałem mu jechać 175 na Plac Zawiszy, stamtąd 157. Po półtorej godzinie od przylotu napisał mi z hostelu, że mamy super skomunikowaną stolicę, że szybciutko, że taniutko - i wysiadł praktycznie pod samym hostelem :) Tak więc dzięki wszystkim za pomoc, pozdrawiam :)
Sizalus - > gadam z nim głównie za pośrednictwem platform tekstowych, więc ciężko ocenić realny poziom - aczkolwiek nie mam najmniejszych problemów, żeby się z nim porozumieć :) A co do znajomych, to właśnie puściłem parę wici, może ktoś poratuje ;)
yasiu - > może trochę panikuję, ale czytałem kiedyś o eksperymencie dziennikarzy jednej z gazet, którzy zaaranżowali sytuacje w których obcokrajowcy jeździli taksówkami spod Dworca Centralnego i spod Okęcia. Moim "faworytem" był cierp, który wiózł jakiegoś Afrykańczyka spod Okęcia na Centralny przez Pragę, oczywiście licząc sobie ponad stówkę :)
Aha, czyli komunikacja miejska nam pozostaje, tak jak myślałem. Szkoda że nie ma żadnych dedykowanych busów jak te wspomniane przeze mnie w Katowicach, gdzie przynajmniej nie ma problemu kieszonkowców dzięki zaporowej, 20zł cenie biletu do kupienia u kierowcy :)
Jasne, zwrócę mu uwagę żeby uważał w tym busie :)
Ilek - > na bank :))
rvc - > chyba użyłem skrótu myślowego nazywając hostel hotelem :) Więc ta opcja odpada
Shadowmage - > a można płacić kartą tak jak np. we Wrocławiu?
legrooch - > ja? nigdzie przecież nie napisałem, że jestem w Warszawie :)
Ogólnie to sytuacja jest taka, że wyjeżdżam do Lwowa na parę miesięcy, gdzie będę współpracował m.in. z kolegą z Japonii, problem pojawił się w momencie gdy okazało się, że biletów z Japonii do Lwowa ani Kijowa już nie ma, za to są do Warszawy. Więc dogadaliśmy się, on przylatuje do Warszawy, nocuje w hotelu a potem wsiada w Intercity do mnie, w weekend gdzieś pojeździmy po moich okolicach, a potem w pociąg i do Lwowa :) I szczerze mówiąc nie mam ani czasu, ani pieniędzy żeby specjalnie po niego do tej Warszawy jechać, stąd moje pytanie :)
Sprawa jest taka, że odwiedzi mnie kolega z zagranicy - dokładnie z Japonii - nie mówiący po polsku, a ja jako że nie mieszkam w Warszawie, nie mam możliwości wyjechać po niego na lotnisko Okęcie. Ma już zarezerwowany hotel w Warszawie, jednak jakoś musi do niego dotrzeć.
Nie chcę żeby jechał taksówką, bo taksiarze zedrą z niego jak za zboże (jakby się zmieścił w 100 zł to uznałbym to za cud) - stąd moje pytanie - jak najlepiej dotrzeć w okolice Starówki lub Dworca Centralnego? Wiem, że np. z lotniska w Pyrzowicach odjeżdżają specjalne busy, natomiast nie wiem jak to jest w Warszawie? Strona lotniska sugeruje komunikację miejską, ale pomyślałem sobie, że nie zaszkodzi zapytać - jakieś inne propozycje? Przypominam, że kolega nie mówi po polsku, będzie pierwszy raz w Europie, więc chciałbym mu zaoszczędzić stresu :)
Nikt się nie dowie póki nie będzie sam w takiej sytuacji. Takie deliberowanie jak np. przy dyskusjach o tym, że kogoś tam pobili i nikt nie zareagował - siedząc przed kompem każdy jest bohater, a jak przychodzi co do czego, to ani nikt nie reaguje jak drugiego biją, a na autostradzie jeden człowiek oddał pieniądze, a reszta kradnie i ucieka...
Jeżeli jesteś studentem, to sprawdź organizację AIESEC (najlepiej jej oddział w jakimś dużym, akademickim mieście) - zajmują się wieloma rzeczami, w tym organizowaniem praktyk i wolontariatów zagranicznych :)
Powiem tak - czytałem kilka jego pierwszych książek będąc nastolatkiem i szczerze mówiąc - byłem pod ich wrażeniem, bo przyznaję, że młody, chłonny umysł można łatwo uwieść takim pięknym gołosłowiem jakiego niekwestionowanym mistrzem jest pan Coelho. Uważam, że jeżeli jakiś nastolatek chce czytać Coelho, to polecam, naprawdę lepsze to niż oglądanie MTV - i jest szansa, że zaszczepi to w młodym umyśle chęć rozwoju i zamiłowanie do czytania. Te jego książki są nieszkodliwe, nakłaniają do refleksji i próby ustalenia hierarchii wartości, która - choć może wyidealizowana, to tak jak pisałem - nieszkodliwa.
Aczkolwiek widok najnowszych książek czy kalendarzy z cytatami "mistrza" u znajomych, których podejrzewałem o naprawdę wyższy poziom,- i traktowanie twórczości Coelho jako prawdy objawionej, budzi u mnie uśmiech politowania :) Bo pan Coelho stawia tezy tak oczywiste, tak banalne, że aż żenujące. Imho każdy choć trochę oczytany człowiek powinien po kilku rozdziałach dojść do wniosku, że autor po prostu moralizuje i prawi "oczywiste oczywistości". No ale cóż poradzić, ubiera to w naprawdę chwytliwe aforyzmy + trafił marketingowo, bo w dzisiejszym świecie "dobrze jest znaleźć chwilę na refleksję" = stąd jego sukces i tego mu gratuluję.
Na koniec mój ulubiony cytat p. Coelho, niestety nie pamiętam z której książki :
"Miłość poznaje się kochając..."
no wai !!! *śmieje się*
Moim zdaniem post [4] oddaje istotę sytuacji :)
Wg mnie w pewnym momencie przestajesz się zastanawiać i anonimowo pytać na forum czy: noszenie torby zamiast plecaka jest pedalskie? czy golenie się pod pachami jest pedalskie? czy mówienie, że inny facet jest przystojny jest pedalskie? czy taka bluza jest pedalska? etc.
Moim zdaniem jeżeli jesteś pewny swojej orientacji i co ważne - Twoja kobieta jest pewna Twojej orientacji, to po co w ogóle takie rozmyślania - czy można tak powiedzieć czy nie? A może użyć "bezpiecznej formy"? Nigga, please... ;)
A pomyśleć, że zamiast gonić jak szaleniec u prywaciarza, mógłby spokojnie sunąć Ikarusem czy Neoplanem niczym król szosy, nigdzie się nie spiesząc, bo przecie pasażer poczeka, a w budżetówce na umowie to czy się stoi, czy się leży...
2 tygodnie stracone przez wyjazd i chorobę, ale dzisiaj biorę się za odrabianie zaległości. Ostatnio byłem z dziewczyną na rolkach i odkryłem, że trasa wokół jeziora Pogoria 3 w Dąbrowie Górniczej to jest wręcz wymarzone miejsce do biegania :) Więc dzisiaj tam uderzam jak minie już ten największy żar, nie biorę żadnych bidonów, etc. - będę miał asystentkę na rolkach z butelką wody :) Dystansu też nie planuję, trasa dookoła ma 6 km, więc kiedy po prostu opadnę z sił, to zdejmę buty, koszulkę - i do jeziora się ochłodzić :D
Tu uzyskasz najpewniejsze:
http://infobasen.pl/basen/slaskie/Jaworzno/PKE_S.A._Elektrownia_Jaworzno_III_P%C5%82ywalnia.html
+48 327151529
Sony Ericsson Elm
http://www.mgsm.pl/pl/katalog/sonyericsson/elm/
WiFi, aparat 5mpix, flash, niedotykowy, 379 zł + przesyłka.
Nie ma czegoś takiego jak najlepsza oferta. Jest oferta najlepiej dopasowana do potrzeb. Zastanów się na czym Ci zależy, ile jesteś w stanie miesięcznie płacić - i wtedy zacznij szukać. OFnk jest spoko, bo za 100 zł masz 6GB, co jest moim zdaniem naprawdę sporym pakietem - a stawka za minutę 29 gr. Ewentualnie jeżeli interesuje Cię tylko internet, to na allegro można kupić startery OFnk za ~45zł - na starterze nie ma kasy do wykorzystania, jest sam net (6GB).
szymon_majewski - > właśnie cały urok przyprawiania polega na tym, żeby samemu dobrać odpowiednie zioła i przyprawy do typu potrawy i dodać je w odpowiednim momencie, a nie sypać trochę uniwersalnego wzmacniacza smaku, przez co wszystko smakuje tak samo :) A jeżeli chodzi o gotowanie dla innych, to oczywiście, jak wiem, że ktoś nie je ostrych rzeczy to nie wkrajam mu na siłę pół jalapeno do potrawy, ale ogólnie doprawiam wg mojego uznania, w końcu to ja jestem kucharzem :)
jeżeli chodzi o wołowinę, to właśnie nigdy nie mogłem zrozumieć takiego podejścia jak Twoje :) po co kupować tanie, mielone mięso, z którego potem trzeba wytapiać tłuszcz (plus najczęściej jest także napompowane wodą), skoro można kupić mniejszą porcję droższego, chudszego mięsa lepszej jakości, oszczędzić sobie wytapianie - i w efekcie otrzymać taką samą ilość, tyle że lepszego w smaku mięsa?
No a polędwica to już inna bajka, kilogram polskiej kosztuje minimum 50-60 zł/kg, argentyńska z Angusów to już wydatek 160-180 zł/kg, ale to już jest klasa sama w sobie, nie trzeba tego marynować ani obrabiać, szczypta soli i pieprzu, na ruszt - i rozpływa się w ustach :)
graf_0 - > "znajdź mi choć jeden sok pomarańczowy w kartonie nie produkowany z koncentratu...
Myślisz że ktokolwiek wpadłby na tak idiotyczny pomysł aby importować pomarańcze i przerabiać je na sok na miejscu, potem pasteryzować i ładowac w kartony? Przecie to nie ma sensu...
Twierdzę że nie ma takich soków."
Don Simon z Biedronki, 4,99/litr. Pozwolę sobie stwierdzić, że nie piłem nigdy lepszego soku pomarańczowego z kartonu.
szymon_majewski - >
"Uslyszalem raz argument, ze nie powinno sie jesc tego miesa bo jest tam sod. Oczywiscie nikt nie bierze pod uwage, ze sod jemy codziennie, solac potrawy."
Czytałem ostatnio wyniki badań, z których wynika, że najwięcej soli dostarczamy do organizmu poprzez jedzenie gotowych produktów. Gdyby wziąć dwie grupy ludzi i jedną żywić jedzeniem przetworzonym, a drugą żywnością przygotowywaną własnoręcznie, poziom sodu u tych drugich byłby o wiele niższy. Poza tym sól to nie jedyny problem przetworzonej żywności (choć największy, szczególnie w Polsce, gdzie na nadciśnienie choruje naprawdę dużo ludzi) - do gotowej szamy dodawany jest glutaminian sodu, benzoensan potasu i wiele, wiele innych sztucznych wzmacniaczy smaku. Nie chcę Cię martwić, ale cały ten syf znajduje się również w przyprawie uniwersalnej, którą zresztą każdy dietetyk by Ci odradził.
"Jesli komus po prostu nie smakuja niech kupi mielona wolowine, 6 PLN za pol kilo, doda 2 jajca na spoiwo i niech sam ulepi hamburgera. Smak o wiele lepszy ;) "
Spróbuj kiedyś pójść do sklepu mięsnego z prawdziwego zdarzenia, wybrać sobie kawałek wołowiny i poprosić o zmielenie go na miejscu. Na pewno nie zapłacisz 6zł za pół kilo, bo moim zdaniem za znośną wołowinę 18-20zł/kg to minimum, aczkolwiek wtedy zobaczysz jak smakuje prawdziwy hamburger, a nie jakaś garmażerka. Gotowe mielone ze sklepu jest najczęściej z dodatkiem wieprzowiny + jest bardzo tłuste.
O ile w dyskontach często można spotkać owe "zamienniki", które często są gorszej jakości, czego klient płacący np. 2x mniej niż w innym sklepie nie widzi lub nie chce widzieć - o tyle czasem ceny niektórych produktów dostępnych również w innych sklepach mnie powalają. Dla przykładu - rzecz, za którą dałbym się pokroić, czyli suszone pomidory. Ten sam słoik tego samego producenta kosztuje we wszystkich sklepach w jakich go spotkałem nie mniej niż 9 zł, natomiast w Biedronce jest za 4,99 zł. Więc jeżeli ktoś chce mi wmówić, że dyskont to sklep dla plebsu, to mogę mu się zaśmiać w twarz.
btw.
aaaMEN - > zacznij najpierw zarabiać własne pieniądze, wybitnie uzdolniony absolwencie gimbazy, a potem się dopiero wypowiadaj na temat ich wydawania.
"Kiedys nie znales ortografii - byles debilem. Teraz idziesz zalatwic sobie papiery, ze masz dyskekcje"
Masz szczęście w takim razie, że czasy się zmieniły, bo poprawnie pisze się "dysleksję" - fakt, że napisałeś to słowo błędnie sugeruje, że nie znasz ortografii, a co za tym idzie.. ;)
btw. nie chcę tu zgrywać starego lisa który wszystko wie, ale rozczuliłeś mnie zdaniami "Kazdy dobrze wie, ze do wykonywania dobrze platnych zawodow wyksztalcenie jest niezbedne. Jezeli pracodawca nie pyta o wyksztalcenie, to znaczy, ze szukasz pracy, ktora nie wymaga jakiegokolwiek przygotowania intelektualnego. "
Mógłbym to na wiele sposobów skomentować, ale w sumie zabawniej będzie, jak pójdziesz kiedyś na rozmowę kwalifikacyjną oczekując, że potencjalny pracodawca zapyta Cię o to, jaką średnią miałeś na egzaminach gimnazjalnych, maturze czy czy innych super-studiach.
