Newsroom Wiadomości Najciekawsze Komiksy Tematy RSS
Wiadomość gry 8 grudnia 2022, 13:45

Napisał poemat z finału Minecrafta, teraz ratuje go przed Microsoftem

Po latach frustracji i rozterek autor End Poem z Minecrafta postanowił uwolnić swoje dzieło, zamiast przekazać prawa do niego Mojang Studios i Microsoftowi.

Źródło fot. Mojang Studios | Xbox Game Studios/
i

Gracze Minecrafta są przyzwyczajeni do dzielenia się swoimi dziełami ze społecznością – od skromnych domków przez gigantyczne konstrukcje po skomplikowane urządzenia, pluginy i własne tryby gry (albo i „aktualizacje”). Jednakże mało kto był gotowy na prezent w postaci… uwolnienia słynnego poematu z Minecrafta.

Julian Gough, autor utworu, zapowiadał to od dłuższego czasu. Teraz wyjaśnił całą sprawę we wpisie opublikowanym na platformie Substack (oraz mniej poetycko na podforum gry w serwisie Reddit).

W Minecrafta zagrasz w PC Game Passie – subskrypcję kupisz tutaj

Nim zadebiutował Minecraft…

Październik 2011 roku, za około miesiąc Minecraft – tytuł, którego wersja beta wzbudziła gigantyczne zainteresowanie – ma formalnie ukazać się na rynku. Niewielki, liczący zaledwie 15 osób zespół Mojang Studios szykuje się do premiery – jak się okaże wiele lat później – najpopularniejszej gry wszech czasów (jeśli nie liczyć wszystkich wariacji Tetrisa).

Finał Minecrafta w tarapatach

Jest tylko jeden mały problem. Markus „notch” Persson nadal nie ma gotowego „zakończenia” Minecrafta. Fakt, gra jest przede wszystkim gigantyczną piaskownicą, ale nawet dziś tego typu gry zawsze mają jakiś fabularny finał. Minecraft nie był wyjątkiem, tyle że notch nie miał pojęcia, jak dokładnie powinien uczcić pokonanie przez gracza Smoka Endu (Ender Dragon).

W 2011 roku było nie do pomyślenia, by tytuł mający jakikolwiek zalążek fabuły i niebędący grą stricte wieloosobową nie miał czegoś, co można by uznać za finał (choćby i kiepski). Dlatego notch zamieścił wpis na Twitterze, w którym poszukiwał kogoś do napisania „głupiego, przesadzonego i pojawiającego się znikąd tekstu” po „wygraniu” w Minecrafcie.

Specyficzny autor do specyficznego zadania

Jedną z osób, którą polecono Perssonowi, był Julian Gough. Dawniej był on piosenkarzem w zespole Toasted Heretic (Galway and Los Angeles), a na swoim koncie miał też kilka opowiadań, w tym The Orpahn and the Mob, za które w 2007 roku otrzymał narodowe wyróżnienie za krótki utwór literacki (National Short Story Award).

Gough nie był pewien, czy jest odpowiednim człowiekiem do tego zadania. Jak sam przyznaje, jego styl oraz historie są dość specyficzne i nie był pewien, czy Persson zdaje sobie z tego sprawę. Dlatego pisarz podesłał mu swoje najnowsze dzieło: krótkie opowiadanie The iHole. Jednakże notcha bynamniej nie zraził styl Gougha, wręcz przeciwnie.

Napisał poemat z finału Minecrafta, teraz ratuje go przed Microsoftem - ilustracja #1
Żródło: Markus „notch” Persson.

Persson dał Goughowi pełną swobodę. Ten zabrał się za ogrywanie przedpremierowej wersji Minecrafta ze swoją córką i wreszcie (z pomocą „uniwersum”) napisał Poemat Endu (End Poem), który pojawia się po pokonaniu Ender Smoka i wejściu do portalu de facto wieńczącego fabułę gry.

Notch był zachwycony tekstem i nie pozwolił muzykowi na jego skrócenie. Odesłał go też do Carla Manneha, prezesa Mojang Studios, po zapłatę – i tu zaczęły się schody.

Artystyczno-korporacyjne nieporozumienie

Gough przyznaje, że źle podszedł do całej sprawy. Po „czysto artystycznych”, przyjacielskich rozmowach z Notchem artysta bez zastanowienia próbował negocjować z Mannehem w taki sam sposób. Tymczasem ten – choć też był przyjacielem Markusa Perssona – miał swoje obowiązki jako prezes studia: wynegocjować jak najkorzystniejsze porozumienie.

W efekcie rozmowa, która powinna toczyć się między agentami obu stron, przybrała formę artystycznych, emocjonalnych wynurzeń Gougha z jednej strony i finansowych negocjacji Manneha z drugiej. Ten dysonans przedłużył dyskusję, irytując obu twórców i utrudniając zawarcie porozumienia.

Napisał poemat z finału Minecrafta, teraz ratuje go przed Microsoftem - ilustracja #2
Twórcy nie mogli się dogadać w sprawie zapłaty za finał Minecrafta. Źródło: Mojang Studios | Xbox Game Studios.

