Recenzja LEGO Batman: Dziedzictwo Mrocznego Rycerza. Batman dostał grę, która rozumie jego historię lepiej, niż można było się spodziewać
LEGO Batman: Dziedzictwo Mrocznego Rycerza bierze na warsztat filmy o obrońcy Gotham i wyciąga z nich to, co najlepsze. Efekt to pełna nostalgicznych momentów gra z prostym, choć (zazwyczaj) gwarantującym satysfakcję gameplayem.
Recenzja powstała na bazie wersji PC.
Komentarze
Ile miłości jest w tej grze! Dobrego opowiadania, błyskotliwych żarcików i hołdu dla postaci Batmana. Dziedzictwo Mrocznego Rycerza przypomina mi, za co kocham wirtualną rozrywkę – za emocje, jakie we mnie budzi i z jakimi na koniec mnie zostawia. Nie musi być idealnie, ważne, żeby czuć pasję twórców i ludzką stronę Batmana, która skrywa się pod maską superbohatera. Po tragicznej śmierci rodziców został wychowany przez Alfreda, później zaś sam zaczął tworzyć rodzinę z innymi obrońcami Gotham i dawać szansę samotnym, skrzywdzonym duszom, takim jak Catwoman (nawet prawie wziął z nią ślub!).
Batman to kopalnia kapitalnych wątków, które otrzymaliśmy w komiksach, grach, filmach czy serialach – a jednak to gra od LEGO wydaje się kompletną odsłoną opowiadającą o przygodach Mrocznego Rycerza. Pewnie i dało się ją gdzieniegdzie zrobić lepiej, ale najważniejsze, że dostarcza wspaniałej, nostalgicznej rozrywki.
Droga do bohatera
Pierwsze gry z serii LEGO nie posiadały dialogów i z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się to strasznym zaprzepaszczeniem potencjału. Oczywiście rozumiem urok jęków, krzyków i slapstickowego humoru, które jako jedyne narracyjne narzędzia wymuszały na twórcach sporo kreatywności. Tylko że słowne żarty i budowanie historii również poprzez dialogowe interakcje dają więcej przestrzeni do zabawy.
LEGO Batman: Dziedzictwo Mrocznego Rycerza jest koronnym przykładem na rozwój gier LEGO właśnie w kontekście prowadzenia fabuły. Twórcy nie odtwarzają filmów jeden do jednego, ale miksują je – jednocześnie wrzucając także nieco Arkham Asylum! – w spójną całość. Wymagało to różnych wygibasów estetycznych, bo zaczynamy od śledztwa dwójki detektywów w noir Gotham autorstwa Reevesa, żeby przejść przez mroczne dziwactwa Burtona i kiczowatość późniejszych części z lat 90., a skończyć na bardziej realistycznych i wypakowanych akcją blockbusterach Nolana.
I to wszystko brzmi! Przybiera formę adekwatną do stylistyki, zarówno w wyglądzie postaci czy sposobie kręcenia cutscenek, jak i dialogach, mających raz mrugnąć oczkiem nawiązaniami do kultowych tekstów, a kiedy indziej zabawnie przykryć lukrem brutalniejsze elementy (policjanci skorumpowani od pączków!). Naprawdę da się zauważyć zmianę w tonie, bo np. sceny w Arkham prezentują napięcie i docinki, jakbyśmy na chwilę uruchomili „grę dla dorosłych”. Jasne, twórcy dalej uważają, by nie przesadzić z mrokiem. Mimo to wymiany zdań zyskują więcej napięcia, zaś Joker, dopiero co teatralnie komiksowy jak u Nicholsona, staje się tym postrzelonym, zimnokrwistym i autentycznym wariatem, jak u Heatha Ledgera czy w Arkham Asylum.
Kolejne stylistyki są wyznaczane przez rozdziały, których w sumie mamy sześć plus prolog. Całą fabułę można przejść w około 16 godzin. Skłamałbym jednak mówiąc, że wszystkie etapy historii podobały mi się w równy sposób. Wątki inspirowane gorszymi filmami bywają jednocześnie trochę słabsze.
