Publiczny spór o przyszłość growej adaptacji przygód Thorgala odsłania kulisy głębokiego kryzysu w warszawskim studiu Mighty Koi.
Piotr Rosiński ostro skrytykował oświadczenie Mighty Koi, przedstawiając dowody na zatajenie utraty praw do kultowego komiksu Thorgal oraz ujawniając fatalną sytuację finansową spółki.
Zabieram głos jako Piotr Rosiński: osoba od lat odpowiedzialna za ochronę i właściwe korzystanie z dorobku Grzegorza Rosińskiego, wieloletni współpracownik Mediatoon Licensing w sprawach dotyczących Thorgala oraz akcjonariusz Mighty Koi. Moje stanowisko i zarzuty wobec Mighty Koi, które cytowały niedawno media, poprzedzone było moimi próbami wyjaśnienia stanu spraw tej spółki, jej finansów, prawdziwości jej komunikacji z inwestorami. Z moich prób wyjaśnienia wynika, że są pełne podstawy, by być przekonanym, iż spółka powołuje się na projekty których nie prowadzi, klientów którzy nic jej zlecali i prawa do produkcji, których nigdy nie miała.
W oficjalnej ripoście Piotr Rosiński, syn Grzegorza Rosińskiego, ujawnił informacje wskazujące, że Mighty Koi utraciło licencję na Thorgala 17 kwietnia 2025 roku z powodu permanentnych opóźnień i naruszeń umowy. Mimo to, w maju 2026 roku zarząd nadal deklarował przed akcjonariuszami rozwój gry i szukał zewnętrznych inwestorów.
Rosiński przypomniał też, że autor Pana Lodowego Ogrodu, Jarosław Grzędowicz, również publicznie ogłosił, że studio od ponad roku nie dysponuje prawami do adaptacji jego książki.
Piotr Rosiński zarzuca władzom Mighty Koi brak transparentności, ukrywanie raportów finansowych za lata 2024–2025 oraz unikanie odpowiedzi na pytania na walnym zgromadzeniu. Wskazał przy tym na głęboki kryzys finansowy otoczenia spółki:
Rosiński stanowczo odrzucił zarzuty o konflikt interesów, wykazując, że jego rola w Mediatoon była jawna i zaakceptowana przez prezesa już w 2021 roku.
Formułowanie wobec mnie sugestii o działaniu na szkodę spółki, bez wskazania konkretnych faktów i wbrew dokumentom opisującym od początku moją rolę przy projekcie, traktuję bardzo poważnie. Tego rodzaju twierdzenia naruszają moje dobre imię, wiarygodność zawodową i reputację. Zostaną przeze mnie poddane ocenie prawnej również pod kątem naruszenia dóbr osobistych. (…)
Późniejsze sugestie o nagle odkrytym, nie wiadomo na czym polegającym konflikcie interesów lub o działaniu na szkodę spółki są w tej sytuacji nieuprawnione i wymagają konfrontacji z dokumentami oraz oceną prawną. Nie można najpierw budować współpracy na mojej roli związanej z Mediatoon, a następnie przedstawiać tej samej roli jako zarzutu, gdy zaczynam zadawać pytania o prawa do Thorgala, dokumenty finansowe, komunikację z inwestorami i sytuację spółki po utracie licencji.
Pakiet udziałów był elementem zaproponowanej przez Marcina Grzegórskiego współpracy. Nie był zapłatą za licencję. Mighty Koi nie płaciło za licencję mnie. Opłaty licencyjne należały się Mediatoon Licensing, międzynarodowemu podmiotowi zarządzającemu prawami do marki Thorgal, bo to nie ja mam uprawnienia w tym zakresie.
Rola akcjonariusza była znana Mediatoon, mojemu ojcu i wszystkim innym istotnym w tym zakresie podmiotom.