Kiedyś na TVP Info po północy trafiłem na końcówkę filmu kręconego ukrytą kamerą bodajże przez Anglika, zdjęcia były z miasteczka nad granicą chińsko-koreańską i ukazywały dramat niedożywienia i kanibalizmu wśród koreańczyków. Nie orientuje się ktoś jaki jest tego filmu tytuł?
Snopek ma imo rację, jeżeli chodzi o wyższą ligę i ogromną odległość jaką nas od niej dzieli ;)
Aczkolwiek zgodzić się nie mogę z bieganiem na granicy wytrzymałości. Ok, można, co widać najlepiej na Snopka przykładzie, ale ja bym tego raczej nie polecał. Bieganie na granicy wytrzymałości to moim zdaniem opcja albo na zawody, albo dla biegaczy pro / zaawansowanych amatorów. Jeżeli chcesz zrzucić wagę Dany i przy okazji nie chcesz sobie zrobić krzywdy, to polecam Ci zakup pulsometru i rozpoczęcie planu treningowego opracowanego przez profesjonalnych trenerów i dopasowanego do Twoich możliwości - np. któryś z tych - http://bieganie.pl/?cat=19 . Wiem, że się z tym powtarzam, ale niemal każdy początkujący biegacz jest na dobrej drodze do przetrenowania się, a co za tym idzie - kontuzji i zniechęcenia się do dalszego biegania.
Ja ostatnio stwierdziłem, że te nasze rywalizacje to niech sobie będą, jak się w najbliższym czasie wybiorę na zawody, to może gdzieś awansuję. Ale moim najlepszym treningowym przyjacielem jest pulsometr i to on mi mówi, czy dziś biegniemy wolno czy szybko. I widzę efekty, może i nie mam super czasów, ale za to biega mi się przyjemniej, zrzucam wagę, łydki i uda zarysowują się coraz ładniej, zakwasów po biegu nie mam w ogóle. Do tego zauważyłem, że im bardziej kontroluję tempo i nie szarżuję, tym niższe mam tętno na określonych dystansach/czasach w porównaniu do wcześniejszych treningów, co oznacza, że mam spore rezerwy "sercowe", które sobie jednak rezerwuję na zawody.
Wkurzyłem się. Miałem dzisiaj biec w zawodach, ale ostatecznie sobie odpuściłem, bo moim zdaniem organizatorzy sobie robią jaja. Dzień przed zawodami zmieniana jest trasa plus podana jest informacja, że temat szatni i pryszniców jest nieaktualny. I to wszystko ze względu na sytuację, jaka jest na Stadionie Śląskim (który de facto w przebudowie jest od jakiś 2 lat) - ale okazuje się to wszystko tuż przed biegiem. Sorry, ale dla mnie bieganie 10km tempem startowym przy 25 stopniach i w słońcu - bez prysznica potem - odpada. Wolę sobie zrobić szybki trening koło domu, niekoniecznie w południe. Tak więc odpuszczam ten bieg, za to w sierpniu planuję wybrać się do Jaworzna: http://www.maratonypolskie.pl/mp_index.php?dzial=3&action=5&code=19510&bieganie
No popatrz, ja chciałem dziś rano biegać, ale żar się leje z nieba więc odłożyłem bieganie na wieczór :)
el.kocyk - > powiem szczerze, że pierwsze słyszę, ale w sumie tutaj bardziej chodzi nie o samą formę zapisywania, tylko o aspekt psychologiczny, czyli myśl, że będziesz musiał zapisać i skonfrontować się z faktem, że wpierdzieliłeś 3 batony pomiędzy posiłkami sprawi, że będzie Ci łatwiej z nich zrezygnować.
Ale ogólnie to jestem przeciwnikiem wszelkiego rodzaju diet i rygorystycznych programów. Jeżeli przygotowujesz się do zawodów albo wydarzenia typu ślub na plaży - ok, rozumiem :) Ale na dłuższą metę najlepsze jest stopniowe zmienianie nawyków żywieniowych i wprowadzenie stałych elementów ruchu do swojego planu tygodnia. Może nie będziesz chudł po 3kg miesięcznie, ale dla Twojego zdrowia będzie to na pewno lepsze.
Jak już tak mówimy o wadze, to ja ostatnio zanotowałem wzrost o 2-3kg, ale nie martwi mnie to w ogóle, to okolice brzucha wyglądają coraz bardziej skromnie ;) za to mięśnie ud i łydek napełniają mnie dumą :))
Dany26 - > co do biegania, to tak jak pisze kocyk, bardziej bym Ci proponował tę pierwszą opcję. Co do jedzenia, to proponuję przez tydzień zrobić mały ekperyment. Spróbuj przez tydzień zapisywać wszystko co jesz, ale tak uczciwie, z głupimi przekąskami także. To trochę żmudna praca, ale u mnie dała efekt. Przez tydzień zapisywałem wszystko, ważyłem każdy produkt przed zjedzeniem, liczyłem kalorie, itp. Sam fakt, że będziesz temu poświęcał tyle czasu sprawi, że zjesz mniej niż normalnie, poza tym zapewne zostanie Ci po tym tygodniu kilka ciekawych wniosków nt. własnych nawyków. Ja na przykład byłem pod wrażeniem faktu, że np. takie 4 delicje szampańskie, które zjadałem bezmyślnie kręcąc się po kuchni, to ponad 200 kcal, czyli ~10% dziennego zapotrzebowania kalorycznego w dniu bez treningu. Potem zaczynasz liczyć, ile to jest minut biegu i przestajesz np. podjadać między posiłkami :)
[edit] Po tym tygodniu już sobie odpuść takie szczegółowe spisywanie i liczenie, bo to na dłuższą metę trąci dziwactwem :)))
el.kocyk - > może to i lepiej, jak teraz trochę się otrzaskasz na półmaratonach, przepracujesz zimę - to debiut na maratonie poniżej 3:30 gwarantowany :)
Game Over - > dobry czas dzisiaj trzasnąłeś :)
http://www.mgsm.pl/pl/porownanie/4183/4477/0/0/
Praktycznie jedyne czym się różnią, to jakość wyświetlacza. Zobacz, porównaj i sam zdecyduj.
Ja za tydzień się szykuję do zawodów na 10km w Parku Chorzowskim, więc zobaczymy jak to z tymi rywalizacjami będzie :) trening to trening, rzadko mi się chce biec na treningu 100%, a na zawodach jest jednak adrenalina, jak biegłem pierwszy raz na zawodach w maju, to czas na 6km miałem tak rewelacyjny, że aż sam nie wierzyłem (27:09). Liczę więc na to, że uda mi się powalczyć o jakiś fajny czas na dyszkę, normalnie biegam to w granicach 52-53 minut, ale zazwyczaj trasa jest pagórkowata, więc jakby mi się udało zejść poniżej 50 minut, to będę skakał z radości :) oby tylko pogoda dopisała i nie było upałów :)
A ja wczoraj pobiegłem 15km w kiepskim czasie, za to strasznie mi się miło biegło. Wrzuciłem na słuchawki Division Bell i The Dark Side of the Moon Pink Floyd (co mogło mieć wpływ na wolniejsze tempo ;) - i ogólnie zrelaksowałem się tym biegiem. Żałuję tylko, że nie poświęciłem tych kilku minut i nie podziękowałem nogom za wysiłek robiąc im okłady z lodu na stawach, ostatnio tak zrobiłem po 15km i rano w ogóle nie czułem, żebym dzień wcześniej biegał - a wczoraj mi się nie chciało i dziś wstawałem ze strasznie obolałymi kończynami.
Myślę czy w ogóle dzisiaj biegać, bo szczerze mówiąc, to opcja pójścia na piwko lub trzy wydaje mi się bardziej kusząca :D
Aen - > i tu się mylisz. To nie napój, tylko brand, który żyje dlatego, że miał dobrą, młodzieżową kampanię, która de facto - dzisiaj byłaby tylko jedną z wielu. Brand sprzed lat, a ludzie najbardziej lubią to, co pamiętają z młodości. Obecny producent odkupił markę od kogoś i zarabia pieniądze sprzedając małą buteleczkę za 2 zł :)
Dycu ma rację, dosypywanie środka na przeczyszczenie czy inne wynalazki mogą się szybko obrócić przeciwko wam, a poza tym na kilometr trącą gówniarstwem.
Chcesz rozwiązać problem nie martwiąc się o to, czy ktoś w rewanżu nie będzie zastawiał na Ciebie pułapek, to weź tych dwóch normalnych kolegów i zróbcie trzeciemu interwencję. Po prostu mu powiedzcie, że was wkurwia jego zachowanie i postawcie ultimatum - albo przestaje "pożyczać" rzeczy/zaczyna dokładać się do zakupów; zaczyna regularnie sprzątać i zmywać - albo zaczyna sobie szukać nowych współlokatorów.
I innej opcji nie widzę, chyba że chcecie poczuć smak dzieciństwa i pasty do zębów w butach, folii na kiblu, tabasco w soku, itp. itd
To w takim razie najwidoczniej właściwości amortyzujące Twoich butów są na wyczerpaniu :)
Ja planuję się wziąć za siebie trochę ostrzej w tym tygodniu, ostatnio się strasznie zapuściłem, oprócz dzisiejszego "pseudobiegu" - pięć dni przerwy z jednym treningiem siłowym w międzyczasie... ale teraz zwiększymy tempo :))
Ja dziś cały dzień czekałem na bieganie i cieszyłem się, że jest chłodno. Wróciłem z roboty, ubrałem bluzę i poszedłem biegać - wyszło słońce i zrobiło się straszliwie duszno :-/ Umęczyłem się strasznie, zrobiłem niecałe 4km w średnim tempie i wróciłem do domu, bo doszedłem do wniosku że mi się nie chce i że większy pożytek będzie jak to dzisiejsze bieganie potraktuję jako rozgrzewkę pod trening siłowy - co też uczyniłem :)
el.kocyk - > uu, to niefajnie :-/ ile orientacyjnie przebiegłeś w swoich buciszach? "Znawcy" twierdzą, że 600-800km to max, ale z tego co kojarzę, to pewnie biegasz po betonie, więc zużywają się szybciej...
mam nadzieję, że ból szybko przejdzie - a na przyszłość polecam trochę wzmocnić mięśnie piszczeli (łydek i ud też nie zaszkodzi ;)) - http://www.kulturystyka.pl/atlas/nogi.asp#lydka - link zapożyczony z wątku o siłowni, ja sobie tą stronę bardzo chwalę - można to w sumie dodać do wstępniaka :)
Dany26 - > po pierwsze - rozgrzej się przed biegiem - 10-15 minut podstawowych ćwiczeń, żeby przygotować mięśnie, stawy, ścięgna i serce do pracy. Druga sprawa - wybierz jakąś trasę blisko domu. Zacznij biec naprawdę wolnym truchtem, a kiedy poczujesz, że już nie możesz, to nie zatrzymuj się, tylko przejdź do szybkiego marszu. Pierwszego dnia się przesadnie nie forsuj, nie umiem Ci określić ile powinieneś biec, bo to zależy od Ciebie i Twoich możliwości, ale myślę, że między 15 a 30 minut powinno starczyć. Po bieganiu wiadomo prysznic,- uzupełniasz wodę i jesz coś zawierającego węglowodany i białko.
Potem zakładasz konto na Endomondo, zaznaczasz sobie jaką trasę przebiegłeś i w jakim czasie to zrobiłeś. Biegaj przez cały tydzień (łącznie 3-4 razy) tą samą trasę i mierz sobie czas, zobaczysz jaki zrobisz postęp :) Dołącz do naszej GOLowej grupy i trenuj razem z nami :)
Jeżeli chodzi o buty, to tak jak już wiele razy pisałem,- polecam Decathlon:
http://www.decathlon.com.pl/PL/buty-do-biegania-m-skie-10635398/
Imho nie ma sensu na początku przygody z bieganiem inwestować w buty za kilkaset złotych, skoro można kupić solidne, dobrze amortyzujące bucisze za złotych 50. No chyba że te 200 zł to dla Ciebie drobne, w takim razie mogę tylko doradzić, żebyś szukając butów za najważniejsze kryterium wyboru wybrał amortyzację,- Twoje kolana będą Ci wdzięczne :)))
Ale jeszcze trochę poczekamy - i dodasz dwie rywalizacje: półmaraton i maraton, w których pewnie dłuższy czas będziesz niepokonany :)
Hehe, też to zauważyłem, ale już się nie chciałem chwalić :) Zresztą, chwalić to się można wynikami z zawodów :) jeśli Cię to pocieszy, to okupiłem ten "sukces" dwoma muszkami w oku (a wyciągnięcie czegoś z oka spoconym palcem boli...) i chyba ośmioma muszkami połkniętymi... kurcze, lato latem, ale tyle tego cholerstwa lata wszędzie :[
kocyk - > czemu nie widać Twoich ostatnich treningów na Endomondo? Tzn. ostatni widzę z niedzieli.
Ja dziś dyszka w dobrym czasie - chciałem się zmieścić w 52 minutach i udało się, co mnie bardzo cieszy - myślę że w lipcu 50 minut na tym dystansie pęknie.
Mam mały problem - za cholerę nie mogę znaleźć w mojej okolicy biegu na 10km w najbliższym terminie - w Katowicach są dwa biegi, obydwa na pętle długości 1/10 maratonu, - i można biec ile pętli się chce, ale ja bym chciał dychę. Znalazłem coś takiego w sąsiednim mieście :
http://www.maratonypolskie.pl/mp_index.php?dzial=3&action=5&code=19510&bieganie
co prawda nie 10 a 15, ale raczej się wybiorę :)
r_ADM - > ale z tego co kojarzę, to tylko Era nazywała to pakietami rodzinnymi. Wiesz, pakiety - a raczej taryfy rodzinne, bo właściwie to miałem na myśli, to tylko jeden z elementów budowania brandu dla dojrzałego klienta, który kieruje się przy wyborze taryfy czym innym niż np. klient młody. Dlatego w reklamy T-Mobile mają Nowickiego, który dla pokolenia naszych rodziców jest wspomnieniem młodości - mało tego - sam Nowicki tę młodość wspomina. Klient odczuwa pozytywne emocje, potem leci logo T-Mobile - rozpoznawalność i pozytywny stosunek do brandu rosną.
To nie jest typ reklamy, który ma mówić o promocjach, iPhone'ach i szczegółach oferty przedłużeniowej.
