Kolejne spotkanie z The Expanse sprawia, że to wciąż moje najbardziej wyczekiwane RPG. Nie tylko fani Mass Effecta będą się dobrze bawić
Kolejna okazja do ogrania The Expanse na gamescomie utwierdza mnie w przekonaniu, że na żaden inny tytuł nie czekam tak bardzo. Jednocześnie pokazuje, że twórcy biorą sobie feedback graczy do serca.
The Expanse od Owlcat Games narobiło szumu już po pierwszych zapowiedziach, a udostępnienie bety pokazało, że fani Mass Effecta mają na co czekać. Od tamtego czasu deweloperzy zbierali feedback od graczy i wprowadzali kolejne poprawki do swojej gry, a ja na gamescomie miałem właśnie okazję sprawdzić, jak im poszło. Podczas wydarzenia Find Your Next Game, które GRYOnline współorganizuje, można było obejrzeć obszerny pokaz rozgrywki, ja zaś spędziłem półtorej godziny z RPG-iem zaliczając misję, która rozgrywa się chronologicznie później niż wycinek z bety i nie będę owijał w bawełnę – to wciąż gra, na którą czekam najmocniej.
Najpierw infiltracja…
Zacznijmy jednak od początku. Wycinek, który miałem okazję przetestować obfitował w sporo zawartości, której nie uwzględniono w becie. Po pierwsze twórcy pozwolili w końcu zagrać jako Marsjanka o klasie skupionej na używaniu licznych gadżetów. Jednocześnie był to fragment, w którym większość załogi naszego statku została już zebrana – mogłem więc usłyszeć znacznie więcej interakcji między postaciami. Na nieco czym innym polegał także sam gameplay.
Tym razem trafiłem w buty J w momencie, gdy razem z siostrą przeprowadzała infiltrację bazy Protegenu, czyli złowieszczej organizacji polującej na nas w becie. Przebrany za jednego z ich sojuszników mogłem względnie swobodnie szwendać się po ich bazie i zaglądać w każdy kąt. Już na tym etapie muszę przyznać, że same lokacje robią wrażenie swoimi detalami. Jeśli czytaliście The Expanse, to pewnie szybko zauważycie, że deweloperzy bardzo pieczołowicie oddali charakter złożonych, industrialnych przestrzeni stacji. Udało im się także pokazać lokacje, które pojawiły się w serialu, lecz ze względu na mały budżet nie robiły tak dużego wrażenia.
Myślę tu przede wszystkim o kopułach hydroponicznych, które w grze wyglądają znakomicie. Kontrast po przejściu z klaustrofobicznych tuneli do olbrzymiej przestrzeni pełnej zieleni i światła robi piorunujące wrażenie. Jednocześnie lokacje często skrywają wiele elementów do odkrycia. Czasami to zwykły loot, kiedy indziej ciekawe notatki, sejfy, terminale z ważnymi informacjami czy liczne elementy testujące nasze skille. Na każdym kroku widać, że The Expanse to nie do końca zwykły klon Mass Effecta, ponieważ stawia bardzo duży nacisk na testy umiejętności. Analityka, perswazja, percepcja czy umiejętności techniczne pozwalają na korzystanie z alternatywnych ścieżek do celu bądź zdobycie informacji lub przedmiotów.
Ponadto w trakcie eksploracji nie jesteśmy sami. Towarzyszy nam oczywiście maksymalnie dwóch członków załogi, ale reszta ekipy nie pozostaje bierna. Nie występuje więc sytuacja, w której obsada ławki rezerwowej w ogóle nie angażuje się w historię. Wręcz przeciwnie – podczas misji cały czas pozostajemy w kontakcie głosowym z innymi, a poszczególni bohaterowie z obsady statku mogą nam pomóc „zdalnie”. W pewnych momentach wspomagają w hakowaniu, w innych dają informacje na temat otoczenia, a w jeszcze innych po prostu komentują aktualne wydarzenia lub naradzają się z protagonistą. Jednocześnie twórcy potwierdzili, że w grze momentami znaczenie będzie mieć także to, kogo bezpośrednio weźmiemy ze sobą na misję. Niektóre postacie lepiej radzą sobie bowiem z pewnymi problemami.
Połączenie tych obu cech sprawia, że twórcy uniknęli problemu z wielu innych zespołowych RPG-ów. Często przecież zdarza się, że grając w Mass Effecta bądź Baldur’s Gate’a mamy swoich ulubieńców, których zabieramy na wszystkie eskapady. Niektórzy mają zaś odwrotny problem i na siłę zmieniają regularnie ekipę, by doświadczyć jak najwięcej różnorodnych interakcji. W The Expanse nie będziecie musieli się nad tym głowić, ponieważ nieważne kogo wybierzecie, reszta załogi i tak będzie się udzielać.
