- 5 scen ze Star Wars, za które kochamy Obi-Wana
- Uważajcie na ręce
- Zmiana aktora
- Hello there
- To koniec, Anakinie. Stoję wyżej
Uważajcie na ręce

Z jakiegoś powodu w Gwiezdnych wojnach ucina się dłonie. Dłoń stracił Anakin, Luke, hrabia Dooku (on nawet obie), Mace Windu, a także Ponda Baba, czyli przypadkowy drań z Mos Eisley. Oczywiście to użycie miecza świetlnego nie miało nic wspólnego z efektownymi i dynamicznymi walkami z nowej trylogii. Tu jednak Obi-Wan po raz pierwszy w całej sadze pokazał, że rycerze Jedi to coś więcej niż starcy, ukrywający się ze strachu przed silniejszymi od nich siłami zła.
Jeśli dziś spojrzymy na tę scenę, obiektywnie uznamy, że dało się to nakręcić bardziej efektownie. Dziś już też zbyt wiele razy widzieliśmy ten schemat, w którym zramolały, bezbronny na pozór bohater okazuje się nadspodziewanie potężny.
Mimo wszystko jednak to jeden z tych momentów w sadze, które zapamiętujemy. Nasz młody bohater, wyruszający w podróż godną starożytnego mitu, w Mos Eisley mógłby powiedzieć mniej więcej to samo, co Samwise Gamgee. Jeszcze jeden krok i Luke znajdzie się dalej od domu, niż był kiedykolwiek w życiu. Kosmiczny port pełen obcych ras, przemytnik z kpiarskim uśmiechem i stary mistrz, który pokazuje, co oznacza prawdziwa siła.
Poprzednia opisana scena była tylko sygnałem – tu zaczęła się przygoda i Obi-Wan był w niej naszym przewodnikiem.
