Recenzja The Blood of DawnwalkerInteraktywna mapa Gothic RemakePoradnik do DawnwalkeraWszystko o Wiedźmin 3: Dziki Gon - Remaster
Szukaj...
Kolorystyka
Wyświetlanie

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl
1

Recenzja Ace Combat 8: Wings of Theve. Większy, lepszy i bardziej bezkompromisowy as niż kiedykolwiek wcześniej

Determinacja, satysfakcja, wściekłość, ulga. I poczucie wolności. Niewiele gier jest w stanie z premedytacją wywoływać tak silne i różnorodne emocje jak Ace Combat 8: Wings of Theve, który jest większy i lepszy niż jakikolwiek inny as przestworzy.

Źródło: Ace Combat 8: Wings of Theve, Project Aces, Bandai Namco.

Recenzja powstała na bazie wersji PS5. Dotyczy również wersji PC, XSX.

Już na samym początku kampanii Ace Combat 8: Wings of Theve, gdy towarzysze traktują głównego bohatera jak nieopierzonego żółtodzioba, dostajemy radę że czasem warto zaryzykować, postawić wszystko na jedną kartę i przeć do przodu zamiast się wycofywać. Słowa te powracają później jeszcze kilkukrotnie w toku opowieści. Mam podejrzenia, że są one nie tylko jedną z wielu pompatycznych nut wybrzmiewających regularnie podczas zabawy, ale odzwierciedleniem założeń, jakie towarzyszyły twórcom najnowszej odsłony trzydziestoletniego cyklu. W przeciwieństwie do dopiero szukającego drogi do współczesności Ace Combat 6 czy wspaniałego, lecz latającego z przyciętymi przez problemy produkcyjne skrzydłami Ace Combat 7, Wings of Theve to gra, od której bije pewność siebie i bezkompromisowość w realizacji bardzo konkretnej wizji gry. Ta wizja to wznieść się ponad wszystkich poprzednich asów przestworzy. „Rise above”.

Bezkresne niebo potrafi zachwycać.Ace Combat 8: Wings of Theve, Project Aces, Bandai Namco

Nadzieja, zbawienie, ból, strach. Niebo nie jest połączone

Choć seria narodziła się jeszcze w czasach PS1 i pomagała budować potęgę pierwszych konsol Sony, wiele osób wciąż nie do końca wie, czym ona tak naprawdę jest i przede wszystkim – czym nie jest. A nie jest poważnym symulatorem lotniczym wymagającym godzin treningu, by w ogóle nauczyć się wznosić w niebo. Ace Combat to czystej wody zręcznościówka, w której akcja i sprawny refleks dominuje nad realizmem, a kolejnym misjom kampanii towarzyszy rozbudowana fabuła, opowiadająca dramatyczną i pompatyczną historię wojenną z przerysowaniem godnym japońskich anime. Zwyczajowo mamy tutaj też ścieżkę dźwiękową, która nie wygrywa Game Awardsów i innych tego typu konkursów popularności tylko dlatego, że zbyt mało graczy i dziennikarzy w te tytuły gra, by przegłosować ich zwycięstwo nad muzyką z mainstreamowych gier.

Ace Combat 8: Wings of Theve tej formuły nie narusza, za to tu i ówdzie podkręca. Na przestrzeni trzydziestu misji kampanii (aż o 10 więcej niż w AC7, w sumie kilkanaście godzin zabawy licząc z cutscenkami) ujarzmimy najpotężniejsze samoloty bojowe świata, przejdziemy drogę od żółtodzioba do boga przestworzy niemal w pojedynkę wygrywającego kontynentalne wojny oraz usłyszymy jedne z najlepszych piosenek w całym naszym życiu. Poczujemy wściekłość, gdy wróg zabije naszych sojuszników. Ulgę, gdy my i nasi skrzydłowi bezpiecznie wrócimy do bazy. Determinację, by zwyciężyć, gdy sytuacja na polu bitwy ulegnie drastycznej przemianie. Satysfakcję, olbrzymią satysfakcję, gdy uda nam się pokonać wrogiego asa albo unieruchomić superbroń. I poczucie wolności w tych krótkich chwilach spokoju, gdy możemy bezcelowo wznosić się z wiatrem po bezkresnym niebie. Tylko garstka gier potrafi wzbudzać taką feerię bardzo intensywnych emocji, jakie skutecznie wywołują kolejne misje „Skrzydeł Theve”.

