Recenzja Dragon Quest VII Reimagined - w świecie pełnym zła coraz bardziej cenię sobie naiwne opowieści

Jeśli w grach szukacie mocnych emocji, to Dragon Quest nie jest dla Was. Jeśli jednak wolelibyście odpocząć od codziennego natłoku złych wiadomości, to odnowiona siódma odsłona kultowej serii powinna przypaść wam do gustu – pod pewnymi warunkami.

Recenzja powstała na bazie wersji NS2.

Komentarze

Czterdzieści lat temu Yuji Horii nie miał pojęcia, że zmienia historię. W Tokio przyjemnie świeciło słońce, a japoński designer – zafascynowany zachodnimi grami RPG, Wizardry oraz Ultimą – świętował premierę swojej interpretacji tego gatunku. Horii zabrał nas wtedy po pierwszy w podróż po uroczych światach serii Dragon Quest. Ikoniczne projekty postaci stworzył nie kto inny jak Akira Toriyama (tak, ten od Dragon Balla), a całość wydał japoński Enix Corporation (jeśli nie macie stu lat na karku, to kojarzycie tę firmę raczej pod obecną nazwą Square Enix). Z czasem ten typ gier otrzymał dodatkowe „j” w nazwie i dał początek niezliczonej liczbie jRPG-ów.

Czternaście lat później, w 2000 roku, Horii zaprosił nas do siódmej odsłony tej szalenie popularnej na całym świecie serii. Na tym zresztą jego przygoda z Dragon Questem się nie skończyła, bo – zgodnie z japońskim zwyczajem – pracuje przy niej do dzisiaj, a więc i przy wyczekiwanej dwunastej odsłonie serii.

Dziś, ponad 25 lat po premierze, Dragon Quest VII wraca w odnowionej odsłonie. Reimagined to znakomite odświeżenie klasycznego jRPG-a, które urzeka nie tylko uroczą oprawą i rozmaitymi ficzerami uprzyjemniającymi rozgrywkę. Przede wszystkim błyszczy dzięki niemu starutka gra, która w nowych szatach zachwyca kolejne pokolenie graczy.

Za górami, za wyspami

Dragon Quest VII Reimagined, Square Enix, 2025.

Dragon Quest VII zabiera nas w naiwno-uroczą wyprawę po magicznych wyspach; przenosimy się w czasie, aby poznać ich przeszłość, a potem odwiedzamy je w teraźniejszości, by zobaczyć, jak się zmieniły. Nie ma tu jednak miejsca na filozoficzne refleksje o podróżach w czasie – trzeba dokonać bohaterskich czynów, pokonać paskudnych złoli i powstrzymać pradawne zło.

W grze wcielamy się w młodego chłopaka, którego ojciec jest rybakiem, a najbliższy przyjaciel następcą tronu. Szybko okazuje się, że świat nie składa się z jednej tylko wyspy, jak wszyscy do tej pory sądzili. Dzięki działaniom grupy ziomków na mapie pojawiają się kolejne obszary. A nam przychodzi zwiedzać je, pomagać ich mieszkańcom i szukać kolejnych fragmentów map, pozwalających nam na kolejne podróże w nieznane.

Co się stało, że wyspy na tak długo zniknęły, a teraz magicznie wracają? I czemu ich mieszkańcy z przeszłości mają przeróżne problemy, które często łączy wspomnienie wrednego Króla Demonów? Tego dowiadujemy się z około 50-godzinnej przygody, która co prawda prowadzi nas za rękę (jak to w każdym klasycznym jRPG-u), ale i tak potrafi od czasu do czasu zaskoczyć, a zgłębia się ją z przyjemnością. Każda wyspa ma swój charakter, główny wątek i postaci, które – mimo totalnego zalewu klisz – czasami nawet zapadają w pamięć. To w ogóle szersza cecha Dragon Questa, gier, które w teorii są tak idealnie wydestylowanym jRPG-owym doświadczeniem, że w teorii powinny wydawać się nijakie – a jednak chce się do nich wracać.

Wyspy wypełnione są masą szwendających się poczwar, a walki z nimi to rdzeń rozgrywki. No i przyznam, że nie mogłem się napatrzeć na te potwory. Znam je nie od dzisiaj, a wesołe slime'y weszły nawet do szerszej popkultury, ale i tak zachwycałem się ich projektami. Oprawa graficzna Reimagined znakomicie bowiem oddaje retroducha serii. Trudno zresztą o zaskoczenie – Square Enix już wcześniej odświeżał trzy starsze Dragon Questy, co prawda „tylko” w oprawie 2D, ale Japończycy pokazali, że rozumieją, na czym polega wskrzeszanie kultowych jRPG-ów. W przypadku „siódemki” również udało im się grę fundamentalnie unowocześnić, zarazem zachowując jej oldskulowego ducha.

