Electronic Arts musiało powiedzieć „nie” pewnym seriom i zdecydować, co będzie priorytetem dla spółki w kolejnych latach.
Electronic Arts podąża śladami Xboxa i zapowiada nowy rozdział w historii spółki. Uwzględnia to wielkie zwolnienia.
W tym tygodniu EA zafundowało graczom lekką huśtawkę nastrojów. Z jednej strony ogłoszono powrót serii Fight Night, co wyraźnie ucieszyło sporo osób. Z drugiej strony potwierdzono też to, czego gracze obawiali się od niemal dekady: zamknięcie studia BioWare i koniec Mass Effecta.
To jednak tylko część większej zmiany w strategii EA i efekt trwającego od miesięcy rozeznania „największego zachodniego wydawcy HD gamingu”. Przynajmniej tak firmę określili dyrektor operacyjny EA David Tinson oraz szef EA Studios Cam Weber, według których największe szanse rozwoju dla firmy tkwią „poza rynkami, platformami i modelami biznesowymi, w których tradycyjnie przodowało EA”.
Strategię wydawcy wyłożono w ogłoszeniu opublikowanym niedługo po komunikacie studia BioWare. Jak czytamy, EA ma 3 priorytetowe cele, z których jeden – wzmocnienie „jądra” spółki – ma tłumaczyć jej decyzję o „powiedzeniu „nie” rzeczom, które ją pasjonują” i podjęciu „najtrudniejszych decyzji”. Innymi słowy: firma ustaliła, które marki chce rozwijać, a które musi porzucić (a przynajmniej zamrozić) wraz z odpowiedzialnymi za nie zespołami:
Skupiając się na tych większych szansach, w BioWare mieliśmy niewielki zespół pracujący nad wczesną wersją Mass Effecta. Podjęliśmy decyzję o zaprzestaniu tych prac, co oznacza, że zamykamy studio oraz nasze biuro w Edmonton. BioWare to legendarne studio, które pomogło ukształtować gatunek gier RPG, dlatego nie podjęliśmy tej decyzji pochopnie.
Jak już pisaliśmy, plany te uwzględniają m.in. skupienie się na Battlefieldzie i Apexie w segmencie strzelanek (bez wzmianki o rzekomym powrocie do Star Wars: Battlefront), dużych projektach z gatunku przygodowych gier akcji (w tym nowym Star Wars Jedi), dwóch nowych tytułach od EA Sports (z których jeden to „społeczna” gra piłkarska z otwartym światem) oraz nowych Simsach o tytule roboczym Project Evergreen, przy czym z uwagi na nie wstrzymano prace nad Project Lotus, pod którą to nazwą może kryć się inicjatywa dawniej znana jako Project Rene.
O czym jedynie wspomniano mimochodem, to że ten reset – na podobieństwo podobnych inicjatyw Microsoftu i Ubisoftu – przełoży się też na zwolnienia w Electronic Arts, a te według nieoficjalnych źródeł pozbawią pracy około 400 osób, w tym 50 pracowników zamkniętego BioWare oraz część zespołu skate., który ma się nieco skurczyć. Gracze są, rzecz jasna, absolutnie „zachwyceni” tymi zapowiedziami spółki, które dla części fanów są konsekwencją przejęcia EA.
Oczywiście lwia część uwagi skupia się na „śmierci” BioWare, przy czym głos zabrali także liczni deweloperzy. Uwzględniało to przedstawicieli CD Projekt Red, którzy przecież swego czasu wystawiali swoje debiutanckie dzieło na stanowisku BioWare.
Choć – co ciekawe – internauci podzielili się tu na dwa obozy.
W zasadzie oba te poglądy nie są całkowicie sprzeczne, ale nie przeszkadza to graczom w wykłócaniu się o to, kto jest bardziej odpowiedzialny za upadek BioWare. Jako bezpośrednia przyczyna wskazywany jest też zakup EA, co oznacza, że najwyraźniej nie znalazł się „zięć arabskiego księcia”, który byłby skłonny uchronić zespół z miłości do dokonań studia.
Na marginesie: według serwisu IGN zamknięcie studia niekoniecznie oznacza koniec Mass Effecta, choćby dlatego, że wciąż ma powstawać serial w tym uniwersum. Nie żeby to cieszyło fanów kosmicznej serii, dla których kontynuowanie projektu po de facto uśmierceniu cyklu mija się z celem albo wręcz nie ma większego sensu.
GRYOnline
Gracze
Steam
OpenCritic

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).