Coś dla fanów Project Wingman też się tu znajdzie.Ace Combat 8: Wings of Theve, Project Aces, Bandai Namco

Świt nowej kroniki

Fabuła serii Ace Combat zazwyczaj rozgrywa się w fikcyjnym świecie zwanym Strangereal, podobnym pod względem stopnia rozwoju cywilizacyjnego do naszego własnego, ale składającego się z zupełnie innych państw. Ponieważ średnio raz na kilka lat w Strangereal wybucha jakiś olbrzymi konflikt zbrojny, którego wynik rozstrzyga kilku asów przestworzy dziesiątkujących pozostałe siły zbrojne, świat ten jest bardzo zmilitaryzowany – tutejsze państwa dysponują nie tylko niezwykle zaawansowanymi samolotami bojowymi, ale również potężnymi superbrońmi pokroju latających fortec, dział orbitalnych czy gigantycznych rail gunów, za pomocą których próbują powstrzymywać inne narody przed zbrojną agresją albo których sami używają do inwazji.

Wątek propagandowy wprowadza ciekawy twist do klasycznego motywu budowania legendy na polu bitwy.Ace Combat 8: Wings of Theve, Project Aces, Bandai Namco

Każda odsłona opowiada o wojnie między innymi nacjami. W Wings of Theve konflikt obserwujemy z perspektywy lotników znanej jeszcze z pierwszej odsłony serii Federation of Central Usea (FCU), która została najechana przez koczowniczy naród Sotoa. Zaskoczone atakiem FCU nie znajduje skutecznej odpowiedzi na elitarne lotnictwo wroga ani jego superbronie szatkujące linie obrony i w chwili rozpoczęcia rozgrywki całe terytorium federacji zostaje podbite. Jako zestrzelony pilot zostajemy wyłowieni z wody i zabrani na pokład lotniskowca Endurance, jednego z ostatnich punktów oporu. Tam dowiadujemy się prawdy o tytułowym Wings of Theve – legendarny pilot i ostatnia nadzieja na odzyskanie inicjatywy to w rzeczywistości propaganda, symbol stworzony po to, aby wzmocnić morale rozsianych po kontynencie niedobitków. Co więcej, w wyniku serii niefortunnych wydarzeń wkrótce po przybyciu na Endurance zapada decyzja, że teraz to my mamy ten symbol odgrywać.

Recenzja Ace Combat 8: Wings of Theve. Większy, lepszy i bardziej bezkompromisowy as niż kiedykolwiek wcześniej - ilustracja #4

Namco Bandai przygotowało aktorski miniserial internetowy skupiający się na wydarzeniach poprzedzających kampanię Ace Combat 8. Hour Zero możecie oglądać za darmo m.in. na Youtube – o tutaj. Znajomość serialu nie jest wymagana do zrozumienia fabuły gry (gdy rozpoczynałem zabawę to nawet nie był on jeszcze dostępny i nie czułem że mi czegokolwiek brakuje), ale dla zainteresowanych lepszym zrozumieniem tła konfliktu będzie jak znalazł.

Zawiązanie akcji w Ace Combat 8 jest wyjątkowo dramatyczne – o ile rozpoczynanie rozgrywki po stronie przegrywającej konflikt to nic niezwykłego, chyba pierwszy raz przewaga wroga jest aż tak miażdżąca. Dzięki temu pierwsze misje kampanii mają dość ciężki wydźwięk, mniej tu górnolotnego patosu, a więcej przyziemnej determinacji. Klasyczne akcenty przestawia też wątek propagandowy – tak jak zazwyczaj przechodzimy drogę od szeregowego pilota do bohatera, tak tutaj status zostaje nam niejako wręczony i nie tyle kreujemy własną legendę, co staramy się udowodnić, że jej dorównujemy. Opowieść jest nieco bardziej przyziemna i osadzona w realizmie niż w przypadku lubujących się w przesadzie poprzedniczek. Z naciskiem na „nieco”. Mimo tych zmian Wings of Theve wciąż nie traci ducha serii i pełno w nim pokrzepiających momentów, cudownie pompatycznych przemów o nadziei i pokoju czy epickiej przesady rodem z anime. Do pełnego zrozumienia fabuły nie jest wymagana jakakolwiek znajomość poprzednich odsłon, ale weterani z pewnością uśmiechną się, słysząc znajome głosy albo ponownie odwiedzając takie ikoniczne lokacje jak Latarnia.

