Graliśmy w Road Kings. Największy rywal ATS-a chce połączyć symulator z filmem akcji i nie zawsze wychodzi mu to na dobre
Road Kings pozwoli nam przemierzać Florydę za kierownicą 18-kołowej ciężarówki z naczepą niczym w filmie Konwój. Pozycji ATS-a na pecetach raczej nie zagrozi, ale może zdobyć serca posiadaczy konsol.
Wejście z nową grą do względnie niszowego gatunku jest bardzo trudnym zadaniem, zwłaszcza jeśli od lat jest on zdominowany przez jeden, ciągle wspierany i rozwijany tytuł. Takimi królami są niewątpliwie Euro Truck Simulator i American Truck Simulator – bliźniacze gry od jednego producenta, które podbiły serca fanów przemierzania autostrad za kierownicą ciężarówek z ogromnymi naczepami. A o tym, jak trudno jest dogonić weteranów szos z czeskiego studia, przekonali się choćby twórcy polskiego Alaskan Road Truckers – gry, która raczej nie została zbyt ciepło przyjęta.
Niedługo w podobną trasę wyjedzie kolejny pretendent do tronu ATS – gra Road Kings; i to nie od byle kogo, tylko twórców SnowRunnera, którzy, jak by nie było, na ciężarówkach trochę się znają. Na zamkniętym pokazie miałem okazję chwilę pograć w przedpremierową wersję gry i… pozycji American Truck Simulatora raczej w niczym nie zagrozi, ale ma też kilka zalet, które mogą przyciągnąć poszukiwaczy nieco innych wrażeń.
Samouczek do poprawy
Od razu muszę zaznaczyć, że grałem zaledwie niecałą godzinę, co w ciężarówkowym sandboksie z wątkiem ekonomicznym oznacza, że ledwo co zdołałem wyregulować sobie fotel w kokpicie i już tachograf pokazywał, że trzeba zjeżdżać na postój. A dokładniej to zaliczyłem tutorial, wykonałem krótkie zlecenie pomiędzy miasteczkami i jedną, oskryptowaną misję fabularną. Road Kings kryje więc z pewnością dużo więcej niespodzianek niż te opisane poniżej.
Zaczyna się całkiem widowiskowo, bo od jazdy podczas huraganu. Od razu rzuca się w oczy niezła oprawa graficzna na silniku Unreal. Detale kokpitu może szału nie robią, ale to, co dzieje się na drodze, różne efekty cząsteczkowe czy zbieranie deszczu z szyby przez wycieraczki wygląda naprawdę nieźle. Bardzo pomysłowy jest też kreator postaci – zamiast wybierać swoją twarz czy strój, których i tak nie będziemy oglądać, dobieramy to, co widać z fotela kierowcy, czyli dłonie, rękawiczki szofera, zegarek, tatuaż czy sygnet.
Samouczek jest do poprawy i uzupełnienia, bo praktycznie kończy się na instrukcji podjazdu i podłączenia naczepy. Zaraz po wyruszeniu na drogę jesteśmy bombardowani różnymi komunikatami i karami bez wyjaśnienia, które zapewne zaskoczą każdego początkującego. Będziemy choćby dostawać ujemne punkty za domyślnie włączony „hamulec silnikowy”! Nie miałem pojęcia, że to specjalny system z hamulcem kompresyjnym, który pozwala ogromnemu, 18-kołowemu zestawowi skutecznie hamować silnikiem bez zużywania tarcz hamulcowych. Jego działanie jest jednak tak głośne, że używanie go poza autostradami jest w USA zabronione.
O tym jednak gra w obecnej wersji nam nie mówi, podobnie jak o konieczności wjechania na wagę, jeśli taka pojawi się po drodze ani o tym, jak zaakceptować zlecenie przewozu, które wymaga naprawdę mnóstwa kliknięć, łącznie z wyborem umiejscowienia ładunku w naczepie. Tutorial jest więc albo jeszcze nieukończony, albo wymaga solidnych zmian.
TIR-owcy w reżyserii Michaela Baya
Road Kings ma się wyróżniać nieco bardziej zwartym, konkretnym wątkiem fabularnym, który będzie spinał klamrą naszą karierę kierowcy, ale jednocześnie nie będzie w niczym ograniczał sandboksowej swobody ani wyznaczał definitywnego końca gry. Twórcy na razie dużo tu nie zdradzają. Wiadomo jedynie, że ma być oparty na realnych trudnościach, z jakimi borykają się współcześnie kierowcy i właściciele firm przewozowych, i że ma dotykać takich motywów jak zmiany klimatu i gwałtowne zjawiska pogodowe, rosnące koszty, a nawet wpływ rozwoju sztucznej inteligencji.
