Nie ma podejścia do 3. Fajny początek, dobra końcówka. Niestety cała mapa to jeden wielki bałagan wypełniony śmieciowymi zadaniami. Nawet nie dali wygodnej opcji filtrowania tego śmietnika. Główne wątki fabularne nie powalają. Typowe oczyść bazę, wysadź coś lub uwaga! zniszcz fabrykę narkotyków przy których będziesz miał tripa... rodem z 3. Poboczne misje opierają się na tym samym schemacie i nie ma sensu o nich wspominać. Taki Willis pojawia się na chwilę daje ci trzy takie same zadania, a później znika. Ksiądz spamuje misjami z odzyskiwaniem diamentów. Postacie fabularne nie są ciekawe i przekonywujące. Gra nie daje im czasu na tyle byś uwierzył w ich zamiary. Np. taka Yuma, która jest niby jakąś prawą ręką Pagana, ale szybko się pojawia i ginie nie wnosząc nic ciekawego do fabuły. Po 29h grę ukończyłem i nie mam zamiaru do niej wracać. Wielka szkoda, bo początek zapowiadał wielką przygodę.
Dziś przeszedłem. Na końcu okazuje się, że jak zwykle za wszystkim stoi Umbrella :D
Po 2h gry średnio mi siadło. Walki są takie sobie. Fabuła nie porywa. Gdyby nie znana marka to pewnie całkowicie bym się odbił, ale dam szansę i będę grał dalej. Póki, co mnie nie zauroczyło.
Gra bawi tak samo jak część pierwsza choć poziom trudności jest niższy i samych nowości nie ma za wiele. Jak ktoś nie ma pod ręką czegoś innego to naprawdę warto zagrać.
Gra dobra, ale nic ponadto. To porządna produkcja, która jednak nie potrafi wyjść poza ramy przeciętności i nie zbliża się nawet do poziomu legendarnej jedynki. Oryginalny Max Payne miał w sobie surowy urok, świeżość i ten specyficzny klimat noir, który z biegiem lat tylko zyskał na wartości. Tutaj, mimo kilku prób, tego klimatu po prostu brakuje.
Osadzona w Brazylii akcja miała potencjał – wizualnie i fabularnie można było z tego wycisnąć coś naprawdę wyjątkowego. Niestety, twórcy nie zdecydowali się pójść w żadną konkretną stronę – zamiast tego serwują nam banalnie liniowe poziomy, pozbawione ciekawych sekretów czy alternatywnych ścieżek. Gęsta atmosfera tropików została spłycona do tła dla nieustającej jatki. A jeśli o jatce mowa – miałem wrażenie, że gram w jakąś wersję Serious Sama, gdzie trup ściele się tak gęsto, że można by pomyśleć, iż Max zlikwidował połowę populacji Săo Paulo.
Rozgrywka jest boleśnie schematyczna. Przeciwnicy atakują falami, z przewidywalną precyzją, a każdy kolejny poziom to właściwie ta sama potyczka, tylko w innej teksturze. Po kilku godzinach miałem dość – autentycznie można było skrócić całość o jedną trzecią, nie tracąc absolutnie niczego istotnego. Przeciwnie – intensyfikacja wrażeń byłaby większa, a zmęczenie gracza mniejsze.
Muzyka generalnie trzyma poziom – solidna, aczkolwiek bez większych fajerwerków. Na tle całej ścieżki dźwiękowej wybija się tylko motyw „Tears”, który jako jedyny zapadł mi w pamięć – emocjonalnie, jakościowo i klimatycznie wygrywa wszystko inne.
Na koniec muszę wspomnieć o monologach Maxa. Owszem, zawsze były jego znakiem rozpoznawczym, ale w tej odsłonie balans został mocno zaburzony. Słuchając jego zmęczonego, przygnębionego tonem głosu, sam zaczynałem czuć się wypalony i zniechęcony do dalszej gry. Zamiast budować nastrój, jego wewnętrzne przemyślenia często działały wręcz depresyjnie – i to nie w tym pożądanym, artystycznym sensie, a raczej w stylu "dajcie mi już spokój".
Podsumowując – gra nie jest zła, ale też absolutnie nie jest tym, czym Max Payne powinien być. Gdyby nie marka w tytule, byłby to kolejny przeciętny shooter z ambicjami, które pozostały na papierze.
Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego ta gra dostała w CD-Action zaledwie 3/10.
Na screenach nie wyglądała przecież aż tak źle. No i w końcu – czy gra oparta na kultowym Die Hard może być naprawdę taka słaba? Po latach postanowiłem to sprawdzić i... wczoraj ją ukończyłem. Niestety – bynajmniej nie jest to zapomniana perełka, którą niesłusznie zignorowali gracze. Gdyby nie znana marka, pewnie nikt już by o niej nie pamiętał. A tak – co jakiś czas wraca w różnych zestawieniach.
Szczerze mówiąc, dziwię się, że Fox pozwolił na wypuszczenie czegoś takiego. Gra trafiła w ręce małego, niedoświadczonego studia, co czuć na każdym kroku. Co ciekawe, pierwotnie Nakatomi Plaza miało być tylko modem do Duke Nukem 3D, a twórcy próbowali nawet – pod przykrywką – zdobyć zdjęcia wnętrza prawdziwego wieżowca z filmu. Ambicji więc im nie brakowało, ale finalny efekt to niestety budżetowa kaszanka.
Szkoda, bo założenia mieli ciekawe. Uzbrojeni w teorię, że w dwugodzinnym filmie widzieliśmy tylko ułamek budynku, postanowili rozciągnąć akcję w grze na aż 30 poziomów. Biura, piwnice, parking, dach, serwerownie, laboratoria i inne cuda, których nie uświadczyliśmy w filmie. Do tego dorzucili nowe wątki, jak atak SWAT czy przywrócenie elektryczności, którą odcięło FBI. Problem w tym, że większość z tych etapów to beznamiętne zapychacze. Chodzisz od jednego końca biura do drugiego, po drodze eliminując przeciwników – i tyle. Lokacje mają sporo drzwi, ale nie będziesz w stanie ich otworzyć, co będzie ci w kółko oznajmiał głosem sam bohater it's locked, it's locked , it's locked, it's locked... Mapy zaprojektowane na kolenie. Puste i nudne.
I dałoby się to jakoś przełknąć, gdyby nie fakt, że przeciwnicy to prawdziwe gąbki na naboje. Można wpakować im całą serię prosto w głowę, a oni nawet się nie zachwieją. Tymczasem gracz ginie od kilku strzałów, nawet na najniższym poziomie trudności. Walka to istny koszmar – postać szybko się męczy i nie może biegać, a lepsza broń pojawia się rzadko, z amunicją na wagę złota. Efekt? Większość gry spędzamy z jedną, przeciętną pukawką.
Dialogi? Katastrofa.
Hans Gruber brzmi, jakby aktor odczytywał kwestie z kartki, zmęczony i znudzony. John McClane czasami się stara, ale do Bruce’a nie ma nawet startu. Jedyne, co bawi, to niektóre teksty wrogów, próbujących udawać europejski akcent. Są tak żenujące, że aż śmieszne.
Muzyka to kilka nijakich utworów zapętlonych w kółko. Nawet nazwisko kompozytora nie pojawiają się w napisach końcowych. Pewnie ze wstydu.
Grafika. Jak na rok 2002 prezentuje się fatalnie. Dla porównania: SiN z 1998 roku wyglądał lepiej – zarówno pod względem modeli, jak i otoczenia.
Owszem, gra ma kilka fajnych pomysłów – gaszenie pożaru gaśnicą, rozbrajanie bomb przez przecinanie kabli czy finałowe starcie, które wymaga odrobiny skupienia. Ale cała reszta... cóż, mocno przeciętna. Fanom filmu można polecić jedynie z dużym przymrużeniem oka – i tylko po to, by przekonać się, jak bardzo można zmarnować ciekawy pomysł i markę. Większość i tak odpadnie z nudów, frustracji albo przez bugi.
Gra bardzo dobra. Ten sam zakręcony klimat, co w pierwszej części. Niestety formuła się trochę zmieniła. Etapów jest o wiele mniej niż w pierwszej części i grę można skończyć po kilku godzinach. Ale... po ukończeniu gry mamy możliwość przejścia na wyższy poziom trudności w którym pojawiają się nowi przeciwnicy, przeszkody, a bossowie mają dodatkowe ataki. Oczywiście zachowujemy ulepszenia z poprzedniej rozgrywki i mamy możliwość zakupienia nowych w sklepie, które są jeszcze potężniejsze. Naprawdę fajna gra i warto zagrać. Choćby po to by wrócić do jedynki :)
Zaliczona. Nie ukrywam, że mocno mnie wciągnęła. Grałem kilka dni po kilka godzin więc możliwe, że te 30-40h nabiłem. Walki są wymagające. Elementy platformowe średnio dopracowane. System rozwoju postaci bardzo złożony i wydaje mi się, że niepotrzebnie. Gra nie oferuje aż tak dużo by gracz potrzebował dziesiątki współczynników. Wspomnieć trzeba, że twórcy trochę okłamali kupujących i pisali o trybie game+, a okazało się, że na razie go w grze nie ma. Świat jest pełen sekretów i skarbów do odkrycia, a mapa całkiem spora. Moja postać na końcu gry miała 80 poziom. Nie używałem magii i pakowałem tylko w siłę i obronę zwykłego rycrza. Tak czy inaczej. To solidna produkcja na wiele godzin. Jak ktoś lubi metroidvanie z wymagającą walką to warto. Miło, że gra została wydana po polsku. Jakby ktoś chciał zagrać w podobną grę i bardziej mroczniejszą to polecam Vigil: The Longest Night.