A jeżeli ktoś mi powie, że "Przy wyborze operatora komórkowego ważne są konkrety, nie zaś "ciepły wizerunek"" to ja mu odpowiem, że nie ma bladego pojęcia o marketingu i o rynku telefonii komórkowej. Ok, dla Ciebie są ważne konkrety, ale nie przenoś własnych kryteriów wyboru na ogół konsumentów. Człowieku, obstawiam że 50% użytkowników telefonów komórkowych w Polsce nie wie jaką ma stawkę za minutę do wszystkich sieci, nie mówiąc tu o znajomości oferty innych operatorów i o umiejętności porównania warunków i dopasowania ich do swoich potrzeb. Ludzie kupują telefony i biorą abonamenty pod wpływem impulsu, bezpodstawnego przywiązania do sieci, niechęci do zmian, lenistwa, opinii znajomych-laików, itp., itd. Jeżeli Ty robisz inaczej - gratuluję bycia dojrzałym konsumentem, ale nie wmawiaj mi czegoś, o czym nie ma pojęcia.
Widzę, że ma tu sami spece od marketingu debatują :D
Looz już w 11 poście podsumował temat, ale ta zabawna dyskusja nadal się toczy :) Poczytajcie chłopaki o rebrandingu, może jakiś wywiad z 'górą' polskiego T-Mobile o tym np. jakie mają na najbliższy rok cele związane z rozpoznawalnością marki, etc.
Potem proponuję zdjęcie przysłowiowych "klapek" z oczu i zmianę podejścia typu "skoro mi się ta reklama nie podoba, to znaczy że jest do dupy, strzał w stopę" etc. Internetowe szczury i gimbaza nigy nie była targetem dla Ery i nie będzie dla T-Mobile, dla was jest Orange na kartę, Heyah i Play :) Era zawsze celowała raczej w bardziej zaawansowanego wiekiem klienta, te wszystkie pakiety rodzinne, etc.- stąd też taki klimat ich reklam - więc nie spodziewajcie się po T-Mobile, że nagle zacznie się bić o nastoletnich klientów sprzed monitorów ;))
NG - > ja mam jeden sposób na kolkę, zazwyczaj działa, chyba że biegam niedługo po jedzeniu (co mi się nadal zdarza) - wtedy nie ma na to leku. Ogólnie chodzi o rytmiczne oddychanie, tj. podczas biegu w średnim tempie zazwyczaj staram się, żeby wdechy i wydechy były rytmiczne względem kroków, najczęsciej wygląda to tak: 4 kroki wdech, 4 kroki wydech - oddycham przy stawianiu kroku tą samą nogą. Kiedy czuję że zbliża się kolka, zmieniam nogę 'oddechową' :) Przepona się trochę odciąża i kolka zazwyczaj przechodzi. Mam nadzieję, że w miarę czytelnie to przedstawiłem :)
W końcu zszedłem poniżej 24 minut na 5km, spory wyczyn biorąc pod uwagę fakt, że pierwszy kilometr musiałem rozbiegać zakwasy :) Ostatnie dwa km już ze średnim tempem ~4:15, więc jest nieźle.
btw. dzisiaj strasznie się uśmiałem w pracy, bo przyszedłem taki lekko obolały przez te nogi - i spotykam kolegę, który także dziwnie idzie - wręcz utyka. Pytam co się stało, on w tym samym momencie pyta mnie o to samo :) Okazało się, że tak jak mnie, biegaczowi, zachciało się siłowni i przez to cierpię zakwasy, tak jemu, bywalcowi siłowni, zachciało się biegania - brak rozgrzewki + nieopowiednie skarpetki = lekki obrzęk i krwawiący odcisk :) Ale zbieg okoliczności...
[edit]
pododawałem was wszystkich do znajomych na endomondo, jakby co to jestem Michał a nazwisko mam na P. ;)
przeszczep21, Jamkonorek - > bo Karule od kolegów słyszał, że tam ino bimber sprzedajo po którym się ślepnie.
Dla mnie to takie pieprzenie kogoś, kto nigdy pewnie tam nie był. Masz normalny alkohol w sklepach, część marek nawet jest w Polsce (np. Nemiroff) sprzedawany z banderolą, itp. Oczywiście w niższej cenie - wspomniana wódka Nemiroff we Lwowie kosztuje do 10zł, w polsce oscyluje ok. 30 zł za 0,5l. Jasne, ja też nie polecam kupowania bimbru, ale powiedzmy sobie szczerze - pijąc bimber gdziekolwiek narażamy się na niemiłe konsekwencje, ale nie można tak generalizować i uznawać cały ukraiński alkohol za "żeniony" ....
Ja staram się rozgrzać większość partii mięśni które będą brały udział w biegu, tak więc ramiona, potem brzuch (trochę skłonów, itp.) i potem nogi - powiem szczerze, że tu zdaję się na własną fantazję,- np. robię serie podskoków o różnej "głębokości" jeżeli chodzi o ugięcie nóg przy lądowaniu i wybiciu (żeby rozgrzać różne mięśnie),- szczególną uwagę poświęcam pachwinom, bo to taka moja "pięta achillesowa",- więc zawsze znajdę czas na trochę wymachów i innych ewolucji :) . Plus ćwiczenia typu pajacyki, żeby pobudzić serce do pracy. Ale ogólnie, to zawsze, niezależnie od rodzaju treningu, pierwsze kilkaset metrów biegnę delikatnym truchtem, zanim "wrzucę" właściwe tempo.
No a przed siłowym się nie rozgrzałem i teraz mam tego efekt, gorąca kąpiel pomogła na 10 minut :-/
Wstyd mi za siebie... Zrobiłem w sobotę trochę siłowego treningu na uda i łydki nie rozgrzewając się odpowienio wcześniej. Mam takie zakwasy drugi dzień, że nie wiem czy nawet jutro dam radę biegać... ale ze mnie łeb...
macio209 - > point for you! :) miałem na myśli "1 czy 5%" :)
czekitout - > ok, nie będę się spierał, bo masz rację jeżeli chodzi o ustawę - aczkolwiek fakt jest taki, że 150tys. ludzi pomimo obowiązującego prawa, poczuwa się jako przedstawiciele narodowości śląskiej.
A co do małej wiarygodności, to trochę nie rozumiem - bardziej wiarygodne jest wtedy, gdy nie ma możliwości wybrania danej opcji lub część respondentów nie wie o takiej możliwości, czy wtedy gdy sprawa jest dyskutowana w mediach i każdy ma możliwość wybrania tak jak mu serce podpowiada?
Karule - > nie wiem czy jest sens z Tobą dyskutować, bo używasz gównianej metaforyki i ogólnie widać, że pojęcie o sprawie masz mgliste. Dlaczego stawiasz "versus" pomiędzy dwoma narodami? Będzie wojna, czy jak? Wiesz co to jest w ogóle autonomia i jakie postulaty mają śląscy autonomiści? Proponuję najpierw się trochę doedukować a potem dopiero szczekać na forum.
Z mojej strony EOT, bo temat jest przewałkowany na tym forum sto tysięcy razy,- więc nie widzę potrzeby "dyskutowania" o tym po raz kolejny. Psy szczekają, karawana jedzie dalej...
Karule - > w 2002 roku narodowość śląską zadeklarowało ~150 tys. osób w województwie śląskim. Pomijając takie tereny jak ziemia Bielska i Częstochowska, gdzie Ślązaków nie uświadczysz,- Górnośląski Związek Metropolitarny ma ~2miliony mieszkańców, z których 400 tysięcy to Zagłębiacy. Tak więc uproszczony rachunek - 150 tys. z 1,6 miliona mieszkańców, to naprawdę więcej niż 5 czy 10%.
Poza tym weź po uwagę, mały pyskaczu, że podczas tego spisu część rachmistrzów kodowala odpowiedzi "narodowość śląska" jako "narodowość polska", albo w ogóle odmawiali zapisania odpowiedzi "narodowość śląska". Zresztą - niedługo wyniki spisu z 2011, zobaczymy wtedy jaki jest stan na chwilę obecną.
Więc podsumowując - najpierw się zapoznaj z faktami, a potem się zabieraj za komentowanie, bo jak na razie gównem które o niczego nie prowadzi jest poziom twoich wypowiedzi.
Ziomek, następnym razem jak będziesz szukał jakiejś gry, to polecam popytać na forum o bieganiu, tam pewnie też się znajdzie z 10 osób co grają i każdy Ci coś poleci.
http://bieganie.pl/forum/viewtopic.php?f=40&t=18344&hilit=s%C5%82uchawki
http://bieganie.pl/forum/viewtopic.php?f=40&t=18775&hilit=s%C5%82uchawki
http://bieganie.pl/forum/viewtopic.php?f=40&t=18988&hilit=s%C5%82uchawki+s%C5%82uchawek
Karule - > skad czerpiesz dane statystyczne, w szczegolnosci te 99% mieszkancow Slaska uznajacych sie za Polakow?
Wszedłem sobie dziś na stronę RW ( http://runners-world.pl ) i przypadkowo trafiłem na artykuł o Ianie Fieggenie, który całe swoje życie poświęcił... sznurowaniu butów! Polecam wam lekturę, zarówno samego artykułu, jak i strony Iana, oczywiście dedykowanej prawidłowemu ułożeniu sznurowadeł w butach. Ja tymczasem "bez odbioru" siedzę z butami przy komputerze, gapię się na rysunki na monitorze i wiążę!!
http://runners-world.pl/sprzet/Wezel-idealny-4258.html
http://fieggen.com/shoelace/
http://runners-world.pl/sprzet/Muzyka-w-biegu-3905.html
Nawet jeżeli nie wybierzesz konkretnego modelu,to może przynajmniej dowiesz się coś więcej :)
Łyczek - > no, niedługo będzie już 3 lata od mojego ostatniego Pikniku :) ale co prawda, to prawda, byłem wtedy po 10-dniowym piciu i jedzeniu zupek chińskich, palący minimum paczkę dziennie i cięższy o 13,5 kilograma :)))
Lysack - > zależy na jaki OS. Przykładowo na Symbiana można ściągnąć tu : http://www.symbian-freeware.com/get-endomondo-sports-tracker.html - podejrzewam że jak wpiszesz "Endomondo Sports Tracker [nazwa OS] download" w google to na pewno znajdziesz :)
5:32 min/km czyli ~11 km/h :)
btw. jakby nie było, z tego tysiaka jedna czwarta jest moja, więc jak najbardziej się cieszę (i trochę chwalę jednocześnie :))
Tak sobie myślę, na ile autentyczne są te nagrania. Nie chcę z góry zakładać, że nie są, po prostu w historii XX wieku było tak wiele przypadków sfabrykowanych wiosek i plemion, które rzekomo nigdy nie widziały białego człowieka, że po prostu za każdym razem jak widzę coś podobnego, to zastanawiam się, czy aby na pewno w tym przypadku nie jest podobnie. Niemniej jednak, zdjęcia robią wrażenie, trzeba przyznać...
A jednak się skusiłem na mały workoucik dzisiaj, niecała piątka żółwim tempem (pocieszam się, że zwracałem większą uwagę na technikę;) z jednym, minutowym i naprawdę szybkim podbiegiem. Ogólnie to chyba bardziej to potraktuję jako swego rodzaju sposób na kaca i wypocenie resztek alkoholu niż trening ;)
W takim razie proponuję aby w kazdym mcdonaldzie, kfc czy innym fastfoodzie obowiazkowo wszedzie widnialy zdjęcia grubasów rzygających z przejedzenia, chorych na otyłość dzieci czy ofiar zawału serca.
Na każdej wódce obowiązkowo zdjęcie jakiegoś zapitego i zarzyganego żula, albo kolesia który w jednej ręce trzyma flaszkę a drugą okłada żonę.
[edit]
Joshi aka Endeavour - > trzeba jednak pamiętać, że większość nawyków żywieniowych wynosimy z domu, więc mimo tego, że fakt obżerania się przez matkę fast-foodem nie podnosi bezpośrednio cholerterolu u dziecka, aczkolwiek zdecydowanie zwiększa prawdopodobieństwo, że w przyszłości tak się stanie, ponieważ dziecko powieli schemat i też będzie obżerać się śmieciowym jedzeniem
Możesz wywieźć z Ukrainy max. 2 paczki fajek, litr mocnego alkoholu (pow. 20%) i bodajże 2 litry słabszego i 5 litrów piwa. Więc szału ni ma, wielkich zamówień nie złożysz.
Panowie, różnica między nami jest taka, że ja biegam bez GPS, więc mi i tak wylicza średnie tempo z całego dystansu, więc nawet jeżeli np. biegnę tempo ~8km i końcowkę robię naprawdę szybko, to Endomondo mi tej końcówki do rywalizacji 1km nie wliczy, bo niby jak - jak tempo z całego biegu jest uśrednione :) Dlatego mówię, że ze dwa razy zdarzało mi się biec coś specjalnie żeby się sprawdzić, np. 3km - ale teraz odpuszczam i "biegam swoje" :)
kocyk - mam teren pagórkowaty, ogólnie Sosnowiec leży na wyżynie, 250mnpm,- tak jak kiedyś pisałem, dzielnica nazywa się Zagórze, więc wszędzie jest pod górkę albo z górki :) Więc robię tak, że jak mam długi, łagodny podbieg, to staram się nie tracić tempa (ale też nie świruję i zawsze patrzę na tętno, żeby nie przekraczać HR max), a na krótkich i ostrych po prostu przyspieszam, tak dla zabawy :) Ale Twój pomysł brzmi fajnie, coś ala podbiegowy interwał :)
[edit]
snopek - > ja biegam w czymś takim - http://www.decathlon.com.pl/PL/pas-na-1-bidon-28926119/ - oczywiście na krótkie dystanse nie biorę tego bidonu, tylko sam pasek. Ma dwie kieszonki, w tym jedna na zamek, idealna na klucze i telefon. Przed chwilą sprawdziłem z X8 brata, mieści się jakby z kompletu była :))))
Jeżeli chodzi o Kalenji, to produkty tej firmy można dostać oczywiście w Decathlonach, ewentualnie jak ktoś jest ze Śląska lub okolic, to w CH Dąbrówka w Katowicach jest jeszcze Koodza,- dyskont Decathlona (dla przykładu - koszulki Defuuz, które kosztują w Decathlonie 24,99, w Koodzy sa za 22 zł, a jeśli się weźmie 2 sztuki - za 20 zł)
Co do rywalizacji - ja już odpuszczam ustawianie treningów pod dystanse z rywalizacji :) Jak coś wpadnie po drodze, to fajnie, ale biegać np. 3 km (które mi w ogóle się nie mieści w planie treningu) po to żeby pobić rekord, to mi się już nie chce :)
Rares - >
1. naprawdę polecam Kalenji Ekiden, kosztują 50 zł, są mega wygodne i dobrze amortyzują, na początek na pewno wystarczy
2. zacznij od 3-4 treningów w tygodniu i nie forsuj się za bardzo, lepiej trenować trochę za mało niż trochę za dużo, szczególnie na początku
3. kocyk dobrze mówi - zastanów się po co chcesz biegać i wtedy dopiero myśl jak to robić :)
4. spróbuj rano, spróbuj po południu, spróbuj wieczorem - każdy ma swoją porę, ja np. mam szczyt formy ok.19 :) ale czasem poranna przebieżka jest ok, daje dużego kopa energii na cały dzień. Jedyny problem jest taki, że nie powinno się biegać na zupełnie pusty żołądek, a po jedzeniu tez jest ciężko, więc rano najlepiej zaraz po przebudzeniu zjeść banana, porozgrzewać się, itp. - i gdzieś po 20-30 minutach ruszyć.