Duża liczba scen przerywnikowych pozwala dobrze zrozumieć konflikt i polubić się z postaciami.Ace Combat 8: Wings of Theve, Project Aces, Bandai Namco

Największą różnicą warstwy narracyjnej Ace Combat 8 względem poprzedniczek jest rozmach produkcyjny. Co każdą misję jesteśmy raczeni wysokiej jakości scenami przerywnikowymi, często całkiem długimi. Tym razem twórcy nie szli na jakiekolwiek skróty i kompromisy w sposobie przedstawienia opowieści, kompleksowo zarysowują kolejne etapy wojny i przede wszystkim kładą bardzo duży nacisk na uwypuklenie postaci. Dało to świetne efekty – nasi skrzydłowi oraz niektóre postacie poboczne dostają dość miejsca, żeby zaprezentować się jako ludzie z krwi i kości i żebyśmy ich polubili, co z kolei prowadzi do tego, że zaczynamy się o nich troszczyć. Kiedy ktoś zagrozi młodziutkiej i niewinnej Tashy, małomównemu Noise’owi albo może trochę za dużo filozofującemu, ale zawsze osłaniającemu wasze tyły Profesorowi, nasza chęć pomalowania całego nieba na czerwono będzie bardzo szczera. Wings of Theve może pochwalić się też fantastycznymi antagonistami. Sotoanie to lud wojowników, honorowy, dziki i nieustraszony, a uosobieniem tych cech jest Lux Lunae – elitarne jednostki lotnicze tego narodu. Poczujecie dreszcz za każdym razem, gdy przybędą na pole bitwy i obwieszczą rozpoczęcie łowów puszczeniem w eter złowieszczego hymnu, mającego zastraszyć przeciwników. Ich przywódca, Cień 22, to przeciwnik, którego nie da się nie darzyć szacunkiem.

Kreacja postaci to zdecydowana topka całej serii i mocny punkt gry – jest tu nawet lepiej niż w moim ulubionym pod tym względem Ace Combat 5. Główny tor opowieści jest liniowy, ale mamy niewielki wpływ na przebieg wydarzeń. W niektórych misjach od naszych działań zależy los niektórych mniej istotnych przyjaciół i wrogów – mogą zostać zestrzeleni lub przeżyć bitwę. Od tego, co się z nimi stanie zależy, czy powrócą w kolejnych zadaniach.

Tasha to jedna z najbardziej sympatycznych postaci w grze.Ace Combat 8: Wings of Theve, Project Aces, Bandai Namco

Cały ten fabularny dobrobyt niestety ciągnie w dół jedna rzecz – główny bohater jest niemy. Project Aces uporczywie trzyma się tego archaicznego rozwiązania i wpływa ono negatywnie na odbiór fabuły, prowadząc do dziwnych sytuacji. Przykładowo, w pewnym momencie Tasha przeżywa załamanie i nasz protagonista swoją przemową stawia ją do pionu. Tylko że my tej przemowy nie słyszymy – widzimy załamanie pilotki, dostajemy opcję dialogową czy chcemy ją pocieszyć, po zatwierdzeniu następuje kilka sekund ciszy i nagle Tasha dziękuje nam za ostre słowa, których potrzebowała. Jakie to były słowa? Musimy sobie sami dopowiedzieć. Słyszałem już przy różnych grach tłumaczenia, że takie rozwiązanie podbija immersję gry, ale w moim wypadku efekt jest odwrotny i głównie wybija mnie to z opowieści. Nigdy nie rozumiałem takiego rozwiązania i nie kupuję go tym bardziej, im bardziej Ace Combat na poważnie podchodzi do swojej warstwy narracyjnej. Na szczęście to jedyny zarzut, jaki mam do fabuły Wings of Theve. Jest wciągająca, emocjonalna i poprowadzona z rozmachem, na jaki ten cykl zasługuje.

Ace Combat 8: Wings of Theve oferuje polskie napisy i muszę tutaj mocno pochwalić tłumaczy, gdyż wykazali się doskonałym wyczuciem tego, co tłumaczyć, a co lepiej zostawić. W zmilitaryzowanym świecie gry pojawia się tona żargonu, pseudonimów i nazw własnych, łatwo byłoby więc przestrzelić jakąś niefortunną zmianą. Na szczęście tutaj tak się nie stało, tłumacze zmieniali nazwy tam, gdzie faktycznie miało to sens, a tego co doskonale funkcjonuje w oryginale, nie ruszali. Fachura!

