John „Bucky” Buckley ze studia PocketPair dołączył do deweloperów krytykujących obecne trendy patrzenia na sukces gier (w tym Palworlda) tylko przez pryzmat liczby graczy w danej produkcji.
Twórcy Palworld krytykują zafiksowanie graczy na „martwych” grach. John „Bucky” Buckley, menadżer ds. społeczności studia Pocketpair, ponownie zabrał głos w sprawie spadku liczby graczy, nie tylko w kontekście największego hitu jego zespołu.
Tym razem wypowiedział się nie w serwisie X, lecz w wywiadzie dla kanału Going Indie o wiele mówiącym tytule „Dead Games are a Good Thing, Actually” („Martwe gry to tak naprawdę dobra rzecz”). Materiał skupia się na pokazaniu (w największym skrócie), że nie tylko takie spadki nie są niczym niezwykłym (nawet Baldur’s Gate 3 najlepsze wyniki CCU ma za sobą), ale też że „umieranie” gier nie jest zjawiskiem ani nowym, ani złym.
W trakcie rozmowy Buckley w zasadzie powtórzył swoje słowa z poprzednich miesięcy. Zdaniem dewelopera nie ma powodu, by grać cały czas w tę sama produkcję i takie podejście może wręcz szkodzić tak graczom, jak i twórcom.
Jak to ujął, założenie, że gry powinny utrzymywać przy sobie graczy bez końca, ostatecznie poskutkuje tym, że „będziemy jedynie dostawać więcej tych naprawdę bezdusznych gier-usług, które kończą żywot 9-12 miesięcy po premierze, bo nie zarobiły wystarczająco dużo pieniędzy”.
Buckley posuwa się wręcz do do zachęcania graczy, by „grali i wydawali jak najwięcej pieniędzy na gry niezależne”, nawet te, w które gra „5 osób”.
Trzeba przyznać, że akurat w kontekście Palworld mówienie o „śmierci” gry jest sporą przesadą. Owszem, w ostatnich miesiącach gra nawet nie zbliża się do wyników z pierwszych tygodni po premierze i próżno jej szukać wśród bestsellerów Steama.
Niemniej to wciąż jedna z najczęściej ogrywanych produkcji na platformie Valve. W chwili publikacji tej wiadomości dzieło studia Pocketpair zajmowało 26. pozycję w zestawieniu Steama. Według danych SteamDB tytuł jest też w pierwszej setce topsellerów.
O tym, jak wielu graczy wciąż wraca do Palworlda, świadczy także wybuch popularności po debiucie największej dotychczasowej aktualizacji. Owszem, prawie 150 tysięcy graczy jednocześnie nie imponuje tak bardzo, jak 2 miliony z lutego, ale to wciąż wynik, jakiego może Pocketpair pozazdrościć wielu nawet wielkich wydawców.

To nie pierwszy raz, kiedy zespół Pocketpair krytycznie wypowiada się na temat postrzegania sukcesu gier tylko w kontekście liczby graczy w porównaniu do „peaków” danej produkcji. Jeszcze w lutym Bucky zachęcał, by fani grali „w wiele gier”, bo nie ma nic złego w robieniu sobie przerw od jednej produkcji. Później, kiedy sami fani wdali się w dyskusje w obronie Palworld, twórca radził im, by ignorowali komentarze o „śmierci” gry.
W podobnym tonie wypowiadał się Tim Bender, prezes firmy Hooded Horse. Wydawca Manor Lords i Against the Storm wskazywał, że pogoń za „nieskończonym wzrotem” liczby osób w grze (CCU) to źródło wielu problemów na rynku gier. Niedawno dodał, że taki trend może wręcz zaszkodzić produkcjom we wczesnym dostępie.
2

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).