5. biegając będziesz na początku chudł, bo będziesz tracił tłuszcz, a potem, odpowiednio się odżywiając, będziesz nabierał masy mięśniowej (która jest cięższa niż tkanka tłuszczowa, więc zapewne różnicę zauważysz na wadze) - musisz pamiętać o tym, żeby Twoja dieta była zróżnicowana, nie zawierała zbyt dużo tłuszczy. Do tego pamiętaj o tym, że jedzenie po treningu, nawet jak nie czujesz głodu, jest bardzo ważne. Jeżeli nic nie zjesz ponad godzinę po treningu, to organizm w skutek braku energii zacznie spalać tkankę mięśniową. Dlatego po bieganiu obowiązkowo posiłek ze sporą ilością węglowodanów i białka (w proporcji 4:1, choć lepiej byłoby 3:1). Plus oczywiście odpowiednie nawodnienie, ale to już inna sprawa :)
[edit]
Tak w ogóle, to ja wczoraj poszalałem z alkoholem, więc zastanawiam się, czy jest sens dziś biegać, bo szykuje mi się powtórka (oczywiście już na mniejszą skalę). Chyba dziś odpuszczę, za to w piątek, sobotę i niedzielę zrobie sobie 3 karne treningi, żeby wrócić "na prostą" :)))
Kalenji to są świetne buty, nawet te najtańsze :)
"Dla mnie 300zl na buty tylko do biegania to sporo"
Przy przeciętnej wadze biegacza, żywotność butów (wg producentów) to 800-1000km, wg biegaczy - spokojnie o 500km więcej. Poza tym każdy kto zna się na butach biegowych Ci potwierdzi, że np. powierzchnia amortyzująca buta potrzebuje ok. 24 godzin do 'regeneracji' po treningu, więc codzienne użytkowanie butów w których trenujesz może znacznie skrócić ich żywotność, co nie oznacza, że się rozwalą, ale po prostu będa Cię np. gorzej amortyzować.
Skoro jesteś zadowolony z butów Kalenji, to może spróbuj coś lepszego tej marki? Np. Kiprun 1000 - ostatnio widziałem ich test w "Bieganiu" i tester bardzo je chwalił,- bodajże 2500km w nich zrobił i dopiero zaczęły się delikatnie niszczyć w miejscach gdzie najczęściej się zginają. 249 zł i kilka opcji kolorystycznych, więc powinieneś znaleźć jakieś dla siebie :)
Btw. czasem myślę, czy nie napisać do Kalenji żeby mnie wsparli finansowo, bo czuję się trochę jakbym był ich chodzącą (a raczej biegającą) reklamą. Mam z tej firmy 2 oddychające t-shirty, bluzę, spodenki, buty, skarpetki, pulsometr i pasek z bidonem :) A jak na zimę będę się zaopatrywał w cieplejszą odzież, to na pewno pozostanę wierny tej marce - imho najlepsza relacja jakość/cena, oczywiście w kategorii "biegacz początkujący/średnio-zaawansowany" :)
Wydaje mi się, że dla samej wiedzy warto się wybrać do takiego sklepu, żeby pomogli dobrać najlepszy model dla Ciebie. Nawet jeśli go nie kupisz, bo będziesz wiedział, że np. musisz szukać butów dla osób z lekką pronacją albo musisz szukać butów które mają dobrą amortyzację na pięcie, etc. Potem (jak już będziesz w tej Warszawie) wybierz się do Empiku, przejrzyj Runner'sa i Bieganie, tam są w każdym numerze testy butów, na pewno coś dla siebie wybierzesz, oczywiście że Asicsy albo Pumy będa droższe niż mniej znane firmy, ale to nic nowego w dzisiejszym świecie :) I kocyk ma rację, szkoda takich butów na codzienne chodzenie :)
Na serio, snopek, możemy tu sobie pogadać o treningach albo startach w zawodach, ale co do butów, to co najwyżej każdy Ci może polecić tylko to, w czym sam biega :) Idź do profesjonalnego sklepu dla biegaczy, weź swoje obecne buty ze sobą, w sklepach typu Sklep Biegacza sprzedawcy są najczęściej po studiach związanych ze sportem i zdrowiem, więc mają spore pojęcie motoryce, o budowie ludzkiej stopy - zbadają Twój styl biegania, pronację, supinację, wypytają o Twoje bieganie - i na pewno coś razem wybierzecie :)
btw. jaki tele kupiłeś?
Darth Father - > bo te napoje mają b.wysoki indeks glikemiczny,- i tak jak wszystkie inne napoje/przekąski zawierające dużo cukru, dają chwilowy skok poziomu cukru we krwi, co skutkuje pobudzeniem, przypływem energii. Potem nasz organizm produkuje zwiększone dawki insuliny żeby ten cukier rozłożyć - i w efekcie jego poziom spada do poziomu niższego, niż był przed np. napiciem się napoju energetycznego.
Myślę że będą ok, jakbyś biegł 3x1,5km, to mógłbyś się pokusić np. 5:45/5:15/4:45, ale tak będzie ok. Ogólnie tempówki są po to, żeby nauczyć się kontrolować tempo stopniowo je zwiększając i wyrobić sobie nawyk zostawiania zapasu energii na finisz - tak więc ostatnie 100-200 metrów ciśnij ile fabryka dała :)
k42a_ - > moje zdanie jest takie, że 1) nie chce mi się 2) można, ale trzeba mieć w tym (jak we wszystkim) jakiś cel. Jeżeli chcesz biegać 2 razy dziennie tylko po to, żeby biegać więcej, to moim zdaniem to nie ma sensu, bo Twój organizm potrzebuje odpoczynku. 6 dni w tygodniu, 2 razy dziennie - moim zdaniem o wiele za dużo. Imho powinieneś ograniczyć się do 4, max 5 treningów tygodniowo, z czego 1-2 mogą być podzielone na dwie części, czyli rano i wieczorem. Jeżeli naprawdę czujesz potrzebę ruchu 7 dni w tygodniu, to w wolne od biegania dni idź na basen, siłownię, rower, cokolwiek - ale daj stawom odpocząć. Poza tym proponuję trochę urozmaicić trening, np. jeden dzień wolniej-dłużej, drugi dzień szybciej-krócej, itp.. Biegając cały czas to samo Twój organizm się szybko przyzwyczai do określonego typu wysiłku a w rezultacie będziesz miał mniejsze spalanie kalorii (argument dla redukujących wagę) i wolniejszy wzrost wydolności (argument dla pracujących nad formą).
[edit]
w czerwcowym Runner's World jest artykuł o bieganiu 2 razy dziennie, pozwolę sobie przytoczyć fragment
"*Jeżeli jesteś amatorem, trenuj 2 razy dziennie nie częściej niż dwukrotnie w ciągu tygodnia
*W czasie porannego treningu biegnij max 10-15 minut w najwolniejszym tempie
*Między pierwszym a drugim biegiem musi upłynąć min. 6 godzin"
W tym sezonie raczej nie da rady. Zostało mi jeszcze 70 dni w Polsce - a potem wyjeżdżam na 3,5 miesiąca na praktyki do Lwowa i naprawdę nie wiem jak tam będę stał z czasem, już wiem, że grafik będzie napięty, więc ciężko mi określić jak dalej pójdzie z treningami w tym sezonie :) Chciałbym zejść pomiędzy 40-45 minut, zresztą trudno mi to określić, bo powtórzę to setny raz - nie potrafię na podstawie treningu z podbiegami określić czasu na zawodach typowo ulicznych (w sensie - płaskich).
Btw. ostatnio z nudów sobie liczyłem, jakie mniej więcej miał tempo Gebreselasje, jak bił rekord na 42km w Berlinie :) ~2:55 min/km, szczęka opada :)
Jak najlepszy :) Nie czaruję się, że będę robił takie postępy przez cały czas, ale biorąc pod uwagę fakt, że w maratonie chciałbym wziąć udział gdzieś za dwa lata, wg kalkulatorowych prognoz teraz powinienem go pobiec w ~4h (hahaha, dobre sobie) - więc myślę, że jeżeli przepracuję ten czas ciężko i uczciwie, to 3:30 - 3:40 jest w moim zasięgu. Dlatego chcę się skupić raczej na dyszce, zrobić naprawdę dobrą bazę na tym dystansie, potem za rok półmaraton w 1:30 - 1:40 - i będziemy myśleć dalej :)
Wiesz, moim wielkim marzeniem i biegowym celem jest królewskie 42195 metrów, ale tak jak pisałem wcześniej,- chcę je pobiec w dobrym czasie i na pewno nie w tym ani następnym roku. Ok, też się cieszę z moich czasów, bo wczoraj biegnąc tak sobie myślałem, że w sumie biegam trzy i pół miesiąca średnio trzy razy w tygodniu i robię naprawdę mega progres, ale chyba muszę trochę "zwolnić tempo" (niefortunne określenie ;) jeżeli chodzi o dodawanie kilometrów, a skupić się na podkręcaniu właściwego tempa, zwiększaniu siły, szybkości, wytrzymałości. Wczoraj wręcz z rozczuleniem sobie wspomniałem, jak na początku marca biegłem 3,8 km z dwoma sporymi podbiegami i pod koniec miałem łzy w oczach, a czas w okolicach 30 minut; teraz ten dystans biegnę w 17 minut, a na podbiegach przyspieszam dla zabawy :) Ale wydaje mi się, że jakbym zapytał jakiegoś doświadczonego trenera, to raczej by mi przyznał rację co do wstrzymania się z maratonami, półmaratonami, itp.. Moim zdaniem to trochę jak zaczynanie przygody ze wspinaczką górską od And lub Himalajów, kiedy po drodze są jeszcze Tatry, Alpy, itp. :) Więc w te wakacje na pewno sobie zafunduję coś krótszego, ale za to w przyszłorocznej Silesii na pewno wezmę udział na dystansie połówki :) Cały czas tez próbuję "dotrzeć się" z treningiem, bo ostatnio myślałem o dodaniu czwartego treningu podbiegowego, natomiast teraz coraz bardziej myślę o tym, żeby pozostać przy 3 treningach biegowych (tempo, interwał, wybieganie) i dodać do tego raz w tygodniu siłownię - tylko tu mam dylemat, czy skupić się tylko na nogach i ew. brzuchu, czy po prostu robić trening obwodowy całego ciała...
Przydałaby się jakaś rywalizacja typu: "kto w największym stopniu trzyma się swojego planu treningowego". Bo interwały ostatnio biegłem 10 dni temu :-/ Tak sobie myślę, szczególnie jak spojrzę na Twoje plany, el.kocyk, że chyba czas skończyć z bieganiem na tzw. "przypał", tylko wybrać sobie jakiś konkretny bieg (dystans od 5km do 10km), przygotować się do niego solidnie i huknąć jakąś pożądną życiówkę na oficjalnym dystansie. Bo powiem szczerze, że treningowe bieganie - nawet ze świadomością, że gdzieś tam sobie biega np. Snopek czy Kocyk, od których chciałbym mieć lepszy czas ;) - nijak się ma do biegu na zawodach, do których się przygotowuje, na których jest publiczność, jest doping, rywalizacja, itp.. W tym roku byłem tylko na jednych zawodach, a czasu który tam pobiegłem, nie mogę do teraz poprawić na treningu... Poza tym - cholera, ja te treningi to ciągle biegam pod górkę, mam naprawde ochotę przebiec się na konkretny dystans z minimalną, max kilku% różnicą wysokości...
Przez cały dzień pisania magisterki myślałem tylko o jednym - i tak się nabuzowałem, że czas na 15km mnie zaskoczył - planowałem zrobić cały dystans w 1:30:00, ale widocznie "doping" w postaci 4 kostek cukru zjedzonych po drodze mi pomógł pobiec trochę szybciej :D a moim dzielnym nogom należy się teraz okład z lodu...
Ziomek, nawet najbardziej kobieca kobieta jaka istnieje nie pomoże Ci w tej sytuacji, jeżeli nie zna Twojej ukochanej. Ja wiem, że w Twoim męskim rozumowaniu kolczyki dzielą się na 2 kategorie - "podobają mi się" i "nie podobają mi się", ale kobiety podchodzą do tego inaczej. Ile dziewczyna ma lat, gdzie będzie najczęściej w tych kolczykach chodzić, w co się najczęściej ubiera, jakie kolory preferuje, jaki ma kolor włosów, jaki ma kolor i oprawę oczu, jaki ma kształt twarzy, jaką ma karnację, wreszcie - jaki typ kolczyków preferuje - klasyczne, nowoczesne, delikatne, wyraziste, z kamieniami, bez kamieni, złote, srebrne, etc. Jak już będziesz znał odpowiedź na te wszystkie pytania i z czyjąś pomocą uda Ci się znaleźć odpowiednie kolczyki, pozostaje jeszcze najważniejsza kwestia - czy po prostu jej się spodobają. Sorry, dude, ale tak to właśnie jest z kobietami :)
Byłem przekonany, że któryś z nich zginie w czasie pajacowania przed kamerą, a tu jednak nie. Co za ironia, możesz otrzeć się o śmierć w wymyślny sposób z własnej inicjatywy tysiąc razy a potem zginąć w zwykły, "niemedialny i nudny" sposób. Takie życie, nie cieszy mnie to ani nie smuci, ot, jednego koleżkę robiącego z siebie idiotę przez kamerami za fajne pieniądze - mniej. Szołbiz szybko wypełni tę lukę...
