W sprawie wycieku z MyDr pojawił się nieoczekiwany zwrot. Cyberprzestępcy zapewniają, że nie zamierzają handlować przejętymi danymi ani ich ujawniać.
Pojawiły się nowe informacje w sprawie ogromnego wycieku danych z systemów firmy MyDr. Osoby podające się za sprawców ataku zapewniają, że nie zamierzają ani sprzedawać przejętej bazy, ani publikować znajdujących się w niej informacji.
O sprawie pisaliśmy już wcześniej. Według informacji przedstawianych przez cyberprzestępców przejęte dane miały obejmować informacje dotyczące nawet blisko 19 mln Polaków. MyDr potwierdziło, że padło ofiarą zewnętrznego ataku, zaznaczając jednak, że dokładna skala incydentu jest nadal analizowana. Firma wskazuje również, że objęte nim informacje najprawdopodobniej mają charakter historyczny i pochodzą z 2024 roku oraz lat wcześniejszych.
Teraz Zaufana Trzecia Strona poinformowała, że sprawcy ataku zakomunikowali, iż nie planują sprzedawać ani udostępniać wykradzionych danych. Na profilu „fingerprint”, podpisanym również w imieniu zespołu stojącego za atakiem, pojawiła się bardzo jednoznaczna deklaracja:
Dane nie są na sprzedaż. Nie pytajcie mnie o to, bo zostaniecie zignorowani. Żaden z rekordów nigdy nie ujrzy światła dziennego.
Autor wpisu stwierdził ponadto, że poszukiwanie przejętej bazy na forach darknetowych ma być stratą czasu. W dalszej części pojawiło się nawet ostrzeżenie skierowane do osób, które próbowałyby kupić informacje dotyczące polityków związanych z przeciwnymi ugrupowaniami - dane potencjalnych kupujących miałyby zostać upublicznione.
Sama deklaracja cyberprzestępców nie daje oczywiście gwarancji, że dane rzeczywiście nigdy nie trafią do sieci. Jest jednak zgodna z informacjami przekazanymi 13 sierpnia przez ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego. Wicepremier poinformował, że według obecnych ustaleń służb przejęte informacje nie są publicznie dostępne ani wystawione na sprzedaż, a sytuacja jest monitorowana.
Podobne stanowisko przedstawia MyDr. Firma przekazała, że na obecnym etapie nie ma dowodów wskazujących, aby wykradzione informacje zostały opublikowane lub udostępnione publicznie. Eksperci zajmujący się incydentem mają monitorować również dark web.
Do sprawy odniósł się także Urząd Ochrony Danych Osobowych. UODO przypomniał, że obowiązek poinformowania osób dotkniętych wyciekiem spoczywa na administratorach danych, którzy korzystali z usług MyDr. To oznacza, że jeśli analiza wykaże, iż dane konkretnego pacjenta znalazły się w przejętej bazie, informacji powinien on oczekiwać przede wszystkim od placówki będącej administratorem tych danych.
Na pełne ustalenie zakresu incydentu nadal trzeba więc poczekać. Na razie można mówić o jednej pozytywnej informacji: mimo ogromnej potencjalnej skali wycieku nic nie wskazuje na to, aby baza została wystawiona na sprzedaż lub zaczęła krążyć publicznie. Nie oznacza to jednak, że osoby, których dane mogły zostać przejęte, powinny ignorować sprawę – Ministerstwo Zdrowia nadal zaleca m.in. zastrzeżenie numeru PESEL oraz szczególną ostrożność wobec podejrzanych wiadomości i telefonów.

Autor: Adam Kusiak
Współpracę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2011 roku jako redaktor w działach Newsroom i Encyklopedia; obecnie senior SEO specialist wspierający serwisy grupy Webedia Poland. Uwielbia symulatory lotnicze i gry strategiczne, w które zagrywał się jeszcze w latach 90. na Amidze 500; naturalnie jego ulubionym studiem jest MicroProse, zaś ulubionym twórcą – Sid Meier. Stanowi także chodzącą encyklopedię sprzętu wojskowego. Ukończył specjalizację amerykanistyka na Wydziale Stosunków Międzynarodowych na Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego. Na portalu X pisze o strategiach jako tbonewargames.