- 5 scen ze Star Wars, za które kochamy Obi-Wana
- Uważajcie na ręce
- Zmiana aktora
- Hello there
- To koniec, Anakinie. Stoję wyżej
Zmiana aktora
Powrót Jedi i Mroczne widmo dzieli 16 lat. Alec Guinness dożył do premiery Mrocznego widma, ale Ataku klonów już nie miał szansy zobaczyć. Nowym Obi-Wanem został Ewan McGregor. To właśnie jego wersja Obi-Wana, jak się zdaje, zapewniła prawdziwą popularność tej postaci. Aktor pokazał nam trudną drogę od ucznia – przez rycerza – do mistrza.
Pojedynek przeznaczeń

Pamiętacie walkę z Darthem Maulem w Mrocznym widmie? To nie był film kochany przez fanów, ale tamta walka z tamtą muzyką robiła wrażenie. Kluczem do zrozumienia sensu tej walki był tytuł utworu muzycznego, który słyszeliśmy w czasie walki. Pojedynek przeznaczeń. I nie, nie chodzi o jasną i ciemną stronę mocy. Chodzi o śmierć Qui-Gon Jinna. Oglądając tzw. nową trylogię, dochodzimy do wniosku, że Zakon Jedi, choć reprezentuje jasną stronę, daleko odszedł od ideału. Skostniała w dogmatach struktura krępowała jej członków i zmuszała ich do wyrzeczenia się uczuć.
Rada Jedi, która powinna stać na straży Republiki, pozwoliła Sithom zinfiltrować władze tego galaktycznego państwa na najwyższym szczeblu. Qui-Gon, choć powinien być członkiem rady, nie był w niej, bo do niej nie pasował. Był bardziej ludzki. Gdyby to on został mistrzem młodego Anakina, mógłby pomóc mu przetrawić jego samotność, smutek, poczucie straty i zagubienia.
Obi-Wan starał się pomóc byłemu niewolnikowi, który ruszył w wielki świat, zostawiając za sobą matkę, czyli jedyną osobę, która była dla niego naprawdę ważna.
Gdy Kenobi stracił swojego mistrza, sam się nim stał i jednocześnie wziął na barki zadanie, które ostatecznie go przerosło i które stało się najważniejszym elementem jego życia. Najpierw szkolił Anakina, potem pozwolił mu odejść w mrok, chronił przed nim jego dziecko i na końcu zginął w czasie walki z nim.
