Recenzja Directive 8020. Supermassive zdołało zanudzić mnie Obcym w kosmosie
Directive 8020 miało być nowym rozdziałem w antologii The Dark Pictures i nową jakością, ale jej twórcy zdołali wnieść nudę i brak emocji nawet do tak kultowego tematu, jak dryfowanie w kosmosie w towarzystwie tajemniczego „obcego”.
W trakcie rozgrywki w Directive 8020 raz po raz pojawia się słowo „Andromeda”, w kontekście nazwy statku kosmicznego, przewijającego się w wątku fabularnym gry. Zapewne w intencji autorów było to tylko skojarzenie z tematyką i settingiem fabuły – lecz mi od razu przypomniało niesławną odsłonę Mass Effecta, a to za sprawą dziwnej, dość ograniczonej mimiki twarzy bohaterów. Niby są one wykonane całkiem szczegółowo dzięki Unreal Engine, jednak nie mogłem pozbyć się uczucia, że próby uzyskania na nich jakichkolwiek emocji wyszły bardzo sztucznie.
Bardzo lubię filmowe horrory studia Supermassive, byłem pod dużym wrażeniem The Quarry, ale seria The Dark Pictures zawsze była trochę bardziej budżetowa i chyba zbyt wiele sobie obiecywałem po jej najnowszej odsłonie. Przy Directive 8020 wynudziłem się jak mops. Twórcy poszli po linii najmniejszego oporu, nie wysilając się za bardzo ani przy fabule, rozgrywce, ani nawet przy dramaturgii wyborów, które są przecież wizytówką tej serii. Cały czas miałem wrażenie oglądania budżetowego, sterylnego teatru telewizji w klimacie science-fiction, a nie kinowego horroru w kosmosie.
Pożyczona fabuła bez wkładu własnego
W Directive 8020 śledzimy losy grupy naukowców na statku kosmicznym, którzy otrzymali zadanie zbadania pewnej planety przed przybyciem na nią grupy kolonistów z Ziemi. Jak można się domyślać, w trakcie misji dochodzi do pewnego incydentu, który zmusza bohaterów do walki o przetrwanie zamiast skupienia się na swojej pracy. Szkoda tylko, że twórcy nie wykazali tutaj żadnej własnej inwencji twórczej. Cała fabuła to zlepek znanych motywów z klasyki horrorów science fiction z lat 80. i nie będzie chyba spoilerem, jeśli zdradzę, że jest to miks Obcego, Coś (The Thing) i Bloba.
Do tej listy dołącza wątek z jeszcze jednego filmu i ten tytuł już przemilczę, bo mały twist fabularny w drugiej części gry jest najjaśniejszym i najciekawszym momentem tej historii. Moje zmysły były już tak uśpione przewidywalną fabułą, że nawet dałem się zaskoczyć, mimo że było to kolejne zapożyczenie z cudzego dzieła. Trzeba jednak oddać twórcom, że ów twist wpleciono we właściwym momencie, z dobrym podkładem muzycznym i przez chwilę można było naprawdę przejąć się losami załogi statku badawczego Kasjopeja.
Przez większość czasu bowiem nie ma żadnych emocji. W grze szwankuje tempo akcji, narracja i przede wszystkim kiepsko napisane dialogi, które w połączeniu z dziwną mimiką twarzy bohaterów sprawiają, że trudno nabrać do nich sympatii i przejmować się ich losem. No, może z jednym wyjątkiem, ale w grze polegającej na dokonywaniu wyborów, by utrzymać ekipę przy życiu, powinno być raczej na odwrót.
Mamy też opcję cofania swoich decyzji i podążania od razu alternatywną ścieżką, co już kompletnie zaprzecza całej idei gier z tej serii – na szczęście jest to zupełnie osobny tryb, na który musimy się świadomie zdecydować jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywki. Do tego dochodzą różne skróty fabularne, czy momenty względnego napięcia, z których jesteśmy wytrącani powiadomieniem o wiadomości SMS na podręcznym komunikatorze, a rozmowy tam to typowy przykład lania wody i grafomanii. Większy nacisk na mechaniki rozgrywki również nie pomaga w kreacji gęstej atmosfery statku kosmicznego, na którym kryje się „zło”.
Mniej filmu, więcej skradanki TPP
W Directive 8020 doszło do małego przesunięcia z dominujących poprzednio sekwencji QTE do sekcji skradankowych. Główne mechaniki w grze to albo szukanie bezpiecznika, by wpasować go w odpowiednie gniazdo i włączyć zasilanie drzwi, albo wspomniane skradanie się, by ominąć polujące na nas „zło”. Problem w tym, że skradanie jest po pierwsze bardzo łatwe, a po drugie – zaimplementowane bardzo prymitywnie. Polega głównie na przechodzeniu w pozycji przykucniętej, więc zawsze tam, gdzie lokacja zmienia się w alejki złożone z obiektów o wysokości połowy bohatera, wiadomo, że będzie trzeba chwilę się poskradać. Jedynym jego urozmaiceniem jest rozbite gdzieniegdzie szkło, które generuje większy hałas.
