Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Expeditions: Rome Recenzja gry

Recenzja gry 18 stycznia 2022, 17:00

autor: Adam Zechenter

Redaktor. Historyk. Miłośnik strategii, gier sieciowych i dobrej literatury.

Recenzja Expeditions: Rome - ach, gdyby ta gra była równie dobra, jak długa...

Expeditions: Rome to historyczne RPG, które zabiera nas na wyprawę do starożytnego Rzymu. Szkoda tylko, że przygoda ta nie jest krótsza, bo w trakcie 50 godzin zabawy wychodzi na jaw zbyt wiele jej słabości.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  1. solidne historyczne RPG;
  2. udany system turowych starć;
  3. pełna detali oprawa graficzna – zarówno lokacji, jak i przedmiotów;
  4. plejada kluczowych postaci historycznych z okresu końca Republiki Rzymskiej;
  5. wiele zakończeń i znaczących decyzji pozwalających zmienić bieg historii;
  6. dobra gra dla szukających wyzwania i długiej rozgrywki.
MINUSY:
  1. denerwująca praca kamery;
  2. szwankująca optymalizacja;
  3. żmudne i nieciekawe podboje;
  4. zagmatwana i niezbyt porywająca fabuła;
  5. słaba sztuczna inteligencja przeciwników;
  6. tona błędów, w tym takich, które utrudniają zakończenie gry.

Historia starożytnego Rzymu zaczęła się w 753 roku p.n.e., a skończyła w 476 roku n.e. To ponad 1200 lat – o 200 więcej niż istnieje Polska. Twórcy Expeditions: Rome chyba za bardzo zapatrzyli się na ten imponujący wynik i próbowali się do niego zbliżyć – tyle że nie liczbą lat, a godzin potrzebnych do ukończenia gry. Kiedy oglądałem napisy końcowe, na liczniku Steama miałem nabite już ponad 50 godzin – gdybym jako recenzent nie był zobowiązany dobrnąć do finału, pewnie już dużo wcześniej dałbym sobie siana.

Nie zrozumcie mnie źle, Expeditions: Rome nie jest najgorszą rzeczą, jaka spotkała mnie w ostatnim czasie. To całkiem solidne historyczne RPG. Wolałbym jednak doświadczyć w nim więcej różnorodności i ciekawych questów, a mniej błędów czy żmudnego podbijania kolejnych obszarów – choćby kosztem czasu, jaki można spędzić z tą grą. Bo nie jest ona, niestety, równie dobra, jak długa.

FAQ

Co to za gra?

Expeditions: Rome to historyczne RPG, w którym dużą rolę odgrywają taktyczne turowe bitwy z udziałem kilku bohaterów. Dodatkowo dowodzimy rzymskim legionem, a naszym celem jest podbój wrogich krain. Nie zabrakło też tony dialogów, rozbudowanej politycznej fabuły, spisków i wielu zakończeń.

Co Ci się w grze najbardziej podobało?

Finał – nie tyle pod względem fabularnym, ile przez fakt, że sami go kształtujemy. Epilogów jest kilka i to od nas zależy, jak mocno wpłyniemy na historię republikańskiego Rzymu. Dodatkowo na koniec oglądamy pokaz slajdów, które podsumowują nasze kluczowe decyzje w trakcie gry (np. te dotyczące losu Kleopatry), a także przestawiają ich konsekwencje. Ważkie decyzje i różne zakończenia to zdecydowanie mocna strona tej produkcji.

Czy gra jest faktycznie historyczna?

Tak, choć nie traktujcie jej jak realistycznego obrazu przeszłości. Mimo że spotkacie tutaj postacie znane z kart historii (Cyceron, Katon Młodszy, Kleopatra, Mitrydates i inni), pamiętajcie, że to jednak gra wideo, a nie podręcznik do historii. Są tutaj np. rozpływający się w powietrzu wrogowie (tacy jakby asasyni) czy różne uproszczenia – do czego zresztą twórcy otwarcie się przyznają.

Co Ci się najbardziej nie podobało w grze?