Wczoraj odpaliłem z ciekawości wersję na Nintendo 64 i zarwałem nockę. To tylko świadczy jak świetna jest to gra, że nawet w takiej formie wciąga.
Dziś zaliczona. 1000 uratowanych mudokanów, 45h na liczniku. Nie zmieniam zdania o grze.
2025 i wciąż nie da rady pograć na nowszych systemach. Wielka szkoda. Pozostały tylko wersje z konsol odpalane emulatorami.
Fani Deadspace muszą zagrać. Niby celowniczek, ale fabuła wciąga. Rozgrywka jest długa i wciągająca. Ciągle coś się dzieje i są emocje. Grafika wiadomo jaka, bo to wii, ale jak odpalisz na emulatorze z upscalowaniem rozdziałki to wygląda całkiem spoko. Polecam zagrać.
Po demku muszę stwierdzić że szykuje się metroidvania prima sort. We wrześniu wychodzi wersja fizyczna na switcha.
Pamiętam materiał o tej grze w programie Cyberia z 1997 jeszcze zanim miałem PC. Abe zrobił na mnie tak duże wrażenie, że rok później kupiłem go w sklepie jako drugą oryginalną grę na swój pierwszy komputer. A jak wiadomo to były czasy, że w sklepie rzadko kupowało się gry. Po tylu latach dalej urzeka filmikami, muzyką, poziomem trudności i przede wszystkim magią wykreowanego uniwersum.
Nie radzę sugerować się niskimi ocenami i negatywnymi opiniami. Długo zwlekałem z zagraniem w Soulstorm mimo tego, że jestem z tą serią od samego początku. Miło się rozczarowałem, bo im dłużej grałem tym gra bardziej mi się podobała. Nowości urozmaicają rozgrywkę. Np. taki crafting daje wiele możliwości pokonywania przeciwników. Z kolei "tower defense" to fajne wyzwanie wymagające planowania i szybkiej reakcji. Gra jest trudna, momentami nawet frustrująca, ale przejście danego segmentu daje ogrom satysfakcji. Póki co jestem w Necrum i jak do tej pory mam 100 % uratowanych mudoków.
Jak ktoś nie grał lata temu i trafi na promocję to warto zagrać. Zwłaszcza jak jesteś fanem filmu. Natomiast jako nowy produkt nie zasługuje na ponad 100zł. Jedynej zmiany jakiej się dopatrzyłem to większa rozdzielczość i poprawki graficzne. Cała reszta to ta sama gra, co kiedyś. Nawet nie chciało im się błędów poprawić. Np. przy wysadzaniu bazy w cutscence giną również twoi towarzysze, którzy nic nie robią... stoją i giną w ogniu... te całe poziomy zaufania, testy itp. są tak samo zbędne jak w pierwowzorze, bo i tak jest wszystko losowe. Ratowanie kogoś z bazy i wleczenie ze sobą robi się tylko dla pomocy przy otwieraniu wybranych drzwi lub wybijaniu potworów. Po przejściu do kolejnej lokacji towarzysze znikają... No i zabawne są te błędy jak rozwiążesz jakąś łamigłówkę na chybił trafił i nagle teleportuje się obok ciebie jakaś postać, która miała ci pomóc w jej rozwiązaniu, a ty jej nawet jeszcze nie spotkałeś... no i usunęli utwór Salivy z creditsów. Bardzo słaby i leniwy remaster. Dodam jeszcze, że gierka na maks 3h i to przy założeniu, że będziesz ginął i lizał ściany.
Co on gada za głupoty. Obecnie gra jest tak prosta, że nie w niej praktycznie żadnej frajdy.
Mało kto wie, ale ta gra wyszła w Polsce po polsku z pełnym polskim dubbingiem. W cutscenkach są prawdziwi aktorzy jak w Red Alert. No i gra jest z 1998, a nie 2000.
Kolejna przygodówka od Cryo. Na współczesnym sprzęcie nie do odpalenia. Ale jakby ktoś chciał to można uruchomić na wirtualnej maszynie pcem pod win95.
Po przejściu świetnego remajku 2 wziąłem się za tego czeskiego bękarta. Na emulatorze działa bez problemu. Póki co gra mnie wessała i jest dobrze.
Ale żeś odpłynął. Samael w Silent Hill 2 niby gdzie? Aczkolwiek jako fanowska teoria może być.
Już jestem pod koniec gry i spokojnie mogę powiedzieć, że jest to remake na miarę Resident Evil 2 od Capcomu. Rozwaliło mnie wczoraj jak na etapie więzienia schowałem się w pokoju przed jedną z pielęgniarek i chciałem w spokoju przeczytać notatnik na stole. Ta cholera zbliżała się tylko wtedy jak czytałem notatnik. Jak go odkładałem to się oddalała :D za n-tym razem się wkurzyłem i mówię: No nie... to nie może tak działać... i czytam już do końca i wtedy weszła do pomieszczenia :D gacie pełne :D
Gram już z 3h i klimat oryginału zachowany plus gra daje coś od siebie. Optymalizacja też dobra i działa bez problemu na domyślnych ustawieniach na budżetowym laptopie. No i muzyczka cud miód.
Właśnie wyszedł świetny mod do Blooda https://www.moddb.com/mods/blood-what-lies-beneath Nowe nieliniowe mapy, przeciwnicy, bronie, grafika, cutscenki itd.
"chyba że Billy pierdo** akurat jakieś smuty, bo tutaj zdarza mu się to co chwile." bo to ma być poważny dramat wojenny :D
Ukończyłem i daję sobie spokój. 54 level, poziom weteran i w zasadzie nic nie stanowiło wyzwania dla mojej postaci. Jeszcze z ciekawości zmieniłem poziom na wyższy i to samo. Przeciwnicy padali jak muchy. Zakończenie i fabuła taka sobie. Mam wrażenie, że już Diablo 3 miało lepszy wątek fabularny mimo kolorowej oprawy.
U mnie niestety totalnie nie grywalna. Mimo, że działają mi współczesne tytuły bez żadnego problemu to tutaj nie byłem w stanie grać nawet na niskich detalach. To dosyć dziwne, bo same otoczenie jest dosyć ubogie, a walki są tylko z pojedynczymi przeciwnikami. Z tego, co czytałem wiele osób ma problemy z wydajnością nawet na potężniejszych kartach graficznych. Ja rozumiem, że tutaj starali się oddać mimikę twarzy itp., ale mogli się postarać o lepszą optymalizację.
Już jestem pod koniec gry więc coś tam mogę ocenić. W zasadzie jest to ta sama gra, co poprzednio tylko biega się z oddziałem, a nie solo. Cała reszta to powtórka z rozrywki czyli ostra nawalanka, która lubi windy między poziomami. Gra się przyjemnie, ale gdyby trwała więcej niż 6 godzin to stała by się bardzo monotonna. Niestety baty należą się twórcom za naprawdę kiepski stan techniczny gry. Przy optymalnych ustawieniach rozgrywka potrafi przyciąć, tła i tekstury są rozmazane, a czasami modele nie wgrywają się i na ekranie biegają np. same bronie lub postacie bez broni. Gra nie oferuje jakiejś niesamowitej grafiki na 2024. Zwłaszcza w zamkniętych pomieszczeniach, które są pustawe, a i tak technicznie nie domaga. Jak ktoś jest fanem Warhammera to zagrać i tak musi, bo klimat jest nieziemski, ale nie przy cenie ponad 200zł.
Kompletnie nie wiem jak ocenić Diablo IV. Z jednej strony gra jest mroczna/gotycka i podobna do Diablo 2. Ma bardzo ładną grafikę i klimatyczną muzykę. Natomiast po osiągnięciu około 30 poziomu moja postać stała się niepokonana (Tak gdzieś do 15 poziomu było jakieś wyzwanie) Przedmioty legendarne i złoto leją się strumieniami, a bossowie nie stanowią żadnego problemu. Gram na poziomie weteran. Jedynym najwyższym dostępnym po zainstalowaniu gry. Owszem mógłbym szybko ukończyć grę omijając zadania poboczne żeby odblokować wyższe poziomy, ale to kompletnie bez sensu. Fabuła jest ok, choć lore Diablo jest już przesadnie rozbudowany i psuje wcześniejszą tajemniczość tego świata. Side questy są mocno średnie i jakoś nie motywują do latania po dużej mapie. No i w grze jest od groma mechanik, surowców itp. Tylko nie wiem po co, bo przy zerowym wyzwaniu wystarczy rozwijać postać w standardowy sposób.
Już dawno fani dokonali kilka lat temu wypuszczając jeden plik dll który pozwala odpalić grę na nowszych systemach z obsługą nowych padów itd.
Ciekawe, że gra miała skomponowaną muzykę audio na płycie, ale twórcy coś skopali i w grze działały tylko midy. Jak pogrzebie się w sieci to można znaleźć specjalny plik który umożliwi odpalenie muzyki audio w grze, którą można zrippować do formatu mp3.