Nowa generacja Asów

W kwestii rozgrywki Project Aces nie kombinowało zanadto ze zwycięską formułą i głównie dopracowywało znane już i lubiane mechaniki – jeśli graliście w którąś z poprzednich odsłon serii, błyskawicznie odnajdziecie się również w Ace Combat 8. Do wyboru przygotowano dwa schematy sterowania. Pierwszy jest w teorii przewidziany dla nowicjuszy, ale szczerze odradzam go nawet kompletnym laikom, gdyż odbiera za dużo kontroli nad samolotem i moim zdaniem trywializuje zabawę. Charakteryzuje się natomiast całkiem efektowną pracą kamery. Drugi teoretycznie jest dla ekspertów, ale tak naprawdę to po prostu klasyczny schemat sterowania znany z wcześniejszych „Asów”, w którym mamy pełną kontrolę nad maszyną i możemy oddawać się pełni podniebnego szaleństwa. Model latania jest zręcznościowy, ale to nie oznacza że banalny – opanować poruszanie się maszyną jest łatwo, ale w ferworze zawziętych walk musimy zwracać uwagę na wielu wrogów, orientację w przestrzeni, ostrzał pociskami, ryzyko rozbicia się o ziemię bądź wodę, co przy szalonych prędkościach osiąganych przez samoloty zmusza do stałej czujności. Do tego dochodzi obsługa różnych rodzajów uzbrojenia, zaawansowane manewry, rozkazywanie skrzydłowym czy reagowanie na dynamicznie zmieniającą się sytuację na polu bitwy – po kilku pierwszych banalnych misjach Wings of Theve bardzo szybko zaczyna wymagać od nas pełnej uwagi.

Lądowania bywają stresujące.Ace Combat 8: Wings of Theve, Project Aces, Bandai Namco

Recenzja Ace Combat 8: Wings of Theve. Większy, lepszy i bardziej bezkompromisowy as niż kiedykolwiek wcześniej - ilustracja #8

W Ace Combat 8 gra się doskonale na padzie (to za pomocą Dual Sense’a zrobiłem całe pierwsze przejście kampanii i niczego mi nie brakowało), ale jeśli zależy wam na maksymalnej immersji, to tytuł bardzo dobrze współdziała z joystickami. Gra automatycznie wykryła mojego Hotasa 4 i dostosowała do niego układ sterowania, pozwalając na szybką przesiadkę bez marnowania czasu na konfigurację urządzenia. Jedyny problem był taki, że na Hotasie nieznacznie zmienia się obłożenie przycisków, a samouczki nie uwzględniają tej zmiany i wyświetlają oryginalne obłożenie. Z tego powodu nowego schematu musimy nauczyć się metodą własnych prób.

Ace Combat 8 sprawnie balansuje między dawaniem nam poczucia potęgi a tworzeniem wyzwania. Regularne lotnictwo wroga czy cele naziemne nie stanowią dla nas problemu – po odrobinie treningu i odpowiednim doborze uzbrojenia do charakteru misji (branie bombowca na bitwę asów przestworzy może mieć opłakane skutki) jesteśmy w stanie dziesiątkować całe armie i jedyne co może nam realnie zagrozić, to limity czasowe albo jakiś zabłąkany pocisk likwidujący cel strategiczny, który mieliśmy ochraniać. Ale gdy na scenie pojawiają się elitarne asy czy do gry wkraczają superbronie, sytuacja potrafi się mocno skomplikować i zwycięstwo musimy sobie wyszarpać. Walki robią się zaciekłe, brutalne i wycieńczające, a po zwycięstwie odczuwamy nie tylko olbrzymią satysfakcję, ale wręcz ulgę.