Haha, wczoraj jadłem sałatkę z bobu i przypomniałem sobie ten wątek sprzed lat, dzisiaj wchodzę na forum, a tu ktoś wyciągnął tego starocia sprzed 8 lat :D
pytanie tylko po co?
Herr Pietrus - > ale tu dochodzimy do dywagacji pt. "jak powinno być". To ja Ci coś powiem - kiedyś grono ludzi związane z gospodarką żywnościową oszacowało, że jest możliwe, aby wyżywić każdego człowieka na Ziemi żywnością która "powstała" nie dalej niż 30km od miejsca jego zamieszkania. I byłoby to opłacalne dla wszystkich - i tak "być powinno". Ale grupa ludzi z koncernów żywnościowych i transportowych ma w tym interes, a np. część Polaków w zimie nie zadowala się witaminą C z ogórków kiszonych jak ich przodkowie, ale woli zajadać pomarańcze z Matao w Brazylii, choć teoretycznie są na tym stratni. Tak samo jest tu - może i jest możliwe, żeby podać naprawdę dobrej jakości żarcie w przystępnej cenie, odpuszczając te wszystkie fanaberie, złote spinki, jedwabne obrusy, etc. Na zdrowy rozsądek to oznaczałoby więcej klientów - ale widocznie bardziej opłaca się adresować swoje usługi do najbogatszych 10% społeczeństwa; a skoro ogromna większość właścicieli restauracji kierując się rachunkiem ekonomicznym idzie w tą stronę, to mi pozostaje zgodzić się, że pomimo tego, że wolałbym żeby było inaczej - to taka sytuacja się im opłaca.
Co do pączków za 10 zł od Gesslerki albo Bliklego, to podam Ci inny przykład - brat brał ślub i chciał kupić obrączki. W Aparcie spodobał mu się jeden model w cenie X. Poszedł do no-name'owego jubilera, który wykonał dla niego identyczny model za 1/2x. Brat jest akurat osobą, dla której brand produktu jest jednym z ostatnich czynników wpływających na decyzję o zakupie czegoś, ale jest spora grupa konsumetów, dla których możliwość pochwalenia się w towarzystwie, że obrączki mają z Apartu a pączki jedzą tylko u Bliklego jest warta zapłacenia wielokrotności realnej ceny produktu/usługi.
Bawi mnie to ogromne oburzenie na ceny w restauracjach :) Tak jak już ktoś napisał - podstawowy błąd to mylenie dobrej restauracji z jadłodajnią, gdzie podstawowym kryterium jest ilość/cena. Doświadczenie nowego smaku, spróbowanie czegoś, czego się nigdy nie jadło i zapewne nie jest się w stanie tego samemu przyrządzić plus sposób podania, obsługa, atmosfera, itp. I za to na całym świecie ludzie płacą, bo chcą płacić za jakość, a nie za ilość. Jak chcesz zjeść dużo, to jedź do jakieś budy przy trasie której main targetem są truckerzy - tam za 35 zł dostaniesz michę grochówki i ogromny talerz kartofli z przedwczorajszym kotletem ze świni - oczywiście o średnicy 20cm. Ale sorry, jak np. chcesz zjeść dziczyznę czy chociaż dobry stek (ale z argentyńskiego Angusa, a nie z tych naszych biednych krówek, które niekiedy świeżej trawy na oczy nie widziały) - a to wszystko podane w schludny sposób przez kelnera, który będzie potrafił dobrać ci do tego wino (a nie proponować lane Tyskie) - to nie dziw się, że za czteroosobową kolację zapłacisz z 500 zł.
Ale sobie fajnie pobiegłem tempówkę na 7,32 km :) Żałuję, że nie mam gpsa, bo chciałbym wiedzieć jakie miałem tempo w trzeciej tercji biegu, bo średnie w całym biegu to 5:05 min/km, co biorąc pod uwagę ilość podbiegów na tej trasie cieszy mnie niezmiernie. Jeszcze do tego postanowiłem poważniej wziąć się za technikę, tj. zwracać większą uwagę na proste plecy, prawidłową pracę rąk i wydłużenie kroku - czyli zalecane przez fizjoterapeutów "ładne bieganie" ;)) . Tak w ogóle to jak wy biegacie Panowie? Jak fabryka dała, czy staracie się jakoś modulować swoją technikę?
Przeczytałem ten wątek o maratonie i naprawde ciężko się nie zgodzić z wypowiadającymi się tam "sceptykami". Jak tak sobie myślę o maratonie, to wydaje mi się, że kluczową kwestią jest tu motywacja - tzn. co powoduje, że chcę przebiec maraton? Bo jeżeli ktoś np. ma coś do udowodnienia światu i chce 42 km przetruchtać tempem ~8min/km i mieć nadzieję, że wytrzyma, to ok, ja to rozumiem - i w tym przypadku widzę możliwość rozpoczęcia treningów na 3 miesiące przed startem a potem założenia, że jakoś to będzie - byleby się zmieścić w 6 godzin.
Dla mnie, jak chyba dla każdego kto zaczyna biegać dłuższe dystanse - maraton jest celem który mnie w jakiś sposób motywuje, ale ja bym do tego chciał podejść z umiarem. Ok, pewnie jakbym się teraz spiął w sobie, to w sierpniu bym przebiegł w jakieś 5:30 :) Ale po co? Biegam regularnie 4 miesiąc, zrobiłem na zawodach na 6km czas który naprawdę mnie cieszy, teraz chciałbym poprawić czas na dychę (na zawodach), bo 53:30 mnie nie satysfakcjonuje, zejście poniżej 50 minut to jest mój cel na ten sezon :) A jeżeli okoliczności będą sprzyjające, to może w tym roku pokuszę się o coś dłuższego, a maraton sobie odkładam na przyszły sezon albo jeszcze dalej. Bo pierwszy raz nie może być byle jaki :>
Btw. mam wrażenie, że dużo osób zaczynających biegać i widzących u siebie te ogromne postępy na początku łapie wręcz za dużo wiatru w żagle i od razu chcą maratony biegać :) też tak miałem, ale powoli się z tego leczę, bo skoro jestem w stanie nadal na tak krótkim dystansie jak 3km poprawiać swoje wyniki o ponad 30 sekund, to chyba jeszcze sporo jest do zrobienia (i poprawienia) na poziomie 3, 5, 10 i 15 km :)
el.kocyk - > pół minuty... tempem startowym, okupione betonowymi nogami na koniec i zadyszką jak po zawodach :) raczej sobie na przyszłość odpuszczę takie zabawy na treningach, bo nie ma co się tak forsować na treningach - ale zapewne w niedługim czasie skuszę się na jakieś zawody i wtedy może postaram się trochę wyśrubować ten czas :)
Co do treningu, to wygląda to tak, że tempo jestem w stanie określić dopiero po bieganiu, więc w trakcie reguluję je biorac pod uwagę tętno i ogólne sampoczucie :) i tak
Wybiegania biegam stopniowo zwiększając dystans (na razie najwięcej 12,8km), tempo w okolicach 5:30,- na trasach mam tak ok. 6-10 podbiegów
Tempówki biegam tak, że dystans między 3-7 km dzielę sobie na trzy części, zaczynam bardzo spokojnie, potem na drugim odcinku zwiększam tempo, a na trzecim staram się biec naprawdę szybko, ostatnie 100-200m pokonując sprintem. Szkoda że nie mam GPSa, bo ciężko mi określić tempo poszczególnych odcinków, Endomondo wskazuje mi tylko średnią arytmetyczną.
Interwały biegam najczęściej 5x 200-250m max naprzemiennie z 200-250m b. wolnym truchtem. Myślę nad protokołem Tabaty, ale przyznam, że trochę się go boję ;>
http://polskabiega.sport.pl/polskabiega/1,105609,9088561,Trening_nie_dla_mieczakow.html
Co do siły, myślę o czymś takim - mam trasę ok. 4 km, a w jej połowie fajną górkę. I chciałbym biec 2 km swobodnym tempem, potem 4x20 sekund podbiegu (pierwszy na 90%, pozostałe na setke, czas jeszcze muszę zweryfikować bo ciężko mi w tym momencie określić nachylenie, być może zmniejszę czas do 15 sekund), zbiegi truchcikiem i powrót 2km swobodnym tempem.
Jeśli zaś chodzi o Coopera, to też się cieszyłem, bo moje 2,80 km daje mi wynik bardzo dobry, ale potem spojrzałem na tabelkę niżej (wiem, wiem, nie jestem profesjonalnym sportowcem, ale ambicja jest ambicją) i już nie było tak różowo :)))
Cześć, chciałem tylko powiedzieć że na 2 i 3km mamy zmiany na podium :) a dodatkowo ja mam postanowienie, że nigdy więcej nie biegam przy takiej duchocie jak dziś rano. W ogóle nie lubię biegać rano, ale obiecałem sobie wczoraj odpuszczając wieczorny trening. Czas, owszem, fajny, ale jakoś średnio przyjemnie mi się biegło.
A tak z innej beczki, to mam mały mętlik w głowie. Wydawało mi się, że im więcej będę czytał o bieganiu, tym więcej będę wiedział i łatwiej dopasuję plan treningowy odpowiedni dla mnie, a mam wrażenie, że informacje np. w prasie biegowej którą czytam (Bieganie i Runner's World) oraz na stronach dedykowanych bieganiu (np. bieganie.pl) często są sprzeczne i nawzajem się wykluczają.
Np. myślę ostatnio o dodaniu czwartego treningu do mojego biegowego tygodnia. Na ogół wygląda on tak, ze jeden dzień robię szybkość (interwał), drugi tempo (kilkukilometrowy bieg z narastającym tempem), trzeci wybieganie spokojnym tempem. Teraz chciałbym dodać do tego trochę siły biegowej, tak jak już pisałem, mam wokół siebie mnóstwo górek i planuję robić treningi polegające na seriach "sprintów" pod górkę. I nie podam dokładnych źródeł, bo już się pogubiłem, ale z tych wszystkich lektur dowiedziałem się że a) to super pomysł, bo podbiegi i trenowanie siły biegowej da super efekty na długich dystansach b) trenowanie siły biegowej sukcesywnie zabija szybkość c) trzeba sobie ułożyć plan i w miarę regularnie się go trzymać d) regularność treningu powoduje przyzwyczajanie się organizmu do określonego poziomu wysiłku co skutkuje obniżeniem rezultatów. I kurde nie wiem już nic...
NG - > ja ostatnio zauważyłem, że w zależności od trasy mam różny poziom motywacji. Najgorzej jest, jak sobie wyznaczę jakąś pętlę i założę, że np. biegnę dziś ją 4 razy. Po drugim naprawdę mnie korci, żeby po drodze odbić do domu. Jak wyznaczę sobie trase typu 'dobiec do punktu x i z powrotem', to też mi się jakoś nie do końca chce ;) Za to jedna duża pętla, najlepiej jakąś trasą nigdy/dawno nie bieganą - zazwyczaj od rana się tym jaram (bo biegam po południu).
Dziś planowałem kilkukilometrową przebieżkę, ale raz że coś duszno, dwa że coś nie czuję się na siłach, trzy - za duży obiad zjadłem, chyba bym musiał do 22 czekać - więc na dziś odpuszczam, jutro też jest dzień
Na 3km rozwinęła się tak piękna rywalizacja, że chyba następny krótki, tempowy trening poświęcę na to, żeby dorzucić swoje 3 grosze do tego 3 kilometrowego wyścigu :D
Ja dziś dłuższe wybieganie, bo prawie 13 km, z czasu jestem zadowolony, bo zakładałem 1:15:00, a wyszło prawie 6 minut szybciej, btw. ja chyba nie potrafię biegać innym tempem niż ~5,20min/km :)
Żart sytuacyjny - wpisałem w endomondo wartość "201" w polu waga i "97,5" w polu wzrost (stąd chore wyniki spalania kalorii). Polecam wizualizację niespełna metrowego koleżki ważącego 200 kg :D do tego biegnącego np. 10 km :D
Robiłem w sobotę interwały :) Łącznie przebiegłem ponad 5,5 km, z czego 1600m na stadionie interwałem 4x 200m max/200 m trucht. Powiem tylko tyle - po czwartym sprincie nie miałem siły wracać do domu ;)) Wiem że bez tego praktycznie niemożliwe jest wytrenowanie dobrej szybkości, ale cholernie trudno mi się zmotywować do tego typu treningu, w przeciwieństwie np. do długich wybiegań, które gdyby nie zdrowy rozsądek i brak czasu mógłbym chyba biegać codziennie ;) To chyba przez to, że nigdy nie miałem charakteru sprintera, wolę długi ale mniej intensywny wysiłek...
też mnie to już wkurza :-[ ale w sumie nie traktuję tego poważnie w tworzeniu jadłospisu, więc olać to :)
Powiem wam, że patrzę na te nasze rywalizacje i tak jak w wyścigu na 100km nie widzę dla siebie szans, bo biegać 5-6 razy w tygodniu nigdy nie zamierzałem, max 3-4 razy w tym jeden króciutki dystans interwałem typowo pod szybkość - tak coś mi się wydaje, że przy pierwszej wolnej sobocie wybiorę się na stadion żeby sprawdzić kto tak naprawdę tu jest najszybszy na 5km :) Bo w rywalizacji mam 27:27 na tym dystansie, ale tak jak pisałem - na ostatnich zawodach miałem 27:09 na 6km, więc w przeliczeniu tym tempem piątka powinna być zrobiona w 22:30 (jeśli nie szybciej ;))
przyjęte, już sobie wyznaczyłem w miarę płaską trasę na 5km, pojutrze ją przetestuję :))
a te oznaczenia to takie moje robocze notatki do interwałów - mam przed blokiem taki śmieszny plac który otacza chodnik o ok. 250m długości, więc jak wyciągam dziewczynę na bieganie to właśnie tam, bo ona się boi dłuższych tras ;) i sobie truchta, a ja trenuję szybkość właśnie takim prostym interwałem - kółeczko na prawie max, kółeczko bardzo spokojnym truchcikiem - razy pięć :) potem ewentualne parę kółek na rozbieganie, ale takim tempem, że nawet tego nie liczę jako treningu
Nie jestem w naszych rywalizacjach bo nawet nie wiem gdzie je znaleźć ;) w zakładce Rywalizacje jest tylko wyszukiwarka ogólna wszystkich rywalizacji całego serwisu, na profilu naszej grupy też nic nie znalazłem, zaproszenia nie dostałem...
