Łotrowi się udało!. Realizm, kontrowersyjna technologia i Gwiezdne wojny bez Jedi. Czy Łotr 1 był najodważniejszym filmem Disneya w świecie Star Wars?
- Zaczęło się od cytatu
- Film skazany na… porażkę
- Cyfrowi aktorzy: zamieszanie
- Łotrowi się udało!
- A jak sprawa wygląda 10 lat później?
Łotrowi się udało!
Rogue One zadebiutował w grudniu 2016 roku i globalnie zarobił ponad miliard dolarów, co ostatecznie przypieczętowało zasadność tworzenia spin-offów.
Fanom produkcja przypadła do gustu, chwalili przede wszystkim dojrzałość widowiska i świetne nawiązanie do najstarszych, najbardziej kultowych epizodów Star Wars, bez epatowania easter eggami. Na Metacritic film zgarnął 7,7 od publiczności i 65/100 od krytyków. To w sumie podobnie jak kolejny spin-off na temat Hana Solo, który z kolei Lucasfilm uważa za porażkę finansową. Ale jak wiemy doskonale, oceny nie zawsze oddają to, jak o filmie naprawdę się mówi. A jak się mówi?

W Łotrze Jeden wielu doceniało, że nie jest filmem „dla dzieci” i nie koncentruje się na mieczach świetlnych i Jedi. Oceniano film jako coś świeżego w Gwiezdnych wojnach, zwłaszcza w zestawieniu z dość schematycznym i powielającym archetypy, mającym premierę rok wcześniej Przebudzeniem Mocy. Wciskający w fotel był też mroczny finał, w którym wszyscy główni bohaterowie giną - był to ruch niezwykle odważny jak na standardy Disneya.
Jednocześnie film „odczarował” Rebelię, pokazując ją jako organizację złożoną z ludzi z krwi i kości, popełniających błędy i podejmujących tragiczne decyzje, a także niejako ostoję szlachetności. Rebelianci z Rogue One poświęcą życie za sprawę, ale nie boją się też zabijać czy przeprowadzać, powiedzmy to sobie szczerze, zamachów terrorystycznych w imię celu, w jaki wierzą.
Oczywiście na film spadła też spora dawka krytyki (a jakżeby inaczej). Szczególnie dostało się pierwszej połowie filmu, którą opisywano jako rwaną i nadmiernie ekspozycyjną. Niektóre postacie, jak Chirrut czy Baze Malbus, choć fajnie wykreowane, były uważane za zbyt słabo zarysowane w scenariuszu. Dochodziło nawet do tego, że fani sprzeczali się, gdzie w filmie widać ingerencję Gilroya - właśnie dlatego, że wydawał się nierówny.
