Pierwsi gracze rozpoczęli swoją przygodę z World of Warcraft: Midnight, a na wstępie powitało ich zmienione nie do poznania miasto oraz stary znajomy z Azeroth.
Stary znajomy fanów World of Warcraft znalazł się wśród bohaterów, którzy odpowiedzieli na wezwanie do obrony w 11. dodatku do popularnego MMORPG Blizzarda, gdy ten otworzył swoje podwoje przed wybranymi (czytaj: płacącymi więcej) graczami.
Midnight oficjalnie zadebiutuje dopiero 2 marca, ale to kolejne rozszerzenie do WoW-a, które można sprawdzić wcześniej. Tyle że z pewnymi ograniczeniami i za sporą opłatą. Aby już teraz stawić czoła nowym wyzwaniom (w tym trzem rajdom), sprawdzić nowe funkcje i usprawnienia (w tym interfejsu i transmogryfikacji) oraz talenty do 90. poziomu doświadczenia, należy zakupić Epicką Edycję dodatku za 389 zł, czyli dopłacić 210 zł do standardowego wydania (lub 80 zł w porównaniu z „heroicznym” wariantem).
Jedenasty dodatek do World of Warcraft kontynuuje Sagę Serca Świata rozpoczętą w The War Within i już wstęp daje do zrozumienia, że stawka jest wysoka. By nie zdradzać zbyt wiele: już w tym pierwszym boju zobaczymy wielu starych znajomych. Nawet bardzo starych, bo wśród obrońców dostrzeżono nikogo innego, jak Leeroya Jenkinsa – paladyna, który zdobył sławę ponad 20 lat temu.
Jeśli mimo uwiecznienia go przez samo studio Blizzard Entertainment osoba dzielnego, lecz nieroztropnego paladyna jest Wam obca: Leeroy Jenkins to jeden z najbardziej znanych memów z gier wideo, a to za sprawą nagrania z rajdu. Ten, w największym skrócie, zakończył się absolutną klęską właśnie przez Jenkinsa, który po krótkiej przerwie z dala od klawiatury rzucił się do boju z własnym imieniem na ustach. Efekt: chaos, porażka i „przynajmniej” kurczak.
Filmik dawno został potwierdzony jako parodystyczna rekreacja autentycznych wydarzeń, a nie rzeczywiste nagranie z nieudanego rajdu. Jednakże i tak Leeroy Jenkins zyskał sławę, jakiej nie dorównał żaden inny gracz przez długie lata. Dość powiedzieć, że paladyn stał się oficjalną postacią w Azeroth. I najwyraźniej powrócił w WoW: Midnight, ku radości graczy. Zwłaszcza że najwyraźniej Jenkins wreszcie zdobył element „pancerza”, które były celem nieudanego rajdu (w czym zresztą pomogli mu gracze kilka dodatków temu).
Światło naprawdę wezwało WSZYSTKICH!
O mój Boże, on tak po prostu tam wbiegł! [nawiązanie do oryginalnego mema – przyp. red.]
Wygląda też na to, że do gry wróciły nie tylko stare postacie niezależne, ale też weterani sprzed kilkunastu lat.
Gościnne występy i powroty starych twarzy niewątpliwie cieszą graczy, ale to nie one są główną atrakcją dodatku. Na szczęście wstępne opinie o World of Warcraft: Midnight wskazują, że Blizzard stanał na wysokości zadania… pomijając problemy z dołączaniem do gry, które jak zwykle dały się we znaki graczom.
Oczywiście zawsze lepiej nie brać wczesnych opinii za dobrą monetę, zwłaszcza w przypadku rozbudowanej gry pokroju wielkiego MMORPG. Niemniej na ten moment widać głównie zachwyty fanów, którym udało się dołączyć do zabawy, czy to nad przebudowanym miastem Quel’Thalas / Silvermoon (do których dołączył też dziennikarz Jez Corden), czy pod adresem narracji oraz wczesnego „levelowania”. Czy te dobre opinie utrzymają się, gdy gracze dobiorą się do endgame’u, przekonamy się dopiero po oficjalnej premierze WoW: Midnight.
Na marginesie: na premierę Blizzard wzmocnił nowe „błyskotki” (trinkets), i to znacznie, bo leczenie oraz zadawane i absorbowane obrażenia zwiększono (ku rozbawieniu graczy) o 69%. Do tego podrasowano przedmioty dla poszczególnych profesji (via Wowhead).
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Więcej:Nowa gra z uniwersum Wiedźmina kosztuje 24,99 zł i zbiera pozytywne oceny na Steam
GRYOnline
Gracze

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).