Walki z pancernikami lądowymi zapadają w pamięć.Ace Combat 8: Wings of Theve, Project Aces, Bandai Namco

Sporo pracy włożono w to, żeby zapewnić jak największą różnorodność misji. Na przestrzeni trzydziestu misji będziemy nie tylko toczyć regularne bitwy powietrzne czy atakować cele naziemne, ale przyjdzie nam również latać na niskiej wysokości pomiędzy zasięgiem radarów, eskortować ważne cele czy szukać po znakach szczególnych przeciwników zakamuflowanych jako jednostki cywilne. Najbardziej zapadają w pamięć walki z superbrońmi – gigantycznymi maszynami, których zniszczenie wymaga koordynacji całych armii i najczęściej wykonania szeregu czynności pod potężnym ostrzałem. W „skrzydłach Theve” gwiazdami tego typu są pancerniki lądowe – „pływające” po suchym lądzie i wyposażone w rail guny mobilne fortece, walki z którymi zapadają na długo w pamięć. Prawie każde zadanie dostępne w „ósemce” jest wieloetapowe, czasem potrafiąc nagle drastycznie zmienić swoje założenia. Dzięki temu kampania ani przez moment nie nudzi – seria raz jeszcze udowadnia, że z pozoru banalnego konceptu symulatora samolotu da się wykrzesać olbrzymie pokłady różnorodności.

Ace Combat 8 dba o to, żeby się nie nudzić i wprowadza różnorodne misje.Ace Combat 8: Wings of Theve, Project Aces, Bandai Namco

Najważniejszą, choć naciąganą nowością w Ace Combat 8 jest system wydawania rozkazów podwładnym. Naciąganą, gdyż występował on już w starych odsłonach serii i po prostu powraca po nieobecności w AC7. Skrzydła Theve nie latają same – w większości misji towarzyszą nam Tasha, Profesor i Noise, razem z którymi tworzymy eskadrę Jokerów. Naszym kamratom możemy wydawać rozkazy ataku, osłaniania nas albo samodzielnego wyszukiwania celów. Muszę przyznać, że choć system ten nie jest nowy, to zyskał tu mocno na znaczeniu. Jokery okazują się o wiele bardziej kompetentnymi pilotami niż ich poprzednicy z innych odsłon cyklu i potrafią bardzo skutecznie eliminować zagrożenia albo polować na strategiczne cele. Zdarzało się nawet, że to Profesor czy Noise, a nie ja, wykańczał któregoś z sotoańskich asów. System, który dawniej był głównie sympatyczną ciekawostką, tutaj stał się pełnoprawnym mechanizmem, którego sprawne wykorzystywanie potrafi dać nam przewagę na polu bitwy.

Mniejsze wrażenie robi druga nowość w serii, tym razem pełnoprawna – zestrzeliwanie dużych celów w taki sposób, aby ich spadające wraki zderzały się z innymi jednostkami latającymi i wywoływały wielkie kaskady zniszczeń. Na papierze brzmi to jak najbardziej acecombatowa rzecz świata. Niestety, w samej rozgrywce system ten jest mocno zmarginalizowany. Gdybym kilka miesięcy temu nie uczestniczył w pokazie prasowym, na którym wprost wskazano mi tę funkcję palcem, to teraz bym chyba jej nawet nie zauważył. Celowe wywołanie kaskady okazuje się możliwe głównie w kilku wyreżyserowanych pod tym kątem momentach, gdy polujemy na gigantyczne transportowce – a nawet w nich wymaga to sporej kombinatoryki i udało mi się tylko raz. Co ciekawe, jeszcze kilka miesięcy temu, gdy ogrywałem wersję testową, funkcja ta działała również dla mniejszych samolotów i miała większe znaczenie, bo po zestrzeleniu wrogiej maszyny z bliskiej odległości sami mogliśmy wpaść w jej wrak. W finalnej wersji to już tak nie działa. Przynajmniej na poziomie trudności na jakim grałem, weteranie (trzecim z czterech dostępnych na początku zabawy. Piąty, najwyższy, musimy odblokować). Być może na wyższych ustawieniach funkcja ta znów ma szerszy zakres działania. Liczę na to, bo nawet jeśli dla zwykłych śmiertelników jest ona marginalna, to nie mam wątpliwości że społeczność za jej pomocą dokonywałaby absolutnych cudów.

