Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

The Inquisitor Recenzja gry

Źródło fot. Kalypso Media
i
Recenzja gry 5 lutego 2024, 16:20

autor: Anna Garas

Recenzja gry The Inquisitor. To nie obroniłoby się nawet w 2005 roku

Czy to się mogło udać? Czy mimo wszystkich znaków na niebie i ziemi The Inquisitor na motywach cyklu o Mordimerze Madderdinie Jacka Piekary mógł ostatecznie okazać się porządną grą? Niestety nie mam dobrych wieści.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Przed Wami „inkwizytorverse”: Jacek Piekara wymyślił uniwersum, w którym Jezus nie zginął na krzyżu, lecz zstąpił z niego i na czele armii swych wyznawców „wymordował pół Jerozolimy”, ustanawiając się jedynym władcą nowego cesarstwa. Mamy tu takie cyniczne turbochrześcijaństwo ożenione z warhammerową przesadą: bohaterowie co rusz mówią o „grzechu miłosierdzia” i Matkach Boskich Bezlitosnych, a na ścianach wiszą obrazy Jezusa z zakrwawionym mieczem. Jest to oczywiście niesamowicie „krawędziowe”, ale takie rzeczy były niezwykle popularne w pierwszej dekadzie nowego wieku i cykl inkwizytorski Piekary stał się jednym ze sztandarowych przykładów polskiego fantasy tamtych czasów. Ja sama, w liceum będąc, czytywałam wszystkie te „komudy”, „piekary” i „pilipiuki”. Potem wyrosłam.

Inkwizytora spotkał zresztą podobny los co powstającą w tym samym czasie serię Ziemiańskiego o Achai, to jest dotknęła go zaawansowana sequeloza z przerzutami do prequelozy i ogólne rozmienienie na drobne. Osiemnasty tom tej telenoweli ma jakoby zadebiutować w tym roku.

Teraz zaś otrzymaliśmy bazującą na nim grę – przygotowaną przez wrocławskie studio The Dust, które wcześniej zrealizowało projekt VR Frankenstein: Beyond the Time (20 recenzji na Steamie, zaledwie połowa z nich pozytywna). Czy to się mogło udać? Początkowe – i każde kolejne – materiały promujące The Inquisitor budziły raczej uśmieszki i zażenowanie, bo gra technologicznie wyglądała, jakby powstawała na fali popularności pierwszych zbiorów opowiadań, to jest za czasów PlayStation 3. Jednak wielka jest siła nostalgii, a gracze są w stanie znieść potężne dawki drewna, jeśli pozwolą one przeżyć raz jeszcze przygody bohatera, którego poznało się i polubiło za młodu. Poza tym pozycja ta oparta została na literackim pierwowzorze, więc mogła się przecież obronić fabułą, prawda?

Prawda?

Matka Boska szydełkująca.The Inquisitor, Kalypso Media, 2024.

Grzech kardynalny

Jesteśmy Mordimerem Madderdinem, licencjonowanym inkwizytorem. Przybywamy do miasta Koenigstein, by wytropić wampira, który jakoby tam grasuje. O tym wampirze nie mamy żadnych dokładniejszych informacji, ograniczamy się więc do pytania przypadkowych ludzi, czy widzieli wampira. Nie widzieli. Zaraz jednak rzuca się na nas piękna kobieta (oczywiście) i tajemniczy mężczyźni z bronią w ręku (oczywiście), a także nagie zwłoki prostytutki (te ostatnie tylko w przenośni, niemniej – oczywiście). Odhaczywszy te obowiązkowe punkty zawiązania intrygi w opowieści kryminalnej, rozpoczynamy śledztwo.

Niestety, fabuła jest winna kardynalnego grzechu – nudy. Zadanie, z jakim zostaliśmy przysłani do Koenigstein, zostało zarysowane tak niemrawo, że nikt nawet nie próbuje udawać, iż będziemy tu polować na wampiry, zaś właściwa intryga snuje się i meandruje, grzęznąc co chwila w jakichś pobocznych wydarzeniach, które do całości niewiele wnoszą. Sam Mordimer wydaje się absolutnie niezainteresowany niczym, co dzieje się dookoła – nie węszy, nie docieka, tylko idzie cały czas po linii najmniejszego oporu, jakby tak w ogóle chciał już sobie pójść do domu. Postaci nie mamy okazji ani poznać, ani tym bardziej nawiązać z nimi jakiejś więzi, więc gdy którąś z nich spotyka coś złego, tylko wzruszamy ramionami – i nie, nie jest to komentarz do tego, jak okrutny okazuje się świat przedstawiony czy jak bezwzględny jest protagonista, tylko jak słabą robotę wykonali scenarzyści. Wyjątek stanowi Amelia – rezolutna i wygadana sierotka – która w dość oczywisty sposób ma być moralną kotwicą Mordimera. Relacja między nią a inkwizytorem, jakkolwiek niezręcznie nie byłaby prowadzona, wypada po prostu sympatycznie.

Prosimy nie regulować wyświetlacza, ten pan naprawdę tak wygląda.The Inquisitor, Kalypso Media, 2024.