Nie wiem jaka gra była na premierę, ale ponoć miała sporo błędów, co obniżyło odbiór gry. Ja gram od tygodnia i jestem oczarowany, bo wciągnęła mnie jak bagno. Super oddany klimat drugiej wojny światowej, fajni bohaterowie i wysoki poziom trudności bardzo ciekawych misji. Jedyne co mi się nie podoba to skopany dubbing. Raz postacie mówią po angielsku, raz po polsku, raz po niemiecku. Psuje to immersję, ale da się przyzwyczaić. Studio wydaje niedługo nową grę w czasach powstania warszawskiego. Jeśli będzie tak dobra jak War Mongrels to nie mogę się doczekać.
Graficznie wygląda okropnie. Te postacie jakby wyjęte z nowych filmów Disneya albo gier mobilnych :D
Udało mi się odpalić polską pudełkową wersję z dodatkiem na win11. Trzeba użyć Unofficial Steam patch, który eliminuje problem z niewspieraną kartą graficzną. Z kolei dodatek Sentinels w win11 kompletnie się nie uruchamia. Tutaj jest rozwiązanie w postaci sfixowanego exe w wersji 1.1 który można ściągnąć z gamecopy world. Wszystko śmiga bez problemu. Niestety nie da rady przenieść polskich plików i spolszczyć wersję ze steam czy gog.
Jakby ktoś miał problemy z klatkowaniem na nowszych systemach to powinien użyć moda PureHD który naprawia problemy z płynnością gry. Działa z polską wersją płytową i cyfrową.
Bardzo fajna gra. Jeśli ktoś tęskni za klasycznymi residentami to polecam zagrać. Czuć, że to gra budżetowa małego studia. Kuleją dialogi, animacje i modele postaci plus niektóre łamigłówki wymagają sporego cofania się i można zapomnieć lub nie skojarzyć czegoś. Mimo tego dwuwymiarowe tła, dobra muzyka, wymagające zagadki, fajne potwory nadają tej grze mocnego klimatu i przykuwają na te 10h.
Mega pozytywne zaskoczenie. Jedna z oryginalniejszych gier w jakie grałem. Rozwalanie hord zombie daje mnóstwo radochy plus specyficzny japoński humor i wymagająca rozgrywka. Gra może wydawać się frustrująca, ale jeśli pozna się mechaniki, użyteczność poszczególnych sklepów oraz pomoce, które można odblokować w trakcie gry to nie ma problemu z jej przejściem. Nie mogę się już doczekać remastera.
Polska wersja nie działa na win 10 i 11, ponieważ miała zabezpieczenie safedisc, które zostało później przez Microsoft usunięte w najnowszych wersjach systemu. Jedyny sposób żeby zagrać to skrakowana wersja angielska, która ma usunięte zabezpieczenie. Do polskiej wersji nikt do tej pory nie zrobił fixa więc pozostaje grać po angielsku. Niestety poprawiony angielski plik exe nie działa z polskimi plikami. Jak ktoś jest dociekliwy to może tak pozmieniać nazwy plików w folderze, że gra odpali z polskim dubbingiem, ale za to napisy i niektóre grafiki będą po angielsku. Jest jeszcze opcja, że ktoś znający na programowaniu poprawi polski exe do gry.
Bardzo mi się podobała. Wielki plus to oprawa audiowizualna i walka. Zombiaki wyglądają naprawdę paskudnie. Zakończenie niestety w stylu... wydamy DLC to się dowiesz, co będzie dalej. Tak czy inaczej seria Dying Light i Dead Island to najlepsze gry o zombie.
Zdecydowanie najlepsza z nowej trylogii. Fajny mroczny klimat i nieumarli naziole. Szkoda, że nie pojawiła się postać Himmlera tylko jakaś Helga, ale i tak atmosfera takiego Wolfa najlepiej mi pasuje. Co jak co, ale z okultyzmem nazistom zawsze do twarzy.
Gierka mi się podobała, ale Old Blood czy New Order był zdecydowanie lepszy. Miałem wrażenie, że brakowało im pomysłów. Zakończenie też było trochę słabe. Zero jakiegoś fajnego bossa plus jakieś głupawe akcje z tą imprezą urodzinową lub totalna żenada z Anią pod sam koniec. Ja wiem, że to było nawiązanie do klasycznej okładki Wolfa 3d, ale po co? Na co?
Najgorszy Fallout w jakiego grałem. Początkowo miałem nadzieję, że uproszczenia zostaną wynagrodzone ciekawymi questami i eksploracją. Nic bardziej mylnego. Im dalej grałem tym bardziej czułem, że tracę czas i chciałem jak najszybciej ukończyć tą grę. Zadania poboczne poza paroma wyjątkami są nudne. Postacie słabo napisane. Dialogi to kpina. Większość gry to pójście z punktu A do B i wybicie mnóstwa przeciwników i zabranie czegoś. Wybory są bardzo okrojone i nigdy nie dają satysfakcji jak np. New Vegas gdzie zawsze dało się kombinować i sprawiało to multum frajdy. Świat ma sporo lokacji, ale co z tego jak to tylko budynki pełne wrogów do ubicia. Mam wrażenie, że gra była robiona na szybko. Plus za muzykę, ładne animowane motywy inwentarza, widoczki. Niestety to za mało. Najgorsze jest to, że znajdą się osoby, które uważają tą grę za arcydzieło, a Bethesda zrobi po raz kolejny to samo w Fallout 5... oby nie :(
Myślę że Spiderweb Software podoła wyzwaniu. Mają wieloletnie doświadczenie w robieniu rozbudowanych cRPG :D
"Kilka tygodni temu solidne baty otrzymał trzeci „Simon the Sorcerer”, tamta gra przy produkcji Capcom to jednak mistrzostwo świata." że co?! xD
Jako fan serii mogę powiedzieć, że dupy nie urywa. Fakt gra się dobrze, ale całość sprawia wrażenie gry taniej i budżetowej. Ktoś mocno chciał żeby w grze była fabuła i dialogi, ale jest to takie nijakie, że je przewijałem. Grafika wygląda jak z gry na smartfona, a zakończenie to kilka komiksów z podpisami. Słabe to jak na taką znaną markę. Postrzelać sobie można, ale jak cena mocno zleci w dół. Za pełną cenę nie warto. Lepiej zagrać w klasyczne Contry z konsol 8 i 16 bitowych.
Wizualnie bardzo ładna. Muzykę skomponował Sigur Rós! Ale sama rozgrywka zbyt prosta. Przypomina grę dla najmłodszych... a wyzwania w grze są naprawdę proste i powtarzalne.
Czytając niektóre komentarze i recenzje spodziewałem się totalnego szamba, a gra okazała się całkiem przyjemnym niskobudżetowym fpsem. Owszem gra jest krótka, trochę niedorobiona technicznie, ale walka z zombie na tle Vietcongu ma swój urok i wciągnęła mnie do samego końca. Ja się dobrze bawiłem i polecam zagrać.
Całkiem dobra gra choć momentami cierpi na powtarzalność. Broni ją na pewno klimat i całkiem ok muzyka. Trzeba też ograć DLC, które jest zakończeniem historii. Minusem tego DLC jest to, że tracimy wszystkie skille i trzeba zacząć od nowa, a potwory są dosyć silne.
Fajny średniaczek w klimacie filmu. Spodziewałem się byle czego, a gierka nawet daje radę. Na nowszych systemach trzeba pobawić się w opcjach gry, bo inaczej ekran może migać. Na win11 działa bez problemu.
Ocena może zniechęcić potencjalnego odbiorcę. Gry-online często wyskakują jako pierwsze w wyszukiwarce i mogą takimi durnymi ocenami psuć odbiór naprawdę dobrych gier.
Powinno się wyłączyć oceny na tym portalu. Większość oceniających to jakieś trole albo frustraci, którym gra się zacinała lub nie mieli na nią pieniędzy :D
Dla fanów filmu pozycja obowiązkowa. Fabularnie lepiej niż wszystko to, co wyszło po 2. Jeden tylko minus, że znana piosenka z filmu gości tutaj tylko przez kilka sekund na początku i końcu gry. Był chyba problem z prawami autorskimi...
Polska wersja najprawdopodobniej nie powstała. Ciekawy artykuł o grze https://chaosedge.wordpress.com/2009/09/09/the-myth-behind-mythora/ Mam wersję angielską i działa pod win11.
Niech jakiegoś Fallouta zrobią, bo inaczej znów dostaniemy drewnianego fpsa z otwartym światem xD
Bardzo nierówna. Miała swoje momenty/fajnych przeciwników, ale czasami dłużyła się niemiłosiernie tak jakby twórcom brakowało pomysłów. Fabuła też nieciekawa. Takie pomieszanie z poplątaniem. Trochę motywów z Silent Hilla + trochę z Resident Evila. Ogólnie mało angażująca fabuła, która starała się być ambitna a wyszło średnio. Momentami zmuszałem się żeby grać dalej. No i mega były irytujące te powolne otwieranie drzwi i sytuacje gdy bohater szedł powoli. Tak jakby twórcy na siłę kazali nam przestać się spieszyć i gapić na ściany. Teraz gram w 2 i mam cichą nadzieję że będzie lepsza od 1.
Jak ktoś jeszcze skusi się na wydanie pudełkowe to musi się liczyć z tym, że jego klucz może nie działać. Niestety na rynek trafiło sporo kopii z błędnymi kluczami. Mi na szczęście sklep wymienił klucz z innego pudełka. A sama gra nie jest taka zła i warto zagrać.
Trzeba wspomnieć w artykule, że trzeba mieć starego androida, bo na aktualnym tej gry nie można pobrać!
Mi ten prolog w 2 kompletnie nie przeszkadzał. Był przepełniony treścią o podobał mi się.