Wywołanie kaskady nie należy do łatwych zadań.Ace Combat 8: Wings of Theve, Project Aces, Bandai Namco

Pomiędzy kolejnymi misjami możemy trochę podłubać w sprzęcie. Za zarobione podczas zadań pieniądze kupujemy kolejne samoloty i ulepszenia rozsiane po średnio wygodnym drzewku technologii – bardzo przydałaby mu się opcja większego oddalenia, tak by móc objąć wzrokiem całość a nie wyłącznie jego fragmenty. Bez tego łatwo pominąć jakieś użyteczne ulepszenia i wydawać fundusze w nieoptymalny sposób. Samoloty dzielą się na cztery typy – oprócz klasycznych myśliwców, bombowców i wehikułów uniwersalnych, dochodzą jeszcze takie nastawione na elektroniczne wspieranie sił sojuszniczych. Niespecjalnie przydatne w kampanii, być może rozwiną skrzydła w trybie sieciowym. Póki co widzę w nich głównie potencjał na jeszcze większe urozmaicenie misji w przyszłych odsłonach cyklu, który w samym AC8 pozostaje niewykorzystany.

Fani uśmiechną się na widok znajomej Latarnii.Ace Combat 8: Wings of Theve, Project Aces, Bandai Namco

Znów wszystko zmienia

W wersji przedpremierowej Namco Bandai włączyło serwery sieciowe tylko na jedną dobę, więc nie spędziłem w „Ace Combat Online” równie wiele czasu co w kampanii dla pojedynczego gracza. Na szczęście doba wystarczyła, żeby mniej więcej zrozumieć, czym tryb sieciowy AC8 będzie i oblatać większość dostępnych trybów rozgrywki. I mieć sporo śmiechu, choć z powodów raczej niezamierzonych przez twórców.

W trybie sieciowym tworzymy sobie własną postać i trafiamy do stylizowanego na hangar lobby, w którym pomiędzy meczami możemy wchodzić w interakcje z innymi graczami, personalizować sprzęt, odpalać trening czy przeglądać sklepik. Kiedy czekamy na matchmaking, większość tych aktywności staje się niedostępna – zostają jedynie interakcje z innymi oraz granie w kilka klasycznych automatówek Namco pokroju Pac-Mana. Podczas dnia testowego matchmaking nie dawał sobie rady i na mecze trzeba było czekać naprawdę długo, rekordowo nawet po pół godziny. Granie w Pac-Mana w końcu mnie znudziło, wdrapałem się więc na pobliską scenę i zacząłem sobie z nudów cosplayować Big Bossa z Metal Gear Solid – wiecie, smutne salutowanie w eter. Jako że inni mieli najwidoczniej te same rozterki co ja, szybko podłapali – i po niedługim czasie mieliśmy na scenie całą gromadę salutujących wannabee Snake’ów. I jednego Sephirotha photobombującego całą formację. Bawiło mnie to o wiele bardziej niż powinno. W każdym razie mam nadzieję, że problemy z matchmakingiem były spowodowane małą liczbą dopuszczonych do testów dziennikarzy i po premierowym otwarciu wrót problem się rozwiąże, bo wspólne salutowanie, jakkolwiek budujące, nie uciągnie trybu sieciowego zbyt długo.

Sieciowe lobby pozwala powygłupiać się z innymi graczami, co przydaje się w czasie przedłużającego się matchmakingu.Ace Combat 8: Wings of Theve, Project Aces, Bandai Namco

Kiedy już udawało mi się połączyć, mecze w Ace Combat Online okazywały się bardzo szybkie i dynamiczne. Kończyły się w kilka minut. Mam nadzieję że była to tylko kwestia niskich rang biorących w nich udział graczy (w trybach PvE losowało mi wyłącznie zadania o poziomie trudności 1, co sugeruje że będą też wyższe), bo starcia pozostawiały spory niedosyt. Zwłaszcza specjalny tryb grupowej walki ze sterowanymi przez sztuczną inteligencję asami kończył się za szybko – bywało że czasu starczało na zestrzelenie ledwie jednej czy dwóch z ośmiu elitarnych maszyn, nim kazano nam wracać do hangaru. Najwięcej przyjemności sprawiły mi tryby walki bezpośredniej z innymi graczami, najmniej wyścig o to kto zniszczy więcej obiektów obronnych na mapie – ale jak wspomniałem, ten ostatni losował się tylko w najniższym poziomie trudności, więc być może jest w nim więcej potencjału niż widziałem. Niestety ani razu nie udało mi się zagrać w potencjalnie najciekawszy wariant zabawy – „awaryjny lot bojowy”, w którym mierzymy się grupowo z najpotężniejszymi machinami z poprzednich odsłon cyklu, takimi jak Arsenal Bird. Tryb ten aktywuje się w losowych momentach i niestety ani razu nie udało mi się na niego załapać.