Niewątpliwie LEGO Batman: Dziedzictwo Mrocznego Rycerza stoi postaciami i tu też czasem coś zazgrzyta – im więcej Batmana, tym lepiej dla gry. To jego najlepiej znamy i u niego dostrzegamy rozwój, od dziecka czytającego komiksy po superbohatera, który zarywa noce na walce z przestępczością. Jego relacja z komisarzem Gordonem ma świetną chemię, a w związkach z Catwoman czy Talią możemy zauważyć motywy femme fatale. Mentorsko-ojcowska rola przy Nightwingu również ma ładny wydźwięk, ale jak zaczęto jeszcze wprowadzać Batgirl, to całość za bardzo poszła w stronę „Batman-dziaders musi docenić młode pokolenie i może nawet zrobić mu miejsce”.
Uproszczone mechaniki z Arkham
W gameplayu widać inspiracje serią Arkham, ale z dopasowaniem do młodszego odbiorcy – czyli każda mechanika jest tu totalnie prosta w obsłudze. Najbardziej się zastanawiałem, jak to wypadnie w skradaniu, które w grach takich jak Arkham Asylum czy Assassin’s Creed potrafi być prawdziwym testem cierpliwości. No to wyzwania nie ma, bo po prostu podchodzisz wroga od tyłu i klikasz atak – dopóki nie znajdziesz się w zasięgu jego wzroku, nie zauważy twojej obecności. Bułka z masłem. Robisz to niechlujnie, w pośpiechu, a i tak zadziała.
Jeśli jednak zostaniesz wykryty, to musisz walczyć – i nic w tym złego. Batman na luzie pokona nawet całe chmary przeciwników, a czy zostaniesz otoczony, nie ma większego znaczenia, po prostu trzeba więcej się naklikać. Okienko czasowe na unik lub kontrę jest bardzo duże, gra wyświetla komunikaty o nadchodzącym ataku, a nawet wyposażeni w tarcze czy więksi oponenci stanowią raczej urozmaicenie niż wyzwanie. Różnicę robi m.in. brak kontrowania nas przez wrogów – dodać ten element i już trzeba byłoby uważać.
Nawet starcia z bossami są proste. To raczej lekka wariacja motywu z gry dla starszego odbiorcy, mająca zbudować rozmach, a nie podwyższyć trudność. Jeśli trzeba wykonać specjalną akcję (użyć jakiegoś gadżetu) albo przeciwnik dysponuje unikalną ofensywą, to mówimy jedynie o smaczku, nie przeszkodzie, która zatrzyma nas na dłużej. Ale to ma swój urok i klockowe naparzanki dają frajdę, zwłaszcza gdy w ramach mocniejszych ataków Batman w stylu LEGO przyłoży komuś patelnią albo rzuci kaczuszką.
Jednak największą prostotę można zaobserwować przy minigrach. Włamywanie się wytrychem polega dosłownie na kręceniu zębatką, aż mechanizm sam trafi w odpowiedni dołek – i nie da się tego zepsuć. Na padzie wystarczy przytrzymać gałkę w jednym kierunku, więc ani to przyjemne, ani efektowne czy wymagające. Po prostu sobie jest, by pozorować gameplay i urozmaicenie, a tym samym tracić nasz czas. To już hakowanie ma więcej sensu, bo trzeba wykonywać określone ruchy we właściwym momencie, a błąd cofa progres.
Miasto Gotham to makieta pełna aktywności
Klasycznie dla gier LEGO – jest co robić. Każda misja zawiera ukryte nagrody, a kolekcjonerzy mogą dekorować swoją batjaskinię czy zdobywać kostiumy i pojazdy. W Gotham też nie brakuje aktywności. Możemy rozwiązywać łamigłówki Człowieka Zagadki, pomóc w wyłapywaniu zaginionych zwierząt z zoo, sprawdzać się w próbach walki, wyszukiwać znajdziek… No dużo tego i tak jak przejście fabuły to zadanie na około 16 godzin, tak wykonanie całej reszty spokojnie może zająć drugie tyle.
Jeśli lubicie czyścić mapy na 100%, to powinno Wam się spodobać. Myślę też, że do niezobowiązującej zabawy w towarzystwie (gra pozwala na kanapową kooperację dla dwóch osób), nadaje się w sam raz. Jeśli jednak oczekujecie, że za wspomnianymi aktywnościami kryje się coś ciekawego – oj, nie ten adres. W trakcie jeżdżenia po mieście dostajemy też zgłoszenia o przestępstwach w okolicy i to najlepiej podsumowuje jakość podobnych dupereli rozrzuconych na mapie. Idziesz we wskazane miejsce, pokonujesz paru klockowych, niewyróżniających się niczym bandziorów i zaliczone.