Bardzo wciągająca, ale mam wrażenie, że bardzo krótka i czuję niedosyt. Całość przeszedłem w kilka dni grając wieczorem dodatkowo starając się wykonać wszystkie zadania i zbadać każdy kąt. Tak czy inaczej jak ktoś lubi klimat fallouta powinien zagrać.
Czy ktoś wie czy w przyszłości będzie można kupować broń przez laptopa? Bo na początku nie ma takiej opcji.
Ta gra jest dla filmu Aliens tym czym była Izolacja dla Ósmego pasażera Nostromo. Klimat Aliens wylewa się wiadrami z monitora i przeżera podłogę do sąsiadów. Wysoki poziom trudności jeszcze bardziej podkręca napięcie w trakcie misji. Tak samo muzyka i mrugnięcia do fanów. Rozwalił mnie tekst Marine, który stwierdził, że każdy dzień w piechocie morskiej to jak dzień na farmie. Albo po wejściu do stołówki z pytaniem czy mają tam ciasto kukurydziane (bardzo zdrowe tak przy okazji;) Jest to jedna z tych gier które gram i nie mogę oderwać się od monitora i niestety wiem, że kiedyś się skończy :/ Coś pięknego.
Kto zaniża oceny takich gier?! Trzeba być niespełna rozumu. Remake kapitalny. Nie mogłem się oderwać do samego końca.
Kolejna gra która na siłę próbuje wmówić obecnym pokoleniom, że czarny wiatraczek nazistów nie istniał, a zamiast tego był krzyż.
Dla samej muzyki i wizji artystycznej warto zagrać. Etap w chmurach będę pamiętał przez lata. Coś pięknego.
Miało być mrocznie i Lovecraftowo, ale pograłem godzinę i kompletnie tego nie czuję. Gdyby jeszcze styl graficzny byłby mroczny, a tutaj taki nie jest.
Fallout 2 <3 do końca życia. Gra która pokazała mi czym są gry cRPG. Poznana dzięki pełniakowi z CD-Action w 2000 roku. Była tak intrygująca, że grałem ze słownikiem angielskiego na kolanach, bo chciałem w 100% wiedzieć o czym mówią postacie w tej grze. Później granie w F2 to był już rytuał. Wolny czas (boże narodzenie/ferie zimowe). Do dziś pamiętam jak zasypiałem w pokoju gdzie stał stół bożo-narodzeniowy. Matka robiła dużo żarcia, a ja zasypiałem i myślałem o Falloucie... o Rose''s Bed and Breakfast i jej omletach. To była magia... Piękne czasy.
Mandalorian, Boba Fett i Obi Wan wciągnęły mnie od razu. Natomiast Andor mnie nudzi. Obejrzałem pierwsze 3 odcinki i historia jest nieciekawa. Mimo super wykonania serial jest mi obojętny póki co...
Szykuje się petarda. Mody do F2 wyszły im znakomicie. Nic tylko czekać, co nam przyszłość przyniesie.
"Pierwsze Super Mario Bros. ukazało się w 1983 roku jako gra arcade." Widać, że piszący artykuł "zna" się na temacie xD
Gdyby Amnesia miała porządnego głównego antagonistę to byłby kozacki tytuł. Niestety strasznie się zawiodłem w końcówce. Potworów też nie ma dużo i unikanie ich jest tylko symboliczne. To nie Obcy izolacja gdzie zagrożenie wciąż gdzieś krąży. Tutaj staniesz w ciemnym koncie, zakryjesz się wiaderkiem, popatrzysz w ziemię i potwór zniknie... słabo...
Jestem oddanym fanem serii od lat i długo się broniłem przed tą częścią. Ogólnie jest przeciętnie, momentami nawet dobrze. Mam wrażenie, że twórcy bali się kontynuować wydarzenia z oryginalnej trylogii. Gra stara się stworzyć serię od nowa i jednocześnie mrugać do staruszków. Nie jest to do końca reboot, bo miasto z nowego Thiefa to te stare tylko po setkach? lat. Ludzie dawno zapomnieli o bogach, a obecny Garett to jakaś inkarnacja. Nie będę zdradzał fabuły i wszystkich lokacji, ale tak, to jest to samo uniwersum. Dla przykładu zwiedzamy szpital dla obłąkanych, który kiedyś był domem wdowy Moiry z Deadly Shadows. Niestety gra jest krótka, niektóre etapy są jakby wstawione na siłę. Nie ma tu też tej magii i tajemnicy, które nie pozwalały przestać myśleć o tym uniwersum. No i te loadingi/animacje otwierania okien, przeciskania się między belkami to jakiś koszmar. Za grosze jednak można zagrać i nie uważam, że totalnie straciłem czas.
Obcy na ziemi i to w średniowieczu... kolejny głupi pomysł. Tak samo jak w zbliżającym się serialu.
Bardzo dobrze, że anulowali. Wyszedł by kolejny przeciętny film na podstawie "gierki" o którym by wszyscy zapomnieli miesiąc po premierze.
Gra kultowa, która mimo upływu lat dalej jest w mojej głowie. Wszyscy dookoła ją miło wspominają i w momencie premiery miała świetny odbiór. Myślę sobie wejdę na gryonline, profesjonalny portal o grach i zobaczę, co tam o Alicji pisali w recenzji 20 lat temu... a tutaj ocena 6/10. Czy to jest jakiś kiepski żart?
Czy ktoś się orientuje czy Złota Edycja miała dubbing? Wersja od Ubi ma napisy. Nie pamiętam jak było z extra klasyką. Na gryonline są napisy i dialogi...
Obejrzałem trailer i wygląda mało interesująco... zresztą wszystko po IV nie wciągnęło mnie na dłużej.
Ciekawe jaki był cel braku możliwości nadpisywania stanu gry. Nagle się okazało, że pod koniec gra ładowała się kilkadziesiąt sekund. Nie mówiąc tu o uruchomieniu samego programu... Oczywiście rozwiązaniem było ręczne usunięcie sejwów z katalogu gry. Wieśka numer 2 w końcu ukończyłem, ale technicznie to chyba taki Gothic 3... Mimo 11 lat dalej trzeba się męczyć z partactwem programistów by całkiem fajna gra sprawiała radość.

W opisie jest błąd, bo gra jest z polskim dubbingiem.
Nie czuć tego klimatu z początku pierwszej części Terminatora. Mapa jest strasznie pusta i mało w niej detali. Fajniej jakby było ciemniej i mroczniej.
Zagrałem wczoraj z ciekawości w demo i nie mogłem się oderwać. Super gra z ładną grafiką, muzyką i ogólnie klimatem. Fajny pomysł z robotami EMI które podbijają, co jakiś czas ciśnienie. Dziwne, że gra ma taką niską ocenę na stronie...
Pograłem z półgodziny i myślałem, że umrę z nudów. Grafika piękna jak żywcem wyjęta z komiksu, ale gameplay leży. Wrogowie się powtarzają, zero jakiś fajnych znajdziek i bonusów, które by urozmaiciły rozgrywkę. Już lepiej zagrać w oryginał z automatów.
Czy ktoś posiadający tą grę na Switcha może potwierdzić, że są tam polskie napisy? Bo na golu pisze, że są. Natomiast na nintendo shopie w opisie ich nie ma.
Ta gra jest jak kokaina :D Na chwilę odpaliłem, bo zawsze u mnie gościła na dysku tylko trójeczka, a tu drugi tydzień już się zagrywam.
Grałem na wszystkie możliwe ustawienia. Problem jest taki, że postać za wolno zakręca przy użyciu strzałek klawiatury. To widać na gameplay'ach jak ludzie czasem wbiegają w ściany. To jest strasznie irytujące. Nie mówię już o takich idiotyzmach jak doznawanie obrażeń przy zbieganiu ze schodów, co może się skończyć śmiercią postaci... W Nocturne latarka jest praktycznie bezużyteczna, bo bardzo szybko się rozładowuje. Kamery to też osobna bolączka, bo zwyczajnie czasem nie wiadomo gdzie iść. W residentach było to świetnie zrobione, a tutaj słabo. Nocturne jest pełny wkurzających rzeczy i szkoda o tym się rozpisywać. Miałem czasem wrażenie, że gram w jakąś betę, a nie finalny produkt. Dla mnie tylko klimat ratuję tą grę.
Moja ulubiona część. Wyglądała najlepiej ze wszystkich klasycznych odsłon. Etapy były dobrze zaprojektowane i nie miało się uczucia, że wszystko jest kopiuj/wklej. Klimat Egiptu robił dobrą robotę i idealnie pasował do Tomb Raidera.
Trójeczkę kupiłem w Empiku i była to jedna z nielicznych oryginalnych gier jakie posiadałem w tamtym okresie. Graficznie była zdecydowanie ładniejsza od 2. Fajnie wyglądały te efekty na wodzie i łuski od pocisków upadające na ziemię. Tutaj również poległem w niektórych poziomach, które były mocno pokręcone. Najbardziej dał mi popalić poziom w metrze. Ten miejski epizod w Londynie niezbyt mi się podobał. Za to poziom na wyspie z dinozaurami był epicki.