Szatan z siódmej wyspy

Nasz niemy bohater – klasyka w wielu jRPG-ach – to niezły gagatek. Wyobraźcie sobie, że do Waszego domu wpada rozrabiaka, któremu towarzyszy wilk z innym dzieciakiem na grzbiecie, po czym ta banda rozbija wszystkie wazony, niszczy beczki i przeszukuje szafy. Po czym wybiega bogatsza o trochę złota i zioła lecznicze. Zgroza! W świecie Dragon Questa nikomu to jednak nie przeszkadza, ale cóż, skoro podobne zachowanie uchodzi płazem Geraltowi z Rivii, to nie czepiajmy się niemego syna rybaka...

Urocza naiwności

Świat Dragon Questa zamieszkują szlachetne królowe i dzielni wojownicy; pracowici kowale i uczciwi kupcy; odważni podróżnicy i… sami rozumiecie. Jeśli ktoś o szlachetnym sercu schodzi na złą ścieżkę, to możemy być pewni, że stoi za tym dobra intencja, a z czasem błędy i wypaczenia zostaną naprawione i wybaczone. Zgadza się, to uniwersum dość naiwne, choć w tej naiwności nie unikające trudniejszych tematów – znajdziemy tutaj refleksje o dorastaniu czy o tym, jak trudna jest prawdziwa odwaga. Zobaczymy też, jak mieszkańcy wiosek odpokutowują za swoje słabości sprzed lat.

Dragon Quest VII Reimagined, Square Enix, 2025.

Oczywiście, ta naiwność nie jest dla każdego – jeśli bowiem szukacie w grach niesamowitych zwrotów akcji czy mocnych emocji, to Dragon Quest niekoniecznie trafi w Wasze gusta. Do mnie urok tej serii zawsze przemawiał, ale w obecnych czasach sprawia mi jeszcze więcej przyjemności. Im gorsze bowiem wiadomości docierają z prawdziwego świata, tym bardziej ma się ochotę od nich odpocząć. Przynajmniej raz na jakiś czas przenieść się do rzeczywistości, w której zło zawsze zostaje pokonane, elity dbają o poddanych, a naiwność jest zaletą, a nie wadą, na której inni żerują. Tak, to mocno baśniowa interpretacja świata, ale paradoksalnie, w zalewie modnej od lat w popkulturze szarości moralnej, okazuje się ona przy tym wszystkim całkiem świeża.

Switch 2 król

Switch 2 to dość nudna konsola, ot, Switch 1 na sterydach. I można by na to narzekać, gdyby nie fakt, że dalej to znakomita maszynka do wszelkiej maści indyków czy, no właśnie, jRPG-ów. Nikogo raczej nie zdziwi, że Dragon Quest VII Reimagined chodzi na nowym sprzęcie Nintendo znakomicie – a całkiem przyjemnie działa też i na pierwszy „pstryczku”. Jedyne, co trochę mi przeszkadzało, to intensywne rozmazanie obiektów w tle, widoczne czasami, gdy w jakimś mieście weszliśmy na wieżę. Chciało by się zobaczyć z niej coś więcej, niż tylko rozmyte otoczenie. To jednak detal, bo cała reszta wygląda i działa znakomicie.

Świat, który chcę poznawać

Dragon Quest VII Reimagined, Square Enix, 2025.

Dragon Quest VII robi wiele, żeby zwiedzanie świata było przyjemnym doświadczeniem. Co najważniejsze, wszystkich wysp, które eksplorujemy, jest kilkanaście, więc zanim zdążymy się jedną znudzić, trafimy na kolejną (a dodatkowo, odwiedzamy je w różnych czasoprzestrzeniach, możemy więc prześledzić, jak potoczyły się losy państw czy społeczności, które poznaliśmy setki lat wcześniej). Nie żeby jakoś dramatycznie się one od siebie różniły, miasteczka bywają do siebie podobne, a spotykane postaci często dzielą tę samą skórkę, ale pasuje to do naiwnej konwencji Dragon Questa. Do samego końca jednak się nimi nie zmęczyłem.