el.kocyk - > Michał Pluciński
snopek - > mój pulsometr świruje :-/ mam go od dwóch miesięcy i zastanawiam się czy nie oddać go na gwarancję, bo pokazuje mi strasznie zawyżone wyniki. Np. dziś na płaskim odcinku i przy naprawdę spokojnym tempie pokazywał mi HR 225 (a np. na ostrym podbiegu - HR 185) :-/ więc to by pewnie tłumaczyło, dlaczego pokazuje takie spalanie, rzeczywiste na pewno jest o wiele, wiele niższe. Ale i tak planuję wizytę u lekarza, bo nie miałem badanego serca od jakiś 20 lat, a badań pod kątem sportów wytrzymałościowych nie miałem przeprowadzanych nigdy
el.kocyk - > Sosnowiec. I a propos wyrabiania kondycji przez podbiegi - po wpisaniu wyników wszystkich moich zapisanych treningów do Endomondo, wyświetla mi Personal Best na 5km jako 24:54; tak jak pisałem - wszystko na trasach z podbiegami. Na początku maja wybrałem się z kumplem na zawody w ramach 'Polska biega' z celem 6km w mniej niż pół godziny. Trasa była niemal idealnie płaska - jakie było moje zdziwienie jak na metę wpadłem z czasem 27:09 :))
[edit]
Co prawda nie jestem w stanie odtworzyć trasy, bo parkowych ścieżek nie ma zaznaczonych na mapie, ale dodałem sobie ten bieg do Endomondo, PB5km : 22:37 - to brzmi dumnie :)
Snopek - > jak w marcu zaczynałem na poważnie biegać i porwałem się na dystans 3,85 z naprawdę sporym podbiegiem, to pod koniec trasy miałem niemal łzy w oczach + kompletny brak oddechu. Potem przez miesiąc miałem uraz i omijałem tą trasę. Dzisiaj na tym podbiegu z uśmiechem wyprzedzam rowerzystki :D
Ja dziś podobny czas jak Snopek, tylko dystans krótszy :) 10,85 km w 59min 36sek - ale jestem z siebie strasznie dumny, bo wybrałem trasę na której było naprawdę dużo podbiegów, długich i średnio łagodnych (ostatni miał kilometr), a "zbiegi" (nie wiem jak to nazwać ;) były dosyć ostre i krótkie, więc musiałem hamować żeby sobie krzywdy nie zrobić.
Trochę wam zazdroszczę płaskich ścieżek do biegania, nie zawsze mam ochotę na walkę z podbiegami, a w moim przypadku każda wyprawa dalsza niż 2-3 km oznacza właśnie taką przygodę - no ale cóż, jak się mieszka w dzielnicy Zagórze, to chyba jest się skazanym na bieganie po górkach :)
Co do wody - ja się jakiś czas temu wybrałem na trening tempowy przy dość dużej temperaturze, więc pomyślalem, że spróbuję i wezmę izotonik do ręki. Efekt był taki, że po 2km izotonik wylądował w koszu, a ja już nigdy nie zamierzam biec z czymkolwiek w dłoniach. Na krótszych treningach nie piję nic w czasie biegu, jeżeli chodzi o wybiegania, to staram się 1) odpowiednio nawadniać cały dzień 2) nie biegać w czasie największych upałów. Myślałem swego czasu o pasie na bidony, ale kurcze, jak biegnę, to biorę ze sobą już stoper, pasek pulsometra, telefon, słuchawki i klucze (a czasem jeszcze pas izoprenowy, bo muszę trochę brzucha zrzucić :) ) - więc każdy kolejny balast mnie po prostu przeraża. Ostatnio jak wyjątkowo brakowało mi motywacji, to poszedłem biegać po prostu w butach, spodenkach i koszulce - niech żyje wolność, wolność i swoboda ;) polecam każdemu od czasu do czasu, bieganie dla czystej przyjemności ;)
Tlaocetl - > a pamiętasz (level sugeruje że powinieneś ;) - jak na GOLu były wielkie krucjaty moderatorów przeciwko agresji, przekleństwom, itp? Pamiętam, że pomimo tego, że wszyscy na ogół psioczyli na coraz niższy poziom dyskusji, itp. - jak tylko moderatorzy sypnęli banami, to podnosił się raban, że "ograniczają wolność słowa" :))
szymon_majewski - > dzięki za posta, bo dużo wniosł do tematu w odróżnieniu od kłótni poniżej - ogólnie to Internet nie jest moim zdaniem miejscem dla ekspertów,- razem z Web 2.0 skończyła się era autorytetów a zaczęła era Wikipedii i nie tylko opinii większości jako wskaźnika mody czy gustu, ale opinii większości w sferze faktów, która, jak każdy niegłupi człowiek wie - ma (a może - mieć powinna) inne kryteria niż głos większości. Powiedz mi tylko jedno, bo nie załapałem - skoro piszesz, że Twoja opinia zginęłaby w tłumie, to dlaczego mieliby Cię zbanować na gitara.pl
Dycu - > ok, nie jest moją sprawą Cię oceniać, ale zastanawia mnie, czy nadal byłbyś tym bardzo spokojnym człowiekiem w prywatnym życiu gdybyś nie ponapinał się na necie? Bo wiesz, Ty nazywasz to rozrywką, dla mnie to odreagowywanie - i pomimo tego że te dwie rzeczy mogą nachodzić na siebie, to jednak nie są tym samym. Co do niszczenia komuś życia przez internet - naprawdę nie mam czasu śledzić tych wszystkich 4chanów i innych "nowych" trendów z zakresu social media, sprawdziłem sobie w urbandictionary 'b-tard', ale czy móglbyś jeszcze mi nakreślić w kilku zdaniach temat z perspektywy osoby która jak podejrzewam lepiej się w tym kuma niż ja? [edit] dopiero teraz zauważyłem post Kosmita, prośba już nieaktualna ;)
Igierr - > a co jeżeli wyżycie się na kimś na forum będzie miało skutki może nie takie jak zranienie nożem, ale w każdym razie poważne? Też uważasz jak Dycu, że po drugiej stronie kabla są tylko literki a nie człowiek?
Buja - > ok, na FB jestes podpisany z imienia i nazwiska, tutaj od lat wiele osób znasz osobiście; ale jak piszesz (jeśli piszesz) gdzieś totalnie incognito, to ma to wpływ na to jak się zachowujesz?
Jedziemy do Gęstochowy - > a propos Biebera - ostatnio czytałem o incydencie na jego koncercie, tzn. parę osób zapłaciło grube pieniądze za bilet tylko po to, żeby obrzucić go jajkami :) btw. powiedzieć coś w necie to powiedzieć coś wprost?
rvc - > temat polityki i produktów komercyjnych bym pominął, bo tutaj najczęściej komentują opłaceni ludzie, natomiast jeśli chodzi o to o czym pisałeś trzy zdania wcześniej - imho to w dużej mierze nie z powodu niemożności 'dostania w pysk' ale chyba tego, że można komuś dopieprzyć nie dostając (oczywiście jako Jan Kowalski, skoro podpisałem się ksywką) łatki zawistnika. Tak poza tym, wiele osób ma wg mnie problemy z mówieniem prawdy w oczy, a internet to takie jakby plotki za plecami, nie?
KoSmIt - > dzięki za wyjaśnienie a propos b-tardów
Snopek - > już założyłem konto
Co do telefonu - ja się czaję na Sony-Ericssona ELM. Tu masz specyfikację : http://www.mgsm.pl/pl/katalog/sonyericsson/elm/ . Od bodajże 318 zł można kupić nowego, sprawdź na Ceneo. Jest na liście telefonów w Endomondo, ma Wi-Fi, jest niedrogi, nawet niezły aparat, wzmocniona szyba wyświetlacza - jak dla mnie wszystko czego wymagam od telefonu :)
Grzesiek - > ok, polactwo czyli syndrom niskiego poczucia własnej wartości - ale wydaje mi się, że w Polsce agresja internetowa nie jest aż na takim poziomie jak w państwach typu USA czy UK.
Dycu - > ja nie twierdzę, że to dotyczy wszystkich internautów, ale przyznaj, że w internecie poziom takich zachowań jest wyższy. To co mnie interesuje, to właśnie odpowiedź na pytanie - kto, tzn. jaki typ człowieka hejtuje w internecie, albo nawet nie hejtuje, ale wdaje się w agresywne polemiki z innymi? Czy tylko młode gnojki? Nieudacznicy? Ludzie z zaburzeniami tożsamości którzy w virtualu tworza swoje alter-ego?
Flyby - > akurat dla mnie wypowiadanie się na tym forum niemal od zawsze miało trochę inny charakter niż pisanie na innych forach, bo od wielu lat znam część użytkowników GOLa osobiście, więc zawsze pisząc miałem świadomość, że moje wypowiedzi nie trafiają do innych "nicków" ale do prawdziwych ludzi - i jakie moje słowa mogą mieć konsekwencje. Szczerze mówiąc, to nigdy nie pisałem regularnie na innym forum, a jeśli tylko, to na takich, gdzie i tak znałem userów osobiście, więc ciężko mi jest sobie wyobrazić poczucie braku konsekwencji za swoje słowa - nie mówię tu o żadnych akcjach podchodzących pod literę prawa, ale właśnie o agresji nie podchodzącej pod moderację, a jednak mogącej komuś namieszać w życiu. I zawsze mnie ciekawiło, czy temu komentarzowemu hejtingowi albo po prostu jechaniu po kimś w internecie - towarzyszy refleksja, że po drugiej stronie też jest człowiek i że gdyby nie to, że dzieli nas przestrzeń a łączy tylko kabel, to na 99% nie powiedziałbym mu tego w twarz...
W sensie - na Endomondo? Będzie problem, bo mój archaiczny telefon nie obsługuje takich aplikacji, a jedyna elektronika jakiej używam przy bieganiu to pulsometr :)
promilus1 - > dobra, co do anonimowości to w zupełności się z Tobą zgadzam, ale nadal zastanawia mnie motywacja. Przykładowo Bieber - osiągnął to, czego żaden z internautów nigdy nie osiągnie, jest marketingowym tworem, robi plastikową muzykę,- ok, każdy sobie może pod nosem zakląć z czystej ludzkiej zazdrości - ale jak popatrzy się na całą hejterską twórczość na jego temat na kwejkach i innych demotywatorach, to zaczynam się zastanawiać - dlaczego? Bo to znacznie wykracza poza efekt "spuszczenia ze smyczy" wywołany przez anonimowość w necie...
Skrz@t - > naprawdę dawno tu nie zaglądałem, więc nie kojarzę podobnego wątku, jakbyś mógł podrzucić linka to będę wdzięczny
wcis_PL - > zacznij od dzisiaj :) ja po 7 latach palenia poszedłem biegać po 1 dniu bez papierosa, przebiegłem jakieś 1,5 km i myślałem że wyzionę ducha :) Potem przez dwa lata zabierałem się za bieganie, ale tak jakoś bez pomyślunku - i zniechęcałem się po krótkim czasie - i tak parę razy. Aż w końcu w marcu powziąłem mocne postanowienie - biegam 3 razy w tygodniu, mierzę sobie dystanse na www.geoportal.gov.pl , co tydzień zwiększam dystans o 10% . Tak było w marcu, teraz biegam swobodnie 10 km ze sporymi podbiegami w mniej niż godzinę, bez specjalnej diety, za to z regularnymi 5 posiłkami dziennie schudłem 7 kg w niecałe 3 miesiące. Jedząc dużo słodyczy, w weekendy nie odmawiając sobie piwa i raz na jakiś czas niezdrowego żarcia :) Jeżeli mogę Ci coś doradzić, to zapisuj sobie odległości i czasy swoich pierwszych biegów, bo na samym początku będziesz robił ogromne postępy, a to jest bardzo motywujące, jak możesz na papierze czy na ekranie zobaczyć jak dużo jesteś do przodu np. po miesiącu ;) powodzenia :)
Witam,
chciałem w tym wątku poruszyć jedną rzecz, mianowicie problem agresji w Internecie. Wpadł mi ostatnio w ręce numer Wprost sprzed dwóch lat o polskiej siatkarce Dorocie Świeniewicz, która zakończyła karierę z powodu nagonki, jaka miała miejsce na forach dyskusyjnych i w komentarzach pod artykułami na popularnych portalach.
Zacząłem się zastanawiać – dlaczego w Internecie jest tyle agresji? Tzn. zdaję sobie sprawę, że każdy ma swoje powody do frustracji wywołane codziennym życiem, ale nie mogę zrozumieć dlaczego niektórzy poświęcają tyle swojego czasu na wyładowywanie tej agresji na innych ludziach za pośrednictwem Internetu.
Ok., komentarz pod artykułem to jest pół minuty pisania – ale dla przykładu – cała twórczość antyfanów poświęcona Bieberowi a wcześniej Tokio Hotel, Dodzie czy Ich Troje – dlaczego ktoś poświęca swój czas tylko po to, żeby obrazić kogoś, kogo nawet nie zna?
Jestem ciekawy waszych opinii, bo na GOLowym podwórku agresja również jest nieodłącznym elementem dyskusji odkąd pamiętam – co waszym zdaniem motywuje ludzi do tego, żeby jako formę spędzania swojego czasu (bo pomijam tu etatowych PRowców partii politycznych czy marek komercyjnych, którzy motywowani są finansowo :) ) przyjmują przerzucanie się wyzwiskami i złośliwościami za pośrednictwem Internetu? Frustracja, chęć odreagowania niepowodzeń, próba tworzenia własnego wizerunku kosztem innych, czy może po prostu anonimowość jaką Internet nam daje uwalnia nasze „chamskie” instynkty? A może jeszcze coś innego?