Mój pierwszy Tomb Raider, który odpaliłem w 1998 roku przy okazji zakupu pierwszego komputera. Grałem w wersję demo z płytki dołączonej do karty Voodoo. Oczywiście mocno się zawiodłem, że to wersja demonstracyjna, a termin ten był mi wtedy nieznany. Gra zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie choć była trudna jak diabli i musiałem czasem oszukiwać kodami, które wklepywało się wykonując określone ruchy postacią. Był nawet kod na wysadzenie Lary w powietrze :D
Ta część ma hipnotyzujący kawałek w save roomach. Często go słucham dla relaksu i wprowadzenia w specyficzny trippowy nastrój. Natomiast sama gra to już średniaczek, ale pograć można jeśli jest się fanem serii.
Ta część powinna być oficjalną kontynuacją 2 z psx1. Od razu to czuć od samego początku, bo pełno tu archaicznych rozwiązań, których już nie było w 3. Nawet odgłosy zombie są żywcem wyjęte z części 2. Nie zmienia to jednak wrażenia z gry, która jest wymagająca, klimatyczna z fabułą rozłożoną na dwa duże scenariusze. Wielka szkoda, że Capcom nie wypuścił jakiejś reedycji na steam, bo jeśli ktoś nie był konsolowcem to pozostaje tylko emulacja.
Pamiętam, że w Empiku było specjalne stanowisko z przymocowanym gameboyem i doomem do pogrania. Niestety port na gba dupy nie urywa. Gra jest ocenzurowana, plansze są uproszczone i pozbawione detali. No i nie wyobrażam sobie przechodzić tej gry na klasycznej konsoli advance, bo wszystko jest mega ciemne. Na SP i DS ma to już sens jeśli ktoś chce pograć.
Gierka wycisnęła wszystko, co najlepsze z małej konsolki. Szkoda tylko, że taka krótka co jest niestety cechą charakterystyczną tej serii.
Bardzo fajna strzelanka w stylu metal sluga i mega mana. Niestety bardzo słabo się sprzedała mimo dobrych recenzji. Warto ograć.
Uwielbiam ten film za zwariowany klimat i postacie. Nawet fabuła jest tak absurdalna, że aż fajna. Choć przyznam, że za dzieciaka oglądając go czułem się jak podczas odpalenia pegasusowego kartridża z dziwaczną naklejką i nieznaną zawartością w środku.
Właśnie przechodziłem Circle of Moon na konsolce. Fajnie, że to wreszcie wydali na steam.
Serduszko szybciej zabiło, ale po ostatnich odsłonach wstrzymam się z szampanem na później.
Czyżby Neo szkolił nowych bohaterów? Ktoś kiedyś pisał, że Morfeusz będzie przedstawiony jako młodsza postać, a głównym bohaterem będzie kobieta.
Z tym "niegrywalna" to autor tekstu chyba odpłynął i to mocno. Niedawno 1 przechodziłem jeszcze raz na emulatorze ps1 i dobrze się bawiłem. Zresztą cała seria jest fajna.
Wczoraj przy okazji oglądania gameplayu Wonzia przypomniałem sobie o tej grze. Fakt, że w momencie premiery była zabugowana (poprawiona oficjalnymi łatkami), ale moim zdaniem była to produkcja bardziej ambitniejsza od Half Lifa. Ten ostatni owszem jest super jak najbardziej, ale to Sin miał alternatywne ścieżki ukończenia poziomów (co oczywiście wpływało na początek kolejnego) oraz większą interakcję z otoczeniem, co zachęcało do eksperymentowania. Dodatkowo dochodzą świetna narracja i muzyka. Wszystkie te detale wpływały na immersję w grze. W Sina i dodatek Wages of Sin po prostu trzeba zagrać, bo to naprawdę świetne gry i moim zdaniem niesłusznie zapomniane.
Fajny mroczny klimacik, ale ostatni poziom z bossem mnie nie zachwycił. Często miałem wrażenie jakby niektóre misje były niedopracowane zwłaszcza te ostatnie. Dodatkowo gra jest bezlitosna na poziomie normalnym. Snajperzy widzą gracza z połowy mapy i nie pudłują. Czasem ich nie widać, bo są poza zasięgiem pola widzenia. Tak samo starcia z żołnierzami wyposażonymi w karabiny desantowe to jakaś masakra... dla mnie to był festiwal f5-f9 bo dziady zabijały mnie jednym lub dwoma strzałami. Najgorsze były sytuacje gdy ilość życia była minimalna i brak osłony, co równało się serią powtórek i masą frustracji. Ścieżka dźwiękowa jest niestety uboga. Te powtarzające się bębny w trakcie misji były męczące. Zdecydowanie wolałbym jakieś klimatyczne ambienty, które towarzyszyły ostatnim misjom.
Ciekawe czy Obcy będzie albinosem
Ciekawe co tam u Jeremy'ego Soule'a :D
Trailer wygląda kozacko. Jeśli gra będzie dobra to nie przeszkadza mi zmiana na coś innego. Zwłaszcza, że seria po 3 to już odcinanie kuponów.
W swojej kolekcji mam setki gier na różne platformy i kolekcję audio. Mam płytki tłoczone w latach 80 np. Jean Michel Jarrea. Wszystko działa znakomicie tak samo kartridże i dyskietki. Jedynie trzeba o to dbać :) Problem zdarzył mi się tylko z filmem Aliens, który kupiłem w Empiku koło 2000 roku, bo powierzchnia płyty zaczęła nachodzić z czasem lepką warstwą, co uniemożliwiło odczyt.
Całkiem solidny dodatek. Trochę szkoda, że wątek księgi jest trochę nijaki i polega na oddaniu jej właścicielowi lub zabraniu do Dunwich. Za to quest z chińskim szpiegiem bardzo fajny.
Nudny i krótki dodatek opierający się głównie na strzelaniu. Jedyny plus do możliwość zdobycia pancerza wspomaganego w wersji zimowej i karabin gaussa.
Jakby ktoś chciał zassać soundtrack z gry to zapodaję link do strony twórcy https://pec.smcdp-aws.net/welcome?key=5ED3381B-D443-1A16-81BB-6D3B4CB5E39A
Faktycznie w dniu premiery cena była wysoka, ale szybko gra staniała. Nie rozumiem tylko jak można ją ocenić na 5 jako słabą. HoD 1 i 2 to kultowe strzelanki z automatów, które dają masę radochy. Wersje PC były także całkiem dobre.
Bardzo fajna strzelanka. Idealnie nadaje się na odprężenie po ciężkim dniu. Bossowie byli naprawdę pokręceni, zwłaszcza gigantyczny zombie leniwiec :D
A ja polecam mody 1.5 i Nevada, które spokojnie mogły by być osobnymi grami sprzedawanymi w sklepie. Przechodząc je czułem się jakbym przeniósł się do lat 90 i przechodził Fallouta od nowa, ale uczestniczył w innej historii.
Problem ze sterowaniem praktycznie znika po podłączeniu myszki do psx. Można też grać z myszką na emulatorze. Emocji jest naprawdę dużo i gra mocno wciąga klimatem.
Po podłączeniu myszki do konsoli to już zupełnie inna gra. Większość recenzji narzekało głównie na niewygodne sterowanie padem (choć za młodu nie takie rzeczy się robiło). Z myszką gra się wybornie i takich żołnierzy załatwia się jednym strzałem. To samo tyczy się obcych, których można teraz zdjąć w trakcie skoku. Klimat wylewa się z monitora i nie wiem czemu, ale całość bardzo przypomina mi System Shocka.
czy ktoś byłby w stanie podzielić się polską wersją Rage of Mages? Angielską można kupić na gogu, ale polska jest nie do zdobycia nigdzie...
Czy tylko ja zauważyłem, że modele niektórych postaci np. Andariel są teraz ocenzurowane?
Jakby ktoś chciał zobaczyć jak ta gra wyglądała to zrobiłem gameplay na youtubie. Jest to dosyć przeciętna gra i szybko mnie wymęczyła. Nic dziwnego, że mało kto wie o jej istnieniu https://www.youtube.com/watch?v=EftzbiOKn9c
Wspaniały mod, który można by było spokojnie wydać jako oficjalną grę. Klimat jest cięższy niż w Fallout 1. Przykładowo wchodzimy do jednej lokacji w której bezdomna dziewczynka próbuje okraść gangstera. Ten to zauważa i zabija ją na naszych oczach... Gra oferuje sporo wyborów i dosłownie ocieka klimatem klasyka. Ja czułem się jakbym wrócił do czasów młodości. Jedynie miałem problem z uwolnieniem ludzi w ostatniej bazie, bo po wyłączeniu generatora nr.2 byłem atakowany przez całe piętro. Moja postać nastawiona na retorykę liczyła, że da się to załatwić inaczej. Ktoś miał podobnie? Teraz ogrywam moda Nevadę i jestem tak samo oczarowany. Coś pięknego i szczerze polecam.
Czy tylko mi miasto w GTA2 przypominało klimatem Gotham City? :D Co do gry to była mocno podrasowana jedynka. Nigdy nie zapomnę jak w cd action została pojechana w recenzji za staroszkolność, ale na szczęście nie wpłynęło to na opinię graczy, co widać po komentarzach tutaj.
Lepiej grać z zainstalowanym restoration project, który łata grę i dodaje mnóstwo rzeczy i questów usuniętych z oryginału. Co do błędów o których piszesz to nie mam pojęcia czemu je miałeś. Dwójeczkę ogrywałem w latach 90' z patchem 1.02, a później wersję polską z extra klasyki. Przegrałem dziesiątki godzin i nie miałem żadnych błędów.