A przecież czas gonił: Minecraft już przed debiutem stał się wielkim hitem, lecz tytuł musiał mieć zakończenie na premierę wersji 1.0. Te okoliczności jeszcze bardziej komplikowały sprawę wyceny.

Jak „dobrze” przebiegały negocjacje, pokazuje fakt, że Gough otrzymał 20 tysięcy dolarów, mimo że była to dopiero propozycja Manneha i obaj nadal prowadzili rozmowy na temat wynagrodzenia pisarza. Gough po prostu potrzebował wtedy tych pieniędzy.

Kontrakt na tysiące, gra warta miliony

Kontrakt trafił do artysty dopiero w środku grudnia, ponad miesiąc po premierze Minecrafta. Jednakże Gough nie podpisał go, i to bez przeczytania jego treści. Wynikało to z jego rozczarowania przebiegiem rozmów oraz samym kontraktem (powtórzmy: otrzymanym już po tym, jak Poemat Endu został wykorzystany w grze), aczkolwiek pisarz podkreśla, że nie jest to usprawiedliwienie.

Z tych samych przyczyn Gough ociągał sie też ze wznowieniem rozmów, choć wiedział, że prędzej czy później trzeba wyjaśnić sprawę do końca. Tymczasem zespół Mojang Studios miał pełne ręce roboty. Minecraft podbił rynek, a jego sukces przytłoczył mały, niezależny zespół.

Napisał poemat z finału Minecrafta, teraz ratuje go przed Microsoftem - ilustracja #3
Minecraft odniósł ogromny sukces, ale Julian Gough miał powody do niezadowolenia. Źródło: Mojang Studios | Xbox Game Studios.

Oczywiście studio zarobiło ogromne pieniądze. Sam Notch otrzymał dywidendę ze swoich udziałów w firmie w wysokości 3 milionów dolarów. Tyle że nie potrzebował tyle pieniędzy i podzielił tę kwotę między 25 pracowników studia. Według Gougha ten spóźniony bonus bożonarodzeniowy wyniósł na głowę 120 tys. dol. – „5-6 razy więcej” niż to, co zaoferowano jemu w ramach wynagrodzenia.

Problemy osobiste

Artysta nie był nigdy pracownikiem Mojang Studios, więc – rzecz jasna – nie otrzymał żadnej premii. Niemniej był on nieco zawiedziony, że Notch nie przysłał mu nawet „czekoladowego mikołaja”.

Mimo to nic z tym nie zrobił. Po części dlatego, że jego finał Minecrafta wzbudził pewne kontrowersje, a Notch był jednym z jego obrońców i nie pozwolił graczom na pominięcie poematu. Ponadto rosnąca sprzedaż gry sprawiła, że słowa Gougha dotarły do wielu graczy (nawet jeśli, jak napisał we wpisie, większość fanów przypisywała autorstwo poematu Notchowi).

Jednakże wkrótce Gougha ponownie dotknęły problemy finansowe, zwłaszcza że Manneh nie wywiązał się z – podkreślmy – obietnicy złożonej w e-mailu dotyczącej m.in. promowania twórczości artysty. Notch nawet o niej nie wiedział, a tymczasem Gough (któremu w tym czasie rozpadło się małżeństwo) coraz trudniej przychodziło usprawiedliwianie Mojanga za – jak przyznał teraz – własne błędy.

Microsoft wkracza do akcji

Przełom – jeśli można to tak nazwać – nastąpił w sierpniu 2014 roku. Manneh ponownie skontaktował się z Goughiem w sprawie niepodpisanego kontraktu, a artysta zapoznał się z jego treścią (którą też dołączył do omawianego wpisu).

W największym skrócie: nie był on zachwycony. Umowa zobowiązywałaby go do zrzeczenia się praw do Poematu, mimo że artysta podkreślał w rozmowach z Mannehem, że jest to absolutnie wykluczone. Dochodziła do tego klauzula poufności. Czy musimy dodawać, że Gough nie podpisał tego kontraktu?

Napisał poemat z finału Minecrafta, teraz ratuje go przed Microsoftem - ilustracja #4
„Niepraktyczne podejście do papierów” zemściło się na Julianie Goughu. Źródło: Mojang Studios | Xbox Game Studios

Pisarz szybko też odkrył, dlaczego Mojang robił porządki w studiu, w trakcie których przypomniano sobie o całej sprawie. Studio miało zostać kupione przez Microsoft za kosmiczną kwotę 2,5 miliarda dolarów.

Gough uznał to za de facto próbę oszukania go, choć – jak podkreślił teraz – najpewniej nie takie były intencje Perssona i Manneha. Zapewne prawnicy Microsoftu upewniali się, że Mojang Studios ma prawda do wszystkiego, co wymienili w swoich deklaracjach, by uniknąć późniejszych komplikacji. Na przykład Poematu Endu, o prawa do którego ktoś mógłby się upomnieć w przyszłości…

Małpy i banany

Odpowiedź Gougha na e-maila Manneha w zasadzie sprowadziła się do pytania: „Czy możecie mnie potraktować sprawiedliwie?”.