Z fabułą powiązane będą oskryptowane misje – jedną taką, nawiasem mówiąc bardzo podobną do tej z prologu gry, mieliśmy okazję zaliczyć. Ponownie trzeba było pokonać trasę, a właściwie kilka krótkich tras, w czasie narastającego huraganu, tyle że różnych „atrakcji” po drodze było jeszcze więcej. Nawierzchnia stała się nieco bardziej śliska, z otaczających skarp spadały na nas głazy, a ogromne maszty turbin wiatrowych łamały się jak zapałki tuż przed nami.
Oczywiście było to na swój sposób widowiskowe, ale mi osobiście nic z tego się nie spodobało. Wyglądało to tak, jakby do stworzenia symulatora ciężarówki poproszono Michaela Baya. Po pierwsze, te spadające głazy czy łamiące się turbiny nie stwarzały realnego zagrożenia – były tylko wizualną dekoracją. Ogólnie cała koncepcja tej misji była totalnie niespójna z grą. Dostaliśmy zadanie wyjęte jakby ze SnowRunnera, bo jazda po wertepach podczas burzy to coś, do czego wybralibyśmy raczej kierowcę z terenowym pick-upem typu Ford Raptor, a nie 18-kołowego Macka z długą naczepą. Gdy trzeba było takim zestawem przejechać po połamanym, złożonym jak harmonijka odcinku asfaltu i nic się przy tym nie wydarzyło, pokonaliśmy go gładko jak w Land Roverze – czar symulatora kompletnie prysł.
Dało się odczuć, że chodziło tu tylko o wizualne „wodotryski”, stworzenie wielkiej dramaturgii, ale w takim stylu nabiorą się na nią tylko najmłodsi odbiorcy gry. Prawdziwy fan jeżdżenia ciężarówką po autostradzie chętniej przyjąłby chyba misje nawiązujące do klasyki tematu, jak jazda w długim konwoju albo w towarzystwie czarnego, sportowego samochodu, który odwraca od nas uwagę drogówki… Nie oceniam jeszcze fabuły, ale ta misja była po prostu kiepska.
Rutyna wydaje się ciekawsza
O wiele bardziej podobały mi się zwykłe zlecenia i jazda od punktu A do B bez wyrw w jezdni i spadających skał. Duża w tym zasługa ładnej grafiki i szczegółowo odtworzonego otoczenia, ruchu ulicznego, który potrafi robić kraksy sam ze sobą, drogówki. Trzeba dbać o stan ładunku, przestrzegać swojego tachografu i robić przerwy. Obsługa wielu różnych funkcji ciężarówki od wspomnianego hamulca kompresyjnego, po kierunkowskazy, tempomat itd. za pomocą pada jest bardzo intuicyjna i prosta. Szczęśliwy posiadacze zestawów z kierownicą będą oczywiście mogli podpiąć swój sprzęt.
Nie wiem tylko, czy mapa nie znudzi się zbyt prędko. Na premierę dostaniemy teren inspirowany tylko dwoma sąsiadującymi stanami: Florydą i Georgią, co już samo w sobie mocno ogranicza różnorodność w wyglądzie otoczenia. Sama sieć dróg, którą podejrzałem na mapie również nie jest jakoś zbyt rozgałęziona i na dłuższą metę może się okazać, że pokonujemy ciągle te same odcinki. Twórcy wprawdzie obiecują rozszerzenie mapy, ale na razie to tylko dalsze plany.
Będzie czym jeździć na konsolach
Na jedno z najważniejszych pytań nie dostałem niestety odpowiedzi – czy gra będzie wspierać mody tworzone przez społeczność, a wiadomo, jak ważne są mody w uniwersum ETS i ATS. Podobnie jest z obsługą urządzeń TrackIR, co zapewne interesuje pecetowców, jak i ogólnie trybu VR, który mógłby również działać na PlayStation. Na wyjaśnienie tych kwestii technicznych będziemy musieli poczekać. Zapewniono mnie za to o dużych możliwościach w personalizacji ciężarówki, choć nic z tego nie mogliśmy sprawdzić w praktyce.
Wcześniej stwierdziłem, że Road Kings raczej nie zagrozi pozycji American Truck Simulator na pecetach, ale może zawojować na konsolach, gdzie ciągle brakuje tego typu gry. Wiadomo też, że twórcy ATS-a planują premierę na konsolach i tu istotne może być, kto pierwszy wyda swoją grę. Jeśli Road Kings zdąży dojechać tam przed ATS-em, może przejąć swój kawałek tortu. A może też okazać się znacznie lepszą grą niż mogłem się na razie przekonać. Rok 2026 w każdym razie dobrze się zapowiada dla fanów 18-kołowców.