Jej rozwlekłość. To nie jest ani świetne RPG, ani świetna strategia taktyczna – w efekcie wolałbym, żeby pozycja ta była krótsza. W ciągu tych ponad 50 godzin coraz więcej elementów zaczęło mnie nudzić i dobrnąłem do końca raczej z poczucia obowiązku, a nie faktycznej potrzeby.

Wymień najbardziej niepotrzebny element gry.

Oj, trudno będzie wybrać, bo jest tu wiele mechanik, na które po prostu nie zwraca się uwagi. Postawię jednak na romanse – sprowadzają się raptem do paru źle napisanych linijek dialogowych. Skoro twórcy nie mieli na nie pomysłu, to trzeba było z miłości w grze po prostu zrezygnować.

Najlepszy easter egg?

To nie był może easter egg wszech czasów, ale doceniam quest, w którym mieliśmy zdobyć menhir (taki wielki kamień pełniący funkcje kultowe) od dwóch wesołych jegomości mieszkających w małej wiosce na końcu Galii – chodziło oczywiście o nawiązanie do kultowych Asteriksa i Obeliksa.

Dla kogo jest to gra?

Jeśli jesteście fanami serii Expeditions, to znacie jej silne i słabe strony – i po Rome również możecie spokojnie sięgnąć. Gra powinna sprawić też frajdę miłośnikom antyku lub wygłodniałym fanom historycznych RPG. Pamiętajcie jednak, że na dłuższą metę może zmęczyć.

Ile czasu można spędzić w grze?

Jeśli zechcecie wykonać wszystkie zadania poboczne (szacuję, że zaliczyłem jakieś 75% questów) i zagracie na „normalu”, to przejdziecie ją w 50–60 godzin. Jeśli jednak wybierzecie najwyższy poziom trudności i do tego spróbujecie sprawdzić różne ścieżki fabularne, spokojnie spędzicie tutaj ponad 100 godzin – jak nie więcej.

Czy gra ma dużo błędów?

Oj, tak. Głównie niewielkich, ale nie tylko. Jedno z zakończeń okazało się dla mnie niedostępne z powodu błędów, które nie pozwalały przejść dalej. Musiałem cofnąć się o parę godzin i wybrać inną ścieżkę fabularną.

Czy znasz grę z gorszą pracą kamery?

Nie! Kamera z Expeditions: Rome jest fatalna, zła, wręcz skandaliczna! Utrudnia eksplorację i wkurza w trakcie walki. Z czasem się do niej przyzwyczaiłem, ale to tylko świadczy o mojej ogromnej cierpliwości.

Ave, legate

Recenzując poprzednią grę z serii (tę o wikingach), Draug napisał, że to „w istocie czystej krwi RPG, nieodbiegające wcale znacząco od takiego Pillars of Eternity czy Divinity: Original Sin, jeśli chodzi o stopień skomplikowania mechaniki”. Expeditions: Rome nie zmienia tu wiele – mamy więc zarówno taktyczne starcia, odbywające się w turach, mamy trochę zarządzania naszym wojskiem, a także sporo dialogów i decyzji, od których zależy m.in. to, jakie będzie zakończenie. Problem w przypadku rzymskiej odsłony jest taki, że ani nie jest to świetne RPG, ani świetna strategia. Oba te fundamenty są w porządku, ale potrafią zmęczyć (w przypadku segmentu taktyczno-strategicznego), albo zwyczajnie okazują się nierówne (gdy chodzi o historię).

W Expeditions: Rome wcielamy się w młodego rzymskiego arystokratę, który w wyniku spisku politycznego traci ojca i musi uciekać z Rzymu. Zostajemy legatem, czyli urzędnikiem wojskowym, i stajemy na czele legionu, a historia, która dzieje się na przestrzeni wielu lat, zabiera nas w podróż do Azji Mniejszej, Egiptu, Rzymu, a nawet Galii. Na naszej drodze stają historyczne postacie z Kleopatrą, Cyceronem, Mitrydatesem Wielkim czy Wercyngetoryksem na czele, a my możemy zadecydować o ich losach – zmieniając (bądź nie) w ten sposób bieg dziejów. To absolutnie najmocniejsza strona gry.

