Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Saints Row Recenzja gry

Recenzja gry 22 sierpnia 2022, 16:00

autor: Krzysiek "kalwa" Kalwasiński

Recenzja gry Saints Row - Święci, Święci i po Świętych

Saints Row nigdy nie było serią gier z najwyższej półki. Było jednak w niej coś, co potrafiło przyciągnąć na długie godziny i ostatecznie zapisać się w pamięci. Tym razem nie ma.

Recenzja powstała na bazie wersji PS4. Dotyczy również wersji PC, PS5, XSX, XONE

Saints Row od początku swego istnienia miało nieco pod górkę. Mimo że do gatunku rządzonego przez serię Rockstara wprowadzało trochę nowości i poprawiało niektóre bolączki, wciąż pozostawało w cieniu Grand Theft Auto. Wystarczająco jednak podobało się odbiorcom, by studio Volition mogło produkować kolejne odsłony cyklu.

Seria ta od zawsze miała raczej luźniejszy ton od swojej konkurencji, ale to za sprawą „trójki” poszła w znacznie bardziej absurdalne klimaty, sięgając ostatecznie nawet po coś w rodzaju horroru czy science fiction. Przy okazji była mocno wulgarna i parodiowała wszystko, co twórcom przyszło do głowy. Tylko tutaj mogliśmy przejechać się „gejowską dorożką” czy objąć stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych odpierającego atak obcych. Humor niskich lotów, ale spełniający swoją funkcję. Mnie się to podobało na tyle, że nawet nie marudziłem zbytnio na średniawy system strzelania i model jazdy. Tego samego nie mogę, niestety, powiedzieć o najnowszej części.

Instagramowa gangsterka

PLUSY:
  1. potrafi sprawić frajdę i lekko rozbawić;
  2. styl artystyczny i muzyka.
MINUSY:
  1. generyczna fabuła i postacie;
  2. przestarzała rozgrywka;
  3. przeciętna oprawa audiowizualna;
  4. zbyt stonowany charakter zabawy.

Zacznę od tego, co jako pierwsze rzuciło mi się w oczy, a następnie przeszkadzało w trakcie całej gry. Mowa oczywiście o otoczce, która zresztą wyraźnie nakreślana była w kolejnych zwiastunach. Mamy tu do czynienia z grupką przyjaciół, młodych ludzi mających problem ze spłatą czynszu za wspólne mieszkanko. Protagonistę poznajemy w pierwszym dniu pracy jako rekruta w organizacji militarnej Marshall. Celem jego i pozostałych żółtodziobów jest ujęcie długo poszukiwanego przestępcy. Nasz bohater daje z siebie wszystko, aby jak najszybciej zdobyć brakujące pieniądze. Choć swoimi szalonymi akcjami doprowadza misję do sukcesu, nie zostaje wynagrodzony. A to przez to, że zignorował rozkazy.

Z czasem sytuacja finansowa naszej ekipy komplikuje się na tyle, że towarzystwo to postanawia na dobre wkroczyć na ścieżkę bezprawia. W ten oto sposób powoli zaczyna budować swoje imperium – od prostych skoków aż po akcje uderzające w ważniejsze grupy i tym samym zwiększanie swoich wpływów. Schemat nieco przypominający to, co mogliśmy zobaczyć w poprzednich grach z serii, a przynajmniej w niektórych.

Mimo narzekań muszę zaznaczyć, że z czasem opowieść się rozkręca, dzięki czemu lepiej mi się ją śledziło. Ostatecznie zapałałem też do bohaterów odrobiną sympatii. Nie chcę jednak udawać, iż nie mam problemu ze zmianą kierunku. Moja niechęć nie wynika też z tego, że tytuł ten opowiada o młodych ludziach mieszkających razem i bawiących się w „bycie swoim szefem”. Takie postacie również mogą być ciekawe. Niezadowolony jestem ze zbyt dużego ugrzecznienia gry. Nie chodzi już nawet o to, że nie ma tu absurdów zapoczątkowanych w trzeciej części. Jedyne, co pozostało, to dość głupkowate poczucie humoru, choć znów w całkiem innym stylu. Całość jest znacznie mniej wulgarna i brutalna, mimo iż bohaterowie nie przebierają w słowach i czynach.

Bohater, który nie przejdzie do historii. Tym bardziej, że podczas ważnej przemowy stał się niewidzialny.

Nie brakuje w tym wszystkim fajnych, również całkiem śmiesznych momentów, związanych zwłaszcza z tematyką LARP. Umiarkowanie ciekawymi pomysłami twórcy popisali się w końcówce gry, ale nie było to nic, co nie pojawiło się już w innych produkcjach, zwłaszcza japońskich. Skomentowałbym to wszystko w ten sposób: nowe Saints Row jest jak Metal Gear Solid bez „kojimizmów” i innych tego typu dziwactw. Jest po prostu zwykłą grą.

