Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Wanderlust Travel Stories Recenzja gry

Recenzja gry 26 września 2019, 12:29

autor: Maciej Pawlikowski

Poza grami zajmuje się krytyką literacką, czasami trochę życiem, czasami trochę przeżyciem.

Recenzja gry Wanderlust Travel Stories – lektura obowiązkowa

Wanderlust to niecodzienna i śmiała koncepcja gry, która opiera się na literaturze drogi. Odwaga twórców, którzy w XXI wieku stworzyli grę zbudowaną przede wszystkim z tekstu, zasługuje na podziw. I uznanie, bo Wanderlust jest naprawdę dobre.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  1. dobrze napisane historie – tekst bywa zabawny, ironiczny, przejmujący;
  2. postaci, z którymi łatwo się identyfikować;
  3. przejrzysty interfejs gry;
  4. czytania-grania starczy na ponad 15 godzin;
  5. nastrojowa, dobrze dobrana muzyka oraz ładne zdjęcia;
MINUSY:
  1. sporadycznie bywa nudno (historia Martine);
  2. niewielki wpływ mechanik gry (zasobów pieniędzy, wskaźników czasu, zmęczenia i nastroju) na rozgrywkę.

Przed podróżą jestem nieznośny. Irytuje mnie wszystko, co stanie na mojej drodze, a z najmniejszych nawet problemów potrafię zrobić koniec świata. I te cholerne samoloty – kto wpadł na pomysł, że człowiek może latać? Dopiero gdy dotrę na miejsce, mogę odetchnąć. Kiedy w grudniu 2018 roku wylądowałem na Teneryfie, rozluźniłem się dopiero, gdy późnym wieczorem na pustej już plaży rozsiadłem się na leżaku. Chwilę wcześniej kupiłem butelkę taniej sangrii, aby ten moment móc celebrować. Ocean w ciemnościach pienił się, burzył i kotłował, a ja leżałem, popijałem słaby alkohol za 1 euro i powtarzałem sobie, że jestem spokojny. Że oto przybyłem tu, by odpocząć. I że cały ten świat przedstawiony – ocean, stygnąca plaża, puste leżaki, porywista bryza, tysiące gwiazd i nawet to niezmordowane, wibrujące od techno i disco miasto za moimi plecami jest tu tylko po to, aby mi pomóc w moim wielkim planie relaksu.

Tak, jestem turystą. Jak wielu z milionów ludzi biorę urlop, aby możliwie najszybciej teleportować się do ciepłych lub interesujących krajów, aby tam odpocząć. I choć zdawałem sobie sprawę z krótkowzroczności moich, pożal się boże, wędrówek, tak dopiero Wanderlust sprawiło, że poczułem lekkie wyrzuty sumienia. Ale po kolei.

Czym jest Wanderlust?

Recenzja gry Wanderlust Travel Stories – lektura obowiązkowa - ilustracja #1
Historię Tomka proponuję wybrać jako pierwszą – dobrze wprowadza w koncepcję gry.

Wanderlust. Travel Stories to debiutancka gra polskiego studia Different Tales wydana przez warszawskie Walkabout. Użyłem już trzech nazw własnych i każda w jakiś sposób kojarzy się z drogą, ruchem, opowieścią i podróżą. To znaczący trop. Wanderlust to bowiem niezwykła i odważna koncepcja na grę. Gdybym musiał określić ją istniejącymi gatunkami, wskazałbym visual novel, gry paragrafowe, MUD-y, przygodówki oraz gry z pogranicza time management.

W Wanderlust gramy bowiem czytając i dokonując wyborów. Gra wyświetla nam kolejne zgrabnie sformatowane akapity i zdjęcia, odtwarzając przy tym nastrojową muzykę, a następnie prosi o wybór kwestii dialogowej albo podjęcie decyzji co do dalszej drogi. Innymi słowy – Wanderlust to interaktywna literatura (hipertekstualna opowieść, jak powiedzieliby badacze ludologii). Nie będę mydlił oczu uczniom z oślej ławki – w tej grze bez czytania się nie obejdzie. Czytamy dużo, bardzo dużo. Wanderlust dostarcza nam opowieści, a od nas i naszej wyobraźni będzie zależała szczegółowość grafiki.

Recenzja gry Wanderlust Travel Stories – lektura obowiązkowa - ilustracja #2
Teksty zostały dobrze napisane – postacie są wnikliwymi obserwatorami.

Innymi słowy, bez udziału zdolnych głów w kreacji tego świata po prostu się nie obędzie. Pod tym względem Wanderlust jest produkcją niezwykle angażującą, ale i wymagającą uwagi. Wypada zauważyć, że twórcy z Different Tales postanowili nam pomóc i kolejne kwestie dialogowe lub akapity opisowe pojawiają się po sobie kolejno, z małym opóźnieniem – tak, aby nie atakować nas nieprzyjemną ścianą tekstu.