W trakcie przygody werbujemy wiele różnych postaci – część z nich ma własne osobowości czy nawet osobne ścieżki fabularne; inne to po prostu mięso armatnie. I muszę wyznać, że kilku bohaterów, takich jak Cezon, Bestia czy Kalida, zapamiętałem z całej gry znacznie bardziej niż głównego bohatera. Ten jest nijaki, a jego historia zemsty mniej mnie interesowała niż polityczne rozgrywki czy spiski rzymskiej arystokracji.

DRUGA OPINIA

Recenzja Expeditions: Rome - ach, gdyby ta gra była równie dobra, jak długa... - ilustracja #4

Expeditions: Rome okazało się nieprzemyślaną produkcją. Twórcy oddali do naszej dyspozycji wiele różnych funkcji, elementów i aktywności, które są mało przydatne albo/i nieangażujące. Najgorsze okazują się podboje, które trzeba prowadzić z czystego przymusu, żeby rozwinąć fabułę – nie ma się z tego żadnej frajdy, zalicza je na autopilocie i tylko irytują kolejnymi spowalniaczami w postaci losowych wydarzeń czy próby odbicia posterunku przez wroga.

Ta gra jest naprawdę duża, ale szkoda, że na etapie jej opracowywania nikt nie wpadł na to, by ograniczyć jej rozmach i nie zamęczać gracza przesadnie rozbudowaną rozgrywką, pozbawioną dobrych motywatorów. Można było oszczędzić wiele czasu, zmniejszając rolę podbojów czy inaczej rozwiązując kwestię zagraconego ekwipunku (zbędne przedmioty trzeba po kolei rozkładać). Tutaj ilość nie idzie w parze z jakością.

Miałem nadzieję, że Expeditions: Rome zapewni mi emocjonujące doznania fabularne, jak na dobre RPG przystało. Niestety, historia przez większość czasu jest bezbarwna. Brakuje jej pazura, a nam poczucia, że jesteśmy częścią tego świata i na niego wpływamy (swoją drogą lokacje sprawiają wrażenie czysto użytkowych makiet – nie ma tu nic dla fanów eksploracji). Mimo wszystko doceniam grę za pewne przebłyski jakości, włożony w nią wkład, historyczną dekorację, satysfakcję, jaką sprawia chwilami turowa walka – ale to za mało do rekomendacji. I choć trochę przykro, to końcowa nota nie może być wysoka.

Ocena: 5,5/10

Krzysztof Lewandowski

TWOIM ZDANIEM

Wolisz strategie turowe, czy w czasie rzeczywistym?

Turowe
52,2%
W czasie rzeczywistym
47,8%
Zobacz inne ankiety
Recenzja gry King Arthur: Knight’s Tale - okrągły stół z powyłamywanymi nogami
Recenzja gry King Arthur: Knight’s Tale - okrągły stół z powyłamywanymi nogami

Recenzja gry

Wojna. Wojna nigdy się nie zmienia. O tym, że wojnę często wygrywa się nie armią, a złotem, przekonał się nie tylko tytułowy król, dokonując żywota już w intrze gry King Arthur: Knight’s Tale, ale przede wszystkim... autorzy tej produkcji.

Recenzja gry Tales of Arise - nowe rozdanie dla serii
Recenzja gry Tales of Arise - nowe rozdanie dla serii

Recenzja gry

Japońskie RPG w ostatnich latach przechodzą swoisty renesans, co bardzo cieszy. Nie jest to wprawdzie powrót do formy ze złotej ery gatunku, ale w zasadzie można powiedzieć, że jest całkiem dobrze. Czy Tales of Arise podtrzymuje ten trend?

Recenzja Kingdom Hearts 3 - nienawidzę kochać tej serii
Recenzja Kingdom Hearts 3 - nienawidzę kochać tej serii

Recenzja gry

Jest wiele światów, ale dzielą wspólne niebo. Jedno niebo, jedno przeznaczenie. W Kingdom Hearts 3 słowa te w końcu stają się rzeczywistością – twórcy po wielu latach zamykają wątki rozsiane po zbyt wielu grach i zbyt długo czekające na epilog.