Zanurkujmy w śmietniku

Są przypadki tytułów, w których braki fabularne nadrabiane są świetną rozgrywką. Saints Row do tej grupy niestety nie należy. Mnie to nie zdziwiło. Bardziej zaskoczony byłem tym, że w najnowszej odsłonie cyklu strzela się gorzej niż w trzeciej części. I tak jak tam – nie ma mechaniki chowania się za osłonami. Niektóre wymiany ognia aż prosiły się o coś podobnego. Osłon pełno, ale nie ma za bardzo jak z nich skorzystać. Do tego dodajmy fakt, iż wielu przeciwnikom (nawet tym najniższego szczebla) trzeba wielokrotnie palnąć w łeb, zanim padną. Przy okazji tworzenia rebootu przydałoby się przebudować mechaniki. Trzymanie się jakichś standardów też byłoby mile widziane. Mamy w końcu 2022 rok.

Niech żyją rzetelne recenzje – głosi slogan aplikacji @tcha.

Lepiej się natomiast jeździ, dlatego lubiłem poruszać się po pełnym słońca mieście. Przemieszczanie się od punktu A do punktu B nie jest już przykrym obowiązkiem. Gorzej z pościgami, ale tych występuje tu raczej mniej niż ostatnio (jeśli wziąć pod uwagę wątek główny). W takich chwilach gra przypomina o erze PlayStation 2. O ile uwielbiam produkcje retro, a szóstą generację konsol wspominam bardzo ciepło, tak nie jest to w tym przypadku komplement.

Konstrukcja miasta i zawarte w nim aktywności poboczne również nie odbiegają zbytnio od tego, co znamy z wcześniejszych odsłon serii. Santo Ileso oferuje multum czegoś w rodzaju znajdziek – nie brakuje tu m.in. śmietników, w których można nurkować w poszukiwaniu cennych rzeczy, np. artefaktów. Znajdziemy też obszary zajmowane przez wrogów, które można określić mianem miniobozów do oczyszczenia. Mamy też aplikację Wanted, w której przyjmujemy zlecenia – to z kolei odpowiednik zadań pobocznych.

Momencik, sprawdzę tylko, czy coś fajnego jest w śmietniku.

Do tego dochodzi opcja rozwijania nowych biznesów, z których każdy proponuje zestaw wyjątkowych zadań. W zależności od ich charakteru może to być kradzież unikatowych pojazdów czy wywóz niebezpiecznych odpadów. Wykonywanie ich wszystkich nie jest konieczne do ukończenia fabuły, ale odblokowują dodatkowe misje, których zaliczenie daje dostęp do (jak mniemam) ukrytego finału.

Nie uporałem się z tym wszystkim do czasu publikacji recenzji, ale nie poczułem też, żebym coś stracił. Podobnie jak w przypadku fabuły, w rozgrywce niewiele jest porywających rzeczy – choć doceniam pomysł strzelania z dachu samochodu czy wywoływanie fal wrogów poprzez wystawienie negatywnej oceny jakiemuś przybytkowi. Całkiem to zabawne.

Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

kALWa888 Ekspert 24 sierpnia 2022

(PS4) Czego bym w Saints Row nie pochwalił, wypada to najwyżej przeciętnie. Jak zresztą cała gra. Teraz, w odróżnieniu od poprzednich części, nie ma w niej już nawet tego czegoś, co ułatwiłoby mi przełknięcie powszechnego średniactwa – nawet jeśli przyrównamy ją do poważniejszych dwóch pierwszych odsłon cyklu. Nie ma śladu po jej dawnym charakterze. Szkoda, bo była to jedna z tych wyróżniających się serii. Jej restart zdaje się być kierowany do każdego, dlatego też został dość bezpiecznie wykonany. Nie powiem, że mnie to odpycha. Po prostu nie jestem tym zainteresowany.

6.0
Recenzja The Last of Us: Part I - jedna z gier wszech czasów jest jeszcze lepsza
Recenzja The Last of Us: Part I - jedna z gier wszech czasów jest jeszcze lepsza

Recenzja gry

Historia Joela i Ellie jeszcze nigdy nie wyglądała tak dobrze i klimatycznie. Twórcy z Naughty Dog stworzyli chyba nowy poziom w odnawianiu gier – coś więcej niż remaster, ale nieco mniej niż remake. I jak to teraz nazwać?

Recenzja gry Marvel’s Spider-Man na PC - pająk master race
Recenzja gry Marvel’s Spider-Man na PC - pająk master race

Recenzja gry

Po Spider-Manie „daleko od domu” i „bez drogi do domu”, człowiek-pająk znalazł w końcu swoją drogę na Steama i Epica. I śmiga na sieci tak gładko, że Sony robi się chyba coraz lepsze w pecetowych portach swoich ekskluzywnych tytułów.

Recenzja gry Sniper Elite 5 - coraz mniej snajpera, coraz więcej Hitmana
Recenzja gry Sniper Elite 5 - coraz mniej snajpera, coraz więcej Hitmana

Recenzja gry

Karl Fairburne powraca jako snajper, spec od robienia zdjęć rentgenowskich oraz odpowiednik Agenta 47 lub Sama Fishera w czasach inwazji na Normandię. Sniper Elite 5 zmienia się bowiem coraz bardziej w pełnoprawną skradankę.