- Głośne filmy, które inspirowały do złych zachowań
- Projekt X
- Zmierzch
- Kac Vegas
- Fight Club
- Pięćdziesiąt twarzy Greya
- Mroczny Rycerz
- Mechaniczna pomarańcza
- Wilk z Wall Street
Fight Club

- Gatunek: 1999
- Rok produkcji: dramat
- Gdzie obejrzeć: Netflix, HBO MAX, Amazon Prime Video
Fight Club to jeden z tych filmów, których kult z biegiem lat wcale nie słabnie – wydaje się nawet, że jest wręcz przeciwnie. Historia na podstawie książki Chucka Palahniuka opowiada o mężczyźnie, którego życie nie jest usłane różami. Walczy z depresją, bezsennością, a dni zapycha sobie, chodząc na spotkania grup wsparcia dla osób zmagających się z problemami, które nawet go nie dotyczą, a czyni to tylko po to, by poczuć się lepiej ze sobą samym. Jego smętna codzienność nagle skonfrontowana zostaje z życiem nowo poznanego Tylera, który uosabia wszystko, o czym nasz bohater marzy. Tyler ma charyzmę, autorytet, powodzenie u kobiet, a jego życie nie jest smętne, a wypełnione kolejnymi sukcesami. To właśnie z Tylerem bohater zakłada tytułowy podziemny krąg i zapatrzony w niego jak w obrazek próbuje odmienić własne życie.
Nie będę tu spoilerować jednego z najciekawszych zakończeń we współczesnym kinie, bo jest szansa, że nie każdy miał jeszcze przyjemność zapoznać się z tym filmem. Mogę za to z całą pewnością stwierdzić, że autor (ani reżyser adaptacji) nie miał na myśli tego, co z filmu wyciągnęli odbiorcy.
Tyler uosabia pragnienia nie tylko głównego bohatera, ale też wielu mężczyzn na całym świecie. Jest chodzącym wyobrażeniem pojęcia, które dziś słusznie nazywamy toksyczną męskością – reprezentuje wszystkie oczekiwania, jakie społeczeństwo ma wobec przedstawicieli tej płci. W dobie, w której zaczynamy rozumieć, że mężczyźni mają prawo płakać, nie muszą być uwodzicielami ani składać się w stu procentach z mięśni, jedno środowisko, pod dużym wpływem Fight Clubu, wciąż tego nie rozumie.
Mowa tu o domorosłych uwodzicielach, którzy, korzystając z Internetu jako ze swojego głównego medium, wzajemnie pompują swoje złamane ego. Dążąc to niedoścignionego „ideału” (takiego Tylera właśnie), dzielą się ze sobą nawzajem gotowymi poradnikami, jak w pięć minut zostać atrakcyjnym bądź jak zaciągnąć kobietę do łóżka. „Trenerzy” podrywu często powołują się na Fight Club, cytują Tylera Durdena lub montują wypowiedzi w stylu anty-bohatera by pokazać, jak bardzo antysystemowi są, sprzedając tajemną wiedzę o uwodzeniu.
Na szczęście ten nurt jest równie aktywny co szeroko obśmiewany, więc pozostaje liczyć, że w końcu umrze śmiercią naturalną. Sam Fight Club jako film zasługuje na zdecydowanie więcej niż dziedzictwo w postaci kursów uwodzenia – nie bez powodu do dziś polecają go nie tylko „samce alfa”.
