- Seriale, które potrzebują kontynuacji (ale pewnie się jej nie doczekają)
- The Spectacular Spider-Man
- Agenci T.A.R.C.Z.Y. (tak, po polsku brzmi to dziwnie)
- Wodogrzmoty Małe (Gravity Falls)
- Sense8
- Orange Is the New Black
- Hannibal
- Incydent w Kettering (The Kettering Incident)
- The OA
- Glina
- Marco Polo
Marco Polo

- Rok premiery: 2016
- Twórca: John Fusco
- Liczba sezonów: 2
- Status: skasowany
- Gdzie obejrzeć: Netflix
Dziś Benedicta Wonga większość widzów, nie tylko fanów Avengersów i ich sojuszników, kojarzy jako nomen omen Wonga. Ten nieco mrukliwy czarodziej pojawił się najpierw w solowym Doctorze Strange’u, by potem na stałe dołączyć do drużyny Mścicieli. Poza tym doświadczony brytyjski aktor zaliczył też fenomenalny występ w trochę dziś zapomnianym Marco Polo.
Serial Netflixa miał ambicje, by stać się drugą Grą o tron albo przynajmniej produkcją podbijającą wyniki tej platformy. Niestety, mimo że w Marco Polo zainwestowano niemałe środki finansowe (rzędu przynajmniej kilku milionów dolarów na odcinek), nigdy nie udało mu się wzbudzić takiego zainteresowania, na jakie liczyli producenci. A szkoda, bo choć absolutnie nie należy traktować tego serialu jako dramatu historycznego, fantazja i niesamowity klimat sprawiały, że trudno było się oderwać zarówno od pierwszego, jak i drugiego sezonu.
SPOILERY
Podobnie jak w przypadku Orange Is the New Black jedną z najbardziej nielubianych przez fanów postaci okazał się główny bohater. I trudno się temu dziwić – Lorenzo Richelmy chyba nie do końcu czuł klimat Marco Polo. Z tego względu, gdyby powstała kontynuacja, wątek tej postaci mógłby zostać zepchnięty na jeszcze dalszy plan niż w przypadku drugiego sezonu. Historii biednej Kokachin już by się, niestety, nie dało ze względu na jej śmierć kontynuować, ale opowieść o samym Kublai i cesarzowej Chabi jak najbardziej. A gdyby dodać do tego może wciśnięty na początku ciut na siłę, ale mający ogromny potencjał wątek papieski, trzeci sezon mógłby mieć naprawdę zgrabnie skonstruowaną fabułę.
OD AUTORA
Choć czasem zdarza mi się zabłądzić w te rejony internetu, w których dowiaduję się o sobie bardzo zabawnych rzeczy, z reguły wolę spędzać czas na odkrywaniu mniej znanych growych „indyków” i wyrazistych seriali. Bo nawet jeżeli jestem potem zmuszony przeżyć nagłe i bolesne rozstanie z ich bohaterami, zawsze mogę sobie kolejny sezon po prosty wyobrazić. I zachęcić do zapoznania się z godnymi uwagi produkcjami tych, którzy jeszcze nie mieli okazji ich zakosztować. A pisanie o nich nigdy nie przestanie sprawiać mi przyjemności.