…potem rozróba
Eksploracja eksploracją, ale ostatecznie infiltracja stacji Protegenu musiała skończyć się walką i to nie byle jaką. Pokazany segment dzielił się właściwie na dwie części – walkę z ludźmi i starcie z czymś znacznie bardziej makabrycznym. Wszystko zaczyna się jednak od zwykłych żołnierzy Protegenu, ale z innymi zabawkami po naszej stronie. Tym razem twórcy udostępnili bowiem postać z buildem skupionym na używaniu autonomicznych gadżetów, które szatkują przeciwników na własną rękę.
Do mojej dyspozycji oddano więc drona, który krąży po okolicy i wyszukuje wrogów, stacjonarne działko ostrzeliwujące przeciwników na wybranym kierunku oraz oczywiście kierowane granaty. To dobry zestaw dla osób, które lubią, gdy wszystko wybucha dookoła nawet bez ich interwencji. Szczególnie przydatny jest tutaj dron, który oczywiście automatycznie angażuje się w walkę, ale możemy także rozkazać mu skupić się na określonych przeciwnikach. W połączeniu z dodatkowym skillem skanowania przestrzeni dookoła, zestaw ten daje satysfakcjonujące poczucie kontroli nad całą okolicą.
Dla równowagi, nowe zabawki dostali jednak także przeciwnicy. O ile w becie ostrzeliwaliśmy się właściwie ze zwykłymi żołdakami, snajperami i specami od walki w zwarciu, tak teraz w grze pojawili się także ciężsi zawodnicy. Niektórzy z nich dostali specjalne oznaczenie, które daje znać, że mamy do czynienia z kimś dysponującym unikalnymi umiejętnościami. Właściwie pełnią oni wręcz rolę mini-minibossów. Niektórzy dysponują umiejętnością rzucania zasłony dymnej na duży obszar, a inni dysponują chociażby miotaczami płomieni, które zmieniają całą okolicę w piekło.
To oczywiście niewielkie, ale ciekawe urozmaicenie starć, które normalnie rozegrałyby się wedle podobnego scenariusza co większość. Co nie oznacza oczywiście, że te „normalniejsze” potyczki nie są satysfakcjonujące. Cały system walki jest naprawdę przyjemny – osłony i bieganie między nimi działa jak powinno, szybkie uniki się przydają, a używanie skilli w starciach jest proste zarówno przy zastosowaniu spowolnienia czasu jak i bez. Do tego autentycznie przydatni są towarzysze, ponieważ w większości starć znajdują się obszary o dużym potencjale do efektownego wysadzenia z ich pomocą.
Ludzie to jednak jeden rodzaj przeciwników, a są przecież także niebieskie monstra stworzone w eksperymentach z użyciem protomolekuły. Na szczęście deweloperzy nie postanowili strywializować tego zagrożenia względem kanonu z książek. Moja pierwsza interakcja z potworem skończyła się więc efektownym zgnieceniem głowy protagonistki i wczytaniem gry. Towarzysząca mi deweloperka szybko doradziła wręcz, że w obliczu tych przeciwników lepiej brać nogi za pas. Jedyne co da się w tej sytuacji zrobić, to użyć gadżetów i ostrzału, by zająć jego uwagę i uciekać.
Oczywiście nie oznacza to, że potwora nie da się pokonać. Ci którzy czytali The Expanse lub oglądali serial wiedzą, że w pewnych przypadkach niebieskie monstra zostały pokonane przez ekipę głównych bohaterów. Wymaga to po prostu nieco kreatywności i również w RPG-u od Owlcatów jest możliwe. Niestety właśnie tuż przed takim starciem zakończyła się dostępna dla mnie część gry. Sama podbudówka do walki brzmiała jednak naprawdę interesująco.
Pierwsze oznaki zebranego feedbacku
Dobrymi wieściami jest także fakt, że deweloperzy już na tym etapie wykorzystali feedback graczy z bety i wprowadzili sporo zauważalnych zmian. Przede wszystkim poprawiono poruszanie się bohatera, które jest teraz bardziej płynne niż na etapie bety. Wydaje mi się, że bardziej responsywne było także przyklejanie się do osłon i przemieszczanie między nimi. To jednak nie wszystko, ponieważ są także znacznie bardziej widoczne poprawki. Dość kompleksowo przerobiono chociażby menu ekwipunku, co początkowo wprowadziło mnie w konsternacje, lecz ostatecznie sprawdza się naprawdę dobrze.
Na ten moment nie ujawniono jednak nowego aktora wcielającego się w męską wersję protagonisty. Mogę wypowiedzieć się jedynie w kwestii innych postaci spotkanych w grze w tym nowego towarzysza o imieniu Michael, którego dubbinguje aktor znany z roli Marazhaia z Rogue Tradera. Wszystkie dialogi stoją więc na solidnym poziomie i trudno się tu do czegoś przyczepić.
Na ten moment The Expanse nadal zapowiada się więc świetnie i żadna nadchodząca gra nie wzbudza we mnie takiej niecierpliwości (no może poza dodatkiem do trzeciego Wieśka). Każde kolejne spotkanie z tym RPG-iem tylko utwierdza we mnie te odczucia.