Zwrócił też uwagę na chronologię zdarzeń: zatrudnienie w firmie byłego szefa PISF, Radosława Śmigulskiego, nastąpiło po tym, jak podległy mu instytut przyznał 300 tys. zł dotacji dla powiązanego z Mighty Koi studia. Zapowiadając przekazanie sprawy odpowiednim organom i batalię o dobra osobiste, Rosiński podkreślił, że dorobek jego ojca nie może być jedynie „slajdem w prezentacji” służącym do mamienia inwestorów.
Moje zastrzeżenia nie są kierowane wobec twórców, grafików, programistów, animatorów ani specjalistów, którzy mogli pracować przy tych projektach w dobrej wierze. Wielu z nich mogło być tak samo pozbawionych pełnej wiedzy o stanie praw, finansów i realnych podstaw projektu. Odpowiedzialność dotyczy zarządzania prawami, komunikacją, finansowaniem i cudzym dorobkiem.
Sprawa Mighty Koi ma znaczenie szersze niż jeden spór licencyjny. Dotyczy pytania, czy dzieło należące do europejskiego i polskiego dziedzictwa kultury może być wykorzystywane jako narzędzie budowania wiarygodności biznesowej bez realnych praw, bez przejrzystości i bez odpowiedzialności wobec autora, czytelników, inwestorów oraz instytucji publicznych.
Thorgal jest częścią kultury europejskiej i jednym z najważniejszych dzieł polskiego artysty w światowym komiksie. Takiego dorobku nie wolno sprowadzać do slajdu w prezentacji inwestorskiej, argumentu w rozmowie o finansowaniu ani dekoracji służącej podnoszeniu wyceny spółki.
Nakłady poniesione przez spółkę nie zastępują licencji. Zapowiedzi nie zastępują rzeczywistości. Ambicje biznesowe nie zastępują dokumentów. Przy korzystaniu z dorobku artysty konieczne są prawa, przejrzystość, dotrzymywanie zobowiązań i szacunek dla dzieła.
Jeżeli firma traci prawa do utworu, traci również prawo do korzystania z jego prestiżu. Nie można dalej budować zaufania rynku, inwestorów i instytucji publicznych na nazwisku twórcy, którego dzieła nie można już legalnie eksploatować.
Ta sprawa jest ostrzeżeniem dla wszystkich artystów. Twórca nie może być traktowany jak dostawca reputacji dla cudzych projektów. Jego dorobek nie może być używany jako zabezpieczenie cudzych obietnic, szczególnie wtedy, gdy za tymi obietnicami nie stoją prawa, dokumenty i finansowa wiarygodność.
Będę konsekwentnie chronił dzieło Grzegorza Rosińskiego. To jest obowiązek wobec autora, wobec rodziny, wobec czytelników i wobec kultury, której to dzieło stało się częścią.
Dokumenty będą przekazywane właściwym organom, instytucjom i podmiotom uprawnionym do oceny tej sprawy. Chodzi o zasadę ważną dla wszystkich twórców: praca życia artysty nie może być wykorzystywana bezprawnie, bezkarnie i bez odpowiedzialności.
Dzieło Grzegorza Rosińskiego będzie chronione z pełną determinacją. To jest mój obowiązek.
Pełną treść oświadczenia Piotra Rosińskiego możecie przeczytać na Facebooku.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google

Autor: Piotr Doroń
Z wykształcenia dziennikarz i politolog. W GRYOnline.pl od 2004 roku. Zaczynał od zapowiedzi i recenzji, by po roku dołączyć do Newsroomu i już tam pozostać. Obecnie szef tego działu, gdzie zarządza zespołem złożonym zarówno ze specjalistów w swoim fachu, jak i ambitnych żółtodziobów, chętnych do nauki oraz pracy na najwyższych obrotach. Były redaktor niezapomnianego emu@dreams, gdzie zagnała go fascynacja emulacją i konsolami, a także recenzent magazynu GB More. Miłośnik informacji, gier (długo by wymieniać ulubione gatunki), Internetu, dobrej książki sci-fi i fantasy, nie pogardzi również dopieszczonym serialem lub filmem. Mąż, ojciec trójki dzieci, esteta, zwolennik umiaru w życiu prywatnym.