Zgadza się. Ja na szczęście kupiłem okazyjnie kilka lat temu bigboxa z mapą świata gry. Oczywiście wydanie brytyjskie, bo z polskiej dystrybucji jest praktycznie nie do zdobycia.
Był to mój pierwszy Final Fantasy w 3d i niestety nie mam o nim dobrego zdania. Fabuła jest kiepska i tylko ma swoje ciekawe momenty. O postaciach nawet nie wspomnę, bo zwyczajnie są głupio napisane i naiwne. Świat gry jest pusty i słabo zaludniony, a postacie które w nim żyją często nie mają nic ciekawego do opowiedzenia. Do systemu rozwoju postaci da się przyzwyczaić, ale trzeba poświęcić te kilka godzin na łażeniu po lokacjach i ssaniu wybranej magii. Magię w grze można rzucać na przeciwników i na siebie też. Tylko, że to się kompletnie nie opłaca, bo bez niej nie ulepszy się statystyk postaci. Wyszło na to, że przeszedłem grę nie używając magii na przeciwnikach. No może parę razy pod koniec... Animacje summonów wyglądają fajnie, ale trzeba je oglądać non stop za każdym razem. Spędziłem w grze chyba 80 godzin i rzygałem już tymi cutscenkami. Mimo wkurzania się przy grze trzymały mnie fajne walki z bossami i syndrom łapania/rozwijania pokemonów sorry summonów.
Tak samo dobrze bawiłem się jak przy Kijku Prawdy. Mam nadzieję, że kiedyś powstanie trzecia część.
Jedna z najlepszych gier na PS1. Jedyny minus to bardzo łatwy ostatni boss. No i ta muzyka, która ostro zapada w pamięć. Ostatnio ukończyłem ją na psp i w tą wersję warto się zaopatrzyć, bo oryginał na ps1 to wydatek rzędu kilku stówek...
Spolszczone są napisy w filmach i dialogach. Opisy w ekwipunku też są po polsku. Menu jest po angielsku, bo to nie jest tekst tylko grafika i trzeba by ją zmieniać. Nie wpływa to na jakość dobrej roboty tłumaczy.
Warto wspomnieć o patchu Veroka, który pozwala uruchomić grę na nowszych systemach. Dodaje muzykę i filmiki w wysokiej jakości oraz polskie napisy!
Mam prawie 70h na liczniku w grze i nie mogę się oderwać. Klimat jak za czasów starego Fallouta 1 i 2 + Tacticsa. Momentami jest ciężko i gra nie wybacza, ale daje daje dużo satysfakcji.
"Najmocniej dotknęło to grę Metroid II: Return of Samus, gdyż została ona wydana jedynie na Game Boya i ograniczenia tej platformy mocno dają się dzisiaj we znaki, a oficjalnie tytuł nigdy nie otrzymał odświeżonej wersji.
Źródło: https://www.gry-online.pl/opinie/najlepsze-darmowe-gry-bez-mikroplatnosci-odslona-druga/zd55c&STR=3" W 2017 wyszedł remake na 3DSa...
Wczoraj z ciekawości czekałem do tej 1:00. Nie łudziłem się nawet, że uda się ze switchem. Czekam i na liczniku jest 00:59:59... mija kilka sekund. Odliczanie się skończyło, a kodu brak... wchodzę na pocztę, a tam newslettera też brak. Wszedłem na stronę morele na facebooku, a tam ostre gromy w komentarzach. Okazało się, że część ludzi nie dostała nawet kodu rabatowego. Ja dostałem dopiero rano... Około 1:00 cała strona siadła i włączyło się odliczanie w koszyku z informacją o kolejce, bo jest dużo wejść na stronę. Najzabawniejsze i jednocześnie przykre to sytuacje jak ludzie faktycznie otrzymali kod i wpisali go w koszyku 1:00:02, a kod już był nieaktywny lub w trakcie płatności cena wróciła na starą. Szkoda czasu na takie promocje i jedna wielka błazenada ze strony sklepu, że nie są w stanie ogarnąć tematu.
Kilka dni temu ukończyłem Shogo tym razem w polskiej wersji, a ostatnio grałem 20 lat temu w wersję z cd action. Byłem w szoku jak mało pamiętałem tą grę. Oczywiście klimat dalej jest przyjemny, ale... misje na piechotę to totalny hardcore w porównaniu do mechów. Nie pamiętałem, że w grze jest dziwny system, który pozwala zabić postać jednym strzałem wroga. Jedyny plus, że za celne strzały dostajemy bonusy w postaci punktów zdrowia. W pewnym momencie zwątpiłem czy gram na poziomie normal. Niestety żonglerka F6/F7 była dosyć częsta. Gra ma dwa zakończenie i można podejmować wybory w trakcie gry, co skutkuje odwiedzaniem innych lokacji. Niektóre poziomy sprawiają wrażenie niedokończonych lub zbyt krótkich. Samo przejście gry to góra dwa wieczory.
Zdecydowanie najlepsza z całej trylogii. Sam nie wiem czemu, ale bardzo mi przypominała F: New Vegas. Może przez podobną kolorystykę lokacji? Jedyne co mnie rozczarowało to zakończenie. Jak ktoś przeklinał Cień Czarnobyla za niedoróbki i irytujący poziom trudności to powinien zagrać w Zew Prypeci, bo to zupełnie inny poziom.
Ciężko mi polecić tą grę komukolwiek, bo można mocno się od niej odbić. Cień Czarnobyla mimo upływu lat jest dalej zabugowany (grałem w wersję gog), co doprowadza do mega irytacji. Do tego dochodzi wysoki poziom trudności, dziurawa fabuła i mnóstwo rzeczy, które wkurzają jak np. brak możliwości naprawy sprzętu. Grę ukończyłem dzięki klimatowi potęgowanemu przez świetną polską wersję językową. Najbardziej wkurzające były błędy, kiedy skrypty nie uaktywniały się lub ostatnia lokacja pełna przeciwników, którzy odradzali się po wczytaniu zapisu (czasem przed samą postacią)... ale udało się ukończyć i wreszcie zacząłem grać w Zew Prypeci, który jest moim zdaniem znakomity. Czystego nieba chyba nie tknę, bo słyszałem, że jest podobnie zabugowany, co poprzednik. Na koniec dodam, że na szczęście istnieje bardzo dobra polska baza wiedzy o całej serii, co pozwoliło mi lepiej zrozumieć fabułę. Nie wspominając o innych decyzjach jakie można podjąć w grze, a naprawdę ochoty i nerwów nie miałem na ich sprawdzenie.
Wspaniała gra w którą pyka się tak samo dobrze jak kiedyś. O wiele bardziej rozbudowana od pierwszej części. Swojego czasu przeszedłem ją ratując wszystkich Mudokanów. Bardzo fajnie, że seria żyje do dziś, ale trochę szkoda, że tylko w formie remejków. W założeniu gier w świecie Oddworld miało być o wiele więcej o czym można było przeczytać w polskiej instrukcji wersji pudełkowej. Niestety dostaliśmy tylko dwie gry, całkiem w porządku Munch Oddysee i lekko dziwaczny fps Stranger Wrath. Oba w 3d, co lekko zmieniło klimat serii. Wczoraj z nudów odpaliłem Exodusa i grałem do 2 w nocy, a rano do pracy na 8....
Tyle szumu o tej grze jakby cała akcja gry była osadzona w obozie. Pewnie będzie mały fragment lub coś ala z ostatniego CoD.
Strasznie się namęczyłem żeby tą grę dziś odpalić na win7. Polska wersja nie współpracuje z patchami, które niby poprawiają sterowanie i zainstalowanie ich uniemożliwia odpalenie gry. Żeby było weselej to po skopiowaniu plików dgVoodoo do katalogu gry trzeba wejść w plik video.exe i u stawić rozdzielczość itp., bo inaczej gra nie odpali w domyślnych ustawieniach. Bardzo mały szczegół, ale tak wk***cy. Mimo wszystko gra ma fajny klimacik i od dawna się na nią czaiłem. Sterowanie mi nie przeszkadza, bo ukończyłem port Resident evil 4 na pc przy użyciu klawiatury :D
"W ramach ciekawostki wypada też przypomnieć, że powstała gra taktyczna na bazie filmu o tym samym tytule. Przynajmniej jej udało się zebrać sporo pozytywnych recenzji." Gra taktyczna? :D Może strategia?!
Grafika już mocno się zestarzała, ale jak siadłem kilka dni temu to przeszedłem grę jednym tchem. Świetna muzyka i wstawki filmowe z prawdziwymi aktorami dają grze mocnego kopa. W walkach z bossami można się trochę namęczyć, ale po wygranej pojawia się satysfakcja. Klimat starej filmowej trylogii jest mocno wyczuwalny. Warto zagrać nawet dziś.
Najgorsze jest to, że nie można już korzystać z klasycznego W3 bez tych wszystkich "ulepszeń". Dziś odpaliłem po roku battleneta w celu ogrania Starcrafta Remastered, a tutaj zonk bo zaczyna mi aktualizować W3 patchem, który ma 28 giga! Wszystko po to, żeby okaleczyć klasycznego W3 i zasrać mi dysk. Strasznie słabe z ich strony.
Stary dobry RE1 z paroma ulepszeniami. Za kilkadziesiąt złoty warto kupić jeśli ktoś gustuje jeszcze w tytułach na DSa. Pamiętam jak mi wywaliło światło na osiedlu lata temu i pykałem w Deadly Silence całą noc.
Ograłem na razie dwa początkowe levele na poziomie weteran i gra się bardzo przyjemnie.