Z tego miejsca chciałbym bardzo serdecznie podziękować osobom wypowiadającym się w tym wątku za kilkanaście minut śmiechu, jakiego byliście powodem. Ze szczególnymi pozdrowieniami dla Murinio, Qverty i Gladiusa, którzy tradycyjnie już błyszczą 'lelokwencją' i szeroką wiedzą w każdym bez wyjątku temacie.
A teraz wybaczcie, ale muszę iść robić zapasy, bo Bóg wie co to się będzie działo - autonomie, faszyści, wojny regionalne, zsyłki na Saharę, Warszawa która utrzymuje całą Polskę, etc. - a ja biedny w Sosnowcu mieszkam, do Śląska rzut mokrym beretem, więc zabezpieczyć się trzeba, na wypadek gdyby zakamuflowany niemiecki wróg zza Brynicy pod wodzą demonicznego doktora historii sztuki Gorzelika, postanowił nie tylko się odłączyć od Macierzy - ale i przeprowadzić w naprędce anschluss Zagłębia!
A propos matury - czy aby studiować zagranicą, nie trzeba mieć międzynarodowej matury?
Oczywiście, ja też tak uważam. Dlatego postuluję, aby odebrać prezydentowi część uprawnień, to nie może być tak żeby jedna, w dodatku tak nierozsądna osoba decydowała o podwyżkach cen cukru czy paliwa!
Dessloch - > oczywiście że to przyszło z zachodu, nigdy nie twierdziłem, że nie. Tylko że tak jak na Zachodzie powoli zaczyna ożywać np. ruch "slow food" i ogólnie rozumiany trend stawiania jakości nad ilość, tak w Polsce moim zdaniem w Polsce najważniejszym kryterium przy kupowaniu żywności dla znacznej większości konsumentów pozostaje stosunek "ilość/cena" a nie "jakość/cena". Jasne, że pewnie nigdy nie przebijemy grubej części USA, bo tam już to zjawisko ma rozmiary wręcz groteskowe, ale wystarczy spojrzeć na reakcje Polaków np. na wielkość serwowanych dań w restauracjach.
Ciężko się nie zgodzić z Coy2k, że w Polsce nadal klient kieruje się kryterium jak najwięcej za jak najmniejszą cenę, na co odpowiedź pizzerii jest oczywista, tj. w niemal każdej - promocja typu 2 w cenie jednej, itp.
Drugą sprawą jest to, że gdyby jakikolwiek Włoch zobaczył którąś z 90% serwowanych w tym kraju pizz, to złapałby się za głowę. I trudno mu się dziwić, bo imho pizza która ma po 5 i więcej składników, do tego jest polana dwoma sosami - to śmiech na sali.
Nie mówię, że pizza jest jakimś mega rarytasem, który się je sztućcami i delektuje każdym kęsem, ale aż mnie mdli jak pomyślę o zawalonych górą dodatków plackach, których smak zlewa się w jeden niezidentyfikowany.
Osobiście najbardziej lubię proste pizze, które są 1) odpowiednio skomponowane 2) wykonane z wysokiej jakości składników. Margherita z sosem z prawdziwych pomidorów a nie z proszku, ser mozzarella, a nie jakieś tarte paskudztwo, świeża bazylia - a na koniec pieczenia kilka kawałków dojrzewającej szynki parmeńskiej. Albo pizza którą najczęściej można spotkać pod nazwą 'Roma' - z gorgonzolą zamiast mozzarelli, z suszonymi pomidorami w oliwie i czarnymi oliwkami. Ja przy takich kompozycjach odpływam w błogim zadowoleniu :-)
Trochę go poniosło, dobrze że chociaż zbił pione z tym chłopaczkiem, bo ośmieszył go przy kolegach niesamowicie :-) Chociaż z drugiej strony ośmieszał już o wiele większych od niego...

Uwielbiam logikę typu "nie da się udowodnić, że Bóg nie istnieje". Co z tego? Tak samo nie da się udowodnić, że istnieje, więc to pierwsze nie jest żadnym argumentem. Jedyne co tą logikę "chroni", to społeczne przyzwolenie na tego typu brednie, bo jakby ktoś publicznie zaczął klepać, że "nie ma naukowych dowodów na to, że istnieje wielki Cthulhu", to od razu przypięto by mu etykietkę oszołoma. Z dedykacją dla wszystkich zdroworozsądkowych filozofów - >
kupa211 (swoją drogą, mistrzowski nick) - > dostałem odpowiedź z UEFA, jeżeli nie zapłacisz za wszystkie mecze, cofną Ci całe zamówienie
I jak myjecie zęby albo się golicie, to też woda cały czas leci? Miesiąc w Sudanie by was przywrócił do pionu, gałgany! ;)
pablo397 - > nie wiem jak to jest w przypadku umów u pracę dla pracowników, bo nigdy nie pracowałem przy koordynacji osób zatrudnionych na takiej umowie i nie czuję się kompetentny aby wypowiadać się w tym temacie. Faktem jest, że podpisując umowę cywilno-prawną, godząc się na punkt, w którym zleceniodawca zobowiązuje się do dokonania przelewu z należną zapłatą "do dnia x" - a potem w dniu x mając wielkie pretensje że pieniędzy nie ma,- nie masz racji. Na szczęście większość osób z którymi miałem okazję się zetknąć przy okazji pracy w agencji potrafiła to zrozumieć, jednak jak wszędzie znajdzie się ktoś, kto jest tym faktem święcie oburzony i już patrzy, czy go nie oszukali, i krzyczy, że jak w umowie jest dzień x, to pieniądz ma być dnia x. Co ciekawe - moja firma miała w umowie, że płatności są dokonywane do 25 każdego miesiąca. Jak w grudniu przelewy zostały zrobione 5 dni wcześniej, żeby ludzie mogli np. zrobić zakupy na święta, to nikt nie dzwonił z pretensją, że się "umowy nie trzymamy" :)))
Pamiętam jak pracując niegdyś w agencji zatrudnienia, nic mnie tak nie wku****ło jak banda napałów dzwoniących od 8 rano z wielką pretensją 'gdzie moja wypłata?' w dniu, który określony był w umowie jako dzień, w którym dokonywane są przelewy na konta pracowników. Przelewy, które mogą być zrobione nawet i o 15, a zaksięgowane przez bank jeszcze później. "ale w umowie było napisane!!11". Tylko że umowę należy czytać ze zrozumieniem.
Ryzyko że zostałeś oszukany jest, ale minimalne, w każdej agencji która zatrudnia dużo pracowników przelewy robione są w ostatnim dniu określonym przez umowę - po to, żeby jak najdłużej mieć jak najwięcej pieniędzy na koncie, jak kiedyś będziesz operował większymi sumami to się przekonasz jakie to ma znaczenie. Tak więc na 99% - jakie mogę wyciągnąć konsekwencje? - żadne
Masz więc moim zdaniem, Pospolity Ziomie, masz dwie opcje.
1) poczekaj dzień, dwa, zaufaj że dostaniesz te pieniądze.
2) słuchaj fachowców typu Mirencjum, i idź do Państwowej Inspekcji Pracy na skargę. Ale zanim pójdziesz, to sprawdź w Wikipedii (Tobie też się Mirek przyda trochę wiedzy) kto w PIPie może się skarżyć. Bo pracownik - owszem, ale zleceniobiorca - nie za bardzo.
QrKo - > sorry, że Ci psuję takie fajne obliczenia, ale naprawdę podczas 8minutowego prysznica masz wodę cały czas puszczoną? Może to nie po staropolsku, ale biorąc prysznic normalni ludzie moczą ciało, wyłączają wodę, myją się, włączają wodę i spłukują pianę. Co Ty na to?
Jeśli chodzi o Tajlandię, to naprawdę nic dziwnego. Polecam artykuł Andrzeja Muszyńskiego na temat tzw. "trzeciej płci" w Tajlandii
http://wyborcza.pl/1,76842,8287684,Tajowie_chowaja_penisy.html
Mam takie pytanie, bo regulamin mi nic nie rozjaśnił.
Chciałbym obejrzeć jeden mecz. Żeby zwiększyć szanse dostania biletu, aplikuję na wszystkie mecze w Warszawie i Wrocławiu. Jeżeli zostanę wylosowany 4 razy, to co wtedy? Muszę zapłacić za bilety i potem je komuś odsprzedać na tym specjalnym portalu? Czy mam się jakoś kontaktować z organizatorami że rezygnuję? Czy po prostu nie zapłacić za resztę biletów co automatycznie będzie oznaczało rezygnację?
Daj sobie spokój z jeżdżeniem po Pradze autem. 3 linie metra oraz autobusy i tramwaje, średnio co 10 minut każda linia w centrum. A co do zwiedzania, to zależy co chcesz zobaczyć, tj. czy interesuje Cię tzw. standard, czyli Stare Mesto + Hradczany, Most Karola i katedra, czy może wolałbyś pośmigać po muzeach (polecam muzeum Alfonsa Muchy), albo ruszyć śladem Szwejka.
Półtora dnia to naprawdę mało jak na Pragę, więc proponuję rzucić okiem na kilka w/w must-see, a w piątek wieczorem zgubić się w jakiejś knajpce z czeskim piwem i muzyką na żywo na Hradczanach. Albo zrobić sobie pub-crawling po kilku knajpkach z czeskim piwem i muzyką na żywo :)
Moim zdaniem Guitar Hero - sam co prawda nigdy go nie ukończyłem, ale zainteresowanym polecam filmik -
http://www.youtube.com/watch?v=iAZJIXdwN9o
Widzę że dbasz o zdrowie, porcja Chocoszoków zaspokaja Twoje dzienne zapotrzebowanie na szereg witamin! Możesz śmiało odstawić warzywa i owoce, kolego! Pozdrawiam
Froggio - > wiesz, to nie jest jakaś sztywna zasada, jakie perfumy na jaką okoliczność. Po prostu ciężki zapach może być męczący np. w pracy, a lekki, cytrusowy może być niewyczuwalny na jakimś wieczornym wyjściu. Jak chcesz coś uniwersalnego, to celuj właśnie w lżejsze zapachy, bo moim zdaniem lepiej jeśli Twój zapach nie będzie wyraźnie wyczuwalny, niż jakby miał być wyczuwalny za bardzo :)
Po pierwsze, jeśli wahasz się pomiędzy zapachami ciężkimi a lekkimi, to odpowiedz sobie na pytanie - kiedy chcesz używać tych perfum? Bo jeśli codziennie rano, to ciężkimi, słodkimi zapachami będziesz katować wszystkich wokół; takie perfumy są odpowiednie na wieczorne wyjścia. Na rano lepszy jest właśnie zapach korzenny, jakiś cytrus, etc.
Druga sprawa, to jak będziesz szukał swojego zapachu psikając testerem w ten pasek, to wiedz że po kilku zapachach naprawdę pomiesza Ci się w głowie i wybór będzie bardzo trudny. Więc jeśli te 200 zł które chcesz wydać to dla Ciebie dużo, przejdź się do perfumerii parę razy i wąchaj max. 6-8 zapachów.
Trzecia sprawa jest taka, że inaczej pachnie pasek 15 sek. po psiknięciu testerem, a całkiem inaczej będziesz pachniał Ty 2 godziny po użyciu perfum. Dlatego też gdy znajdziesz TEN zapach, to psiknij sobie 1) na szyję, w miejscu gdzie możesz wyczuć puls (pod uchem) oraz 2) na nadgarstki, także w miejscu gdzie czujesz puls. Po godzinie, dwóch pod wpływem ciepła będziesz w stanie wyczuć prawdziwy aromat tych perfum i upewnić się, że to właśnie ten zapach.
Powodzenia w poszukiwaniach, ja ze swojej strony polecam L'eau par Kenzo pur Hommes, okolice 280 zł za 100 ml, ale jestem zakochany w tym zapachu od prawie ponad 7 lat :) Lekki, cytrusowy, idealny na rano.
smuggler - > w podobnym tonie:
- Dlaczego zdecydował się pan na aplikację właśnie w naszej kancelarii?
- Weź, daj spokój tato...
Fajny mecz, szkoda tylko że sędziowany tak marnie. Czerwoną kartkę w takiej sytuacji można dać nie wiem, w 89 minucie, a nie na początku drugiej połowy. Poza tym - nie wmówi mi nikt, że Van Persie zasłużył bardziej na czerwień niż Kościelny, który co najmniej 4 razy ostro faulował. No i niezauważony faul na Messim w polu karnym. Crap, ciekawe jakby ten mecz się potoczył, gdyby nie te głupie pomyłki sędziego.
Jeżeli chodzi o sektor prywatny, to do niego pojęcie nepotyzmu się nie odnosi, a zatrudnianie po znajomości było, jest i będzie, z tą jednak różnicą, że obecnie coraz więcej firm mówi o tym otwarcie. Przykładowo - byłem kiedyś w firmie zatrudniającej kilkaset osób (kapitał amerykański), gdzie na ścianach open space'ów wisiały plakaty z informacją w jęz. angielskim, że "być może znasz kogoś, kto świetnie by pasował do świetnej pracy". Moim zdaniem taka akcja ma więcej korzyści, niż minusów. Zatrudniając osobę z polecenia pracodawca zyskuje: a) brak kosztów rekrutacji b) zadowolonego 'starego' pracownika, który załatwił pracę np. przyjacielowi c) zmotywowanego 'nowego' pracownika, któremu jeszcze bardziej zależy by się wykazać, bo nie chce zrobić wstydu osobie, która go poleciła. Gwoli ścisłości, mówimy tu o zatrudnianiu osób z kompetencjami, a nie na podstawie tego, że jedyną kompetencją jest to, że znam Kaśkę z księgowości.
Myślę, że jak zamiast "L'Estaritt" zaczniesz wpisywać w google "L'Estartit", to znajdziesz całkiem sporo informacji :-) A ogólnie to Hiszpania droga, zależy jednak od tego, czy zamierzasz odwiedzać knajpy, czy raczej odpowiadają Ci zakupy w marketach i zwykłe żarcie, a nie np. szynka serrano i tego typu specjały :-) Jeśli tak, to nie powinno być najgorzej, tak czy siak, polecam google.