Niestety, zwłaszcza w początkowych godzinach gry, jesteśmy zmuszeni do wysłuchiwania dialogów. Dialogi owe zaś należą do tej – miałam nadzieję, że słusznie minionej – epoki, gdy za wyróżnik tego, czy tekst jest dla dzieci, czy nie, uważało się pojawienie słowa „kurwa”; w Inkwizytorze więc wszelkie wulgaryzmy ścielą się gęsto, jakby ktoś nie mógł się nacieszyć tym, iż w końcu wolno mu używać słów dla dorosłych. „Patrzcie, jaki to mroczny, dojrzały świat” – pręży się z dumą The Inquisitor – „tu mamy postać, która mówi »jebać«. O, a tutaj ktoś się właśnie zesrał”. Ze świecą szukać tu jakiegoś polotu, dowcipu, charyzmy czy czegokolwiek, co pozwoliłyby na moment zapomnieć o paskudnej grafice oraz uwierzyć, że mamy do czynienia z postaciami z krwi i kości. Naprawdę współczuję aktorom głosowym, którzy musieli nagrywać te kwestie – tym bardziej że na liście płac można znaleźć kilka znanych nazwisk.

Nikt nie spodziewał się braku inkwizycji

Jeśli ta gra miała szansę czymś się obronić, to były to śledztwa i przesłuchania – aż się prosiło o staranne przetrząsanie lokacji w poszukiwaniu (możliwych do przeoczenia!) poszlak, ocenianie wiarygodności świadków, krzyżowe rozpytywanie podejrzanych, tak by przyłapać ich na plątaniu się w zeznaniach. No i tortury – może jakieś ryzyko, jak daleko można się posunąć, zanim męczony człowiek umrze albo otępiały z bólu zacznie mówić to, co chcemy usłyszeć, a co niekoniecznie musi być prawdą. Skoro już mamy w roli głównej inkwizytora i nie piszemy opowiadania, tylko robimy grę, to wykorzystajmy to w gameplayu.

No więc tego tu nie ma. Poszlak nie da się nie zauważyć (gra po prostu nie odpali kolejnego triggera, jeśli nie klikniesz wszystkiego, co było do kliknięcia, a żeby podświetlić wszystkie interaktywne obiekty, wystarczy aktywować wiedźmińskie zmysły, tj. tryb modlitwy), rozmówców nie da się sprytnie przesłuchać (większość kwestii to wariacje na temat „co wiesz o X”), a oceniać wiarygodność postaci musimy we własnym zakresie, bo Mordimer wszystko, co słyszy, przyjmuje za dobrą monetę i nie wątpi w niczyje słowa ani przez chwilę. Nie ma tu satysfakcji, że wspólnie z bohaterem rozwikłaliśmy intrygę – zamiast tego inkwizytor biega od jednej sceny do drugiej, a rzeczy są mu wyjaśniane w długaśnych monologach. Od czasu do czasu możemy zadecydować o czyichś losach, ale najczęściej konsekwencje naszych wyborów są iluzoryczne i sprowadzają się do tego, czy śmierć NPC lub scena walki nastąpi po krótszym, czy po dłuższym dialogu.

Mina człowieka poddawanego straszliwym torturom.The Inquisitor, Kalypso Media, 2024.

Pan jest fryzjerem moim, niczego mi nie braknie

Moje rozczarowanie fabułą The Inquisitor może być związane z faktem, że nie potrafię brać tej postaci na poważnie. Nie wiem, czy to kwestia braku mimiki (Mordimer ma jeden wyraz twarzy – zasępiony), czy może tego, że szalejąca fizyka obiektów sprawia, iż dyndający mu na szyi krzyżyk ma zwyczaj podskakiwać w losowych momentach jak uczeń wyrywający się do odpowiedzi, tak czy siak – wypada to prześmiesznie. (Do edycji deluxe gry dołączany jest alternatywny kostium inkwizytora, taki z kapeluszem i pelerynką, i wyobrażam sobie, że nieuniknione podrygi płaszcza jeszcze pogłębiają ten efekt). Użyczający Mordimerowi głosu Michał Żurawski robi, co może, ale nie jest w stanie ani tchnąć w tę postać życia, ani sprawić, by zaczęło mi zależeć na jej losie. Mam zresztą wrażenie, że nastąpiła tu jakaś niefortunna decyzja na poziomie projektu bohatera – głowa Mordimera wydaje się za duża w stosunku do reszty ciała albo może to jego bujna fryzura tak zaburza proporcje (jak ci się udaje uzyskać taką objętość, mistrzu Madderdinie, zdradź mi swój sekret), ale w połączeniu z dość smukłą sylwetką potężny inkwizytor wygląda jak balonik na kijku. Albo lord Farquaad.

W ogóle niemal wszyscy NPC w tej grze są przedziwnie brzydcy. Ja rozumiem (i popieram) niechęć do umieszczania w każdym miejscu i czasie postaci wyjętych żywcem z Instagrama, ale deweloperzy, uciekając przed hollywoodzkimi trendami urody, przemknęli obok normalnych ludzkich twarzy i zatrzymali się chyba dopiero przy obrazach Hieronima Boscha. Wszystko tu jest krzywe, koślawe, zezowate i opuchnięte, a przechadzanie się ulicami Koenigstein momentami robi wręcz surrealne wrażenie – co dodatkowo potęgowane jest przez fakt, że tzw. „idle animation” większości ludzi na ulicach to jakieś nieskoordynowane podrygi ramion albo próba wejścia w ścianę. W porównaniu z postaciami same lokacje wypadają poprawnie – pewnie dlatego, że nie trzeba ich było za bardzo animować. Gdzieś tam pobrzmiewają dalekie echa pierwszego Wiedźmina, ale nie ma sensu szukać tu nawiązań; to raczej dość standardowa dla podgatunku low fantasy wizja późnego średniowiecza tonącego w pięćdziesięciu odcieniach brązu. Samo Koenigstein przypomina Gdańsk czy inne miasta hanzeatyckie, tylko oczywiście mniejsze, brzydsze i pełne wizerunków Jezusa z mieczem.

Tenże Jezus czasami zsyła Mordimerowi wizje i jest to jedyna dobrze wyglądająca rzecz w grze, co należy chyba potraktować jako faktyczny dowód boskiej interwencji. Aż żal, że całość nie została wykonana w tej stylistyce – dwuwymiarowe, kolorowe animacje gęsto przeplatane fragmentami średniowiecznych drzeworytów naprawdę mają klimat. Pentiment udowodnił, że da się oprzeć grę na mocno stylizowanej grafice, ale z jakiegoś powodu niewielkie studia z uporem celują w fotorealizm i trójwymiar.

Recenzja gry The Inquisitor. To nie obroniłoby się nawet w 2005 roku - ilustracja #4

Druga opinia – Hubert Sosnowski

Muszę się z Anią nie zgodzić. The Inquisitor (nie mylić z izometrycznym RPG sprzed paru lat) jak na swoją skalę i budżet jest świetną… przepraszam, nie mogę, próbowałem. Ta gra to katastrofa, która w dodatku ewidentnie miała być czymś innym niż wyszła. Może drewnianym action RPG z segmentu AA - czymś, co uszłoby na sucho Piranha Bytes, ale na pewno nie w obecnym stanie. Każdy szanujący się producent wstydziłby się tej gry. To growy ekwiwalent The Room. Inkwizytor jest tak pociesznie nieporadny, że nadaje się tylko na kilkuosobową posiadówę z rzutnikiem i alkoholem. Wtedy – satysfakcja gwarantowana, chociaż dowolne tematyczne drinking game położy Was w godzinę.

Gdy zaufałeś babce z Sephory, że ten podkład nie będzie dla ciebie za jasny.The Inquisitor, Kalypso Media, 2024.

Anna Garas

Anna Garas

Ukończyła Kulturoznawstwo na Uniwersytecie Gdańskim, a potem przeniosła się do Krakowa, gdzie na dokładkę skończyła Projektowanie i Badanie Gier Video na Uniwersytecie Jagiellońskim. W GRYOnline.pl szefowała Encyklopedii Gier i filmowej bazie danych Filmomaniaka, od czasu do czasu wspierając newsroomy przy korekcie; obecnie szefowa działu Publicystyki. Po pracy pielęgnuje stale rosnący gąszcz domowych roślin i jednego kota imieniem Zocha. Lubi gry dziwaczne, nietypowe i ponure, choć nie pogardzi cosy gierkami o uroczych zwierzątkach.

więcej

Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

amfa24 VIP 5 lutego 2024

(PC) jest od czasu dema na steam na liście ignorowanych

0.0
Recenzja gry Niezwyciężony - godny hołd dla Stanisława Lema
Recenzja gry Niezwyciężony - godny hołd dla Stanisława Lema

Recenzja gry

Stanisław Lem długo – za długo – czekał na swój czas w świecie gier wideo. Myślę, że byłby rad widząc, jak polskie studio Starward Industries przeniosło jego Niezwyciężonego do interaktywnego medium. Co nie musi oznaczać, że to wybitna gra.

Recenzja Return to Monkey Island - to (nie) jest gra dla starych ludzi
Recenzja Return to Monkey Island - to (nie) jest gra dla starych ludzi

Recenzja gry

Return to Monkey Island to gra, w której w końcu, po tylu latach, wielu z nas odkryje sekret Małpiej Wyspy. Prowadzi do niego ciepła, kolorowa i nostalgiczna przygoda zamknięta w pomysłowej, świetnie napisanej, metatekstualnej przygodówce.

Recenzja gry Stray - z kotami to i cyberpunk słodki
Recenzja gry Stray - z kotami to i cyberpunk słodki

Recenzja gry

Kot i cyberpunk. Te dwie rzeczy wystarczyły, by „indyk” zrobiony w kilkanaście osób – w dodatku przygodówka (z niewielką tylko domieszką akcji) – oczarował cały świat. I nie zanosi się, by czar miał prysnąć wraz z premierą. Stray to naprawdę udana gra.