Kultowa gra i mam do niej olbrzymi sentyment. W Trespasser zwiedzało się drugą wyspę Isla Sorna znaną z Lost Word i Jurassic Park 3. Fizyka w grze powalała i to dosłownie, bo można było praktycznie wszystko przewrócić, wziąć do ręki i przestawić w inną pozycję. Zachęcało to do eksperymentowania z otoczeniem i było częścią niektórych zagadek. Warto też wspomnieć o narracji Richarda Attenborough i świetnej oprawie audio. Z ciekawości wróciłem do tego tytułu po latach i nadal mnie zachwyca klimatem oraz grafiką. Niestety gra sprzedała się tragicznie (około 50.000 egzemplarzy). Trespasser w dniu premiery miał ogromne wymagania sprzętowe. Wspomnę jeszcze o cenie, bo polskie wydanie kosztowało około 200zł i miało mały nakład. Na szczęście, posiadałem w tamtym czasie chyba najdroższy komputer w klasie i nie miałem problemu żeby Trespassera odpalić. Dziś mogą bawić dziwne zachowania dinozaurów i sztucznej inteligencji. Pamiętam jak zwabiłem Tyranozaura nad przepaść i biedaczysko zsunął się z krawędzi ginąc śmiercią tragiczną :D Grę do dziś wspierają fani, którzy tworzą patche, mody i dodatkowe misje.
Przecież Malkavianem można normalnie po ulicach chodzić i gadać z ludźmi.
Ja grałem Toreadorem, co pozwoliło uniknąć wielu kłopotów dialogami i wyciągać informacje. Jestem bardzo ciekaw jak będzie wyglądała gra Malkavianem z tymi wszystkimi głosami w głowie. Najbardziej klimatyczne misje według mnie to:
The Ghost Haunts at Midnight - nawiedzony hotel. Bardzo klimatyczna lokacja. Nie tylko za grozę, ale i widoczki/efekty pod koniec. No i ten motyw z wejściem do pokoju z naszyjnikiem... nagle zmienia się cały wystrój i w tle śpiewa kobieta.
Sibling Rivalry - zaskakujący wątek z siostrami. Zabawne, że nawet maile do siebie "pisały" :D
Calling Dr. Grout - bez apelacyjnie do samego końca ociekający klimatem rodem z najlepszych etapów gry Thief. Wielka szkoda, że nie udało się pogadać z Dr. Groutem :/
Snuff Is Enough - brudny i niepokojący ze względu na tematykę i środowisko. Przywoływał trochę klimaty filmu 9mm albo Siedem.
Come Into My Parlor - ktoś zauważył, że grupa uderzeniowa nazywała się Belmont (postać z gry Castlevania) :D
The Enemy of My Enemy - krótka misja, ale za to bardzo intensywna...
Jeśli ktoś lubi gry Deus Ex, Thief i System Shock, a wszystko w świecie mroku to gra dla niego. Klimat rewelacyjny, zwłaszcza kiedy rozgrywa się misję w sposób na złodzieja/hakera. Kto grał w Thief wie o co chodzi. Nie ma nic przyjemniejszego niż wbijanie ukradkiem do jakiejś lokacji, włamywanie się do poczty mail, czytanie notatek itd. Często bywalcy takich miejsc to jakieś męty, które zawsze ukrywają trupa w szafie. Większość lokacji zapada w pamięć, tak samo postacie i muzyka. Widać tutaj wiele pasji, którą twórcy włożyli w zrobienie gry. Niestety im dalej tym czuć, że nie było już czasu na zrobienie jakiś ciekawszych zadań. Po Chinatown zaczyna się już tylko idź i wybij, co troszkę mnie rozczarowało. Całość nagradza zakończenie, które mnie bardzo zaskoczyło, bo byłem nastawiony na zupełnie inny obrót wydarzeń. Grając momentami było mi przykro, że twórcy nie mieli więcej czasu na dopracowanie gry i wypełnienie jej zawartością. Było to czuć w miastach pełnych budynków do których chciało by się wejść lub postaci, które miały tylko swoje 5 minut i nic więcej... No i wielkie brawa dla ekipy, która przygotowała spolszczenie.
Kompletnie nie mogę się przekonać do tej gry. Fabuła mnie nie wciągnęła, a rozgrywka jest nudna i monotonna. No i Afryka jest biedna, bo nagle się okazuje, że po terenie biegają tylko 3 gatunki zwierząt nie licząc jakiś kurczaków i kóz w wioskach. A gdzie się podziały np. drapieżne gatunki jak lwy?
Grze trochę się dostało na premierze w recenzjach. Głównie za niedoróbki techniczne, które później zostały poprawione. Niestety gra była dużo uboższa od poprzednika. Mi przeszkadzały bardzo małe lokacje. Jednak i tak warto zagrać dla klimatu i różnych sposobów rozwiązania zadań. No i w grze usłyszymy piosenki zespołu Kidneythieves śpiewane przez wirtualną piosenkarkę NG Resonance.
Gra świetna z niezapomnianym klimatem i lubię do niej wracać. Natomiast grafika postaci to straszne drewno nawet w dniu premiery. Deus Ex 1 też miał ten problem. Nigdy nie podobała mi się grafika modeli na silniku pierwszego Unreala. Miałem wrażenie, że wszystko było wyciosane z jednej bryły.
Wreszcie miałem okazję ukończyć tą część i z góry stała się moją ulubioną. Pomysł z pokojem 302 bardzo oryginalny, tak samo fabuła i powody, którymi się kierował Walter Sulivan. Dodam jeszcze, że gdzieś w połowie gry klimat robi się naprawdę ciężki. Mimo częstego "wyjścia" z mieszkania i tak czułem się w nim uwięziony. Wszystko dzięki kapitalnej możliwości podglądania sąsiadki przez dziurę w ścianie, używania judasza w drzwiach lub obserwowanie przez okno ludzi na ulicy i w domu na przeciwko. Strasznie to przygnębiające uczucie kiedy widzisz, że gdzieś tam na zewnątrz toczy się normalne życie (można posłuchać nawet wiadomości z radia), a ty możesz uciec jedynie do innego koszmaru.
Niech lepiej stetryczały dziadek Scott idzie na emeryturę. Dość już zepsuł serie swoimi głupimi pomysłami. Jedyna dobra rzecz w dwóch ostatnich filmach to postać Davida i zasługuje to na jakąś osobną historię, ale nie żerującą na marce Obcego i pod inną nazwą.
To samo studio zrobiło 5 lat później Lost Planet 3... który taki zły nie był. Capcom lubi widocznie ryzykować ;D
Na szczęście średnie JA2.5 nie zniechęciło mnie żeby spróbować JA2... Bo niestety właśnie od 2.5 zacząłem swoją przygodę z tą serią. W porównaniu do genialnej dwójeczki Unfinished Business wypada jak kiepski żart. Wydana lata po premierze podstawki z króciutką i liniową kampanią. Fabuła jest nijaka i równie dobrze mogłaby być sidequestem w 2. Jedyny plus, że polski wydawca dodał do pudełka płytkę z soundtrackiem. Jeśli chodzi o polską wersję językową to mnie polskie głosy najemników jakoś nie przeszkadzały.
Jedna z tych gier, które były całkiem fajne, a świat o nich zapomniał. Ostatnie komentarze z 2004 :D
Wiele niedobrego się nasłuchałem o Homecoming przed zagraniem. Jest to kolejny przykład na to, że nie warto zwracać uwagę na opinię innych, bo spędziłem kilka miłych wieczorów przy grze. Niestety port PC cierpi na sporo błędów o czym się sam przekonałem, ale da się w zasadzie wszystko naprawić fanowskim patchem z githuba, który waży około 500mb. Później już tylko wsiąkłem w grę od początku do końca. Fabuła jest ciekawa i spójna, fajnie zaprojektowane kreatury (zwłaszcza bossowie), wygodny system walki wręcz i dobra muzyka. Choć miałem wrażenie, że było jej za mało (w niektórych lokacjach nie było nawet ambientów). Oczywiście fabularnie nie jest to poziom dwójki, ale i tak każdy fan serii powinien zagrać wyrabiając sobie opinię.
Krótki epizod na dwa wieczory. Jakością raczej nie odbiega od tego, co było wcześniej w WD. Mnie wciągnął i trzymał w napięciu do końca. Przy okazji po raz kolejny uświadomiłem sobie, że gry Telltale były tylko interaktywnymi klikadłami z iluzją wyborów, jednocześnie dając sporo frajdy opowiadanymi historiami.
12 lat później i gra dalej wygląda świetnie. A klimat? Tak gęsty, że można ciąć go nożem. Do tego w grze towarzyszy to uczucie beznadziei. Niby walczymy o życie, ale i tak czuć, że historia nie zakończy się dobrze. Najlepiej to czuć w 3, kiedy dowiadujesz się czemu tak naprawdę ludzie nie odkryli innych inteligentnych form życia w kosmosie i zagrożenie dla Ziemi jest ogromne. Wręcz przesądzone.
W Polsce nie została wydana, ale pamiętam obszerny 2 stronicowy wywiad z twórcami w miesięczniku cdaction.
W encyklopedii jest błąd, bo gra miała tylko napisy po polsku, a dialogi były po angielsku.
Czy w encyklopedii nie ma czasami błędnej informacji jakoby gra była przetłumaczona na polski? Nigdzie się nie spotkałem z polską wersją językową, a jedynie z polskim pudełkiem.
