Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Hyde Park 21 maja 2007, 16:50

autor: SirGoldi

Spider-Man 3 - recenzja filmu

Podobnie jak w poprzednich częściach, akcja Spider-Mana 3 dzieje w Nowym Jorku, czyli w mieście uważanym za jedną z największych światowych wylęgarni przestępczości. Ale od czego jest dzielny tytułowy bohater?
Poniższy tekst został nadesłany przez naszego czytelnika i został opublikowany w oryginalnej formie.

Nie zdążyliśmy jeszcze ochłonąć po emocjach związanych z pojawieniem w kinach, według mnie znakomitych, 300 Franka Millera, a już na dużym ekranie możemy zobaczyć kolejną kosztowną ekranizację komiksu. Oczywiście mowa tu o filmie Spider-Man 3, który jest prawdopodobnie ostatnią częścią cyklu (wszystko zależy od tego, czy reżyser – Sam Raimi – oraz aktorzy podpiszą nowe kontrakty, bo te niedawno przestały ich obowiązywać) o przygodach nowojorskiego studenta obdarzonego pajęczą mocą. Czego można było się po niej spodziewać? Na pewno mnóstwa akcji i świetnych efektów specjalnych. Wiele osób liczyło, że Spider-Man 3 będzie także porządną adaptacją komiksu. A jak to wyszło „w praniu”? W końcu owa ekranizacja, według niektórych doniesień, jest jedną z najdroższych w historii kina, więc trudno było sobie wyobrazić, żeby okazała się niewypałem. W dniu premiery postanowiłem jej się przyjrzeć nieco bliżej. Jeżeli chcecie się przekonać, czy wyszedłem z sali usatysfakcjonowany, czy też zawiedzony, nie macie innego wyjścia jak po prostu przeczytać od deski do deski tę recenzję. Tak więc zapraszam do lektury!

Nowe wdzianko Spidey’a szybko okazało się jego przekleństwem.

Podobnie jak w poprzednich częściach, akcja Spider-Mana 3 dzieje w Nowym Jorku, czyli w mieście uważanym za jedną z największych światowych wylęgarni przestępczości. Ale od czego jest dzielny tytułowy bohater, który unieszkodliwia wszelkich oprychów, nim ci zdążą komukolwiek wyrządzić krzywdę. Sprawa komplikuje się wówczas, gdy tuż obok romansujących Petera i Mary Jane spada meteoryt wypełniony dziwaczną substancją. Owa czarna ciecz okazuje się symbiontem, który za wszelką cenę próbuje odnaleźć odpowiedniego nosiciela. Wybór oczywiście pada na żyjącego w ciągłym ruchu (a więc i pod wpływem adrenaliny) oraz obdarzonego niezwykłą mocą Spidey’a. Zanim jednak dochodzi do symbiozy pomiędzy stworzeniem z kosmosu a strojem Petera, wydarza się mnóstwo rzeczy. Flint Marko, domniemany zabójca wujka Bena, ścigany przez policję, nieopatrznie trafia do Instytutu Fizyki Jądrowej, gdzie w wyniku napromieniowania przemienia się w potężnego Sandmana. Spider-Man zmierzy się także z Harrym Osbornem, który chce pomścić śmierć ojca. Wszelako kwintesencją filmu jest pojedynek pomiędzy głównym bohaterem a Venomem, czyli pragnącym zemsty Eddie’m Brockiem opanowanym przez symbionta.

Fabuła przedstawia się dosyć banalnie, tym niemniej chyba nikt nie oczekiwał, że scenarzyści zamienią historię o człowieku-pająku w porywająca opowieść o zdradzie, śmierci, a w całość wkomponują metafizyczne rozmyślania. To nie ten gatunek filmu, moi drodzy!