Doceniam też, że gra nagradza skrupulatną eksplorację miast, miasteczek czy innych świątyni. Za zaglądanie we wszystkie zakamarki dostajemy nie tylko standardowe pierdółki leczące czy złoto, ale też medale, które następnie wymieniamy na nagrody – np. lepsze pancerze czy ostrzejsze miecze. W grze pojawiają się też okazjonalne minigierki czy możliwość kolekcjonowania różnych dupereli – i choć ukończenie całej zawartości w grze to zabawa na kolejne dziesiątki godzin, to chętnie zobaczyłbym dodatkowe wyzwania, choćby więcej gierek, to tym bardziej żałuję, że w remake'u kilka takowych z oryginalnej „siódemki” zostało wyciętych...

Kwestia nudy, czyli slime w pokoju

Porozmawiajmy o największym slime’ie… słoniu w pokoju. jRPG-i nie są dla każdego, a szczególnie tyczy się to starszych przedstawicieli gatunku. I nie chodzi mi wcale o stylistykę, ale o kluczową mechanikę, którą są setki bardzo podobnych do siebie starć z losowymi potworami. W ten sposób rozwijamy nasze postaci, więc żeby ukończyć grę i poradzić sobie z kolejnymi fabularnymi przeciwnikami, trzeba po prostu rozgrywać te same starcia raz za razem. Albo się to lubi, albo... lepiej do jRPG-ów się nie zbliżać.

Dragon Quest VII Reimagined, Square Enix, 2025.

Pod tym względem Dragon Questa umieściłbym gdzieś w środku jRPG-owej stawki. Nie znajdziecie tutaj tak oryginalnej i pomysłowej walki jak np. w Octopath Traveler. Dragon Quest to po prostu klasyka gatunku, ale wykonana bardzo solidnie, a więc w efekcie nie tak bardzo męcząca, jak mogłoby się wydawać. Gra robi naprawdę wiele, żeby nas tymi walkami nie znużyć – mamy możliwość zmieniania profesji (wokacji) naszych bohaterów, a także posiadania dwóch na raz. W efekcie możemy testować sporo kombinacji, bo jedne zawody lepiej się uzupełniają z innymi. Oczywiście potwory odznaczają się słabością na pewne ataki, a optymalny zestaw umiejętności różnych postaci pozwala nam zadać ogromne obrażenia.

Do tego wszystkiego dochodzi elastyczny poziom trudności, który możemy w dowolnym momencie zmieniać. Zazwyczaj grałem na trzecim z czterech poziomów, bo wtedy gra nie była zbyt prosta, ale jeśli jakiś boss zaszedł mi za skórę, to zamiast męczyć się i żmudnie grindować poziomy, po prostu obniżałem trudność, unikając nudy i frustracji. Przykro mi, ale klasyczne jRPG-owe podejście, zmuszające do „marnowania” w ten sposób czasu dzisiaj już do mnie nie przemawia; nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żebyście postawili na najwyższy poziom trudności, w ten sposób podnosząc wyzwanie – i wydłużając czas, który spędzicie w grze.

Warto jeszcze podkreślić, że nuda w Dragon Queście jest... dobrą nudą. Bo nudzenie się jest nam w życiu potrzebne, o czym zresztą mówi się coraz więcej. Powtarzalność Dragon Questa pozwalała mi momentami wpadać w swego rodzaju medytacyjny styl rozgrywki – przerywany raz na jakiś czas dialogami czy okresami eksploracji. Więc tak, nudziłem się od czasu do czasu w Dragon Queście, ale postrzegam to jako zaletę tej gry. Po prostu od czasu do czasu dobrze oderwać się od gier, w których – jak na TikToku – ciągle coś się dzieje i odsapnąć w pewnym powtarzalnym schemacie spędzania czasu.

Nowe stare życie

Dragon Quest VII nie zastarzał się aż tak bardzo jak „jedynka” czy „dwójka” – w końcu gra wyszła na pierwsze PlayStation, a więc w czasach w miarę nowożytnych. Mimo wszystko minęło już to ćwierć wieku i odświeżenie w formie Reimagined przyjąłem z dużą przyjemnością.

Absolutnie fenomenalną robotę robi dubbing, który całkowicie zmienia odbiór gry i jej świata. Jeśli graliście w jeden z niezliczonych niemych jRPG-ów, to wiecie jak trudno wczuć się w postaci, które wydają z siebie co najwyżej pojedyncze słowa czy westchnięcia. W Reimagined nie dość, że wszyscy najważniejsi bohaterowie mają swoje głosy, to jeszcze odegrano je na najwyższym poziomie. Postaci brzmią autentycznie i mają swój charakter.

Dragon Quest VII Reimagined, Square Enix, 2025.

