Film skazany na… porażkę. Realizm, kontrowersyjna technologia i Gwiezdne wojny bez Jedi. Czy Łotr 1 był najodważniejszym filmem Disneya w świecie Star Wars?
- Zaczęło się od cytatu
- Film skazany na… porażkę
- Cyfrowi aktorzy: zamieszanie
- Łotrowi się udało!
- A jak sprawa wygląda 10 lat później?
Film skazany na… porażkę
Szacuje się, że film kosztował, razem z dokrętkami, około 280 milionów dolarów. W przeciwieństwie do panującej mody, nie kręcono tylko na green screenie, w studio, ale ekipa jeździła w różne odległe miejsca, aby pokazać planety z różnymi biomami. Zdjęcia ruszyły w sierpniu 2015 w Pinewood Studios, a ekipa pracowała m.in. w Jordanii (Jedha), na Islandii (Eadu) i na Malediwach (Scarif). Edwards stawiał raczej na elastyczną pracę na planie niż sztywne storyboardy - kręcono długie ujęcia, w których operatorzy pod wodzą Greiga Frasera „szukali” najlepszego kadru w stylu reporterskim.
Po zakończeniu głównych zdjęć w lutym 2016 Lucasfilm uznał, że montaż Edwardsa nie działa wystarczająco dobrze pod względem tempa i czytelności motywacji postaci. Do projektu dołączył więc Tony Gilroy (m.in. seria o Bourne’ie), by poprowadzić dokrętki i przebudować trzeci akt. Sam Edwards podkreślał, że prace miały charakter zespołowy, ale wkład Gilroya był na tyle duży, że WGA (Writers Guild of America) przyznało mu współautorstwo scenariusza.

Diego Luna (Cassian) i Tony Gilroy - ponoć uratował film Rogue One i potem zajął się serialem o Andorze.
Po premierze siódmego epizodu Star Wars w grudniu 2015 roku, który zebrał dość mieszane recenzje, informacja o dokrętkach i przemontowywaniu Rogue One została przyjęta przez fanów dość negatywnie. Nie dość, że film powstał na podstawie jednej linijki z napisów początkowych Nowej nadziei (co wydawało się karkołomnym pomysłem), to teraz okazało się, że mniej znany reżyser (Edwards) najwyraźniej położył projekt. Mówiło się, że ostatnia, najmocniejsza scena filmu z Vaderem idącym korytarzem i wybijającym członków załogi statku Sojuszu Rebeliantów powstała właśnie dzięki Gilroyowi, a Edwards zagrał tam tylko jednego z rebeliantów pociągającego za dźwignię. Jakie były proporcje wkładu obydwu panów w film – tego się pewnie nigdy nie dowiemy; podobnie jak nie zobaczymy tego „złego” montażu Edwardsa, choć zapewne byłaby to niezła gratka dla fanów.
