Darkhaven kontra giganci gatunku. Jak klasyczny hack’n’slash może rywalizować z Diablo 4, PoE 2 i Last Epoch?
Thomas Mahler ze swoim No Rest For The Wicked chce narzucać kierunek ewolucji gatunku hack’n’slashy. Może jednak się nie wyrobić, bo pod szyldem Moonbeast ojcowie izometrycznego action RPG wracają do gry z Darkhaven. I istnieje szansa, że pozamiatają.
Gdy Path of Exile, Diablo 4, PoE2 i Last Epoch dopieszczają swoje usługi, a Thomas Mahler debatuje o rzekomej rewolucyjności No Rest For The Wicked, do gry wracają „dziadki”, które praktycznie stworzyły hack’n’slashe. Twórcy Diablo, Diablo 2, Diablo 3, Diablo 4 Noxa, Torchlightów, Marvel Heroes Online i Hellgate: London zebrali się w Moonbeast Productions I gotowali od dłuższego czasu. Niedawno wypuścili oficjalny trailer do swego nowego dzieła. Mimo że technologicznie szału nie robi, to Darkhaven ma na siebie taki pomysł, że może namieszać. A nawet pokazać, że Mahler się myli, gdy mówi, że point’n’clickowe granie trzeba zostawić w przeszłości.
Oczy ma po Diablo 2
Im więcej wiem o tej grze, tym bardziej się jaram. Za Darkhaven stoją nazwiska miłe sercu każdego fana „dawnego” Blizzarda; Diablo 2 nie wyparłoby się ojcostwa, choćby chciało. Darkhaven wprawdzie – niestety – odrzuca pierwiastek „grim”, który tak lubię w dark fantasy i zastępuje go baśniowością, ale już na pierwszy rzut oka wygląda jak spadkobierca. Być może nawet naprawdę godny. Coś w ruchu postaci i wrogów, w walce, mimo nowinek, o których zaraz, cholernie przypomina dzieła Blizzard North. I jest to obiecujące skojarzenie – zwłaszcza jeśli będzie towarzyszyło mu to magiczne uczucie zaklikiwania na śmierć kolejnych potworów.
Na chwilę obecną niewiele wiadomo o fabule gry, poza tym, że znowu mamy do czynienia ze swego rodzaju dark fantasy postapo (a w pewnym sensie takie było np. Diablo 2). My zaś ruszamy z ruin swej siedziby na krucjatę, by ocalić świat przed ciosem łaski ze strony wielkiego zła (podejrzewam, że widoczna na grafikach promocyjnych fioletowa, zakapturzona czaszka, która wcale nie przypomina wizerunku Mrocznego Wędrowca, ma z tym coś wspólnego). Spodziewam się raczej szczątkowej historii albo schowanej w tle, niczym w pierwszych Diablosach albo nawet Dark Souls – choć obecność imiennych NPCów sugeruje, że jakaś historyjka będzie snuta.
Widać tu też pewną artystyczną spójność i nie obawiam się o poziom technologiczny, to nie musi być gra z pierwszej ligi wizualiów (Diablo 2 też zaczynało odstawać od konkurencji, broniło się stylem i klimatem). Martwi mnie tylko pewna nijakość oprawy. Niebezpiecznie przypomina tę z Last Epoch pod względem zestawu kolorków – tutaj dominują te bliższe klasycznym krainom spod znaku magii i miecza niż mroki Sanktuarium.
Fantasy teoretycznie jest bardziej uniwersalne od horrorowego dark fantasy z Diablo, Path of Exile i Grim Dawna, ale w hack’n’slashach to właśnie to drugie się lepiej sprawdza i magicznym sposobem współgra z przesadą towarzyszącą masowej depopulacji sług zła. Boję się, że Darkhaven straci trochę w związku z nijakością artystyczną – tak jak Last Epoch nie przyciąga wzroku (choć radzi sobie i bez tego).
Na razie nie zachwyca też dobór elementów HUD, ale jest jeszcze czas na dopracowanie – no i wraca podział na siatkę z przedmiotami o różnym rozmiarze. Szkoda, że modele postaci wypadają dosyć kreskówkowo i że w oknie ekwipunku straszy nas model 3D jak w tanim MMO, ale może to się jeszcze zmieni albo chociaż twórcy zostawią nam opcję przełączenia na dwuwymiarową planszetkę. Cóż, zobaczymy i warto czekać na rozwój wydarzeń. Cała reszta zapowiada się bowiem bardzo obiecująco.