To jeden z głównych – jak sądzę – powodów, dla których tak miło mi się spędzało czas w grze: jej świat sprawiał wrażenie żywego i zamieszkanego przez prawdziwych ludzi (i potwory), a nie dwuwymiarowe awatary. Mam tylko nadzieję, że tworząc dubbing, nie korzystano z narzędzi AI. Choć znając entuzjazm, z jakim japońscy deweloperzy wypowiadają się o sztucznej inteligencji, mam trochę wątpliwości...

Reimagined poprawia też to, co denerwowało w oryginale (i starych jRPG-ach ogólnie). Znacznie skrócono dramatycznie rozciągnięty wstęp (parę godzin bez żadnej walki!). Umożliwiono nam również pokonywanie bez starcia znacznie słabszych przeciwników – przez co nie tracimy na nich tyle czasu. Rozbudowano też system profesji, pozwalając wybrać dwie z nich jednocześnie, czy – mówiąc ogólnie – upłynniono rozgrywkę, co niestety, poza wieloma zaletami, oznaczało również wycięcie wspomnianych wyżej minigierek (np. charakterystycznego dla serii Kasyna). Warto też podkreślić, że rozbudowano niektóre ważne wątki fabularne, na czym opowieść tylko zyskała.

W zasadzie w Reimagined denerwowała mnie tylko powolne przeklikiwanie się przez niektóre menusy – np. przy zapisywaniu gry. Czemu tak podstawowa czynność musi zajmować tylko czasu?

Dragon Quest to seria znana m.in. ze wspaniałych i radosnych ścieżek dźwiękowych, które idealnie pasują do lekkiej i bajkowej konwencji gry. Nie inaczej jest w „siódemce”, która brzmi fe-no-me-nal-nie!

Powrót do przeszłości

Dragon Quest VII przypomina rześkie przedpołudnie w czasie zbyt długich szkolnych wakacji. Jest ciepło i przyjemnie, nic nas nie goni, a za oknem świergolą ptaki. Może trochę się już nudzimy, leżąc tak długo w łóżku, ale – hej! – to dobra nuda. To moment spokoju, który chłonie się całym sobą – i do którego potem tak bardzo się tęskni. Tym właśnie jest dla mnie seria Dragon Quest.

Mimo że nie zagrałem w nią w dzieciństwie, to poznając kolejne odsłony czuję się, jakbym wracał do tego naiwnego okresu w życiu, kiedy wszystko wydawało się prostsze, a świat jakiś taki lepszy. Myślę, że poza wieloma wymienionymi wyżej zaletami tego cyklu, to jeden z ważniejszych powodów, dla których jest to jedna z najdłużej rozwijanych serii gier. Dlatego też wrócę do niej, i do Dragon Questa VII, jeszcze nie raz.

PLUSY:
  1. dzięki dubbingowi postaci nabierają charakteru;
  2. przepiękna retrografika;
  3. prosty, ale ciekawy system rozwoju postaci;
  4. poziom trudności - może być łatwo, może być trudniej;
  5. wiele usprawnień uprzyjemniających rozgrywkę;
  6. naiwna, ale nie nudna historia;
  7. wspaniała, nastrojowa muzyka;
  8. przyjemna eksploracja świata.
MINUSY:
  1. momentami przegadana;
  2. szkoda minigierek z oryginału.

Egzemplarz gry do recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od jej polskiego wydawcy, firmy Cenega. Nasze zasady recenzowania gier oraz opis skali ocen znajdziesz tutaj.

Dragon Quest VII Reimagined

Dragon Quest VII Reimagined

PC PlayStation Xbox Nintendo
Data wydania: 5 lutego 2026
Dragon Quest VII Reimagined - Encyklopedia Gier
8.5

GRYOnline

8.9

Steam

8.3

OpenCritic

Wszystkie Oceny
Oceń

1

8.5
bardzo dobra

Dragon Quest VII Reimagined

Dragon Quest VII Reimagined to udane odświeżenie klasycznego jRPG. Baśniowa podróż w czasie w celu ratowania magicznych wysp może się wydawać nieco naiwna, ale w moich oczach to nie wada. Nowa wersja zachwyca oprawą, pełnym dubbingiem i licznymi usprawnieniami - choć żal wyciętych minigierek, a gracze uczuleni na grind znajdą go tu bardzo dużo.

Dragon Quest VII Reimagined

Recenzja Dragon Quest VII Reimagined - w świecie pełnym zła coraz bardziej cenię sobie naiwne opowieści
Recenzja Dragon Quest VII Reimagined - w świecie pełnym zła coraz bardziej cenię sobie naiwne opowieści
Recenzujący:
Platforma:
Switch 2 Switch 2
Data recenzji:
1 marca 2026

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl