Fani nie zostawiają suchej nitki na edycji kolekcjonerskiej GTA 6. Liczne porównania do innych gadżetów rozwiewają wszelkie złudzenia, że wydawca zdecydowanie przestrzelił z ceną.
Do premiery GTA 6 zostało już coraz mniej czasu, więc nic dziwnego że na branżowych portalach zaczyna brakować tlenu dla innych produkcji i tytułów. Zwłaszcza, że Rockstar Games ruszyło z kampanią marketingową, zaczynając od opublikowania listy utworów muzycznych i odpowiedzialnych za nie artystów. Chwilę później zapowiedziano GTA: The Album, a następnie mainstreamowe media obiegła wieść o zamieszczeniu wielkiego banneru reklamowego na dachu hali sportowej w Miami.
I wydawałoby się, że PR firmy ma się całkiem dobrze, a akcja reklamowa przynosi upragniony rezultat, trafiając z nowym GTA nawet do ludzi kompletnie niezwiązanych z branżą gier wideo. Teraz jednak zdaje się, że fortuna odwraca się od Rockstara, który niechybnie sprowadził gniew fanów na własną głowę, a powodem takiego obrotu spraw ma być wersja kolekcjonerska „szóstki”.
I trochę nie ma się co dziwić, bowiem zaprezentowane gadżety kolekcjonerskie w połączeniu z ich abstrakcyjnie wysoką ceną prowokują pytania społeczności o rozsądek marketingowców firmy. W sieci aż wrze od dyskusji oraz licznych analiz zawartości kolekcjonerki GTA 6. Na dodatek gracze porównują edycje kolekcjonerskie poprzednich gier studia i w żadnym z owych porównań najnowszy zestaw gadżetów nie wypada dobrze.
Szczególnie, że choć od premiery Red Dead Redemption 2 minęło 8 lat, to jest to ostatnie dzieło Rockstara, którego edycja kolekcjonerska była warta swojej ceny. W jej skład wchodziło stylizowane pudełko zamykane na kłódkę, metalowe piny czy fizyczne wydanie katalogu sklepu wielobranżowego. Zestaw wzbogacały karty, zarówno takie do gry, jak i kolekcjonerskie, fizyczna mapa oraz puzzle przedstawiające Saint Denis. A to przecież jeszcze nie koniec.
Bo przecież w środku znalazła się także bandana oraz specjalna moneta kolekcjonerska, a cena zestawu była 4 razy niższa. I choć wciąż zestaw pozbawiony był samej gry, to wydawał się być bardziej jakościowy od kiczowatej figurki, kieliszka z nadrukiem czy łyżki do drinków. Gracze chcący odnaleźć powód tak wysokiej ceny za gadżety z GTA 6 sugerują, że najdroższe z całego zestawienia mogą być okulary przeciwsłoneczne, których cena może oscylować między 90 a 140 dolarami ze względu na ich markę. A cała reszta? Niektórzy twierdzą, że na Temu można by dostać je za nie więcej niż 5 dolców.
Nie zmienia to faktu, że w to miejsce dużo lepiej byłoby dać coś mniej użytkowego, ale za to bardziej rozpoznawalnego. Figurka przedstawiająca protagonistów lub model rozpoznawalnego w Vice City samochodu przewija się jako fanowska propozycja w przytoczonych wątkach. Część z graczy przyznaje jednak, że to nie do końca wpisuje się rockstarową tendencję wydawniczą oficjalnego merchu serii:
Z tego co mi się wydaje, Rockstar nigdy nie wypuszczał przedmiotów kolekcjonerskich przedstawiających głównych bohaterów.
- JGunn894
Wydaje mi się, że w przypadku tych gadżetów chodzi o to, by były one związane z samym Vice City, a nie z grą GTA jako taką – czyli tak, jakbyś pojechał tam na wakacje i kupił mnóstwo pamiątek dla turystów. Dlatego umieszczanie na nich postaci z gry nie miałoby sensu.
- acryliq
Przypomnijmy jeszcze, że edycja kolekcjonerska GTA 6 wyceniona została na 1740,99 złotych i zawiera figurkę przedstawiającą kreskówkową postać Aligatora Maccę, czapkę oraz nerkę, piny i brelok. Najdroższe z całego zestawienia pozostają okulary, które w najgorszym scenariuszu pozostawiają 260 dolarów na inne komponenty. Czy na ich wyprodukowanie potrzeba aż tyle pieniędzy? Fani są przekonani, że nie.

Autor: Jonasz Gulczyński
Kulturoznawca, który urodził się z padem od PSX-a w ręku. Z GRYOnline.pl współpracuje od października 2024 roku, gdzie głównie zajmuje się nowinkami z branży gier z apetytem na bardziej skomplikowane publikacje. Swoje najmłodsze lata spędzał w Górniczej Dolinie, a obecnie nie stroni od strategii turowych wszelkiej maści. Miłośnik prozy Lovecrafta, a także twórczości Quentina Tarantino i Roberta Eggersa. Prywatnie również fan uniwersum Warhammer Fantasy, w którym spędził niezliczoną liczbę godzin zarówno jako gracz, jak i mistrz gry w papierowym wydaniu.