Napisał poemat z finału Minecrafta, teraz ratuje go przed Microsoftem - ilustracja #5
Mojang zbił kokosy na Minecrafcie, ale Gough nie dostał nawet banana. Źródło: Oddishboy w serwisie Reddit | Mojang Studios | Xbox Game Studios.

Chyba nikogo nie zaskoczy, że prezes Mojang Studios nie był tym zachwycony. Gough przyznaje, że z „korporacyjnej” perspektywy Manneha mogło to wyglądać jak próba szantażu w celu wyciśnięcia z firmy irracjonalnej kwoty. Nawet Notch był zirytowany postawą artysty, który też nie krył swojej irytacji:

[…] ponieważ ja także byłem taką wściekłą małpą, która czuła się obrażona oraz zdradzona, i która nie rozumiała, dlaczego trzy inne małpy, które już miały ogromną liczbę bananów, miałyby teraz dostać dwa i pół miliarda bananów więcej, podczas gdy ja, którego ledwo było stać na ubranie dla mojego dziecka, nie dostałem żadnego banana.

W efekcie tak jakby przypadkiem wysłał dwa sprzeczne i niespójne e-maile: jeden do Notcha, drugi do Manneha. Co się stało dalej, nie mamy pewności. W każdym razie Gough otrzymał maila od prezesa Mojanga, jakoby jego kontrakt nie był już potrzebny Microsoftowi.

„Współtwórca” Minecrafta bez prezentu

Po sfinalizowaniu transakcji Markus Persson otrzymał lwią część kwoty zapłaconej przez Microsoft: 1,75 miliarda dolarów. Z tej kwoty Notch przyznał po około 300 tys. dolarów 47 pracownikom Mojang Studios. Także tym, którzy dopiero od niedawna dołączyli do zespołu.

Gough docenił gest Notcha, ale też znów poczuł, jakby został niesłusznie wykluczony, mimo że w pewnym sensie był jednym z twórców Minecrafta.

Pomijając dalsze losy Notcha (które zapewne mogłyby być tematem osobnej wiadomości lub artykułu), jedno pozostawało niezmienne: Microsoft nadal nie posiadał formalnych praw do zakończenia Minecrafta.

Firma zdawała sobie z tego sprawę i stale wysyłała Goughowi ten sam kontrakt. Ten ignorował starania firmy, która z kolei nie podjęła próby zawarcia z nim osobnego porozumienia. Nie zdecydował się też na interwencję prawników.

Świat mówi: uwolnij poemat

W taki sposób minęło 8 lat. Gough wciąż nie miał pewnej sytuacji finansowej, ale w ogólnym rozrachunku uznał, że jego życie uległo znacznej poprawie. Paradoksalnie artysta uznał, że to „zasługa” zamieszania wokół zakończenia Minecrafta.

Niemniej od czasu do czasu nadal odczuwał frustrację, myśląc czy to o przebiegu całej sprawy, czy też o straconej przyjaźni i „bananach”. Dopiero dwie wizyty u znajomych Holendrów (uwzględniającej „heroiczną dawkę surowych trufli z grzybów psylocybinowych”; tak te „naturalne narkotyki” nie są zakazane w Holandii) uświadomiły mu, że kwestia finansowa jest tu drugorzędna.

Napisał poemat z finału Minecrafta, teraz ratuje go przed Microsoftem - ilustracja #6
Autor Poematu Endu wychodzi z cienia i uwalnia swój utwór. Źródło: Nintendo | Microsoft.

Tak więc, podążając za tym „oświeceniem” i jednym z wersów swojego dzieła Gough zdecydował się „uwolnić” Poemat Endu, udostępniając go całemu świat „na własność”. Czyli, inaczej mówiąc, pozwalając wszystkim na wykorzystywanie tego utworu bez żadnych ograniczeń w ramach domeny publicznej.

Pisarz nie zapomniał też o wiadomości do specjalistów prawnych Microsoftu.

Rozwój postaci okiem internautów

Ta bardzo specyficzna historia (nawet z pominięciem „grzybków”) spotkała się z szerokim odzewem wśród internautów. Oczywiście najwięcej wypowiadają się fani Minecrafta, ale nie tylko ich zaintrygowała historia Gougha.

Większość graczy zwraca uwagę raczej na osobisty rozwój artysty w tej historii, choć ten czy inny użytkownika Reddita docenił też Poemat (niektórzy najwyraźniej nadal nie ukończyli trybu Survival). Niemniej możnaby bez zbytniej przesady stwierdzić, że wpis Gougha dotarł do niemal równie wielu osób, co sam Minecraft.

Jakub Błażewicz

Jakub Błażewicz

Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat, ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GOL-em rozpoczął w 2015 roku, pisząc w newsroomie growym, a następnie również filmowym i – o zgrozo! – technologicznym (nie zabrakło też udziału w encyklopedii gier). Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Nie pytać o kwestie związane z grafiką – po kilku godzinach autor potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).

więcej