Mój pierwszy numer kupiłem w listopadzie 1998 roku z Carmageddonem 2 na okładce. Mam masę pozytywnych wspomnień z tym magazynem i jednocześnie cieszę się, że to już się kończy. To trochę jak ze starym schorowanym psem, który towarzyszył ci przez lata, a teraz powinien godnie odejść. Niestety z roku na rok jakość pisma spadała. Mnóstwo znanych redaktorów odeszło. Pismo kupowałem już sporadycznie po 2012 roku. Wcześniej kupowałem każdy numer i do dziś stoją u mnie na półkach w domu rodzinnym.
Nie za bardzo rozumiem niskiej oceny na stronie. Gra jest naprawdę fajna jeśli podłapie się ten specyficzny klimat. Mi Obscure przypomina fabułę amerykańskich serialów z lat 90 np. Buffy Postrach Wampirów. Czyli grupa studentów, jakaś szkoła plus elementy horroru. Jedynie, co kuleje to niektóre dialogi i cutscenki, które mocno odstają jakością od reszty, bo sama grafika nawet dziś ma swój urok. No i muzyka też robi swoje.
Jedyny minus tych kronik to dowolność wyboru poziomu trudności na starcie gry. Zdecydowanie wolę jak gra z góry narzuca poziom trudności, co stanowi jakieś wyzwanie, a tutaj można sobie dowolnie ustawiać. Poza tym całe kroniki są warte uwagi.
Działa bez problemu na win7 x64. Jak ktoś ma problemy z migającymi filmikami to najlepiej użyć dgVoodoo. Graficznie to już na premierę wyglądała biedniej niż gry z przed 2000. Ta brzydota grafiki jest na tyle charakterystyczna, że można przyjąć, że taki właśnie miała mieć styl. Jeśli ktoś szuka czegoś podobnego to na tym silniku wyszedł From Dusk Till Dawn od tego samego producenta.
Uruchomienie polskiego wydania z dubbingiem, które wydał CDProjekt to jakiś koszmar... Zresztą wersja od Cenegi z napisami tak samo. Po całym dniu udało mi się w miarę to ogarnąć. Oczywiście jest wersja HD, która działa bez problemów na win7, ale nie posiada spolszczenia i tego świetnego dubbingu od CDP. Jakby ktoś miał problemy to grę najlepiej odpalić przy użyciu dgVoodoo (opcja glide) przy wyborze odpowiedniej karty graficznej. Działają wtedy filmiki i gra się nie zawiesza. Gorzej z muzyką. Jeśli szumi to trzeba zablokować kodeki systemowe ffdshow lub inne, które są odpowiedzialne za odtwarzanie formatu mp3 i które zazwyczaj instalują się w zestawach typu K-Lite Codec Pack. Można grać też bez muzyki zmieniając nazwę folderu Music na inną... Tak czy inaczej gra działa, ale zauważyłem, że przy większych mapach postacie poruszają się wolniej. Najprawdopodobniej naprawia to uruchomienie gry w oknie.
Całkiem przyzwoita gra. Kilka dni temu ją ukończyłem. Jak ktoś lubi klimaty filmu "Coś" Carpentera lub gry pod tym samym tytułem to może się zauroczyć. Niestety największą wadą tej produkcji jest kamera. Zastanawiam się czy twórcy wprowadzili sposób celowania po premierze Resident Evila 4 czy już wcześniej to zaimplementowali (Cold Fear wyszedł 2 miesiące po RE4). Momenty kiedy kamera wraca do pierwotnego położenia po odłożeniu broni bywa bardzo frustrujące. Nie mówię już o zapisywaniu gry. Choć buduje to faktycznie napięcie. W grze dużo się strzela, ale nie umniejsza to ciągłego uczucia zagrożenia. Nie raz podskoczyłem jak zarażony wyskoczył zza rogu, a wcześniej go tam nie było. No i jak zauważyłem leżące gdzieś zwłoki to od razu strzelałem im w głowę. Tak na wszelki wypadek gdyby postanowiły się nagle podnieść. Po materiałach bonusowych do odblokowania widać, że studio włożyło w tą grę sporo pasji, ale szkoda, że nie dopracowało ją technicznie.
Chyba mam lekko zrytą banię, ale wizja miasta w tej grze w połączeniu z nastrojową muzyką zawsze działała na mnie uspokajająco. Te sterylne korytarze, stacje metra, biurowce... Nawet ciasne pomieszczenia serwisowe z tymi czerwonymi rurami i tablicami ostrzegawczymi na ścianach budziły we mnie miłe odczucia.
Gra twórców kultowego Tzara. W encyklopedii jest informacja, że gra została wydana w Polsce z polskim pudełkiem, a z tego co mi wiadomo to pojawiła się tylko jako dodatek do gazety play. Szkoda, że nie w polskiej wersji językowej.
W Hiszpanii i Włoszech Tzar jest chyba bardziej kultowy niż w Polsce. Wydali tam aż 5 dodatków. A to już o czymś świadczy. Strasznie mi brakuje takich strategii w obecnych czasach i często wracam klasyków.
Czy ktoś orientuje się czy Far Cry 3 miał polski dubbing? Lata temu na premierę oglądałem na youtubie gameplaye bodaj z wersji demo gdzie postacie mówiły po polsku i nie chodzi mi o trailery. Nigdzie nie mogę znaleźć informacji na ten temat. Oczywiście gra świetna. Wczoraj ją ukończyłem po raz kolejny. Jedynie co bym zmienił to dodanie konkretnych zadań pobocznych, bo poza wątkiem głównym zajęcia szybko się nudzą.
Ostatnia z dobrych Settlersów. Razem z 3 to moja ulubiona część. Obie mają ten specyficzny styl graficzny i klimat, który kojarzy mi się z Asterixem. Późniejsze części kompletnie od tego odstawały, nie mówiąc już o samej rozgrywce.
Wróciłem do tej gry po 20 latach i dalej strasznie wciąga. No i daje popalić jeśli źle się rozegra rozbudowę osady. W zasadzie cała rozgrywka leci wtedy do piachu i trzeba misję zacząć od nowa lub sejva. Jedna rzecz nie daje mi tylko spokoju. Ktoś orientuje się czy cdprojekt wyciął w złotej edycji czytane odprawy w kampanii Amazonek? Wersja uk ma czytane przez lektora briefingi, a w polskiej wersji ich nie ma wcale. Dodatkowo na płycie złotej edycji pliki dźwiękowe odpraw Amazonek są puste i mają po kilka kilobajtów... Nie wiem jak było w wydaniu premierowym, bo akurat go nie mam przy sobie.
Wygląda zupełnie jak kontynuacja serii Divinity... i tego się obawiałem. Gra się pewnie jeszcze zmieni, ale na chwilę obecną nie czuję w tym Baldura. Może lepiej gdyby nie miał 3 w tytule to jeszcze ok, a tak będzie bardzo trudno dorównać poprzednikom. Pierwsze co rzuca się negatywnie w oczy to nędzne dialogi, interfejs, portrety bohaterów, i grafika w stylu Dragon Age. Brak aktywnej pauzy?
Warto przeczytać https://bezprawnik.pl/sprzedaz-na-allegro-a-urzad-skarbowy/ Okazjonalnie sprzedajesz niepotrzebne ci już przedmioty i nikogo to nie będzie obchodziło.
Jak się dobrze poszuka to można nawet samemu pograć w tą nieukończoną wersję. Waży około 500mb i jest tylko na xboxa.
"Nasza społeczność przyzwyczaiła się oczekiwać po nas naprawdę niesamowitych rzeczy" Haha sami te niesamowitości zapowiadali...
Genialna gra, która według mnie została skopana przez brak normalnego zakończenia. Podstawka była świetna, epizod 1 i 2 także. Tylko dlaczego epizod 2 ma tak beznadziejne zakończenie? Tak wybitna gra zasługuje na przynajmniej standardowe ending, a nie urwany wątek, który do dziś pozostaje otwarty.
Do obejrzenia zachęciła mnie pozytywna recenzja tvFilmy. Dla mnie to bardzo przeciętny film. Jedyna rzecz, która na mnie zrobiła wrażenie to kostiumy, rekwizyty i scenografia. Pod tym względem film może spokojnie konkurować z komercyjnymi produkcjami. Motywy muzyczne mogą się podobać, o ile ktoś lubi te folkowe kobiece wycie, które mi nie podeszło. Gra aktorska jest bardzo nierówna. Jedynie dobrze zapamiętałem Jaskra i Sołtysa. Reszta postaci to drewno bardziej lub mniej. Najgorzej chyba wypadł łysiejący Julian, który jest synem Jaskra. Jego aktorstwo można spokojnie umieścić w kategorii filmów dla dorosłych. Zresztą przez cały film wyrywa wszystko dookoła. Mnie tylko zastanawia co te baby w nim widziały? On nic nie musiał nawet robić. Zamachowski przynajmniej miał gadane i był po prostu sympatyczny... Fabuła całości prosta i spokojnie mogła by posłużyć jako materiał na krótki 30 minutowy film. Dialogi czasem były zabawne, ale nie było to nic wysokiego lotu np. cięte odpowiedzi w postaci wulgaryzmu lub scena z sikaniem i rozrzucaniem prochów zmarłego. Sceny walk też drewniane i tak zmontowane żeby nie było widać braku umiejętności odgrywających. No i scena po napisach... ten demon to chyba kolega smoka z ekranizacji Brodzkiego.