Monetyzacja Ace Combat Online odbywa się głównie poprzez Battle Passy. Wygląda na to, że nie będą one bardzo agresywnie atakować naszego portfela – za ich pomocą zdobywamy głównie kosmetykę dla naszych postaci i samolotów. Wyjątek to specjalne wehikuły – pierwsza przepustka zawiera w swoim płatnym wariancie ADFX-01 Pixy, który bije na głowę startowy sprzęt i daje nad nim zdecydowaną przewagę. Niezbyt fair, ale przynajmniej Namco Bandai obiecało, że po wygaśnięciu danego passa związane z nim samoloty będziemy mogli normalnie kupić w sklepiku, a dostępne tam najdroższe wehikuły już teraz dorównują Pixy’emu, więc po odrobinie grindu jesteśmy w stanie przewagę zniwelować.

Latanie między zabudową wymaga sporo praktyki, zwłaszcza gdy robimy to w środku walk, ale daje też nieziemską satysfakcję.Ace Combat 8: Wings of Theve, Project Aces, Bandai Namco

Przez problemy z matchmakingiem i ograniczoną dostępność serwerów nie przetestowałem trybu online Ace Combat 8 w takim stopniu, bym mógł się o nim definitywnie wypowiadać. Na pewno widzę silny potencjał na zapewnienie grze długiego życia, ale zbyt mało widziałem i oblatałem, by móc określić się czy został on w pełni zrealizowany. Mecze które rozgrywałem były za krótkie i nie pozwalały się porządnie nacieszyć zabawą, pozostawiając z silnym niedosytem – ale nie wiem czy moduł nie oferuje również dłuższych starć.

Nowa krew, nowe bitwy

Mam lekki problem z oprawą wizualną Ace Combat 8. Na pokazie prasowym sprzed kilku miesięcy miałem okazję wypróbować grę na high-endowym pececie, gdzie gra wyglądała fenomenalnie, ale przez to teraz, grając w finalną wersję na PS5, siłą rzeczy rzuciły mi się w oczy kompromisy techniczne, na które poszli twórcy. A te niestety tu i ówdzie widać. Nierówno prezentują się chmury – choć przez większość zabawy wyglądają absolutnie zjawiskowo i Wings of Theve bije w tym aspekcie całą konkurencję, to czasem niebo zdaje się nienaturalnie rozmazane albo przejaskrawione. Coś jest też nie tak z wybuchami – zbyt często widać, że eksplozje to doklejony i odstający od otoczenia efekt, a nie część świata gry, zwłaszcza gdy pobawimy się powtórkami i spróbujemy złapać jakieś szczególnie efektowne momenty. No i, co zauważyłem już na pokazie, o ile niebo jest piękne, tak już ląd nie cieszy aż tak wysokim poziomem wykonania. Kompromisów nie widać natomiast w modelach samolotów czy innych pojazdów militarnych, które cieszą oczy bogactwem detali, oraz w zbudowanych na silniku gry scenach przerywnikowych, z doskonałą reżyserią. Świetnie wypadają także efekty atmosferyczne takie jak deszcz czy burze. Mimo mojego drobnego marudzenia nie miejcie jednak wątpliwości – całościowo gra wygląda naprawdę dobrze i nie zawodzi od strony oprawy wizualnej.

Lux Lunae to godni przeciwnicy.Ace Combat 8: Wings of Theve, Project Aces, Bandai Namco

Za to ścieżka dźwiękowa… Keiki Kobayashi przeszedł samego siebie i stworzył jedną z najlepszych ścieżek dźwiękowych, jakie słyszałem w życiu. Kropka. Bez żadnych ale. Czy słuchamy podnoszącego na duchu motywu przewodniego, w którym niebiosa śpiewają łaciną, czy rockowych piosenek z wokalem po angielsku, czy wzbudzającego dreszcze hymnu Lux Lunae – muzyka Ace Combat 8 to absolutny geniusz, idealnie zharmonizowany zestaw różnych gatunków i nut, który nie tylko broni się sam w sobie, ale do tego potęguje ładunek emocjonalny każdej walki, dialogu, sytuacji. To ścieżka dźwiękowa, która zostaje z wami na długo po zagraniu i której nie da się zapomnieć.

