Gracze mają muzyczne podejrzenia co do nowej współpracy Rockstar Games w ramach kampanii promocyjnej Gran Theft Auto 6.
Gigant muzyczny dołącza do kampanii marketingowej Grand Theft Auto 6, która – jak podkreśla prezes wydawcy – jest potrzebna nawet tak wielkiej grze.
Partnerstwo Rockstar Games z Netflixem było… ciekawą decyzją. Jednakże to nie jedyny gigant streamingowy, który został zaangażowany w promowanie „szóstego” GTA. Spotify pochwaliło się banerami reklamowymi, co prawda bez znanego już logo, ale z grafikami, które wyraźnie pochodzą z materiałów promocyjnych Grand Theft Auto VI.
Gracze dostrzegli je już na żywo, a niektórzy fani zwracają uwagę, że to bynajmniej nie pierwszy objaw współpracy Rockstara ze Spotify. 14 listopada 2023 roku, na 3 tygodnie przed publikacją pierwszego trailera „szóstki”, serwis udostępnił oficjalną listę odtwarzania z muzyką powiązaną z serią GTA, co swego czasu wywołało falę spekulacji. Nie inaczej jest tym razem, bo pojawiły się teorie o możliwej integracji Spotify z Grand Theft Auto VI. To w końcu naturalne rozwinięcie idei własnego radia (self radio) z „piątki” i GTA Online, która to opcja była dostępna tylko na pecetach i pozwalała na przygotowanie własnej radiostacji. Wsparcie Spotify pozwoliłoby na słuchanie własnych list odtwarzania także na konsolach.
Niemniej na pewno nie byłaby to jedyna opcja, m.in. dlatego, że gotowe radiostacje to dla wielu fanów nieodzowna część klimatu starszych odsłon serii. Lista de facto potwierdzonych artystów stale rośnie i na ten moment uwzględnia m.in. CHK CHK CHK, Depeche Mode, Philla Collinsa, Tammy WynetteTravisa Scotta oraz Zenglen. Do tego dochodzą plotki, według których swoje utwory dostarczą Bon Jovi, The Weekend, April Wine i wielu innych muzyków.
Dla graczy czekających GTA 6 taki wysyp informacji może wydawać się nagrodą ze lata (czy wręcz dekadę) zagładzania ich przez Rockstar Games. Nie będzie chyba przesadą powiedzieć, że ostatni tydzień przyniósł więcej informacji niż całe 3 lata, które minęły od prezentacji pierwszego zwiastuna (nawet nie licząc ostatnich plotek, które są o wiele pewniejsze niż dotychczasowe księżycowe i mapowe spekulacje).
Niemniej można się zastanawiać, czy w tym przypadku taka kampania marketingowa jest w ogóle potrzebna. W końcu do niedawna wystarczyła nawet nie plotka, a sugestia plotki, by niemal cały Internet skupił swoją uwagę na GTA 6, a o grze zapewne słyszały nawet osoby, które ledwo kojarzą Mario i Pikachu. Do tego sami twórcy mieli przyznać, że jak na ironię rozmach „szóstki” utrudnia im właściwą prezentację gry w materiałach marketingowych.
Najwyraźniej to tym problemom zawdzięczamy prawie półgodzinny pokaz z sierpnia. Strauss Zelnick, prezes Take-Two Interactive, wspomniał w wywiadzie dla serwisu GamesBeat, że Extended Look było niejako „samouczkiem”, wprowadzeniem w rozgrywkę GTA 6, co zresztą ma nie być pierwszyzną dla Rockstara:
To, co zrobił Rockstar, było niesamowite, ale zawierało w sobie element samouczka, prawda? To po prostu była propozycja innego rodzaju. Jeśli spojrzeć na wcześniejsze działania marketingowe Rockstar związane z serią Grand Theft Auto, widać, że zawierały one prawdziwe samouczki. To był po prostu inny sposób przekazania tych samych informacji, co moim zdaniem było naprawdę imponujące. Rockstar wymyślił, jak to zrobić, aby zapewnić nam 27 minut rozrywki, a jednocześnie wyjaśnić, w jaki sposób będziemy grać w tę grę. A oto rozgrywka.
Zelnick wyraził też przekonanie, że każda produkcja potrzebuje marketingu, a choć niekoniecznie pomoże on słabej grze, to nieudolne promowanie może jedynie zniechęcić odbiorców
Kiedy pracowałem w branży filmowej – a było to dawno temu – często zadawaliśmy sobie właśnie to pytanie. I doszliśmy do wniosku, że – niestety, choć to ci nie pomoże – jest to prawda: jeśli produkt jest kiepski, możesz go promować do upadłego, a ludzie i tak nie zwrócą uwagi na tę promocję.
Jeśli marketing jest fatalny, można zniechęcić ludzi, a jeśli jest świetny, można wzbudzić większe zainteresowanie. Naszym nadrzędnym celem – niezależnie od tego, czy chodzi o nadchodzącą premierę, czy o jakąkolwiek inną grę – jest przekształcenie świadomości w entuzjazm oraz zamiana braku świadomości w świadomość.
Cóż, jeśli takie było zadanie Take-Two i Rockstara, to wypada uznać, że spisali się na medal, bo jesteśmy o krok od tego, by GTA 6 wyskakiwało z lodówki czy nawet spod poduszki. I to się raczej nie zmieni ani do premiery, ani po debiucie Grand Theft Auto VI 19 listopada. Zwłaszcza że to „tylko” data wydania gry na konsolach, a tytuł prędzej czy później trafi na pecety.
Więcej:Rockstar liczy na emocjonalną powtórkę z RDR 2 w GTA 6, a pierwszy aktor potwierdza rolę w grze

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).