Blizzard wyjaśnił, dlaczego tak szybko podano bardzo odległą datę premiery nowego StarCrafta. Firma potwierdziła też, że nie planuje uczynić z Battle.net nowego Steama.
Zapowiedź nowej gry z serii StarCraft podczas tegorocznego BlizzConu nie była zbyt dużym zaskoczeniem dla osób, które śledziły branżowe doniesienia. Niespodzianką okazała się jednak bardzo odległa data premiery, która ustalona została na 2030 rok. Blizzard wyjaśnił jednak, dlaczego zdecydowano się ujawnić ją tak szybko.
Dan Hay, dyrektor kreatywny nowego StarCrafta, w rozmowie z serwisem GameSpot wyjaśnił, że zespół uznał, iż osiągnął już etap prac, na którym przygotowano wystarczająco dużo elementów gry, aby móc oficjalnie zaprezentować ją publiczności.
Podczas tworzenia gry przychodzi taki moment, kiedy myślisz sobie: „Czy udało nam się uchwycić odpowiednie emocje? Czy czujemy, że mamy już wystarczająco dużo energii, charakteru i tożsamości, żeby zacząć ją pokazywać innym?” Około rok temu zaczęliśmy czuć, że jesteśmy właśnie w tym miejscu, więc stwierdziliśmy: „Dobra, czas ją pokazać. Czas poznać opinie graczy”.
Jednym jest jednak samo pokazanie gry, a czymś innym jest podanie tak odległej daty premiery. 2030 rok mocno wstrząsnął graczami, a wśród części z nich zdołał nawet ostudzić ekscytację. Hay przyznał jednak, że ma to duże znaczenie dla samego zespołu.
Podany 2030 rok stanowi dla deweloperów punkt odniesienia, który pomaga podejmować decyzje dotyczące zakresu projektu i pilnować, aby prace nie przeciągały się bez końca. Jeżeli na przykład pojawi się pomysł, którego zrealizowanie może być trudne do tego czasu, konieczne jest jego ponowne przemyślenie.
Tak, zdajemy sobie również sprawę, że rok 2030 to jedna z tych rzeczy, przy których… lubię mieć konkretną datę. Podoba mi się myśl, że mamy przed sobą jakiś cel, do którego możemy dążyć. Czasami pomaga nam to podczas spotkań, kiedy rozmawiamy o kwestiach kreatywnych i zastanawiamy się: „Dobra, jak długo będziemy jeszcze nad tym debatować? Jak długo będziemy się nad tym zastanawiać?”. Odpowiedź brzmi wtedy: „Czy jesteśmy w stanie zrobić to wszystko do tego terminu?”. Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, to trzeba przemyśleć sprawę na nowo, zmienić priorytety i upewnić się, że bierzemy pod uwagę fakt, iż gracze chcą otrzymać tę grę z najwyższą możliwą dbałością o szczegóły, ale jednocześnie w rozsądnym czasie. Właśnie dlatego wybraliśmy tę datę.
Podczas BlizzConu potwierdzono również, że na Battle.net zawitają dwie gry studia CD Projekt Red – Wiedźmin 3: Dziki Gon oraz Cyberpunk 2077. Mimo to nie należy się spodziewać, że ten ruch zapoczątkuje większą ekspansję platformy, której celem będzie stworzenie kolejnego Steama. Potwierdził to Andrew Guerrno, wiceprezes Blizzarda ds. zarządzania produktem i globalnych analiz, podczas rozmowy z serwisem GamesRadar+.
Oczywiście nie próbujemy naśladować Steama czy Epic Games Store. Mamy własną grupę odbiorców. Mamy zaangażowaną społeczność ludzi, którzy grają w gry Blizzarda i produkcje podobne do nich, więc jeśli coś ma dla nich sens, będziemy chcieli to zaoferować.
Firma chce przede wszystkim dobierać produkcje, które pasują do jej odbiorców. Guerrno zwrócił uwagę na wysoką jakość gier oraz ich potencjalną atrakcyjność wśród osób korzystających z Battle.net. Najwyraźniej uznano, że oba tytuły polskiego studia mają wiele wspólnego z upodobaniami fanów Blizzarda.
Więcej:Cyberpunk 2077 trafi na Battle.net. CD Projekt RED i Blizzard zdradzają kolejne szczegóły współpracy

Autor: Marcin Bukowski
Absolwent Elektroniki i Telekomunikacji na Politechnice Gdańskiej, który postanowił poświęcić swoje życie grom wideo. W czasach dzieciństwa gubił się w Górniczej Dolinie oraz „wbijał golda” w League of Legends. Dwadzieścia lat później gry nadal bawią go tak samo. Dziś za ulubione tytuły uważa Persony oraz produkcje typu soulslike od From Software. Stroni od konsol, a wyjątkowe miejsce w jego sercu zajmuje PC. Po godzinach hobbystycznie działa jako tłumacz, tworzy swoją pierwszą grę bądź spędza czas na oglądaniu filmów i seriali (głównie tych animowanych).