W całej grze jest chyba tylko jedna, konkretna zagadka środowiskowa, w której trzeba trochę się rozejrzeć i dopasować wzory chemiczne do skomplikowanych nazw związków. Ciekawym patentem jest też przekierowywanie zasilania do różnych sekcji przewodów i szkoda, że nie wykorzystano tego na większą skalę. Po pewnym czasie zaczyna doskwierać pewna monotonność pomiędzy skradaniem się i szukaniem bezpiecznika, przez co można naprawdę zatęsknić do sekwencji QTE, które pojawiają się dosyć rzadko, z wyjątkiem jednego etapu pod koniec gry. No i trzeba też wspomnieć o towarzyszącym nam ciągle interfejsie ekranowym pokazującym, jak włączyć skaner, komunikator czy kompas z celem misji, co trochę wytrąca z filmowego klimatu i zamienia Directive 8020 w zwykłą grę TPP.
Dużym rozczarowaniem był dla mnie wygląd lokacji. Pomieszczenia statku Kasjopeja i odwiedzane potem zakątki obcej planety okazały się do bólu generyczne, sztampowe, pozbawione jakiegokolwiek charakteru. W połączeniu z niezbyt wyszukanymi ujęciami kamer, statycznymi scenami i garstką sztucznie grających bohaterów, dało mi to wrażenie oglądania wspomnianego teatru science fiction, a nie wciągającego, interaktywnego filmu.
Ziew w kosmosie
Z obowiązku muszę jeszcze wspomnieć o dwóch dziwnych problemach technicznych na PC. Bez DLSS gra działała płynnie, ale nigdy wcześniej przy żadnej grze moja karta tak głośno nie wyła wiatrakami! Dopiero włączenie DLSS ją uciszyło. Byłem też zmuszony użyć na pececie pada od PlayStation 5, którego gra nie rozpoznała i cały czas wyświetlała ikony pada od Xboxa. Niby drobiazg, ale gdy w czasie sekwencji QTE widzisz, że masz wcisnąć X, to można się, niestety, odruchowo dać nabrać.
Directive 8020 miało być nowym rozdaniem w antologii The Dark Pictures i skokiem jakości. Moim zdaniem jednak przepaść pomiędzy tą grą i The Quarry jest tak duża, jakby robiły je zupełnie inne studia. Na warsztacie był bardzo wdzięczny temat, który już sam z siebie powinien tworzyć gęsty klimat i uczucie ciągłego strachu, jak w Dead Space czy Obcym: Izolacji, ale jakimś cudem wyszła z tego nudna papka. Jedynie wspomniany zwrot akcji i wątek pewnego bohatera, który wyjaśnia się dopiero podczas napisów końcowych sprawiają, że czas z Directive 8020 nie był tak do końca stracony. Ale dawno nie widziałem tak przeciętnego horroru science-fiction w kosmosie – gdzie tym razem nikt nie usłyszał ziewania zamiast krzyku.
- wątki w fabule od razu kojarzą się z kultowymi horrorami science-fiction z lat 80.;
- dobrze wprowadzony twist fabularny ratuje opowiadaną historię i zakończenie;
- więcej mechanik rozgrywki może się spodobać, jeśli ktoś nie przepada za interaktywnymi filmami;
- słaba narracja i tempo akcji – brak emocji, brak klimatu zagrożenia w kosmosie;
- kiepsko napisane dialogi i słaba gra aktorów, przez co trudno się przejąć losem bohaterów;
- banalne, zbyt częste etapy skradankowe;
- nudne, generyczne lokacje bez charakteru;
Egzemplarz gry do recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od firmy Cenega. Nasze zasady recenzowania gier oraz opis skali ocen znajdziesz tutaj.
GRYOnline
Gracze
Steam
OpenCritic
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Directive 8020
Directive 8020 miało być nową jakością dla antologii The Dark Pictures, lecz przepaść pomiędzy tą grą i The Quarry jest tak duża, jakby robiły je zupełnie inne studia. Na warsztacie był bardzo wdzięczny temat, ale ostatecznie jedynie pojedyncze wątki sprawiają, że czas z Directive 8020 nie był tak do końca stracony. Ale dawno nie widziałem tak przeciętnego horroru w kosmosie – gdzie tym razem nikt nie słyszał mojego ziewania.