WYCIECZKA DO WALKABOUT

Mniej więcej miesiąc przed premierą gry odwiedziłem twórców w Warszawie, aby między innymi porozmawiać o Wanderlust. Uderzyło mnie, że pierwsze pytanie, jakie zadał mi Artur Ganszyniec – twórca gry – brzmiało mniej więcej: czy czytasz książki? Gdy potwierdziłem, powiedział krótko: to sobie poradzisz.

Artur napisał manifest slow gamingu. Pisze w nim o tym, że potrzebuje gier, który są „wolne” – które traktują go jak dorosłego, zdolnego do myślenia i podejmowania decyzji, a na próbę wystawiają nie jego refleks, lecz przekonania i uczucia. I również takich, w których możemy zrobić sobie przerwę, aby potem ze spokojem do nich powrócić. Jeśli chcecie zaznajomić się z ideą slow gamingu, spróbujcie zagrać w Wanderlust – to bowiem świetny przykład takiej idei.

No dobrze, wiemy już, jak Wanderlust wygląda, ale w zasadzie wciąż w mocy pozostaje pytanie z nagłówka. Najprostszą odpowiedzią będzie więc: Wanderlust to podróżnicza gra tekstowa. Cztery długie opowieści (i kilka krótszych) opowiada historie czterech fikcyjnych postaci, które daleko od domu, w obcych krajach, zderzają się z własnymi słabościami, stereotypami i przekonaniami.

MULTI USER DUNGEON – CZYLI W CO GRALIŚMY, GDY NIE BYŁO WAS JESZCZE NA ŚWIECIE

MUD-y to specyficzna, zapomniana ale wciąż istniejąca nisza fabularnych gier online. Aby w nie zagrać, wystarczyło założyć konto i posiadać klienta obsługującego protokół telnetu (innymi słowy, potrzebowaliście po prostu Windowsa i internetu). Cała gra opierała się na tekście, czytaniu i… pisaniu komend. Każda lokacja była osobnym, rozbudowanym opisem literackim, a po świecie poruszaliśmy się, pisząc n, s, e, w (od północ, południe, wschód, zachód). W czasie gry robiliśmy mniej więcej to samo, co robimy dzisiaj w World of Warcraft, tyle tylko, że bardziej namiętnie korzystaliśmy z własnej wyobraźni. Aby kogoś zaatakować, należało najczęściej napisać „zabij krasnoluda”, aby coś obejrzeć, należało wpisać „obejrzyj drzewo”, a aby kupić, „kup miecz”. Gra w lot reagowała na nasze komendy, wyświetlając nam kolejne ściany tekstu. MUD-y były grami wieloosobowymi, więc niejednokrotnie kolejne literackie lokacje przemierzaliśmy w towarzystwie.

MUD-y najczęściej były rozbudowanymi erpegami, w tym opartymi na znanych systemach lub światach (na przykład polska Arkadia zabierze Was do światów wiedźmina i Warhammera, a Barsawia, gdy jeszcze istniała, przenosiła do światów Tolkiena i Earthdawna). Tak zwanym SUD-em, czyli MUD-em dla jednego gracza, jest do dziś rozwijana, polska Otchłań, którą możecie pobrać za darmo z oficjalnej strony.

Recenzja gry Blair Witch – najstraszniejszy las w grach
Recenzja gry Blair Witch – najstraszniejszy las w grach

Recenzja gry

Bloober Team to firma, która dla wielu stała się synonimem horroru. Blair Witch to pierwsza gra bazująca na licencji, ale twórcy to potencjalne ograniczenie przekuli w siłę, oferując kolejną udaną grę. Ale czy można mówić o najlepszym tytule w karierze?

Recenzja gry The Sinking City – Sherlock Holmes kontra mitologia Cthulhu
Recenzja gry The Sinking City – Sherlock Holmes kontra mitologia Cthulhu

Recenzja gry

The Sinking City miało zabrać nasz umysł do granic szaleństwa wokół kultu Cthulhu, ale Wielkich Przedwiecznych pokonał tu chyba sam Sherlock Holmes. To przygodówka z syndromem „jeszcze jednej tury”.

Recenzja gry Layers of Fear 2 – polskie Twin Peaks
Recenzja gry Layers of Fear 2 – polskie Twin Peaks

Recenzja gry

Druga część polskiego horroru Layers of Fear nie straszy już tanimi jump-scare’ami. To także coś więcej niż klon pomysłów z dema P.T. Czy twórcom udało się wbić nowy poziom w umiejętności straszenia graczy?

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
10.10.2019 17:51
😍
Niebieskiej żaby kły
28
Generał

Super, że daliście recenzję!
Ja tę grę co prawda kupiłem już po recenzji w cd-action, niemniej - dla mnie to prawdziwa perełka. Dla takich gier warto mieć pc.