Chłopie, nawet jak tego dnia dostałeś mandat niesłusznie, ale i tak mi nie jest Ciebie szkoda, tak samo jak każdego, kto argumentuje, że czasem jeździ bez biletu, bo go nie stać. Mnie też na wiele rzeczy nie stać, ale jak mam potrzebę gdzieś jechać, to rezygnuję z czegoś innego, a jak nie mam potrzeby, to nie jadę, proste. Nie widzę powodu dla którego ja, mając zawsze bilet, mam się składać na podróż jeżdżących bez biletu, liczących na szczęście i skamlących jak przyjdzie kontrola że: pochodzę z ubogiej rodziny, jestem bezrobotny, mam trójkę dzieci, musiałem wsiąść do tego tramwaju, etc.. I tak, łatwo mi mówić, bo to nie ja dostałem mandat. Nigdy nie dostałem mandatu, bo płacę za usługę z której korzystam. Więc potraktuj swój mandat jako karę za poprzednie jazdy bez biletu :D karma wraca, man! *śmieje się*
[edit]
mirencjum - > Wiesz jaka by była reakcja pasażerów na zgaszenie silnika i komunikat "nie jadę dalej dopóki nie da mi klient drobnych?
Na szczęście to się zaczyna zmieniać, ostatnio byłem świadkiem, jak dwóch łebków próbowało wsiąść ostatnimi drzwiami (wejście + kontrola biletów tylko pierwszymi drzwiami), oczywiście bez biletów. Kierowca widząc to wyszedł z kabiny i poprosił ich o bilety. Coś tam pomruczeli i dalej stoją, więc kierowca zgasił silnik i powiedział, że albo kasują bilety, albo wysiadają, albo nigdzie nie jedziemy. Po 20 sekundach presja pasażerów była tak silna (i nieprzebierająca w słowach;)), że chłopaczki wysiedli, oczywiście już z przystanku pokazali fakery kierowcy i trochę tam powyzywali... ale da się? da się!
3dD1e - > od wielu lat jeżdżę komunikacją miejską i nigdy nie widziałem, żeby kanar wsiadł i momentalnie zaczął sprawdzać bilety. Jak wejdzie, musi podejść do kierowcy i poprosić o zablokowanie kasowników, co daje tyle czasu, żeby każdy pasażer mógł skasować bilet. Więc koleżko, jakby rzeczywiście tak było, to pasażerowie zapewne by poświadczyli kanarowi, że mówisz prawdę. Było pewnie inaczej, bo przyjąłeś potulnie mandat, a więc przyznałeś się do winy.
I dla mnie Ty i Tobie podobni są właśnie gagatkami (fajne słowo ;)) którzy kombinują. Jak byś był uczciwy, to "bileciki do kontroli" nie byłyby dla Ciebie najstraszniejszymi słowami. Nie masz na bilet, idziesz z buta albo dostajesz mandat, c'est la vie.
btw. Ani ja nie jestem złodziejem, ani za złodziei nie uważam kanarów. Złodziejem jest ten, kto korzysta z płatnej usługi nie płacąc i licząc że go nikt nie złapie. I powtórzę - mam nadzieję, że w tym kraju uda się zwalczyć to przyzwolenie społeczne na kradzież i traktowanie jazdy bez biletu jako zaradności, a złapania przez kanara jako pecha, a nie zasłużonej kary. Mam taką nadzieję (małą, bo małą, ale mam), że jak wszyscy zaczną płacić za bilety, to wymienią w cholerę te stare Ikarusy, a może i Mirek podwyżkę dostanie i przestanie tęsknić za komuną... ;-)
mirencjum - > to chyba się chłopaki za dużo filmów naoglądali. W śląskim KZK GOP nie ma przebacz, wchodzą do autobusów we czterech, każdy innymi drzwiami. Autobus rusza, czekają pół minuty, kto ma skasować bilet, ten skasuje, ten najbliżej kierowcy informuje go o kontroli a potem obwieszcza to pasażerom. Minuta i już wiemy kto jest gapowiczem :) I nie ma opcji, że "się uda", bardzo dobrze zresztą. Jak się taka akcja nazywa, "stado orłów"?
ja bym był za tym żeby zatrudnili jeszcze więcej kanarów, niech tępią gagatków jak ten z pierwszego postu... "od skasowania biletu dzieliło mnie dosłownie kilka sekund"[/], my ass!@ ;)
Mam mieszane uczucia. Bo z jednej strony - po tym poznaje się wielkich mistrzów, że wiedzą kiedy ze sceny zejść niepokonanym ;) . Ale jak pomyślę, że już nigdy nie poczuję tej adrenaliny, jak Małysz leciał po zwycięstwo... pomimo tego, że sam sport jest dla mnie średnio ciekawy, to chyba żaden polski sportowiec nigdy nie dał mi tyle emocji (pozytywnych oczywiście), co on. Dziękuję, Adam!
http://www.youtube.com/watch?v=FYTxxAD39WI
"Ach! Chyba wreszcie pojąłem! Czyli każdego jako tako wykształconego dyskutanta nazywacie Attylą! Czy tak?"
made my day
[18] Ale to nie jest kwestia gustu, tylko kwestia tego co jest kawą a co nie. Prawdziwa kawa, odpowiednio palona, mielona i parzona jest nie tylko smaczniejsza, ale i zdrowsza. Natomiast wysoko przetworzony ekstrakt z kawy nazywany "kawą rozpuszczalną" nie ma nic wspólnego z kulturą picia kawy, jest pozbawiony większości pozytywnych właściwości prawdziwej kawy, zawiera np. za dużo niklu - nie wspominając o smaku, który rzeczywiście jest kwestią gustu.
I ok, jak ktoś pije kawę raz na przysłowiowy ruski rok, to rozpuszczalne wynalazki ujdą w tłumie, ale nie wyobrażam sobie picia "rozpucha" codziennie rano.
Jak sobie usmażysz te pączki na oleju a nie na smalcu, to będziesz miał mniej cholesterolu ;)
Mam pytanie - czy mógłby ktoś wrzucić działającego linka do final patcha NTotSC? Będę bardzo wdzięczny
Najsmutniejsze jest w tym wszystkim to, że Polacy nadal w większości głosują "na ryje", a nie na programy.
19270 ml -- elkocyk (A Rh+)
18900 ml -- Ragn'or (0 Rh+),ch18(0 rh-)
11700 ml -- szpaq (B Rh+)
07650 ml -- ewunia (0 Rh+)
06750 ml -- Yari (A Rh +);
06450 ml -- Promyk (A Rh+)
05850 ml -- _zielak_ (0 Rh+) ;
04950 ml -- xanat0s (A Rh +); gofer (0 Rh-)
04500 ml -- yo dawg (A Rh-);
04050 ml -- Diuk, TURIN9, Barthez x (0 Rh+); pani_jola (A Rh+) ;
03600 ml -- Moshimo (B Rh-);
03150 ml -- gofer (0 Rh-);
02700 ml -- Jerryzzz ( B Rh+); dHq (A Rh+); Hopkins (A Rh+); nutkaaa (A Rh+); Maco 0 Rh+
02250 ml -- pablo397 (0 Rh-); caramucho (A Rh+); steward (0 Rh+); ValkyreX (A Rh+); Didier z Rivii (AB Rh+);
01800 ml -- snopek9; Łysack (A Rh+); Orlando (0 Rh+); Lukis' (B Rh-); Lilus (B Rh-)
01350 ml -- Badzi (0 Rh +); gacek (0 Rh+); Zielona Żabka (0 Rh -); czagap (0 Rh+); Nazgrel (A Rh+);
00900 ml -- OzOr; riddickM5 (0 Rh +); Notch "Magic" Johnson (AB Rh-); Hans87 (0 Rh+); Sir klesk (B Rh +); Toolism (AB Rh-); Yuri the Crusader (A Rh+); Qweks (B Rh+); Tomal_P (A Rh+); lukigno (AB Rh+); www222 (AB Rh -); CzykiRapMen (0 Rh+) ; mrEdDi (B Rh+);
00450 ml -- The Joker (A Rh+); Bukol88 (A Rh+); Azzie (AB h+); Vidos (A1Rh+); Debczak_Lebork; Pl@ski (AB Rh+); mrjohhny ; Leilong (0 Rh+); ddza (A Rh+) Dycu (A Rh+); Promilus (0 RH-); lo0ol; hctkko (A Rh-) ; Ziom Pospolity(A Rh+)
Didier z Rivii - > myślę, że chodziło jej o to, że w tym momencie nie ma braków w regionalnym banku krwi, jeżeli chodzi o tę określoną grupę. Na stronie waszego RCKIK powinien być bannerek z informacją nt. stanu krwi w banku z rozróżnieniem na poszczególne grupy i czynniki RH, np. na stronie mojego oddziału w Katowicach wyświetla się, że są zabezpieczone zapasy wszystkich grup, za wyjątkiem grupy 0 Rh-, której starczy na 2 do 4 dni.
btw. idę jutro zgłosić się jako dawca szpiku. O procedurze trochę już wiem, ale mam pytanie - czy ktoś z was, kto zgłosił się jako potencjalny dawca szpiku, dostał już wiadomość że mają biorcę z pasującym "kodem"? Jeżeli tak, to opiszcie jak to wygląda, po jakim czasie dostaliście odpowiedź, itp.
Najśmieszniejsi są ci, którzy piszą o jakiejś wolności słowa, cenzurze i innych bzdurach. Trochę kultury, taktu i wyczucia - i da się wytrzymać nawet 7 lat bez bana :)
http://en.wikipedia.org/wiki/Skins_(TV_series)#Series_3_2
Effy is the sister of Tony, and she is cared for greatly by him. In series 1, she was known as a party girl and a relatively unexplored character, speaking only on two occasions. In series 2, Effy has begun to start to talk more, and has revealed a caring side when aiding Tony in his recovery from his accident. It has been confirmed Effy will be a major character in the shows third and fourth series.
Madril - >
spoiler start
to ja, psia mać, dwa sezony czekam pełen nadziei, że w końcu wplączą ją w jakąś szerszą akcję, na koniec 2 sezonu mi jeszcze puszcza oczka, a tu takie kwiatki? lipa trochę...
spoiler stop

Volk - >
spoiler start
Po marnym 2 sezonie ta "symboliczna" scena z Effy dała mi nadzieję na to, że 3 sezon będzie lepszy, choćby przez uczynienie jej główną postacią. O niebo lepiej, niż drugosezonowy Tony-przygłup, czy Sidney w czapeczce. Nie mogę zrozumieć, czemu tekst "Get rid of the hat. It makes you look retarded" padł dopiero pod koniec ostatniego odcinka 2 sezonu. Gdybym był scenarzystą umieściłbym go gdzieś na początku sezonu pierwszego ;))
spoiler stop
Btw. aż zrobiłem sobie screena i na tapetę wrzuciłem ;)
Obejrzałem pierwsze trzy odcinki i muszę przyznać, że świetnie się to ogląda. Przy okazji - Michelle i Jal - pierwsza klasa :)
Cholera, dlaczego akurat teraz musiało mnie dopaść jakieś świństwo? Suszy, ból głowy, ręce mi się trzęsą...
Jednak już wszystko opłacone więc pojadę, ale będe strasznie zmarnowany :(
Nie mogłem zachorować w czasie tygodnia, kiedy mam lekcję? :]
Jakby ktoś nie zauważył na głownej stronie forum :)
https://forumarchiwum.gry-online.pl/S043archiwum.asp?ID=5508632
Khe - > ten pierwszy jest jak dla mnie najbardziej w porządku. Btw. może założysz jakiś wątek, żeby zorientować się w ogóle kto będzie od nas? :)
O, jeszcze jakbyś mi Michałku przypomniał co tam trzeba wpisać...
imię, nazwisko, ksywka, osoba towarzysząca?
może jakiś formularz jest? :)
[edit-ort]
Byłby ktoś tak uprzejmy poinformować mnie, biednego żuczka, gdzie mogę się zgłosić na Piknik? Info na stronie głównej serwisu jest już zarchiwizowane, a ja nie za bardzo mam fundusz na abonament ;)
Mimo wszystko - życzę szerokiej i pustej drogi przez Starowiślną, most, Tyniecką i Praską oraz powodzenia. Przyda się :)
[edit]
wersja trasy sprzed 3 lat, więc prosze się nie sugerować ;)
Wypowiedź została zmodyfikowana przez jej autora [2005-09-29 18:39:57]
Drogi z buta nie polecam, nie słuchajcie Peeyacków i innych Windi'ich. Najlepsze imho rozwiązanie to taksówka. Tylko jeszcze mała goferkowa rada - nie bierzcie taxi spod dworca (ok. 25 zł). Najlepiej zadzwonić po taksówkę (9669) i zapytać przez telefon o cenę. Zrobiliśmy tak bodajże w 2003 roku, pani zaproponowała 20 zł. Taksówka zawiozła nas pod samo kasyno, na liczniku było 17 zł, a pan zaśpiewał 14 zł, bo 3 zł rabat za zamówienie przez fona :). Na 3 osoby - wychodzi po 4 zł z groszami :)
Sulik - > co Ty opowiadasz, w zeszłym roku jadłem jakiegoś podłego gorącego psa kupionego w jakiejś obleśnej budzie na peronie czy koło kas :)))
[edit]
btw. przyszło potwierdzenie :D
Wypowiedź została zmodyfikowana przez jej autora [2005-09-28 15:09:39]
Paudyn - > co innego miałem na myśli (tj. ohydnego hot-doga z dworca jedzonego o 4 z groszami) :D
Czy wy jesteście niepoważni? O takiej nieludzkiej porze wracać? A co ze śniadaniem?
Khe - > ja bym optował za tym, który jest w Krakowie o 12:03. W końcu Kraków to Kraków i zawsze można pójść na piwo, na lody czy choćby się przespacerować. Od dworca na Rynek daleko nie jest, wiem, bo szedłem na nogach w 2002 roku. W sumie to szedłem całą drogę, po najpierw wydawało mi się, że to blisko, a potem juz i nie opłacało się, i duma nie pozwalała wziąć taksówki :)
Wiec jak juz mowilem,- pojedzmy tym pociagiem, lepiej wczesniej niz wcale :)
Looz - > jeśli zamierzasz przyjechać, to zalóż buty o dobrej przyczepnosci. Trawa koło stawu jest bardzo, bardzo śliska ;)))
Ekhem, to w koncu jakas slasko-zaglebiowska ekipa organizuje wspolny wyjazd? Bo ja juz nic nie wiem...