Niemniej samo Gotham prezentuje się klimatycznie. Podzielone na dzielnice, posępne i pochmurne, gdzie króluje zbrodnia, z przechodniami, którzy rzucą co jakiś czas tekst dla pozorów życia – na standardy LEGO może się to podobać, a do wykonywania dziesiątek drobiazgów z mapy nikt nas przecież nie zmusza. Poruszanie się po tej metropolii w dodatku jest całkiem płynne – model jazdy jest, co prawda, totalnym chaosem (rozjeżdżamy wszystko jak leci), ale w końcu najważniejsze to szybko dotrzeć na miejsce, co nie? Szybowanie nad Gotham czy przemieszczanie się przy pomocy linki z hakiem też w mig łapiemy i jedynie frustrują małe potknięcia techniczne.
Optymalizacja? Bywało lepiej…
Niestety, zdarzyło mi się dostać pod tekstury miasta albo mieć problemy techniczne w walce (raz postać przestała reagować na moje polecenia wydawane kontrolerem). Sztuczna inteligencja naszej postaci towarzyszącej zasadniczo nie daje powodów do krytyki, ale do zaawansowanej też nie należy i potrafi zamulić. Przykładowo – kompanka znajduje się piętro niżej, jakby czekając na specjalne zaproszenie, by dołączyła do mnie w realizacji zadania. To są drobne uchybienia, choć parę razy pożałowałem, że gram w pojedynkę.
Do tego LEGO Batman potrafi mocno obciążyć sprzęt. Bez włączonego DLSS nie byłoby u mnie mowy o graniu, a i tak podczas jazdy po mieście miewałem spadki FPS-ów (RTX 3060, 32 GB RAM-u, Ryzen 5 5600 H, gdyby ktoś pytał). Nie jestem w stanie powiedzieć, na ile działanie gry poprawią aktualizacje, ale choć lubię stylistykę LEGO, tak nie pojmuję, dlaczego udźwignięcie klockowego Batmana musi być aż takim wyzwaniem dla komputera.
W tę miłość zwątpiłem tylko raz
W czwartym rozdziale dopadło mnie zmęczenie rozgrywką, ponieważ urozmaicenia wprowadzano pod płaszczykiem niby nowych zdolności, które tak naprawdę były nieco inną wersją tych już posiadanych. Do tego misje służyły bardziej do odhaczenia złoczyńców, podczas gdy poprzednie poziomy potrafiły zaskoczyć cudaczną konwencją (chapeau bas za bazę Falcone’a!).
Na szczęście niedługo później gra na nowo przyspieszyła tempo i już do końca utwierdziła mnie w przekonaniu, że to naprawdę bardzo dobra produkcja dla wszystkich miłośników Batmana. Jasne, chciałbym więcej, nie obraziłbym się za radio w aucie i parę piosenek na licencji (utwór przy napisach końcowych jest wisienką na torcie!), ale ta nieidealna produkcja wciąż ma w sobie serducho. Bywa technicznie nierówna, momentami za bardzo upraszcza gameplay i nie ekscytuje dodatkowymi aktywnościami, ale trudno nie docenić, ile włożono tu miłości do Batmana.
- kompletna fabuła – od początków Batmana do bycia mentorem młodego pokolenia;
- żarty, słynne sceny, nawiązania, zabawa konwencją;
- dużo aktywności – dla fanów open worldów;
- realizowanie stylistyki różnych filmów;
- gameplay inspirowany serią Arkham działa;
- duże, nastrojowe Gotham.
- dodatkowe aktywności nie niosą nowej treści;
- niektóre elementy rozgrywki to zapychacze czasu;
- siermiężna optymalizacja i małe błędy techniczne.
Egzemplarz gry do recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od firmy Warner Bros. Games. Nasze zasady recenzowania gier oraz opis skali ocen znajdziesz tutaj.
LEGO Batman: Legacy of the Dark Knight
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
2
LEGO Batman: Legacy of the Dark Knight
To naprawdę bardzo dobra produkcja dla wszystkich miłośników Batmana. Bywa technicznie nierówna, momentami za bardzo upraszcza gameplay, ale trudno nie docenić, ile włożono tu miłości do Mrocznego Rycerza we wszystkich jego wcieleniach.





