We’re in the endgame… time for fishing. Lord of Hatred sprawia, że znów jaram się Diablo 4, ale kilka aspektów wciąż spędza mi sen z powiek
- Zobaczymy, czy kampania Diablo 4 Lord of Hatred podoła
- Paladyn piękny, ale sprzedajny
- Kostko Horadrimów, tęskniłem!
- We’re in the endgame… time for fishing
We’re in the endgame… time for fishing
Streamerzy, dziennikarze i fani już od dawna prosili o nadanie pewnego sensu endgame’owi w Diablo 4. Czy raczej – o nadanie kierunku. Bo jasne, na premierę był dosyć podstawowy, ale potem się rozrósł do sporej ilości aktywności, tylko że to wszystko wydawało się rozproszone i nieprzesadnie ze sobą powiązane. Jasne, różne warianty rozgrywki służyły różnym rzeczom i na różnych etapach endgame’u, ale generalnie można było stracić zapał przez brak poczucia celu (chyba że komuś wystarczyło wbijanie frakcyjnej reputacji i odklepywanie kolejnych szczebelków przepustki sezonowej).
Wraz z Lord of Hatred w grze wylądują plany wojenne czyli możliwość określenia aktywności, z których będziemy czerpać najwięcej korzyści oraz dodawać im modyfikatory, które wpłyną na rozgrywkę. Przypomina to trochę ideę stojącą za drzewkiem Atlasa w Path of Exile, ale cóż… jak się uczyć, to od najlepszych. I oby Blizzard ogarnął ten temat w sposób zbalansowany oraz pomysłowy. Nie potrzebujemy uproszczonej kopii, a ciekawej alternatywy. Czasami potraficie, lecz nie zawsze, a konkurencja nie śpi… No, ale na graczy ma też czekać nowe wyzwanie, czyli klepanie nieskończonych hord wrogów w ramach Ech Nienawiści.
Co ciekawe, w dokumentach i zapowiedziach mogliśmy też przeczytać o… łowieniu rybek. Tak tak, fanatykiem wędkarstwa może zostać i paladyn czy barbarzyńca. Z jednej strony to może być ciekawe drobne urozmaicenie, z drugiej brzmi to jak kolejna mechanika, która pcha Diablosa głębiej w objęcia konwencji MMO. Zupełnie jakby porażka Cytadeli nie dała Blizzardowi do myślenia o tym, co czują gracze o zbyt gruntownym przemeblowaniu struktury lubianego hack’n’slasha. Ale może to tylko niewinny dodatek do craftingu i alchemii.
Kilku problemów pewnie zresztą gra jeszcze nie wyeliminuje – jak na przykład paskudnego okna ekwipunku i całej związanej z tym ikonografii. To samo z niemożnością postawienia zamkniętej gry, choćby i w trybie online. Ot, kolejne „ale” przypadające na każdą porcję podjaru, jaki mam do tej gry, ale… i tak czekam.

