Właśnie takie szczegóły pokazują prawdziwe zaangażowanie twórców w ich produkcje. Niby te współczynniki mechanicznie niewiele zmieniają, ale dzięki takim szczegółom można budować immersję w grach.
Najnowsza Forza Horizon 6 zadebiutowała na rynku równe dwa tygodnie temu. Od tej pory tytuł studia Playground Games cieszy się dobrymi ocenami ze strony zarówno recenzentów, jak i graczy. I choć ci drudzy zdają się czasem narzekać na brak niektórych modeli aut występujących w poprzedniej części gry, co zwiastować może niechybną monetyzację tytułu długo po premierze, to jednak fani nie mogą odejść od kierownicy na krok, utrzymując szczyt popularności na poziomie około 230 tysięcy graczy w jednym momencie.
Być może przyczyną takiej popularności, jak i pozytywnych ocen, jest stopień dopracowania mechanik samej jazdy. Wątpię natomiast, by działo się tak za sprawą pewnych “bajerów”, które ukryli w grze twórcy, a których na pierwszy rzut oka wcale nie widać. Nie widać ich nawet po dłuższej chwili spędzonej z grą, bowiem są we wspomnianym tytule budujące immersję współczynniki i wskaźniki, które dostrzeżemy jedynie po włączeniu opcji telemetrii.
A przynajmniej tak wynika z zamieszczonego przez jednego z graczy filmu na Reddicie, który pokazuje jak na dłoni, że zanim ktoś będzie mógł powiedzieć, że zna nową Forzę jak własną kieszeń, musi jeszcze zagłębić się w meandry ukryte we wszelakich wskaźnikach. Na przykład takich, które pokazują temperaturę konkretnych kół wozu, co zademonstrowano we wspomnianym filmie.
Kręcąc przysłowiowe bączki na rozgrzanym japońskim słońcem asfalcie, poszczególne opony wozu mogą nagrzewać się do czerwoności. I nie byłoby w tym nic aż tak dziwnego, gdyby nie postępujący wobec tych mechaniki fakt, że kiedy wjedziemy tak rozgrzanym samochodem do dużo chłodniejszej rzeki, to opony momentalnie obniżą swoją temperaturę. A co w tym wszystkim najciekawsze, to to, że rwący nurt lodowatej wody jest w stanie schłodzić je dużo szybciej, niż zwykły postój na poboczu.
Gdyby natomiast przyjrzeć się takim zabiegom dokładniej, to okazałoby się, że być może jest to jeden z ważnych aspektów świadczących o jakości danej produkcji. Niby nic to mechanicznie nie zmienia, ale widać dokładnie napracowanko twórców. To coś w rodzaju tych suchych żartów z Baldur’s Gate 3 - niby nic do fabuły czy gameplay’u nie wnoszą, ale jak człowiek to zobaczy, to może się uśmiechnąć i poczuć, że świat przedstawiony jest trochę bardziej prawdziwy.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
GRYOnline
Gracze
Steam
OpenCritic
2

Autor: Jonasz Gulczyński
Kulturoznawca, który urodził się z padem od PSX-a w ręku. Z GRYOnline.pl współpracuje od października 2024 roku, gdzie głównie zajmuje się nowinkami z branży gier z apetytem na bardziej skomplikowane publikacje. Swoje najmłodsze lata spędzał w Górniczej Dolinie, a obecnie nie stroni od strategii turowych wszelkiej maści. Miłośnik prozy Lovecrafta, a także twórczości Quentina Tarantino i Roberta Eggersa. Prywatnie również fan uniwersum Warhammer Fantasy, w którym spędził niezliczoną liczbę godzin zarówno jako gracz, jak i mistrz gry w papierowym wydaniu.