Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać Artykuły PREMIUM
Hyde Park 10 maja 2011, 11:32

autor: Redakcja GRYOnline.pl

Dead Island – wrażenia naszych czytelników

Jakiś czas temu pięciu naszych Czytelników wybrało się do wrocławskiej siedziby firmy Techland by zobaczyć grywalną wersję Dead Island. Poniżej prezentujemy ich wrażenia!
Poniższy tekst został nadesłany przez naszego czytelnika i został opublikowany w oryginalnej formie.

Magwisienka

Wyobraź sobie arkadyjską wyspę – lazurowa woda, biały piasek, roślinność w najbardziej soczystym zielonym kolorze, jaki można spotkać. Nazwij ją Banoi. Tak, dokładnie, nazwij ten rajski zakątek „lądem śmierci” i wrzuć do niego zombie. Dodaj do tego możliwości silnika Chrom Engine 5, dwudziestoletnie doświadczenie Techlandu i przepis na hit masz gotowy.

Na początek trochę odczuć ogólnych – chyba po raz pierwszy spotkałam się z sytuacją, w której developer zaprasza graczy na przedpremierowy pokaz swojej gry. Na początku myślałam, że wykazują się sporą odwagą, pokazując „zwykłym” graczom fragment nieukończonej przecież jeszcze produkcji. Ale wiecie co? To nie tylko odwaga, to także pewność jakości tworzonej gry, i to pewność absolutnie uzasadniona.

Pokaz rozpoczął się od prezentacji slajdowej, podczas której omówione zostały kluczowe aspekty gry. Warto na pewno wspomnieć o gatunku, który został przez Techland wymyślony specjalnie na potrzeby Dead Island, a mianowicie FPP Zombie Slasher. Nie dajcie się jednak zwieść ostatniemu wyrazowi – Dead Island to także rozbudowane elementy gry RPG, takie jak statystyki broni, levelowanie bohatera, specjalne umiejętności dla każdej postaci (których będzie 4 tak na marginesie). Powiem Wam, że właśnie z tą warstwą RPG wiązałam przed pokazem duże nadzieje i absolutnie się nie zawiodłam – jest masa NPCów mogących zlecić nam questy, duży nacisk postawiono na klimat i fabułę, w tym zwrócono szczególną uwagę na dialogi. Z dialogami wiąże się jeszcze jedna ciekawa sprawa, która bardzo optymistycznie nastawiła mnie właśnie do kwestii klimatu, a mianowicie fakt, że rdzenni mieszkańcy wyspy posługują się autentycznym dialektem! Z tego też powodu zrezygnowano z pełnego tłumaczenia na język polski.

Ale dosyć suchej teorii, przejdźmy do rzeczy, na którą my, zebrani z siedzibie Techlandu, czekaliśmy z niecierpliwością, a o której Wy na pewno chcecie teraz poczytać, a więc o autentycznym gameplayu. Zaczęło się już bardzo pozytywnie, bo gdy tylko odpalony został ekran menu, wywołał on na nas duże wrażenie. Jakie było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że jest on tylko tymczasowym rozwiązaniem. Po takim początku mogło być już tylko lepiej, tak więc gra została uruchomiona. Już na samym starcie można wyczuć ten klimat, o którym była mowa w prezentacji. Budzimy się w jakimś domku, ktoś chce nam zrobić krzywdę, bo nie wie, czy przypadkiem nie jesteśmy zombie, ktoś inny tylko siedzi w miejscu, najwidoczniej straciwszy nadzieję na ocalenie. Od razu musimy wyjść, aby uratować pewną osobę, która została na zewnątrz. Otwieramy drzwi i... zostajemy powaleni na glebę bez żadnej szansy na obronę. Ludzie, jak to wygląda! Poważnie. Piąta już wersja Chrome Engine daje radę. Tylko te zombiaki jakoś tak nie bardzo pasują, więc od razu bierzemy się za ich eksterminację. W tym momencie dane nam było poznać nieco bliżej mechanikę walki, która również robi duże wrażenie. Modele zombie zrobione są bardzo szczegółowo, ale co ważniejsze, możemy im zrobić naprawdę sporą krzywdę. A to tutaj złamiemy rączkę, drugą może odetniemy powyżej łokcia, albo przy samym barku, zmiażdżymy głowę, poobcinamy jeszcze nóżki, a na deser bezwładny korpus obijemy na tyle, że powyłażą z niego żebra. Mniam. Już widzę te artykuły o graczach-psychopatach. Oczywiście rzezi dokonujemy bogatym uzbrojeniem. W menu szybkiego wyboru możemy mieć podpisane 7 broni, ósmą są nasze własne pięści, chodź według twórców w ostateczności lepszym wyborem będą nogi, aby zwyczajnie uciec. I tu pojawia się kolejny świetny patent – zapomnijcie o ucieczce, schowaniu się na 5 sekund i powrocie do walki z pełnym zdrowiem. Tak łatwo nie będzie. Regeneracja zdrowia owszem wystąpi, ale tylko do pewnego poziomu, później będziemy musieli wspomagać się apteczkami oraz napojami, ale tu też nie będzie tak łatwo, ponieważ znalezione napoje możemy wypić tylko natychmiast na miejscu. Aby odnowić sobie zdrowie podczas walki, potrzebne będą apteczki kupione u handlarzy. Dokładnie, handlarzy. Nawet podczas inwazji zombie znajdą się ludzie, którzy będą próbowali zarobić na katastrofie i cudzym nieszczęściu. Jak już wspomniałam, Techland przykłada ogromną wagę do klimatu gry, a więc każda napotkana postać ma kierować się własnymi sprawami i własną motywacją. A jeżeli już przy klimacie jesteśmy, to kwestia apteczek, którą opisałam powyżej, powinna wprowadzić świetny element survivalowy.

Na pewno dużym atutem Dead Island będzie tryb współpracy nawet dla czterech graczy. Co najciekawsze, będziemy mogli podłączyć się do znajomych bezpośrednio w trakcie gry, bez żadnej zabawy w wychodzenie do menu i wybieranie specjalnego trybu. Niektórym może się jednak nie spodobać fakt, iż zabraknie trybu gry na podzielonym ekranie. Pamiętam długie godziny spędzone przy takiej właśnie zabawie w Resident Evil 5, w Dead Island też chętnie bym w ten sposób zagrała, tym bardziej, że również zabawa opiera się o walkę z zombie. Nawet w nadchodzącym Uncharted 3 potwierdzono możliwość gry na podzielonym ekranie. Ale myślę, że split-screen należy traktować jako dodatkowy element, którego po prostu w Dead Island zabraknie. Jestem jednak pewna, że gdyby twórcy stwierdzili, że taki rodzaj zabawy może być akurat w przypadku ich gry ciekawy, to na pewno by go dodali.

Podsumowując, wrażenia z pokazu gry Dead Island są jak najbardziej pozytywne. Szczególnie cieszy mnie fakt, że Techland mocno stawia na klimat rozgrywki, bo właśnie to w grach lubię najbardziej. Jeżeli cała gra trzyma taki poziom, jak zaprezentowany nam fragment, to absolutnie nie mamy się czym martwić – będzie kolejny polski hit!