Efekty atmosferyczne robią wrażenie.Ace Combat 8: Wings of Theve, Project Aces, Bandai Namco

Ponad chmury

Siedem lat musieliśmy czekać na premierę Ace Combat 8: Wings of Theve, ale było warto. Kampania fabularna jest wszystkim, czego oczekiwałem jako fan serii – drobne mankamenty w żaden sposób nie wpływają na to, że jest to tytuł większy, lepszy i ładniejszy niż poprzedniczka. Nie psuje niczego co działało wcześniej, podkręca jeszcze bardziej i tak wysoką jakość starych odsłon gry – jestem absolutnie usatysfakcjonowany. Jeśli znasz i kochasz serię – dodaj do oceny oczko w górę i zapomnij o jakimś GTA6, swoją grę dekady masz tutaj. Jeśli ją po prostu lubisz – Wings of Theve zapewni ci zabawę najwyższych lotów. A jeśli zastanawiasz się, czy warto spróbować – warto, i nie masz lepszego punktu wejścia.

Za lekką niewiadomą uważam natomiast wciąż tryb sieciowy – widziałem zbyt mało, by deklarować o nim coś więcej niż to, że ma w sobie potencjał. Czas pokaże, na ile Namco Bandai go zrealizuje i nie potknie się po drodze o problemy z matchmakingiem albo przesadzoną monetyzację. Trzymam kciuki, że uda im się to zbalansować, bo perspektywa Ace Combata do którego mam po co regularnie wracać przez lata brzmi bardzo kusząco. Ale nawet jeśli online miałby się spektakularnie rozbić – sam tylko singiel sprawia, że Ace Combat 8: Wings of Theve wciąż pozostanie jokerem pośród asów.

PLUSY:
  1. Kampania fabularna potrafi wzbudzać całą feerię emocji z intensywnością, jakiej próżno szukać w większości innych gier;
  2. Ciekawa fabuła, nieco bardziej przyziemna niż zazwyczaj w serii, ale nie odcinająca się anime-patosu charakterystycznego dla cyklu;
  3. Świetnie wykreowane postacie naszych skrzydłowych, na których losie w toku rozgrywki zaczyna nam mocno zależeć, oraz przeciwników, wzbudzających szczery respekt wojowników;
  4. Zręcznościowe walki wymagają dużego zaangażowania oraz reagowania na wiele rzeczy naraz, dzięki czemu stale angażują;
  5. Misje są różnorodne i wieloetapowe, regularnie zaskakując zwrotami akcji czy niestandardowymi celami;
  6. Walki z wrogimi asami i superbrońmi są ekstremalnie intensywne i na długo zapadają w pamięć;
  7. System zarządzania eskadrą i powraca i nie jest już tylko ciekawostką, ale staje się istotną mechaniką;
  8. Mimo pewnych kompromisów wizualnych, oprawa wizualna wypada bardzo dobrze;
  9. Najlepszy soundtrack.
MINUSY:
  1. Protagonista jest niemy, co powoduje zgrzyty w warstwie narracyjnej i gryzie się z opowieścią;
  2. Schemat sterowania dla nowicjuszy za bardzo trywializuje rozgrywkę i może sprawić, że odbijecie się od gry;
  3. Nowość w postaci możliwości zrzucania wraków zestrzelonych samolotów na te lecące niżej nie jest prawie w ogóle wykorzystana i marnuje swój potencjał;

Egzemplarz gry do recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od firmy Cenega. Nasze zasady recenzowania gier oraz opis skali ocen znajdziesz tutaj.

Ace Combat 8: Wings of Theve

Ace Combat 8: Wings of Theve

PC PlayStation Xbox
Data wydania: 2 października 2026
Ace Combat 8: Wings of Theve - Encyklopedia Gier
Chcę zagrać

1

9.0
świetna

Ace Combat 8: Wings of Theve

Determinacja, satysfakcja, wściekłość, ulga. I poczucie wolności. Niewiele gier jest w stanie z premedytacją wywoływać tak silne i różnorodne emocje jak Ace Combat 8: Wings of Theve, który jest większy i lepszy niż jakikolwiek inny as przestworzy.

Ace Combat 8: Wings of Theve

Recenzja Ace Combat 8: Wings of Theve. Większy, lepszy i bardziej bezkompromisowy as niż kiedykolwiek wcześniej
Recenzujący:
Platforma:
PlayStation 5 PlayStation 5
Data recenzji:
25 września 2026

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl